Miliardy na serwisy internetowe administracji publicznej - to wszystko idzie z naszych kieszeni

Jeśli w ramach "społecznej inwentaryzacji serwisów internetowych administracji publicznej" potrafimy wskazać dziś 3893 serwisy (przy czym są to serwisy inne niż BIP; BIP-y mają umocowanie prawne w ustawie, a takie marketingowo-wizerunkowe serwisy nie mają), a z informacji od Prezesa Trybunału Konstytucyjnego wynika, że oszacowano tam roczny koszt działania serwisu internetowego na 129000 złotych, to proste przemnożenie (przy założeniu, że wszystkie te serwisy działają mniej więcej w takich samych warunkach, co nie jest prawdą, bo np. przy niektórych pracuje więcej osób niż jedna) daje nam koszt działania takich serwisów w wysokości 891497000 złotych rocznie. Czyli blisko miliard złotych rocznie. W ramach "społecznej inwentaryzacji" nie mamy jeszcze wszystkich serwisów finansowanych z budżetu - tu ostrożne szacunki z sufitu podpowiadają jakieś 12-15 tysięcy serwisów (innych niż BIP). W tej prostej kalkulacji nie uwzględniono kosztu stworzenia serwisu (a te są różne - jedne kosztują 20 tysięcy, inne 70 tysięcy złotych, a jeszcze inne może i 700 tysięcy)...

Wniosek jest taki, że pączkujące bez opamiętania i kontroli serwisy internetowe administracji publicznej, które są serwisami innymi niż Biuletyn Informacji Publicznej (a ten, warto to przypomnieć, ma być stopniowo zastępowany BIP-em centralnym, więc odpada tu dla wielu podmiotów koszt technicznego wsparcia i hostingu takiego BIP-u), stanowią spore marnotrawstwo środków publicznych. Do tego trzeba by uwzględnić jeszcze koszty takie, jak zamawianie za np. 20 tysięcy złotych dedykowanych oznaczeń ministerstw, urzędów, innych podmiotów - mam na myśli te nieszczęsne loga, które pozwalają administracji publicznej na trwanie w silosowości niczym walczące między sobą chorągwie średniowiecznych wojów (por. również: Jeden uczciwy serwis rządu zamiast chmury witryn marketingu politycznego ministrów).

Jeśli podliczyć spekulacje dotyczące kosztów (wszak w rządzie nikt nie wie, ile wydaje się na takie serwisy internetowe i ich obsługę, więc ciężko o rzetelne dane, których się nie zbiera i nie uwzględnia wprost w budżecie), to może wyjść jakieś od dwóch do pięciu miliardów złotych rocznie, a może i znacznie więcej. Zaś gdyby się tego pozbyć, to można by jeszcze uwzględnić w szacunkach oszczędności związane z bezpieczeństwem serwisów internetowych, ograniczenia wydatków na odrębne identyfikacje wizualne dla różnych podmiotów publicznych, na racjonalizacji zatrudnienia związanego z dostępem do informacji publicznych, itp. Nie trzeba by tego wszystkiego "pozycjonować" (i tak nie trzeba, ale jak powstrzymać urzędników? por. Przetargi na pozycjonowanie stron administracji publicznej to przepalanie moich pieniędzy).

Dla porównania przywołam tu tekst z października 2010 roku, który został opublikowany na stronach Centrum Prasowego Rządu: Rząd przyjął dwie kluczowe ustawy z pakietu konsolidacji finansów publicznych, a w nim czytam:

Przyjęcie wydatkowej reguły dyscyplinującej ma ograniczać dynamikę i ryzyko nadmiernego wzrostu wydatków budżetu państwa. Reguła ma wspierać proces obniżania deficytu sektora finansów publicznych oraz sprzyjać wprowadzeniu reguły docelowej – stabilizującej. Szacuje się, że jej zastosowanie przy wydatkach elastycznych przyniosłoby oszczędności budżetowe: w 2011 r. – 2,8 mld zł, w 2012 r. – 8,5 mld zł, w 2013 r. – 17,4 mld zł, a w 2014 r. – 29,5 mld zł.

Trudno wyczuć, ile można by zaoszczędzić z pieniędzy podatników, gdyby okiełznać ten radosny szał przepalania pieniędzy publicznych idących na tworzenie, utrzymywanie kolejnych serwisów internetowych. Ale trzeba zacząć to realnie liczyć.

Przeczytaj również:

PS
Poniższe postscriptum jest pozornie niezwiązane z powyższym tematem: Od kilkunastu dni śledzę stronę sejmową, która zawiera zbiorcze informacje na temat Interpelacji nr 2773 w sprawie zwolnienia z płacenia podatków organizatorów Euro 2012, na której to właśnie kilkanaście dni temu pojawił się link do piku PDF. W tym pliku - jak sygnalizuje link - ma się niby znajdować "tekst odpowiedzi przed publikacją w aneksie do sprawozdania stenograficznego". Generalnie chodzi o to, że taki link do plików PDF się nie pojawia, gdy nie ma do czego zalinkować. Tym razem się pojawił i pojawił się kilkanaście dni temu (wczesniej go nie było). Problem w tym, że ów link kieruje pt. zainteresowanych do strony, na której czytam: "Tekst w postaci elektronicznej w opracowaniu". Może się w końcu pojawi ta odpowiedź, która do Sejmu, jak czytam, wpłynęła 10 kwietnia 2012 r., a więc już niemal miesiąc temu...

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

serwisy

Serwisy samych urzędów to jedno... Oprócz tego urzędy miast/gmin przy udziale środków z UE powołały do "życia" ogromną ilość stron turystycznych, gospodarczych itp. Do "życia", bo jeśli w ogóle są aktualizowane to umierają zwykle wraz z zakończeniem projektu. Nawet w moim małym mieście takich serwisów powstało kilka.

Radosławie,Sam fakt

Radosławie,

Sam fakt powołania do życia takich stron, to jeszcze nic złego. Jeżeli przekonujemy biznes, że internet jest jedną z tańszych form reklamy, to i dla miast jest tak samo. Pomyśl, o ile bardziej kuriozalnym byłby pomysł, aby takie miasteczko reklamowało się w telewizji...

Obawiałbym się jedynie o wykonanie. Nawet spora część firm nie radzi sobie z kontrolą wydatków na marketing internetowy i szacowaniem jego opłacalności. Podejrzewam więc, że w przypadku funduszy miejskich/unijnych z tą kontrolą jest jeszcze gorzej...

Lepiej w kominku, czy w ognisku...

Analogicznie brzmiałby argument, że lepiej, że palą publicznymi pieniędzmi w kominku niż w ognisku.

Skoro "spora część firm nie radzi sobie z kontrolą wydatków na marketing internetowy" to tym bardziej publicznych pieniędzy nie powinno się tam topić.

Rzecz w tym, że rolą

Rzecz w tym, że rolą państwa nie jest reklamowanie swojej działalności, ale realne działanie, realizacja zadań, do których dana instytucja jest powołana. Jeśli jakiś urząd musi się reklamować, to znaczy, że jest niepotrzebny i należy go zlikwidować.

Jeśli chodzi o projekty unijne to zapominamy o jednym - to są również nasze pieniądze, bo przecież budżet UE nie bierze się z kosmosu tylko z podatków obywateli wspólnoty.

Bardzo celny kometarz

Witam.

Że pozwolę sobie zacytować:
Rzecz w tym, że rolą państwa nie jest reklamowanie swojej działalności, ale realne działanie, realizacja zadań, do których dana instytucja jest powołana. Jeśli jakiś urząd musi się reklamować, to znaczy, że jest niepotrzebny i należy go zlikwidować.

Nic dodać nic ująć! A jeśli ująć, to kwoty rocznych kosztów utrzymania takich stron służących reklamowaniu działań urzędu! Skoro mają kasę na reklamę, to ewidentnie przeszacowali swoje koszty utrzymania, dodając rzeczy zbędne z punktu widzenia obowiązującego prawa! I tu już dotykamy "dyscypliny finansów publicznych". Ale już na tym vortalu zostało wykazane, że dopóki wydatki są zgodne z księgowym paragrafem przypisania, to nawet miliardowe marnotrawstwa nie podlegają analizie zasadności realizacji. A zatem pozostaje jedynie opuścić kir milczenia nad powszechnym marnotrawstwem pieniędzy podatnika!
Powód tego marnotrawstwa pewnie jest jak zawsze. Ale za rękę nie złapano, to i udowodnić trudno. No chyba, że dysponuje się taśmami, które wypuszczą media. Wtedy zaczynają się śledztwa w sprawach znanych od lat. Dziwny kraj się zrobił z tej Polski.

Pozdrawiam.

literówka

"[...]innych pomiotów[...]" piękna literówka ;-)

Niezamierzona

VaGla's picture

Niezamierzona i już poprawiona.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Zobacz Vagla choćby taką

Zobacz Vagla choćby taką stronę:
http://morag.pl/

na górze widać, że Gminy zamiast budować place zabaw (co należy do ich tzw. zadań własnych) wolą bawic sie w promocję loterii.

Co z tego jak gazety nagonkę na urzędy robią...

http://olsztyn.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,11667476,Strona_Zarzadu_Zieleni_Miejskiej_prowadzi_donikad.html

Dziennikarze

VaGla's picture

Dziennikarze również mogą się włączyć w obliczanie kosztów działania państwa i analizowania racjonalności takich wydatków.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Odpowiedź na interpelacje?

Odpowiedź? ( w trakcie opracowywania? - warto porównać z wersją ostateczną) NIe wiem czy to legalne ale odpowiedź zdaje się jest tu:
http://orka.sejm.gov.pl/izo7.nsf/92722929f62f69d3c12575f30034defd/1e9af2ab5a7f3483c12579e5004ba087?OpenDocument

Zastanawiam się w jaką

Zastanawiam się w jaką rubrykę urzędnicy wpisują tego typu wydatki w budżecie zadaniowym. Ministerstwo Finansów mogłoby być chyba dobrym adresatem pisma o udostępnienie informacji publicznej w postaci danych atomowych wydatków na "promocję w sieci". Po co samemu liczyć skoro mogą to zrobić pracownicy ministerstwa?

Przypominam ponadto, że według Ministerstwa Finansów 40-45% budżetu jest przeznaczana na "inne cele" niż te, do których są powołane instytucje publiczne.

Źródło: sprawozdanie z wykonania budżetu w formie zadaniowej za 2010 rok:

http://www.mf.gov.pl/_files_/budzet_zadaniowy/sprawozdawczosc/opis_2010_wykonanie.pdf

I kierunek słuszny!

Witam.

Wskazany kierunek o zapytanie jest jak najbardziej słuszny. Piony Księgowości w urzędach są skomputeryzowane, to jaki problem pozyskać informację z podległych jednostek, określającą ile pieniędzy podatnika jest wydawanych na strony podmiotowe inne niż BIP. Przy okazji można odzyskać mnóstwo pieniędzy do budżetu z tytułu naruszenia dyscypliny budżetowej. Bo skoro art. 7 Ustawy zasadniczej mówi o tym, że urzędy działają zgodnie z obowiązującym prawem. To chyba wydawanie pieniędzy podatnika na zadania nie objęte prawem, stanowią naruszenie ustawy o finansach publicznych. Nie jestem prawnikiem, zatem mam prawo się mylić. Ale bardzo prosta logika tak wskazuje jak napisałem.

Problemem jest jednak to, że skoro ministerstwa wydają pieniądze jak chcą, to niby czemu Dyrektorowie jednostek niższego szczebla mają być gorsi w marnotrawieniu funduszy publicznych?

W urzędach jest na szczęście tak, że ktoś ponosi odpowiedzialność za to jak urząd pracuje! Bywa, że nawet pracownicy urzędu mają dodatkowe pieniądze za redagowanie strony podmiotowej, reklamującej urząd. Jak widać, winnych nie jest trudno znaleźć. Tylko czy wystarczy zapału do ścigania nieprawidłowości?

Jako ciekawostkę można podnieść sprawę rozporządzenia z roku 2005 o minimalnych wymaganiach. Pomimo, że rozporządzenie funkcjonowało, to urzędy wciąż promowały jedynie zakup komercyjnych rozwiązań biurowych, zamiast pójść w kierunku kreowania formularzy elektronicznych do zamieszczenia na stronach BIP. Pisma od interesantów i tak najczęściej wchodziły w wersji papierowej. Wychodziły i wychodzą do chwili obecnej, a mamy rok 2012. To jaki był problem przejścia na OpenOffice np. firmy Ux? Pakiet darmowy i pakiet za którego spolszczenie zapłaciło Ministerstwo Nauki i Informatyzacji. Tym bardziej, że ten pakiet bez żadnych dodatków konwertował pismo do formatu PDF.

Wystarczy podliczyć ile zakupiono licencji pakietu biurowego MS Office w okresie od października 2005 do roku 2011 kiedy to rozporządzenie zostało zmienione. Każda licencja to średnio jeden tysiąc złotych. W skali kraju to ie zarobił MicroSoft na polskich urzędach?

I ta radosna polityka zakupu licencji trwa do dziś, a nawet się rozwija, bo trzeba starsze wersje MS Office zamieniać na nowsze aby w urzędzie była kompatybilność edytorów tekstu.
Nie wspominam o rozwiązaniach za które trzeba płacić każdego roku opłatę licencyjną. Podczas gdy rozwiązania organizacyjne, skutecznie zmniejszyłyby te koszty ponoszone każdego roku.

Czy urzędy stać na to? Czy komisje przetargowe mają świadomość jak uszczuplają budżet państwa?

Ciekawe czy ktoś zacznie o to pytać? Bo więcej niż pewne, że takie pytania będą niewygodne dla wielu na dyrektorskich posadach.

Pozdrawiam

Proszę się nie oglądać na innych

VaGla's picture

Pyta Pan: "Ciekawe czy ktoś zacznie o to pytać?". Może się Pan nie oglądać na innych, tylko zacząć pytać. Ma Pan narzędzia, sposób pytania jest udokumentowany, udokumentowane są też środki odwoławcze (za chwilę będą jeszcze lepiej udokumentowane), nic tylko brać i powielać, realizować prawa obywatelskie.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Trafne spostrzeżenie.

Witam.

Ma Pan pełną rację. Tylko, że podeprę się moim konformizmem. Nie mam zamiaru stracić pracy. Nikt mi chleba nie da, a wieści w tym kraju szybko się rozchodzą. Dlatego i raczej z tych powodów trwa pełna zmowa milczenia nad problemem, który został poruszony.
Niestety, ale nie każdy ma wystarczającą niezależność finansową aby pozwolić sobie na to aby stanąć w szranki z machiną jaką jest administracja. Żaden szef nie lubi jak jego firma ma problemy z kontraktami, bo pracownik jest zbyt dociekliwy. Lepiej jest pozbyć się niewygodnego pracownika, który zawadza kontrahentowi.
Prawa obywatelskie to można sobie egzekwować jedynie wtedy, gdy jest się niezależnym finansowo osobnikiem. Na ten przykład, dziennikarzem czy szefem firmy, która nie musi zawierać kontraktów z administracją. Można więcej. Realia pracy jednak są jakie są, a będzie jeszcze gorzej na rynku pracy.

Pozdrawiam.

VaGla czy prawdą jest to co

VaGla czy prawdą jest to co pisze powyżej, że "wydawanie pieniędzy podatnika na zadania nie objęte prawem, stanowią naruszenie ustawy o finansach publicznych" w kontekście kupowania przez Gminy serwisów "propagandowych"? oraz np. Office'a zamiast np. LibreOffice?

Jak to jest z pkt. widzenia prawnika, do tego prawnika b. dobrze obytego z tą tematyką?

Ciekawe pytanie skierowane do Prawnika

Witam.

Dobrze sformułowane pytanie i skierowane do Prawnika znającego zagadnienia oraz zawiłości informatyki i obowiązującego prawa.
Sam z niecierpliwością poczekam na zajęcie stanowiska przez Prawnika, co tym samym da jednoznaczną odpowiedź jak takie zagadnienie powinno być rozwiązywane. Odpowiedź ta, będzie także formą podpowiedzi także dla wielu prawników przy ewentualnych rozterkach natury prawnej, co do opcji wyboru.

Pozdrawiam.

Odpowiem linkiem

VaGla's picture

Podstawowe zagadnienia dotyczące odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansów publicznych.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Dziękuję za link.

Witam.

Przeczytałem wskazany link i widzę, że nawet wyrzucenie w przysłowiowe błoto pieniędzy podatnika, jest zgodne z tym dokumentem! Wystarczy aby tylko nie naruszono przepisów związanych z ustawą o zamówieniach publicznych. Zatem np. rozporządzenie o minimalnych wymaganiach mogło sobie istnieć, ale w żaden sposób nie było nigdy wiążące. Dokonując zakupu w drodze przetargu np. pakietów biurowych w ilości 100 sztuk, co skutkowało wydatkowaniem ok. 100 tys. złotych, nie naruszało ustawy o zamówieniach publicznych. A zatem można było wydać pieniądze podatnika. Wniosek nasuwa się jeden. Tu leży jedna z głównych przyczyn niepowodzenia cyfryzacji kraju. Dziękuję za wskazanie linku. Na podstawie jego treści, wiem jedno. NIE MA SENSU robienie czegokolwiek w kierunku minimalizowania wydatków, skoro nawet państwo nie jest zainteresowane oszczędnościami. Wysiłek obywatelski jest bezskuteczny, bo nie ma metod uzasadnienia marnotrawstwa obowiązującym prawem.

Pozdrawiam.

No to jeszcze jeden link

VaGla's picture

Skoro pierwszy przypadł do gustu, to mam jeszcze jeden: Odpowiedzialność za naruszenie dyscypliny finansów publicznych w polskim systemie odpowiedzialności (PDF)
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Dziekuję za wskazanie referatu.

Witam.

Ponownie dziękuję za kolejny link. Wielce ciekawy referat.
Poniższy cytat z tego referatu wyjaśnia moim zdaniem, dlaczego nigdy nie będzie miało znaczenia wzburzenie obywateli na marnotrawstwo urzędnicze, pieniędzy zebranych z podatków.

Dyscyplina finansów publicznych w ujęciu pozytywnym oznacza taki system gospodarowania środkami publicznymi, który zgodny jest pod względem formalnym i materialnym z ustawą o finansach publicznych.

Powyższe jasno określa, że wydatki budżetowe nie są oparte na rachunku ekonomicznym, a jedynie na zgodności formalnej i materialnej.
A skoro tak jest, to po co cały ten szum o Informacji Publicznej i innych przedsięwzięciach? Co komu po tym, że dowie się ile milionów rocznie jakieś województwo wydało na jakiś cel? Co z tego, że ten czy ów obywatel mógłby wskazać rozwiązania efektywniejsze ekonomicznie? Przecież wydane pieniądze podatnika zostały prawidłowo pod względem formalnym i materialnym! Czyli zgodnie z prawem, nawet jeśli bezsensownie pod kątem ekonomicznym.
W świetle takich informacji, to dostęp do Informacji Publicznej o kosztach utrzymania dowolnej instytucji publicznej, może jedynie podnieść ciśnienie u osób, które nie mają pojęcia, że prawo nie zabrania urzędnikom, marnotrawienia pieniędzy zebranych w podatkach od ciężko wypracowanych dochodów przez podatników. Teraz widzę gdzie w dużej części tkwi przyczyna obecnego deficytu budżetowego.

Dziękuję za rozjaśnienie tej kwestii.

Być może jedynym rozwiązaniem jakie się nasuwa, aby zminimalizować szastanie pieniądzem publicznym, to likwidacja urzędów jako biur. Biura mogą być prywatnymi firmami obsługującymi obywateli, tak jak robią to biura doradztwa podatkowego. Obywatel płaci za wykonaną usługę, a nie za gotowość do wykonywania usługi (podatek od dochodu). Biuro opracowuje dokumentację, a jedynie urzędnik w konkretnej osobie składa podpis mający moc urzędową! Ale to UTOPIA, choć w dobie cyfryzacji, tak to powinno wyglądać.

Pozdrawiam.

w ramach informacji

hub_lan's picture

w ramach informacji
http://www.polskaszerokopasmowa.pl/aktualnosci/uke-dostal-dofinansowanie-na-platforme-e-uslug.html

a co przecież to tylko 24 mln zł.

TK

W rankingu najbrzydszych stron WWW, TK ma szansę wygrać zarówno na poziomie administracji jak i całej Polski www.trybunal.gov.pl. Brawa dla autora i szacun szacownej instytucji.

Kwota

Kwota musi zmieścić się w budżecie. A NIK czuwa. Nie sądzę, żeby nasza administracja aż tyle wydaje na serwisy. A na jakiej fakturze/ rachunku znalazł Pan Piotr kwotę 129 tyś. zł?

Skąd kwota

VaGla's picture

Znalazłem 109000 tyś za "płace, honoraria, hosting" oraz 20 tys za wykonanie. Stąd 129000. Do tego była jeszcze "rezerwa" w wysokości 120000. Być może zatem bardziej prawidłową kwotą roczną byłaby kwota 229000 (plus inicjalne kwoty na uruchomienie serwisu), ale wybrałem mniejszą kwotę, bez uwzględnienia zaakceptowanej wszak przez Prezesa TK "do realizacji" kwoty rezerwy. Skąd to wziąłem? Opisałem w tekście Co zawiera, a czego nie zawiera, koperta z Trybunału Konstytucyjnego.

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

błąd

"Znalazłem 109000 tyś" czyli 109 000 000, nie powinno być 109 tyś?

Słusznie

VaGla's picture

Tak powinno być.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Koszty

Nigdy nie da się dobrze policzyć kosztów, gdyż na jednym serwerze istnieje 10 stron internetowych. Serwerowcy zajmują się wszystkimi serwerami, a nie jednym. Webmasterzy w rzeczywistości to pracownicy, którzy wykonują wiele innych zadań.

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>