Dlaczego jestem spokojny, czyli koza i gruszki a sprawa polska

Tym, którzy usiłują mnie na siłę wciskać w świat polityki odpowiadam, że reprezentuję głównie siebie. Oczywiście potrafiłbym wykorzystać jakieś sprytnie skrojone, inżynieryjno-społeczne skojarzenia, a to "You can call me V." w nawiązaniu do V for VaGla, a to fakt, że urodziłem się 17 maja, a więc akurat - tak jakoś wyszło - w Światowy Dzień Społeczeństwa Informacyjnego. Gdyby nie to, że piszę zdaniami zbyt wielokrotnie złożonymi i umieszczam je w za długich tekstach, przez które niewielu daje rade przebrnąć, to niemal byłbym idealną twarzą rewolucji (łysy karku, pewnie bandyta). Ale rola animatora ruchu społecznego "Ctrl+V" jakoś kłóci się z tym, w jaki sposób postrzegam rzeczywistość. Może impuls do takiego postrzegania dał mi nawet sam premier. Bo przecież On właśnie, na jednym ze spotkań rządu z internautami i organizacjami społecznymi, powiedział: "Nie szukajmy kiczu porozumienia, każdy zna swoją rolę". I ja też tak uważam. Każdy zna swoją rolę. Trzeba robić swoje. Dlatego po jednej z debat napisałem, kierując te słowa do czytelników: wszystko zależy od Was. Każdy niech robi swoje i nie ogląda się na innych. System prawny jedynie powinien dawać narzędzia, dzięki którym obywatele będą mogli sprawować władzę zwierzchnią w Rzeczpospolitej Polskiej i kontrolować swoich przedstawicieli.

Uważam, że ustawianie aktualnego sporu w retoryce "rząd-internauci" nie jest właściwe. Mamy do czynienia nie z internautami, a z obywatelami, którzy m.in. korzystają z internetu. I każdy z tych obywateli jest inny. Każdy może mieć swój pogląd na rzeczywistość, dlatego też rząd jest w kłopocie, gdy usiłuje znaleźć jakąś "reprezentację" obywateli. A przecież ta reprezentacja jest już w Sejmie. Spotkania z taką lub inna grupą osób nie może stanowić protezy działania państwa (por. Czy "grupa inicjatywna" mogłaby również liczyć na ministerialne pensje?).

Na ulicy pojawia się tłum. Pan Palikot chciał stanąć na czele tego tłumu i jakoś przemawiać w jego imieniu, ale został wygwizdany. Dlaczego? Pisze o tym Piotr Czerski w serwisie Wirtualnej Polski: Boleść Palikota. Bezlitośnie został wyszydzony. Organizatorzy protestów z całej Polski wydali wspólne oświadczenie, w którym "wyrażają swój stanowczy sprzeciw wobec prób zawłaszczenia ich działań przeciwko umowie ACTA do celów agitacji politycznej. Próby takie podejmują działacze i politycy różnych opcji.... Ba! Organizatorzy protestów, ci ludzie, którzy zorganizowali wielotysięczne manifestacje, odwołują się do etyki!

Wyrażamy stanowczą dezaprobatę wobec takich działań, a także uznajemy je za sprzeczne z podstawowymi zasadami współżycia społecznego i etyki. Społeczny sprzeciw wobec ACTA nie ma charakteru ideologicznego i wszelkie próby jego zawłaszczania szkodzą sprawie.

Dostrzegają, że nikt za nich nie wykona pracy w ich własnym interesie. Nikt poza nimi ich nie reprezentuje. Że muszą sami oderwać się od komputera i wyjść na ulicę, by być wysłuchanymi, dostrzeżonymi. To rozumowanie zobrazowałbym chyba następującą przyśpiewką ludową:

Kapela Drewutnia: Koza. Bo w społeczeństwie jest podobnie: woda musi ogień gasić, ogień musi kija palić, a kij musi piesa walić, a pies musi koze kąsać, koza musi gruszki trząsać. Gruszki pospadają. To powinien być hymn rewolucji. Każdy powinien robić swoje i nie oglądać się na innych. Jakby tak tych organizatorów protestów oraz wszystkich tu i ówdzie demonstrujących nauczyć tej piosenki, żeby znali ją na pamięć, to mogliby śpiewać a przy okazji zastanawiać się nad związkami przyczynowo-skutkowymi oraz rolą poszczególnych instytucji w państwie, a także nad swoją własną rolą (nie tylko w czasie ruchawki, ale również na co dzień).

Od jednego z posłów dowiedziałem, się, że "szeregowy poseł nic nie może". Napisał mi na Facebooku:

Poseł może interpelować, podejmować interwencje, patrzyć władzy na ręce, proponować poprawki - sam projektu ustawy kompleksowo regulującej złożoną materię nie napisze. Przynajmniej tak słaby poseł jak ja. Jak wygląda zaplecze merytoryczno-legislacyjne posłów opozycji? Klub parlamentarny dostaje na prace legislacyjne (w tym - analizy i ekspertyzy do projektów rządowych, których jest ok. 300 rocznie!) po ok. 1100 złotych na posła rocznie. Zresztą - w ministerstwach, w których jest lepiej, też jest fatalnie. Dlatego większość prawa powstaje... trudno powiedzieć gdzie, trudno powiedzieć za czyje pieniądze... Więc płaci się posłom za kontrolowanie rządu i patrzenie mu i instytucjom publicznym na ręce...

Pomijając rodzące się pytanie: "po co zatem jest ich tam tylu?", warto chyba dojść do wniosku, że przecież znane są już narzędzia, które obywatelom mogą dać możliwość sprawowania kontrolnej funkcji w państwie.

Widzę ten tłum na ulicy, który zaczyna rozumieć powody, dla których gruszki może spadną, albo dla których nie chcą spadać, i jestem spokojny, bo mam wrażenie, że ludzie zaczynają dostrzegać związki przyczynowo-skutkowe i myśleć samodzielnie. ACTA w tym wszystkim jest tylko kroplą, która wpadła do wypełnionego naczynia i sprawiła, że zawartość naczynia się przelała przez jego krawędzie. Teraz trzeba poszukać "pozytywnej agendy". Ale wcześniej kilka słów o samym traktacie, ponieważ ta sprawa jeszcze nie jest zakończona.

Sposób, w jaki pracowano nad tą umową w moim odczuciu całkiem ją dyskredytuje. I nawet, jeśli w wyniku przeróżnych zabiegów ktoś ogłosi, że wszystko w treści tej umowy jest OK, to uważam, że dla tak negocjowanej umowy międzynarodowej nie powinno być miejsca w systemie prawnym, który poważnie taktuje takie pojęcia jak demokracja, prawa człowieka, etc..

Owszem, poznaliśmy w końcu treść dokumentu, ale nie znamy nadal treści normatywnej tej umowy. Niezależnie od tego, że - jak wspomniałem - nie widzę miejsca dla tej umowy międzynarodowej w systemie prawnym, który miałby odpowiadać mojemu systemowi wartości, to niezwykle ważne jest to, by opinia publiczna poznała wszystkie dokumenty związane z negocjowaniem tego traktatu. Aby można było w przyszłości pokazać palcem i powiedzieć - nie idźcie tą drogą.

Aby dowiedzieć się co dokładnie jest w tym traktacie, przy możliwości poznania jego postanowień po ujawnieniu treści, ale przy konstatacji, że przepisy tam zaproponowane są często niezwykle kłopotliwe do interpretacji - stanowiska negocjacyjne oraz przebieg dyskusji będzie wskazówką interpretacyjną na temat norm prawnych wynikających z tej umowy międzynarodowej.

Dlatego - jako obywatel - domagam się od rządu polskiego (i domagałem się wcześniej) udostępnienia opinii publicznej wszystkich dokumentów związanych z negocjacjami ACTA, wszystkich stanowisk negocjacyjnych polskich oraz innych rządów, które rządowi polskiemu są znane, a także wszelkich informacji na temat wszystkich dokumentów i stanowisk, które na stole negocjacyjnym, w czasie prowadzonych w tajemnicy przed oczyma opinii publicznej negocjacji, kładły dopuszczone do tego stołu podmioty nie reprezentujące rządów (np. przedsiębiorstwa, organizacje pozarządowe, branżowe, zawodowe). Chcę również poznać pełną listę - co już wynika z poprzedniego postulatu - takich podmiotów, które na różnych etapach negocjacji przy tym stole siedziały, wraz z ujawnieniem kryterium dopuszczenia tych podmiotów do stołu.

Historia przyjmowania ACTA jedynie unaoczniła, że demokracja przedstawicielska się skompromitowała.

Oświadczenia posłów i eurodeputowanych, którzy przyznają się publicznie, że nie wiedzą, nad czym właściwie głosują. Oświadczenia ambasadorów, którzy przepraszają swoje dzieci oraz współobywateli za to, że podpisali umowę. Brak wiedzy wśród ministrów na temat tego czego dotyczy przyjmowana w trybie obiegowym uchwała Rady Ministrów (wolę zakładać to, niż złą wolę i celowe działanie rządu, który mógłby doskonale wiedzieć co przyjmuje, ale udawać przed obywatelami, że nie wie). Do tego jeszcze pseudo-polityczne dyskusje w Sejmie, szukanie tematów zastępczych, które mogłyby w jakiś sposób spolaryzować społeczeństwo (bo jak nasi konkurenci powiedzą "Tak", to my musimy powiedzieć "Nie", w przeciwnym razie się nie odróżnimy, to zaś oznacza śmierć).

Publicysta Jacek Żakowski tytułuje swój felieton "Porozmawiajcie z nami" i kieruje swe słowa do władzy. Ja zaś uważam, że władza nie powinna z nimi rozmawiać. Ale to moje zdanie, które notuję sobie tutaj, a czyta ten, kto ma ochotę. Dlaczego tak o tym piszę? Ponieważ publicysta piszący w gazecie nie jest moim reprezentantem. Organizacje pozarządowe, które interesują się społeczeństwem informacyjnym, przez ostatnie kilkadziesiąt miesięcy spotykały się regularnie z przedstawicielami władzy. Wysokimi przedstawicielami rządu. Były to jednak spotkania nieformalne. Odbywały się w ramach "grupy Dialog", z których jedynie strona społeczna robiła dość precyzyjne relacje (chociaż trzeba przyznać, że są też nagrania wideo, które przygotowane były przez służby rządu). Jednak nie ma chyba formalnych protokołów. Okazało się, że spotkania te, w które angażowały czas i środki, nie pozwoliły na przekonanie władzy do przejrzystego działania. Z dzisiejszej perspektywy uważam, że tego typu spotkania nie różnią się wiele od tych, które były udziałem organizacji zbiorowego zarządzania i innych podmiotów w ramach prac "Grupy internet" w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego (por. Po dzisiejszym spotkaniu Grupy internet i deklaracjach w sprawie porozumienia o współpracy...). Dlatego też we własnym imieniu (a brałem w tych spotkaniach udział jako VaGla) nie będę już brał w udziału w tych spotkaniach (por. Przewodniczący Rady Informatyzacji zrezygnował z funkcji). Czas wolę poświęcić na pracę organiczną, na rozwój zawodowy lub po prostu projektowanie pieczęci (por. Sigilla VaGli, czyli o co chodzi z tymi pieczęciami).

Nie znaczy to, że odmówię reprezentowania jednej czy drugiej organizacji społecznej, jeśli uzna ona, że należy mnie na takie spotkanie posłać. Bo istnieją i działają różne organizacje pozarządowe. One jednak nie załatwią wszystkich problemów wszystkich obywateli. Takie myślenie to kolejna pułapka intelektualna i hołdowanie jej to oddanie inicjatywy w cudze ręce, pozbycie się odpowiedzialności za własne życie.

Prof. Juliusz Gardawski oraz partnerzy społeczni z Komisji Trójstronnej (tj. NSZZ „Solidarność”, OPZZ i Forum Związków Zawodowych) nie przyjęli nagrody im. Andrzeja Bączkowskiego za 2011 r. Był to gest sprzeciwu wobec „łamania zasady dialogu społecznego”. Trzech chłopaków z Wrocławia nie czekało na to, co ich przedstawiciele mogą zrobić dla nich, tylko wzięli się za to, co oni mogą zrobić dla siebie. Budzi się społeczność Wykopu, która zaczęła się zastanawiać nad społeczną kontrolą państwa w wątku Wykopowa kontrola prac sejmu?

Nie szukajmy kiczu porozumienia - powiedział premier. Porozmawiajcie z nami - powiedział publicysta. Nie rozmawiajcie z nimi - odpowiadam. Zamiast tego udostępniajcie, nawet bez czekania na wniosek, wszelkie informacje publiczne. Nie spotykajcie się poufnie, elitarnie i w zaciszu gabinetów z jednymi z pominięciem innych. Traktujcie wszystkich równo, prowadźcie rzetelne konsultacje społeczne. Twórzcie prawo oparte na dowodach. Są również inne narzędzia partycypacji społecznej, wystarczy tylko je wdrożyć do systemu prawnego. Przejmujemy państwo.

Aby wzbogacić możliwości pozyskiwania przez dowolnych obywateli funduszy na działalność zarówno społeczną, jak i komercyjną:

W sferze publicznej pozytywna agenda, która zakłada wdrożenie pewnych narzędzi obywatelskiej partycypacji, może wyglądać np. tak:

W zakresie równego i pełnego dostępu do informacji publicznej i zniesieniu barier w ponownym ich wykorzystaniu:

  • Ograniczenie liczby serwisów internetowych polskiego rządu (a także ograniczenie liczby serwisów prowadzonych przez inne organy władzy publicznej; por. Jeden uczciwy serwis rządu zamiast chmury witryn marketingu politycznego ministrów);
  • Zrezygnowanie z odrębności "stron własnych" i BIP-ów (po prostu prowadzony przez administrację publiczną serwis jest BIP-em);
  • Zrezygnowanie z profili społecznościowych rządu (obywatele stworzą narzędzia do publikowania informacji w Facebookach czy innych Twitterach, jeśli te informacje będą udostępniane w jednym miejscu przez zobowiązane do tego podmioty);
  • Posłowie nie mogą być uprzywilejowani w dostępie do informacji w stosunku do obywateli (obywatele i posłowie dowiadują się o treści dokumentów z tego samego źródła, w tym samym czasie i za pośrednictwem tych samych narzędzi);
  • Ponieważ nie ma przecież obowiązku kontraktowania z państwem - wprowadzenie zasady w prawie zamówień publicznych, zgodnie z którą na zamawiającego przechodzą prawa autorskie majątkowe do zamawianych dzieł;
  • Jasne stwierdzenie, że te materiały, które publikowane są w serwisach internetowych administracji publicznej (a więc w BIP-ach) są materiałami urzędowymi w rozumieniu art. 4 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, a więc nie są przedmiotem prawa autorskiego (tu zatem dopuszczona jest koncepcja "wywłaszczenia" z praw);
  • Jasne stwierdzenie, że te materiały, które publikowane są na stronach Sejmu i Senatu, są materiałami urzędowymi w rozumieniu art. 4 upaopp jw., co powinno również dotyczyć wszelkich relacji/transmisji wideo, które dokonywane z Sejmu za publiczne pieniądze, por. Ograniczono możliwość korzystania z materiałów serwisu Sejmu, Jak przekonać Sejm, by przestał zabraniać korzystać z materiałów? Brać przykład z Malamuda? oraz Prawa pokrewne do sejmowych nagrań wideo i inne pytania;
  • Powołanie organu, który będzie mógł wydawać wiążące decyzje w stosunku do innych organów administracji publicznej i innych podmiotów, w zakresie dostępu do informacji publicznej oraz re-use;
  • Rząd - już teraz, a w przypadku powołania organu właściwego - ten organ, powinien przygotowywać i przedstawiać w Sejmie raport roczny na temat problemów związanych z dostępem do informacji publicznej oraz ponownym jej wykorzystaniem.

W zakresie narzędzi obywatelskiej partycypacji:

  • Zmiana regulaminu Sejmu w taki sposób, by przewidywał możliwości zainicjowania przez obywateli wysłuchania publicznego w Sejmie (na wniosek określonej liczby obywateli, np. 100, Marszałek Sejmu jest zobowiązany, a więc musi, zlecić odpowiedniej komisji sejmowej przeprowadzenie takiego publicznego wysłuchania);
  • Zmiana regulaminu Sejmu w taki sposób, by nie była wymagana zgoda przewodniczącego komisji na udział w jej posiedzeniu dziennikarzy prasy, radia i telewizji (obecnie to art. 154 ust. 5 Regulaminu Sejmu; por. Nagrywam obrady komisji sejmowej. Czy ktoś może uznać, że działam bezprawnie?);
  • Zmiana regulaminu Sejmu w taki sposób, by nie była wymagana zgoda przewodniczącego komisji sejmowej na nagrywanie posiedzenia komisji, co do którego nie wyłączono jawności (jeśli obywatele będą mogli wnieść na salę kamery - będą mogli samodzielnie inicjować i kontrolować dyskusję publiczną);
  • Wprowadzenie możliwości popierania obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej w sposób elektroniczny (por. Społeczna, elektroniczna partycypacja w Polsce - ucieczka do przodu; to zaś nie oznacza postulatu wprowadzenia powszechnych wyborów "przez internet", którym jestem przeciwny);
  • Wprowadzenie możliwości elektronicznego inicjowania i popierania wniosku o referendum ogólnokrajowe.

To, co należałoby zrobić już teraz, to przeprowadzenie szeregu kontroli:

  • Pan Premier powinien zarządzić, w trybie kontroli, sprawdzenie wszystkich procesów publikowania informacji w BIP administracji rządowej;
  • Pan Premier powinien zarządzić sprawdzenie opublikowanych na stronach rządu warunków ponownego wykorzystania informacji z sektora publicznego;
  • Powinna zostać przeprowadzona "inwentaryzacja" w zakresie przysługujących Skarbowi Państwa (np. w wyniku dziedziczenia, albo w wyniki zamówień publicznych) praw autorskich, a następnie udostępnienie tak określonej części domeny publicznej każdemu zainteresowanemu w dowolnym celu (nawet komercyjnym);
  • Odpowiednie organy, które pełnią funkcje kontrolne i nadzorcze, powinny przeprowadzić kontrolę warunków na jakich udostępniane są zasoby takich podmiotów, jak np. Narodowe Archiwum Cyfrowe (por. 23 czerwca minie 100 dni dla NAC);
  • Powinien zostać przedstawiony raport na temat "przepisów odrębnych" (innych niż znajdujące się w ustawie o dostępie do informacji publicznej), związanych z re-use; Przepisy taki powinny zostać usunięte z systemu prawnego.

Na razie tyle. Ale, jak widać - wraz z upływem czasu lista się wydłuża. Inni komentatorzy tworzą swoje własne postulaty. Każdy z zainteresowanych dyskusją może stworzyć własne.

Kurz za chwilę opadnie, a raczej śnieg przykryje ślady styczniowych demonstracji. Ludzie znów wrócą do zajęć dnia codziennego: do małych dzieci, do obowiązków w pracy. Chwilowy zryw nie załatwi ich problemów. Oczywiście, że trzeba rozmawiać z władzą, ale - jak uważam - nie w elitarnych grupach. Chodzi tylko o to, by rozmowa miała formalne umocowanie. Rozmowa taka może też opierać się na wymianie komunikatów. Z jednej strony na udostępnianiu (z zasady bez wniosku) wszelkich informacji publicznych, z drugiej strony na realizowaniu przez obywateli konstytucyjnych wolności i praw: petycji, obywatelskiej inicjatywy legislacyjnej, składania skarg inicjujących postępowania sądowe (litygacje strategiczne). Nikt tego za obywateli nie zrobi. Ale oni już wiedzą, że mają wpływ na to, co się dzieje. Potrafią ominąć pośredników. Dlatego jestem spokojny.

Chociaż kolejna osoba uważa moje teksty za manifesty, to nie mam aspiracji politycznych. Całkiem świadomie odciąłem się od mainstreemu medialnego, który - jak mi sygnalizowano - mógłby mnie prostą i szeroką drogą zaprowadzić do tańca z gwiazdami. Byłbym niczym Eric Clapton parkietu (gdybym trochę poćwiczył). Chciałbym żyć spokojnie, zwyczajnie pracować, zarabiać przyzwoicie, być szczęśliwy. Na obserwowanym zamieszaniu mam zamiar skorzystać jedynie w ten sposób, że pozyskam zainteresowanie najseksowniejszych panien ever. O ile czytają ten serwis.

Przeczytaj również:

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Czyli matołki dalej będą

Czyli matołki dalej będą nami rządzić, media wciskać papkę, Vaglopodobni pisać jak jest źle, a jak być powinno, a ludzie w czasie wyborów się wk...ć, że muszą wybierać między głupim, a głupszym.

Szkoda Vagla... to państwo można zmienić tylko wchodząc w politykę... z boku jako "podpowiadacz" nic nie zmienisz, bo ci którzy powinni Cię wysłuchać mają za dużo miodku w uszach (i nie tylko)

niestety się muszę z Tobą

niestety się muszę z Tobą zgodzić - Vagla, weź to pod rozwagę uważną

Naści parę domen

minak's picture

Na wypadek, gdyby ktoś się chciał podpiąć, zarezerwowałem parę domen, do ewentualnego wykorzystania:

ctrl-v.pl
ctrl-v.org.pl
ctrlv.org.pl

ctrl-o.org.pl
ctrlo.org.pl

Są zakupione na mnie, ale mogę je scedować wskazanej przez VaGlę osobie/firmie.

Mi się dużo bardziej podoba wersja CTRL-O (kojarząca się z otwieraniem wszystkiego), ale jak kto woli V-klejać, to też jest.

Marek Jerzy Minakowski (minakowski.pl)

ODR i "public interface"

W kwestii "zareklamowania" powyższych postulatów:

Wiele z nich dałoby się streścić do zdrowej reguły, do której stosują się (a co najmniej starają się stosować) dobrzy programiści: One Definition Rule. Jedna rzecz zdefiniowana w jednym, wiarygodnym miejscu. Do tego prosty, dobrze określony "publiczny interfejs".

Przekładając to na język mniej żargonowy:

Publikacja danych w jednym miejscu, w otwartym, dobrze opisanym formacie. Zawsze pełny, bezwarunkowy dostęp do informacji, która jest publiczna.

W kwestii "zareklamowania"

Mikołaj's picture

W kwestii "zareklamowania" powyższych postulatów (...)

W kontekście hasła reklamowego zgoda, ale warto całość mieć rozwiniętą i w tej postaci ją kolportować. Większość będzie potrzebować rozwinięcia.

--
Piotr "Mikołaj" Mikołajski
Blog | G+ | FB

Czapki z głów...

Piotrze, cóż, doskonale - ująłeś sendo sprawy. Tak samo czuję, że w sprawie ACTA na tym etapie nie tyle ważne jest samo ACTA, co przemiana świadomości społeczeństwa (które w Polsce miało wiele do nadrobienia w stosunku do tzw. "starych demokracji"). Afera z ACTA pokazała, że oto wreszcie rodzi się u nas Społeczeństwo Obywatelskie, które umie mówić wspólnym głosem, które umie patrzeć swoim przedstawicielom na ręce, i które umie błyskawicznie wyciągać wnioski z zaistniałej sytuacji. Ale największą wartością w tym wszystkim jest istotnie to, że Polacy zaczynają na nowo dostrzegać przyczynowość. Piszę "na nowo", gdyż przysłowia ludowe dowodzą, że kiedyś już ten stan osiągnęliśmy "Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie", "Póty dzban wodę nosi, póki się ucho nie urwie", "Nie czyń drugiemu co tobie nie miłe" itd. itd. Generalnie wewnętrzne zrozumienie, że nie ma skutku bez przyczyny może odmienić życie i jest to bardzo pozytywny kierunek, dobrze rokujący na przyszłość - obyśmy o tym nie zapomnieli.

nabywanie praw autorskich przez państwo

ksiewi's picture

Piszesz: "wprowadzenie zasady w prawie zamówień publicznych, zgodnie z którą na zamawiającego przechodzą prawa autorskie majątkowe do zamawianych dzieł".

Zgadzam się, że nie ma obowiązku kontraktowania z Państwem, ale nabywanie praw przez Państwo nie jest też koniecznym rozwiązaniem dla - jak rozumiem - zapewnienia Państwu swobody korzystania z zamawianych utworów. Zwłaszcza, że przeniesienie praw pozbawia zbywcę możliwości korzystania z utworu. Dlatego też postulowałbym raczej rozwiązanie, które dawałoby zamawiającym dużą swobodę pozwalając jednocześnie na korzystanie z utworu wykonawcom.

Mogłoby to być coś w rodzaju licencji ustawowej dla zamawiających, albo rozszerzenie dozwolonego użytku z art. 33^2 pr. aut., albo rozszerzenie katalogu wyłączeń z pr.aut. w art. 4.

To ostatnie zresztą (automatyczne wyłączenie z prawa autorskiego wszystkich utworów zamówionych przez Państwo) byłoby chyba najbardziej zgodne z deklaracją Premiera (że rzeczy zamówione za publiczne pieniądze stają się własnością publiczną).

Inna sprawa, że postulat nabywania praw do dzieł zamawianych w zamówieniach publicznych pojawił się już przecież w rekomendacjach Urzędu Zamówień Publicznych (dotyczących oprogramowania). I spotkał się z dość jednoznacznym przyjęciem producentów oprogramowania. Oprogramowanie i inne utwory, które nie są produktami specjalnie zamawianymi przez Państwo raczej nie będą mogły zostać objęte Twoim postulatem: oprogramowanie własnościowe z uwagi na model biznesowy, a wolne oprogramowanie z uwagi na model licencyjny... (jak byś chciał nabyć autorskie prawa majątkowe do z jednej strony "Windowsów", a z drugiej strony do "Linuksa"?)

Warto zatem zastanowić się nad doprecyzowaniem Twojej propozycji.

Jestem pewien, że

VaGla's picture

Jestem pewien, że trzeba doprecyzować. Znaczna część z tych bulletów wymagałaby podpunktów i zastrzeżeń. W tym przypadku chodzi o to, by kolejne organy mogły korzystać z raz zamówionej opinii, albo aby wiele różnych podmiotów mogło zamawiać raz. Napisałem to co napisałem i można to teraz bardzo krytycznie oceniać. Może w efekcie coś z tego dobrego wyjdzie.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

No dobrze tylko jak? Pomysł

No dobrze tylko jak? Pomysł z elektrycznym podpisywaniem projektów powstał kilka lat temu i był wielokrotnie powtórzony. Można przypuszczać, że organizacje jak ISOC, Panoptykon co do zasady pomysł popierają. Tak samo całe stada „niezrzeszonych”, ale… czy chodzi o to, żeby mówić o tym tak długo, aż sejm/rząd/„tamta strona” się weźmie i sama znowelizuje ustawy? No to będziemy czekać do końca WOŚP.

Nowelizacja sama się nie napisze. Muszą ją napisać prawnicy a to kosztuje. Czyli jak się wydaje jedyne rozwiązanie jest takie, że jakiś cywilizowane NGO weźmie to na siebie. Jakoś wyceni koszt produkcji dzieła wywiesi baner jednocześnie otwierając jakąś pół otwartą wiki stronę gdzie dokument zacznie powstawać. Później zebrać podpisy i zobaczyć co z tego wyniknie.
W ten sposób można również pokazać „demokrację hackerską” w praktyce.

Wszystko było fajne - prawie do końca

Wszystko było fajne - prawie do końca. Po co było doadawać: "Przepisy takie powinny zostać usunięte z systemu prawnego". Że niby co, odrebne przepisy dla rejestrów zawierających dane osobowe usunąć ? Wystapić z UE ? Zrezygnować z INSPIRE ?

Powinno być "Przepisy takie powinny zostać usunięte z systemu prawnego, jesli nie wykaże się ich niezbednosci na podst. art 31 Konstytucji"

Secco

Zgoda

VaGla's picture

Zgoda. Chociaż z tym zastrzeżeniem, że na poziomie UE powinno się zabiegać o usunięciu z systemu odrębnych przepisów dot. re-use. Prawo unijne również da się zmieniać. Polska, jako kraj członkowski, może mieć stanowisko w tej sprawie (w Radzie), a europ-parlamentarzyści również mogą występować ze swoimi inicjatywami.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

"Na obserwowanym zamieszaniu

"Na obserwowanym zamieszaniu mam zamiar skorzystać jedynie w ten sposób, że pozyskam zainteresowanie najseksowniejszych panien ever. O ile czytają ten serwis."

Bardzo szlachetne, uzasadnione i tego niniejszym życzę :)

Masz dylemat antyczny...

... czy zrobić tak jak mówił Platon - inteligentni ludzie powinni być politykami, bo tylko w ten sposób można coś realnie zmienić, czy też iść za głosem Sokratesa, który mówi - inteligentni ludzie trzymają się jak najdalej polityki, bo ona jest zawsze brudna.

Bardzo dobry tekst

Vanter's picture

Bardzo dobry tekst podsumowujący iż Polska demokracja ma atrakcyjną okazję na zmiany w dobrą stronę, i jak już mówiłem wcześniej aby rząd się zmienił to najpierw ludzie się muszą zmienić.

Dobrze napisane

"...Dlatego - jako obywatel - domagam się od rządu polskiego (i domagałem się wcześniej) udostępnienia opinii publicznej wszystkich dokumentów związanych z negocjacjami ACTA, wszystkich stanowisk negocjacyjnych polskich oraz innych rządów, które rządowi polskiemu są znane, a także wszelkich informacji na temat wszystkich dokumentów i stanowisk, ..." itd.

Dobrze napisane, pewnie większość z nas chętnie by się tu też podpisała. Patrząc na sprawę od strony praktycznej to ja w dobrowolne ujawnienie takich danych jednak nie wierzę. Nie po to ktoś się napracował utajniając cały proces negocjacji aby teraz wszystko ujawniać. Przypuszczam dodatkowo, że osobą uczestniczącym w tym procesie bardziej zależeć będzie na zachowaniu tajności niż na ratyfikacji. Dlaczego tak uważam? Należało by chyba postawić właściwe pytanie i spróbować na nie odpowiedzieć. Pytanie: kto brał udział w tych negocjacjach? Wiemy nieoficjalnie, że byli to przedstawiciele amerykańskich koncernów. Na pewno były rządy kilku-kilkunastu państw. Oczywiście najbardziej zależało na sprawie rządowi USA (pomysł ACTA był chyba po stronie USA i Japonii). Skoro był rząd USA to na pewno brała udział ich dyplomacja i pewnie też ... CIA? Aktywny udział dyplomacji USA jest praktycznie potwierdzony przez pewien telefon z ambasady USA do Sejmu. Jednak nie od dziś wiadomo, że wielu dyplomatów jest też zatrudnionych na trochę innych etatach. Jeśli w procesie choćby tylko pomaga CIA, to "zaprzyjaźnione" służby specjalne pewnie też z nimi współpracują (mam na myśli pomoc "naszych" służb). Po "naszej" stronie brało też udział sporo innych urzędników związanych z rządem. Jednak już tylko działania dyplomacji zazwyczaj trzyma się w tajemnicy w celu zachowania skuteczności na przyszłość. Dodatkowo reszta "towarzystwa" chyba nigdy nie lubi być w gazetach opisywana. Moim zdaniem raczej zrezygnują ze sprawy niż się ujawnią. Z tym że to oczywiście nie są harcerze którzy od razu się poddają. Na razie sprawa jest głośna i medialna. Ale już teraz zaczynają się dziać rzeczy dziwne.

http://wolnemedia.net/spoleczenstwo/coraz-wiecej-naruszonych-listow-z-wnioskami-o-referendum-ws-acta/

"...Organizatorzy akcji zbierania podpisów pod wnioskiem o referendum ws. ratyfikacji ACTA poprosili wolontariuszy o wstrzymanie się z wysyłaniem listów ze względu na coraz większą liczbę naruszonych kopert, które do nich docierają..."

Na razie tyle, ale co będzie dalej jak sprawa przycichnie?

Moim zdaniem w jakimś niewielkim zakresie może by się dało sprawę ACTA odtajnić poprzez powołanie komisji sejmowej. To by mogła być bardzo ciekawa komisja. Ale dziś powołanie takiej komisji pewnie by było trudne do realizacji.

Na koniec mam jeszcze jedno drobne swoje przemyślenie. Gdyby tak naszym posłom i senatorom zakazać czegoś co się nazywa "dyscyplina partyjna". Pewnie lepiej myśleć przez to nie będą, ale może zaczną w końcu zastanawiać się nad czym głosują? Bo jak jest w tej chwili to każdy chyba już wie.
Przy braku dyscypliny głosowane sprawy by musiały być też dobrze przygotowane. Bo inaczej by mogły przepaść głosami koalicji. Oczywiście wiem, że trudno by to było skontrolować. Ale wystarczy, że czasami ktoś by się wyłamał, a partia nie mogła by go ukarać. Tak się nawet zastanawiam, czy w tej chwili nie ma na to jakiegoś przepisu?

Czytają, czytają :]

Czytają, czytają :]

Wszystko pięknie

Wszystko pięknie (zwłaszcza z tą twarzą ruchu oporu - mam nadzieję, że nie pójdziesz drogą Kominka promowania się na umownie powiedzmy kontrowersji;) niestety nie podzielam Twojego optymizmu odnośnie samoświadomości obywateli. Ale jeśli chodzi o lobby internautów - zaczyna się liczyć. No i całe szczęście że nie dało się zinstrumentalizować Palikotowi (PiSowi, Korwinowi etc. etc.) - to jest to, za co lubię wywalone w kosmos ego bloggerów ;)

Dodaj nowy komentarz

Zawartość tego pola nie będzie publicznie dostępna.
  • Dopuszczalne tagi HTML: <a> <em> <del> <ins> <strong> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Rozpoczynanie akapitów i łamanie wierszy następuje automatycznie.
  • Użyj [# ...] by dodać automatycznie numerowany przypis dolny (footnotes).

Więcej informacji na temat opcji formatowania

CAPTCHA
Niestety spamerzy atakują, dlatego muszę się bronić.
7 + 0 =
Rozwiąż to proste zadanie matematyczne. Dla przykładu: 1+3 daje 4.

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>