Czego się spodziewam w związku z emerytalnym astroturfingiem

Wczoraj poprosiłem Rzecznika Rządu o komentarz do tekstu na temat Sabiny, Samsona i sadzenia "sztucznej trawy" (astroturfing) w sprawie rządowych propozycji reformy systemu emerytalnego w Polsce. Spodziewam się, że Rzecznik Rządu będzie tak uprzejmy i w najbliższym czasie takiego komentarza mi udzieli - tu podstawą takiego oczekiwania sa przepisy prawa prasowego. Spodziewam się też paru innych rzeczy. Otóż: spodziewam się, że rząd zorganizuje rzetelne konsultacje publiczne w sprawie swoich propozycji. Takie, które pozwolą wszystkim zainteresowanym się wypowiedzieć, w których będzie wiadomo, co kto twierdzi na temat propozycji rządowych, w których rząd - gospodarz konsultacji - odniesie się merytorycznie do wszystkich uwag zgłoszonych w trakcie takich konsultacji. Od partii reprezentowanych w Sejmie spodziewam się oświadczeń, że nie finansowały one tych komentarzy, które odnotowałem. Spodziewam się też, że Wojewódzki Sąd Administracyjny zobowiąże KPRM do odpowiedzi na mój wniosek złożony w trybie dostępu do informacji publicznej, a dotyczący ewentualnych umów na wsparcie rządowego public relations.

Pan Konrad Niklewicz zaproponował mi na Twitterze, bym - w przypadku, kiedy będę szukał w przyszłości "samej informacji bez oficjalnego komentarza" - zwracał się do Niego. Takie rozwiązanie mnie nie interesuje. Od tego są w państwie procedury, by do informacji publicznej mogli dostać się wszyscy zainteresowani obywatele. Nie jestem komentatorem politycznym. Nie interesują mnie medialne oceny polityków na temat bieżących wydarzeń. Nie interesują mnie też sytuacje, w których "łatwiej" mógłbym dostać się do informacji, pytając nie tego, który w strukturze administracji powinien mi takiej informacji udzielić, a kogoś innego. Złożyłem wniosek o dostęp do informacji publicznych - o treść dokumentów, treść umów - i jako obywatel oczekuję odpowiedzi na tak złożony wniosek. Interesuje mnie "samo gęste". Spodziewam się też, że coraz więcej obywateli właśnie o takie "gęste" będzie do administracji składało wnioski. Oceny, komentarze, wypowiedzi polityków zbiorą pewnie potem dziennikarze. Obywatele też mogą prosić o komentarz. Dlatego w strukturach organów administracji publicznej przewidziano funkcjonowanie rzeczników prasowych. Kiedy zatem poprosiłem o komentarz do tekstu, to poprosiłem o taki komentarz Rzecznika Rządu. Od tego właśnie jest, by takiego komentarza udzielić. Być może są też i inni, którzy chętnie by sie wypowiedzieli na ten lub inny temat, ale pytam tego, kto instytucjonalnie jest zobowiązany do reprezentowania rządu w tego typu sytuacjach i który ponosi odpowiedzialność - w ramach swoich obowiązków - za udostępnienie informacji.

Ponieważ ową "kampania sadzenia sztucznej trawy" (taką praktykę nazywa się astroturfingiem) widać już dość dokładnie, a kwestie reformy systemu emerytalnego są - jak uważam - niezwykle istotne dla państwa i jego finansów publicznych (dług publiczny, dziura budżetowa, progi ostrożnościowe, poszukiwania oszczędności itp), a także dla obywateli i ich egzystencji w państwie oraz ich bezpieczeństwa finansowego i zabezpieczenia na starość - oczekuję od rządu, że zorganizuje rzetelne konsultacje publiczne w sprawie propozycji wynikających z art. 32 ustawy z dnia 25 marca 2011 r. o zmianie niektórych ustaw związanych z funkcjonowaniem systemu ubezpieczeń społecznych.

Jako obywatel, który nie orientuje się w zawiłościach ekonomicznych tak, jak orientują się w nich eksperci dziedzinowi - chciałbym móc zapoznać się z rzetelną dyskusja na temat rządowych propozycji. To element postulatu tworzenia prawa opartego na dowodach. Takie konsultacje, jak sobie to wyobrażam, powinny być odpowiednio zaprojektowane. Odpowiednio, to znaczy:

  • powinny zostać ogłoszone,
  • dokumenty do konsultacji (w tym pytania konsultacyjne) powinny być opublikowane (wszystkie dokumenty w taki sposób, by mogły się z nimi samodzielnie zapoznać również osoby niewidome, czyli w formacie nadającym się do maszynowego przetwarzania),
  • powinien być dany odpowiedni czas na zgłaszanie uwag,
  • uwagi zgłaszane w trakcie konsultacji (wraz z tożsamością osób je zgłaszających) powinny być udostępnione opinii publicznej.
  • jeśli rząd zdecydowałby się na zorganizowanie jakichś spotkań z ekspertami, jakichś konferencji z jedną lub drugą grupą interesariuszy - jako obywatel chcę znać przebieg tych spotkań; jeśli nie dałoby się wówczas uruchomić transmisji online, to chcę poznać przynajmniej protokoły z takich spotkań - i chcę poznać treść tych protokołów przed tym, gdy rząd podejmie decyzje w konsultowanym temacie.
  • Rząd ustosunkuje się merytorycznie do zgłaszanych w toku konsultacji uwag, a to odniesienie się będzie publicznie dostępne przed tym, gdy rząd podejmie decyzje w konsultowanym temacie.

Ten ostatni punkt wynika z zasady responsywności, która znajduje się w "Kodeksie konsultacji" (PDF). Zgodnie z nią gospodarz konsultacji ma się odnieść merytorycznie do wszystkich zgłoszonych w toku konsultacji uwag. Oczekując, że rząd zastosuje taką zasadę w przypadku dyskusji o reformie systemu emerytalnego, nie oczekuję, by Rząd "ugiął się" pod ciśnieniem zgłaszających uwagi. Chodzi mi o to, że - jako obywatel - chcę poznać treść merytorycznej debaty, poznać argumenty, tok rozumowania, odniesienie się do zarzutów (np. takich, że coś gdzieś zostało źle policzone, zastosowano niewłaściwą metodologię, albo wyciągnięto jakieś wnioski na podstawie nieprawidłowych przesłanek). Ostatecznie to rząd będzie podejmował decyzję polityczną. Będzie podejmował decyzje, ale przesłanki tej decyzji będę mógł ocenić. A rząd będzie ponosił odpowiedzialność za ową decyzję.

Gdybym miał podpowiadać, to podpowiedziałbym, by rząd wykorzystał do konsultacji publicznych system konsultacji online pilotowany właśnie w Ministerstwie Gospodarki: konsultacje.gov.pl.

Mój wniosek o dostęp do informacji publicznej, który złożyłem do KPRM, nie doczekał się odpowiedzi w trybie przewidzianym ustawą, dlatego zamierzam złożyć skargę na bezczynność administracji publicznej. Taką skargę złożę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Zgodnie z ustawą złożę ją za pośrednictwem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, która będzie zobowiązana do przesłania jej do sądu. Przed tym, gdy WSA zacznie taką skargę rozpatrywać - KPRM będzie mogła jeszcze odpowiedzieć na wniosek. Spodziewam się zatem, że tak lub inaczej mój wniosek doczeka się odpowiedzi ze strony KPRM. W efekcie spodziewam się poznać treść umów dotyczących ewentualnego wsparcia rządu w sferze public relations, jeśli takie umowy zostały zawarte.

W tym miejscu odnotuję następującą kwestie: jeśli Kancelaria Prezesa Rady Ministrów ma jakieś istotne organizacyjne problemy z realizacją konstytucyjnego prawa obywateli do informacji - oczekuję, że przestanie angażować się w takie działania, które nie wynikają z jakichkolwiek przepisów. Mam tu na myśli np. takie działania, jak wydawanie przez KPRM biuletynu Przegląd legislacyjny. Najpierw poradźcie sobie państwo z realizacją tego, co już z przepisów (i to rangi konstytucyjnej) wynika. Piszę o tym w kontekście mojej wizyty w KPRM i rozmowy z Przewodniczącym Rady Legislacyjnej (por. dział na ten temat w niniejszym serwisie). Komentując moje wnioski o dostęp do informacji publicznej zapytał mnie, czy w związku z nimi jestem skłonny zaakceptować konieczność zatrudnienia dodatkowych urzędników, by odpowiadali na takie wnioski. Moja odpowiedź jest przecząca. Jeśli administracja ma kłopot z realizacją konstytucyjnych praw obywateli, to znaczy, że należy uruchomić narzędzia nadzoru i kontroli tych komórek, które sobie z realizacją takich praw nie radzą. Instytucjonalny nadzór i kontrola będą mogły odpowiedzieć na pytanie o przyczyny takiego braku realizacji nałożonych na te komórki zobowiązań wobec obywateli.

Wracając do "sadzenia sztucznej trawy": ponieważ ewidentnie mamy do czynienia z przejawami manipulacji w sferze komunikacji społecznej - oczekuję, że wszystkie partie polityczne, które są reprezentowane w Sejmie RP, złożą oświadczenie, że nie sfinansowały owych "manipulacyjnych komentarzy" w internecie. Nie spodziewam się, że ktoś nagle przyzna się do ich finansowania. Oświadczenia takie powinny się jednak pojawić i stanowić powinny wyraźny sygnał, że nie ma społecznego przyzwolenia na tego typu nieuczciwe działania.

Od parlamentarnej opozycji oczekuję, że wykorzysta ona narzędzia dane jej przez system prawny do kontroli działania państwa i będzie składała zarówno interpelacje jak i zapytania poselskie dotyczące umów zawieranych przez rząd na wszelkiego rodzaju działania reklamowe, promocyjne czy w inny sposób społecznie perswazyjne. Spodziewam się też, że - gdy dojdzie do dyskusji parlamentarnych na temat przedłożeń rządu - opozycja będzie do tej dyskusji dobrze przygotowana. Spodziewam się zresztą, że w Sejmie zostanie zorganizowane wysłuchanie publiczne na temat tej, proponowanej przez rząd, reformy. W takim wysłuchaniu publicznym będą mogli wziąć udział wszyscy zainteresowani obywatele.

Spodziewam się, że obywatele będą wyczuleni na przejawy manipulacji w tego typu dyskusji, która już się toczy i będzie się toczyła również po wakacjach. Spodziewam się, że będą patrzyli na ręce zarówno przedstawicielom koalicji, jak i przedstawicielom opozycji. Spodziewam się, że będą potrafili samodzielnie wyciągać na światło dzienne wszelkiego rodzaju próby nieuczciwej gry ze strony polityków - wszystko jedno jaką partię polityczną, jakie ugrupowanie czy frakcję, będą oni reprezentowali. Spodziewam się zresztą, że obywatele częściej będą sięgali do narzędzi dostępu do informacji publicznej, a w przypadku, w którym nie doczekają się odpowiedzi - będą kierowali skargi na bezczynność do sądów administracyjnych.

Spodziewam się - w związku z powyższym - że zarówno rząd, jak i inne organy w administracji publicznej, podejmą działania zmierzające do usprawnienia obiegu dokumentów w ramach tej administracji. Spodziewam się, że rząd i poszczególni ministrowie, nie będą koncentrowali się na "rozwijaniu mediów społecznościowych" (por. O rozwijaniu mediów społecznościowych w MSW), tylko na tym, by urzędowe publikatory teleinformatyczne zasilane były aktualną, rzetelną i prawdziwą informacja publiczną. W najbliższym czasie nie spodziewam się, że treść umów zawieranych za publiczne pieniądze będzie dostępna w Biuletynach Informacji Publicznej bez potrzeby składania wniosków, ale oczekuję, że docelowo taki właśnie model przejrzystości państwa powinien zostać realizowany.

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

To nieracjonalne

Otóż: spodziewam się, że rząd zorganizuje rzetelne konsultacje publiczne w sprawie swoich propozycji.

Wydaje mi się to mało realne. Brakuje przynajmniej kilkudziesięciu miliardów złotych na szybko. Po pierwsze - nie ma czasu na konsultacje. Emerytury muszą być wypłacane, bo emeryci umrą z głodu. Po drugie - żadne konsultacje nie przyniosły jeszcze kilkudziesięciu miliardów.

Chętnie poprę konsultacje, kiedy napiszesz w pięciu zdaniach, skąd chcesz wziąć w dłuższym okresie ~300 mld., jeśli nie z tych ukradzionych (legalnie) przez ekipkę OFE.

Postaraj się być racjonalny. Konsultacje to powinny być w momencie przygotowań do przekrętu z OFE, a nie ich słusznej likwidacji. Ale wtedy wystarczały ludziom reklamy z palmami...

Upss

Jarek Żeliński's picture

Raczej rzadko zgadzam się z Sergiuszem :), a tu jednak wypada mi się z nim "prawie" zgodzić. Prawie bo nie w 100%.

Osobiście uważam, że metoda "na ostatni moment" faktycznie prowokuje do szybkich działań z pomijaniem wszelkich procedur i racjonalnych zachowań. Osobiście też odnoszę wrażenie, że OFE to super skok na nasza kasę.

Ale już nie uważam, że "potrzeba 300mld. zł) uprawomocnia jakiekolwiek działania na skróty. Konsultacje i praca nad nową (zmienioną) ustawą to, a niech tam, rok. Zaś kłopoty z emeryturami czekają nas za lat kilkanaście. Więc po co ryzykować, że pośpiechem jedno G zamienimy na inne G? Życie uczy, że drogi na skróty są złe, sprzyjają niebezpiecznym precedensom (np. ostanie przesuwanie progu ostrożnościowego).

Raczej jestem zwolennikiem budowania innego precedensu: od teraz dobrze i jawnie a nie po cichu z lobbystami.

--
Jarek Żeliński
http://jarek.zelinski.biz.pl

"Osiągnąłem to przez filozofię: że bez przymusu robię to, co inni robią tylko w strachu przed prawem." (Arystoteles)

Konsultacje to powinny być

Konsultacje to powinny być w momencie przygotowań do przekrętu z OFE, a nie ich słusznej likwidacji.
Dlaczego jesteś przekonany, że likwidacja będzie słuszna?

Jak na razie, to ja widzę wielką akcję propagandową na temat "złych OFE" uruchomioną w tym roku, gdy jasne się stało, że budżet został źle określony (w roku przeszłym). Że rząd zaplanował wielkie wpływy w wyniku podwyższenia różnych podatków (vide akcyza na papierosy), gdzie od 5 lat ekonomiści powtarzają, że kryzys zbliża się do Polski...

Już sam fakt, że wrzaski na temat złego OFE zbiegają się z kryzysem fiskalnym nastawiają mnie sceptycznie do argumentacji "kosztownego OFE"...

re nieracjonalne

Panowie.
Pieniądze w OFE nie zostały ukradzione. Wpłaciliśmy je my, czyli pracujący i one tam są w postaci aktywów. Bardzo proszę więc nie wypisywać głupot o kradzieży pieniędzy przez ekipkę ( precyzyjnie wyrażając sie z PTE ). Przecież za zarządzanie aktywami należy zapłacić. Oczywiście można się zastanawiać nad zasadnościa wysokości opłat , ale to przecież nasi kochani rządzący USTAWOWO narzucają maksymalny pułap opłat. I dopóki muzyka grała nikt owymi opłatami się nie interesował.Na marginesie zwracam uwagę, że o kradzieży można mówić jedynie w kontekście opłaty pobieranej przez ZUS za przekazanie naszej składki do OFE.

BAD OFE

Moment, nie było żadnych konsultacji społecznych przy powoływaniu OFE. Wpłacaliśmy do OFE kasę bo nam kazali, nie pytając nas o zdanie. Gdyby mnie ktoś pytał, to bym nie chciał tam nic wpłacać.

Nie ma żadnych aktywów w OFE, są akcje upadającej giełdy oraz obligacje upadającego państwa. W momencie kiedy państwo upadnie do końca, zarówno giełda, jak i obligacje czyli rzekome "aktywa", stają się wirtualnie wielkim zerem.

Ale obiecuję, więcej o OFE w tym wątku nie będę pisał, bo to sprawa bez znaczenia w kontekście astroturfingu, i Vagla według mnie wyciągnął zbyt daleko idące wnioski łączące likwidację OFE, łącząc je do swojego konika, konsultacji społecznych. Akurat w tym przypadku konsultacje nie mają żadnego sensu, bo to jak konsultować społecznie kradzież roweru zamiast go po prostu złodziejowi zabrać.

Mnie rozwiązanie (likwidować/nie likwidować OFE)

VaGla's picture

Mnie rozwiązanie (likwidować/nie likwidować OFE) w tym serwisie mało interesuje. Interesuje mnie proces podejmowania decyzji w administracji publicznej, polityka informacyjna administracji publicznej, partycypacja. W tym konkretnym wątku, w którym napisałem czego się spodziewam, interesuje mnie "równe boisko gry" zarówno dla przeciwników jak i zwolenników takiego lub innego rozwiązania. Jeśli będą mogli w cywilizowanych warunkach przedstawić swoje zdanie i będzie musiał się do tego odnieść rząd, to po lekturze takich dokumentów jako obywatel będę wiedział więcej.

Kasa publiczna to klucz do bramy demokracji. A temat finansów publicznych i przejrzystości w tym obszarze gościł w tym serwisie nie raz. Na przykład tutaj:

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Mysle, ze sie zadnych

Mysle, ze sie zadnych konsultacji nie doczekamy. W jednym z wywiadow p. Gwiazdowski (Centrum Adama Smitha, od poczatku przeciwne OFE, po przeczytaniu ksiazki p. Gwiazdowskiego o systemie emerytalnym w Polsce p. Pawlak (jeszcze premier) publicznie stwierdzil odnosnie emerytur, ze "jesli umiesz liczyc to licz na siebie") powiedzial, ze teraz spor sie toczy pomiedzy ludzmi ktorzy stali za OFE, z ta roznica ze jedni ciagle twierdza, ze wszysctko jest cacy (Balcerowicz) a jednym zaczelo cos nie pasowac (ale nadal uwazaja, ze OFE bylo sluszna reforma - Rostowski). Zarowno p. Rostowski jak i p. Balcerowicz naleza do tzw. mainstreamu i obaj maczali palce w reformie emerytalnej. Takze, uwazam ze nie dopuszca do otwartej debaty w tym temacie np. ekspertow z CAS czy innych profesorow, ktorzy byli mniej lub bardziej przeciwni OFE w 1998r. Jesli chodzi o OFE to nie pamietam tez zeby jakis polityk mial do reformy emerytalnej jakies zastrzezenia. Takze w interesie klasy politycznej tez jest nie doprowadzenie do dyskusji nt. temat - ludzie by dowiedzieli sie, ze politycy maja gdzies nasze dobro i gdzie znikaja nasze pieniadze.

re bad ofe

hmm. założyłeś, że Państwo upada , giełda upada , wszystkie przedsiębiorstwa upadają i nie ma sensu oszczędzac. Oj wpisujesz się generalnie w melodię serwowaną przez wszystkie media i rządzących - nie oszczędzajcie , konsumujcie, bo tylko to ma sens..
Pamiętaj - społeczeństwo pozbawione oszczędności jest dużo bardziej podatne na manipulacje. Przy okazji, rozumiem, że oszczędności zgromadzone w TFI są w dużej mierze również nic nie warte ? Skoro zaś Pańtwo ma upaść tp depozyty w bankach to także papierowe oszczędności ?

OFE czyli kradzież zuchwała

hub_lan's picture

Nie mam nic do samych OFE jako takich ani nawet do spółek za nimi stojących, jednak pod warunkiem iż byłyby dobrowolne a nie przymusowe.

Założenie że składka do OFE jest obowiązkowe jest klasycznym przykładem naruszenia kodeksu karnego

Pomysł żeby opłata za zarządzanie wypłacana była jako procent od wpływu a nie procent od zysku jest zwykłą kradzieżą z rozbojem (gdyż za nieprzekazanie pieniędzy do OFE obywatelowi grożono użyciem siły).

Fakt że po założeniu konta w OFE ktokolwiek odważył się zmieniać zasady ich funkcjonowania (w tym warunki i sposoby wypłaty oraz procent składki) jest zwyczajnym złamaniem zasady niemodyfikowania umów jednostronnie bez zgody strony drugiej a niekiedy przy jej zdecydowanym sprzeciwie.

Powyższe jest moim prywatnym zdaniem jednak jestem w tym przypadku dość bezstronny gdyż nie należę do żadnego OFE i żadne nie ma, nie miało i mieć nie będzie choćby nawet 1 zł moich pieniędzy, ani też nie pobrało oraz nigdy nie pobierze sobie z nich ani 1 gr. wynagrodzenia.

Co do kwestii jawności procedur to nikt przy zdrowych zmysłach (działający dziś w polityce) nie dopuści do takiej jawności gdyż każdy z nich ceni życie swoje i swojej rodziny a gdyby co poniektóre sprawy ujrzały światło dzienne i dotarły do szerszego grona (a nie tylko do pasjonatów) mogłoby się okazać że coś zbliżonego do nocy długich noży stałoby się bardzo prawdopodobne.

Liczę na to

VaGla's picture

Liczę na to, że Rząd stworzy warunki, byście Państwo się o OFE wypowiadali i bym mógł sobie to wówczas poczytać. Ten serwis nie jest jednak poświęcony reformie emerytalnej i OFE, tylko prawnym aspektom społeczeństwa informacyjnego. Liczę na zrozumienie. Głupio mi będzie czytać kolejkę moderacyjną, jak się tu zlecą ludzie, którzy jeden przez drugiego zechcą coś powiedzieć o ich zdaniu na temat OFE i nie będę potrafił wytłumaczyć, dlaczego jedne komentarze (stałych użytkowników) przeszły, a inne nie. Bardziej tu mnie interesuje to, w jaki sposób powinno się procedować (dowolną) reformę i w jaki sposób zapewnić "równe boisko gry" dla wszystkich zainteresowanych. Interesują mnie też kwestie dostępu do informacji publicznej, manipulacji informacją (jak w przypadku "sadzenia sztucznej trawy") i tak dalej.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Czy cel uświęca środki?

Nie tak dawno czytałem i słyszałem opinie, oraz widziałem samozachwyt jednego z ministrów, nad fałszywą konstrukcją budżetu i prognoz, co pozwoliło mu na skubnięcie paru złotych do budżetu, ale zablokowało merytoryczne dyskusje nad działaniami naprawczymi, bo przecież nie były potrzebne. Do końca 2013 roku miało się mocno poprawić na "zielonej wyspie". Przy prawdziwej konstrukcji budżetu i prognoz, dyskusja na temat OFE czy szerzej ratowania kraju, mogła rozpocząć się dużo wcześniej.

Czy stosowanie przez urzędników administracji zasady, że "cel uświęca środki" jest dopuszczalne w państwie prawa?

Jeżeli odpowiedź brzmi "tak", to astroturfing też jest dopuszczalny. Jeżeli odpowiemy przecząco na to pytanie, to mamy duży problem. Zarówno z wprowadzeniem obywateli w błąd fikcyjnym budżetem, jak i ewentualnym sianiem sztucznego trawnika.

Ktoś wcześnie porównał rząd do firmy i chwalił za "sprawne zarządzanie". Administracja publiczna to nie jest zarząd prywatnej firmy. Obecny system państwowości wyłonił się właśnie z państwowości prywatnych, gdzie właściciel, prezes, król, książę itd. lepiej wiedział czego poddani potrzebują i mógł ich kołować tak jak chciał, bo to byli jego kmiecie.

Różnic jest (i będzie) kilka. Najważniejsze z nich to to, że państwo nie jest własnością obecnie rządzących i nie ponoszą oni ryzyka utraty swojej własności (a może już w to uwierzyli?). Ze źle zarządzanej firmy łatwo można odejść, ze źle zarządzanego kraju raczej trudno (vide Grecja).
Trzecia różnica jest chyba najpoważniejsza. Prywatny właściciel firmy może sobie manipulować przekonaniem pracowników do tych czy innych rozwiązań, jeżeli ma taką ochotę.

Urzędnik/minister/premier, wynajęty przez społeczeństwo, do zarządzania krajem, ma zarządzać krajem, a do przekonywania obywateli ma dane mu przez prawo narzędzia czyli np. konsultacje i BIP. Rzeczywisty PR, oczekiwany przez obywateli, od wynajętych urzędników/ministrów/premierów, to sprawne wykonywanie zadań i nałożonych obowiązków. Tworzenie drugiej ścieżki wizerunkowej, kompletnie oderwanej od skarg składanych na i w urzędach (także Sejmie i Senacie) ma na celu ... Tak właśnie. Bezprawne marnowanie środków publicznych.

Między konsultacjami i BiPem, a astroturfingiem jest wyraźna granica, lecz została ona rozmyta i rozmiękczona rządową/urzędniczą (bo chyba nie urzędową?) działalnością na Twitterze, Facebooku i innych wynalazkach. Takie rozmycie granic powoduje, że niektórzy ludzie mogą się pogubić i utożsamiać sprawne zarządzanie obywatelami ze sprawnym zarządzaniem państwem. Ciekawe czy rządzący to odróżniają?

"Obecny system

"Obecny system państwowości wyłonił się właśnie z państwowości prywatnych" Taa ... można poprosić o jakiś przykład ?

Chrobry

VaGla's picture

Chrobry i wszyscy jego następcy uważali państwo za swoją prywatną własność - dominium. Na tym polegał właśnie średniowieczny feudalizm. Nawet herb Batorego o tym świadczy - tam na tarczy był Orzeł Biały, który w polu sercowym miał herb Wilcze Zęby Batorego - i tak skonstruowany herb oznaczał państwo Batorego (wcześniej księcia Siedmiogrodu). Taka formuła pokazuje podejście władcy do własności państwa, w tym do leżących w obszarze państwa wsi, zamków, miast, które były królewszczyznami. Elementem korzystania z tej własności było m.in. wyłączne prawo nadawania przywilejów: na organizowanie targów, na zakładanie wsi, na korzystanie z młyna...
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

I charakterystyczne jest tu

Powoływanie się na czasy przed doba Oświecenia. Nowoczesne państwo narodowe, to konstrukcja powstałą w czasach kiedy Polska nie istniała, zaś jej upadek był w sporej mierze wynikiem braku silnej władzy - czego pochodzenia doszukiwałbym sie w "imporcie" takich jak Pan opisał, średniowiecznych relacji elit (majątkowych, intelektualne zdawały sobie sprawę z niebezpieczeństwa tej sytuacji) do własności. Pisał o tym Jasienica w "Polskiej anarchii"
W podobny sposób, w lodówce, ominęło nasz naród powstanie ruchu socjaldemokratycznego w Europie, walka o prawa robotników, zniesienie niewolnictwa ( które na ziemiach Polskich dokonało się za sprawą zaborców dopiero i zostało odebrane jako działanie wymierzone w środowiska szlacheckie rzekomo deponujące tradycje narodowe. Pańszczyzna w Polsce była chyba ostatnim przypadkiem niewolnictwa w Europie).

Nie zgadzam sie z poglądem jakoby relacja do Chrobrego była tu dobrym przykładem. Józef Hen w dzienniku "Nie boję sie bezsennych nocy" pisze, że pojęcie łapówki i "uwłaszczenia na urzędzie" było w zaborowej Galicji pojęciem nieznanym. Rozbudowana biurokracja Austrowęgierska działa w oparciu o zasady kompetencji, szacunku do urzędu i urzędniczego honoru. Kwalifikacje urzędnika obejmowały obok znajomości prawa, wypełnianie dokumentu 4-rema kolorami ołówków, bo różne elementy decyzji administracyjnych były wypisywane określonymi ustawowo kolorami i określonym sposobem kaligrafii. Administracja na ziemiach Pruskich charakteryzowała się jeszcze większym formalizmem.
Pojęcie "urzędnika jako jednowładcy" jest natomiast charakterystyczne dla zaboru Rosyjskiego. Rosyjska konstrukcja państwa zakładała właśnie taki sposób administracji krajem, zwłaszcza terenami Kongresówki. Wydanie społeczeństwa na żer łapówkarzy było jednym z elementów planowanej szykany za ciągłe bunty. Była to forma "nieformalnej kontrybucji" zaś uznaniowość tego systemu była przysłowiowa - kiedy zesłano Piłsudskiego na Syberię - popadł on w depresję, bowiem nieodłącznym elementem systemu zsyłki była całkowita niepewność co do swoich dalszych losów - w ciąg 5-cio letniego okresu zesłania trzy razy zmieniano mu dostęp do zapomogi w wysokości 10 rubli - co na Syberii równało sie możliwości przeżycia - lub nędzy. Decyzję uzasadniano "posiadaniem bogatego ojca" przy czym w momencie skazania pensja została przyznana, potem mu ja odebrano, a potem przyznano znowu. Były to całkowicie nieprzeniknione decyzje urzędników carskich.

Kultura polityczna Warszawy lat międzywojennych, o czym pisze np. Hugo Steinhaus w swoim dzienniku, była zupełnie podoba. Wielki matematyk pisze, że kiedy pojechał z Lwowa do Ministrostwa Edukacji ( jako dziekan wydziału matematycznego) starać się o jakieś fundusze, miał wrażenie że wchodząc do gmachu powinien trzymać portfel ręką - takie "pozytywne" wrażenie zrobiły na nim fizjonomie i zachowanie urzędników 2 RP.

Odpowiedź Polskiej Partii Piratów na wezwanie powyżej

http://polskapartiapiratow.pl/2013/08/oswiadczenie-w-sprawie-manipulacji-w-debacie-o-ofe/

Polska Partia Piratów oświadcza, że:

Nie brała udziału w zorganizowanych działaniach medialnych dotyczących OFE, po żadnej ze stron tej debaty.
Używanie wielu kont przez jedną osobę w celu zmylenia innych na temat prawdziwego poparcia dla idei, projektu, osoby itp, uważa za moralnie naganne, a opłacanie, zwłaszcza ze środków publicznych, zorganizowanych kampanii działających na tej zasadzie za szczególnie niebezpieczne dla demokracji, a także wolnego rynku.
Popiera wszelkie działania służące przejrzystości polityki, a w szczególności rodzący się ruch na rzecz wdrożenia do codziennej praktyki politycznej podstawowych zasad skutecznych i rzetelnych konsultacji. Dobre i powszechnie akceptowane decyzje wymagają rzetelnego przedstawienia i analizy wszystkich możliwych opcji i rozwiązań, a z drugiej strony wymagają eliminacji zjawisk opisanych w punkcie powyżej.
Popiera propozycje szerszego wykorzystania mechanizmów dobrze poinformowanej demokracji bezpośredniej, w szczególności jest przeciwna próbom ograniczenia możliwości zorganizowania referendów lokalnych oraz podwyższania wymogów frekwencyjnych dla ich wiążącej ważności, a równocześnie popiera próby i badania dotyczące możliwości wprowadzenia w Polsce sprawdzanych już w innych krajach instytucji selektywnego delegowania poparcia i głosu.

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>