Z poślizgiem, ale KPRM dała "sygnał" w sprawie umów na PR

W sąsiednim tekście poprosiłem Pana Premiera, by pochylił się nad losem obywatela i wstawił się za mną u swoich służb, które nie wyrobiły się w terminie z odpowiedzią na wniosek o dostęp do informacji publicznej w sprawie umów na wsparcie rządowych działań PR. Wniosek o te umowy złożyłem 17 lipca. Termin minął w zeszłym tygodniu i od tego momentu KPRM jest w bezczynności. Napisałem nawet skargę na bezczynność administracji publicznej... Ale, tak sobie pomyślałem, po tym moim tekście z weekendu wypadało dać Kancelarii Premiera jeszcze przynajmniej jeden dzień. Tym bardziej, że Rzecznik Rządu był uprzejmy zapewnić mnie, że CIR przygotowuje też dla mnie komentarz do tekstu na temat spambotów "sadzących sztuczną trawę" na temat systemu emerytalnego (por. Czego się spodziewam w związku z emerytalnym astroturfingiem). Jest poniedziałek, godzina 16:00. Do skrzynki mojej poczty elektronicznej przyszedł mail z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów...

Chcielibyście Państwo pewnie dowiedzieć, się, co tam napisano? A może najpierw chcielibyście poznać haiku, które niedawno skomponowałem? Nie jest może najwyższych lotów, ale tak rzadko mam okazję zaprezentować swoją poezję przed zaciekawioną publicznością...

No, dobrze. Nie będę trzymał Państwa w niepewności:

Szanowny Panie, w odpowiedzi na wniosek z 17 lipca uprzejmie informuję, że KPRM nie zlecała „działań dotyczących prowadzenia działalności w zakresie publikowania artykułów lub komentarzy na stronach internetowych (…)”.

Z kwerendy w centralnym rejestrze prowadzonym przez Biuro Dyrektora Generalnego KPRM wynika, że jedyną umową z obszaru public relations jest umowa dotycząca usługi strategicznego wsparcia komunikacyjnego w zakresie aktywności KPRM w mediach społecznościowych, takich jak facebook.com czy youtube.com. Przedmiot umowy dotyczy m.in. prowadzenia warsztatów z zakresu komunikacji w social media dla pracowników KPRM, opracowywanie comiesięcznych raportów zawierających przegląd i rekomendacje z zakresu mediów społecznościowych czy wsparcie techniczne przy rozbudowie kanałów komunikacji w mediach społecznościowych i wsparcie techniczne oraz merytoryczne przy uruchamianiu zewnętrznych aplikacji.Ta umowa również w żadnym stopniu nie przewiduje publikowania artykułów lub komentarzy na stronach internetowych.

Ze względu na konieczność ustalenia ze stroną umowy, o której udostępnienie Pan wnioskuje, czy nie zawiera ona treści stanowiących tajemnice przedsiębiorstwa, niemożliwe jest przekazanie informacji publicznej w ustawowym terminie, za co serdecznie przepraszamy. Tekst umowy zostanie przesłany natychmiast po otrzymaniu od kontrahenta informacji, że nie występują przesłanki odmowy udostępnienia.

Hmm... Umowa dotycząca usługi strategicznego wsparcia komunikacyjnego w zakresie aktywności KPRM w mediach społecznościowych, takich jak facebook.com czy youtube.com. Już cieszę się na to, że będę mógł ją przeczytać. Nie wyobrażam sobie, że odmówiono by mi do niej dostępu ze względu na tajemnicę przedsiębiorstwa. To znaczy... Wyobrażam sobie. Wyobrażam sobie też, co by trzeba było zrobić później, gdyby mi odmówiono do niej dostępu...

Ale odnośnie wniosku o dostęp do informacji publicznej... Teraz już mi nie wypada złożyć tej skargi do Sądu Administracyjnego z uzasadnieniem, że do chwili złożenia wniosku organ zobowiązany nie wykonał wniosku, ani nie podjął innych działań. No i też trochę głupio wysyłać do prokuratury to zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa, które tu sobie - czekając na reakcję Rządu - zredagowałem. Dzisiejszą odpowiedź będę musiał potraktować jako przedłużenie terminu... Aczkolwiek...

Kancelaria Prezesa Rady Ministrów naruszyła art. 13 ust. 2 ustawy o dostępie do informacji publicznej. Również wówczas, gdy mi odpowiedziano tak, jak to przywołałem powyżej.

Jak brzmi ten przepis?

2. Jeżeli informacja publiczna nie może być udostępniona w terminie określonym w ust. 1, podmiot obowiązany do jej udostępnienia powiadamia w tym terminie o powodach opóźnienia oraz o terminie, w jakim udostępni informację, nie dłuższym jednak niż 2 miesiące od dnia złożenia wniosku.

Raz, że nie powiadomiono mnie "w tym terminie" (czyli w 14 dni). Mówiąc nawiasem: jeśli powodem braku terminowej odpowiedzi jest "sezon wakacyjny", to źle świadczy też o wyborze tego okresu jako okresu debaty o systemie emerytalnym i problemach finansów publicznych. Dwa, że nie powiadomiono mnie o powodach poślizgu.

Powiedzmy, że uznam słowa "przesłany natychmiast po otrzymaniu..." za wskazanie nowego terminu (nie jest to wskazanie terminu, a więc to by było "trzy", ale niech im będzie). Mamy oto sytuację interesującą. Bo ani nie wydano decyzji administracyjnej o odmowie udostępnienia informacji, ani nie wskazano konkretnego terminu. A najbardziej chyba interesujące jest to, że uzależniono udostępnienie informacji publicznej od stanowiska jakiegoś, bliżej nieokreślonego, przedsiębiorcy.

No, nic. Czekam oczywiście jeszcze na wspomniany komentarz Rzecznika Rządu na temat samego "sadzenia sztucznej trawy". To teraz dwie niemal niezależne sprawy: jedna to owe komentarze, druga to umowy dotyczące wsparcia PR. Tym, którzy uważają, że moim celem jest "dokopanie rządowi" odpowiem, że się mylą. Mnie interesuje to, w jaki sposób rząd (i szerzej: administracja publiczna) realizują strategię informacyjną. Dlatego właśnie interesują mnie też umowy rządu na public relations. I będą interesowały, niezależnie od tego, co tam koledzy dziennikarze wykopią na temat tych adresów IP i innych "technicznych spraw".

screenshot z serwisu Twitter: deklaracja przygotowania komentarza do tekstu o sadzeniu sztucznej trawy p. rzecznika prasowego rządu

Screenshot z serwisu Twitter: deklaracja przygotowania komentarza do mojego tekstu o "sadzeniu sztucznej trawy", którą złożył Rzecznik Prasowy Rządu. A może... A może to nie jest deklaracja udzielenia komentarza? Hmm? To trzeba potrafić jednak. Tak napisać, by było wieloznacznie, albo jednoznacznie, w zależności od przyszłej sytuacji...

A odnośnie owej umowy, o której mi tu KPRM napisała w odpowiedzi, to muszę się chwilę zastanowić nad tym, jak na tą sytuację zareagować...

cdn.

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Tego muszą uczyć na kursach...

Szanowny Panie, w odpowiedzi na wniosek z 17 lipca uprzejmie informuję, że KPRM nie zlecała „działań dotyczących prowadzenia działalności w zakresie publikowania artykułów lub komentarzy na stronach internetowych (…)”

Zauważ, jak zgrabnie jest to sformułowane - poprzez dosłowne zacytowanie odniesiono się do pytania bardzo precyzyjnie, czyli np. "Umowa na prowadzenie wsparcia polityki informacyjnej rządu w mediach elektronicznych" nie podlega już pod przedmiot pytania!

Myślę, że następny wniosek musi być skonstruowany bardziej ogólnie, bo w ten sposób bardzo łatwo "wywinąć" się od odpowiedzi... (Sam popełniłem ten błąd w wysłanym przeze mnie wniosku)

> Ze względu na

> Ze względu na konieczność ustalenia ze stroną umowy, o której udostępnienie Pan wnioskuje, czy nie zawiera ona treści stanowiących tajemnice przedsiębiorstwa, niemożliwe jest przekazanie informacji publicznej w ustawowym terminie, za co serdecznie przepraszamy.

A to nie jest tak, że tajność informacji ustala się w miejscu i czasie jej wytworzenia lub przekazania? W jaki sposób kancelaria może stosować właściwe procedury przetwarzania i przechowywania danej informacji, dawać do niej dostęp uprawnionym osobom, etc. jeśli nie wiadomo jaki jest jej status w momencie jej wpłynięcia? Przecież na to kancelaria musi mieć wewnętrzne regulacje.

Troche szperania, i

Troche szperania, i znalazłem właściwą ustawę:
http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU20101821228

Ustawa z dnia 5 sierpnia 2010 r. o ochronie informacji niejawnych, Art. 6, punkty 9 i 10:

> 9. Prezes Rady Ministrów określi, w drodze rozporządzenia, sposób oznaczania materiałów, umieszczania na nich klauzul tajności, a także tryb i sposób zmiany lub znoszenia nadanej klauzuli.
> 10. W rozporządzeniu, o którym mowa w ust. 9, Prezes Rady Ministrów uwzględni potrzebę oznaczania materiałów w sposób zapewniający ich odróżnienie od materiałów jawnych, mając na uwadze rodzaje klauzul tajności i materiałów oraz sposób odrębnego oznaczania części materiału, o którym mowa w ust. 8.

Teraz tylko trzeba znaleźć właściwe rozporządzenie...

:)

VaGla's picture

Ciesze się, że sprowokowałem Pana do samodzielnego eksplorowania systemu prawnego.

Jednak w tym przypadku chodzi o inne przepisy. Chodzi tu mianowicie o art. 5 ust. 1 ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej w związku z art. 5 ust. 2 (tu: tajemnica przedsiębiorcy) i w związku z art. 11 ust. 4 ustawy z dnia 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Zgodnie z tym ostatnim z wymienionych przepisów:

4. Przez tajemnicę przedsiębiorstwa rozumie się nieujawnione do wiadomości publicznej informacje techniczne, technologiczne, organizacyjne przedsiębiorstwa lub inne informacje posiadające wartość gospodarczą, co do których przedsiębiorca podjął niezbędne działania w celu zachowania ich poufności.

Dlatego kluczowe pytanie w tej sprawie brzmi: jakie działania podjął przedsiębiorca w celu zachowania poufności informacji (przy okazji zawierania umowy). Uważam, że jeśli nie podjął wcześniej takich działań, a zawarł umowę z organem administracji publicznej, to nie zachodzi sytuacja, w której umowa taka w jakikolwiek sposób zawiera tajemnicę przedsiębiorstwa.

To, czy w danej sprawie mamy do czynienia z tajemnicą tego typu, czy też nie mamy - KPRM powinna wiedzieć bez konieczności zwracania się do przedsiębiorcy, z którym umowa została zawarta.

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Przepis inny, ale intuicja była dobra

Inny przepis, ale w sumie rozumowanie analogiczne się sprawdza: poufność/tajność informacji zawartej w umowie powinna być znana w momencie jej zawierania. Gdy jest umowa, to z niej wynika, co jest poufne, a co nie.

Inna sprawa, że poufność umów zawieranych z administracją publiczną (poza naprawdę szczególnymi przypadkami z okolic służb i MON) powinna być z automatu wykluczona.

Jest i rozporządzenie

Jest i rozporządzenie (okazuje się, że jest wygodnie podlinkowane ze strony z ustawą, o dwa kliknięcia):

http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU20112881692

No i są tam opisane najróżniejsze oznaczenia, chyba nie sposób ich przegapić -- nie ma natomiast ani słowa o pytaniu jakichś trzecich przedsiębiorstw. Wręcz przeciwnie, wracając do ustawy, w Art. 6 punkt 1. czytamy:

> 1. Klauzulę tajności nadaje osoba, która jest uprawniona do podpisania dokumentu lub oznaczenia innego niż dokument materiału.

A zatem urzędnik, który tą umowę podpisał, nie zaś przedsiębiorstwa, z którymi została ona podpisana. Chyba, że ja coś źle rozumiem, albo to jest zupełnie nie ta ustawa. Muszę przyznać, że robię coś takiego pierwszy raz i niezbyt mi to idzie.

No dobra, zła ustawa. Tutaj

No dobra, zła ustawa. Tutaj zapewne chodzi o:

Ustawa z dnia 5 sierpnia 2010 r. o ochronie informacji niejawnych
http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU19930470211

a dokładniej o art. 11 punkt 4:

> 4. Przez tajemnicę przedsiębiorstwa rozumie się nieujawnione do wiadomości publicznej informacje techniczne, technologiczne, organizacyjne przedsiębiorstwa
lub inne informacje posiadające wartość gospodarczą, co do których przedsiębiorca podjął niezbędne działania w celu zachowania ich poufności.

Ale nie wydaje się, żeby przedsiębiorca podjął niezbędne działania, skoro o tajność dokumentu kancelaria musi się dopiero dopytywać...

Przy okazji, przepraszam za spamowanie, następnym razem najpierw poszukam dokładnie, a dopiero potem będę pisał komentarze. Może tych wcześniejszych komentarzy nie warto publikować, skoro złą ustawę czytałem.

Trochę za późno na tajemnice przedsiębiorstwa

Przez tajemnicę przedsiębiorstwa rozumie się nieujawnione do wiadomości publicznej informacje techniczne, technologiczne, organizacyjne przedsiębiorstwa lub inne informacje posiadające wartość gospodarczą, co do których przedsiębiorca podjął niezbędne działania ich w celu zachowania poufności.
Jeśli więc coś z informacji z umowy stanowi tajemnice przedsiębiorstwa to powinno być to wprost wskazane w umowie lub wynikać z innych działań podmiotu, którego ta tajemnica dotyczy. Jeśli nie podjął on żadnych działań w celu zabezpieczenia swojej "tajemnicy" to należy uznać, że takiej tajemnicy nie ma.
Następcze działania, które mają obecnie miejsce - czyli ew. oświadczenie przedsiębiorcy w zakresie objęcia pewnej części umowy (lub jej całość) tajemnicą przedsiębiorstwa dopiero po złożeniu wniosku o udostępnienie informacji publicznej i zwróceniem się z odpowiednim zapytaniem przez KPRM jest w mojej ocenie spóźnione.

Komentarz do całokształtu dyskusji

Panie i Panowie,

Jestem tylko skromnym lurkerem i chciałbym odnieść się do paru kwestii związanych z tym wątkiem, ale nie tylko z nim.

1) Widać że Vagla zachęcił wiele osób do interesowania się życiem publicznym - chwała mu za to, w końcu ile może sam pociągnąć.

2) Wielokrotnie na tych łamach Vagla wyrażał opinię, że każdy może i powinien korzystać ze swoich praw. Niewątpliwie jest to prawda. Z mojego punktu widzenia jednak:

- mam naprawdę nieżle płatną pracę na etat (górne 10% dochodów w Polsce) - spędzam w niej przeciętnie ok. 10h dziennie, również na opłacenie chleba z masełkiem panów posłów i panów ministrów. Zdarza się 6 godzin, zdarza się i 12 - taka branża. Dodatkowo dojazd w tę i z powrotem zajmuje mi od 1 do 1.5h dziennie, nie mam samochodu ponieważ podróż komunikacją miejską zajmuje tylko niewiele więcej a jest tańsza,
- mam żonę i dwójkę małych dzieci, które wymagają uwagi z wielu względów - praktycznych i pedagogicznych (w końcu jestem ojcem i muszę je również wychowywać). Ew. pensja żony akurat pokrywałaby opiekunkę, więc szkoda zachodu, lepiej niech dzieci wychowują się z matką,
- mam kredyt na oszałamiające 67m2 w bloku z wielkiej płyty z lat 80-tych,
- czasami chciałbym się nieco rozerwać (film, gra) lub uprawiać sport. Dwa razy w tygodniu po 2h to chyba nie są wygórowane ambicje?
- aby być produktywnym muszę spać - przy małych dzieciach jest to trudne, przespane 6h w ciągu doby należy uznać za sukces,
- co więcej, jak wspomniałem jestem ponoć osobą "nieźle sytuowaną" - więc domyślam się, iż w ponad połowie rodzin proporcje wyglądają jeszcze gorzej,
- nie jestem prawnikiem

Dla zbyt podejrzliwych czepialskich - żaden z tych argumentów nie jest ad personam.

Uważam, że dla tej całej demokracji jest tylko jeden ratunek - w wyborach oprócz wyboru konkretnej partii powinna być opcja "żaden z powyższych"; jeżeli to ona okazałaby się zwycięska następuje powtórka, ale nikt z poprzednich kandydatów nie mógłby brać w niej udziału. Nie jest to nowy pomysł, przewijał się w różnych dyskusjach, ale nie znajduję jego oczywistych słabych stron (może poza kosztami kolejnych wyborów).

Nie jestem jednak trybunem ludowym i nie potrafię porwać za sobą tłumów, a ponadto - nawet gdyby w tej chwili przystawiono mi lufę do skroni - nie potrafię wskazać ustaw/paragrafów w polskim prawie które wymagają zmiany aby ten pomysł mógł wejść w życie; a bez tego byłoby mi nawet głupio rozkręcać jakąkolwiek kampanię, która zapewne też kosztuje niemałe pieniądze (vide kampania w sprawie JOW).

Tak czy inaczej, to branie spraw w swoje ręce nie wygląda aż tak różowo jak mogłoby się wydawać. Czy ja jestem złym obywatelem? Może lepsza promocja łatwych narzędzi do realizacji zadań wspominanych na tej stronie (jak i innych, należących do różnych watchdogów) pomoże w budowaniu społeczeństwa obywatelskiego?

Pozdrawiam,
incognitus

Frekwencja

w wyborach oprócz wyboru konkretnej partii powinna być opcja "żaden z powyższych"

Ależ dzisiaj jest już taka opcja, i ja z niej zawsze korzystam! Po prostu nie głosuję. Tej opcji właśnie, obecny systemik obawia się najbardziej.

nikt się tego nei obawia

nikt się tego nie obawia, poza referendami nie ma dolnej granicy frekwencji, a sami na siebie zagłosuja zawsze. Po prostu ich własne głosy będą się bardziej liczyć, a piaskownica zwana polityką będzie jeszcze bardziej do nich należeć...

Tez od jakiegos juz czasu

Tez od jakiegos juz czasu sobie odpuscilem wybory. Tylko w telewizorniach wiadomosc o frekwencji nic nie mowi, a czesto politycy niska frekwence komentuja, ze "Polakom jest tak dobrze, ze nie chca nic zmieniac i dlatego nie chodza na wybory". Jak na karcie do glosowania bylaby opcja "Program zadnej z partii nie spelnia moich oczekiwan" to informacja o tym, ze np. 51% glosujacych wybrala te opcje byla by niezlym kontrastem do informacji, ze np. jedna z glownych partii oddano 30% glosow (moze politycy by sie tak nie pysznili, ze Narod ich wybral). Dodatkowo ciekawi mnie czy wszyscy politycy by wtedy tak chetnie namawiali do spelnienia obywatelskiego obowiazku jakby Narod moglby im pokazac fige za pomoca wspomnianej wyzej opcji.

Czy na pewno się obawia?

Proszę wykazać, że się obawia. Przecież w wyborach powszechnych nie ma kworum.

Ja nie mówię o

Ja nie mówię o formalizmach, tylko o legitymacji społecznej do wykonywania władzy.

Spójrzmy na upadłe miasto, Detroit. Właśnie zakończyły się tam wybory Majora. Ludzie są tak rozczarowani politykami, że w wyborach wzięło udział oszałamiające... 17% uprawnionych [1].

Czy Major mający poparcie 8.5% wyborców, jest naprawdę w stanie rządzić? W następnych wyborach pójdą już wybierać tylko kuzynki i kuzyni kandydatów. Król jest nagi.

fn1. http://www.detroitmi.gov/Portals/0/docs/elections/pdfs/2013/Unofficial%20Election%20Summary%20Report_Aug%2006.pdf

ale co z tego, że nikt nie głosował?

jakie to ma dla polityka znaczenie? Pójdzie się pochlastać, bo nie ma poparcia? No przecież nie zrezygnuje ze stanowiska.

Dla niego wystarczy, że dostał się do władzy i pieniędzy.

A im mniej ludzi głosuje, tym ważniejszy jest jego własny głos. Z resztą już przy ostatnich wyborach wszyscy sie podniecali niezdrowo ile procent poparcia w wyborach otrzymaly poszczególne ugrupowania. Nikt w mediach nie odejmował od "społecznego poparcia" tych wszystkich, którzy do wyborów nie poszli. Co najwyżej będą tłumaczyć tych, którzy urn nie poszli np. tak:
- była piękna pogoda i woleli zrobić sobie majówkę
albo:
- była brzydka pogoda i nie chciało im się z domów wychodzić

Powiem więcej - pójście do wyborów i oddanie nieważnego głosu też nic nie daje. Będą tłumaczyć np. tak, że "głos oddawały osoby starsze, schorowane i nie dały rady trafić w kartę" :)

Czyżby?

Powiem więcej - pójście do wyborów i oddanie nieważnego głosu też nic nie daje.

Czyżby? Jeden kontrprzykład obala tę tezę. Wyobraźmy sobie wybory, w których 50% uprawnionych nie głosuje (bo "nie ma na kogo głosować"), 30% głosuje na X a 20% na Y. Wynik: 60% dla X, 40% dla Y.

Te same wybory, ale te 50% idzie i oddaje głosy nieważne. Wynik: 30% dla X, 20% dla Y.

Wybór między niegłosowaniem a oddaniem nieważnego głosu znacząco zmienia wynik.
q.e.d.

ależ oczywiście, że KPRM nie ma racji i pozostaje w bezczynności

Nic tylko wypada zgodzić się z przedmówcami (w zakresie stosowania ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji). Jeżeli przedsiębiorca nie zastrzegł do tej pory tajemnicy przedsiębiorcy to znaczy, że jej nie ma. Ta przesłanka z art. 11 ust 4 uznk jest równie istotna jak pozostałe wymienione w tym artykule. A więc takie tłumaczenie, że teraz się będą pytać narusza art 13 ust. 2 ustawy dip. KPRM pozostaje w bezczynności, gdyż te powołane przez nich działania są tylko i wyłącznie pozorowane.

Niemniej jednak, gdyby okazało się, że umowa faktycznie objęta była tajemnicą przedsiębiorcy, to z uwagi na uwalenie nowelizacją udip w 2011 r. kontroli sądów powszechnych, sąd administracyjny, który się sprawą zajmie może tylko zgodzić się ze stanowiskiem KPRM, gdyż ustrojowo nie posiada mechanizmów pozwalających na ocenę, czy owe informacje spełniają inne przesłanki wymienione w art 11 ust. 4 uznk.

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>