Pomysł na polskie Do-Not-Call w publicznej dyskusji

Okładka tygodnika Newsweek Polska 13/08W najnowszym numerze Newsweeka opublikowano artykuł pt. "Nie dzwoń do mnie". W leadzie tego artykułu czytamy: "Skoro prawo chroni moją skrzynkę e-mailową przed niechcianą korespondencją, to dlaczego nie może mojego telefonu?". W ten sposób autorka artykułu, p. Luiza Łuniewska, porusza dość istotny - jak mi się wydaje - temat: nękanie abonentów telekomunikacyjnych wszelkiego rodzaju telemarketingiem. Znamy to chyba wszyscy - zaproszenia na pokazy pościeli, złote garnki, rewelacyjna oferta kart kredytowych dla szczególnych klientów ("z kim rozmawiam?"), a ostatnimi czasy również "zagłosuj na mnie, a w Polsce będzie lepiej".

Pomysł na listę "Do Not Call" wydaje się być wart rozważenia. Taki postulat - na wzór amerykański - proponuje autorka artykułu. W 2003 roku pisałem w notatce Nie dzwoń do mnie (nomen omen) o podpisaniu przez prezydenta Busha regulacji wprowadzającej w USA rejestr Do-Not-Call. Rejestr prowadzony jest przez Federalną Komisję Handlu i finansowany z opłat telemarketerów. Telemarketerom chyba się to niespecjalnie uśmiecha. Pomysł był taki, że jeśli ktoś zadzwoni z ofertą handlową na numer, który znajduje się w rejestrze - marketer może liczyć się z konsekwencjami finansowymi. To - przynajmniej teoretycznie - wymusza szanowanie abonentów (a przynajmniej - w teorii - sprawdzanie, czy aby abonent wyartykułował jakoś swoją wolę odnośnie poszanowania prywatności). To również przykład na działanie jednego z wariantów modelu "opt-out". Trzeba się wypisać zawczasu, by nie być później niepokojonym.

Opt-out w przypadku poczty elektronicznej nie jest dobrym rozwiązaniem (wypisanie się z listy mailingowej po pierwszym komunikacie - to tradycyjny model opt-out). Nikt nie będzie nadążał z wypisywaniem się z list, na które znacznie sprawniejszy i przeważający liczebnie hufiec handlowców (i wszelkiej maści automatów) będzie go dopisywał. Człowiek ma jedną prywatność i jest ze swoimi zasobami komunikacyjnymi sam. "Przeciwników" są miliony. Niektórzy z nich mieszkają (albo działają - w przypadku np. automatów) w Chinach, na Tajwanie, w Indiach... Postulujcie opt-out w przypadku poczty elektronicznej, jeśli chcecie, by taki system nie chronił prywatności i spokoju odbiorców poczty. W przypadku telemarketingu wykorzystującego tradycyjną telekomunikację (a czy można właściwie mówić dziś o tradycyjnej telekomunikacji w czasach Skype'a i innych software'owych narzędzi przekazywania głosu z sieci telekomunikacyjnej na urządzenia mobilne i stacjonarne?) być może model opt-out, działający na podobnej zasadzie jak rejestr Do-Not-Call, miałby szanse powodzenia? Nie wiem.

Walka ze spamem dotyczy głównie poczty elektronicznej, chociaż regulacje mówią o elektronicznych komunikatach, pod co można już dziś podciągnąć wszelkie przekazy informacji za pośrednictwem komunikatorów (jeśli niechciane, nazwiemy je "spim" w odróżnieniu od spamu - a przynajmniej ktoś postanowił, że należy tak to nazwać w literaturze, chociaż drażni tak samo i ma praktycznie taką samą naturę; zwłaszcza w erze konwergencji, gdzie zaciera się zupełnie granica miedzy zcyfryzowanymi narzędziami do zdalnej komunikacji).

Regulacje antyspamowe nie są doskonałe, dlatego wciąż myślimy w Polsce (i na świecie) jak je poprawić, by były bardziej skuteczne, by bardziej chroniły zarówno zwykłych ludzi (nie ważne, czy konsumentów, a więc nie ważne, że w relacjach handlowych), ale również operatorów - przedsiębiorców telekomunikacyjnych. Bo spam stanowi również, poza inwazją w sferę prywatności, spore zagrożenie dla infrastruktury, dla sprawnego działania technicznego systemu komunikacji.

Pojawiają się projekty nowelizacji polskich przepisów związanych z telekomunikacją (por. Nowy stary projekt nowelizacji Prawa telekomunikacyjnego, a wcześniej Dostępny projekt nowelizacji Prawa telekomunikacyjnego w wersji po Radzie Ministrów i Założenia ustawy o spamie i spyware). Pojawiają się nowe przepisy pozwalające konsumentom kierowanie spraw do sądu powszechnego (por. Ciekawe, jak będą działały "nieuczciwe praktyki rynkowe"?). Ferment można zaobserwować również na szczeblu Unii Europejskiej (por. Propozycja sporej nowelizacji dyrektyw "elektronicznych"). Ale za uchwalanie różnego rodzaju przepisów odpowiedzialni są politycy, a ci odkryli, że - wzorem marketerów - mogą budzić telefonicznie potencjalnych wyborców do aktywności wyborczej (co z tego, że akurat jest 8 rano w sobotę). Sporo przypadków wykorzystania narzędzi telekomunikacyjnych w kampanii wyborczej odnotowałem w dziale wybory niniejszego serwisu. Ostatnio pisałem o tym w notatce Spam totalny: jak się niestety wygrywa wybory i SMSy wyborcze. Uprzejmie proszę: Gadzinowski, daj mi pan spokój....

Jest też problem "ochrony danych osobowych". Jak się jednak wydaje - zwłaszcza po ostatnich kontrolach u wydawcy serwisu Nasza-Klasa - system ochrony danych osobowych nie poradzi sobie z problemem niechcianych telefonów (por. Po konferencji prasowej GIODO na temat kontroli w portalu Nasza-klasa.pl). Widać też, że sfera marketingu i reklamy próbuje jakoś zbliżyć się do GIODO (por. Marketingowcy będą poprawiać poziom ochrony danych osobowych). Zobaczymy. Tu również pojawiają się propozycje nowelizacji prawa (por. Prezydencki projekt nowelizacji ochrony danych osobowych). Poza wszystkim nie każdym abonentem telefonicznym jest osoba fizyczna, której dane osobowe są chronione. Czasem występujemy w charakterze przedsiębiorców (prowadzących działalność gospodarczą), czasem pracowników zatrudnionych przez osobę prawną-abonenta, czasem wreszcie marketerzy "sieją" po prostu podstawiając kolejne numery telefonów i nie wykorzystując danych osobowych prawdopodobnie nie naruszają dedykowanych im przepisów.

Jestem w tekście Newsweeka cytowany jako "Piotr Waglowski z Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji" i chociaż istotnie jestem członkiem Rady PIIT, to samodzielnie w imieniu PIIT się nie wypowiadam (por. zresztą PIIT negatywnie o założeniach ustawy o spamie i spyware). W tym przypadku autorce chyba pasował taki podpis do ogólnej koncepcji artykułu (w każdym razie nie byłem pytany o to, w jakiej roli mam wystąpić w tekście). Proszę po prostu pamiętać, że wypowiedziałem się jako VaGla. A jak już będziecie Państwo czytać, to poniżej wersja zautoryzowana przeze mnie (nieco różni się od opublikowanej):

Zgodnie z polskim prawem telekomunikacyjnym takie praktyki, tzn. używanie automatycznych systemów wywołujących, są zabronione jeśli wcześniej nie uzyskano zgody abonenta -- tłumaczy. -- I o ile takie nagranie wykorzystywane jest w celu marketingu bezpośredniego. Szataby wyborcze mogą się spotkać również z zarzutem naruszenia prawa do prywatności i z pozwami cywilnoprawnymi.

Nikogo również nie "pouczałem" swoją wypowiedzią (to nawiązanie do innej z wypowiedzi umieszczonej w omawianym tekście).

Poza tymi drobnymi uszczegółowieniami i lekkimi sprostowaniami, biorąc pod uwagę również to, że artykuł w Newsweeku nie jest artykułem naukowym, a jego celem jest dotarcie do określonego "targetu", warto po prostu dostrzec, że pomysł na polski odpowiednik rejestru Do-Not-Call pojawił się w sferze publicznej dyskusji.

Przeczytaj również:

Ale również:

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Pomysł nie jest nowy -

Pomysł nie jest nowy - dawno, dawno temu ktoś już wpadł na pomysł stworzenia bazy danych nazwanej Lista Robinsona. Projekt został zrealizowany tylko w połowie - baza powstała, ale ... nikt się do niej nie chciał wpisywać. Zresztą, wg systemu eGIODO, baza nadal jest zarejestrowana. Cel przetwarzania danych " Zapewnienie osobom objętym listą, by na ich adresy nie wpływały przesyłki listowe zawierajace materiały marketingowe.".

A problem jest szerszy i wiąże się z filozofią leżącą u podstaw ochrony prywatności w Unii Europejskiej - otóż filozofia ta zakłada (w pewnym uproszczeniu), promowanie zasady opt-in przy wybranych środkach komunikacji i brak regulacji przy pozostałych środkach. Diametralnie odmienna zasada funkcjonuje choćby w USA, gdzie opt-in jest rzadkością, a promuje się systemy opt-out.

A tak poza wszystkim, moim zdaniem, pomysł w polskich warunkach nie ma szans na powodzenie. Po pierwsze, znów nikt się nie zapisze do bazy. Po drugie, jak zmusić przedsiębiorców do korzystania z bazy? Wymagało by to dosyć istotnej przebudowy prawa ochrony danych osobowych w Polsce.

Zabawne...

Przypomniał mi się rysunek z UserFriendly :
do czego używa się linków 'opt-out'?
Do potwierdzania uczestnictwa w danej bazie...

Największym zagrożeniem jest bot, który 'przegląda' np. grupy dyskusyjne, wycina adresy mailowe i próbuje wysyłać na nie spam.

Nieodpowiedzialny program pocztowy (albo podatny na skrypty zamieszczone w mailu...) odbierze taki list i - nawet bez udziału użytkownika - zrobi co 'atakujący' chcieli. Czyli potwierdzi prawdziwość adresu... i wtedy umarł w butach.

Jedyną obroną jest nieodpowiadanie na (nawet kilkakrotne i spod różnych adresów) takie listy. Wtedy bot uzna, że ten email jest fałszywy i przestanie wysyłać.

Wystarczy program pocztowy z filtrem antyspamowym (czasem przejrzenie, czy na pewno wszystko dobrze rozpoznał) i ... po paru tygodniach spam ustanie.

Antyspam i obrazki

Problem w tym, że jeśli email ze spamem jest sformatowany w HTML-u, to może on zawierać obrazek, którego adres źródłowy ma postać tego rodzaju: http://serwer.spamerow.pl/wyswietl_obrazek.php/?ten_email_jest_prawdziwy=jan@kowalski.pl

Z chwilą wyświetlenia u nas takiej wiadomości, z serwera spamerów ściągany jest obrazek o takiej specyficznej ścieżce i na podstawie żądania HTTP przekazanego serwerowi wiedzą już oni, że dany adres emailowy jest prawdziwy. Rozwiązanie: wyłączyć wyświetlanie obrazków do przeglądania podejrzanych wiadomości.

A propos Do-Not-Call...

http://ars.userfriendly.org/cartoons/?id=20080214

reklama - strata czasu

Dla mnie opt-out w przypadku reklam jest kompletną bzdurą. Zapoznanie się z reklamą nie ma nawet nieść dla mnie żadnych korzyści ba, powoduje stratę czasu, która może być przeliczona na konkretną stratę pieniędzy.

Rozumiem oglądanie reklam w zamian za "darmowe" usługi, ale to wymaga z mojej strony wyraźnych czynności prowadzących do skorzystania z usługi. Dlaczego mam tracić czas na reklamy nie otrzymując niczego w zamian? Dlaczego miałbym tracić czas na rezygnowanie z reklam, które tylko zajmują mi czas? Gd (zanim ktoś mi odpowie, że mogę się zapoznać z ofertą, zapoznamybym chciał znaleźć jakiś produkt to skorzystałbym z wyszukiwarki oraz wypytał się na specjalistycznych forach dyskusyjnych.

Ostatnio Alex Barszczewski pisał o tworzeniu własnych czarnych list firm, od których nie chcemy kupować produktów i usług. Ja od kilku lat mam parę dużych koncernów na swojej czarnej liście za spamowanie zaprzyjaźnionych forów dyskusyjnych (mało trafny wybór agencji reklamowej). Wybór produktu ze stoiska chemicznego jest w moim przypadku o wiele łatwiejszy.

a nieuczciwe praktyki rynkowe?

Skoro prawo chroni moją skrzynkę e-mailową przed niechcianą korespondencją, to dlaczego nie może mojego telefonu?

IMHO prawo chroni telefon, właśnie wspomnianą wyżej ustawą o nieuczciwych praktykach rynkowych, art. 9 pkt 3):

Nieuczciwymi praktykami rynkowymi w każdych okolicznościach są następujące agresywne praktyki rynkowe:
(...)
3) uciążliwe i niewywołane działaniem albo zaniechaniem konsumenta nakłanianie do nabycia produktów przez telefon, faks, pocztę elektroniczną lub inne środki porozumiewania się na odległość, z wyjątkiem przypadków egzekwowania zobowiązań umownych, w zakresie dozwolonym przez obowiązujące przepis

Inna sprawa, że takie "czarne listy" byłyby pewnie skuteczniejsze. Pytanie tylko na ile skuteczniejsze? Sam od dłuższego czasu domagam się od pewnej dużej firmy zajmującej się doradztwem finansowym aby zaprzestała mi zaśmiecać skrzynkę. Powiadomienie o tym, że nie wyraziłem i nie wyrażam zgody na otrzymywanie ofert handlowych nie wiele dało, nie sądzę, aby wpis na typu do-not-call także ich zniechęcił. No chyba, że sądy będą poważniej traktowały wnioski o ukaranie, a prokuratura z automatu nie wywalała do kosza każdego zawiadomienia o czynach tego typu.

Drobna uwaga

VaGla's picture

W przypadku nieuczciwych praktyk rynkowych możliwa jest, owszem droga przed sądem, ale cywilnym. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której ktoś składa pozew cywilny w związku z jednym lub dwoma telefonami od marketerów, jednakże ustawa przyjęła cywilną drogę dochodzenia roszczeń przez konsumentów.

W przypadku zaś przesyłania drogą elektroniczną niezamówionej informacji handlowej do indywidualnego odbiorcy (z ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną) czyn taki jest wykroczeniem (nie zaś przestępstwem). Pomyślałem, że warto to tu napisać.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

delikt nieuczciwej konkurencji

Masz rację Piotrze. W ustawie o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym ustawodawca wybrał dla konsumentów drogę cywilnoprawną. Ale również rozszerzył definicję praktyki naruszającej zbiorowe interesy konsumentów (z art. 24 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów). Oznacza to, że jeżeli czyn będzie naruszał lub zagrażał zbiorowym interesom konsumentów, Prezes UOKiK mógł by takiej praktyki zakazać.

J.U.S.T. Journeying Unit Skilled in Troubleshooting

Reverse do not call

Po rozmowie ze znajomymi, która zeszła na temat spamu i nachalnych reklam, doszliśmy do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem byłby reverse do not call. Tzn. zupełnie absurdalny pomysł, aby opublikowanie gdziekolwiek i kiedykolwiek informacji o tym, że nie życzę sobie otrzymywać reklam automatycznie uprawniał do odszkodowania liczonego w tysiącach złotych (aby uniknąć atatku DoS na polskie sądy).

O ile na początku się z tego pomysłu śmialiśmy, to później zdaliśmy sobie sprawę, że tak naprawdę nie różni się to wiele od systemu kanadyjskiego, w którym każda firma ma swój osobny DNC (od niedawna istnieje automatyzujący cały proces serwis pana Geista). Dlaczego interesy przedsiębiorstw miałyby być ważniejsze od interesów indywidualnych obywateli?

Filtr antyspamowy

Odkąd kieruje wszystkie połączenia bez numeru dzwoniącego na drzewo nie zadzwonił do mnie, żaden telemarketer.

Jakość, standardy i dystans

Mimo iż sami w firmie (doradztwo finansowe)używamy VoIPa, który nie wyświetla numeru, sam staram sie dzwonić zawsze z prywatnego. Odpowiednio prowadząc rozmowę telemarketer może uniknąć wywołania negatywnej reakcji klienta, którego reakcją jest złość i pomysły w stylu do-not-call-me.

Niestety teksty w stylu "Czy rozmawiam z Panem Witold Kowalski" dominują i tym samym wszyscy w Polsce mają dosyć telemarketerów.

Jestem za stworzeniem standardów telemarketingu, karami dla firm, które nie dbają o jakość rozmów i nagrodami dla tych, które najmniej męczą klientów. listy do-not-call-me chyba niczego nie rozwiążą a jedynie przyhamują wymianę handlową w gospodarce. A ludzi, którzy nie umieją grzecznie podziękować telemarketerowi, zachecam do zdystansowania sie do swoich nerwów, bo są większe problemy na swiecie.

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>