Debata o pogodzie

Dziś w Gazecie Prawnej opublikowano artykuł pt. Informacje publiczne: Zapowiedzi burzy powinny być bezpłatnie udostępniane obywatelom. W ramach tego tekstu omówiono m.in. wymianę korespondencji pomiędzy Janem Reyem a Instytutem Meteorologii i Gospodarki Wodnej, którą w całości publikowałem w tekście W czasie tornada IMiGW przestał udostępniać w internecie informacje z radarów meteorologicznych kilka dni temu (nawiasem mówiąc: Pogodynka.pl wątpi, czy ktoś ten mój tekst przeczytał). W Gazecie Prawnej jest i moja wypowiedź: "Spodziewam się, że w niedalekiej przyszłości przepisy dotyczące udostępniania informacji publicznej przez państwową służbę hydrologiczno-meteorologiczną, a także przepisy dot. ponownego wykorzystywania takiej informacji, zostaną poddane pod dyskusję, w której istotnym zagadnieniem do rozwiązania będzie usunięcie z polskiego porządku prawnego przeróżnych "zasad szczególnych", które sobie wcześniej wywalczyły różne podmioty. Takie informacje powinny być przekazywane do ponownego wykorzystania bez ograniczeń warunkami i bezpłatnie". Poniżej zaś, ponieważ korespondencja nadal prowadzona jest w taki sposób, że listy kierowane są również do mojej wiadomości, prezentuję jej dalszy ciąg.

Otóż po ostatnim z maili, który przywołałem w komentarzach pod linkowanym wyżej tekstem, a który przeczytał p. Jan Rey w tym serwisie, wysłał on do Instytutu następujący mail:

Szanowni Państwo,
Dowiedziałem się, że w serwisie VaGla.pl pojawiła się odpowiedź IMGiW na poniższe zgłoszenie, którą IMGiW wysłał do wszystkich, z wyjątkiem adresata.
Rozumiem, że tak jest bezpieczniej, gdyż można wmawiać opinii publicznej i instytucjom, że nie umiał obsłużyć przeglądarki. Opublikowana odpowiedź zawiera opis, jak Instytut sobie wyobraża przebieg zdarzeń, a nie fakty.

W tej sytuacji wnoszę o zabezpieczenie w celach dowodowych, kompletu logów z serwerów obsługujących publikacje radarowych map IMGiW za okres od dnia 14 lipca godz. 18:00 do 15 czerwca o godz.12:00, pozwalającego jednoznacznie ustalić pory podawania informacji aktualnych i opóźnionych.

IMGiW, który będąc winnym pozbawienia aktualnej informacji o burzach i opadach ekip ratowniczych, samorządów i samych poszkodowanych katastrofalnymi trąbami powietrznymi broni się:

  • pomawiając zgłaszającego niewygodny problem o nieudolność informatyczną,
  • pomijając go w dystrybucji korespondencji, by nie miał szans zaprzeczenia treści przesyłanej mediom i urzędom administracji centralnej

Nie tworzy to wiarygodności wobec polityki informacyjnej Instytutu, a popularnie nazywa się "mataczeniem". Oczekuję od Dyrektora Instytutu:

  • upublicznienia dokładnych okresów, w których serwisy pogodowe w podanym wyżej terminie podawały:
    • dane aktualne
    • dane opóźnione, o więcej niż 15 minut.
  • fromalnego ogłoszenia zakończenia stosowania niedopuszczalnej praktyki, celowego opóźniania publikacji danych meteorologicznych, które są informacją publiczną.
  • wyjaśnienia celu i oceny efektów "mataczenia", polegającego na pomijaniu adresata w upublicznianej korespondencji

Od organów Państwa, nadzorujących i finansujących IMGiW oczekuję rewizji wymagań i wprowadzenia warunków SLA do wszystkich umów w przypadku finansowania zakupów sprzętu i usług IMGiW i do kryteriów oceny działania Dyrektora IMGiW. Wymaganie nieprzerwanego publikowania aktualnych danych pogodowych przez ponad 99,9% czasu w każdym roku jest w pełni uzasadnione.

Z poważaniem
Jan Rey

Niebawem napłynęła odpowiedź IMiGW:

Szanowny Panie,
W odpowiedzi na Pana e-mail z dnia 17 lipca 2012r. Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej – Państwowy Instytut Badawczy dziękuje za Pańskie zainteresowanie sprawą. Instytut zawsze reaguje na sygnały od obywateli, dotyczące funkcjonowania serwisów pogodowych.

Instytut wyjaśnia w pierwszej kolejności, iż wszelkie służby, które Instytut ma zgodnie z prawem ostrzegać, otrzymywały w kwestionowanym przez Pana okresie na bieżąco informacje o zjawiskach atmosferycznych.

Jak już wskazano w mailu wysłanym do Pana jeszcze w dniu 17 lipca 2012r., przypadkowo Pana adres został pominięty przy wysyłaniu korespondencji. Zwracam jednak uwagę, iż pomyłka ta została natychmiast wyjaśniona i naprawiona. Zaznaczam również, że działanie to nie było świadomym działaniem Instytutu, nie jesteśmy bowiem instytucją w taki sposób traktującą petentów. Ponadto Instytut nic na takim działaniu nie mógłby zyskać, tym bardziej zatem niezrozumiałym jest zarzut, jakoby Instytut pominął Pański adres świadomie. Warto również podkreślić, że odpowiedzi na Pańskie maile były wysyłane niezwłocznie, na długo przed jakimkolwiek narzuconym prawem terminem. Niewątpliwie zatem Instytut wykazał się dobrą wolą i skrupulatnie zajął się zgłaszanym przez Pana problemem.

Odnosząc się do żądań, zawartych w Pana mailu z dnia 17 lipca 2012r., wskazać należy, że informacja dotycząca okresu, w którym serwis pogodowy IMGW-PIB podawał aktualne lub opóźnione dane, została zawarta w przesłanym do pana wcześniej piśmie. Podkreślić również warto, że do dnia 31 sierpnia 2012r. Instytut na swych stronach prezentuje aktualne dane radarowe.

Z poważaniem
Biuro prasowe IMGW-PIB

I do Instytutu trafiła odpowiedź na tą odpowiedź:

Szanowni Państwo,

Odpowiedź IMGiW potwierdza fakt procederu wyłączania transmisji on-line danych meteorologicznych, oraz zapowiada wznowienie blokowania danych po 31 sierpnia.
Należy zwrócić uwagę, że dla uzyskania świadomego dezaktualizowania danych meteorologicznych, aż do ich całkowitej dezaktualizacji i nieprzydatności, Instytut ponosi lub poniósł dodatkowe i nieuzasadnione koszty na wytworzenie i obsługę mechanizmu opóźniania publikacji danych. Art. 23a ustawy o dostępie do informacji publicznej wymienia podmioty do których nie stosuje się przepisów dot. "re-use" informacji publicznej i nie wyłącza IMGiW.

Zapowiedź przywrócenia celowego pozbawiania danych meteorologicznych aktualności po 31 sierpnia stanowi podstawę do rozważenia zasadności dalszego finansowania tej działalności ze środków podatników. Osobiście mam poważne wątpliwości.

Zaprezentowane uporczywe trwanie przy uchylaniu się IMGiW od upubliczniania on-line informacji pozyskiwanych za pieniądze publiczne, jest ważnym argumentem za przeprowadzeniem przeglądu wszystkich istniejących jednostek organizacyjnych zdolnych do zapewnienia rzetelnej obsługi meteorologicznej państwa. Wynikiem powinna być zmiana ustawowa i idąca za nią realokacja majątku i zadań do wybranej w przejrzystej procedurze i zakontraktowanej jednostki, gwarantującej rzetelność w traktowaniu swych obowiązków. Pozostałością po socjalizmie i po dawno zapomnianej technologii ręcznych pomiarów pozostaje przekonanie, że usługi meteorologiczne musi wykonywać jednostka państwowa w randze Instytutu. Może skuteczniej zrobi to zakontraktowana firma?

Państwowe i dostępne muszą pozostać dane i prognozy wytworzone za publiczne pieniądze.

Wnoszę o rozważenie celowości dalszego istnienia IMGiW PIB w obecnym kształcie i z obecnymi zadaniami.

Możliwe, że dotychczasowe IMGiW powinno zostac jedynie jednostką archiwizującą państwowe zasoby informacji meteorologicznej, a stacje radarowe i sieć urządzeń pomiarowych oraz systemy informatyczne do ich przetwarzania powinny zostać udostępnione jednostce przyjmującej na siebie obowiązek zapewnienia bieżącej ochrony meteorologicznej z odpowiednio sformułowanymi warunkami Service Level Agreement (SLA) zapewniającymi jakość i dostępność danych i prognoz.

W tej sprawie powinny zostać przygotowane opracowania uwzględniające również globalizację pomiarów i prognoz meteorologicznych, dzięki technice satelitarnej.

Stawiam tezę, że państwowa jednostka organizacyjna, finansowana za publiczne pieniądze wbrew obowiązującej dyrektywie "re-use" celowo i świadomie degraduje, aż do uzyskania nieprzydatności, jakość produktu, jakim są radarowe meteorologiczne - nie powinna dalej istnieć w obecnej formie.

Co z pomocą pism Instytutu właśnie zostało udowodnione.

Z poważaniem,

Jan Rey

Jan Rey w latach 1992-1993 był wiceprezesem Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

PS

Na Facebooku Pogodynka.pl komentuje dyskusje dotyczącą linkowanego we wstępie tej notatki tekstu:

screen z serwisu Facebook: Pogodynka.pl z całym szacunkiem, ja słyszałem o panu Piotrze (od was z resztą) ale chyba go troche przeceniacie ;) to, że ja artykuł widziałem, nie znaczy, że widział go ktoś jeszcze

Skoro ktoś, kto obsługuje konto pogodynka.pl, wątpi, czy mój (wcześniejszy) tekst widział ktoś jeszcze, to ja spieszę z uprzejmą informacja, że owszem, że widział. I nie mam na myśli jedynie tych, którzy go przeczytali wchodząc z głównej strony serwisu Wykop.pl, kiedy link do tekstu tam wisiał. W sumie tamten tekst wyświetlono (bo nie wiem przecież, ile razy przeczytano) ponad 17 tysięcy razy.

PPS

Gdy sięgniecie Państwo do porównania wersji językowych tekstów Przeglądu dyrektywy 2003/98/WE, który został ogłoszony w 2009 roku (a był to Komunikat Komisji do Parlamentu Europejskiego, Rady, Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-społecznego i Komitetu Regionów), to znajdziecie tam Państwo następujący fragment na temat ISP, czyli na temat informacji sektora publicznego (dla wygody Szanownych Czytelników wytłuściłem fragmenciki):

Celem niniejszego komunikatu jest dokonanie przeglądu stosowania dyrektywy o informacjach sektora publicznego (ISP) oraz podkreślenie potencjału związanego z ponownym wykorzystywaniem informacji sektora publicznego w dobie cyfryzacji. Informacje sektora publicznego stanowią jedyne tak duże źródło informacji w Europie. Do przykładów należą: mapy i obrazy satelitarne, prawodawstwo i orzecznictwo, dane statystyczne i dane o spółkach, rejestry ludności i rejestry patentowe. ISP wykorzystuje się jako surowiec dla szeregu produktów i usług oferowanych codziennie obywatelom Europy, takich jak systemy nawigacji samochodowej, prognozy pogody, usługi finansowo-ubezpieczeniowe.
(...)
Z nadejściem internetu diametralnie zmieniły się sposoby, w jakie przedsiębiorstwa i obywatele mogą korzystać z ISP i ponownie je wykorzystywać. Dostępność treści w formacie cyfrowym tworzy nowe możliwości w zakresie ponownego wykorzystania informacji, które zbierane są z różnych źródeł i łączone w całość o dodanej wartości. Do przykładów należą usługi w zakresie nawigacji, informacje o ruchu na drogach w czasie rzeczywistym, prognozy pogody przesyłane bezpośrednio na telefony komórkowe czy usługi ratingu kredytowego.
(...)
Rynek ten wciąż się rozwija, a podstawowe instrumenty nawigacji zyskają wartość dodaną w postaci kolejnych warstw informacji, np. informacji o ruchu na drogach umożliwiających kierowcom przewidywanie korków, prognoz pogody z docelowego miejsca czy informacji na temat miejsc parkingowych lub możliwości skorzystania z transportu publicznego.
(...)

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Czytam Cię Vagla od dawna i

Czytam Cię Vagla od dawna i szlag mnie trafia. Piszesz mądrze (może za mądrze?), kulturalnie - co ostatnio coraz rzadziej się zdarza - a jednak nie zauważyłem, żeby coś na plus się u nas zmieniło. W zasadzie jest coraz gorzej. Obywatele mają coraz mniej praw, a samo prawo jest coraz gorsze. IMGW i inne instytucje zachowują się jak państwo w państwie, a politycy jakby tego nie zauważali. Czy te barany naprawdę chcą doprowadzić do tego, żeby zamiast Vagli zaczęła z nimi "dyskutować" ulica? Kiedyś próbowałem jak Ty, teraz coraz częściej zastanawiam się czy "uliczny" sposób w Polsce nie jest jedynym?

A może jest inaczej? :)

VaGla's picture

Nie przeceniałbym swojego pisania, ale może jest nieco inaczej, niż w powyższym komentarzu. Może nie tyle jest "coraz gorzej", co po prostu rośnie świadomość istnienia tych problemów. Wcześniej nie było wcale lepiej- jak uważam, ale powoli coraz liczniejsze grono zaczyna potrafić wspólnie rozmawiać o problemach, nie neguje, że one są, może jeszcze nie potrafi ich wspólnie rozwiązać. Trzeba przy tym pamiętać, że organizacja państwowa działa w stanie olbrzymiej inercji. To jest kolos, gigant. Zanim błysk z neuronu w głowie trafi do ogona by go poruszyć, to mija wiele czasu, zanim on się rzeczywiście poruszy. Na ulicy ludzie krzyczą, potencjalnie łatwo tam komuś manipulować tłumem. Ja uważam, że trzeba robić swoje i szukać w sobie cierpliwości. "Kryterium uliczne" może zwrócić uwagę na problem i sprawić, że wiele osób nagle zacznie go dostrzegać, ale go nie rozwiąże. A w sumie, tak sobie myślę, że chodzi o to, by te problemy stopniowo, kawałek po kawałku, rozwiązywać. To praca u podstaw.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Prawie się zgodzę.

Prawie (czyli wcale...), ze względu na
- ACTA (gdyby się za to zupelnie nie zabrali byłoby moim zdaniem lepiej),
- in vitro - tu też próbują coś "uregulować" i "poprawić", że aż strach się bać - już lepiej, żeby zostawili jak jest,
- ostatnie ograniczenia w dostępie do inf. publicznej, bo się "nagle" okazało, że "i czasopisma" działa w dwie strony, ktoś sensowny ustawę tak napisał, że daje wgląd w "za dużo", a że posłowie nie przeczytali, to jest.

Podziwiam pańską postawę - skrzyżowanie Judyma z Siłaczką; jednak uważam, że najwięcej w niej z Syzyfa: pisał Pan o ACTA spokojnie, wyważenie, poważnie, z troską przez kilka -2? - lat. I co? I nic. "Proszę zostawić, za 2 lata się ustosunkujemy i damy wykrętną odpowiedź" - tak w skrócie został Pan potraktowany. Co zresztą nie dziwi - kimże Pan jest? Próbuje Pan przekonywać. Ma Pan sensowne argumenty. Ale zawiłe! Trzebaby je zrozumieć, a posłowie rzadko czytają a jeszcze rzadziej - rozumieją.
Jest Pan "jeden". Na początku całego krzyku w okół ACTA ja sam napisałem do Premiera. Imiennie. Założę się, że nie tylko ja. Ale wszyscy pisali pojedynczo. I- zgaduję- każdy został indywidualnie i pojedynczo zignorowany.
Tymczasem na ulicę wychodzi na raz 10k ludzi krzyczących to samo. To sporo. I mają dwa, proste argumenty. Siłę i "jedność".

Pan chce mnie przekonać, że krzyk słabo działa...

Nie chcę

VaGla's picture

Nie chcę Pana przekonywać co do skuteczności (braku skuteczności) krzyku. Ale mogę odnotować jedynie swoje zdanie w kwestii dużej potencji manipulacyjnej, jaką charakteryzuje się tłum. I mogę jeszcze odnotować przemyślenie dotyczące "weźmy, zróbmy, wyjdźmy, krzyczmy", które polegałoby np. na tym, że owszem, warto walczyć, ale trzeba też wiedzieć o co się konkretnie walczy. O co konkretnie. Nie wystarczy "o to, by było lepiej", bo lepiej, to znaczy jak? Jak miałoby być po tym, jak się wywalczy? I trzeba wiedzieć to wcześniej, zanim jeszcze - być może pod wpływem impulsu - ludzie wyleją się na ulicę. A co do ACTA - pierwszy tekst o ACTA w tym serwisie opublikowałem w maju 2008 roku.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Inaczej- może rzeczywiście

Inaczej- może rzeczywiście nie o krzyk mi chodzi, tylko o zmianę rozwiązania w konflikcie "przychodzi do premiera ambasador USA, przedstawiciele RIAA, MPAA, ... i mówią >>chcemy mieć ACTA<<, przychodzi do mnie VaGla i mówi >>to ma niebezpieczne skutki takie-to-a-takie<<.".
USA i ferajna są silne; przyjemnie się sprzymierzać z silnym.
VaGla - no taki "pojedynczy człowiek" (1 głos); na dodatek mówi trudne rzeczy i tak naprawdę nie rozumiem, o co mu chodzi; poza tym kto go tam słucha?

Zmienić można tylko jedną stronę tej nierówności - "naszą".

Nauczyć - czyli podejść od strony racjonalnej - to Pan robi teraz. Zakładając skuteczność, jest to praca na lata. Moja frustracja wynika z obserwacji, że takie działanie może po prostu być zbyt wolne, w konsekwencji obudzimy się z ręką w nocniku. Konkretnym przykładem jest tu ACTA; gdyby nie "pospolite ruszenie" wołałby sobie Pan tak na tej puszczy i nic by z tego nie wynikło. Tak, miałby Pan rację, tylko co z tego, mielibyśmy ACTA i już.

Przestraszyć - czyli podziałać na emocje - to uważa Pan za niebezpieczne, bo trudne do opanowania i łatwe w manipulacji. Zgoda. Ale tłum jest silny i dużo trudniejszy do zignorowania, niż Pan jeden. Ja jeden. Czy jeszcze jakiś jeden Incognitus.

Sprzymierzyć się - czyli zbudować organizację. Żeby mieć więcej niż 1 głos. Mówić nadal trudne rzeczy, ale zmienić układ sił. Tylko jak? Może to, co Pan robi, do jakiejś formy organizacji doprowadzi?

Być lepiej słyszalnym - to też jakaś forma organizacji, tylko takiej bardziej "odgórnej".

Nie wiem, który z tych wyborów jest najlepszy.

Właśnie o to chodzi. Nikt

Właśnie o to chodzi. Nikt w Polsce nie pisał tak dużo o ACTA i to jeszcze w czasie, gdy tzw. opinia publiczna nie miała nawet pojęcia, że coś takiego istnieje. Pisał, tłumaczył, ganił. I co? Wiadomo :) Wystarczyło jednak żeby tysiące wyszły na ulicę, słupki PO(parcia) spadły i zaczęła się inna śpiewka. Działania kulturalne, powolne, u podstaw są dobre w krajach o rozwiniętej demokracji. W polskim kuzynostwie niestety tylko metody brutalniejsze są skuteczne.
Kibicuję Vagli, ale jak zacznie się "kryterium uliczne" to mam nadzieję, że społeczeństwo wystawi władzy solidny rachunek. Na tyle solidny żeby w przyszłości słuchali takich ludzi jak Vagla.

Nie zgadzam się

Poniekąd rozumiem frustrację, ale z poglądami się nie zgadzam. ACTA to wielki sukces, nie zaś porażka portalu vagla.pl i też jego autora. Wystarczy przeanalizować co się o temacie wie. Pomysł pochodził jak można przypuszczać z USA. Umowa miała być negocjowana w tajemnicy i praktycznie w tajemnicy ratyfikowana przez wszystkie kraje. W sprawę mocno zaangażowane były na pewno służby dyplomatyczne USA (i diabli wiedzą kto jeszcze) mocno wywierające presję na urzędników i rządy innych krajów. W sprawę zaangażowano chyba spore środki, temat wałkowany był latami. Wszystko zaczęło się psuć od naszego kraju, zbyt wysoka świadomość społeczeństwa na temat zagrożenia ze strony umowy w chwili ratyfikowania spowodowała duże zainteresowanie mediów i liczne protesty na ulicach. Nasz Premier wprawdzie nakazał podpisać umowę (tego mu nie zapomnimy, jak również wielu kłamstw. Premierowi, ministrowi Zdrojewskiemu i ministrowi Boniemu) ale na ratyfikację nie było już szans. Wzrastająca świadomość tematu w innych krajach za sprawą protestów w naszym kraju doprowadziła do upadku umowy w UE (choć nie ma pewności, że to już koniec ACTA). Warto podkreślić, że w przypadku ACTA nasi politycy wcale nie zamierzali tematu dyskutować, czy ulegać "tłumowi". Moim zdaniem nasz Premier od bardzo dawna był świadomy wszystkich zagrożeń związanych z ACTA, wysyłanie listów do niego problemu nie rozwiązywało, bo on podjął decyzję już dawno temu i wcale nie miał zamiaru zdania zmieniać pod wpływem "ulicy". Ale jak widać sama silna determinacja Premiera i kilku ministrów nie wystarczyła. Świadomość "ulicy" spowodowała, że kłamstwa rządzących były bardzo wyraziste i ludźmi nie dało się już manipulować.
Nie muszę chyba wspominać, jaką rolę w tym wszystkim odegrał portal Vagla.pl.
To tyle w temacie ACTA.

Natomiast co do innych tematów poruszanych na vagla.pl, faktycznie czasami warto by było zmienić "coś" aby za opisaniem problemu szły skuteczne działania. Samo poruszenie tematu często nie wystarcza, czasami chyba przydało by się jakieś ostre pismo wysyłane do instytucji, urzędu czy do prokuratury. Z tym, że czy to powinno być rolą autora portalu? Kwestia dyskusyjna, moim zdaniem jakaś organizacja by się tu przydała.

Nikt nie twierdzi, że ACTA

Nikt nie twierdzi, że ACTA jest porażką portalu tylko, że to niestety nie Vagla, ale "kryterium uliczne" miało wpływ na to jak zaczęto postrzegać ACTA.

Vagla o ACTA pisał na długo zanim jakikolwiek dziennikarz zajął się tematem. W dodatku Vagla, w przeciwieństwie do dziennikarzy zajął się tematem dogłębnie i fachowo.

Jednak szum zrobił się dopiero jak tuż przed podpisaniem ACTA w mediach "głównonurtowych" zaczęto dzieciaki straszyć, że zabronią im ściągać pliki z sieci za free. Potem to był już efekt śnieżnej kuli. W gazetach jak to najczęściej bywa posłużono się kilkoma uproszczeniami, żeby ogół zrozumiał.

Oczywiście w tych protestach jakoś nie zauważyłem merytorycznej dyskusji, bo przecież "hop, hop, hop..." trudno uznać za wymianę argumentów. Jednak z naszą władzą widocznie w taki sposób trzeba rozmawiać, skoro argumenty ludzi takich jak Vagla do nich nie docierają.

Z mediami już tak jest, że

Z mediami już tak jest, że lubią upraszczać i lubią się zajmować sprawą tylko gdy mogą ją przedstawić jako sensację. W tym wypadku jednak to nie media "głównonurtowe" odegrały chyba największą rolę, ale też lokalne inicjatywy miały duże znaczenie. Najważniejsza sprawa była taka, że zwolennicy ACTA przedstawiali nierzetelnie całą sprawę. Właściwie można tu chyba powiedzieć, że kłamali nam w żywe oczy. Gdyby zabrakło osoby która w rzetelny sposób przedstawiała sprawę to dziś ACTA by już pewnie była umową obowiązującą w całej UE. Jedynie rzetelna dyskusja, logiczne obnażenie wszystkich kłamstw pozwoliły zainteresować media "głównonurtowe". Przy okazji pojawiało się też wiele innych inicjatyw (manifestacje, zbieranie podpisów itd). Warto przypomnieć jakie były argumenty zwolenników ACTA:

"...Zdrojewski ... na połączonym posiedzeniu komisji ds. UE, kultury oraz innowacyjności powiedział, że zdecydowanie zaprzecza zarzutom, jakoby rząd pracował nad umową ACTA w trybie niejawnym
...
Minister przypomniał, że w maju 2010 roku napisał pismo do kilkudziesięciu podmiotów w Polsce z informacją o pracy nad umową ACTA w trybie jawnym. 24 czerwca 2011 roku dokument znalazł się na stronie internetowej sejmowej komisji ds. Unii Europejskiej."

http://polska.newsweek.pl/zdrojewski--acta-nie-szkodzi-internautom,87636,1,1.html

"- Umowa ACTA w niczym nie zmieni polskiego prawa, także w sferze praw internautów i funkcjonowania Internetu - zapewniał na konferencji prasowej po spotkaniu z premierem Michał Boni. Dodał, że Polska "jest gotowa" podpisać umowę, ale podpis nie oznacza natychmiastowego wejścia dokumentu w życie. Minister Bogdan Zdrojewski przekonywał z kolei, że dokument został przekazany do konsultacji ponad 30 podmiotom już w maju 2010 roku i nie napotkał głosów sprzeciwu. "

http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/boni-polska-gotowa-na-acta-nie-zmieni-polskiego-prawa,198201.html

"Minister Michał Boni w RMF FM przyznaje, że jest za późno, by wycofać się z ACTA. Obiecuje jednak, że Polska ratyfikuje dokument dopiero po tym, jak zostanie do niego dodana "klauzula bezpieczeństwa"."

http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/523050,Boni-do-ACTA-dodamy-klauzule-bezpieczenstwa

Podejrzewam, że bez portalu vagla.pl media "głównonurtowe", a za nimi ogłów narodu pewnie by uwierzył w te kłamliwe wypowiedzi.

Jednak szum zrobił się

Jednak szum zrobił się dopiero jak tuż przed podpisaniem ACTA w mediach "głównonurtowych" zaczęto dzieciaki straszyć, że zabronią im ściągać pliki z sieci za free. Potem to był już efekt śnieżnej kuli. W gazetach jak to najczęściej bywa posłużono się kilkoma uproszczeniami, żeby ogół zrozumiał.

Ja widzę inną kolejność obiegu informacji. Nie Gazeta.pl -> internauci,

tylko

Vagla.pl -> pasjonaci tematu -> inne serwisy (typu wykop.pl) -> aktywni internauci, media "głównonurtowe" -> "niedzielni" internauci

Dziennik Internautów na bieżąco informował o ACTA od 2008

Vagla o ACTA pisał na długo zanim jakikolwiek dziennikarz zajął się tematem.

Krzywdzące uogólnienie. Był wyjątek. Tylko jeden, ale na tyle znaczący, że nie wypada go przemilczeć w wyliczance kto pisał a kto nie pisał o ACTA. Dziennik Internautów na bieżąco informował o ACTA od maja 2008.

Któż mówi o porażce w

Któż mówi o porażce w sprawie ACTA?! Ja tylko uważam, że to, co robi pan Piotr, nie wystarczy. I że - najprawdopodobniej - i 1000 panów Piotrów to za mało, jeśli występują w pojedynkę.

Opinia o ACTA - Całkowicie się nie zgadzam!

Całkowicie się nie zgadzam! Kiedy ludzie wyszli na ulice protestować przeciwko zmianom związanym z ACTA jaki argument został opisany we wszystkich "reżimowych" publikatorach? "Ci gówniarze nie wiedzą przeciwko czemu protestują, przecież ACTA to Więcej Wolności - bo w Ministerstwie Miłości i Wolności Słowa mają ekspertów, a na ulicy nie!" JEDYNYM argumentem przeciwko tego typu propagandzie, która przecież jest tak organizowana by być powtarzana tysiące razy przez różnych dziennikarzy - jest wskazanie że poczytna strona internetowa - Vagla.pl - czytana przez wielu,wielu ludzi - pisała o tych problemach kompetentnie i na długo zanim sprawa wymagała ulicznej dyskusji z rządem. To wielka wartość - bowiem nawet od działania u podstaw ( jak widzi swoją działalność pan Piotr) ważniejsza jest wymiana informacji i dostęp do informacji. Wiedza to władza. Informacja to władza.

Praca u podstaw?

Dziwi mnie trochę słyszany często u naszej warszawskiej elity postulat "pracy u podstaw", czy "pracy organicznej". Historycznie rzecz biorąc praca u podstaw odbywała się pod zaborami, w warunkach braku suwerenności, braku formalnych wolności obywatelskich itp. Dzisiaj okazuje się, że mimo spełnienia wszelkich formalnych kryteriów demokracji znowu musimy sie bawić "pracą u podstaw". A może to raczej łagodzący opatrunek na nasze nieczyste sumienie?

Myślę, że od kilku lat państwo polskie coraz bardziej zbliża się do standardów rosyjskich. Tam też są urzędy, prawo, sądy, jest kupa blogerów, którzy piszą mnóstwo mądrych rzeczy. Ale demokracji ni ma. Coraz więcej osób dostrzega problem nie dlatego, że przejrzało na oczy, lecz dlatego, że on po prostu KŁUJE W OCZY.

Jak to ktoś kiedyś

Jak to ktoś kiedyś napisał "jestem dumny, że internet ma takiego reprezentanta" po jakieś audycji Radiowej ;). Można sobie (znowu) zadać pytanie takie samo, jak było ap ropo spotkań rządowych, czy faktycznie ktokolwiek może reprezentować internet,internautów? Cóż jak dla mnie odpowiedź jest jedna - może, każdy, tutaj trzeba dodać, że nie którzy się do tego bardziej nadają, a nie którzy, nie ;)

Ja uważam tak samo, jak odpisał tobie Vagla, chociaż widać bardzo, bardzo małymi kroczkami jakieś pozytywne zmiany, przynajmniej chęć i dostrzeganie samej potrzeby zmian,o których to jeszcze nie tak dawno nikt by nawet nie śmiał marzyć.

jestem królem internetu

ja się zastanawiam jakie to kryteria decydują?? Ja tez się mogę obwołać królem internetu i przedstawicielem mas i zostanę zaproszony na salony??? Dla mnie to żenada, te całe "konsultacje społeczne" ala' Boni>Takie wybieranie: z tym się spotkam, z reszta nie i zaliczone=udane konsultacje

Ach nie, no po prostu nie.

Ach nie, no po prostu nie. Czytając wypowiedzi pracowników "Instytutu Magii Guseł i Wróżbiarstwa" odnoszę wrażenie, że żyję na powrót w latach 80-tych.

Ze swojego doświadczenia przytoczę jedną ciekawostkę: kilka lat temu udało mi się partyzanckimi metodami dojść do źródeł skryptu wyświetlającego radarowe mapy opadów, udało mi się dokopać do źródeł tych map (security by obscurity) i napisałem sobie skrypt, który pobierał aktualne mapy z minimalnym opóźnieniem. Potem obserwowałem, jak pracownicy IMGiW przenoszą mapy "w inne miejsca", chowają je, ukrywają... Trochę się męczyłem, żeby aktualizować skrypt do ich pobierania. W końcu machnąłem ręką - pracownicy tego instytutu traktowali swoje mapki jako skarb, który trzeba przed szarym obywatelem ukryć! Bo to skandal i granda, żeby tak sobie sam obywatel je wyszukiwał i sam sobie oglądał, kiedy oni udostępniają oficjalnie z kilkugodzinnym opóźnieniem. Pies ich lizał...

Widzę, że kolegę i tak

Widzę, że kolegę i tak potraktowali łagodnie, bo co poniektórzy to dostawali nawet bany na IP , przypomnę: http://prawo.vagla.pl/node/9812.

Ja nie jestem wprawdzie na

Ja nie jestem wprawdzie na bieżąco z tematem, ale jakiś czas pewna obeznana osoba powiedziała mi po co oni to wszystko robią. Te mapy to podobno czubek góry lodowej. Do któregoś roku oni publikowali coś co się chyba nazywało "rocznikami statystycznymi" (niech mnie ktoś poprawi jak przekręcam). Na tej podstawie powstawały przeróżne publikacje i wszystko było ogólnie dostępne. Ale od pewnego roku tych publikacji już nie ma (chyba już od 10 czy nawet 20 lat). Podobno nie chodzi o to, że nie ma już nowych danych tylko nie są publikowane. Nie ma więc do tych danych nikt dostępu. Nikt poza pionem naukowym IMGW. W ten sposób oni się doskonale ustawili, w temacie pogody naukowo im nikt nie może właściwie zagrozić, bo nie ma dostępu do danych. Prawdopodobnie z czasem te dane zaczęły być też wykorzystywane komercyjnie i tu też ktoś wyraźnie chroni swojego interesu. Ale ceny na te dane są tak zaporowe prawdopodobnie tylko dlatego, aby ktoś poza IMGW publikacji nie robił, a nie po to aby na tym zarobić.

dostep do baz danych

z tego co wiem, to na podstawie baz danych IMGW powstaja tez doktoraty na wydzialach geografii roznych uniwerkow, wyglada to mniej wiecej tak: ktos robi badania pogody w swoim zakładzie przez - powiedzmy - rok, moze 2. Nastepnie dostaje grant, kupuje dane z IMGW i konczy doktorat.

Dane do pracy magisterskiej

Nic to, jestem absolwentem kierunku geograficznego i zdecydowana większość moich znajomych z roku potrzebowała danych do swoich badań prowadzonych w trakcie pisania pracy magisterskiej. Jeden z nich potrzebował danych dotyczących opadów dla całego obszaru Polski i tak wystosował odpowiednie pismo o dane do IMGW. Specyfika tematu wymagała posiadania olbrzymiej ilości danych (Nie jestem pewny ile dokładnie lat, ale wiem, że dziesiątki) W odpowiedzi uzyskał informacje, że dane będą go kosztować blisko 700 000 zł. Tak siedemset tysięcy złotych.

Pozdrawiam

http://usenet.gazeta.pl/usene

http://usenet.gazeta.pl/usenet/0,48205.html;JSESSIONID_GW=Jb1hQJCJSL41lhmFpQRqJGdKTZVjmS9McFfdkBHPgpJz1cZt07G9!-1360595073?group=pl.misc.meteorologia&tid=1029054&pid=&strona=0

>>

Tu macie taki mały przykład logicznego ciągu:

Płygawko Aleksander - główny konsultant IMGW ds. informatyki
www.infoveriti.pl/firma-krs/351408.html?language=en
Spójrzcie na - Udziałowcy, Wspólnicy lub Akcjonarjusze (obecni i poprzedni)

Tam był też Gruszecki Piotr Jerzy, co kieruje firmą Net-Mobile
www.infoveriti.pl/firma-krs/395402.html?language=en

Regulamin Usługi IMGW „Ostrzeżenia IMGW”
§ 1
Postanowienia ogólne
1. Niniejszy regulamin (zwany dalej "Regulaminem") określa ogólne warunki
realizacji usługi „Ostrzeżenia IMGW” zwanej dalej
„Usługą”.
2. Usługa świadczona jest przez Net-Mobile sp. z o.o. z siedzibą w
Krakowie,
ulica Królewska 7/7 30-045 Kraków, zwaną dalej „Organizatorem”.

jasne?
--
Wyslano z Jastarni
www.Augustyna.pl
lub El Medano
www.SurfMedano.com

https://subversion.assembla.c

https://subversion.assembla.com/svn/intranetapp/trunk/sql/2010.12.06.planer.sql
http://www.imgw.pl/images/stories/wydawnictwa/gazeta/gazeta_01_02_2009.pdf

ctrl-f: xylab, płygawko

http://google.com
-> xylab, kioski, imgw, pogodynka, altamedia, a płygawko, m pochwała, p gruszecki

Niech Pan idzie do Sejmu,

Niech Pan idzie do Sejmu, mój głos Pan dostanie :)

Nie wybieram się

VaGla's picture

Nie wybieram się.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

"Szanowni Państwo,Z uwagi

"Szanowni Państwo,

Z uwagi na przekraczanie dziennego limitu oglądalności pozwalającego na nieodpłatne wykorzystywanie podkładów mapowych google jesteśmy zmuszeni zawiesić prezentacje tego produktu. Równocześnie zobrazowania radarowe prezentowane są na standardowych podkładach w zakładce Radary. Dołożymy wszelkich starań aby w przyszłości było możliwe prezentowanie map radarowych na skalowanych podkładach mapowych."

Można znaleźć na http://www.pogodynka.pl/polska/radary

Jak widac, IGMW stara się jak najbardziej utrudnic wszystkim dostep do radarów...

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>