społeczeństwo

Logo NIK. Państwo w rękach gangu logozy.

Najwyższa Izba Kontroli jest konstytucyjnym organem państwa. Jest naczelnym organem kontroli państwowej, który podlega Sejmowi. NIK kontroluje działalność organów administracji rządowej, Narodowego Banku Polskiego, państwowych osób prawnych i innych państwowych jednostek organizacyjnych - a to z punktu widzenia legalności, gospodarności, celowości i rzetelności. To wynika z art. 203 Konstytucji RP. Dokładnie na tej podstawie prawnej NIK może kontrolować działalność organów samorządu terytorialnego, komunalnych osób prawnych i innych komunalnych jednostek organizacyjnych z punktu widzenia legalności, gospodarności i rzetelności. Zasada legalności wynika z art. 7 Konstytucji RP: organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa. W 2005 roku NIK opublikowała informację o wynikach kontroli używania symboli państwowych przez organy administracji publicznej. NIK negatywnie odniosła się wówczas do sposobu używania symboli państwowych przez organy administracji publicznych. Jednocześnie NIK posługuje się logiem, co do którego - jak się, być może, okazało - prawa autorskie ma ktoś inny, niż Skarb Państwa.

Odpowiedź z KPRM na wniosek dot. tajemnic przedsiębiorstw; Postulat stworzenia publicznie dostępnych wykazów umów z rządem

Przy okazji wydobywania z KPRM informacji publicznej - treści umowy dotyczącej wsparcia zmierzającego do "zniwelowania opinii" w mediach społecznościowych (ponoć te postanowienia umowne nie zostały wykorzystane, co - mam nadzieję - potwierdzą kolejne wnioski o dostęp do informacji publicznej, a dotyczące kolejnych dokumentów związanych z realizacją tej umowy) - zadałem KPRM pytania o zasady postępowania z umowami zawieranymi z przedsiębiorstwami: Wniosek do KPRM związany z przechowywanymi tam tajemnicami przedsiębiorstw. Wczoraj otrzymałem odpowiedź na ten wniosek. Ale po moim wniosku również inni obywatele zaczęli pytać rząd o umowy. Jeśli chodzi o mnie, to postuluję obecnie, by zarówno Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, ale też każde z poszczególnych ministerstw stworzyło i udostępniło w Biuletynie Informacji Publicznej wykaz umów zawartych przez te podmioty. Wyobrażam sobie, że do tego efektu mogą prowadzić dwie drogi: 1) łatwiejsza dla rządu, czyli droga uznająca konieczność stworzenia takich wykazów, dostrzegająca potrzebę zapewnienia przejrzystości w państwie, a także 2) droga trudniejsza dla rządu, czyli droga odwlekania rozpoczęcia takich prac, droga na której rząd będzie ignorował wnioski obywateli, będzie mnożył przeszkody. Spodziewam się, że obie drogi spotykają się w tym samym punkcie, czyli w punkcie, w którym wykazy umów zawartych przez KPRM i poszczególne ministerstwa będą udostępnione w BIP tych podmiotów. Wybór przez rząd drogi dla siebie "trudniejszej" będzie powodował stopniowy spadek zaufania obywateli do państwa. Dlatego w interesie publicznym jest, by jednak rząd wybrał drogę dla siebie łatwiejszą.

Wydaje mi się, że Rząd zaczyna przejawiać uzależnienie od Facebooka

Chyba mamy do czynienia z problemem systemowym. W poprzednim tekście opublikowałem obszerny fragment kontraktu, w którym KPRM umawia się na "wsparcie kryzysowe", które rozumiane jest jako "analiza i rekomendacja działań, jakie powinien podjąć Zleceniodawca, aby złagodzić lub zniwelować w mediach społecznościowych opinie o działaniach Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, jak i samego Prezesa Rady Ministrów". Niepokoi mnie słowo "zniwelować". Zwłaszcza w sąsiedztwie innych słów, jak np. "zniwelować opinię". Oczekiwanym efektem usługi polegającej na rekomendowaniu działań podejmowanych w celu zniwelowania opinii powinno być - jak się wydaje - to, że opinia jest zniwelowana. Niepokoi mnie myśl, że ktoś może podejmować w demokratycznym państwie prawnym działania mające na celu zniwelowanie opinii. Ale dziś niepokoi mnie też pomysł na zlecenie usługi polegającej na "przygotowaniu historycznych wpisów". A takie - jak się wydaje - chce w przyszłości zamówić Ministerstwo Gospodarki.

Umowa między KPRM a brandADDICTED na wsparcie komunikacyjne

Wczoraj otrzymałem z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów umowę między KPRM a spółką brandADDICTED sp. z.o.o. (agencja FaceADDICTED). To jest ta umowa, która stała się niedawno powodem zamieszania, a to związanego z moim wnoskiem złożonym w trybie dostępu do informacji publicznej w dniu 17 lipca (następnie wobec apelu do Pana Premiera, który sformułowałem po przekroczeniu przez KPRM ustawowego terminu udostępnienia mi wnioskowanych informacji publicznych). Przypominając krótko przebieg zdarzeń: zaobserwowałem komentarze internetowe pod tekstami na temat reformy emerytalnej. Uznałem, że są one zbieżne z propozycjami rządu. Nie mając dostępu do logów serwerów - nie miałem też możliwości sprawdzenia, dokąd prowadzą pozostawione tropy. Postanowiłem jednak sprawdzić, czy rząd zawarł jakieś umowy na wsparcie w sferze oddziaływania wizerunkowego w internecie. Wbrew pojawiającym się w Sieci opiniom - nie postawiłem wówczas tezy, że "rząd płaci za komentarze pod tekstami publikowanymi w internecie". Odnotowałem fakt pojawiania się komentarzy i zacząłem sprawdzać możliwe, dostępne dla mnie (i dowolnego obywatela) źródła. Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej oraz Ministerstwo Finansów odpowiedziały na moje wnioski o dostęp do informacji, KPRM zaś nie odpowiedziała w terminie...

Centralna Baza Orzeczeń Sądów Administracyjnych +1 ząbek czosnku

Jako obywatel mogę mieć kłopot z właściwą interpretacją postanowień Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. W sprawie sygn. I SA/Wa 1522/11 czytelne i zrozumiałe jest dla mnie to, że po rozpatrzeniu skargi na postanowienie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 15 czerwca 2011 r. w przedmiocie umorzenia postępowania w sprawie zażalenia na postanowienie - WSA w Warszawie postanowił odrzucić skargę. To jest czytelne dla przeciętnego prawnika i nie powinno stanowić dla niego problemu. Problemem jest to, skąd w sentencji tego postanowienia wziął się ten "+1 ząbek czosnku"?

Aula Polska: propozycja modelu wykorzystania re-use dla realizacji władzy zwierzchniej w RP przez obywateli

Piotr Waglowski w czasie wystąpienia na Auli Polskiej13. czerwca odbyło się w Warszawie 98. spotkanie Auli Polskiej. Spotkanie to było poświęcone BIG DATA. W trakcie tego spotkania mogłem wysłuchać bardzo interesujących i inspirujących prezentacji kolegów, jak np. wystąpienia Krzysztofa Sobieszka z NK, który opowiadał o hurtowni danych w NK, a swoje wystąpienie zatytułował "O data scientist i analizie danych w NK". Janek Zając i Paweł Kucharski, którzy reprezentowali odnoszącą właśnie sukcesy na świecie spółkę Sotrender, zaprezentowali temat "Social media & big data. Sotrender style". Ja zaś - tradycyjnie - swoją prezentację zatytułowałem "Przejmujemy państwo, czyli władza zwierzchnia w RP należy do Narodu". W swoim wystąpieniu tłumaczę skąd ta moja pieczęć i jak jej używam. Przy okazji chyba warto odnotować, że już wówczas, a był to środek czerwca, wiedziałem, że na temat OFE ma sie pojawić jakiś rządowy raport i zastanawiałem się wówczas nad tym, skąd dziennikarze o nim wiedzą, skoro jeszcze nie został opublikowany. Wspominam o tym tylko dlatego, że tu obok aktywny jest wciąż temat tego "szeptania" pod tekstami na temat reformy emerytalnej rządu. Tak czy inaczej - nagranie mojego wystąpienia właśnie zostało opublikowane.

Host *.mofnet.gov.pl w debacie o "sadzeniu sztucznej trawy"

Po tekście na temat sadzenia "sztucznej trawy" czytelnicy podsyłają mi różne materiały. Jeden z nich dotyczy komentarzy pod tekstem z 2010 roku, który opublikowano w łódzkiej części serwisu gazeta.pl. Dziś ten tekst jest już zarchiwizowany i nie widać pod nim żadnych komentarzy. Natomiast zachował się w archiwach Sieci. Tym, którzy uznają, że - pokazując takie praktyki - opowiadam się po jakiejś politycznej stronie, oświadczam, że chętnie opublikuję też podobne materiały, które były pisane przez przeciwników politycznych obecnie rządzących (jeśli były pisane w sytuacji, w której ktoś taki pełnił funkcję związaną z wynagrodzeniem z pieniędzy publicznych). Wszystko mi jedno, z jakiej partii, bo nie biorę udziału w politycznej przepychance. Dla tego zjawiska jest zupełnie obojętne, kto akurat pracuje przy komputerze w domenie gov.pl. I jestem świadomy tego, że dziś są to zwolennicy jednej frakcji, a jutro innej. Mnie chodzi o to, by w przyszłości takie zachowania były uznawane za naganne i eliminowane. Ponieważ ten ktoś, kto siedzi przy komputerze identyfikującym się hostem w domenie gov.pl, to on pracuje za moje pieniądze.

Rzecznik Rządu skomentował zamieszanie na temat sadzenia sztucznej trawy - plus komentarz do tego

Pan Piotr otrzymał nazwę firmy, ale Pan Piotr jeszcze nie otrzymał treści umowy, o którą wnioskował wcześniej. Pan Paweł "ma zapisane" i to nawet "wyraźnie", że "umowa w żadnym stopniu nie przewiduje publikowania komentarzy na jakichkolwiek stronach internetowych". Pan Paweł też "natknął się na oświadczenie firmy, z którego wynika, że oni takiej działalności nie prowadzą". Pan Piotr się cieszy i nawet wierzy, że tak właśnie jest, ale Pan Piotr sam chętnie przeczyta treść umowy. Pan Piotr o nią formalnie wnioskował, chociaż Kancelaria Premiera, która zatrudnia Pana Pawła, nie dotrzymała terminu odpowiedzi na wniosek. Pan Piotr jest cierpliwy i w końcu przeczyta treść umowy. Przy okazji: Pan Piotr nie stawiał zarzutów, bo Pan Piotr nie jest prokuratorem. Pan Piotr wnioskował o umowę, by zweryfikować fakty. Gdyby Pan Piotr otrzymał wnioskowane informacje w ustawowym terminie, to prawdopodobnie Pan Paweł nie musiałby się teraz tłumaczyć. No i Pan Piotr cieszy się, że rząd nie będzie inwigilować internautów.

W sprawie sadzenia sztucznej, emerytalnej trawy - trzeba zejść głębiej, być może pod ziemię

W tekście apelującym do Premiera o udostępnienie treści umów z rządem - wskazałem komentarze, które pojawiły się w związku z aktywnością rządu publikującego raport pt. "Przegląd funkcjonowania systemu emerytalnego". Są to komentarze ewidentnie wspierające koncepcje rządu. Sprawdzam zatem, jak brzmi umowa na usługi strategicznego wsparcia komunikacyjnego KPRM, co - przy okazji - wpisuje się w inne moje komentarze i działania, a dotyczące dostępu do informacji publicznej i aktywności administracji publicznej w tzw. "mediach społecznościowych". Czekając na treść umowy warto sprawdzić też inne wątki. Gdyby pokopać głębiej "w czasie", to można trafić na "wątek górniczy". Okazuje się, że przed ogłoszeniem przez rząd raportu z adresu IP 89.77.61.* ktoś prowadził też dysputy o emeryturach górniczych. Czasami podpisywał się jako "Związkowiec".

Otrzymałem odpowiedź z KPRM na temat tego, z kim podpisała umowę na usługi strategicznego wsparcia komunikacyjnego

Ciekawa sprawa, bo odpowiedź z KPRM została mi przesłana "w uzupełnieniu odpowiedzi z 5 sierpnia" (por. Z poślizgiem, ale KPRM dała "sygnał" w sprawie umów na PR) "i w odpowiedzi na wniosek z 6 sierpnia" (czyli na jeden z moich wczorajszych wniosków, w którym zapytałem wprost o nazwę przedsiębiorstwa). Generalnie ostatnie dni są dość interesujące pod względem obserwacji "kontrolnej roli mediów". W piątek opublikowałem informacje na temat tych komentarzy na temat systemu emerytalnego i swoich wniosków do ministerstw i KPRM. Dziś mamy środę i żadne media nie dotarły jeszcze do informacji na temat tego, kto te komentarze umieszczał. Kusiło mnie nawet, by przyznać się do tego, że to sam rok temu taką maszynkę do komentowania postawiłem, by ją po roku spektakularnie zdemaskować... Tymczasem nazwano mnie "blogerem", chociaż autorzy tekstów wiedzą, że tego nie lubię. Teraz zaś się zastanawiam, czy nie wstrzymać się z informacją otrzymaną właśnie z KPRM, bo jakby to wyglądało, gdyby jakiś "bloger" (nie zaś dziennikarz) taką informację opublikował?