Uniewinniono malarza nazwanego przez Policję "lubieżnikiem" - co teraz?

Pod koniec 2010 roku Policja, na stronie internetowej policja.pl, opublikowała notatkę pt. "Wpadł malarz – „lubieżnik”". Odnotowałem to w stosownym wpisie. Policja napisała m.in, że "malował i wystawiał w Internecie obrazy o tematyce pornograficznej z udziałem dzieci". A kilka dni temu dowiedzieliśmy się, że łódzki sąd "uniewinnił malarza Krzysztofa Kuszeja, oskarżonego o publiczne propagowanie i pochwalanie treści o charakterze pedofilskim i publiczne prezentowanie treści pornograficznych". I teraz - kolejny już raz - pojawia się pytanie o odpowiedzialność funkcjonariuszy Policji, którzy sobie redagują przeróżne notatki na stronach, które - jak się uważa - są "oficjalnymi" stronami Policji, ale nie są Biuletynami Informacji Publicznej. Wydaje mi się, że wypadałoby teraz domagać się od Komendanta Głównego Policji, aby się nad tym bardziej systemowo pochylił. Policja też ma obowiązek przestrzegać prawa, a - jak uważam - nie przestrzega go publikując sobie notatki i konkurując z mediami na oglądalność.

O uniewinnieniu Krzysztofa Kuszeja (dzięki aktywności Policji i tak już wszyscy znają jego nazwisko), można przeczytać w tekście portalu Gazeta.pl pt. Sąd uniewinnił artystę oskarżonego o pedofilię. Nota bene - w 2010 roku, w tekście Dziecięce porno czy sztuka w obronie dzieci, Gazeta Wyborcza zadawała takie oto pytanie: "Czy walka ze społecznym złem usprawiedliwia drastyczne środki artystyczne?" To było w pierwszym zdaniu relacji o zatrzymania. Już wówczas podawano nazwisko malarza publicznie, zresztą to nie dziwne, ponieważ notatka Policji tak opisała zajście, że w 2 minuty można było dotrzeć do informacji o malarzu.

Mamy sygnaturę wyroku Sądu Rejonowego dla Łodzi-Śródmieścia: sygn akt. IV K 620/11. W tej sprawie wstawiła się za malarzem Helsińska Fundacja Praw Człowieka i zorganizowała dla niego obronę pro bono. Można też przeczytać relację na stronach Programu Spraw Precedensowych Fundacji: Łódzki artysta nie przekroczył dozwolonych granic wolności twórczości artystycznej (przeczytaj również: Sprawa Krzysztofa Kuszeja czyli granice swobody artystycznej - złożono kolejne wnioski dowodowe).

Notatka Policji nadal jest dostępna w internecie: Wpadł malarz – „lubieżnik. Tam napisano:

Policjanci z Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi zatrzymali 47-latka, który malował i wystawiał w Internecie obrazy o tematyce pornograficznej z udziałem dzieci. Artysta – malarz usłyszał prokuratorskie zarzuty i został objęty dozorem policyjnym.

Działając operacyjnie kryminalni uzyskali informację o mieszkańcu Łodzi, który w swojej pracowni przy ul. Piotrkowskiej malował obrazy przedstawiające pornografię z udziałem dzieci. Mężczyzna swoje prace prezentował na stronie internetowej oraz oferował do sprzedaży na jednym z portali aukcyjnych. Zebrany materiał został przedstawiony Prokuraturze Rejonowej Łódź – Śródmieście, która wydała postanowienie o zatrzymaniu 47-latka.
(...)

I tak dalej...

Czyż to nie jest przesądzenie o popełnieniu przestępstwa i również o winie, a to jeszcze zanim sąd się sprawą zajął i wydał wyrok? I cóż teraz?

Pytałem o podstawy prawne działania serwisów policji w 2007 roku. Wówczas otrzymałem Odpowiedź od Rzecznik Komendanta Głównego Policji w sprawie serwisów Policji, a potem analizowałem Zarządzenie nr 13 Komendanta Głównego Policji z dnia 25 września 2000 r. w sprawie metod i form działalności prasowo - informacyjnej w Policji. Z tej analizy wynikało, że nie ma podstaw do prowadzenia serwisów. Kiedy następnie w 2008 roku pytałem Komendanta Głównego Policji o to, na jakiej podstawie prawnej działają takie serwisy, jak Policja.pl, to podano mi nową podstawę: Zarządzenie nr 1204 KGP, serwisy internetowe policji i monitoring wizyjny. Co ciekawe - nowe Zarządzenie wydano niedługo po tych moich publikacjach, wykazujących brak podstawy prawnej serwisów policyjnych. Zarządzenie to zostało wydane na podstawie art. 7 ust.1 pkt 2 ustawy z dnia 6 kwietnia 1990 r. o Policji. To jest taka "wygodna" podstawa prawna, ale moim zdaniem niezwykle wadliwa. Przywołajmy ją:

Art. 7.
1. Komendant Główny Policji określa:
(...)
2) metody i formy wykonywania zadań przez poszczególne służby policyjne, w zakresie nieobjętym innymi przepisami wydanymi na podstawie ustawy;

Ta "podstawa prawna" jest blankietowa i - jak uważam - nie ma wiele wspólnego z zasadą legalizmu. No, bo jak Komendant Główny może określać coś, co ma zakres "nieobjęty innymi przepisami wydanymi na podstawie ustawy". Przecież funkcjonariusze, również Komendant Główny Policji, powinien się ustawy trzymać i nie wykraczać poza nią. Jest ustawa o dostępie do informacji publicznej, zatem Policja, tak jak inne zobowiązane do tego podmioty, powinna prowadzić BIP. Nie ma przepisów, które pozwalają Policji tworzyć sobie własne elektroniczne media, za pomocą których rozsiewają własne wersje wydarzeń. To samo dotyczy przecież i Trybunału Konstytucyjnego, w kontekście opisywanych w tym serwisie działań Obserwatora konstytucyjnego. Co do tej podstawy ustawowej do wydania przez Komendanta Głównego Policji Zarządzenia (określenia), to kilka razy w tym serwisie, np. w tekście Podyskutujmy o przekroczeniu uprawnień administracji publicznej w aktywności internetowej, przywoływałem postanowienie 7 sędziów Sądu Najwyższego z 18 stycznia 2005 r. (sygn. WK 22/04), w którym stwierdzono:

Art. 7 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z 1997 r. stanowiący, że organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa, zawiera normę zakazującą domniemywania kompetencji takiego organu i tym samym nakazuje, by wszelkie działania organu władzy publicznej były oparte na wyraźnie określonej normie kompetencyjnej.

Jak to pogodzić z zakresem "nieobjętym innymi przepisami wydanymi na podstawie ustawy"? Moim zdaniem się nie da.

Regularnie pytam o podstawę prawną działania tych policyjnych stron, ponieważ regularnie pojawiają się tam notatki, które uznałbym za naruszająca dobra osobiste różnych ludzi. Pytałem o to w kontekście sprawy Gazety Bytowskiej i oskarżeń o wydawanie dzienników i czasopism bez rejestracji (por. Czy "własne" serwisy internetowe administracji publicznej działają legalnie?), pytałem w kontekście skazanego później, ale - jak uważam - ze względu na publikacje Policji, która w swojej notatce, jeszcze przed wyrokiem, nazwała fana zespołu Depeche Mode przestępcą (por. Zatrzymano 24-latka za pobranie pliku, No i nie wykradł "Precious", co teraz? oraz Historia oceni rok po wycieku "Precious"). Pytałem w tekście Na Boga! Internetowi rozbójnicy???

Pytałem też - w kontekście publikowania (przekazywania mediom) przez Policję filmów z monitoringu wizyjnego - czy już jakiegoś policjanta (albo Policję) o naruszenie dóbr osobistych pozwano i czy są już wyroki. Odpowiedź, którą uzyskałem, pomijała ten wątek.

W kontekście pytań o naruszenie dóbr osobistych przez Policję przypominam tekst: Również Skarb Państwa czasem bezprawnie narusza dobra osobiste - wyrok za bezprawną retencję. Mogę też przypomnieć tekst Odpowiedzialność dyscyplinarna za prywatny "blog" funkcjonariusza Policji, w którym mowa m.in. o wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego z 9 czerwca 2011 r. (sygn. I OSK 1056/11). Owszem. Tam chodziło o odpowiedzialność dyscyplinarną i o to, że sobie policjant po służbie publikował na własnym "blogu" rożne informacje, którymi dysponował w związku ze służbą, ale odpowiedzialność tego typu (a także odpowiedzialność za naruszenie dóbr osobistych) będzie tu miała zastosowanie również wówczas, gdy sobie ktoś na "oficjalnych" (chociaż - jak uważam - bez podstawy prawnej wydawanych) stronach policyjnych coś napisze.

Jakiś czas temu chciałem się dowiedzieć, jak skończyła się sprawa aktu oskarżenia, o którym pisałem w tekście Akt oskarżenia za wykorzystanie stron policyjnych do pozycjonowania. Jestem przekonany, że Policja dokładnie wie, jak ta sprawa się skończyła, ale na moje pytanie odesłano mnie do prokuratury, bym tam pytał. Warto byłoby się dowiedzieć, czy tego funkcjonariusza, który sobie - jak wynika z tamtych doniesień - zrobił ze stron policyjnych słup ogłoszeniowy, rzeczywiście skazano za "przekroczenie z chęci zysku uprawnień".

Panie Komendancie Główny Policji? To, jak będzie z tymi przeprosinami dla "malarza lubieżnika"? Przeprosiny, to mały pikuś, wszak mamy w przypadku tej notatki chyba do czynienia z przekroczeniem uprawnień przez funkcjonariusza, a przecież to przestępstwo zagrożone karą pozbawienia wolności do lat trzech. Czy ja sobie mogę pozwolić na nazwanie - tak powołuje się Policję w art. 1 ustawy o Policji - "umundurowanej i uzbrojonej formacji służącej społeczeństwu i przeznaczonej do ochrony bezpieczeństwa ludzi oraz do utrzymywania bezpieczeństwa i porządku publicznego" formacją przestępczą?

Ja wiem, że Wy tam generalnie działacie dla mojego dobra i dobrze, że ktoś czuwa nad tym, bym mógł w miarę bezpiecznie chodzić po ulicach po zmroku i w ogóle. Sygnalizuję problem do rozwiązania. Fajnie by było, jakby ramy prawne Waszego działania były też i dla Was przyjazne. Ja wówczas czułbym się bezpieczniej, nie byłoby wątpliwości... Uważam, że Policja nie może sobie dowolnie prowadzić serwisu prasowego, który - na wzór tabloidyzujących się mediów - goni za tanią sensacją. Policja generalnie - jak uważam - nie powinna zajmować się działalnością prasową. Ona przecież nie od tego jest. Natomiast jeśli Policja bardzo chce coś publikować w internecie, to ma od tego BIP. I za to, co tam napisze, zwłaszcza, jeśli kogoś oczerni, naruszy dobra osobiste, albo w inny sposób naruszy prawo, też ktoś powinien ponosić odpowiedzialność. Nie czekając na to, aż się o to będą upominać obywatele. Chciałbym być dumny z faktu, że żyję w państwie, w którym również Policja przestrzega prawa. Siedzimy w tym systemie, niejako, razem.

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Teraz powinien być pozew cywilny

Uniewinniono malarza nazwanego przez Policję "lubieżnikiem" - co teraz?

Teraz powinien być pozew cywilny. Mam nadzieję, że malarz nie odpuści.

Wiem, że Pan jest raczej zwolennikiem pracy u podstaw (nawet swoich 3 miliardów euro nie próbuje Pan dochodzić), ale "pisać na Berdyczów" to Pan sobie może tak jeszcze całymi latami. Wiem, że generalnie jest Pan czytywany tu i ówdzie, tylko co z tego, skoro często nie idzie za tym czytaniem jakakolwiek refleksja, nie mówiąc o działaniu. A siarczysty policzek w postaci pozwu mógłby spowodować natychmiastowe otrzeźwienie (przypomnę tylko "skakanie przeciwko ACTA" vs spotkania grupy "Dialog" czy jak tam to się nazywało).

Właściwie mam takie same

Właściwie mam takie same poglądy, ale w tym temacie to chyba nie wszystko. Ten pan może na drodze cywilnej dochodzić swoich praw, ale wiąże się to oczywiście z kosztami z jego strony jak również problem może być z przewlekłością postępowania.

Ja bym proponował temu panu na początek złożenie zawiadomienia o uzasadnionym podejrzeniu przestępstwa przekroczenia uprawnień przez pracowników policji. Oczywiście zawiadomienie powinno trafić do prokuratury, a nie do policji. Nie jestem pewien, ale na tym etapie chyba ten pan może jako poszkodowany zostać oskarżycielem posiłkowym i składać wniosek o naprawienie szkody (nie wiem czy tak się da, ale warto to sprawdzić).

Kolejno jeszcze można ścigać policjantów o zniesławienie. Tu też może być proces karny, ale sprawa jest z prywatnego oskarżenia, więc znowu mogą być koszty.

Na koniec zostaje jeszcze proces cywilny o samo odszkodowanie i ewentualne sprostowanie informacji w mediach.

Warto na koniec wspomnieć, że skazanie policjantów w procesie karnym to dla nich kara znacznie dotkliwsza niż proces cywilny i odszkodowanie (które my zapłacimy z naszych podatków?). Nie można być chyba policjantem z wyrokiem, więc ktoś na pewno pożegnał by się z pracą.

Pomijając na chwilę

Pomijając na chwilę sprawę samego pomówienia, przyszła mi do głowy pewna dygresja. Doczytałem co takiego zrobił ten artysta (aby zwrócić uwagę na problem pedofilii w Kościele Katolickim namalował dosyć śmiały i kontrowersyjny obraz). Wiem, że w naszym kraju posiadanie i propagowanie treści związanych z pedofilią jest przestępstwem. Generalnie jest to słuszna zasada. Powstawanie takich treści wiąże się zazwyczaj z krzywdą małych dzieci. Warto by było zapytać, czy samo powstawanie takich treści bez krzywdy dzieci i karanie za taki czyn też jest słuszne? Ale w tej sprawie nie o to nawet chodzi, malarz nie zamierzał nikogo krzywdzić. O ile zrozumiałem nikt z dzieci mu nie pozował. Było dokładnie odwrotnie, facet poruszony krzywdą ludzką postanowił się realizować artystycznie malując obrazy w których pokazywał tą krzywdę. No i pytanie, jakim trzeba być człowiekiem aby kogoś takiego ścigać i próbować skazać? Na dodatek faktycznie z treści policyjnej notatki wynika dosyć jasno, złapano pedofila ...
Po co to wszystko zrobiono? Przychodzi mi tylko jedno wyjaśnienie do głowy, pewnie nasza policja po raz kolejny próbowała sobie "napompować" statystyki kosztem niewinnych obywateli.

komputerowo generowane dzieci a moralnośc publiczna

VaGla's picture

Tu jest felieton z 2002 roku: Cyberpornografia dziecięca, a w nim o "komputerowo generowanych dzieciach". Rzeczywiście w tego typu pornografii nie ma żywej, krzywdzonej bezpośrednio i pośrednio (i nawet post factum) żywej istoty. Ale system prawny może - co wynika z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP - ograniczyć prawa jednostki również wówczas (przy zachowaniu innych warunków tam wymienionych), gdy chroni "moralność publiczną". O ile sama "moralność publiczna", jak również "pornografia" umyka jasnym i precyzyjnym definicjom, to - piszę to jako człowiek, nie jako prawnik - intuicyjnie dopuściłbym ograniczenie wolności słowa w tym zakresie, tj. penalizacja "pornografii z udziałem komputerowo wygenerowanych dzieci", właśnie ze względu na "moralność publiczną", jak ją odczytuję. To trudny temat, przyznaję.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

O ile same zjawisko

O ile same zjawisko pedofilii mi się nie podoba, to podpieranie się w tym wypadku "moralnością publiczną" jest chyba jeszcze gorsze. Oczywiście uważam, że takie zjawiska jak pornografia w każdej postaci nie powinny być prezentowane w samo południe w TV. Powinny być też ograniczenia, ktoś sobie nie życzy - nie ogląda i nie jest nagabywany. Natomiast nie rozumiem podziału na rodzaje pornografii. Pornografia heteroseksualna jest właściwie ok, homoseksualna jest bee, ale jest dopuszczalna prawnie, a pornografia z udziałem komputerowo wygenerowanych dzieci to już przestępstwo? Moim zdaniem przestępstwem powinno być tylko krzywdzenie kogoś (np. przy wykonywaniu sesji zdjęciowych, poprzez publikowanie zdjęć itd). W tym miejscu być może wykazuję za dużo empatii, ale karanie kogoś tylko za to, że się takim urodził wydaje mi się umysłowym średniowieczem. Przy okazji może wspomnę, że oczywiście nie wierzę aby ktoś się pedofilii nauczył czy może został w to wciągnięty. Zdaje się, że mózg pedofila czy homoseksualisty działa inaczej i już. Nie da się tego raczej naprawić czy wyleczyć, można to tylko na jakiś czas stłumić. No i teraz pedofil ma popęd tłumić całe życie, bo inaczej go zamkną, wykastrują, a może nawet zlinczują. Homoseksualista raczej musi się ukrywać, ale prawnie nic mu nie grozi. A heteroseksualista może to robić prawie w blasku słońca i jeszcze przechwalać się swoimi dokonaniami?

Co więcej - coś mi

Co więcej - coś mi majaczy, że czytałem o badaniach naukowych, w których dowodzono, że dostęp pedofilów do pornografii zmniejsza ilość przestępstw seksualnych przeciwko dzieciom, ponieważ niektórzy z nich wbrew pozorom mają jakieś tam skrupuły i opory moralne (a chociażby i boją się kary), a dostęp do porno pozwala im się wyszumieć bez aktywnego krzywdzenia kogokolwiek. Oczywiście w przypadku korzystania z pornografii z udziałem prawdziwych dzieci mamy skórkę za wyprawkę, bo nadal krzywdzone są te filmowane. No i tu dochodzimy do kwestii wizerunków dzieci generowanych komputerowo...

Ale oczywiście inni twierdzą, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i pedofil stymulujący się dostępną pornografią w końcu przejdzie od słów do czynów, bo oglądanie przestanie mu wystarczać.

Nie wiem, kto ma rację.

Oczywiście pełna zgoda.

Oczywiście pełna zgoda. Trochę mi skrót myślowy wyszedł z tym cywilnym. Powinien dochodzić na wszelkie możliwe sposoby, żeby policzek był naprawdę bolesny i piekł na tyle długo, żeby sprawa zapadła głęboko w pamięć spoliczkowanemu.

Normalka

Tego rodzaju działanie służb siłowych jest raczej standardem, niż wyjątkiem, patrz: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114883,12219165,Marek_P__od_Komisji_Majatkowej_pozwal_dziennikarza_.html

Sąd uznał, że doszło do naruszenia dóbr osobistych powoda, takich jak cześć i dobre imię. Według sądu Wojtunik działał bezprawnie, a fakty, o których mówił w "Rzeczpospolitej", nie zostały udowodnione jako prawdziwe. Zdaniem sądu szef CBA nie działał w interesie społecznym. Sędzia dodał, że udzielając wywiadu, nie działał on jako organ władzy państwowej, lecz wypowiadał się we własnym imieniu.

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>