O neutralności technologicznej i reklamie na stronach urzędów

Michał Osmenda zauważył, że na niektórych stronach samorządowych publikowane są boxy promujące "wolne oprogramowanie". Nie jest tak, że zawsze oprogramowanie o otwartym kodzie (albo dystrybuowane "za darmo") produkowane jest przez społeczność. Często zdarza się, że takie oprogramowanie "produkowane" jest przez spółkę prawa handlowego, czy inny "podmiot gospodarczy". W każdym razie Michał Osmenda zapytał o całą sprawę przedstawicieli urzędu. A i mnie zapytał, a ja odpisałem szybko (nie przypuszczając, że będę cytowany), co jednak wywołało interesujące komentarze w Sieci. Ciekawe.

Patrząc na problem w makro skali do tego tematu odniosłem się m.in. w takich tekstach jak Za darmo, ale to nie ma nic wspólnego z dostępnością! a potem te wątki promocyjne poruszone były w takich tekstach jak Gadająca niedostępność Krakowa czy Odpowiedź w sprawie dostępności Magicznego Krakowa. Zdaję sobie sprawę z tego, że w przywołanych tekstach mowa jest o oprogramowaniu do czytania stron, których promowanie uzasadniać ma - zdaniem niektórych - pomaganie osobom niewidomym (co w moim odczuciu w żaden sposób nie jest prawdą, gdyż należy przygotowywać zasoby w taki sposób, by można było z nich korzystać dowolnym narzędziem, obsługującym dany (otwarty) standard dokumentu), ale to po poruszeniu przeze mnie tego tematu w wymianie maili między osobami pracującymi nad projektem "Nowym BIP", rozgorzała rok temu wielka dyskusja, która z czasem toczyła się już w listach zatytułowanych "strony, portale, serwisy miast a reklamy"). Z poruszanym przez Michała Osmendy tematem wiąże się dyskusja na temat możliwości publikowania reklam w Biuletynach Informacji Publicznej (strona biuletynu nie może zawierać reklam). Z tematem tym wiąże się też neutralność technologiczna państwa czy kwestie stosowania standardów w teleinformatyce... No, ale po kolei.

W liście do przedstawicieli Urzędu Miasta i Gminy Wolbrom Michał Osmenda napisał m.in.:

(...)
Chciałbym zapytać, czy stosownym jest, by UMiG Wolbrom promował jakiekolwiek rozwiązania informatyczne, tym samym wspierając konkretne firmy z rynku IT i dawał im darmową reklamę? Na rynku jest więcej niż jedna przeglądarka, więcej niż jeden program pocztowy i jest więcej pakietów biurowych, niż ten cytowany na stronie. Artykułowanie tylko jednego rozwiązania spośród dostępnych na rynku faworyzuje w mojej ocenie cytowane przez Państwa firmy.
(...)

A chodziło o witrynę:

screen serwisu Urzędu Miasta i Gminy Wolbrom, pow. Olkusz, woj. małopolskie

Screen serwisu Urzędu Miasta i Gminy Wolbrom, pow. Olkusz, woj. małopolskie. Open Office, Firefox i Thunderbird - sam z nich korzystam na co dzień. Ale czy należy reklamować je na stronie urzędu? Pomijam w tym miejscu kwestię języka angielskiego użytego w tych "buttonach", co pewnie można by oceniać z punktu widzenia ustawy o języku polskim...

Otrzymał od nich odpowiedź:

Dziękujmy za słowa uznania, a zarazem pragniemy wyjaśnić powód, dla którego promowane są przez nas wspominane przez Pana produkty. Otóż, wszystkie trzy rozwiązania są produktami, które wykorzystujemy na bazie bezpłatnych licencji - oznacza to, iż dzięki nim (szczególnie odczuwalne est to w przypadku pakietu OpenOffice) Urząd oszczędza znaczne kwoty, które musiały by być przeznaczone na zakup oprogramowania. “Reklama” tych produktów, zamieszczona w urzędowym serwisie jest więc formą wdzięczności dla społeczności pracujących nad rozwojem tych produktów. W naszym mniemaniu, popularyzowanie tych produktów będzie miało wpływ na jeszcze lepszy ich rozwój, poprzez np. zwiększanie popytu, a co za tym idzie, satysfakcji deweloperów oraz umacnianie samych zespołów deweloperskich.

Jednocześnie informujemy, że ta forma promocji z naszej strony jest zupełnie dobrowolna i nie generuje żadnych zysków ani kosztów.
(...)

Fajnie, że urząd korzysta z oprogramowania bezpłatnego, bo oszczędza pieniądze obywateli, a produkty te - jak przypuszczam - zapewniają podobną użyteczność co odpowiadające im produkty stricte komercyjne. To jednak inna kwestia niż reklama na stronie urzędu.

I również ja otrzymałem pytanie od p. Michała. Pytanie było następujące (chociaż przeredagowałem, by zagnieździć linki i dodałem polskie znaki):

Na swoim blogu (por. Darmowa reklama na stronie urzędu miasta zacząłem snuć dysputę czy aby promowanie oprogramowania OpenSource na stronach samorządowych jest zgodne z prawem. Wydaje się być to jawną reklamą firm trzecich (choćby firmy Ux System, dystrybutora OpenOffice), a odpowiedź przedstawiciela urzędu jakoś nie przekonuje mnie do słuszności trzymania reklamy na ich stronie (Darmowa reklama na stronie urzędu miasta, cd.). Czy mógłby Pan, z własnego doświadczenia czy też z litery prawa podzielić się informacjami dot. tego zagadnienia?

Siedzie dość intensywnie w projektach, które mają mi zapewnić środki utrzymania, stąd nieco cierpi (ostatnio) aktualizacja serwisu, jednak okazuje się, że szybka odpowiedź na maila może wywołać pewną dyskusję w internecie. Odpowiedziałem mianowicie (między sprawdzaniem brzmienia jednych przepisów a szukaniem orzecznictwa w innej sprawie) następującymi słowami:

Ja tam uważam, że urząd nie powinien promować żadnego z producentów, niezależnie czy to MS, czy UxS - to moje zdanie światopoglądowe.

Chodzi o to, że odpowiedź na zadane pytanie, aby była satysfakcjonująca dla pytającego, a nade wszystkim dla odpowiadającego, musiałaby mieć objętość pracy magisterskiej, o ile nie doktoratu. Co prawda opublikowałem w serwisie (i nadal są dostępne) takie teksty jak Neutralność technologiczna państwa, Podobają mi się brunetki, ale również dziewczyny mające cechy równoważne, Neutralność technologiczna w aktualnej wersji projektu PIP, Komunikatorem do Urzędu Miejskiego, Głos za uznaniem neutralności technologicznej za priorytet. Odniosłem się też wcześniej w tym serwisie do aktywności Ośrodka Informatyki Wielkopolskiego Urzędu Wojewódzkiego w Poznaniu (por. Administracja rządowa sprzedaje produkty Microsoft?), odniosłem się też wcześniej do reklam na stronach Biuletynów Informacji Publicznej - w dziale BIP niniejszego serwisu jest obecnie 65 tekstów, w dziale e-government jest ich 589, zaś w informatyzacji - 567 tekstów (a mógłbym też wspomnieć o tych stu dwudziestu pięciu w dziale reklama i marketing. Taaak. W rzeczywistości tekstów ogółem nieco mniej, gdyż jeden tekst może należeć do kilku kategorii - zatem jest nieco łatwiej, chociaż i tak jest tego sporo). No więc to wszystko w serwisie jest i - jeśli ktoś ma potrzebę badawczą - może do tego sięgnąć. Jeśli dostaję szybkie pytanie - szybko odpowiadam, bo jeśli nie odpowiem od razu, to potem pod wpływem fali spraw bieżących nie dam rady już odpowiedzieć w ogóle...

Co zatem miałem na myśli? Uważam, że administracja publiczna powinna przygotowywać zasoby w taki sposób, by wykorzystywać tam standardowe formaty i protokoły. "Standardowe" w tym przypadku oznacza dla mnie również takie, które spełniają pewne kryteria - można o tym przeczytać w tekście Standardy w egovernment - czy mogę mieć wrażenie manipulacji?. W tym serwisie wielokrotnie pisałem o "wspinaniu się państwa na ścieżkę uzależnienia" (to chyba teza, którą od Krzyśka Siewicza podchwyciłem) i jednoznacznie negatywnie oceniam takie zjawisko.

Oczywiście poruszony problem dotyczy nieco innej kwestii - kwestii reklamy i to reklamy publikowanej z własnej inicjatywy. Uważam, że strony administracji publicznej nie powinny być nośnikiem reklam, bo obywatele są wobec prawa równi, a "nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny" - co przeczytacie Państwo w art. 32 ust. 2 Konstytucji RP. Jeśli administracja publiczna lub samorządowa promuje jednego, czemu nie drugiego? I chociaż potwierdzam raz jeszcze to, co napisałem w tekście Otwartość Hiszpanii - przyjęto LAECSP (tj.: "postulowanie bezstronności nie może być uznawane za stronnicze, tak jak postulowanie neutralności nie może być uznawane za nieneutralne" - co stanowi głos w toczącej się debacie na temat standardów i ich definicji, w której to dyskusji padają również głosy (z którymi się właśnie nie zgadzam), że promowanie takich rozwiązań ustawowych, które mają zapewnić wszystkim równy dostęp do urzędów oparty na "otwartych standardach", już samo przez się jest "nieneutralne technologicznie", bo oznacza, że w gorszej sytuacji będą producenci rozwiązań niestandardowych...), to nadal uważam, że słusznie np. na papierowych stronach Dziennika Ustaw reklam nie ma i nie powinno być ich również wszędzie tam, gdzie zasoby informacyjne służą do publikowania informacji publicznej.

W tym miejscu warto odesłać do raportu Transparency International Polska, wydanego z okazji Międzynarodowego Dnia Prawa do Informacji (akurat byłem przepytywany przez autorów raportu odnośnie poglądów na dostęp do informacji publicznej i również zwracałem uwagę na kwestie reklamy). W tym raporcie (informacji o stanie przestrzegania prawa do informacji w Polsce) przeczytacie Państwo m.in.:

5. Zamieszczanie reklam na stronach i w adresach Biuletynów Informacji Publicznej (co jest niezgodne z rozporządzeniem Ministra SWiA). Ma to charakter masowy, na stronie głównej Biuletynu Informacji Publicznej www.bip.gov.pl linki do znacznej liczby urzędów zawierają elementy reklamowe.

Jeśli już ktoś coś reklamuje, to przecież zobowiązany jest do przestrzegania przepisów prawa uczciwej konkurencji. Nie na próżno mowa jest w ustawie o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, że czynem nieuczciwej konkurencji w zakresie reklamy jest wypowiedź, która, zachęcając do nabywania towarów lub usług, sprawia wrażenie neutralnej informacji (por. Marketing bezpośredni, szeptany, a może nieuczciwa konkurencja). Z jakiegoś powodu prasa musi wyraźnie oznaczać przekaz reklamowy. Z jakiegoś też powodu w Prawie farmaceutycznym uznano za niedozwoloną reklamę, w której biorą udział lekarze... Na tych samych zasadach państwo lub samorząd nie powinny wykorzystywać swojej szczególnej pozycji w systemie prawa (i zasobów przeznaczonych do publikowania informacji), by wskazywać (promować, reklamować) jakiegoś producenta lub produkt... Ktoś mógłby uznać, że skoro to na stronach publicznych pojawia się wskazanie jakiegoś produktu (a strona prowadzona jest przez "władzę"), to znaczy, że nie jest to reklama, a - ktoś tak może uznać - obowiązkowo z tego produktu należy korzystać. Dlatego właśnie napisałem, że nie ma znaczenia czy będziemy rozważać reklamę produktów Microsoftu czy spółki Ux System, czy jakiegokolwiek innego podmiotu gospodarczego (rozwijającego oprogramowanie otwarte czy zamknięte) - urząd (moim zdaniem) nie powinien promować żadnego z producentów i tylko w ten sposób będzie wszystkich traktował równo, realizując postulat, zgodnie z którym gospodarka jest rynkowa, państwo bez zbędnej potrzeby nie ingeruje w relacje gospodarcze i jednocześnie nikogo nie dyskryminuje "w życiu gospodarczym" z jakiejkolwiek przyczyny...

No, cóż. Nie byłem uprzedzony, że pytający będzie potem cytował moją odpowiedź. W każdym razie tak się stało (i trzeba się do tego przyzwyczaić, bo żyjemy w "społeczeństwie informacyjnym" i każdy każdego cytować może), stąd moja powyższa wypowiedź znalazła się w tekście Darmowa reklama na stronie urzędu miasta, cd.1, a komentarz p. Michała jest następujący: "Ja będę stał na swoim stanowisku, że strony rządowe i samorządowe powinny opierać się na neutralności, otwartości, przejrzystości i dostępności, ze wszystkimi aspektami, także dotyczącymi reklam, niezależnie od dobrych intencji autorów strony www". Wnioskuję z tego, że moja odpowiedź - chociaż mało wyjaśnia - to jednak przypadła do gustu autorowi ITbloga (przypadła?), bo ja również stoję i stałem na stanowisku, że strony rządowe i samorządowe powinny opierać się na interoperacyjności (neutralność technologiczna to postulat do prawodawcy, interoperacyjność zaś do technicznie rozumianego systemu), otwartości wykorzystywanych standardów - co wiąże się z interoperacyjnością, przejrzystości (transparentności prowadzenia działalności, ale też przejrzystości w rozumieniu przejrzystości przekazu - to postulat związany z pojęciem dostępności), no i wreszcie dostępności (w sensie web accessibility). Odpowiedź ta jednak wywołała interesującą reakcję gdzieś indziej...

Zacytuję jeden z głosów w dyskusji (na "Oficjalnym Forum Dyskusyjnym Miasta Kowary", w wątku Czego oczekujecie od strony miejskiej?) autorstwa użytkownika Krizz:

Odpowiedź prawnika z serwisu vagla.pl jest, jak na mój gust, idiotyczna. Żadnego podparcia się przepisami prawa, a jedynie prywatna opinia typu "wydaje mi się, że...". Ale temat dobry - zapytam naszego radcę prawnego, co na ten temat sądzi.

Jeszcze jedno - "reklama" Adobe Readera jest jak najbardziej uzasadniona, ponieważ chyba wszystkie dokumenty na stronie kowarskiej są w formacie pdf. Fakt, są tez inne czytniki pdf'ów, ale pamietajmy, że nie wskazywanie na żadne oprogramowanie wymagane do otwarcia danego dokumentu może stworzyć niepotrzebne problemy - w końcu nie każdy wie, co trzeba zainstalować w systemie, by otworzyć pdf'a.
(...)

Taaak. Bo to była taka właśnie szybka, prywatna opinia. Jeśli jest idiotyczna, to przepraszam. Z resztą wypowiedzi się zaś nie zgadzam. Mając w pamięci wszystko to, co powyżej napisałem - nie uważam za zasadne promowanie (reklamowanie) Adobe Readera, sprzeciwiam się również temu, by dokumenty były publikowane na stronach urzędów w formacie PDF, uważam, że powinny być publikowane po prostu jako strony oparte na HTML, a optymalnie byłoby, gdyby dokumenty były oparte na XML'u i podpisywane cyfrowo. Ale i tak się rozpisałem, więc odsyłam do takich tekstów jak Centralne Repozytorium Wzorów Pism w Formie Dokumentów Elektronicznych i innych tego typu.

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

[...]optymalnie byłoby,

[...]optymalnie byłoby, gdyby dokumenty były oparte na XML'u i podpisywane cyfrowo.

Akurat w tym przypadku to już nikt nie potrafiłby tego odczytać, wystarczy spojrzeć ile "standardów" cyfrowego podpisywania dokumentów mamy w kraju. Z drugiej strony, nawet wskazywanie na "oprogramowanie zgodne z normą ISO xxxx" też jest w pewnym sensie popieraniem jednego podmiotu, ba - na dodatek zwykły obywatel ma utrudniony dostęp do tych dokumentów (o ile mnie pamięć nie myli zarówno Polskie Normy jak i dokumenty ISO są nadal płatne).
Ech, zawsze coś...

Może jednak wygoda obywateli winna mieć jakieś znaczenie?

Mając w pamięci wszystko to, co powyżej napisałem - nie uważam za zasadne promowanie (reklamowanie) Adobe Readera, sprzeciwiam się również temu, by dokumenty były publikowane na stronach urzędów w formacie PDF, uważam, że powinny być publikowane po prostu jako strony oparte na HTML, a optymalnie byłoby, gdyby dokumenty były oparte na XML'u i podpisywane cyfrowo.

I tak na ołtarzu ideologicznej poprawności ginie interes i wygoda obywateli. Co z tego, że będą się oni katować z wydrukiem html-a, co z tego, że bez interwencji informatyka xml-owy plik będzie koszmarem - najważniejsze by było "neutralnie".

A ja zadam inne pytanie - czy urząd ma prawo nie publikować informacji o tym jaka firma i w jakiej technologii wykonała np. system obsługujący dany serwis www?

Popieram

Witam,
Strasznie się Piotr na ten temat rozpisales, ale musze powiedziec, ze sie z Toba zgadzam (jak zazwyczaj - to dobrze czy zle?) Chociaz z tym Adobe to trudna sprawa, o tyle o ile "petentow" nie dotknie (bezposrednio) fakt ze urzad uzywa jednego albo drugiego OS czy klienta poczty, tak w przypadku publikowania tekstu chyba jednak powinny byc zamieszczane pdfy... bo czy jest jakas rozsadna alternatywa nie utrudniajaca ludziom zycia? a co z rtf? odczyta go chyba dowolny edytor tekstu i pdfa mozna wtedy latwo z tego zrobic dla wygody czytania... Chyba, ze sie myle?

XML podpisany cyfrowo a użyteczność

michuk's picture

XHTML to też XML, tylko taki który potrafi zinterpretować przeglądarka. Jeśli użyta była by jakaś inna schema, to zawsze można przecież dostarczyć XSLT ładnie formatujące dokument w XHTMLu dla przeglądarki.

A drukowanie (X)HTMLa jest bezproblemowe pod warunkiem poprawnie skonstruowanej strony WWW (chociażby oddzielny CSS dla media="print" załatwia sprawę).

A podpisanie dokumentu cyfrowo przecież tylko daje czytelnikowi dodatkową informację uwierzytelniającą. Nie mylcie podpisania od szyfrowania!

IMHO użyteczność takiego rozwiązania byłaby o wiele wyższa niż dostarczanie PDFów.

O to mi właśnie chodziło

VaGla's picture

udostępnianie treści z informacją jak można coś "wizualisować" jest w moim odczuciu lepszym rozwiązaniem, niż udostępnianie już zwizualizowanej treści. W tym drugim przypadku musimy korzystać z dedykowanego narzędzia do przeglądania zaproponowanej wizualizacji, w pierwszym zaś możemy korzystać z dowolnego, które interpretuje udostępniony materiał. Możemy sami napisać narzędzie, możemy skorzystać z dostępnych na rynku, możemy włączyć te treści do innych programów w dowolny, wybrany przez siebie sposób...
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

umiarkowanie

Dostarczenie dobrego XSLT jest bezproblemowe w obecnych warunkach społeczno-gospodarczych… pod warunkiem posiadania odpowiedniego budżetu na informatyka umiejącego to zrobić. Nie wyobrażam sobie, że nagle napisanie każdego dokumentu miałoby się kosztem do 1000 zł brutto zbliżać.

A co do media="print" - ile popularnych przeglądarek wspiera "marks", "orphans", "page", "page-break-after", "page-break-before", "page-break-inside", "size" i "widows" tyczące się w CSS 2.1 tego "paged media" właśnie? Choć to i tak mało - można się rozmarzyć nad propozycjami CSS 3… Jak odnieść się, że coś jest na którejś stronie bez rzeczywistej kontroli nad tym?

Jednocześnie popieram popularyzowanie tego drugiego rozwiązania tam, gdzie miałoby zastosowanie, ale czasem losowe połamanie strony jest nie do zaakceptowania.

Drukowanie to jedno, zapis pliku drugie

Piszecie tutaj Panowie tylko o drukowaniu, ale nie zapominajmy też że czasem na przykład ktoś chciałby plik pobrać na dysk. W takim wypadku HTML z CSS-em totalnie się nie nadaje.

Przeglądarki często zapisują sobie jak chcą, jeśli były dołączone jakieś pliki zewnętrzne (obrazki itd.) to na skutek zmiany struktury folderów nierzadko potem ich nie ma na stronie, mimo że się zapiszą na dysk - a jeśli jeszcze CSS jest wczytywany nie link href'em a @import to położenie elementów na stronie jest już domyślne, czyli jeden-pod-drugim (spróbujcie pobrać Wikipedię na dysk). Poza tym, rozdzielenie tego na n plików jest niedobre, lepiej mieć wszystko skonsolidowane w jednej paczce. Nawet gdyby wszystko zapisało się dobrze, ktoś średnio zorientowany w temacie mógłby np. skasować sobie folder z plikami, arkuszem stylów. Jak wspomniał też "incognitus" wsparcie dla nowoczesnego CSS-a kuleje w wielu przeglądarkach - toteż kompletnie nie mogę się tutaj zgodzić co do niepublikowania wersji non-HTML.

Dla mnie RTF lub PDF, jako najpopularniejsze i łatwo dostępne dla wszystkich formaty to konieczność. PDF dla dokumentów "do czytania", a RTF do tych które można wypełniać. Tę drugą rzecz też można niby zrobić w HTML-u ale pytanie po co? Jeśli jest jakiś bardzo długi formularz z dziesiątkami rubryk to w wersji HTML muszę wypełnić cały na raz i wydrukować, brak alternatywy z powodów wspomnianych wcześniej. A tak ściągam go na dysk, wpisuję odpowiednie dane i zapisuję plik, w razie konieczności mam go już u siebie i mogę za kilka dni wydrukować kopię albo poprawić błędy/uzupełnić.

Właśnie niedawno w taki sposób wypełniałem formularz pobrany ze strony mojego wydziału na Politechnice Wrocławskiej /tu akurat jest mieszanka - część PDF-ów, część DOC-ów i RTF-ów, ale akurat trafiłem na RTF-a/.

Wygoda użytkownika to coś

Wygoda użytkownika to coś względnego, ale użyteczność i praktyczność takiego serwisu jest bardziej pożądana. To, co dla jednego jest wygodne, dla innej osoby może być problemem. Niewielki procent obecnie działających serwisów ułatwia życie osobom niepełnosprawnym. Stosowanie technologi flesh czy innych zamkniętych pseudo standardów tylko uwydatnia ten problem. Państwo do dziś nie stworzyło otwartego syntezatora polskiej mowy dla osób niewidomych. Kilka lat temu na wydziale fizyki UMK w Toruniu za pieniądze Unii Europejskiej i nasze opracowano ciekawą technologię, lecz nikt w Polsce nie rozwinął tematu. Pieniądze zainwestowano chyba dla idei, choć niedawno dowiedziałem się, że algorytm opracowany na UMK wykorzystuje firma komercyjna.

Podpisywanie dokumentów jest standaryzowane, wystarczy kwalifikowany podpis cyfrowy. Może istnieje wiele programów, ale korzystają z tych samych algorytmów szyfrujących. Sumy kontrolne niezależnie od oprogramowania firm trzecich powinny być weryfikowalne. Dokumenty XML dobrze sformatowane dobrze wyglądają niezależnie od oprogramowania umiejącego czytać ten standard.

Urząd ma obowiązek podania nazwy firmy, typu oprogramowania użytego w tworzeniu strony oraz na jakiej licencji oprogramowanie i serwis działa. Tylko że to powinno być w oddzielnym dziale. Nie powinno to mieć znamion reklamy a informacji. Osoba szukająca np. wydatków na wycenę gruntów nie powinna czytać: strona stworzona przez firmę Krzak S.A. w programie Twórca Internetu.

Odnośnie do neutralności technologicznej
ZUS odpowiedział na petycję jakilinux.org

Jak widzimy, technikę wymijającą urzędy opanowały doskonale, a odpowiedź jest jak zwykle niezadowalająca. Ciekawe czy dało, by się to zaskarżyć.

PDF

Format PDF jest standardem ISO, istnieje wiele programów potrafiących go odczytać. Wobec tego mie widzę powodów dlaczego nie miałby być używany w administracji publicznej.

Standardem ISO jeszcze nie

pdf a reklama adobe

Właśnie. Istnieje wiele programów. Do dlaczego umieszczać "get Adobe"? A może odnośnik do strony "jak otworzyć pdf" z listą programów które to otwierają?

A swoją drogą, to co za problem publikować w kilku formach dokumentów elektronicznych? Plik przygotować w XML-u a sformatowany do pdf-a albo i nawet doc-a, jako opcjonalną wersję dla tych którzy mają problem z prawidłowym wyświwetlaniem. Przecież taka konwersja nie stanowi większego problemu.

Tutaj zawsze będzie problem,

bo z jednej strony neutrealność (czyli np xml z certyfikatem) a z drugiej strony wygoda i dosyć dobrze rozpoznawany format (pdf). Co należy zrobić? Uprościć i ułatwić czy zneutralizować i raczej utrudnić? Później pojawią się teksty w stylu po co ten cały BIP skoro przeciętny użytkownik neostrady i windowsa nie może nic przeczytać lub wydrukować.
Co do różnego rodzaju reklam czy nawet "buttonów" - zgadzam się w całej rozciągłości - nie powinno ich być w ogóle. Nawet znaczki typu "Server powered by Sun" czy coś w ten deseń.

I tutaj ma takie małe pytanie: Co jeżeli urząd zamawia wykonanie strony lub sam ją wykonuje przy pomocy jakiegoś ugólnie dostępnego CMS (np Drupal hłe hłe) i na dole w stopce jest link do jej autora/wykonawcy albo do firmy hostującej? Chociażby:
www.mf.gov.pl >> Hosted by ATM
www.mps.gov.pl >> design by Zigzag.Web
www.msp.gov.pl >> Powered by http://cms.jsk.waw.pl/
www.msport.gov.pl >> Serwis utrzymywany na serwerach home.pl
www.msz.gov.pl >> www.akonet.pl i www.3web.pl
www.mz.gov.pl >> Platforma Activeweb Medical Solutions

A tak już w ogóle i na marginesie, to dlaczego strony różnych ministerstw leżą w różnych miejscach. Strona mf.gov.pl ładuje się momentalnie (nic dziwnego skoro leży w ATM) natomiast mon.gov.pl koszmarnie długo (RIPe pokazuje BSW-NET Exatel). Co ciekawe na mon.gov.pl na samym dole mamy takiego kwiatka:
Darmowy Czytnik Kanałów RSS >> http://www.feedreader.com/

Kilka lat temu

Kilka lat temu "nieoświeceni" ludzie używali DOC-a, jako że był to domyślny format popularnego (z różnych względów) programu na popularnym dobrze obsługującym język polski systemie operacyjnym. Gdzieś z odmętów pokrzykiwała garstka linuksowców, że im się to źle wyświetla w OpenOffisie i chcą, żeby wszyscy używali PDF-ów. No to Ci, co bardziej obdarzeni empatią, zaczęli konwertować DOC-e do PDF-ów przed publikacją w Internecie. A tu nowa nagonka na nich - nie PDF, a XHTML. Tylko czekać kiedy będzie nie XHTML zgodny ze specyfikacją tylko poszerzony o mikroformaty w nazwach klas CSS.

Ci, co mniej wrażliwi, nadal używają DOC-ów.

Taka obserwacja.

Ale macie problem

Zobaczcie na stronę http://lubin.pl właścicielem strony jest urząd miasta w Lubinie. I Powiedzcie jaka tu jest neutralność urzędu. Urząd Miejski w Lubinie zatrudnił profesjonalną firmę do administracji, która w zamian możne umieszczać banery reklamowe i zarabiać na tym. I to ponoć wszystko w zgodzie z prawem.

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Ukończył Aplikację Legislacyjną prowadzoną przez Rządowe Centrum Legislacji. Radca ministra w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego a następnie w Departamencie Doskonalenia Regulacji Gospodarczych Ministerstwa Rozwoju. Felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również członkiem Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji i członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>