Bardzo sprytny plan wprowadzenia patentów na oprogramowanie traktatem UE-USA

Niektórzy jeszcze pamiętają zawieruchę w Parlamencie Europejskim, która dotyczyła wprowadzenia możliwości patentowania oprogramowania. Zawierucha ta miała kilka "odsłon" (por. EPLA: Trzecia runda walki przeciw patentom na oprogramowanie). Jako, że często sprawdzają się stare powiedzenia - w przypadku patentów na oprogramowanie ktoś uznał, iż "nie kijem go, to pałką". Komisarz Unii Europejskiej Charlie McCreevy stara się teraz forsować wprowadzenie patentów tego typu w specjalnej umowie między Unią Europejską a USA. Wszystko wskazuje na to, że zaczyna się runda czwarta.

Dla przypomnienia tylko napiszę, że Parlament Europejski wydał dwa lata temu rezolucję, w której zauważył niepokojącą jego zdaniem praktykę Europejskiego Urzędu Patentowego i brak demokratycznej kontroli nad systemem patentowanym. Umowa międzynarodowa między Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską, w której znalazłyby się postanowienia dotyczące patentowalności rozwiązań informatycznych, jest chyba dobrym przykładem na kręte drogi kształtowania się globalnego systemu prawnego, ale także na determinację, z jaką zwolennicy patentów pragną przeforsować swoje rozwiązania (wbrew wcześniejszym stanowiskom: w lipcu 2005 roku odrzucono projekt dyrektywy o patentowaniu wynalazków realizowanych przy pomocy komputera, chociaż nie obyło się bez ostrych przepychanek; por. notatki z tego okresu: Patenty - obrady JURI - porażka?, Patenty piątego, Patenty na soft - jutro i w środę czy Jutro kulminacja patentowa).

O propozycji wspieranej przez komisarza można przeczytać w tekście McCreevy wants to legalise Software Patents via a US-EU patent treaty (to jest notatka na stronach FFII, która to organizacja walczy z ideą możliwości patentowania oprogramowania). Traktat ma zostać wypracowany w ramach prac The Transatlantic Economic Council (TEC). Nie kijem go, to pałką. Na kształt traktatu międzynarodowego, na fakt jego przyjęcia - społeczeństwo (w szerokim rozumieniu) ma nikły wpływ.

Podobne doniesienia gromadzę w dziale patenty niniejszego serwisu. Przeczytaj m.in.

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Patenty na Oprogramowanie to największe zagrożenie dla EU

Tak jak w temacie uważam, że to największe zagrożenie dla IT w europie. Jeżeli chcemy mieć wiele małych i średnich a przede wszystkim "wspaniałych" firm wytwarzających ciekawe i nowatorskie oprogramowanie. Jeżeli jednak chcemy by produkcją oprogramowania zajmowały się największe korporacje i tylko one, to tak wprowadźmy patenty na oprogramowanie.

Może nie do końca udana analogia. Lecz wyobraźmy sobie, że można również patentować przepisy kulinarne ... nawet te najbardziej zaawansowane. Wówczas zamiast ulubionych naleśników czy pierogów babci musielibyśmy kupić je od jedynego ich producenta lub opłacić licencję na produkcję tych posiłków.

Najbardziej tu się obawiam zagrań firmy Microsoft, która to zawsze wykorzystuje swoją przewagę zarówno finansową oraz jako "monopolista".

Przeniesienie modelu patentowania oprogramowania w USA na nasz grunt, było by dla nas europejczyków ogromną katastrofą. Prowadzę mała firmę i piszę oprogramowanie. Naprawdę nie widzi mi się przed każdym wydaniem programu klientowi sprawdzanie czy przypadkiem nie narusza jakiś patentów. Nie mówiąc już o konsekwencjach gdyby się okazało, że dwuklik w programie który sprzedałem narusza patent MS. Nie trudno sobie wyobrazić reakcji klienta oraz faktu iż nawet on zostałby ograniczony tylko do oprogramowania jedynego słusznego producenta ;(.

Może nie do końca udana

Może nie do końca udana analogia. Lecz wyobraźmy sobie, że można również patentować przepisy kulinarne ... nawet te najbardziej zaawansowane. Wówczas zamiast ulubionych naleśników czy pierogów babci musielibyśmy kupić je od jedynego ich producenta lub opłacić licencję na produkcję tych posiłków.

Tak właśnie obecnie jest. Oryginalne przepisy kulinarne są zastrzegane albo... receptura jest ukrywana.

Przepis kulinarny?

A na jakiej podstawie, jeżeli można spytać? Tzn. czy przepis kulinarny jest wzorem przemysłowym, wynalazkiem czy może projektem racjonalizatorskim?

Ochrona patentowa ma wyjątki:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Patent

Ograniczenia ochrony patentowej

Uprawniony z patentu nie może zabronić:

* korzystania z wynalazku, który znajduje się w kraju ochrony przejściowo (tzw. przywilej komunikacyjny)
* korzystania z wynalazku z uwagi na ważny interes państwowy (za wynagrodzeniem)
* korzystania z wynalazku dla celów badawczych i doświadczalnych
* wykonania leku (który stanowi wynalazek) w aptece na podstawie recepty
* korzystania z wynalazku osobie, która w dobrej wierze korzystała z wynalazku, w dacie jego pierwszeństwa – może ona z niego nadal bezpłatnie korzystać w swoim przedsiębiorstwie w tym samym zakresie, w jakim korzystała do tej pory (tzw. prawo uprzednio używającego),
* korzystania z wynalazku we własnym zakresie (w celach niezarobkowych).

A więc na obiad dla rodziny można zawsze ugotować, niezależnie od tego czy przepis byłby opatentowany.

Cytowanie Wikipedii

VaGla's picture

Jakkolwiek bardzo lubię Wikipedię i często do niej linkuję aby szybko pokazać kontekst, albo pewne, możliwe rozumienie danego pojęcia, to jednak znacznie, znacznie bardziej - w przypadku dyskusji o prawie - hmm.. racjonalnym(?) podejściem jest opieranie się na źródłach normatywnych (ustawa, rozporządzenie).

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Prawo własności przemysłowej

A tak to wygląda w ustawie (
Prawo własności przemysłowej):

Art. 63.
1. Przez uzyskanie patentu nabywa się prawo wyłącznego korzystania z wynalazku
w sposób zarobkowy lub zawodowy na całym obszarze Rzeczypospolitej Polskiej.

Art. 66.
1. Uprawniony z patentu może zakazać osobie trzeciej, niemającej jego zgody, korzystania z wynalazku w sposób zarobkowy lub zawodowy polegający na: [..]

Jeśli jest to błędne rozumienie, to pewnie ktoś mnie z błędu wyprowadzi...

Już opatentowane...

Nie mówiąc już o konsekwencjach gdyby się okazało, że dwuklik w programie który sprzedałem narusza patent MS.

Jeżeli pana oprogramowanie komunikuje się bezpośrednio ze sprzętem, to najprawdopodobniej narusza amerykański patent nr 6 727 830 "Time based hardware button for application launch". Jeżeli tylko nasłuchuje zdarzenia pod tytułem "dblClick" w systemie Microsoft Windows, to jest ono generowane przez system operacyjny i nie ma nic wspólnego ze sprzętem.

Zresztą o Patentowaniu dwumlasku już VaGla pisał.

Zastanówmy się ile firm

Zastanówmy się ile firm software'owych w Polsce, nawet licząc te, które nazywamy dużymi, przetrwa wprowadzenie patentów? Firma na "P" i kto jeszcze?... To, że system patentowy ma promować konkurencyjność i innowacyjność to taka sama bzdura i obłuda jak wprowadzenie przez Nixona systemu ubezpieczeń zdrowotnych. Proponuje obejrzeć dokument Michaela Moore'a "Sicko" jeśli ktoś jeszcze tego nie zrobił. Naprawdę warto.

Wiec wracamy do punktu

Wiec wracamy do punktu wyjścia, nie liczy się jednostka/mała firma liczy się ten kto ma dużą kasę i wie w jaki sposób ją "zainwestować" by mieć jeszcze więcej i więcej i więcej ...
Tylko to się liczy dla firm.

Nawet w polskim prawie jest wyraźnie napisane, że działalność gospodarcza prowadzi się w celu zysku.

I tylko tak naprawdę to się liczy. Reszta to złudzenia i obłuda :)

pzdr

Ale o co chodzi?

Maciej_Szmit's picture

Jak jeden mąż wszyscy są przeciwni patentowaniu oprogramowania. Przynajmniej wszyscy w Polsce. A już na pewno u Vagli. Ale w zasadzie, chciałbym się grzecznie spytać, dlaczego? Moim okiem laika wygląda to tak, ze istnieją dwie metody ochrony twórczości intelektualnej: prawo autorskie i prawo patentowe. Prawo autorskie przystaje do oprogramowania jak pięść do nosa. Taka czy inna firma może sobie wycofać z rynku wersje, dajmy na to 99 na rzecz wersji YR I mniejsza już z tym że za "upgrade" użytkownik musi zapłacić, ale "abadonware" staje sie z mocy prawa niedostępne. I choć wersja - dajmy na to 6.0 programu - dajmy na to "Słowo" ostarczyłaby do szczęścia 90% użytkowników, to ich pech. Muszą kupić nowszą, która oczywiścei da się uruchomić wyłącznie na absurdalnie mocnej maszynie (którą też trzeba kupić i tak dalej jak wyżej a pieniadze lecą). Co więcej - zakupiona licencja z mocy prawa wygasa po pięciu latach i nie mogę zrobić niczego, żeby ją przedłużyć. Autor powiedział NIET i chyba tylko solidarne działanie całego rynku może go zmusić do nieoficjalnego wycofania się rakiem z wersji dajmy na to greenhorn i cichego wspierania jej poprzednika.

Jak - okiem laika - rozumiem, prawo patentowe daje nabywcy patentu chyba ciut lepsze warunki.

Po kolejne: prawo autorskie chroni postać utworu, a więc to raczej ono chroni te wszystkie "dwukliki" i "ikonki". Nie mogę pewnie napisać programu o interfejsie użytkownika identycznym z istniejącym, bo pewnikiem miałbym proces o naruszenie praw autorskich projektu interfejsu graficznego.

Za to nieważne, że to ja wymyśliłem jakiś rewelacyjny algorytm (czy dajmy na to wpadłem na pomysł utworzenia portalu społecznościowego) - mój pech, nie dostanę za to ani grosza, bo chroni sie formę a nie ideę. Mogę sobie wyobrazić taką sytuację, w której mam znakomity pomysł na supernarzędzie, a jego wykonanie bierze na siebie jakiś podrzędny koder. I to on ma do narzędzia prawa autorskie. To trochę tak, jakby - dajmy na to - autorstwo muzyki przypisać facetowi, który zapisał na pięciolinii to co kompozytor właśnie zagrał, albo jakby prawo do książki przypisać sekretarce, której autor dyktuje swoją powieść. Wiem - matematyk też nie ma kasy za odkrycie nowego twierdzenia, tylko matematykę uprawia sie na uczelniach, ewentualnie w instytutach badawczych, no ewentualnie jako hobby, a software tworzy się głównie w firmach komercyjnych.
System patentowy też ma swoje wady (ponoć gdzieś w okolicach Australii jakichś dwóch dowcipnisiów opatentowało koło) ale czy na prawdę ma ich więcej niż system ochrony prawnoautorskiej? Chciałbym usłyszeć rozsądne argumenty a nie demagogię. Póki co jest przynajmniej jeden kontrargument - jedyny kraj, w którym mówi się o społeczeństwie informacyjnym, który na dodatek jest jedynym na świecie supermocarstwem i lokomotywą światowej gospodarki i który - jak się szacuje - wyprzedza w rozwoju UE o jakieś 30 lat przyjął model właśnie ochrony patentowej. Może zrobił źle, ale powiedzcie mi - dlaczego...

podrzędny koder?

Trudno mi sobie wyobrazić jaki to superpomysł PROGRAMISTYCZNY mógłby mieć ktoś, kto z jednej strony nie potrafi go sam zaprogramować, a z drugiej uważa, że praca programisty to to samo co praca sekretarki zapisującej to co szef dyktuje.
Albo ktoś ma pojęcie o problemach programowania i naprawdę może sam coś stworzyć, albo nie ma a wtedy wkład programisty jest spory.

Ale tak naprawdę to nic nie zmienia - wystarczy podpisać z programistą umowę o przeniesienie autorskich praw majątkowych i już cieszymy się prawami autorskimi. Jeśli programista jest na etacie (tak jak np. sekretarka), to w ogóle nie ma problemu bo z mocy ustawy do nas należą utwory które wykonali w ramach pracy.

Znane są (np. w świecie metrologii i głowic pomiarowych) przykłady jak to firma stara się znaleźć i opatentować wszelkie możliwe rozwiązania danego problemu, aby przystopować konkurencję. Wtedy konkurent musi się naprawdę bardzo nagimnastykować, aby to obejść.

Wyobraża Pan sobie co by było, gdyby parę lat temu ktoś opatentował np. ideę programowania obiektowego? A czemu nie po kolei także: IF, FOR, WHILE - a już ELSE, czy ELSEIF - to już taki przełom był, że aż się prosiło...

Co do porównania UE i USA - myślę, że akurat podejście do spraw patentowania oprogramowania nie jest tym co spowodowało tą różnicę.
A sam fakt że ogólnie USA radzą sobie lepiej nie oznacza, że wszystko robią lepiej, ani że rozwiązania dobre w kraju bardziej rozwiniętym nadają się do stosowania np. w Polsce (ile jesteśmy za USA?) .

prawo autorskie a prawo patentowe

ksiewi's picture

W największym skrócie: prawo autorskie chroni konkretny produkt, a nie funkcjonalność. Patent chroni funkcjonalność, a nie konkretny produkt.

Wobec tego w Pana przykładzie o producencie, który wycofuje z rynku swój produkt i zmusza do zakupu kolejnej wersji, niekoniecznie przydanej dla użytkowników:

  • jeżeli ten produkt jest chroniony tylko prawem autorskim, to każdy konkurent może napisać substytut (nie kopię!) i użytkownicy nie są zmuszeni do zakupu wersji narzuconej przez producenta;
  • jeżeli natomiast produkt jest chroniony patentem, to uprawniony z patentu może zabronić konkurentom produkcji substytutów i każdy jest zmuszony do zakupu takiej wersji, którą narzuca producent

W takim razie, rzeczywiście - uprawniony z patentu ma wprost idealne warunki na rynku.

Prawo autorskie nie chroni dwuklików i ikonek jako idei. Chroni konkretną ikonkę jako utwór graficzny. Dwuklik za pomocą prawa autorskiego byłby dość trudny do objęcia "ochroną".

To, że prawo autorskie nie chroni idei lecz formę wyrażenia tych idei jest gwarancją postępu. Nikt na tym nie traci, lecz wszyscy zyskują. Np. dzięki temu, że nikt nie może mieć wyłączności na ideę portalu społecznościowego, to możemy mieć wiele tych portali i każdy może sobie wybrać. Jeżeli idea portalu byłaby chroniona - byłby na całym świecie tylko jeden portal lub ewentualnie tylko takie portale, które spełniają widzimisię pomysłodawcy.

Licencja prawno-autorska na program wygasa po 5 latach tylko wtedy, gdy strony nie określiły w umowie czasu jej trwania. Licencji można udzielić na czas nieokreślony (wtedy wygasa po wypowiedzeniu) lub na dowolny czas określony (wtedy, jeżeli ten termin jest dłuższy niż 5 lat, po 5 latach licencja przekształca się w licencję udzieloną na czas nieokreślony).

W odniesieniu do argumentu o USA. Ochrona patentowa to nie jedyna różnica z UE. Myślę, że decydujące dla rozwoju jest tam raczej sposób współpracy biznesu z uczelniami, tworzenie warunków do powstawania takich zbiorowisk jak dolina krzemowa, łatwy dostęp do venture capital... W takich warunkach nawet system patentowy nie jest w stanie przeszkodzić :)

Chodzi o to, że algorytm to nie to samo co implementacja

Prostym przykładem prawidłowego działania systemu patentowego są tutaj algorytmy kompresji audio i video (h.264, mp3, jpeg). Każdy może napisać własną implementację w dowolnym języku programowania jaki sobie wymyśli, ale jeśli jego implementacja jest algorytmicznie równoznaczna wtedy podlega patentowi. Moim zdaniem algorytm jako taki powinno dać się opatentować, ale jego implementację powinno chronić się poprzez prawo autorskie.

Cały problem polega na tym, że takich "właściwych" patentów jest niewiele. Gro przyznawanych patentów jest podobnych do patentu na dwumlask, czy "wyświetlanie czcionki na monitorze". Takie patenty w branży informatycznej są patentami "na koło".

Korporacje w USA mogą sobie pozwolić na utrzymywanie status quo, ale mniejsi gracze po prostu bankrutują. Brak patentów na oprogramowanie w UE do tej pory spowodował, że wiele projektów przenosi się właśnie tutaj. Moim zdaniem (jako pracującego w zawodzie programisty, ale praktycznego laika prawnego) urzędy patentowe UE nie są jeszcze odpowiednio przygotowane na wprowadzanie patentów na oprogramowanie i wprowadzenie systemu na wzór Amerykański pozbyłoby rynek kolejnego atutu. Wydaje mi się, że strona Intela o własności intelektualnej i reformie systemu patentowego, dobrze podsumowuje obecny stan "Key Issues".

Patenty jako próba dodawania nieistniejącej wartości

Według mnie patenty w kwestii kodeków multimedialnych nie działają wcale dobrze. O ile nie miałbym nic przeciwko ochronie jakiegoś wyszukanego enkodera, to fraunhoferowski mp3 nie jest jakimś szczególnym wyczynem (szczególnie przy obecnym stanie wiedzy) opłacalność utrzymywania opłat licencyjnych wynika tylko z tego, że się bardzo szybko spopularyzował, a nie z jakości audio czy niesamowitych compression ratio.

Gro przyznawanych patentów jest podobnych do patentu na dwumlask, czy "wyświetlanie czcionki na monitorze".

Czy istnieje jakaś przybliżona metoda określania innowacyjności algorytmów? Wartość JPEG nie wynika z zastosowania skomplikowanych algorytmów, wykorzystuje się znane od dawna DCT, które jest omawiane na wszelkiego rodzaju podstawach przetwarzania danych. Jego wartość wynika tylko i wyłącznie z powodu popularności, równie dobrze można by stosować dowolny format z kompresją falkową, ale mało kto wiedziałby co zrobić z plikiem SPIHT czy SID.

Według mnie patenty na oprogramowanie mają nadać wartość czemuś, co wartości samo z siebie nie ma. W oprogramowaniu tak naprawdę wartością jest usługa wdrożenia lub usługa napisania konkretnego oprogramowania. Patentowanie pomysłu na algorytm rozwiązujący jakiś problem pozwalałaby na opatentowanie teleportu opierającego się o następujący algorytm:

  1. zebranie informacji o wszystkich atomach przedmiotu
  2. przesłanie informacji na odległość
  3. rekonstrukcja pierwotnego obiektu
  4. zniszczenie oryginału

Każdy kto opracuje urządzenie implementujące powyższy algorytm musiałby opłacić niemałą licencję.

cd. transatlantyckiego porozumienia (m.in. w sprawie patentów)

VaGla's picture

Dla tych, którzy się interesują dalszymi losami sprawy, opisanej w tym wątku: EU and USA negotiating mutual patent recognition:

In its statement on the results of the Transatlantic Economic Council negotiations, issued last week, the council made brief reference to the intellectual property rights issue. A single bullet point in the statement references a roadmap issued jointly by the European Commission and US Patent Office aimed at advancing "global patent harmonization".
(...)

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Czytam tu i czytam i nie

Czytam tu i czytam i nie moge pojac, dlaczego wiekszosc przeciw patentom :(

Jestem w takiej sytuacji, ze mam pomysl naprawde nowy i nie mam zaduzo pieniedzy na realizacje. Gdyby moglem ten pomysl opatentowac, moglbym juz teraz spokojnie go realizowac i stawiac na nogi stopniowo z wplywow biezacych.

Niestety, nie moge, bo wiem, ze jak wystartuje z tym pomyslem, to za 3-4 miesiace jakas korporacja typu MS go przechwyci, wpompuje paredziesiat mln w reklame i promocje, a mi nie podziekuje nawet.

Czy to jest sprawiedliwe? :(

patenty

ksiewi's picture

A czy na pewno jest tak, że Pana pomysł jest nowy i nie wykorzystuje żadnych już istniejących rozwiązań? Czy przypadkiem ktoś nie uzyskał wcześniej patentu na rozwiązanie, którego Pana pomysł jest rozwinięciem, uzupełnieniem etc.? Czy z wpływów bieżących uzyskiwanych po opatentowaniu swojego pomysłu byłby Pan w stanie finansować opłaty licencyjne za cudze patenty wykorzystane w Pana wynalazku? A ile będzie kosztowało sprawdzenie, które z istniejących patentów Pan narusza? No i najważniejsze - czy funkcjonujące już na rynku podmioty posiadające te patenty zechcą w ogóle udzielić Panu licencji, czy też będą wolały nie wpuszczać na rynek konkurencji?

Patenty ograniczają innowacyjność

Na patent softwareowy też nie byłoby pana stać :). Czyli jakaś korporacja podchwyciłaby pomysł i go opatentowała. Nie dość, że by nie musieli się spieszyć z jego realizacją, to pan nie mógłby nad nim pracować. Oczywiście jeżeli pana pomysł nie wymaga wielokrotnego klikania (US pat. 6727830) czy appletów (US pat. 5838906) oraz wielu innych ciekawych opatentowanych oczywistości.

Doświadczenia z USA pokazują, że większość patentów softwarowych dotyczy rzeczy oczywistych i jedyne w czym pomagają to monopolizacja pewnego sektora rynku (problemy z softwarową symulacją środowiska dźwiękowego - patent Creative). Megakorporacje patentują rzeczy nie dlatego, żeby chronić je przed innymi, ale po to, żeby mieć coś na wymianę z innymi korporacjami. Wynika z tego, że patenty mają za zadanie tylko podnosić koszty produkcji różnych rzeczy (nie tylko oprogramowania) do poziomów nieosiągalnych dla małych przedsiębiorstw. Według mnie wygląda to na hamowanie innowacyjności, a nie jej wspieranie.

patenty algorytmów - 5 pytań

Wymyśliłem pewien algorytm_2 (nic z kategorii "rzeczy oczywistych"),a który chciałbym użyć w swoim (komercyjnym) programie. Niestety okazało się (po fakcie), że ktoś kilka lat wcześniej (USA) wymyślił i opatentował podobny algorytm_1 (możliwe, że identyczny - wynik działania jest praktycznie ten sam).
1. Czy sprzedając program na terenie UE muszę płacić licencję za algorytm, którego właścicielem jest osoba/podmiot w USA?
2. Czy muszę płacić licencję w przypadku gdy mój algorytm_2 jest inny niż opatentowany algorytm_1 lecz wynik obu jest praktycznie ten sam?
3. Czy w przypadku pozwu muszę udowodnić (pokazać jak działa, czego wolałbym nie robić), że mój algorytm_2 jest inny niż algorytm_1?
4. Jak długo ważne są patenty na algorytmy w USA?
5. Jakie są konsekwencje w przypadku gdy europejska firma zdecyduje się wypuścić komercyjny program naruszający patent(y) na algorytm(y) podmiotów w USA?

Wedle mojej skromnej

Wedle mojej skromnej wiedzy:

1.Tylko jeśli patent został zastrzeżony na terenie UE. Nie chodzi o konieczność płacenia licencji ale o MOŻLIWOŚĆ użycia tego algorytmu - to o możliwości decyduje właściciel i nie ma on obowiązku udzielania licencji każdemu chętnemu.

2.Zależy od szczegółów patentu, czyli tzw. zastrzeżeń. To konflikt z zastrzeżeniami decyduje, czy patent obejmuje Twój produkt, czy też nie.

3.Obowiązuje zdaje się zasada odwrotna. Dowieść trzeba winy i to na skarżącym spoczywa obowiązek wskazania naruszenia patentu. Przedmiotem patentu może być sposób na pieczenie jabłka a nie pieczenie jabłka - identyczny rezultat nie ma tu zdaje się wiele do rzeczy.

4.Nie znam górnej granicy, dolna jest określana wolą patentującego i wysokością uiszczonych przezeń opłat. Przynajmniej u nas.

5.Żadne? Nie jest to przestępstwo ścigane z urzędu - w USA patent daje prawo do pozwania naruszającego a nie jego ściganie z automatu. Jedną ze strategii obronnych jest wliczenie pozwu i ugody w koszta. Przy ilości patentów idących w setki tysięcy i rozmiarach kodu.... Jak duża jest szansa zatopienia?

Polecam:http://patentabsurdity.com/ skupione na rynku amerykańskim do wstępnego przeczytania oraz http://www.rzecznikpatentowy.org.pl/ celem zasięgnięcia profesjonalnej porady.

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>