Urzędowe ustalanie cen korzystania z informacji w regulacjach re-use i prawa autorskiego

krzywe popytu i podażyKilka dni temu została przyjęta ustawa z dnia 8 lipca 2010 r. o zmianie ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych. Nie wiadomo, czy ją któryś z prezydentów podpisał (na stronie prezydent.pl nie ma jeszcze o tym wzmianki). Ponieważ mnie się już wszystko z re-use kojarzy, to zacząłem się zastanawiać, jak aktywność Komisji Prawa Autorskiego (która będzie powołana na podstawie przyjętej właśnie ustawy) będzie się miała do ustalania warunków licencji na ponowne wykorzystanie informacji publicznej (w tym warunków finansowych), zwłaszcza tam, gdzie będzie mowa o "rozsądnym zysku z inwestycji" polegającej na "kosztach zbierania, produkowania, reprodukowania i rozpowszechniania dokumentów, mając na względzie wymagania samofinansowania zainteresowanego organu sektora publicznego, tam gdzie to jest stosowne". Pozornie to dwie różne dziedziny. Ale...

Treść ustawy z dnia 8 lipca 2010 r. o zmianie ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych jest dostępna na stronach Sejmu RP. Mowa tam - o czym pisałem w tekście Komisja Prawa Autorskiego i tabele wynagrodzeń po posiedzeniu Senatu - o powołaniu Komisji Prawa Autorskiego. Zgodnie z nowym brzmieniem ustawy (gdy zostanie podpisana i ogłoszona):

Do zadań Komisji należy:
1) rozpatrywanie spraw o zatwierdzanie i zmianę zatwierdzonych tabel wynagrodzeń za korzystanie z utworów lub przedmiotów praw pokrewnych;
2) rozstrzyganie sporów dotyczących stosowania tabel, o których mowa w pkt 1;
3) rozstrzyganie sporów związanych z zawarciem umowy, o której mowa w art. 211 ust. 1;
4) wskazywanie organizacji właściwej w rozumieniu ustawy, w przypadku, o którym mowa w art. 107;
5) rozpatrywanie spraw o odtworzenie akt oraz uzupełnienie lub sprostowanie orzeczenia Komisji;
6) rozpatrywanie spraw o wykładnię orzeczenia Komisji.

W ten sposób prawodawca za pomocą Komisji ingeruje nieco w "wolny rynek" w sferze korzystania z dóbr kultury (Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego powoła Komisję w terminie 2 miesięcy od dnia wejścia w życie ustawy). Taka komisja działała już wcześniej, ale... (por. Przepisy prawa autorskiego niezgodne z Konstytucją i konsultacje społeczne, zwłaszcza na temat wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 24 stycznia 2006 r., dotyczącego procedur ustalania tabel wynagrodzeń za korzystanie z utworów i artystycznych wykonań; por. również Kilka luźnych zdań po publicznym wysłuchaniu z 2007 roku, gdy w imieniu Internet Society Poland postulowałem włączenie organizacji reprezentujących konsumentów oraz użytkowników utworów do składu Komisji Prawa Autorskiego, a także wprowadzenie przedstawicieli tych organizacji do zespołu orzekającego).

W nowych założeniach do ustawy o ponownym wykorzystaniu informacji publicznej czytamy:

Celem regulacji nie jest pozyskiwanie środków z tytułu ponownego wykorzystania informacji, ale ustawa (tak jak dyrektywa 2003/98/WE) wprowadza możliwość nakładania przez podmioty zobowiązane opłat za ponowne wykorzystanie z uwzględnieniem „rozsądnego zysku z inwestycji” (a reasonable return on investment). W chwili obecnej – ze względu na nowatorski charakter regulacji prawnej - trudne do oszacowania są dochody możliwe do uzyskania z tego tytułu.

Jeśli chodzi o konkretne propozycje - MSWiA zaproponowało następujące brzmienie nowych przepisów w sferze re-use:

1. Podmiot zobowiązany może nałożyć opłatę za ponowne wykorzystanie informacji publicznej.

2. Nakładając opłatę, o której mowa w ust.1, podmiot zobowiązany uwzględni koszty przekazania informacji publicznej w określony sposób i formie, a także komercyjny lub niekomercyjny cel ponownego wykorzystania.

3. Łączna wysokość nałożonej opłaty nie może przekroczyć sumy kosztów poniesionych bezpośrednio w celu przekazania informacji publicznej w określony sposób i formie oraz rozsądnego zysku z inwestycji.

Wydaje się, że zestawienie tych dwóch regulacji, tj. przepisów dot. poprawionej instytucji Komisji Prawa Autorskiego, w której ma się dokonywać ustalanie "cen", przepraszam, "rozpatrywanie spraw o zatwierdzanie i zmianę zatwierdzonych tabel wynagrodzeń za korzystanie z utworów lub przedmiotów praw pokrewnych", oraz przepisów dot. nakładania opłat "za ponowne wykorzystanie informacji publicznej", może być interesujące nie tylko dla prawników, ale również dla ekonomistów. Zostawmy na chwilę dywagacje na temat tego, jak różnica w "komercyjnym i niekomercyjnym celu ponownego wykorzystania informacji" wpływa na koszty w sferze przygotowania dokumentów w sektorze publicznym (być może w przypadku celu niekomercyjnego uzyskiwanie przez państwo "rozsądnego zwrotu z inwestycji" jest "niestosowne"?).

Ile kosztuje wytworzenie informacji (w tym specyficznej informacji, która tym się odróżnia od koleżanek, że jest "przejawem" działalności, która ma cechy twórcze o indywidualnym charakterze, a takie informacje ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych nazywa w art. 1 "utworem"), ile powinna wynosić i w jaki sposób powinna być ustalana cena za korzystanie z takiej informacji? Z akademickiego kursu ekonomii pamiętam, że jedną z możliwości jest skoncentrowanie się na przecięciu się krzywych popytu i podaży. Przedsiębiorcy zabiegają o maksymalizację zysku, co czasem wiąże się z ograniczeniem kosztów ich działalności. W sytuacji idealnej konkurencji marże pośredników asymptotycznie zbliżają się do zera. Państwo zaś nie koniecznie będzie musiało koszty zmniejszać (nie będzie wiedziało nawet, ile takie koszty wynoszą; por. Pan Premier nie wie, ile kosztują rządowe serwisy internetowe) przy jednoczesnym ewentualnym faktycznym monopolu (por. Jeszcze o standardowych licencjach na ponowne wykorzystanie PSI, ale również: Nic nie wiem o "utajnieniu" mojego opracowania i Raport Hausnera w sprawie kultury wyciekł do Sieci). Z drugiej strony - w sferze "twórczości" (i spoconego czoła - jak w przypadku sui generis ochrony baz danych), pojawiają się różne opracowania, które dotyczą problematyki ustalania ceny informacji (por. Autorskie prawa majątkowe - jak długo mają chronić? 14 lat?, Czy dziś jest pełnia? Akademicy i badacze za liberalizacją własności intelektualnej, Zasady oceny skutków regulacji i raport analityków Kongresu USA o ochronie własności intelektualnej). Twórczość dla niektórych jest jeszcze wciąż biznesem, chociaż na świecie są miliardy twórców, a tylko niewielka część z nich jest reprezentowana tam, gdzie się dzieli pieniądze (inna sytuacja wiązałaby się ze zbyt dużą atomizacją wynagrodzeń).

Skoro zatem na niedomykających się krzywych popytu i podaży można zainstalować Komisję Prawa Autorskiego, to w okolicy krzywych popytu i podaży dot. wykorzystania informacji publicznej (gdzie informacje często nie będą przedmiotem prawa autorskiego ze względu na art. 4 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, a także - jak uważam - organy władzy publicznej nie będą "producentami baz danych" w rozumieniu stosownej dyrektywy i polskiej ustawy) również chyba taki regulator miałby coś do roboty. Ciekawie byłoby potem porównywanie różnic w ustaleniach jednego i drugiego regulatora, zwłaszcza zaś sprawdzenie, jak się mają ceny w tych dwóch obszarach obiegu informacji, w realiach na nowo definiowanego wolnego rynku w społeczeństwie informacyjnym.

PS
O pytaniu nt. formułowania jednoznacznej polityki wobec dostępu do informacji, które chyba dałoby się sprowadzić do alternatywy: czy mamy mieć państwo (społeczeństwo) „informacyjnie socjalne”, czy państwo (społeczeństwo) „informacyjnie rynkowe” wspomniałem m.in. w tekście BBC zagraża niezależnemu dziennikarstwu, czyli czas zastrzelić królewskiego kowala, by przejąć kuźnię.

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Jeśli dobrze rozumiem,

Jeśli dobrze rozumiem, opłata ma tyczyć kosztów przekazania konkretnej informacji publicznej już wytworzonej, a nie wytworzenia samej informacji, o które pytasz?
Te kategorie nie są, zdecydowanie, tożsame.

Poza tym, na chłopski rozum zapowiada się albo martwy przepis, albo przepis do zaskarżenia.
Ile by nie kosztowało wytworzenie informacji publicznej, to już raz za to wytworzenie zapłaciłem - w podatkach.

Tak na marginesie

VaGla's picture

Takna marginesie powyższego oraz wcześniejszego tekstu - O kryzysie prasy (drukowanej) i o ręce wyciągniętej do rządu - wiążącego się trochę z powyższymi dywagacjami, odnotuję: Google To FTC: Government Role In Helping News Industry Should Be Limited

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

"rozsądnego zysku z

"rozsądnego zysku z inwestycji", to instytucje publiczne będą od teraz podmiotami (przedsiębiorstwo) działającymi dla zysku - MF Sp. z.o.o?

Cena (bezpłatność) i monopol

VaGla's picture

Monopol informacyjny może wynikać m.in. z art. 15 ustawy o informatyzacji. Dziś ust. 1 tego przepisu brzmi:

1. Podmiot prowadzący rejestr publiczny zapewnia podmiotowi publicznemu albo podmiotowi niebędącemu podmiotem publicznym, realizującym zadania publiczne na podstawie odrębnych przepisów albo na skutek powierzenia lub zlecenia przez podmiot publiczny ich realizacji, nieodpłatny dostęp do danych zgromadzonych w prowadzonym rejestrze, w zakresie niezbędnym do realizacji tych zadań.

Przed ostatnią nowelizacją ust. 2 brzmiał:

2. Dane, o których mowa w ust. 1, powinny być udostępniane drogą elektroniczną i mogą być wykorzystane wyłącznie przez podmiot, któremu udostępniono dane do realizacji zadań publicznych.

Po nowelizacji, która weszła w życie 17 czerwca:

2. Dane, o których mowa w ust. 1, powinny być udostępniane za pomocą środków komunikacji elektronicznej i mogą być wykorzystane wyłącznie do realizacji zadań publicznych.

Warto jeszcze pamiętać o ust. 3 tego przepisu:

3. Rada Ministrów określi, w drodze rozporządzenia, sposób, zakres i tryb udostępniania danych, o których mowa w ust. 1, mając na uwadze potrzebę usprawnienia realizacji zadań publicznych, zapewnienia szybkiego i bezpiecznego dostępu do danych oraz zabezpieczenia wykorzystania danych do celów realizacji zadań publicznych.

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Czy w podatkach związanych z re-use nie ma kłopotów?

VaGla's picture

Jeszcze jedna kwestia przyszła mi do głowy - w jaki sposób będą opodatkowane te (odpłatne-nieodpłatne) licencje na re-use... Najprostsze skojarzenie to "Nieodpłatne licencje" i fiskus - podpowiedź interpretacji w celu ochrony własnych interesów?, ale chyba tematowi trzeba się przyjrzeć bardziej wnikliwie.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

pytanie do VaGla

A ja mam pytanie o tę dyrektywę re-use.

Wiesz może jak ona wpłynie na obecny polski system udostępniania informacji publicznej? Tzn. dziś zgłaszam się z wnioskiem i dostaję jakieś info, dokumenty. Bywa, że za darmo, bywa, że coś tam płacę - głównie opłaty kancelaryjne.
Generalnie - wszystko dobrze działa (na poziomie prawa, bo na poziomie praktyki różnie z tym bywa).

Jak zmieni to re-use?

Z góry dzięki i pozdrawiam,

MFN

założenia

VaGla's picture

W powyższym tekście jest przecież link do materiału o nowych założeniach do ustawy o ponownym wykorzystaniu informacji publicznej. Właśnie konsultujemy przyszły kształt tych zmian, o które Pan pyta.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Sprostowanie błędu tłumacza Dyrektywy: ROI, nie zysk!

minak's picture

Wysłałem to w moim komentarzu do PIIT, ale tu przytoczę, bo rzecz moim zdaniem b. ważna:

2. Sprostowanie błędu tłumaczenia Dyrektywy. Nie: "rozsądny zysk" a "rozsądny zwrot z inwestycji (ROI)"

Dyrektywa 2003/98/WE w kwestii preambule p. (14) stwierdza w polskim tłumaczeniu:

"Jeśli pobierane są opłaty, całkowity dochód nie powinien przekraczać całkowitych kosztów zbierania, produkowania, reprodukowania i rozpowszechniania dokumentów, wraz z rozsądnym zyskiem z inwestycji, ze względu na wymagania samofinansowania zainteresowanego organu sektora publicznego, tam gdzie to jest stosowne. Produkowanie obejmuje tworzenie i scalanie, upowszechnianie może również obejmować wsparcie użytkownika. błędne tłumaczenie dyrektywy.Górną granicą opłat stanowi zwrot kosztów i rozsądny zysk z inwestycji zgodnie ze stosowanymi zasadami rachunkowości i stosowaną w zainteresowanym organie sektora publicznego metodą obliczania kosztów, jako że zawyżone ceny powinny być zakazane. Ustanowiona niniejszą dyrektywą górna granica opłat nie narusza prawa Państwa Członkowskiego lub organów sektora publicznego do stosowania opłat niższych lub niestosowania żadnych opłat, a Państwa Członkowskie powinny zachęcać organy sektora publicznego do udostępniana dokumentów za opłatą nieprzekraczających marginalnych kosztów reprodukowania i rozpowszechniania dokumentów."

Angielska wersja dyrektywy nie mówi tu o zysku ("profit"), ale o zwrocie z inwestycji ("return on investment"):

"Where charges are made, the total income should not exceed the total costs of collecting, producing, reproducing and disseminating documents, together with a reasonable return on investment, having due regard to the self-financing requirements of the public sector body concerned, where applicable. Production includes creation and collation, and dissemination may also include user support. Recovery of costs, together with a reasonable return on investment, consistent with applicable accounting principles and the relevant cost calculation method of the public sector body concerned, constitutes an upper limit to the charges, as any excessive prices should be precluded. The upper limit for charges set in this Directive is without prejudice to the right of Member States or public sector bodies to apply lower charges or no charges at all, and Member States should encourage public sector bodies to make documents available at charges that do not exceed the marginal costs for reproducing and disseminating the documents."

Preambuła wprost odwołuje się tu do zasad rachunkowości, które zdecydowanie rozróżniają zysk i zwrot z inwestycji (rentowność). Zgodnie z preambułą Dyrektywy inwestycje w gromadzenie danych nie mogą być nastawione na zysk (nawet "rozsądny"). One jedynie w rozsądny sposób mają zapewnić rentowność przedsięwzięcia – zapewnić mu samofinansowanie – tylko tyle i ani grosza więcej!

Jestem bardzo głęboko przekonany, że powielanie tego błędu w ustawie (jest on już powielony w Założeniach2010) doprowadzi do bardzo niekorzystnej praktyki orzeczniczej sądów, które będą się kierowały literą prawa a nie oryginalną treścią preambuły Dyrektywy 2003/98/WE. Dlatego bardzo proszę o uwzględnienie tego stanowiska. Może by wprost zapisać w ustawie, że celem nakładania opłat nie może być osiąganie zysku, a najwyżej zapewnienie samofinansowania? Bo inaczej cele fiskalne jak zwykle zasłonią wszystko...

UKIE

kravietz's picture

Proponuję wysłać to do Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej (UKIE) oraz do zespołu EUR-LEX, choćby mailem, bo to jest istotnie bardzo poważny błąd merytoryczny w tłumaczeniu. Nie pierwszy zresztą - przez długi czas w polskiej administracji krążyło tłumaczenie dyrektywy 1999/93/WE, w którym "advanced signature" przetłumaczono jako "bezpieczny podpis"...

--
Paweł Krawczyk
IPSec.pl - podpis elektroniczny i bezpieczeństwo IT

Definicja ROI

minak's picture

Tu jest definicja ROI wg Wikipedii angielskiej:
http://en.wikipedia.org/wiki/Rate_of_return
i polskiej:
http://pl.wikipedia.org/wiki/ROI

O tyle to istotne, że spory kawałek Założeń na
http://bip.mswia.gov.pl/download.php?s=4&id=7148
jest poświęcony omawianiu tego leksykalnego kiksa (strony 24-26). Autorzy rozwodzą się nad tym, że to pojęcie nie jest zdefiniowane w prawie polskim, podczas gdy dyrektywa literalnie pisze, że jest to pojęcie z dziedziny księgowości, a nie prawa. W dodatku pojęcie fundamentalne, którego w prawie nie ma sensu definiować.

Marek Jerzy Minakowski (minakowski.pl)

Być może błąd został

kravietz's picture

Być może błąd został popełniony ponieważ ekonomiczne wskaźniki takie jak ROI czy TCO należą w naszej administracji publicznej do sfery tabu. Kiedyś gdy w trakcie sporu próbowałem posłużyć się oszacowaniem ROI jakiegoś absurdalnego projektu informatycznego to spotkało się to z pełną odrazy ripostą, że administracja publiczna nie kieruje się zasadą maksymalizacji zysku. No i w tym projekcie zdecydowanie nie kierowali się maksymalizacją zysku ani nawet minimalizacji strat, bo ROI było wieeelką liczbą ujemną.

--
Paweł Krawczyk
IPSec.pl - Podpis elektroniczny i bezpieczeństwo IT

a może ENPV?

Faktem jest, że kierowanie się ROI w administracji publicznej nie ma sensu. Natomiast ma teoretyczny sens inny ekonomiczny wskaźnik ENPV - economic net present value. Jego wyliczenie jest wymagane przy staraniu się o środki unijne. Świadomie napisałem o teoretycznym sensie, z tego powodu, że o ile wydatki są przeważnie dobrze opisane, to wartość korzyści, które mają je co najmniej równoważyć, są najczęściej wybierane i szacowane sufitowo. A już na pewno nie są brane pod uwagę niejawne koszty, np. przy budowie drogi jako korzyść przedstawia się skrócenie czasu podróży, ale nie bierze się pod uwagę nowej porcji spalin czy hałasu.

Stopa procentowa.

piper's picture

Przy każdym rozliczeniu gdzie porównujemy wartości w czasie, a w szczególności wartość wydawaną teraz (względnie krótki/skończony strumień) ze strumieniem wartości/wpływów (odpowiednio strumień znacznie bardziej rozciągnięty w czasie oraz nieskończony), kluczowe znaczenie ma przyjęty wskaźnik stopy procentowej. Dla długich strumieni w zasadzie nie jest możliwe oszacowanie tego wskaźnika, co więcej można mieć pewność, iż będzie on podlegać znacznym wahaniom w czasie - a więc każde wyliczenie wartości bieżącej strumienia jest wzięte z kapelusza.

kluczowe znaczenie ma oszacowanie korzyści

Korzyści z wszelkiego rodzaju projektów są szacowane najczęściej metodą ... zaglądania głęboko w oczy i wyczucia jaką wartość decydent jest w stanie zaakceptować po stronie kosztów. Do tego dobiera się korzyści. Niestety, taka jest praktyka. Stopa procentowa ma wtórne znaczenie. Tak czy siak kapeluszowe oszacowanie.

Teoria a praktyka.

piper's picture

Niestety wskaźniki takie jak ROI i podobne mimo, iż są dobrze zdefiniowane w teorii w praktyce napotykają na wiele problemów. Przede wszystkim trzeba zdecydować co liczyć jako zwrot (przychód) a co jako koszt. W przedsiębiorstwach prywatnych przeważnie nie ma problemu, bo ktoś podejmuje decyzje (często na zasadzie grubej kreski. np. liczymy tylko to co wpływa do danego centrum kosztów), ale w administracji publicznej to może być problem. Skoro wskaźnik nie jest dobrze zdefiniowany w polskim prawie, to przeciętny urzędnik boi się, iż jego decyzja/rozliczenie zostanie zakwestionowane bo źle wliczył koszty długopisu, albo nie policzył/źle policzył ewentualny efekt. Inna sprawa, że tak jak piszesz sporo projektów jak by nie liczyć nie powinny być realizowane..

Racjonalność ekonomiczna w administracji

kravietz's picture

Wbrew pozorom racjonalność ekonomiczną różnych projektów można oceniać łatwo także w administracji publicznej.

Jeśli mamy elektroniczną skrzynkę podawczą, na którą wydaliśmy 50 tys. zł i przez 5 lat będzie za jej pośrednictwem złożone 50 wniosków o wypis z EDG to wychodzi na to, że złożenie jednego wniosku urząd zapłacił 1 tys. zł (przykład jest autentyczny).

Jest to drastyczny przykład marnowania pieniędzy publicznych bo za te 50 tys. zł można było zrobić mnóstwo innych bardziej pożytecznych rzeczy. Pytanie co to znaczy "bardziej pożyteczne"? I tutaj też odpowiedź dają właśnie wskaźniki typu ROI, pomagając w ocenie kolejności wydatkowania pieniędzy na cele publiczne - np. czy w pierwszej kolejności należy kupić nowe limuzyny służbowe, czy też może karetkę. U nas chyba jednak nadal działa głównie model wuwuzelowo-antyszambrowy.

Rola ROI i podobnych wskaźników to zresztą nie tylko decyzja robić/nie robić dla danego projektu ale także bardzo wygodne narzędzie do w miarę obiektywnego porównania różnych metod osiągnięcia danego celu. Np. czy kupić kamery CCTV i centrum monitoringu czy dodatkowe etaty straży miejskiej lub policji. Itd itp. Jest zresztą wiele tego typu wskaźników wyspecjalizowanych jak np. ROSI (return on security investment) jeśli już jestesmy przy bezpieczeństwie. Administracja dysponuje gigantyczną ilością danych statystycznych, które stanowią bezcenne dane wejściowe do tego typu procesów analitycznych, tyle że najwyraźniej rzadko z nich korzysta...

Przypomnę, że MG udostępnia nowoczesne wytyczne do Oceny skutków regulacji (to akurat dla ustawodawcy), których znaczną część zajmuje właśnie tego typu analiza "biznesowa".

A przytoczony frazes o "niekierowaniu się zasadą maksymalizacji zysku" to często po prostu pretekst by nic nie oceniać i kierować się mętnie zdefiniowanymi kryteriami będącymi głównie projekcją własnego widzimisię.

--
Paweł Krawczyk
IPSec.pl - Podpis elektroniczny i bezpieczeństwo IT

Public ROI

Dzięki wielkie za zwrócenie uwagi na problem tłumaczeniowy, podejrzewałam, że jest coś nie tak.
Szybki gugiel podpowiada, że istnieje też coś takiego jak Public ROI opracowane przez SAP AG (stąd dotyczy inwestycji w IT), które na ogólnym poziomie definiowane jest jako:

Political ROI
Operational ROI
Social ROI

więcej na Wiki lub na stronie SAP
Dobrze to widać na kejsach prezentowanych na stronie SAP (np. australijskim).
Niestety nie wiem jak administracja poradzi sobie z każdorazowym rozpatrywaniem problemu ROI odnośnie informacji i licencji. A już szczególnie na jakiej podstawie opracowane będą wskaźniki ROI, które będą stanowiły podstawę do oceny, a ta będzie miała wpływ np. na wysokość opłaty licencyjnej. No i w końcu, skoro, zgodnie z założeniami, mogę zakwestionować przed WSA warunki proponowanej licencji (więc także i opłaty), to czy i jak głęboko sąd zachce się zagłębić w analizę (nie tylko ekonomiczną) każdej sprawy. Już nie mówiąc o tym, jakie będą ku temu jego kompetencje merytoryczne.

błędy w tłumaczeniach

chyba jakaś ustawa by się przydała nakładająca obowiązek weryfikacji i ew. zmian ustaw będących wynikiem implementacji dyrektyw unijnych pod kątem właśnie błędów w tłumaczeniu :)
powyższy przypadek nie jest bynajmniej odosobniony, przywołać tu można choćby niedawny tekst projektu założeń do ustawy o radiofonii i telewizji, w którym sami autorzy zwracają uwagę na błąd w tłumaczeniu dyrektywy audiowizualnej:
"sponsorship annoucements" przetłumaczono jako "ogłoszenia sponsorowane" tymczasem jednoznacznie chodziło o "oznaczenie sponsora".

Błąd czy przeniesienie pojęcia...

piper's picture

Pytanie powinno brzmieć raczej jak powinny odbywać się tłumaczenia dyrektyw - częstym problemem jest operowanie przez prawo unijne innym zakresem pojęciowym niż prawodawstwo polskie do którego starają się odwołać tłumacze. Niestety często z opłakanym skutkiem, gdy pojęcie z dyrektywy przenoszą na pojęcia znane polskiemu ustawodawstwu.

Tłumacz przysięgły

Jest cała ustawa o zawodzie tłumacza przysięgłego (Dz.U. z 2004 r. Nr 273, poz. 2702) są tam zapisy o odpowiedzialności zawodowej i karach... nie wiem jak jest z orzecznictwem i czy w ogóle sprawy o niedopełnienie obowiązków przez tłumaczy trafiają do sądów.

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>