Czekamy na wolterskluwer.gov.pl

Miesza się. Miesza się to, co publiczne, z tym, co prywatne. Dochodzi do swoistej "prywatyzacji" publicznej "publicystyki". Wcześniej był to opisywany tu Biuletyn Skarbowy, który został "puszczony" w prywatne ręce Wydawnictwa Infor, teraz Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, która nadal jest "wydawcą" Przeglądu Legislacyjnego, oddała konfitury jego prenumeraty prywatnemu wydawcy - Wolters Kluwer Polska S.A..
Aktualizacja w górę osi czasu: Korespondencja w sprawie "Przeglądu Legislacyjnego".

Na razie pomijam kwestie re-use i zasad legalizmu i praworządności w zakresie wskazania normy pozwalającej na publiczną publicystykę poszczególnych ciał i organów. Pomijam też kwestie ewentualnych danych osobowych prenumeratorów publicznej publicystyki w rękach prywatnego wydawcy. Sygnalizuję "goły fakt".

Na stronie Prenumerata, którą można znaleźć w domemenie radalegislacyjna.gov.pl, przeczytacie Państwo:

W związku z przejęciem przez Wolters Kluwer Polska S.A. wydawania kwartalnika „Przegląd Legislacyjny”, dotychczas wydawanego przez Centrum Usług Wspólnych, wszelkie zgłoszenia dotyczące prenumeraty na 2013 r. oraz sprzedaży pojedynczych egzemplarzy czasopisma z tego roku prosimy kierować e-mailowo pod adres zamówienia@wolterskluwer.pl lub listownie pod adres:
(...)

Przy czym Przewodniczący Rady Legislacyjnej "robi" akwizycję tytułu wysyłając do różnych podmiotów pisma zawierające m.in. następujące akapity:

Fragment pisma Przewodniczącego Rady Legislacyjnej przy Prezesie Rady Ministrów

Fragment pisma prof. dr hab. Mirosława Steca, Przewodniczącego Rady Legislacyjnej przy Prezesie Rady Ministrów.

Przeczytacie tu państwo (przepiszę, by dało się przeczytać również, jak ktoś nie widzi):

Uprzejmie informuję, że zmieniona została formuła wydawania czasopisma "Przegląd Legislacyjny". Jego wydawcą jest nadal Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, zaś komitetem redakcyjnym - pełny skład Rady Legislacyjnej, jednak techniczny proces wydawniczy, prenumeratę i kolportaż przejęło profesjonalne wydawnictwo "Wolters Kluwer Polska".

Kwartalnik "Przegląd Legislacyjny" ukazuje się od 1996 r. Jest poświęcony szeroko rozumianej problematyce prawa publicznego, ze szczególnym uwzględnieniem zagadnień legislacyjnych. Wpisany został na prowadzoną przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego listę czasopism punktowanych. Gorąco zachęcam do nadsyłania do redakcji "Przeglądu Legislacyjnego" artykułów i innych form publikacji naukowych, które mieszczą się w profilu czasopisma. Są one wynagradzane, a po ich opublikowaniu zostają udostępnione w serwisie prawniczym LEX. Do niniejszego pisma pozwalam sobie załączyć blankiet prenumeraty na 2013 r.

Pięknie. A jeśli wydawcą jest Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, to jak to jest z odpowiedzialnością za publikowane tam teksty? Czy działa tu odpowiedzialność na zasadach prawa prasowego? Czy oddanie "technicznego procesu" dotyczące właściwie wszystkiego co jest w sferze wydawcy, stwarza sytuację, że rzeczywisty wydawca publicznego kwartalnika, który jest teraz Wolter Kluwer, nie będzie ponosił odpowiedzialności za treści?

Jak to jest możliwe, że Przewodniczący Rady Legislacyjnej przy Prezesie Rady Ministrów robi akwizycję w sumie quasi prywatnemu tytułowi (quasi prywatnemu, bo fasada zostaje publiczna, a pieniądze - jak rozumiem - idą do prywatnej kieszeni)?

W dyskusji, którą sobie prowadzimy równolegle w społecznościówkach padł właśnie komentarz Witolda: "czekam na wolterskluwer.gov.pl"

O Biuletynie Skarbowym:

Przeczytaj również:

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

pod latarnią

Trudno się oprzeć wrażeniu, że jak zwykle pod latarnią najciemniej. Przedstawiona promocja publikacji (o charakterze publicznym) dystrybuowanej przez podmiot prywatny ale redagowanej w RCL to kpina zwłaszcza, że RCL powinien być strażnikiem jakości prawa. RCL chyba nie dostrzega konfliktu pomiędzy interesem firmy prywatnej (sprzedającej LEX'a)a swoimi zobowiązaniami jakie niesie publikacja Rządowego Procesu Legislacyjnego (RPL) finalizowana publikacją stanowionego prawa.
Dodać dla pełni obrazu należałoby monopolistyczne zawładnięcie procesem publikacji aktów prawa stanowionego zwłaszcza w gminach przez firmę A@BC. Można wysnuć wniosek, że podstawowe narzędzia prawne opanowane zostały przez firmy prywatne. Przedsięwzięcia te cechuje brak ryzyka biznesowego ze względu na charakter przetwarzanej informacji - administracja zawsze będzie istnieć i zawsze będzie potrzebowała dobrej informacji prawnej. Brak faktycznej konkurencji prowadzi moim zdaniem do znacznego zawyżenia kosztów dostępu do aktów prawa.
Administracja tworzy prawo, oddaje jako informacje publiczną i kupuje dostęp do niej za duże pieniądze.
Czy tak być powinno?
KJM

W tym tekście

VaGla's picture

W tym tekście nie chodzi o RCL (Rządowe Centrum Legislacji) tylko o Radę Legislacyjną. To dwa różne byty.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Wniosek

Na mój wniosek o udostępnienie czasopism w ramach dostępu do informacji publicznej otrzymałem taką oto wiadomość:

"Szanowny Panie, w odpowiedzi na poniższy e-mail uprzejmie wyjaśniam, że numery „Przeglądu Legislacyjnego” nie są informacją publiczną – taką informacją są tylko zawarte w nich opinie Rady Legislacyjnej (...).

Z poważaniem
Małgorzata Juras
główny specjalista
KANCELARIA PREZESA RADY MINISTRÓW"

Będę dalej drążył temat.

A ja zadam głupie pytanie.

Witam.

Jak w tytule napisałem, ciśnie mi się takie głupie pytanie.
Dlaczego podatnik (firma, obywatel) ma płacić za jakiegoś LEX'a? Taki produkt winien być udostępniony na zasadach OpenSource przez agendę rządową! Obywatele płacą podatki z których to utrzymywane są stanowiska osób kreujących prawo. Prawo to jest spisywane i publikowane w ISAP. Problem jednak w tym, że jest to tylko zbiór aktów prawnych z dość skąpym jak na obecne czasy, silnikiem zarządzania i wyszukiwania kontekstowego obowiązującego prawa.
Czyżby wszelkiej maści "informatycy" w agendach rządowych byli tak mizernej jakości zawodowej, że nie potrafią zbudować serwisu choćby podobnego do LEX'a? No to po co są utrzymywani? Serwis techniczny użytkowanych komputerów i drukarek może zrobić firma wyłoniona w przetargu. Nie ma potrzeby utrzymywać całej armii ludzi, potrafiących jedynie zalecić zakup nowszych komputerów! I to z jedynie słusznym systemem MS Windows!
Czy uczelnie polskie, chwalące się wysokim poziomem kształconych w nich informatyków, nie potrafią wykreować takiego serwisu prawnego?
Jak widać, nie potrafią! Bo LEX jest i drze kasę z urzędów i ministerstw za swój produkt! To za co podatnik płaci? Za spokojną i bezstresową pracę w urzędach oraz za cyfrowe udostępnianie, produktu za który już zapłacił na etapie jego tworzenia?

Ale dość! Nic to co napisałem nie zmieni! Bo najważniejszym jest aby podatnik płacił wielokrotnie za ten sam produkt, bo jest inaczej podany albo opakowany! A kasę bierze pośrednik konfekcjonujący produkt!

Patrząc na realia Polski,to dostrzegam jedno. Dopóki nie zacznie się rozliczać finansowo zasadności decyzji urzędów i ministerstw za zakupy systemów IT, tak długo będzie na porządku dziennym, pospolite szastanie publicznymi pieniędzmi

Pozdrawiam

Ogólnie rzecz biorąc mam

Ogólnie rzecz biorąc mam wątpliwości, czy coś robione państwowo może być tańsze i lepsze od czegoś robionego prywatnie. Jak widzę, Lex jest rozwijanyod 25 lat.

To, że każda jednostka sobie oddzielnie kupuje Lexa zamiast załatwić to na poziomie państwa ze sporym rabatem to inna sprawa. Skoro istnieje MAiC, to czemu ktoś stamtąd nie pójdzie do wydawcy i nie powie "albo od tej pory płacimy tyle i tyle (dużo mniej niż teraz), albo jak chcecie wyciągnąć więcej to zrobimy własny system i jeszcze udostępnimy go wszystkim za darmo. Bo przy tej cenie to się zwróci po 2 latach".

Nie pisałem o produkcie made in przetarg.

Witam.

Ja w pełni rozumiem obawy i obiekcje związane z wykonywaniem czegokolwiek państwowo.

Proszę jednak zwrócić uwagę, że napisałem nie o produkcie komercyjnym jednego czy drugiego ministerstwa, zleconemu przetargiem firmie komercyjnej. Napisałem o rozwiązaniu akademickim! Uczelnie pozyskują grant na produkt, studenci uzyskują rozszerzenie nauki o praktyczne zastosowanie pozyskiwanej wiedzy. Produkt byłby Open Source i jako taki jest darmowo dla wszystkich użytkowników. Ogólnie rzecz biorąc, to więcej korzyści niż strat! Uczelnie i tak są finansowane z budżetu, to niech coś wyprodukują dla tegoż budżetu, a nie tylko magistrów informatyki.
Proszę zwrócić uwagę na mały drobiazg. Ośrodki akademickie nie mają powodu do konkurowania między sobą, bo produkt byłby z założenia non-profit czyli taki jak Drupal czy SMF, albo inny produkt Open Source.
Konieczność wytworzenia produktu neutralnego technologicznie, ewidentnie przyczyniłaby się także do standaryzacji rozwiązań informatycznych w urzędach. Zerowe koszty użytkowania, także stanowiłyby poważną korzyść dla i tak biednego budżetu.
A w to, że mamy także wybitnych programistów i analityków informatycznych wśród kadry naukowej i studentów, nie mamy podstaw wątpić! Wszak polscy studenci wygrywają międzynarodowe zawody w programowaniu! A co najważniejsze. Student ma domiar ma jeszcze pasję i chęć pokazania się potencjalnemu pracodawcy jako dobry programista. A taki projekt to doskonała wizytówka umiejętności!

Obecne produkty państwowe, to produkt przetargów publicznych! A jak są pisane sławetne SIWZ-y, to wszyscy w Polsce wiedzą! Przy okazji, media podawały także o nieprawidłowościach wokół przetargów informatycznych. A zatem nic dziwnego, że państwowy produkt się źle kojarzy! Ale to nie wina produktu jako takiego, tylko procesu powołania go do życia! No i rzecz jasna, niskiej wiedzy analityczno-programistycznej autorów SIWZ-u, którą to firmy komercyjne wykorzystują bezwzględnie. Ale co się dziwić? Taki źle napisany SIWZ daje pewność, że będzie wiele zmian. A te zmiany jako nowe produkcje i z racji, że kod jest zamknięty, dają firmie programistycznej gwarancję długiego czasu pozyskiwania pieniędzy. Pieniędzy podatnika rzecz jasna!

Ten fenomen 25 lat LEX'a polega na tym, że prywatna firma nie rozpisuje przetargu wg kryterium najniższej ceny! Sama zatrudnia koderów i analityków oraz edytorów tekstu! Nie zleca SIWZ-em wykonania produktu, bo jako prywatna nie musi. A przy okazji, firma doskonale orientuje się jaką źle napisany SIWZ stanowi pułapkę inwestycyjną!

I takim to właśnie trybem wg mojego zdania powinien powstawać produkt oferujący zakres funkcjonalności na poziomie lub wyższym niż sam LEX! Uczelnie dysponują odpowiednią kadrą i studentami, a zatem taki projekt nie jest niewykonalny! A co najważniejsze, to ewentualne zmiany będą wykonane bezproblemowo czyli bez rozpisywania nowego SIWZ-u, czyli podrażania kosztów projektu. Proszę przypomnieć się losy państwowego Płatnika.

Mam jednak świadomość, że moja opinia nie musi być podzielana.

Pozdrawiam

Projekt nieuczelniany.

Produkt byłby Open Source i jako taki jest darmowo dla wszystkich użytkowników.

Opensource wcale nie musi być darmowy. Rozumiem, że w tym przypadku system byłby zarówno otwarty jak i darmowy.

Proszę zwrócić uwagę na mały drobiazg. Ośrodki akademickie nie mają powodu do konkurowania między sobą

Dawno nie był Pan na żadnej konferencji naukowej :) uczelnie często konkurują nie o pieniądze, tylko o renomę.

Wszak polscy studenci wygrywają międzynarodowe zawody w programowaniu!

Z informatycznego punktu widzenia projekt jest banalnie prosty i tak naprawdę można go zrobić na dostępnym już oprogramowaniu (np. Mediawiki). Ogromu pracy wymaga wprowadzenie ustrukturalizowanych danych do systemu ze skanów, pdfów, faxów. Oznaczenie znaczeniowe i strukturalne, analiza pod względem aktualności przepisów oraz odpowiednie okomentowanie.

Krótko mówiąc zbudowanie takiego systemu to głównie mozolna praca edytorska oraz korektorska, a nie informatyczna. Nie zapominajmy też o tym, że o ile ustawy w miarę łatwo można wyciągnąć z systemu ISAP, to sądy i urzędy często szukają na siłę przeszkód w publikowaniu orzeczeń i uchwał.

Do takiego projektu nie potrzebna jest żadna uczelnia. Jeżeli chce Pan aby taki projekt doszedł do skutku, to proszę go rozpocząć.

Kto wymyślił te komunikaty?

Jak rozumiem, wprowadzenie tych komunikatów wynika z implementacji prawa UE? Dobrze kojarzę?

Ale czemu na stronach innych krajów UE nie ma tych (denerwujących) komunikatów? Czy to tylko nasz lokalny wymysł?

lepiej nic nie robić

Wyjątkowo tendencyjnie dobrany temat - Przegląd Legislacyjny ukazuje się na tych samych zasadach co do tej pory, zmienił się jedynie dystrybutor - zamiast ogólnego jakim jest Poczta Polska, pojawił się branżowy, specjalizujący się w dystrybucji tego typu czasopism (vide: Państwo i Prawo). Z punktu widzenia dostępności PL od strony formalnej nic się nie zmieniło (do tej pory PL można było zamówić jedynie w prenumeracie, i tak jest również obecnie), od strony faktycznej - znacznie łatwiej znaleźć w sieci miejsce, w którym można zaprenumerować to czasopismo.
Tak więc jedyny zarzut, która można postawić w tej sytuacji to to, że to czasopismo nie ma charakteru open access. Ja też uważam, że czasopisma naukowe wydawane w całości za pieniądze publiczne powinny być powszechnie dostępne. Ale to nie jest w żaden sposób zależne od spółki Wolters Kluwer, więc robienie im zarzutu, że zgodzili się popracować nad lepszą dystrybucją danego czasopisma jest nieuczciwe.

Trzeba by przejrzeć przepływy

VaGla's picture

Trzeba by przejrzeć przepływy pieniędzy i treści umów zawartych między Kancelarią Prezesa Rady Ministrów i spółką. Trzeba by też przejrzeć praktykę zawierania umów pomiędzy autorami a wydawcą.

Uważam, że tego typu praktyki (w linkach w tekście pokazałem inne przykłady) są przykładem "prywatyzacji" sfery publicznej, która - jak uważam - powinna pozostać publiczna. Uważam również, że tego typu sytuacja - na gruncie już wyświetlonej w tekście praktyki promocji prywatnego podmiotu przez organ - narusza konstytucyjne zasady równości i zakazy dyskryminacji.

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Prywatyzacja

Piotrze,
Ale stwierdzenie "Uważam, że tego typu praktyki (w linkach w tekście pokazałem inne przykłady) są przykładem "prywatyzacji" sfery publicznej, która - jak uważam - powinna pozostać publiczna." jest już twoją polityczną (w dobrym sensie tego słowa) opinią o prywatyzacji.
Jest dla dyskusji na tyle ważne, jak poglądy autora tego serwisu na temat prywatyzacji każdego sektora działalności Państwa: cukrownictwa, więziennictwa, górnictwa, ochrony mienia, szkolnictwa, szkolnictwa wyższego, informacji, rynku wydawniczego. Myślę, że opinie czytelników w każdej z tych spraw się różnią. Twoje prawo w tym serwisie, by podkreślać swoje polityczne poglądy, ale miejmy świadomość, że tu już nie sprawozdajesz, co się dzieje, ale zachęcasz do popierania swych politycznych poglądów. Twoje pełne prawo :)

Pozdrawiam

Wojciech Wiewiórowski (prywatna opinia)

Oczywiście

VaGla's picture

Oczywiście, że się różnią. Wszak nie od dziś i nie tylko w tej sprawie, a praktycznie we wszystkich, które od 16 lat poruszam w tym serwisie. Oczywiście też, że przekazuję swój pogląd. Na tym polega publicystyka.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Lobbowanie

reptile's picture

Ja bym to nazwał społecznym lobbowaniem.Kto pierwszy ten lepszy?Emergentność władzy.
Na pytania dlaczego.. otóż zlikwkidowano projekty racjonalizacji jak za czasów PRL było. Dlatego np. nie mozna się do "kliki" przecisnąć na zasadzie API : )
http://www.wspolnota.org.pl/index.php?id=9&tx_news_pi1[controller]=News&tx_news_pi1[action]=detail&tx_news_pi1[news]=20192&cHash=6e7f6cce411fc8a8d61c76f57e4cb99e
Dlatego też nie ma kultury korporacyjnej własnej natomiast przyjmujemy unijną.
Równie dobrze moglibyśmy lobbować za demokracją lokalną, bo ta wyższa tylko narzuca władzę i realizuje własne interesy. Ale to nie wyłączy emergencji..
Mechanika wiary w prawo staje się więc..ehm.Wystarczy.
Nie przynalezysz.. nie istniejesz.. nie liczysz się ;]

Legitymację partyjną dla każdego!

R.E.P.T.I.L.E. - Robotic Electronic Person Trained for Infiltration and Logical Exploration

miny "publiczno-prywatne"

Zapewne to nie rząd czy rada ministrów podjęli decyzję o "prywatyzacji" publicznej "publicystyki", ale musiało się to odbyć za wiedzą, przyzwoleniem, a być może nawet zachętą obecnych właścicieli Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Piszę "właścicieli", gdyż tylko właściciel może dowolnie dysponować swoją własnością.

Ciekaw jestem czy umowa z Wolters Kluwer Polska S.A. zawiera zapis o możliwości jej wypowiedzenia w przypadku zmiany decyzji np. po wyborach, wygranych przez inną partię, która może mieć odmienny stosunek do "partnerstwa publiczno-prywatnego".

Czy jest gdzieś rejestr pokazujący ile jeszcze takich min "publiczno-prywatnych" (nie tylko w KPRM) zostało zastawionych na następców, którym przyjdzie pracować w otoczeniu biznesowym wykreowanym przez poprzedników?

I z innej beczki - a co z ciągłością rządu na facebooku? twitterze?
Po nas choćby potop?

Reklama Wolters Kluver na stronie prokuratury

Ostatnio Wolters Kluwer dosyć mocno promuje się w administracji publicznej. Wiele organizowanych konferencji jest pod patronatem tej firmy lub współfinansowane. Oczywiście to też procentuje.

Ostatnio przeglądając stronę Prokuratury Okręgowej w Zielonej-Górze natrafiłem na specjalny działa dedykowany tej firmie: http://www.zielona-gora.po.gov.pl/index.php?id=167

Nie dość, że jeszcze wklejają ich logo to dziękują im że mogli zamieścić akty prawne z ich bazy, jakby nie można było pobrać z innych publicznych źródeł.

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>