Korporacja Google wzięła polskie Ministerstwo Gospodarki

Ministerstwo Gospodarki oddało korporacji Google ministerialną witrynę. Microsoft pewnie będzie zasmucony, ale może uda mu się przechwycić inne ministerstwo i nikt nie będzie protestował. W każdym razie Ministerstwo Gospodarki ma nową, ale dość smutną z wyglądu, witrynę internetową. Witryna wykorzystuje silnik Drupala (którego osobiście jestem wielkim sympatykiem), chociaż samo ministerstwo o tym fakcie nie wspomina ani słowem. Wspomina za to w komunikacie, że "przy współpracy z Google, portal został wzbogacony w możliwość tłumaczenia treści w nim zawartych na język angielski, niemiecki, francuski, rosyjski, hiszpański i chiński". Być może znacznie więcej bym osiągnął, gdybym nie dostrzegał takich sytuacji. Muszę się pogodzić z tym, że kariery nie zrobię.

14 czerwca pod domeną mg.gov.pl pojawiła się notatka Start nowego portalu MG. Pan Premier Pawlak otwiera nowy portal słowami: "Chcemy dzielić się wiedzą, dlatego wprowadzamy nowe rozwiązania komunikacyjne oparte na systemie open-source, które ułatwią dostęp do informacji i materiałów przygotowanych w Ministerstwie Gospodarki". Nazwa silnika (systemu zarządzania treścią) nie została wymieniona, ale struktura adresów wskazuje na system Drupal. Mógłbym się z tego cieszyć (por. Czekamy na drupalowe moduły wspierające strony administracji publicznej), ale bardziej martwi mnie to, że zaraz obok logo Biuletynu Informacji Publicznej pojawia się logo Google. Ministerstwo Gospodarki nie widzi najwyraźniej w tym nic zdrożnego.

Screenshot nowego serwisu Ministerstwa Gospodarki ze strzałką wskazującą logo Google

Screenshot (zrzut ekranu?) nowego serwisu Ministerstwa Gospodarki ze strzałką wskazującą logo Google oraz informacją "powered by Google Translate". To pewnie ma wiele wspólnego z ustawą o języku polskim, wolną konkurencją, tak jak "wizerunek orła" na nowej stronie ministerstwa ma wiele wspólnego z godłem Rzeczypospolitej Polskiej (por. Godło i noty copyright - to takie drobne sprawy do załatwienia w e-government)

Co myślę na temat równego traktowania wszystkich (również przedsiębiorców) przez organy władzy publicznej napisałem w kilku tekstach, z czego zainteresowanych odsyłam do: Bezpieczna i "sympatyczna" debata Marszałka Komorowskiego z "blogerami", Prezydent RP promuje korporację Google, Chmura zastąpi pudełka, czyli dlaczego mi ręce opadły, gdy Prezydent RP promuje Google, Po spotkaniu w Kancelarii Prezydenta RP na temat regulacji internetu, a bodaj najwcześniej pisałem o tym w tekście Nowa odsłona Biuletynu Informacji "Publicznej".

Zaniepokoiło mnie również wykorzystanie przez Ministerstwo Gospodarki licencji Creative Commons. Jak czytam w notatce: "Z informacji w portalu można skorzystać na zasadach licencji Creative Commons Attribution Share Alike 3.0.". Tymczasem uważam, że na stronie internetowej Ministerstwo Gospodarki publikować winno jedynie materiały urzędowe, a jeśli tak, to takie materiały urzędowe (a także dokumenty urzędowe) nie są w ogóle przedmiotem prawa autorskiego (na podstawie art. 4 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych; por. Urzędowe dokumenty, materiały, znaki i symbole w orzecznictwie sądów administracyjnych). Objęcie materiałów urzędowych licencją prawno-autorską, nawet najbardziej liberalną, jest w istocie wprowadzaniem w błąd obywateli, a jeśli miałoby być skuteczne - jest elementem ograniczającym możliwość wykorzystywania przez obywateli materiałów ministerialnych przez próbę ustanawiania monopolu prawnoautorskiego tam, gdzie go nie ma. Nie zmienia to pewnie tego, że taki "ukłon" w kierunku licencji CC będzie - być może - dobrze odebrany przez zwolenników otwartych licencji, ale ten gest powoduje tylko problem w sferze pewności prawa. O kłopotach interpretacyjnych związanych z licencjami CC pisałem w tekście Dlaczego jestem sceptycznie nastawiony do CC - zamówiona przez czytelników odpowiedź.

Pamiętając tekst Teraz znowu likwidują ministerstwa i ich serwisy internetowe postanowiłem sprawdzić, jak Ministerstwo Gospodarki postanowiło dziś mapować zasoby opublikowane w ramach swojej witryny wcześniej. Do ministerstwa linkowałem np. w tekstach Zapowiada się wojna o podpis elektroniczny (Przyjazne Państwo vs. Ministerstwo Gospodarki), "Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły", a to błąd, bo chodzi o to, by go gonić (zając, królik, wszystko jedno). Sprawdziłem linki z tych tekstów. Kilka okazało się działać (np. link do notatki Sukces w redukcji obciążeń administracyjnych w Unii Europejskiej), ale w przypadku większości uzyskujemy efekt:

Strona nie znaleziona - komunikat na nowej stronie Ministerstwa Gospodarki

Efekt sprawdzenia linkowanych wcześniej w tym serwisie zasobów Ministerstwa Gospodarki. Okazuje się, że Ministerstwo Gospodarki nie postarało się o zmapowanie wszystkich adresów istniejących wcześniej, więc wiele linków do mg.gov.pl idzie dziś "w kosmos".

Są też inne efekty badania mapowania wcześniej istniejących zasobów:

Komunikat o usunięciu strony z witryny Ministerstwa Gospodarki

Ministerstwo mnie przeprasza i informuje, że wybrana strona jest niedostępna. Przedstawia również możliwe powody braku strony: strona jest chwilowo niedostępna, został wpisany błędny adres (jeśli jest to mgip.gov.pl zmień adres w pasku na mg.gov.pl), strona została usunięta...

Po co mam zatem linkować do ministerialnej strony, skoro przy następnej zmianie wszystko i tak zostanie "zaorane"? Lepiej kopiować interesujące teksty u siebie w całości, w ramach "ponownego wykorzystania informacji z sektora publicznego" (por. re-use).

Czekam jeszcze na loga reklamodawców na stronach (elektronicznych) Dziennika Ustaw i Monitora Polskiego (por. Projekt ustawy o ogłaszaniu aktów normatywnych - RCL proponuje wyłącznie elektroniczną publikację). Wtedy będę mógł zakończyć działalność publicystyczną w tym serwisie.

PS
Paweł Gawłowski napisał na stronie Drupal.pl:

Wdrożenie, dostosowanie oraz migracja treści z poprzedniej wersji portalu opartej na technologii Microsoft CMS zostało przeprowadzone przez dzielny zespół z e-solutions pod przywództwem mojej skromnej osoby

Microsoft nie będzie zachwycony.

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Chyba na prawdę konieczne

BoBsoN's picture

Chyba na prawdę konieczne jest zorganizowanie akcji "cała Polska czyta politykom prawo".

Zdaje się że logo Google

Zdaje się że logo Google zniknęło już że strony MG. Nie rzucające się aż tak w oczy Google-analytics jednak zostało. "Opanowało" nawet w ostatnim czasie kolejne witryny ministerialne, w rezultacie GA jest już w: MG,MI,MRiRW,MSiT,MRR,MSP,MKiDN,MSZ. Gemius wypada blado, bo jest tylko na stronie MON i stronie MSZ które to, zapewne w myśl niedyskryminowania rodzimej myśli technicznej, w konkurencji trackerów już zaliczyło dublet ;)

Logo jest nadal

VaGla's picture

Być może po prostu czasem się nie wczytuje równocześnie z resztą strony...
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Kilka uwag o języku

Język aktów prawnych, pozornie skomplikowany, ma na celu uniknięcie niedomówień. Osoby używające tego języka codziennie odczuwają jednak dyskomfort stykając się z tym, co jeden z rosyjskich pisarzy nazwał "mącącym myśli bełkotem". Rozszyfrowywanie tego, co też biurokrata chciał wyrazić, starając się uniknąć odpowiedzialności za wygłaszane treści, jest zadaniem trudnym, skomplikowanym lecz niekiedy przynoszącym wiele radości.

W wypadku opisanych w artykule nieprawidłowości, proponuję następującą interpretację intencji właściciela strony:
Licencja Creative Commons dotyczy zapewne informacji łopatologicznej o przykładowym (i twórczym) wykorzystaniu takich elementów, jak godło, logo Google obok BIP, usunięcie materiałów przy okazji reorganizacji itp.
W ten sposób właściciel unika podejrzeń o to, że usiłuje być źródłem prawa, bo tylko stosuje autorskie rozwiązania.

Zdaję sobie sprawę, że moja interpretacja może być co najwyżej śmieszna, lecz i w tym wypadku biorę przykład z rozwiązań zastosowanych przez omawiane ministerstwo. Chodzi mi tu o "tłumacza" Google, którego "tłumaczenie" niekiedy sprzyja zrozumieniu treści, ale zawsze potrafi rozbawić.

Przy okazji: W jaki sposób wraca się do języka polskiego po przetłumaczeniu tej strony?

Logo Google

To znaczy, że teraz mogę używać logówki google na licencji CC Attribution-Share Alike 3.0? ;-)
Nigdzie nie widzę informacji żeby (zgodnie z tym co jest napisane na stronie) "zastrzeżono inaczej".

Tyle, że CC-BY-SA wcale

Tyle, że CC-BY-SA wcale takie liberalne nie jest skoro z materiału można skorzystać tylko i wyłącznie w utworach, które również opublikujemy na CC-BY-SA.

Google Power

Za to jakież efekty. Pierwsze zdanie z angielskojęzycznej (powered by google) wersji strony:

"They stand before us a serious challenge for climate protection."

(na nasze - Stoją przed nami poważne wyzwania dotyczące ochrony klimatu.)

Ile to kosztowało?

Z forum Drupala:

- w zakresie kosztów - powiem tak: żałujemy, że w materiałach dla prasy nie przedstawiliśmy informacji ile witryna nas kosztowała, bo przy tych wszystkich inwestycjach sieciowych w innych resortach, liczonych w setkach tysięcy z pewnością się wyrózniamy :-)

Zastanawia mnie mocno czy to wielka tajemnica ile to kosztowało i czy to w ogóle powinna być tajemnica :)

Można skorzystać na zasadach licencji

Czepiając się szczegółów sformułowanie to jest poprawne, bo skoro materiały nie podlegają ochronie prawa autorskiego, to można z nich skorzystać między innymi na tych konkretnych zasadach. Autor jest znany więc daje się spełnić klauzulę "BY".

Natomiast o ile wiem komunikat nie powinien był używać słowa "tłumaczenie" bo takie przetworzenie przez Google translate nie jest pod żadnym względem tłumaczeniem. Zdaje się, że było jakieś inne słowo, którego polecają używać zamiast tego lingwiści, tylko nie pamiętam jakie.

Treści publikowane w

Treści publikowane w portalu dostępne są na warunkach określonych w licencji
Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0, z wyjątkiem przypadków gdy zastrzeżono inaczej.

To już porażka, bo rozumiem że "z wyjątkiem przypadków gdy zastrzeżono inaczej." pojawiło się później. Szybko przejrzałem materiały w tym serwisie i nie zobaczyłem żadnych zastrzeżeń, może więc chodzi o zastrzeżenia "domyślne". Sprytny wybieg, podajemy licencję dla tych co się przestraszą, a jak ktoś będzie chciał wziąć i będzie mówił że ta licencja mu ogranicza prawa to powiemy że te materiały które on chce oczywiście określa ustawa o dostępie do informacji publicznej i to jest właśnie to zastrzeżenie.

Kwestia smaku

Czy tylko mnie przeszkadza, ze na kazdym zdjeciu z ajaxowych newsow jest w-ce premier?

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Ukończył Aplikację Legislacyjną prowadzoną przez Rządowe Centrum Legislacji. Radca ministra w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego a następnie w Departamencie Doskonalenia Regulacji Gospodarczych Ministerstwa Rozwoju. Felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również członkiem Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji i członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>