Bezpieczna i "sympatyczna" debata Marszałka Komorowskiego z "blogerami"

Ponieważ skomentowałem wcześniej wystąpienie p. Grzegorza Napieralskiego, który - ubiegając się o fotel Prezydenta RP - postanowił podjąć temat internetu (por. Plus za odwagę wejścia z nowymi tematami, ostrzeżenie przed cienkim lodem), wypada też odnotować dzisiejszą "debatę" Marszałka Sejmu RP, Bronisława Komorowskiego, który spotkał się z "blogerami". Moim zdaniem była to sympatyczna rozmowa, po której nie spodziewałem się wiele więcej niż to, co zaproponowano. Być może dlatego się nie spodziewałem, gdyż nie liczę już na konkrety ze strony polityków ubiegających się o poparcie społeczne. Marszałek Komorowski przyznał, że nowe technologie i nowe media nie są jego silną stroną. Wypada to uszanować. Zwróciłem uwagę na pewną deklarację, która może kompensować w trakcie prezydentury Jego dotychczasowy brak zaangażowania w "nowe media". Marszałek Sejmu, jeśli zostanie Prezydentem RP, ma zamiar powołać pełnomocnika ds społeczeństwa obywatelskiego oraz pełnomocnika ds technik cyfrowych.

Oczywiście Marszałek Sejmu RP robi obecnie pewne błędy i np. jako obywatel oczekiwałbym, że będzie znał zasady procesu legislacyjnego w Polsce. Mam pewne obawy, by tak punktować wypowiedzi padające w kampanii publicznej, a to aby nie być posądzonym o szczególne sprzyjanie konkretnym kandydatom lub szczególne atakowanie któregoś z ubiegających się o urząd. Nie mogę jednak spokojnie "przejść do porządku dziennego" bez pochylenia się nad niedawną wypowiedzią p. Marszałka Sejmu, którą był uprzejmy wygłosić w trakcie spotkania w Częstochowie:


Odnosząc się do "obywatelskiej inicjatywy legislacyjnej" Marszałek Sejmu stwierdził, że po zakończeniu kadencji "wszystkie wnioski obywatelskie są kasowane" i "nie mogą przejść z mocy prawa na następną kadencję". To stwierdzenie pozostaje w oczywistej sprzeczności z brzmieniem art. art. 4 ust. 3 ustawy o wykonywaniu inicjatywy ustawodawczej przez obywateli:

Projekt ustawy, w stosunku do którego postępowanie ustawodawcze nie zostało zakończone w trakcie kadencji Sejmu, w której został wniesiony, jest rozpatrywany przez Sejm następnej kadencji bez potrzeby ponownego wniesienia projektu ustawy. W takim wypadku Marszałek Sejmu zarządza ponowne drukowanie projektu ustawy oraz jego doręczenie posłom.

Po Marszałku Sejmu RP spodziewałbym się tego, że nie będzie w publicznych wypowiedziach popełniał takich błędów. I nie chodzi mi o walkę o "jednomandatowe okręgi wyborcze". Wypowiedź jest dla mnie interesująca, gdyż od pewnego czasu postuluję usprawnienie obywatelskiej inicjatywy legislacyjnej (por. Ćwiczenie z demokracji: podpisy na papierze w celu wprowadzenia elektronicznej partycypacji).

Uważam, że siła Prezydenta może opierać się na sile doradców, którymi się otacza. Jeśli będą to dobrzy doradcy, jeśli proces debaty publicznej będzie przejrzysty, a Prezydent będzie słuchał swoich doradców - ma szanse na to, że nie zrobi wiele błędów. Ponieważ nie liczę zbytnio na to, że Prezydent zaproponuje mi posadę (chociaż dla mnie Prezydent RP - strażnik Konstytucji - nie ma nazwiska i ten, konstytucyjny urząd - jak uważam - powinien działać w interesie wszystkich obywateli, dlatego warto wspierać ewentualną poprawę jego funkcjonowania, jeśli nadarza się ku temu okazja), to pozwolę sobie na skorzystanie z możliwości, jakie daje mi dziś internet i opublikuję pewną grafikę. Liczę, że poza instytucjonalnymi doradcami Prezydent RP będzie również wsłuchiwał się w budzące się w Polsce "społeczeństwo obywatelskie":

Grafika przedstawiająca Marszałka Sejmu i dymki: Nie możecie Państwo oczekiwać od Marszałka Sejmu RP, że będzie szczegółowo znał zasady procesu legislacyjnego w Polsce. Poza tym - kto by się przejmował jakąś obywatelską inicjatywą legislacyjną

Właśnie wyłączyłem sobie możliwość ubiegania się o jakiekolwiek funkcje publiczne, wymagające nominacji...

W Sieci pojawiają się głosy, że gdy p. Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski zostanie Prezydentem RP, wówczas "raczej bardzo mało prawdopodobne, by zawetował ustawę przygotowaną i przegłosowaną przez swoich partyjnych kolegów i będącą wyraźnie w ich interesie". Tak m.in. Jacek Sierpiński w tekście Komorowski wybrany to Internet cenzurowany. Dziś, w trakcie "debaty z blogerami", koledzy blogerzy zadali kandydatowi pytanie o "cenzurę internetu" i rozmawiano przez chwilę o lutowym spotkaniu z Panem Premierem w sprawie Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych (por. również Polska Wiosna Ludów w Zimie 2010, czyli o czym moglibyśmy rozmawiać).

Prezydent z innej "frakcji" niż reprezentujący większość parlamentarną rząd daje pewne możliwości inicjowania i stymulowania debaty publicznej. Może być swoistą "przeciwwagą" (por. Polska w drodze do społeczeństwa informacyjnego: RPO i Prezydent podnoszą stawkę). Zapytany o "Rejestr" Marszałek Sejmu przyznał, że nie zna szczegółów tamtych rozmów, że sprawa nie jest oczywista, że dochodzi czasem do konfliktu sprzecznych interesów. Tam gdzie jeden chciałby korzystać z pełni wolności słowa, inny widzi konieczność ograniczenia takiej wolności. Przykład - pomówienie, "kłamstwo oświęcimskie", itp. Dla mnie oczywistym jest, że wolność słowa nie ma charakteru bezwzględnego. Innymi słowy - wolność słowa ma pewne granice. Nie oczekiwałem zatem, że kandydat zdecyduje się na jakąś generalizację i konkretną wypowiedź. Musi mi wystarczyć deklaracja, że gdy zostanie Prezydentem RP będzie starał się stymulować debatę i ważyć interesy. Cóż innego miałby powiedzieć w kampanii wyborczej?

Marszałek Sejmu podchwycił ("kupił") pomysł Pawła Wimmera, który wskazał przykład Prezydenta USA, Baracka Obamy, prowadzącego "własny kanał" w YouTube. Cóż, Pawle, nie musimy się - mam nadzieję - zgadzać zawsze we wszystkim. Obawiam się, że chęć obejścia "mediów publicznych", które nie zgodziły się na "luźniejsze orędzie" Marszałka, a chciały jedynie, by ten wygłosił przemówienie w "pomnikowej postawie", może doprowadzić do silniejszego zachwiania zasad konkurencji na rynku mediów. Chodzi mi oczywiście o te tezy, które sygnalizowałem wcześniej w tekstach: Prezydent RP promuje korporację Google oraz Chmura zastąpi pudełka, czyli dlaczego mi ręce opadły, gdy Prezydent RP promuje Google. W trakcie spotkania z Szefem Kancelarii Prezydenta, Władysławem Stasiakiem (por. Po spotkaniu w Kancelarii Prezydenta RP na temat regulacji internetu) usiłowałem tłumaczyć, na czym polega ten problem:

Dostrzegając to chciałbym wnioskować, by Kancelaria Prezydenta RP wyznaczyła jednego ze swoich pracowników, który założyłby konto również w serwisie VaGla.pl Prawo i Internet i regularnie je aktualizował (z poszanowaniem zasad tego serwisu - zero polityki, komentarze na temat prawnych aspektów społeczeństwa informacyjnego). Podobny wniosek mógłbym złożyć również do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, która również chętnie korzysta, chociaż na nie znanych zasadach wyboru, z różnych serwisów prowadzonych przez przedsiębiorców (Facebook, Twitter, Blip, YouTube, itp.). Początkowo moja wypowiedź została uznana za nietakt. Kiedy Michał Jaworski (Microsoft, PIIT) zobrazował problem przykładem, w którym słuchacze mieli wyobrazić sobie noworoczne orędzie Pana Prezydenta dostępne w internecie z logiem Gazpromu, stało się jasne, że nie chodzi mi wcale o VaGla.pl, tylko o pewną - jak się wydaje - niedostrzeganą w administracji zasadę równego traktowania wszystkich (obywateli, przedsiębiorców, itp.) przez organy władzy publicznej.

Dlaczego zatem Prezydent wszystkich Polaków miałby promować jedną z prywatnych, globalnych platform wymiany informacji, nie zaś działać na rzecz sprawnego systemu dostępu do informacji publicznej (por. dział BIP) w ramach konstytucyjnej zasady legalizmu (por. Zasada legalizmu (praworządności) w uzasadnieniach niedawnych wyroków NSA)?

W wypowiedzi Marszałka Sejmu, który kontynuował wątek "obchodzenia nieprzychylnych mu mediów" instytucjonalnych, dostrzegłem jednak pewną tezę, która może być ważna dla prowadzonych tu rozważań. Otóż Marszałek Sejmu stwierdził, że wykorzystując Wideo-czaty stara się, by takie wystąpienia były wzbogacone przez warstwę dostępną dla osób głuchoniemych. Ma się to realizować w ten sposób, że pojawia się czasem lektor języka migowego. Przeprowadzona dzisiaj debata nie była wzbogacona o tego typu warstwę (tym bardziej o napisy - ekwiwalent tekstowy wypowiadanych słów, które nadawałyby się do maszynowego odczytania), ale fakt, że kandydat usiłuje zwracać na to uwagę może budzić również nadzieję, że np. Polska ratyfikuje konwencję ONZ dotyczącą praw osób niepełnosprawnych. Do uzyskania stanu dostępności (por. dział accessibility) informacyjnych zasobów administracji publicznej jeszcze długa droga. Tym bardziej, gdy myślimy o dostępności materiałów audiowizualnych (por. Accessibility a publiczne materiały audiowizualne).

Czego mi zabrakło w debacie? Nie znam stanowiska Kandydata w dyskusji na temat ACTA, a ściślej - czy uważa, że Konstytucja RP stoi nad regulacjami Unii Europejskiej, gdy przyznaje obywatelom więcej prawa dostępu do informacji publicznej, niż tamte regulacje (por. Konstytucyjność "wtórnego prawa wspólnotowego" na przykładzie dostępu do informacji publicznej oraz ACTA: Stanowienie prawa odrywa się od woli obywateli (również w Polsce)). To jest temat, do którego Marszałek Komorowski, ubiegający się o urząd Prezydenta RP, mógłby się odnieść. Inna sprawa, że - jak zauważyli wczoraj w telewizji komentatorzy życia publicznego - ustosunkowywanie się do relacji między Polską a Unią Europejską jest tym tematem, którego w tej kampanii nikt nie poruszy, gdyż narazi się tym samym na utratę ewentualnego poparcia. Tak czy inaczej - ktoś mógłby Pana Marszałka i - oczywiście - innych kandydatów spytać o ACTA oraz o stosunek do dziwnej niechęci urzędniczej do udostępniania informacji publicznej na temat tych "poufnych negocjacji".

Skoro wspomniałem ACTA, to wypada również zapytać o retencję danych telekomunikacyjnych. Wiadomo, że tematowi temu przyglądał się poprzedni Prezydent, ale również Rzecznik Praw Obywatelskich (por. Czy będzie wniosek RPO do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie polskich przepisów o retencji danych? Warto zatem znać opinię na ten temat również obecnych kandydatów.

To, czego mi zabrakło w "debacie z blogerami", to również pytanie o stosunek Marszałka Sejmu - kandydata na urząd Prezydenta, do kwestii ponownego wykorzystania informacji z sektora publicznego (por. re-use), zwłaszcza zaś do problematyki prawno-autorskiej. Z drugiej strony mam niejakie pojęcie na temat aktywności głównego przedstawiciela Sejmu w tych sprawach, co opisywałem w tekście Jak przekonać Sejm, by przestał zabraniać korzystać z materiałów? Brać przykład z Malamuda? , "Nowa nadzieja" w government 2.0? - rozmowa ze Zbigniewem 'Gandalfem' Branieckim o nowym projekcie, a ostatnio w Kancelaria Sejmu RP a prawa autorskie majątkowe - czy to temat na merytoryczną dyskusję w kampanii wyborczej? i Dlaczego tak trudno w Polsce zrobić dobry publiczny i bezpłatny system informacji prawnej?. Skoro będąc Marszałkiem Sejmu RP Pan Bronisław Komorowski nie podjął działań zmierzających do usunięcia z praktyki Sejmu RP pewnych - moim zdaniem - patologicznych sytuacji, nie mogę oczekiwać, że podejmie takie działania obejmując urząd Prezydenta RP.

To samo dotyczy np. pytania o "legitymacje prasowe", które znalazły się w Zarządzeniu nr 1 Marszałka Sejmu z dnia 9 stycznia 2008 r. w sprawie wstępu do budynków pozostających w zarządzie Kancelarii Sejmu oraz wjazdu na tereny pozostające w zarządzie Kancelarii Sejmu (por. To już trzeci rok, nadal jestem...). Skoro Marszałek Sejmu uzależnił realizację prawa dostępu do Sejmu od przedłożenia czegoś, co w polskim porządku prawnym nie istnieje (nie ma czegoś takiego, jak "legitymacja prasowa"), to jest to również wskazówka dotycząca przyszłej, ewentualnej prezydentury Marszałka (por. Plebejusze a dostęp do informacji o działalności organów władzy publicznej).

"Debata z blogerami" odbyła się. Trwała godzinę. Przypuszczam, że nie będzie miała wpływu na efekt wyborczy. Zobaczymy, co przyniesie kolejny dzień.

A ponieważ od dawna komentuje działania kolejnych Prezydentów - przeczytaj również:

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Konkrety w kampanii

Nie mogę zgodzić się, że nie ma polityków, którzy jasno wyrażają swoje poglądy i mówią o konkretach. Są tacy politycy, Janusz Korwin-Mikke niech będzie przykładem. Aczkolwiek politycy "ze świecznika" faktycznie boją się jak ognia powiedzieć coś co mogłoby się komukolwiek nie spodobać. Dlatego nie mówią nic. To zaprzeczenie demokracji. Tak jak zaprzeczeniem jest również brak porządnej debaty kandydatów na urząd prezydenta RP.

JKM jest w zupełnie innej

JKM jest w zupełnie innej sytuacji, znajdując się na marginesie życia politycznego powienien wręcz (i robi to) używać kontrowersyjnego języka i czasem absurdalnych stwierdzeń. Powiedzmy sobie jasno, to nie jest w jego przypadku walka o prezydenturę, ale o przynajmniej chwilowe zaistnienie w debacie publicznej i zgromadzenie 2-3% poparcia (ew. zwrotów kosztów kampanii).
Dlatego nie dziwi mnie, że np. wg tego kandydata kobiety powinny zostać pozbawione prawa do głosowania, a Antarktyda nie jest pokrytym lodem lądem, lecz wielką dryfującą krą.

Oceniając wypowiedzi kandydatów nie należy zapominać o ich kontekscie, sytuacji w której się znajdują.

Skoro jedynym politykiem,

Skoro jedynym politykiem, który nie zaprzecza demokracji, jest JKM, który demokracji jawnie zaprzecza, to z tą demokracją u nas faktycznie jest marnie ;)

Co do samych debat - nie trzymałbym się ich jakoś szczególnie kurczowo. Brytyjczycy sobie bez nich doskonale radzili przez lata. Teraz jak się w końcu w UK takie debaty w "iście amerykańskim stylu" odbyły (to "iście amerykańskie" kiedyś dosyć trafnie wyśmiewał Tomasz Lis), to nie brak na wyspach głosów krytycznych, że tak naprawdę nic z tego nie wynika, a wygrywający Nick Clegg popisał się raczej dominującymi zdolnościami oratorskimi, przygotowaniem i charyzmą, niż pomysłem na to, co zrobić z Wielką Brytanią w "tych trudnych czasach" (i znów cudzysłów - czy kiedykolwiek czasy nie były "tymi trudnymi"?). Na naszym podwórku podobnie - albo debaty są nudną wymianą sloganów, albo walką na charyzmę.

Co nie znaczy oczywiście, że nie powinna istnieć publiczna weryfikacja kandydatów - tylko tutaj roli upatrywałbym w ośrodkach specjalizujących się w danych dziedzinach. I nie na zasadzie zadawania pytań samym kandydatom (bo niby dlaczego Komorowski/Kaczyński/Napieralski/Ktokolwiek miałby w jakikolwiek sposób być kompetentny z prawa nowych technologii?), tylko wymuszania przygotowywania przez ich zespoły odpowiedzi na tego typu zagadnienia. Tylko że do tego po pierwsze środowiska te muszą zdobyć sobie pozycję, która na takie wymuszanie pozwoli (tu zresztą jakiś postęp jest), a po drugie sami kandydaci muszą mieć z góry przygotowane zespoły do zajmowania się takimi sprawami (a tego z grubsza lub w ogóle nie ma).

Wydaje mi się, że póki co należy powalczyć o zwyczaj typowania PRZED wyborami składu merytorycznego zespołu prezydenckiego (czy też jakiegokolwiek innego), bo bez tego zawracanie kandydatom głowy pytaniami na które nie mają prawa znać odpowiedzi jest trochę bezprzedmiotowe.

Skoro już tak formalnie

Właśnie, skoro już tak wytykamy Marszałkowi nieznajomość formalności i procedur (i słusznie, bo jemu akurat nie wypada nie znać), to zwrócę Koledze uwagę, że:

"z logiem Gazpromu"
to niczego nie jestem sobie w stanie wyobrazić, no chyba, że ich administratora sieci, natomiast

z logo Gazpromu jestem w stanie sobie wyobrazić nie jeden layout, i nie dwa.

To chyba dość jasne, od formalnej strony? ;)

logo

Obstawiam, że Rada Języka Polskiego wolałaby termin "dziennik" w miejsce "log" w tym hipotetycznym przykładzie. Niemniej - co do istoty - po zaakceptowaniu polskiej odmiany "radio" byłbym przekonany, że odmiana "logo" też mogła zostać zliberalizowana. Nie mogę znaleźć autorytatywnego linku, ma Pan?

apropo czasu trwania spotkania

dobre podsumowanie,

w kwesti formalnej - o ile widzialem, bylo to 30 minut spotkania/nie godzina.

Kanał w YouTube

Piotrze, chodzi mi o to, że tego rodzaju wystąpienia usuwają dystans, dają okazję swobodnego wypowiedzenia się raz na jakiś czas na bieżące tematy. Komorowski jest dobrym mówcą, chętnie słuchałbym tego rodzaju przekazu. Nie rozpatruje tego w ogóle w kontekście jakiejś medialnej równowagi. Zresztą to nie musi być YT - chodzi o ideę.

Demokratyzacja elektronicznych mediów publicznych - w granicach

VaGla's picture

Ponieważ zwykli obywatele mogą obejść instytucjonalnych nadawców - również politycy mogą to robić i robią. Jednak politycy piastujący funkcje publiczne, w szczególności tacy, którzy są organami władzy publicznej, muszą działać na podstawie i w granicach prawa. Już teraz jest tak, że serwisy internetowe - przykładowo - ministerstw służą bardziej PR, niż rzetelnemu udostępnianiu informacji publicznej. Jeśli Prezydent RP miałby co miesiąc - jak ustalaliście w trakcie debaty - publikować w Sieci swoje wystąpienie - musi być to oparte na określonych przepisami prawa zasadach. I te zasady nie mogą promować jednego z przedsiębiorców funkcjonujących na rynku. Tu trzeba rozwiązań systemowych. To właśnie dlatego pytam co jakiś czas "na jakich zasadach działają internetowe serwisy własne, inne niż BIP". Wiem też, że moje zastrzeżenia są hermetyczne i wielu ich nie rozumie. Widać taką mi przyszło grać rolę. Nie mam nic przeciwko "demokratyzacji elektronicznych mediów publicznych", byle odbywało się to w granicach obowiązującego systemu prawnego. Jeśli takich zasad nie ma obecnie - być może należy je stworzyć.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

potrzeba informacji

Jednostki administracji publicznej powinny ułatwiać, upraszczać... problemy życiowe mieszkańców i nie tylko. Toteż poszerzenie BIP o dodatkowy serwis informacyjny nie jest złym pomysłem. Ważne jest co ten serwis zawiera. Jeżeli są to informacje użyteczne i wykorzystywane to brawo. Jeżeli służy wyłącznie PR to znacznie gorzej, choć i te funkcje moim zdaniem powinny być realizowane.
Tak się składa, że media w poszukiwaniu sensacji prezentują chętniej negatywne strony działania administracji publicznej. Pozytywny PR jest uzupełnieniem tego pierwszego.
Ostatecznie nie są istotne wrażenia jednostkowe. Wolałbym oceny tego problemu oprzeć na wynikach szerszych badań. A te jakoś są nieobecne albo wycinkowe. KJM

u mnie ma szacunek przede

u mnie ma szacunek przede wszystkim za to, że w ogóle chciał podjąć dyskusję z blogerami. co do języka migowego to tu widziałem http://www.youtube.com/watch?v=HlFv4hQs_o0 że był tłumacz w rogu. może przy debacie nie było to tak proste do rozwiązania technicznie. nie wiem ale widać, że stara się rzeczywiście umożliwiać osobom niesłyszącym oglądanie materiałów.

ułatwienie "w wyborach przez internet"

VaGla's picture

W tym materiale, do którego prowadzi podany link, pada nawiązanie do "ułatwienia głosowania drogą internetową w wyborach" (to - jak uważam - niebezpieczne; por. m.in. Jestem wstecznikiem elektroniczno-wyborczym, czyli relacja ze spotkania w ISP, albo Wybory przez internet - kto to rozgrywa??). Pan Marszałek rozbraja ewentualną bombę w pierwszym zdaniu, w którym stwierdza, że "nie będzie udawał, że jest ekspertem od spraw internetu".
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Nagranie przebiegu spotkania

VaGla's picture

Nagranie spotkania, które w powyższej notatce komentowałem, dostępne jest w internecie.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Składam właśnie...

...w imieniu koleżanki wniosek o wizę USA. Są tam instrukcje dojazdu do amerykańskiej ambasady w Warszawie. Są oczywiście w postaci linku - nietrudno zgadnąć, do jakiej strony: Google Maps rzecz jasna. I przyznam szczerze, że nie wiem, jak miałoby to wyglądać inaczej.

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>