Również Skarb Państwa czasem bezprawnie narusza dobra osobiste - wyrok za bezprawną retencję

26 kwietnia 2012 r. Sąd Okręgowy w Warszawie II Wydział Cywilny uznał, że pobieranie i gromadzenie przez Centralne Biuro Antykorupcyjne danych telekomunikacyjnych dziennikarza Bogdana Wróblewskiego naruszyło jego prywatność. Zapadł zatem wyrok w sprawie Sygn. II C 626/11 , w której dziennikarz domagał się ochrony dóbr osobistych. Sąd w tej sprawie miał uznać, że retencja danych i przepisy pozwalające służbom na wykorzystywanie danych bilingowych (oraz danych z BTS-ów) nie dają tym służbą nieograniczonych możliwości gromadzenia takich danych w dowolny sposób. Krótko mówiąc - działania służb w tej sprawie nie miały podstawy prawnej.

Nie było podstawy prawnej, nie było zgody uprawnionego, nie było - co również stwierdził sąd - działania w ochronie interesu publicznego, zatem nie zachodziły przesłanki wyłączające bezprawność naruszenia dóbr osobistych. Dlatego doszło do naruszenia prywatności i autonomii informacyjnej, a dodatkowo doszło do naruszenia ochrony dziennikarskich źródeł informacji (por. Dziennikarska ochrona źródeł, a wydobywanie dziennikarskich bilingów).

Pozwanym w tej sprawie był Skarb Państwa reprezentowany przez Szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Zgodnie z wyrokiem to Szef CBA ma przeprosić powoda na łamach trzech gazet, a ma to zrobić "za naruszenie jego dóbr osobistych poprzez bezprawne i nieuzasadnione uzyskanie billingów jego rozmów telefonicznych z 2007 r.".

O sprawie można przeczytać również na stronach Fundacji Panoptykon, która złożyła w sądzie swoją opinię w tej sprawie: Zwycięstwo dziennikarza w sporze z CBA – będą przeprosiny. O wyroku można przeczytać również na stronach Gazeta.pl: Precedensowy wyrok. CBA nie może, ot tak sobie, nas billingować.

Zupełnie na marginesie tej sprawy (bo poniższe wątki nie były, jak sądzę, elementem powyżej przedstawionego procesu): Chętnie przeczytałbym uzasadnienie wyroku (nie jest jeszcze prawomocny), by sprawdzić, jak się mają tezy tego uzasadnienia do konstytucyjnej zasady praworządności (legalizmu), a także czy w jakiś sposób ten wyrok wiąże się z problematyką ew. odpowiedzialności (karnej) za przekroczenie uprawnień funkcjonariusza publicznego (por. Podyskutujmy o przekroczeniu uprawnień administracji publicznej w aktywności internetowej). W kontekście zasady legalizmu (praworządności) przepychamy się tu w dyskusji o charakter działań władczych w kontekście dowolnego tworzenia stron internetowych administracji publicznej.

Koncepcja czynności władczych vs. innych (klasyczna teoria, tradycyjny podział) nie jest jedyną reprezentowaną w literaturze przedmiotu. Jest też reprezentowany tam taki pogląd, że cała działalność administracji ma co do zasady władczy charakter. Ale nawet jeśli ten klasyczny podział na czynności władcze i niewładcze będziemy rozpatrywać, to aktywne rozpowszechnianie informacji (tak jak aktywne pozyskiwanie informacji o obywatelach), wchodzi w sferę praw i wolności obywatelskich i uruchamianie kolejnych portali nie mieści się już w sferze "wykonywania funkcji organizacyjnych", a więc nie powinno tu być "stosownej dozy swobody", którą autorzy dopuszczają czasem "w obrębie administracji kształtującej".

Jeśli służby nie mogą sobie dowolnie słuchać i gromadzić danych o obywatelach (jest tu też norma konstytucyjna art. 51), chociaż CBA ma w swojej ustawie pewne przepisy ogólne dot. gromadzenia informacji o obywatelach (niemal blankietowe; por. RPO skarży do TK przepisy inwigilacyjne i RPO skarży przepisy ingerujące w tajemnicę komunikowania się), i jeśli działanie na podstawie przepisu ogólnego bez realizacji konkretnej normy kompetencyjnej w przypadku CBA byłoby uznane za naruszenie zasady legalizmu (przy okazji procesu o ochronę dóbr osobistych uznano je za działania bezprawne, a więc bez podstawy prawnej), to uważam też, że tworzenie stron internetowych powołując się na przepisy o "promowaniu" i podobne, również stanowiłoby przekroczenie dopuszczonych przez Konstytucję norm. Nie można przy tym zapominać, że kiedy administracja publiczna tworzy sobie serwis internetowy, to przy okazji może też gromadzić dane o obywatelach odwiedzających taki serwis (logi), a nawet usiłuje czasem przekazywać takie informacje innym podmiotom (por. Administracja publiczna w Polsce pomaga budować Google profile obywateli).

Bo pozyskiwanie i rozpowszechnianie informacji to jakby dwie strony tego samego medalu. I jeśli państwo nie może dowolnie pozyskiwać, to nie może też dowolnie rozpowszechniać. Ale to tylko na marginesie.

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>