Pytania o charakter prawny serwisu internetowego Premiera przy okazji clippingu artykułów z The Economist

Po raz kolejny zastanawiam się nad charakterem prawnym "internetowej strony własnej" rządu (innej niż Biuletyn Informacji Publicznej), tym razem w związku z opublikowaniem przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów opracowania (tłumaczenia) artykułu z The Economist. Jest tu kilka problemów, na które nie znajduję odpowiedzi. Zastanawiam się na przykład, czy dokonując takich "przedruków" rząd mojego kraju naraża się na zarzut naruszania autorskich praw majątkowych wydawcy? Czy dochodzi do bezprawnego korzystania z opracowania utworu bez zgody (a może za zgodą) uprawnionego? Zastanawiam się wciąż nad problematyką odpowiedzialności kogoś, kto prowadzi stronę rządu za publikowane tam treści (kogo należałoby ewentualnie pozwać w przypadku naruszenia prawa, Skarb Państwa?). Mamy sytuację, która nadaje się też jako tło projektowanych przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego zmian w Prawie prasowym w kontekście licencji ustawowych prawa autorskiego....

Na gruncie obowiązujących przepisów charakter "internetowej strony własnej" (innej niż BIP) jest - jak uważam - nie dość precyzyjnie określony (por. Czy "własne" serwisy internetowe administracji publicznej działają legalnie?). Wielokrotnie stawiałem tezę, że w ramach systemu dostępu do informacji publicznej organy władzy publicznej powinny prowadzić tylko jeden serwis internetowy (przy czym w ramach rządu powinien być to - jak uważam - jeden serwis rządu, czyli ministerstwa nie powinny prowadzić odrębnych; por. Ministerstwo Transportu ma nową stronę - dlaczego każdy resort ma mieć własną?).

Nie tak dawno Anna Kuliberda ze Stowarzyszenia Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich postanowiła zwrócić się do "strony rządowej" o udostępnienie informacji publicznej, dotyczącej komórki organizacyjnej oraz danych (imię, nazwisko, stanowisko) odnoszących się do pracowników bezpośrednio odpowiedzialnych za informacje publikowane na społecznościowych portalach (blip, facebook, twitter). W odpowiedzi uzyskała następującą informację:

Obsługą strony internetowej KPRM oraz profili w portalach społecznościowych zajmuje się Centrum Informacyjne Rządu. Zakres jego działalności określa Regulamin KPRM (http://bip.kprm.gov.pl/kprm/organizacja/departamenty/161_1106.html). Aktualizacja profili została dopisana do zakresu obowiązków wybranych pracowników Centrum. Z poważaniem – Małgorzata Juras, gł. specjalista w Centrum Informacyjnym Rządu.

W tym "regulaminie" (nie wiadomo, w jakim trybie i na jakiej podstawie został przyjęty ten dokument, który nawet nie nosi tytułu "Regulamin", a jedynie stanowi zbiór dziesięciu punktów "kompetencyjnych") czytamy, że Centrum Informacyjne Rządu realizuje zadania w zakresie m.in.:

(...)
4. kreowania zadań z zakresu relacji z mediami oraz opinią publiczną - public relations, mających na celu tworzenie wizerunku medialnego Prezesa Rady Ministrów oraz promocję prac Prezesa Rady Ministrów

5. wydawania publikacji informacyjno-promocyjnych o działalności Prezesa Rady Ministrów, pracach Rady Ministrów i innych wydarzeniach związanych z działalnością Kancelarii;

6. monitoringu prasy i mediów elektronicznych, sporządzania na tej podstawie codziennych raportów oraz bieżącego informowania o wydarzeniach w kraju i na świecie;
(...)

9. merytorycznej obsługi stron internetowych Kancelarii;

10. tworzenia i udostępniania stron Biuletynu Informacji Publicznej, właściwych dla Kancelarii, oraz udzielania odpowiedzi dotyczących dostępu do informacji publicznej, w porozumieniu z właściwymi komórkami organizacyjnymi Kancelarii.

W kontekście zasady legalizmu (praworządności), która znajduje się w art. 7 Konstytucji RP (por. Zasada legalizmu (praworządności) w uzasadnieniach niedawnych wyroków NSA) można chyba zastanawiać się, czy jest to wystarczająca podstawa prawna, by "redagować" komunikaty w wybranych "serwisach społecznościowych". W niniejszym serwisie prezentowałem wcześniej historię swoich pytań kierowanych do Komendanta Głównego Policji (por. Odpowiedź od Rzecznik Komendanta Głównego Policji w sprawie serwisów Policji). Po tych pytaniach Komendant Główny Policji zmienił swoje wcześniejsze zarządzenie, zastępując je Zarządzeniem nr 1204 w sprawie form i metod działalności prasowo-informacyjnej w Policji). W ten sposób "internet" znalazł się w jakichkolwiek podstawach działania Policji. Nie chodzi o to, by czepiać się urzędników. Chodzi o jasne zasady działania państwa, a przy okazji i na przykładach działania tych urzędników, o wyciąganie wniosków związanych z sytuacją prawną obywateli, którzy ponoszą (większe, bo nie poparte imperium państwa) ryzyko prawne przy realizacji wolności rozpowszechniania informacji.

W tym kontekście warto odnotować wczorajszy komunikat opublikowany zarówno w serwisie Blip.pl, jak też materiał opublikowany na stronach Kancelarii Prezesa Rady Ministrów:

Komunikat w serwise Blip.pl

Wczorajszy komunikat opublikowany w ramach konta "premier" w serwisie Blip.pl: "W serwisie KPRM jest już dostępny kolejny artykuł z zagranicznej prasy ("The Economist)" nt. pozytywnej sytuacji w polskiej gospodarce: [premier.gov.pl]"

W powyższy sposób promowany jest artykuł z The Economist, który został "przedrukowany" na rządowych stronach. Tak na prawdę chodzi zarówno o artykuł w oryginale (Kancelaria Prezesa Rady Ministrów opublikował skan z oryginalnego wydania "The Economist"), ale opublikowano również jego opracowanie, tj. tłumaczenie.

Screenshot strony serwisu premier.gov.pl z opracowaniem artykułu z The Economist

Screenshot strony serwisu premier.gov.pl z opracowaniem artykułu z The Economist. Pod tym tłumaczeniem znajduje się również link do skanu oryginalnego tekstu z 20 marca 2010 roku pt. "What went right". Czy mogę ponosić odpowiedzialność za linkowanie do materiału chronionego prawem autorskim, który wykorzystywany jest przez osobę trzecią (rząd), a o którym nie wiem, czy opublikowany jest na stronie rządu zgodnie z prawem autorskim? Co z odpowiedzialnością za linki? Czy ktoś, kto - posługując się kontem "premier" - redaguje komunikaty publikowane w serwisie Blip.pl, może ponosić odpowiedzialność za linkowanie do stron Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, gdyby okazało się, że linkowane materiały opublikowano z naruszeniem prawa autorskiego?

Czytelnicy tego serwisu pamiętają takie doniesienia, jak Napisy do filmów na celowniku, albo Zatrzymano tłumaczy napisów..., pod którymi toczyła się długa dyskusja, związana z możliwością korzystania z opracowań (tu istotny jest art. 2 ust. 2 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, zgodnie z którym "rozporządzanie i korzystanie z opracowania zależy od zezwolenia twórcy utworu pierwotnego (prawo zależne)..."; mamy wyrok Sądu Najwyższego, który pojawiał się w tej dyskusji: Wyrok Sądu Najwyższego - Izba Cywilna z dnia 23 stycznia 2003 r., sygn. II CKN 1399/2000, chociaż to nie jedyne takie orzeczenie). Wiemy również, że tzw. clipping (a więc korzystanie z opublikowanych w prasie artykułów w celu monitorowania doniesień prasowych na dany temat) jest zjawiskiem, z którym walczą wydawcy prasy (por. Wydawcy prasy, internetowy clipping oraz "źródło internet", Pierwsze strzały w dozwolony użytek - wydawcy prasy vs. clipping, Retoryka wojenna i zezwolenie na zbiorowy zarząd dla stowarzyszenie Repropol). Są interesujące wyroki dotyczące tego typu aktywności: Clipping - wyrok w sprawie jedenastu słów (sprawa C-5/08)...

Takie "przedruki" są czasem możliwe, ale w ściśle określonych przez ustawodawcę przypadkach. Być może Kancelaria Prezesa Rady Ministrów wystarała się o zgodę na wykorzystanie artykułu w oryginale oraz w tłumaczeniu? Warto zapytać, kiedy taką zgodę otrzymano. Jeśli nie otrzymano takiej zgody, to możliwe, że ktoś uznał, że można "przedrukować" (w internecie nie ma druku, więc w cudzysłowie) artykuł na podstawie licencji ustawowej z art. 25 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych...

Art. 25 ust. 1 pkt 1 lit. b) ustawy stwierdza, że wolno rozpowszechniać w celach informacyjnych w prasie, radiu i telewizji (...) aktualne artykuły na tematy polityczne, gospodarcze lub religijne, chyba że zostało wyraźnie zastrzeżone, że ich dalsze rozpowszechnianie jest zabronione. W takim przypadku twórcy przysługuje prawo do wynagrodzenia. Ta licencja ustawowa oznacza tyle, że nie trzeba pytać o zgodę, ale trzeba płacić za korzystanie. Można też nie zgodzić się na działanie takiej licencji (por. klauzulę w stopce niniejszego serwisu). Ta licencja przysługuje tylko prasie, radiu i telewizji, a więc aktualne jest pytanie o charakter prawny serwisu internetowego Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Wiemy, że rząd nie uważa swojego serwisu ani za dziennik, ani za czasopismo (por. Dlaczego urzędy nie rejestrują w sądzie swoich serwisów jako dzienników lub czasopism - publikuję odpowiedzi). Nie musi to oznaczać, że serwis rządu nie jest prasą. Jeśli prezentowana wcześniej argumentacja jest prawidłowa, to oznacza to tyle, że nie trzeba było zarejestrować w sądzie takiego "tytułu prasowego", jak "www.premier.gov.pl" (por. Z uzasadnienia wyroku Sądu Okręgowego w Bielsku-Białej (Sygn. akt VII Ka 715/09)).

Jeśli jednak serwis premier.gov.pl jest prasą, to działalność polegająca na publikacji przedruków musi być oceniana przez pryzmat niedawnych propozycji Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, który postanowił ograniczyć w projekcie ustawy zakres podmiotowy pojęcia "prasa" (por. Kolejny projekt noweli Prawa prasowego zabiera prawa dziennikarzom), co - jak przypuszczam - związane jest z lobbingiem środowiska wydawców prasy, zmierzającym do ograniczenia podmiotowego możliwości wykorzystania licencji ustawowej art. 25 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych (por. Skąd pomysł rejestracji elektronicznych publikacji?).

Jeśli serwis premier.gov.pl jest prasą, to czy działa tak, jak inne ("komercyjne" lub "niekomercyjne") tytuły prasowe, czy też może publikuje jedynie "materiały urzędowe"? Materiały urzędowe nie są przedmiotem prawa autorskiego...

Pytanie o charakter prawny serwisów internetowych prowadzonych przez organy władzy publicznej jest interesujące również z tego powodu, że państwo coraz częściej "konkuruje" informacyjnie z podmiotami działającymi na komercyjnym (i społecznym) rynku obiegu informacji. Dziś praktycznie wszystkie "uznane" tytułu prasowe "przedrukowują" informacje publikowane w serwisach policyjnych czy rządowych. Kiedy sprawa dotyczy dobrych jakościowo materiałów publikowanych w finansowanych przez rząd mediach (np. BBC), to rodzi to pewne obawy po stronie przedsiębiorców (por. BBC zagraża niezależnemu dziennikarstwu, czyli czas zastrzelić królewskiego kowala, by przejąć kuźnię). W tym serwisie odnotowałem również próby wejścia administracji publicznej na rynek muzyczny i filmowy (podsumowanie tych komentarzy znajduje się w tekście eMPe-trójki od władzy publicznej w Newsweeku)... Były już pytania o grafiki (por. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, kto jest autorem logo BIP? oraz W internecie nie obowiązują zasady dotyczące godła Rzeczypospolitej Polskiej?), były pytania o materiały urzędowe i ewentualne wywłaszczenie z praw autorskich majątkowych (por. Outsourcing w przygotowywaniu "dokumentów urzędowych" a prawa autorskie, Wytyczne dla ruchu rowerowego to tylko kolejny przykład, Urzędowe dokumenty, materiały, znaki i symbole w orzecznictwie sądów administracyjnych). Wraz z upowszechnianiem się nowych form komunikacji rząd i inne organy państwa wchodzą na coraz bardziej cienki lód.

Niby zwykły artykuł z "zachodniej prasy" (oraz jego tłumaczenie na język polski, czyli opracowanie), który opublikowano na stronie rządu, by "tworzyć wizerunek medialny Prezesa Rady Ministrów oraz promować prace Prezesa Rady Ministrów", a konsekwencje w sferze interpretacji aktualnego stanu prawa wydają się dość istotne. Oczywiście potrafię sobie wyobrazić sytuację, w której wydawcy prasy "nie będą mieli nic przeciwko temu", by na stronach rządu publikowano nawet całe wydania tytułów prasowych (wiadomo, że z rządem lepiej nie zadzierać, więc skoro ktoś uznał, że chce "przedrukować", to nie ma sprawy, proszę bardzo, zapakować? por. Autorzy uwalniają Alladyna i ogłaszają abolicję, Administracja Sarkozy'ego zaliczyła "piracką wpadkę"), ale pytania, które można by zadać Panu Premierowi nie musiały by być formułowane z pozycji ochrony ewentualnych pokrzywdzonych. W końcu chodzi o przejrzystość działania państwa, w którym organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa, a więc nieco inaczej niż przedsiębiorcy i inne podmioty, które mogą robić to, co przez ustawę nie jest im zabronione, w ramach swobody prowadzenia działalności (np. gospodarczej).

Gdyby okazało się, że rząd narusza prawa autorskie publikując "przedruki", to uprawniony może żądać trzykrotności "stosownego" wynagrodzenia, a te pieniądze musiałyby być wypłacone nie z kieszeni urzędnika, tylko z kiesy Skarbu Państwa. Mojego państwa.

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Dział. Aktualności serwisu e-inspektorat.zus.pl

Asen's picture

Dział Aktualności serwisu e-inspektorat.zus.pl, że tak powiem... najeżony jest skanami z artykułów z polskiej prasy. Przykłady: Gazeta Pomorska ; Dziennik Gazeta Prawna i wiele innych.

Economist ma automat do reprintów

Dostaję co tydzień przegląd Economista mailem. W stopce jest wyraźny copyright disclaimer.
Redakcja udziela jednorazowej licencji na reprint dowolnej zawartości ze swej witryny w dowolny sposób (internet, mailing, prasa) za pobraniem wynagrodzenia. Proces licencjonowania jest zautomatyzowany i polega na skorzystaniu ze skryptu java - okienko w prawym górnym rogu ekranu: zaznaczenie interesującej treści, zatwierdzenie, opłacenie kartą. Szczegółowe pytania pod adresem rights@economist.com. Warunki prawne http://www.economist.com/help/copy_general.cfm.

Piszę o tym z dwojakiego względu. Po pierwsze KPRM robi reprint bezprawnie, bo nie ma w publikacji powołania na licencję (a powinna być). Po wtóre Economist licencjonuje swoją pracę wzorowo i uważam że właśnie tą drogą pójdą media - automatycznego licencjonowania przez elektroniczne płatności. Nie jest zresztą jedyny, wszystkie dynamiczne redakcje w USA właśnie przeszły na ten model (niektóre nie mają już wcale druku, tylko amazon i kindle). Sroi napisane jak wół na każdej stronie. Zabrania się jumania.
Pozdrawiam.

Lexis/Nexis i Departament Satnu

Dobre kilka lat temu, gdy internet jeszcze byl w powijakach podobna sprawa byla w USA z serwisem Lexis/Nexis:

(1) Ambasady USA regularnie tlumacza cale lokalne gazety na uzytek ambasad i departamentu stanu.

(2) Lexis/Nexis na zasadzie dostepu do dokumentow publicznych uzyskala dostep do tych tlumaczen i tlumaczenia te udostepnila w swojej bazie danych.

(3) Sam z tego korzystalem bo bedac na studiach w USA w latach 1991-1995 mialem dostep do tej bazy, gdzie byly m.in. wszystkie artykuly z "Rzeczypospolitej".

(4) W koncu jakis zagraniczny wydawca pozwal Lexis/Nexi, ale Ci sie wybronili twierdzac, ze korzystaja z dokumentow rzadowych.

A jeśli pojawia się odpowiedzialność karna?

W całej masie rozważań nad prawem autorskim zniknęła kwestia odpowiedzialności. Co z przypadkiem, gdy na tych stronach pojawia się informacja nieprawdziwa? Mały problem jeżeli dotyczy to np. objazdu, ale jeśli dotyczy to fałszowania treści dokumentów prawnych, rządowych?
Akurat widzę taki przypadek na stronach jednego urzędu ...

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>