dostępność

Umowa między KPRM a brandADDICTED na wsparcie komunikacyjne

Wczoraj otrzymałem z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów umowę między KPRM a spółką brandADDICTED sp. z.o.o. (agencja FaceADDICTED). To jest ta umowa, która stała się niedawno powodem zamieszania, a to związanego z moim wnoskiem złożonym w trybie dostępu do informacji publicznej w dniu 17 lipca (następnie wobec apelu do Pana Premiera, który sformułowałem po przekroczeniu przez KPRM ustawowego terminu udostępnienia mi wnioskowanych informacji publicznych). Przypominając krótko przebieg zdarzeń: zaobserwowałem komentarze internetowe pod tekstami na temat reformy emerytalnej. Uznałem, że są one zbieżne z propozycjami rządu. Nie mając dostępu do logów serwerów - nie miałem też możliwości sprawdzenia, dokąd prowadzą pozostawione tropy. Postanowiłem jednak sprawdzić, czy rząd zawarł jakieś umowy na wsparcie w sferze oddziaływania wizerunkowego w internecie. Wbrew pojawiającym się w Sieci opiniom - nie postawiłem wówczas tezy, że "rząd płaci za komentarze pod tekstami publikowanymi w internecie". Odnotowałem fakt pojawiania się komentarzy i zacząłem sprawdzać możliwe, dostępne dla mnie (i dowolnego obywatela) źródła. Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej oraz Ministerstwo Finansów odpowiedziały na moje wnioski o dostęp do informacji, KPRM zaś nie odpowiedziała w terminie...

Centralna Baza Orzeczeń Sądów Administracyjnych +1 ząbek czosnku

Jako obywatel mogę mieć kłopot z właściwą interpretacją postanowień Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. W sprawie sygn. I SA/Wa 1522/11 czytelne i zrozumiałe jest dla mnie to, że po rozpatrzeniu skargi na postanowienie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 15 czerwca 2011 r. w przedmiocie umorzenia postępowania w sprawie zażalenia na postanowienie - WSA w Warszawie postanowił odrzucić skargę. To jest czytelne dla przeciętnego prawnika i nie powinno stanowić dla niego problemu. Problemem jest to, skąd w sentencji tego postanowienia wziął się ten "+1 ząbek czosnku"?

Aula Polska: propozycja modelu wykorzystania re-use dla realizacji władzy zwierzchniej w RP przez obywateli

Piotr Waglowski w czasie wystąpienia na Auli Polskiej13. czerwca odbyło się w Warszawie 98. spotkanie Auli Polskiej. Spotkanie to było poświęcone BIG DATA. W trakcie tego spotkania mogłem wysłuchać bardzo interesujących i inspirujących prezentacji kolegów, jak np. wystąpienia Krzysztofa Sobieszka z NK, który opowiadał o hurtowni danych w NK, a swoje wystąpienie zatytułował "O data scientist i analizie danych w NK". Janek Zając i Paweł Kucharski, którzy reprezentowali odnoszącą właśnie sukcesy na świecie spółkę Sotrender, zaprezentowali temat "Social media & big data. Sotrender style". Ja zaś - tradycyjnie - swoją prezentację zatytułowałem "Przejmujemy państwo, czyli władza zwierzchnia w RP należy do Narodu". W swoim wystąpieniu tłumaczę skąd ta moja pieczęć i jak jej używam. Przy okazji chyba warto odnotować, że już wówczas, a był to środek czerwca, wiedziałem, że na temat OFE ma sie pojawić jakiś rządowy raport i zastanawiałem się wówczas nad tym, skąd dziennikarze o nim wiedzą, skoro jeszcze nie został opublikowany. Wspominam o tym tylko dlatego, że tu obok aktywny jest wciąż temat tego "szeptania" pod tekstami na temat reformy emerytalnej rządu. Tak czy inaczej - nagranie mojego wystąpienia właśnie zostało opublikowane.

Rzecznik Rządu skomentował zamieszanie na temat sadzenia sztucznej trawy - plus komentarz do tego

Pan Piotr otrzymał nazwę firmy, ale Pan Piotr jeszcze nie otrzymał treści umowy, o którą wnioskował wcześniej. Pan Paweł "ma zapisane" i to nawet "wyraźnie", że "umowa w żadnym stopniu nie przewiduje publikowania komentarzy na jakichkolwiek stronach internetowych". Pan Paweł też "natknął się na oświadczenie firmy, z którego wynika, że oni takiej działalności nie prowadzą". Pan Piotr się cieszy i nawet wierzy, że tak właśnie jest, ale Pan Piotr sam chętnie przeczyta treść umowy. Pan Piotr o nią formalnie wnioskował, chociaż Kancelaria Premiera, która zatrudnia Pana Pawła, nie dotrzymała terminu odpowiedzi na wniosek. Pan Piotr jest cierpliwy i w końcu przeczyta treść umowy. Przy okazji: Pan Piotr nie stawiał zarzutów, bo Pan Piotr nie jest prokuratorem. Pan Piotr wnioskował o umowę, by zweryfikować fakty. Gdyby Pan Piotr otrzymał wnioskowane informacje w ustawowym terminie, to prawdopodobnie Pan Paweł nie musiałby się teraz tłumaczyć. No i Pan Piotr cieszy się, że rząd nie będzie inwigilować internautów.

Otrzymałem odpowiedź z KPRM na temat tego, z kim podpisała umowę na usługi strategicznego wsparcia komunikacyjnego

Ciekawa sprawa, bo odpowiedź z KPRM została mi przesłana "w uzupełnieniu odpowiedzi z 5 sierpnia" (por. Z poślizgiem, ale KPRM dała "sygnał" w sprawie umów na PR) "i w odpowiedzi na wniosek z 6 sierpnia" (czyli na jeden z moich wczorajszych wniosków, w którym zapytałem wprost o nazwę przedsiębiorstwa). Generalnie ostatnie dni są dość interesujące pod względem obserwacji "kontrolnej roli mediów". W piątek opublikowałem informacje na temat tych komentarzy na temat systemu emerytalnego i swoich wniosków do ministerstw i KPRM. Dziś mamy środę i żadne media nie dotarły jeszcze do informacji na temat tego, kto te komentarze umieszczał. Kusiło mnie nawet, by przyznać się do tego, że to sam rok temu taką maszynkę do komentowania postawiłem, by ją po roku spektakularnie zdemaskować... Tymczasem nazwano mnie "blogerem", chociaż autorzy tekstów wiedzą, że tego nie lubię. Teraz zaś się zastanawiam, czy nie wstrzymać się z informacją otrzymaną właśnie z KPRM, bo jakby to wyglądało, gdyby jakiś "bloger" (nie zaś dziennikarz) taką informację opublikował?

Wniosek do KPRM związany z przechowywanymi tam tajemnicami przedsiębiorstw

Kancelaria Prezesa Rady Ministrów zaintrygowała mnie tym pytaniem przedsiębiorcy o to, czy w zawartej z nimi umowie są jakieś tajemnice przedsiębiorstwa, które KPRM powinna chronić, a to ewentualnie uwzględniając ograniczenie prawa do informacji publicznej. Dlatego obok sygnalizowanego dziś w nocy wniosku o nazwę przedsiębiorstwa, z którym KPRM zawarła umowę na "usługi strategicznego wsparcia komunikacyjnego" - złożyłem dziś do KPRM również drugi wniosek o dostęp do informacji publicznej. Chodzi w nim o zasady.

Skoro nie chcecie dać treści umowy, to wnoszę o udostępnienie tylko nazwy przedsiębiorstwa

OK. Przyjmuję z pokorą tą wczorajszą odpowiedź na mój wniosek o dostęp do informacji publicznej. Chociaż uważam, że to zwykła wymówka, bo Kancelaria Prezesa Rady Ministrów powinna wiedzieć, czy w treści umowy znajdują się informacje objęte tajemnicą przedsiębiorstwa, czy też nie. I to bez pytania o to przedsiębiorstwa, z którym umowę zawarła. Jeśli chcecie Państwo przetrzymać mój wniosek o dostęp do treści umowy do dnia 18 września, kiedy to minie owe 2 miesiące od złożenia wniosku, to OK. Nie ma sprawy. Ale dziś składam do KPRM inny zupełnie wniosek. Całkiem w innym przedmiotowo zakresie. Otóż wnoszę o udostępnienie informacji publicznej, którą jest... nazwa przedsiębiorstwa.

Z poślizgiem, ale KPRM dała "sygnał" w sprawie umów na PR

W sąsiednim tekście poprosiłem Pana Premiera, by pochylił się nad losem obywatela i wstawił się za mną u swoich służb, które nie wyrobiły się w terminie z odpowiedzią na wniosek o dostęp do informacji publicznej w sprawie umów na wsparcie rządowych działań PR. Wniosek o te umowy złożyłem 17 lipca. Termin minął w zeszłym tygodniu i od tego momentu KPRM jest w bezczynności. Napisałem nawet skargę na bezczynność administracji publicznej... Ale, tak sobie pomyślałem, po tym moim tekście z weekendu wypadało dać Kancelarii Premiera jeszcze przynajmniej jeden dzień. Tym bardziej, że Rzecznik Rządu był uprzejmy zapewnić mnie, że CIR przygotowuje też dla mnie komentarz do tekstu na temat spambotów "sadzących sztuczną trawę" na temat systemu emerytalnego (por. Czego się spodziewam w związku z emerytalnym astroturfingiem). Jest poniedziałek, godzina 16:00. Do skrzynki mojej poczty elektronicznej przyszedł mail z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów...

Czego się spodziewam w związku z emerytalnym astroturfingiem

Wczoraj poprosiłem Rzecznika Rządu o komentarz do tekstu na temat Sabiny, Samsona i sadzenia "sztucznej trawy" (astroturfing) w sprawie rządowych propozycji reformy systemu emerytalnego w Polsce. Spodziewam się, że Rzecznik Rządu będzie tak uprzejmy i w najbliższym czasie takiego komentarza mi udzieli - tu podstawą takiego oczekiwania sa przepisy prawa prasowego. Spodziewam się też paru innych rzeczy. Otóż: spodziewam się, że rząd zorganizuje rzetelne konsultacje publiczne w sprawie swoich propozycji. Takie, które pozwolą wszystkim zainteresowanym się wypowiedzieć, w których będzie wiadomo, co kto twierdzi na temat propozycji rządowych, w których rząd - gospodarz konsultacji - odniesie się merytorycznie do wszystkich uwag zgłoszonych w trakcie takich konsultacji. Od partii reprezentowanych w Sejmie spodziewam się oświadczeń, że nie finansowały one tych komentarzy, które odnotowałem. Spodziewam się też, że Wojewódzki Sąd Administracyjny zobowiąże KPRM do odpowiedzi na mój wniosek złożony w trybie dostępu do informacji publicznej, a dotyczący ewentualnych umów na wsparcie rządowego public relations.

Szanowny Panie Premierze, proszę udostępnić obywatelom umowy o wsparcie rządu w zakresie public relations [długie i z obrazkami]

Siedemnastego lipca udałem się na spacer po Warszawie. Przy okazji złożyłem kilka wniosków o dostęp do informacji publicznej, a to w Ministerstwie Finansów, Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej oraz w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Wniosłem o udostępnienie umów zawartych przez te ministerstwa i kancelarię z osobami trzecimi, a dotyczących public relations. Odpowiedziało Ministerstwo Finansów (elegancko wskazując w piśmie kto wytworzył informacje, kto jest za nią odpowiedzialny, etc. - robi to dobre wrażenie), odpowiedziało Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej (dostałem listem poleconym kopertę z pakietem umów). Nie odpowiedziała jednak w terminie Kancelaria Premiera. A pytałem o te umowy nie bez powodu. Otóż przy okazji dyskusji o systemie emerytalnym można było zaobserwować dziwne komentarze. Przypominają "marketing szemrany". Postanowiłem sprawdzić, o co chodzi. Mam też screeny - komentarzy nie ma zatem sensu kasować. Będę musiał oczywiście złożyć skargę na bezczynność Kancelarii Prezesa Rady Ministrów do Sądu Administracyjnego, ale mogę też poprosić dziennikarzy (ale tylko tych rzetelnych), by w moim imieniu zapytali Pana Premiera o te umowy. Przed włączonymi kamerami. Bo mam wrażenie, że ktoś manipuluje opinią publiczną i chcę się dowiedzieć, czy dzieje się to za moje (publiczne) pieniądze. Koledzy z branży podpowiadają mi nawet jedno nazwisko. A sprawa jest ważna. Chodzi wszak o finanse publiczne. Chodzi też o pieniądze milionów Polaków i ich finansowe bezpieczeństwo na starość.