Co zawiera, a czego nie zawiera, koperta z Trybunału Konstytucyjnego

pieczęć Biura Trybunału Konstytucyjnego na kopercieJak część czytelników pamięta - 18 kwietnia złożyłem do Prezesa Trybunału Konstytucyjnego trzy wnioski o dostęp do informacji publicznej. Wnosiłem o tematycznie ułożone informacje: o dostęp do informacji publicznej w zakresie decyzji i zarządzeń dot. serwisu internetowego pn. „Obserwator Konstytucyjny”, o dostęp do informacji publicznej w zakresie umów dot. serwisu internetowego pn. „Obserwator Konstytucyjny” oraz o dostęp do informacji publicznej w zakresie funkcjonowania serwisu internetowego pn. „Obserwator Konstytucyjny” oraz jego prawno-prasowego statusu. Dziś z Trybunału Konstytucyjnego, listem poleconym za zwrotnym poświadczeniem odbioru, przyszła do mnie koperta. Nie jestem usatysfakcjonowany jej zawartością, chociaż płacę podatki. Uwaga: niniejszy tekst jest dość długi...

Zacznijmy od pierwszego wniosku, tj. Wniosku o dostęp do informacji publicznej w zakresie decyzji i zarządzeń dot. serwisu internetowego pn. „Obserwator Konstytucyjny”. Napisałem go w związku z tym, że w odpowiedzi na mój wcześniejszy wniosek z 13 marca 2012 r., w którym wnosiłem o udostępnienie Decyzji Prezesa Trybunału Konstytucyjnego, za pomocą której powołany został do życia serwis internetowy pn. „Obserwator Konstytucyjny” uzyskałem od organu jedynie treść Decyzji Szefa Biura Trybunału Konstytucyjnego z dnia 16 marca 2012 r. (wraz z załącznikiem – Regulaminem serwisu internetowego „Obserwator konstytucyjny” przyjęty w ww. dacie). W związku z tym we wniosku z 18 kwietnia zawnioskowałem o:

  • Decyzję Prezesa Trybunału Konstytucyjnego akceptującej utworzenie i funkcjonowanie serwisu internetowego Obserwator Konstytucyjny (o czym mowa w Decyzji Szefa Biura Trybunału Konstytucyjnego z dnia 16 marca 2012 r.);
  • Zarządzenie Nr 1/09 Szefa Biura Trybunału Konstytucyjnego z dnia 2 lutego 2009 r. w sprawie organizacji działalności wydawniczej w Biurze Trybunału Konstytucyjnego;
  • Decyzji i zarządzeń dot. Regulaminu ww. serwisu z dnia 29 grudnia 2011 r.;
  • Innych decyzji i zarządzeń związanych z działaniem ww. serwisu internetowego – jeśli zostały wydane.

Materiały przesłane przez Trybunał Konstytucyjny w odpowiedzi na wnioski o dostęp do informacji publicznej z 18 kwietnia 2012 r.

Zawartość koperty przesłanej z Trybunału Konstytucyjnego w odpowiedzi na 3 wnioski o dostęp do informacji publicznej z 18 kwietnia.

Cóż otrzymałem w dzisiejszej przesyłce?

Najpierw napiszę, czego z ww. materiałów nie otrzymałem: nie otrzymałem Decyzji i zarządzeń dot. Regulaminu serwisu z dnia 29 grudnia 2011 r. Ten regulamin miał być następnie uchylony wydaną w marcu br. decyzją i w jego miejsce miał zostać przyjęty regulamin serwisu w nowym brzmieniu. Ale nie dostałem żadnej decyzji dotyczącej regulaminu grudniowego. Muszę zatem uznać, że takiej decyzji zwyczajnie nie było. Nie było zatem również samego regulaminu (chociaż do niedawna wisiał na stronie Obserwatora Konstytucyjnego i nawet zrobiłem sobie jego kopię - nawet takiej kopii nie otrzymałem dziś z Trybunału). Jeśli zatem nie było takiego regulaminu, to co należy myśleć o decyzji, która uchyla nieistniejący regulamin i w jego miejsce wkłada inny?

Otrzymałem za to wnioskowane przeze mnie Zarządzenie Nr 1/09 Szefa Biura Trybunału Konstytucyjnego z dnia 2 lutego 2009 r. w sprawie organizacji działalności wydawniczej w Biurze Trybunału Konstytucyjnego. Wnioskowałem o to Zarządzenie, ponieważ nie znalazłem go w BIP Trybunału Konstytucyjnego, a przywołane było ono jako podstawa Decyzji Szefa Biura Trybunału Konstytucyjnego z dnia 16 marca 2012 r., która została wydana "Dla zapewnienia warunków realizacji, zaakceptowanej przez Prezesa Trybunału Konstytucyjnego, koncepcji utworzenia i funkcjonowania serwisu internetowego Obserwator Konstytucyjny, w związku z §7 Zarządzenie Nr 1/09 Szefa Biura Trybunału Konstytucyjnego z dnia 2 lutego 2009 r. w sprawie organizacji działalności wydawniczej w Biurze Trybunału Konstytucyjnego".

Zatem uzyskałem dostęp do wspomnianego Zarządzenia. Nie ma w nim mowy o serwisie internetowym, w szczególności zaś o serwisie Obserwator Konstytucyjny. Całość tego Zarządzenia silnie sugeruje, że dotyczy ono wydawnictw drukowanych ("Biblioteka Trybunału, w ramach zakresu swojego działania, jest zobowiązana do przygotowywania materiałów do druku...", "Naczelnik Wydziału Administracyjno-Gospodarczego, w ramach zakresu swojego działania, jest zobowiązany do (...) dokonywania czynności formalno-prawnych dotyczących zleceń na druk publikacji..."). W tym Zarządzeniu, §7 brzmi:

W przypadkach uzasadnionych charakterem oraz celem publikacji, Szef Biura Trybunału może podjąć decyzję w sprawie określenia dodatkowych warunków organizacyjnych związanych z nadzorem merytorycznym oraz przygotowaniem redakcyjnym określonej publikacji Trybunału.

I to jest ta norma, która pozwoliła Szefowi Biura TK wydać decyzję w sprawie Obserwatora konstytucyjnego.

Ale przyglądam się samemu Zarządzeniu. Moja teza jest taka: jeśli w przepisach powszechnie obowiązujących, albo w przepisach wewnętrznych, na podstawie których wydano owo Zarządzenie, pojawia się konkretna możliwość wydawania serwisu internetowego, to wszystko jest ok. Jak czytam w §1 Zarządzenia: zostało wydane na podstawie § 4 ust. 1 pkt 1 Statutu Biura Trybunału Konstytucyjnego, w związku z §15 ust. 3 Regulaminu Trybunału Konstytucyjnego.

Jeśli chodzi o Statut Biura TK (czyli o załącznik do Uchwały Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Trybunału Konstytucyjnego z dnia 4 lutego 2002 r., zmienionej Uchwałą z dnia 18 maja 2004 r. i Uchwałą z dnia 2 marca 2011 r. - tekst ujednolicony, wg stanu prawnego na 2 marca 2011 r.), to jego § 4 ust. 1 pkt 1 brzmi:

1.Szef Biura:
1/ w zakresie funkcjonowania Biura wydaje zarządzenia, polecenia i decyzje,

Jeśli zaś chodzi o przywołany wyżej §15 ust. 3 Regulaminu Trybunału Konstytucyjnego (chodzi najpewniej o Uchwałę Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Trybunału Konstytucyjnego z dnia 3 października 2006 roku w sprawie Regulaminu Trybunału Konstytucyjnego), to brzmi on:

3. Szef Biura jest zwierzchnikiem służbowym wszystkich pracowników Biura i ponosi odpowiedzialność za ich działania. Zapewnia prawidłowe oraz sprawne funkcjonowanie Biura, a w razie potrzeby przedstawia wnioski dotyczące jego organizacji.

Nie ma tu, w przywołanej podstawie prawnej wydania Zarządzenia Nr 1/09 Szefa Biura Trybunału Konstytucyjnego, wzmianki o przepisie regulaminu lub statutu, który upoważniałby do wydania takiego Zarządzenia "w sprawie organizacji działalności wydawniczej w Biurze Trybunału Konstytucyjnego". Wcześniej, a to w tekście Obserwator Konstytucyjny - tyle jest pytań, tyle niepewności co do istnienia prawa..., przyglądałem się już przepisom Statutu Biura Trybunału Konstytucyjnego i Regulaminu Trybunału Konstytucyjnego, co więcej - przyglądałem się też ustawie o Trybunale Konstytucyjnym, i w wyniku lektury tych przepisów doszedłem do wniosku, że nie istnieje konkretna podstawa prawna, na której Trybunał Konstytucyjny mógłby być wydawcą serwisu internetowego takiego, jak Obserwator Konstytucyjny. Pragnę przypomnieć tutaj sygnalizowaną już (w tekście pt. Podyskutujmy o przekroczeniu uprawnień administracji publicznej w aktywności internetowej) tezę postanowienia 7 sędziów Sądu Najwyższego z 18 stycznia 2005 r. (sygn. WK 22/04):

Art. 7 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z 1997 r. stanowiący, że organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa, zawiera normę zakazującą domniemywania kompetencji takiego organu i tym samym nakazuje, by wszelkie działania organu władzy publicznej były oparte na wyraźnie określonej normie kompetencyjnej.

Nie jest taką normą kompetencyjną też art. 8 ust. 1 ustawy Prawo prasowe, który stwierdza w zdaniu drugim, że "wydawcą może być organ państwowy". Owszem. Może być, jeśli jakaś norma kompetencyjna dot. tego organu wyraźnie mu na to pozwala. Nie ma wyraźnie określonej normy kompetencyjnej - organ nie może działać. To wynika z zasady legalizmu i praworządności.

Nie ma normy kompetencyjnej, która pozwalałby Trybunałowi Konstytucyjnemu (TK jest organem władzy sądowniczej na podstawie art. 1 ust. 1 ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, na podstawie zaś art. 12 ww. ustawy - Organami Trybunału są: Zgromadzenie Ogólne oraz prezes Trybunału) zostać wydawcą serwisu internetowego takiego, jak Obserwator konstytucyjny.

Istnieje ustawowa norma kompetencyjna do prowadzenia Biuletynu Informacji Publicznej, która zobowiązuje m.in. Trybunał Konstytucyjny, do posiadania stron podmiotowych BIP. Skoro jest taka norma kompetencyjna wprost w ustawie o dostępie do informacji publicznej wyrażona, to właśnie w ramach stron podmiotowych Biuletynu Informacji Publicznej winny być realizowane takie ogólnie sformułowane postanowienia ww. Statutu i Regulaminu, jak "wykonywanie zadań związanych z informowaniem - przy wykorzystaniu odpowiednich środków komunikowania - opinii publicznej o pracach Trybunału Konstytucyjnego, a w szczególności o treści oraz istocie rozstrzygnięć zawartych w orzeczeniach Trybunału Konstytucyjnego", "wykonywanie obowiązków związanych z realizacją ustawy o dostępie do informacji publicznej", "przekazywanie orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, a także wybranych materiałów i opracowań, do publikacji na stronach internetowych Trybunału" (tu właśnie chodzi o Biuletyn Informacji Publicznej, nie o dowolne "strony internetowe", ponieważ na podstawie art. 8 ust. 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej utworzono urzędowy publikator teleinformatyczny – Biuletyn Informacji Publicznej "w postaci ujednoliconego systemu stron w sieci teleinformatycznej" i utworzono go "w celu powszechnego udostępniania informacji publicznej"). Kiedy zatem w §11 Statutu Biura TK mowa jest o "prowadzeniu, we współpracy z innymi komórkami organizacyjnymi Biura, stron internetowych Trybunału Konstytucyjnego", to chodzi właśnie o strony podmiotowe Biuletynu Informacji Publicznej, nie zaś dowolnie wymyślone i przekazane w outsourcing lub zapełniane siłami urzędników w treści strony, serwisy, wortale, portale internetowe, blogi, konta w serwisach społecznościowych, czy jak je jeszcze inaczej nazwiemy.

Już samo Zarządzenie Nr 1/09 Szefa Biura TK wykracza poza ramy określone w Regulaminie TK i Statucie Biura TK, a zatem wydana na podstawie jego §7 Decyzja Szefa Biura TK z 16 marca 2012 również musi być uznana za wykraczającą poza takie ramy Regulaminu i Statutu. Ba! Kiedy ustawa o Trybunale Konstytucyjnym stwierdza w art 14, że do kompetencji Zgromadzenia Ogólnego należy uchwalanie regulaminu Trybunału oraz uchwalanie statutu Biura Trybunału, to przecież też nie może być mowy o tym, że te Regulaminy i Statutu mogą być formowane dowolnie. Muszą być zgodne z prawem powszechnie obowiązującym, nawet jeśli art. 17 ustawy stwierdza, że "szczegółowy zakres zadań i strukturę Biura Trybunału określa statut." Bo do czego służy Biuro TK? Tenże sam art. 17 w ust. 1 na to pytanie odpowiada: Biuro Trybunału, które podległe jest Prezesowi TK służy, obok samego Prezesa TK, do "zapewnienia organizacyjnych i administracyjnych warunków pracy Trybunału". Nie może sobie być kształtowane dowolnie.

I tak, jak nie chcemy pewnie, by Trybunał Konstytucyjny ufundował z przysługujących mu środków budżetowych mleczarnie i utrzymywał jej działanie, tak jak nie chcemy, by Trybunał Konstytucyjny rozpoczął naukowe badania na temat technicznych problemów lotów kosmicznych, tak nie chcemy, bo nie wynika to z zadań Trybunału Konstytucyjnego (przypomnijmy raz jeszcze: organu władzy sądowniczej), by Trybunał Konstytucyjny nagle zaczął podbijać świat mediów. Taka działalność nie wynika z zadań stawianych Trybunałowi Konstytucyjnemu w przepisach konstytucyjnych (art. 188 i następne Konstytucji), nie wynika też z ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. I pewnie wielu to zaskoczy - jakakolwiek działalność wydawnicza Trybunału Konstytucyjnego nie wynika z konstytucji i ustawy. Do czego zatem służy Trybunał Konstytucyjny i w czym ma mu pomagać organizacyjnie i administracyjnie jego Biuro? Do - jak czytamy w art. 1 ustawy - "badania zgodności z Konstytucją aktów normatywnych i umów międzynarodowych oraz wykonywania innych zadań określonych w Konstytucji".

Skoro zatem nie istnieje - znów przywołam tezę 7 sędziów SN - "wyraźnie określona norma kompetencyjna" do wydawania serwisu internetowego takiego jak Obserwator Konstytucyjny, to wydawanie takiego serwisu internetowego przez Trybunał Konstytucyjny - w świetle normy art 7 Konstytucji RP - uważam za bezprawne.

Otrzymałem również coś, co nazwano w piśmie przewodnim "Założenia ideowe dla Obserwatora Konstytucyjnego z załącznikami, zaakceptowane przez Prezesa Trybunału Konstytucyjnego, z dnia 20 sierpnia 2011 r. i skierowane do realizacji". Rozumiem, że to jest właśnie to, o czym mowa w Decyzji Szefa Biura Trybunału Konstytucyjnego z dnia 16 marca 2012 r., a co ja we wniosku nazwałem "Decyzją Prezesa Trybunału Konstytucyjnego akceptującej utworzenie i funkcjonowanie serwisu internetowego Obserwator Konstytucyjny". Oczywiście z pewnym zażenowaniem odkryłem, że żadnych załączników do tych "Założeń ideowych" nie otrzymałem i jak czytam w ich treści "Patrz załącznik", to nie za bardzo wiem, co mam zrobić. Może po prostu ktoś nie włożył do adresowanej do mnie koperty wszystkich kartek? Być może jednak załącznikiem jest tu wspomniana w "Założeniach" "oferta CMS-Partner", o której będę pisał nico niżej.

Ale cóż to takiego są te "Założenia ideowe"? Jest to siedmiostronicowe opracowanie autorstwa p. Piotra Rachtana (obecnie - jak się wydaje - redaktora naczelnego serwisu Obserwator Konstytucyjny), datowane na 20 sierpnia 2011 r., pod którym to opracowaniem, zupełnie bez żadnej daty, znajdują się pieczęci i podpisy Prezesa Trybunału Konstytucyjnego, prof. Andrzeja Rzeplińskiego (z odręczną adnotacją "akceptuje do realizacji") i Dyrektora Zespołu Prezydialnego, dr Adama Jankiewicza (z odręczną adnotacją "Potwierdzam wykonanie zadania"). Nie ma daty sygnatur, nie ma daty "wykonania zadania", nie wiadomo, jaka jest podstawa prawna zatwierdzenia tego założenia ideowego do realizacji, nawet nie wiadomo, na jakiej podstawie właściwie zlecono przygotowanie takiego opracowania. Nie wiem też, jak takie założenia mogą stać się potem jedną z przesłanek do wydania takiej lub innej decyzji. Uwagi zatem o braku podstawy prawnego takiego działania będą analogiczne do tych, które poczyniłem w powyższych akapitach.

W drugim z wniosków z 18 kwietnia wnosiłem o umowy dotyczące serwisu Obserwator konstytucyjny. Ale nie same umowy, a umowy wraz z ich ew. zmianami i aneksami oraz z dokumentacją księgową (rachunkami lub fakturami do ww. umów). Chodziło mi o umowy dot. przygotowania dla potrzeb ww. serwisu systemu zarządzania treścią, umowy dot. przygotowania wystroju graficznego (designu, layoutu) ww. serwisu (w tym umowy o wykonanie i umowy prawno autorskie dot. grafik serwisu), umowy w zakresie obsługi technicznej ww. serwisu (w tym - jeśli istnieją - umowy gwarancyjne, umowy wsparcia technicznego i inne), umowy w zakresie hostingu, wreszcie o umowy cywilnoprawne dot. redagowania serwisu.

Znów zacznę od tego, czego nie otrzymałem. Nie otrzymałem umów hostingu.

Otrzymałem umowę z dnia 6 października, zawartą między TK a Marcus Biesieroff Group (nie widzę w internecie nic na temat takiego przedsiębiorcy, a jego dane rejestrowe zostały z kopii umowy usunięte) której przedmiotem jest "wykonanie przez Wykonawcę portalu internetowego pod nazwą Obserwator Konstytucyjny". Z niej wynika, że portal ów ma być zbudowany "na bazie systemu zarządzania treścią TYPO3", przedmiot umowy ma być wykonany w terminie 90 dni kalendarzowych od daty podpisania umowy (wniosek zaś tego taki, że 5 stycznia 2012 roku umowa powinna być już wykonana). Potwierdzeniem należytego wykonania umowy i przekazania Zamawiającemu przedmiotu umowy, miało być - jak czytam - "przekazanie dokumentacji podwykonawczej w postaci elektronicznej oraz protokołu zdawczo-odbiorczego", co miało być podpisane przez obie umawiające się strony. Takiego protokołu ani dokumentacji nie otrzymałem dziś z TK.

Interesujące jest to, że z treści umowy "wybiałkowano" kwoty, za które Trybunał Konstytucyjny (umowę podpisywał Dyrektor Biura ds Administracyjnych TK) zamawiał sobie "portal" (wraz z przeniesieniem autorskich praw majątkowych!). Jak wspomniałem - we wniosku o dostęp do informacji publicznej wnosiłem też o dokumentację księgową (rachunki, faktury). Nie po to o to wnosiłem, by dostać kartkę z napisem faktura i z wybiałkowanymi danymi co do kwot, ale nawet takiej kartki związanej z ww. umową nie otrzymałem. Jak czytam w umowie - wynagrodzenie miało być płatne po podpisaniu przez strony protokołu, a to w terminie 30 dni od daty dostarczenia faktury VAT do siedziby Zamawiającego. Skoro żadnej faktury do tej umowy jeszcze nie otrzymałem, może to znaczyć, że Trybunał jeszcze takiej faktury nie otrzymał.

Zastanawiam się trochę nad tymi postanowieniami umownymi, zgodnie z którymi na Trybunał Konstytucyjny mają przejść autorskie prawa majątkowe do przedmiotu umowy w zakresie, w jakim stanowi on program komputerowy. Nic tu w tej umowie nie ma o licencjach na TYPO3, które wszak miał być "bazą" "portalu". Czy to znaczy, że wykonawca przeniósł na Trybunał Konstytucyjny również prawa autorskie majątkowe do tego systemu zarządzania treścią? Czy mógł to zrobić? Tym bardziej, że w umowie czytam oświadczenie wykonawcy, że "przedmiot umowy przedłożony Zamawiającemu w wyniku realizacji umowy stanowić będzie przedmiot jego działalności twórczej, a ponadto nie będzie obarczony wadami prawnymi i nie będzie obciążony jakimikolwiek prawami na rzecz osób trzecich".

Nie zgadza mi się coś. Bo jeśli nie ma faktury (przecież bym otrzymał, skoro o nią wnioskowałem), a "portal" działa na serwerze wynajętym już przez Trybunał (albo na jego własnym), to w Załączniku do umowy z wykonawcą są postanowienia, że "do czasu zakończenia prac nad portalem, jego wersja rozwojowa umieszczona będzie na serwerze wykonawcy, na jego koszt i ryzyko", a potem: "Przed odbiorem ostatecznym Wykonawca przeniesie Portal na wskazany serwer Zamawiającego..." Czy to znaczy, że obecnie jesteśmy na etapie, na którym już przeniesiono Portal, ale jeszcze nie dokonano "ostatecznego odbioru" (brak wnioskowanej faktury)?

Dziwnie nie chciano mi udostępnić kwot. A przecież chodzi tu o gospodarowanie mieniem publicznym i te kwoty są informacją publiczną. Na razie muszę opierać się na tym, co otrzymałem z Trybunału, a wskazówki co do kosztów całej imprezy dostarczają mi zaakceptowane do realizacji przez Prezesa Trybunału "założenia ideowe". Tam autor "Założeń" (czego mi nie wybiałkowano) wylicza założenia kosztowe:

  • honorarium za projekt 2500
  • wykonanie serwisu przez CMS-Partner - 20000
  • redakcja do uruchomienia (zlecenia wrzesień-grudzień 2011 r.) - 2500 miesięcznie, czyli razem 10000
  • obsługa administracyjna serwisu - zgodnie z umową z CMS Partner - tu kwoty nie podano, a umowa jest z kimś innym, chociaż wydaje się, że jednak członkiem wymienionej grupy, zaś na umowie wybiałkowano kwoty
  • domena i hosting - nie powinny przekroczyć 1000 zl. rocznie
  • 1 komputer (stacjonarny bądź notebook)
  • od stycznia 2012 druga osoba do redakcji - 2000 miesięcznie
  • honoraria autorskie za publikacje, które "wymagają odrębnego przedyskutowania"

Autor podsumowuje całość kwotami rocznymi: płace, honoraria, hosting: 109000, plus rezerwa: 120000 rocznie.

To właśnie zaakceptował do realizacji Prezes Trybunału Konstytucyjnego, a potwierdził wykonanie zadania Dyrektor Zespołu Prezydialnego.

Zastanawiam się teraz, jaki związek ma wykonawca "portalu", tj. Marcus Biesieroff Group, z ujawnioną w źródłach stron Obserwatora Konstytucyjnego adnotacją: "Realizacja http://www.cms-partner.pl Design http://tonikstudio.pl/". W dziś otrzymanych materiałach otrzymałem też "Skrót oferty CMS-Partner", ale doprawdy nie wiem, jaki związek ma CMS-Partner z zawartą umową na wykonawstwo "Portalu". Może CMS-Partner to podwykonawca? Oznaczałoby to, że istnieje jeszcze jakaś umowa między CMS-Partner a Marcus Biesieroff Group... Ciekawe. Wydaje się, że Marcus Biesieroff Group to nazwa, pod którą prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą jeden z członków zespołu CMS-Partner. Jeśli tak, to koledzy robią sobie wspólny "marketing", a potem indywidualnie podpisują umowy z wykonawcami. Oczywiście to tylko spekulacja.

W dzisiejszej kopercie znalazłem też siedem, a właściwie osiem umów zleceń zawartych z p. Piotrem Rachtanem. Pierwsza umowa dotyczyła przygotowania "szczegółowej koncepcji i planu realizacji serwisu internetowego Obserwator konstytucyjny" i została zawarta 26 lipca 2011 r. jak rozumiem wykonaniem tej umowy były omówione wyżej "Założenia ideowe", które potem Prezes TK akceptował do realizacji, a pod którymi Dyrektora Zespołu Prezydialnego "potwierdzał wykonanie zadania". To była pierwsza umowa z wspomnianych ośmiu. Kolejne siedem umów zlecenia z ww. wykonawcą zawarte były w dniach 30 września, 14 października, 28 października, 30 grudnia 2011 r. (te noszą tytuł "o wykonanie prac związanych z realizacją serwisu internetowego Obserwator Konstytucyjny"), a następnie 31 stycznia, 1 marca i 30 marca 2012 r. (pierwszą z nich zatytułowano: "o wykonanie prac związanych z realizacją serwisu internetowego Obserwator Konstytucyjny oraz szczegółowych zadań związanych z funkcjonowaniem serwisu w Internecie", dwie ostatnie zawarto już z "prowadzącym serwis internetowy Obserwator Konstytucyjny").

We wszystkich tych umowach zaczerniono kwoty, które zleceniobiorca miał otrzymać w związku z realizacją powierzonych mu do wykonania zadań. W umowach tych mowa o tym, że zleceniobiorca odbierze wynagrodzenie w terminie 5 dni po przedłożeniu rachunku, chociaż do żadnej umowy rachunku nie otrzymałem (a wnioskowałem o nie we wniosku o dostęp do informacji publicznej). Obok umów otrzymałem coś, co nosi tytuł "Zapotrzebowanie na dokonanie zakupu lub zrealizowania usługi na bieżące potrzeby działalności statutowej" z nagłówkiem Zespołu Prezydialnego TK. Te "zapotrzebowania" (o jakich to statutowych potrzebach mowa? - tu będą aktualne uwagi o braku podstaw prawnych we wstępnych akapitach niniejszej notatki) wymieniają bardziej szczegółowy zakres prac wspomnianego zleceniobiorcy (cztery umowy są niemal blankietowe i przedmiot zamówienia opisano tam słowami: "Zleceniobiorca zobowiązuje się na zlecenie Zleceniodawcy do wykonania prac związanych z realizacją serwisu internetowego "Obserwator Konstytucyjny" (szczegółowy zakres w protokole)" - chociaż protokołu nie otrzymałem w ramach realizacji wniosku. Ale wróćmy do owych "Zapotrzebowań". Na pierwszym czytam, że to Załącznik nr 1 do Zarządzenia nr 3/2011 z dnia 1 lipca 2011 r. Szefa Biura Trybunału Konstytucyjnego - to dotyczy umowy z wskazanym wyżej wykonawcą, zawartej 30 września 2011 r., a samo "zapotrzebowanie" datowane jest na 30 września 2011 r. Na kolejnych też widnieje informacja, że to w istocie takie same "Załącznik nr 1 do Zarządzenia nr 3/2011 z dnia 1 lipca 2011 r. Szefa Biura Trybunału Konstytucyjnego", ale datowane są już na 14 października 2011 r., 28 października 2011 r., 30 grudnia 2011 r.

Część z tych umów dotyczy - jak czytam w "Zapotrzebowaniach" - opracowywania poprawek merytorycznych do projektu technicznego, nadzoru i współpracy przy budowie struktury i architektury serwisu, ustalania listy autorów i blogerów, spotkań z autorami, ustalania listy i kolejności tematów, współpracy z nadzorującym serwis Biurem Prezydialnym TK, współpracy z Biurem Prasowym TK, uzgodnienia wstępnego porozumienia z redakcją Obserwatora Finansowego (NBP) o wymianie treści, zbierania tekstów, potem zaś testowania próbnych wersji oprogramowania serwisu (14 października 2011 r.), dalej zaś również wdrażania nowych elementów serwisu (28 października 2011 r.), dodatkowo zgłaszania ewentualnych problemów wykonawcy serwisu (30 grudnia 2011 r.). W kolejnych umowach przedmiot umowy opisany jest już w treści samej umowy. Przykładowo w umowie z 31 stycznia 2012 roku mowa już o ogólnym nadzorze nad serwisem [w] sieci, zbieraniu i redagowaniu tekstów zamieszczanych w serwisie, monitoringu odbioru serwisu w Internecie. Widać, że serwis już w Sieci sobie funkcjonuje. W kolejnych umowach są pewne dodatkowe elementy, jak to w umowie z 1 marca, gdzie mowa o koordynowaniu wszystkich prac redakcyjnych i monitoringu odbioru serwisu w Internecie oraz o przygotowywaniu redakcyjnym debat i polemik w związku z zamieszczonymi w Obserwatorze Konstytucyjnym treściami (to samo potem w umowie z 30 marca 2012 r.).

Czego mi brakuje? Oczywiście nie otrzymałem przywołanego nieco wyżej Zarządzenia nr 3/2011 z dnia 1 lipca 2011 r. Szefa Biura Trybunału Konstytucyjnego. Nie wiem nawet, czego dotyczy. A przecież w pierwszym wniosku wnosiłem m.in. o udostępnienie informacji publicznej "Innych decyzji i zarządzeń związanych z działaniem ww. serwisu internetowego – jeśli zostały wydane". To by znaczyło, że (pomijając na razie wybiałkowane lub zaczernione niemal wszędzie kwoty zleceń oraz brak rachunków i faktur) Prezes Trybunału Konstytucyjnego był uprzejmy nie w pełni zrealizować moje wnioski o dostęp do informacji publicznej.

Nie otrzymałem również żadnej umowy dotyczącej hostingu, a przecież "Obserwator konstytucyjny" na jakimś serwerze stoi. Być może nie otrzymałem takiej umowy hostingu, gdyż serwis stoi w infrastrukturze należącej do Trybunału Konstytucyjnego? Interesujący trop do zbadania.

Otrzymałem za to dwie faktury VAT pro forma, które na Biuro Trybunału Konstytucyjnego wystawiła spółka Home.pl sp. z o.o. Obie dotyczą domen internetowych, jedna z nich wystawiona była 6 kwietnia 2012 roku (obserwatorkonstytucyjny.eu - 61,50 PLN brutto), a druga 7 kwietnia 2012 r. (chodzi o domenę obserwatorkonstytucyjny.pl - 121,77 PLN brutto). Co ciekawe - wiadomo wszak, że Trybunał Konstytucyjny zarejestrował domeny wcześniej. Już w samym piśmie przewodnim (które stanowi też odpowiedź z upoważnienia Prezesa Trybunału) Dyrektor Zespołu Prezydialnego pisze mi, że "w kwietniu 2011 roku wykupiono domeny EU i PL". Ale faktur z kwietnia 2011 roku mi nie udostępniono mimo wniosku o udostępnienie "treści (kopii) umów związanych z utworzeniem i działaniem wydawanego przez Trybunał Konstytucyjny serwisu".

Z tymi domenami, to jest ciekawa sprawa. Bo skoro zakupiono je w kwietniu 2011 roku, a Prezes Trybunału zatwierdził "do realizacji" koncepcję Obserwatora Konstytucyjnego w sierpniu 2011 roku, to na jakiej właściwie podstawie prawnej i w wykonaniu jakiego zadania statutowego, wykupiono abonament ww. domen? Wydaje się, że bez żadnego oparcia w przepisach nawet wewnętrznych, nawet takich, które nie mają oparcia w przepisach nad nimi wyższego rzędu, które to przepisy nie mają też oparcia w przepisach rangi ustawowej czy konstytucyjnej.

A kiedy Obserwator konstytucyjny zaczął właściwie funkcjonować? Z analizy umów wynika, że prace wykonawcze skończyły się na samym początku stycznia. Nie mam co prawda protokołu zdawczo-odbiorczego ani kopii faktury za wykonanie (mimo wniosku), ale wskazówką jest tu też ewolucja umów zleceń wystawianych dla uwidocznionego dziś (i wcześniej) jako redaktora naczelnego serwisu p. Rachtana. Nota bene - z żadnej umowy, której kopie otrzymałem, nie wynika powierzenie wspomnianemu funkcji redaktora naczelnego serwisu. W każdym razie z tych umów wynika, że już pod koniec stycznia 2012 roku serwis pełną parą śmigał sobie w internecie. Zresztą, jeśli to za mało, to mamy przecież materiały prasowe z innych źródeł, które opierały się - co wynika z ich treści - na przesłanej Polskiej Agencji Prasowej depeszy. I tak Gazeta Prawna informuje w tekście z 28 stycznia tytułem Obserwator Konstytucyjny - nowy serwis Trybunału Konstytucyjnego, tegoż samego dnia Rzeczpospolita publikuje tekst Nowy serwis Trybunału Konstytucyjnego. W tym ostatnim tekście można przeczytać, że "strona funkcjonuje od czwartku pod adresem www.obserwatorkonstytucyjny.pl", a czwartkiem tym był 26 stycznia 2012 roku. W tych materiałach prasowych, które opierają się na depeszy PAP, występuje p. Piotr Rachtan jako redaktor naczelny nowego serwisu.

Zatem serwis "produkcyjnie" zaczął funkcjonować w Sieci od 26 stycznia 2012 roku. I nie zmienią tego, jak uważam, zaklęcia, które czytam w otrzymanym dziś piśmie przewodnim odpowiedzi na wniosek, że "pierwsze miesiące 2012 roku były końcową fazą testowania serwisu zarówno pod kątem funkcjonowania oprogramowania, jak i zainteresowania oraz odzewu społecznego. Dniem, w którym zakończył się okres testowania był 16 marca 2012 roku. Wówczas to podjęto decyzję o ostatecznym kształcie serwisu i faktycznym rozpoczęciu działalności w Internecie". Wszak decyzja z 16 marca była wprost wynikiem mojego wniosku z 13 marca, w którym to wniosku domagałem się dostępu do treści decyzji Prezesa TK, którą uruchamiałby serwis. Wcześniej takiej decyzji nie było, bo też i nikt o nią nie prosił, a nawet dziś nie otrzymałem żadnej decyzji, którą przyjęto by regulamin serwisu Obserwator konstytucyjny z dnia 29 grudnia 2011 r., zmieniony następnie 16 marca 2012 r.

Zaklęcia o "testowym okresie" serwisu nie zmienią też tego, że 2 marca 2012 roku w Obserwatorze konstytucyjnym opublikowano bez mojej zgody i wbrew klauzuli wyłączającej możliwość stosowania ustawowej licencji prasowej zamieszczonej w niniejszym serwisie, tekst mojego autorstwa, a dodatkowo zmodyfikowano go bez mojej zgody, czym dopuszczono się bezprawnego naruszenia integralności utworu. Nie było to testowe naruszenie, a całkiem widoczne dla wszystkich, w szczególności po publikacjach prasowych w potężnych tytułach prasowych.

wykres przedstawiający oglądalność serwisu Obserwator konstytucyjny

W ramach odpowiedzi na wniosek otrzymałem również wydruk z narzędzia Piwik, który ma być odpowiedzią na wniosek o dostęp do statystyk oglądalności serwisu Obserwator Konstytucyjny. Wykres rozpoczyna się 1 stycznia 2012 roku. W niedzielę i poniedziałek w okolicy 29 stycznia statystyki odnotowały "pik" w okolicy 420 użytkowników; podobny "pik" pojawia się w poniedziałek 12 marca. Poza tymi szczytami oglądalność nie przekracza raczej 210 użytkowników dziennie. Przy czym domagałem się informacji na temat statystyk "w okresie jego działania – jeśli takie statystyki są tworzone (obejmujących liczbę odsłon stron, liczbę tzw. „unikalnych użytkowników” serwisu, inne informacje dot. oglądalności serwisu – jeśli są tworzone, w rozbiciu na okresy miesięczne, lub w rozbiciu na inne okresy – w taki sposób, w jaki takie dane są tworzone)". To, co otrzymałem, nie jest wszystkim, co można uzyskać z Piwika. Gdyby nie to, że - jak uważam - cały ten serwis został uruchomiony bez podstawy prawnej, to aby właściwie odpowiedzieć na wniosek o dostęp do takich statystyk, Prezes Trybunału Konstytucyjnego powinien mi udostępnić hasło do panelu administracyjnego. A skoro nie ma podstawy prawnej do działania takiego serwisu, to powinien otrzymać, np. na płycie, zrzut bazy danych ze zgromadzonymi przez system danymi na temat oglądalności (por. Przejmujemy państwo: skąd wziąć statystyki oglądalności poszczególnych serwisów administracji publicznej?).

Ustalenie kiedy serwis pojawił się w Sieci jest interesujące jeszcze z innego powodu. Otóż w jednym ze swoich wniosków z 18 marca domagałem się udostępnienia informacji publicznej:

na temat tego, czy wydawanie ww. serwisu internetowego zostało – na podstawie art. 20 ust. 1 ustawy Prawo prasowe –zgłoszone do rejestru dzienników i czasopism, a jeśli tak, to kiedy (z jaką datą) wniosek o rejestrację wydawania ww. serwisu został zgłoszony oraz – jeśli Sąd Okręgowy wydał w tej sprawie postanowienie – jaka jest treść postanowienia w przedmiocie rejestracji ww. serwisu w rejestrze dzienników i czasopism.

Wśród kwitów w dzisiejszej kopercie znalazłem wniosek o wpis do rejestru dzienników i czasopism, który Dyrektor Biura ds Administracyjnych Trybunału Konstytucyjnego złożył w Sądzie Okręgowym w Warszawie w dniu 23 kwietnia 2012 roku (a więc znów: kilka dni po moim wniosku). W tymże wniosku wymieniony jest już wspomniany p. Piotr Rachtan jako proponowany redaktor naczelny (przypominam, że nie otrzymałem żadnej umowy, z której wynikałaby taka funkcja dla wspomnianego redaktora), określono też wydawcę czasopisma "Obserwator konstytucyjny", a jest nim Trybunał Konstytucyjny z siedzibą w Al. Szucha 12a. Do tego napisano jeszcze: "Częstotliwość ukazywania się czasopisma: publikacja w Internecie, bieżąco aktualizowane". Sąd skasował znaki sądowe na kwotę 40 złotych i wniosek został przyjęty. Dwudziestego trzeciego kwietnia 2012 roku.

Jeśli zatem Prezes Trybunału Konstytucyjnego uznał, że należy jednak wniosek o wpis do rejestru dzienników i czasopism złożyć, to teraz mamy kłopotliwą sytuację. Otóż w myśl art 20 ustawy Prawo prasowe - wniosek taki, jeśli już ktoś uważa, że wydaje dziennik lub czasopismo, należało złożyć przed rozpoczęciem wydawania czasopisma. Generalnie art. 20 ust. 3 ustawy stwierdza, że "wydawanie dziennika lub czasopisma można rozpocząć, jeżeli organ rejestracyjny nie rozstrzygnął wniosku o rejestrację w ciągu 30 dni od jego zgłoszenia".

Natomiast znacznie bardziej kłopotliwe dla Prezesa Trybunału Konstytucyjnego jest brzmienie art. 45 ustawy prawo prasowe:

Kto wydaje dziennik, lub czasopismo bez rejestracji albo zawieszone - podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.

Z tej historii na razie jawi się nam taki obraz, który uzasadniałby szereg zawiadomień o możliwości popełnienia przestępstwa z art. 231 § 1 Kodeksu karnego (przekroczenie uprawnień, niedopełnienie obowiązków) przez funkcjonariuszy publicznych, nadal nierozwiązana jest sprawa odpowiedzialności majątkowej i niemajątkowej z tytułu naruszenia praw autorskich do mojego tekstu, a nie zapominajmy, że tu w grę wchodzą jeszcze przestępstwa przeciwko autorskim prawom majątkowym i autorskim prawom osobistym (integralność utworu), wreszcie mamy odpowiedzialność karną za wydawanie czasopisma bez rejestracji. A przecież należałoby jeszcze analizować kwestie związane z odpowiedzialnością za gospodarowanie mieniem publicznym (a mówimy o 230 tysiącach złotych rocznie, jak się wydaje przyjętych do realizacji bez podstawy prawnej).

Powtórzę wreszcie coś, co napisałem w dwóch z komentarzy w tym serwisie, pod tekstem Epitafium dla serwisu CodziennikPrawny.pl (2009-2011) (wybrałem fragmenty i scaliłem dla wygody):

Jeśli prasa ma sprawować funkcję kontrolną działania państwa (obok organizacji pozarządowej (por. "Obywatel", "każdy", próba odebrania organizacji prawa dostępu do informacji publicznej w Płocku) i - przede wszystkim - obywateli (art. 4 Konstytucji RP)), to prowadząc działalność publicystyczną (inną niż działalność wydawnicza, polegająca na upowszechnianiu informacji publicznej w ramach wskazanych urzędowych publikatorów elektronicznych i innych, których wydawanie powinno wynikać wprost z przepisu powszechnie obowiązującego prawa) powoduje - jak mi się wydaje - zachwianie równowagi i stanowi zagrożenie dla demokratycznego państwa prawnego (art. 2 Konstytucji RP). Państwo (organy władzy publicznej) niejako usiłują stać się swoim własnym kontrolerem i "przejąć" rolę ośrodków opiniotwórczych, kształtujących "wizerunek" ich własnej działalności. Zgodnie z art. 10 ust. 1 Konstytucji RP - ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, władzy wykonawczej i władzy sądowniczej. Mamy więc tu wskazane "funkcje podstawowe", których wykonywania oczekuje się od poszczególnych organów w Państwie. Przy wcześniej wskazanej konstytucyjnej gwarancji wolności prasy, która oddzielona jest w ten sposób od ww. władz, pojawia się "dalszy" podział tych funkcji: władze uczestniczące w trójpodziale nie mogą, bo naruszą konstytucyjną gwarancję działania prasy, być wydawcą prasy w sposób zupełnie swobodny.

Problem widać czasem szczególnie w lokalnych społecznościach, w których "wolna i niezależna prasa" konkuruje z prasą organizowaną i szczególnie wspieraną przez aktualne władze samorządowe (art. 16 ust. 2 Konstytucji stwierdza m.in. "Samorząd terytorialny uczestniczy w sprawowaniu władzy publicznej"), a ponieważ nie ma równego dostępu do działania organów - rola niezależnej prasy jest marginalizowana (naruszana jest przy tym zasada równego traktowania wszystkich przez władze publiczne (art. 32 ust. 1 i 2 Konstytucji RP); faworyzowane są własne ośrodki opiniotwórcze kosztem niezależnych, co może polegać np. na tym, że burmistrz, prezydent, radny, albo inna osoba pełniąca funkcje publiczne, udziela informacji tylko zaprzyjaźnionym, albo prowadzonym przez siebie "mediom"). W efekcie podważana jest funkcja kontrolna prasy.

Istotnym gwarantem realizowania takiej funkcji kontrolnej oraz zapewnienia wolności prasy musi być właśnie art. 7 Konstytucji RP (zasada legalizmu, praworządności, zgodnie z którą "organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa"). Co oznacza, że organy władzy publicznej, jeśli to wprost z przepisów precyzyjnie nie wynika i nie jest to "konieczne w demokratycznym państwie" ze względu na wskazane w art. 31 ust. 3 Konstytucji RP powody), nie mogą uruchamiać działalności wydawniczo-publicystycznej.

Oczywiście w temat ten wpisuje się też problematyka publicznej telewizji (sposobów jej finansowania oraz realizowania "misji publicznej"). Tu w Polsce są przepisy rangi ustawowej. Zatem przynajmniej jeden z postulatów - działanie na podstawie ustawy - jest spełniony. Nie zmienia to faktu, że działalność publicznej telewizji wywołuje wiele emocji i dyskusji.

(...)

prawo dostępu do informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne jest gwarantowane przez art. 61 Konstytucji, a konkretyzacją tego prawa, w kontekście publikacji elektronicznej, jest właśnie Biuletyn Informacji Publicznej - urzędowy publikator teleinformatyczny, który powinien być uruchomiony na podstawie art. 8 ustawy o dostępie do informacji publicznej i powinien spełniać wymogi stosownego rozporządzenia w sprawie BIP. Z zasad dotyczących accessibility wynikać musi to, że treści tam opublikowane powinny być napisane w formie, która pozwoli zrozumieć te treści obywatelom (a więc tu mamy zasady dot. redagowania publikowanych treści w BIP). Stanowiska organów i innych podmiotów powinny mieć raczej wyraz w publikowanych w BIP dokumentach i materiałach urzędowych, nie zaś w działalności "publicystycznej". W kontekście działalności RPO - pełniej realizowane są te konstytucyjne zasady przez to, że w BIP RPO (albo Trybunału Konstytucyjnego) publikowane są wystąpienia generalne RPO (albo wyroki TK, lub opisy wokandy), które powinny być napisane już niejako od razu językiem zrozumiałym dla obywateli, niż to, że obok BIP powstaje dodatkowy ośrodek publicystyczny, w którym się wyjaśnia zagadnienia leżące w ustawowej sferze zainteresowań tych podmiotów.

Podmioty zobowiązane do prowadzenie stron podmiotowych BIP nie świadczą tu "usługi informacyjnej". One realizują zadanie publiczne narzucone im przez ustawę i mające oparcie w Konstytucji.

Podmioty zobowiązane do prowadzenie stron podmiotowych BIP powinny zatem dostarczać informacje źródłowe w BIP, natomiast komentarz i kontrolna funkcja - to jest już rolą prasy (a także realizowana jest przez obywateli w ramach wolności pozyskiwania i rozpowszechniania informacji - art. 54 Konstytucji).

Dzięki upowszechnieniu i rozwojowi środków społecznego przekazu, a co za tym idzie - dzięki pojawieniu się możliwości publikowania informacji publicznej w ramach urzędowych publikatorów teleinformatycznych (BIP), zmienia się też trochę sposób działania prasy. Dziennikarz może przestać być pośrednikiem wydobywającym informacje publiczne (te - zgodnie z postulatami dostępu do informacji publicznej powinny być dane). Dziennikarz może się skoncentrować na analizie, przedstawieniu informacji publicznej w szerszym kontekście, może sygnalizować problemy społeczne, może pełnić funkcje kontrolną analizując informacje źródłowe (w tym reagując, jeśli nie zostaną udostępnione).

Tymczasem sytuacja teraz często wygląda tak, że organy władzy publicznej usiłują brać się za publicystykę (a także realizują działania wizerunkowo-polityczno-marketingowe w ramach tzw. "serwisów społecznościowych"), jednak nie realizują podstawowego swojego zadania publicznego, które polega na udostępnieniu w ramach urzędowego publikatora rzetelnych, aktualnych (i archiwalnych), wiarygodnych informacji źródłowych.

Do tego typu działalności muszą mieć też zastosowanie zasady archiwizacji i tworzenia archiwalnego zasobu archiwalnego (por. Archiwizacja oceanów informacji), co oznacza też, że organy władzy publicznej nie mogą sobie dowolnie usuwać publikowanych treści (co wszak jest praktyką dość często spotykaną, również na stronach ministerialnych, co widać czasem zaraz po zmianie kadencji, w tym większości parlamentarnej, gdy kolejny minister usuwa treści opublikowane za "panowania" poprzednika).

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Vagla, bardzo przyjemnie

Vagla, bardzo przyjemnie się to czyta - chciałbym Ci szczerze podziękować za drążenie tematów do takiego stopnia szczegółowości, sprawdzanie podstaw. Nie ustawaj, bo bez takiej logicznej kontroli nie tylko rzeczy się rozłażą organizacyjnie, ale także robione są bez sensu i wbrew prawu.

Taaak...

Maciej_Szmit's picture

Niech zgadnę: uzyskasz tyle, że na stronach "Obserwatora konstytucyjnego" pojawi się logo BIP ewentualnie że tenże się sprywatyzuje jako np jednoosobowa spółka SP. Ale ciekawy hack systemu prawnego :)

A tutaj jest kolejny serwis

VaGla's picture

A tutaj jest kolejny serwis, z którym należy przeprowadzić podobne ćwiczenie, jak powyżej (zresztą ten trop wprost z uzyskanych właśnie dokumentów pochodzi): wydawany przez NBP (a więc kolejny konstytucyjny organ: art 227 Konstytucji RP) obserwatorfinansowy.pl. Trzeba przeanalizować podobnie wszystkie ustawy, statuty i regulaminy, sprawdzić kiedy został zarejestrowany (czy w ogóle) i podjąć kolejne kroki.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

naprawa prawa =

zastanawiam się, czy udałoby się znaleźć jeden w pełni legalnie funkcjonujący element systemu działającego w PL po przeprowadzeniu kontroli przez Vigilantego Androida -

Ja też się mylę i robię błędy

VaGla's picture

Ja też się mylę i robię błędy. Nie w tym rzecz, by doszukiwać się wszędzie nieprawidłowości, tylko by dostrzeżone próbować jakoś naprawiać.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Wreszcie jakaś symetria by

Wreszcie jakaś symetria by była. Bo państwo nie darowuje nieznajomości przepisów (a także niejasności i zmiennych interpretacji) obywatelom. Ale w PL zawsze to działa tylko w jedną stronę.

dziwna sprawa; przy sobocie

dziwna sprawa; przy sobocie ;)

Pan Vagla odwala duza robote, my marudzimy a On dziala jakkolwiek. Szkoda ze wladza opanowana jest przez staruchow a spoleczenstwo - no coz i ja do niego naleze i choc pochwalam dzialania to nie moge przebranac przez tekst z pelnym zrozumieniem i zaangazowaniem :( czego mi wstyd. Do tego to poczucie bezsilnosci ze niczego nie zmienimy przez kolejne lata az nie wymrze postkomunistyczna idee, a nawet jak wymrze i mlodzi dostana wladze to co oni moga poza checia wybicia sie z nudnej pracy za 2000brutto. No i wreszcie przeciez dzis wychowujemy sobie ludzi nie w rownowaznym kapitalizmie tylko w kopii socjalizmu ... skoro UE daje milion na strone o kotach to czym to sie rozni od powyzszych kwot w tekscie?

Pozdrawiam, przegladnolem sobie http://prawo.vagla.pl/vagla
jest pod wrazeniem ilosci kolek, komisji, rad, i zarzadow w ktorych Pan zasiada, dla mnie to wrecz niemozliwie zeby w tak wielu kolach byc i aktywnie to ogarniac a jednoczesnie pracowac w kilku kolejnych miejscach. Tytan.

Niewiele to zmieni

Jekyll's picture

No cóż, takich kwiatków jest wiele. Przypomnę tylko sprawę opisywaną tutaj z Min.Fin. i jego publikacjami oraz sprawę z CodziennikPrawny.pl, no i też post o przetargu na pozycjonowanie stron. Czasami mnie zastanawia czy SSDIP coś w tej sprawie rozwiąże. Choć pewnie skorzystają na nim tylko JST i podmioty, które korzystają ze środków publicznych. Oby nie skończyło się jak z ePUAP
* * *
Rafał "RaV"
| Blog | WEB |

Zastanawiam się czy

Zastanawiam się czy występując do jakiegoś urzędu z wnioskiem o informację publiczną dotyczącą kwoty jaką dany urząd rocznie wydaje na utrzymanie swojej strony internetowej nie zostanę, zgodnie z nową ustawą dip spuszczony na drzewo pod pozorem tzw. informacji przetworzonej, lub jeszcze lepiej re-use. Vagla i tak miał szczęście, że w ogóle coś mu odpisali. Najczęściej właśnie ostatnio urzędnicy powołują się na te dwa art.

Nawet jeśli (co mu życzę) Vagla naprawi jedno to tysiące podobnych zostanie po staremu, a na miejsce naprawionego zepsują kolejnych dziesiątki.

Świetna analiza. I tylko

Świetna analiza. I tylko szkoda, że druga strona - zamiast podawać konkrety - odpowiedziałaby najchętniej: "Jak było, tak było, przecież jakoś było, jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było" (motto bloga Piotra Rachtana prowadzonego na stronach OK).

Swoją drogą zastanawiam się też nad tymi blogami na OK. Piotr Rachtan w ostatnim wpisie analizuje niedawne roszady na polskiej scenie politycznej. Zupełnie niepotrzebnie - zajmuje się tym prężna blogosfera. Po blogu na OK oczekiwałbym raczej informacji o tym, jakie OK ma plany, problemy (także egzystencjalne ;)), co działa, co nie działa. To ciekawsze i ważniejsze niż opinia urzędnika o Leszku Millerze.

dotrzeć do źródła :D

to z Przygód dobrego wojaka Szwejka

Na marginesie

VaGla's picture

Z ustawy o z dnia 27 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych:

Art. 35.
Klauzule umowne dotyczące wyłączenia jawności ze względu na tajemnicę przedsiębiorstwa w umowach zawieranych przez jednostki sektora finansów publicznych lub inne podmioty, o ile wynikające z umowy zobowiązanie jest realizowane lub przeznaczone do realizacji ze środków publicznych, uważa się za niezastrzeżone, z wyłączeniem informacji technicznych, technologicznych, organizacyjnych przedsiębiorstwa lub innych posiadających wartość gospodarczą, w rozumieniu przepisów o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, co do których przedsiębiorca podjął niezbędne działania w celu zachowania ich w tajemnicy, lub w przypadku gdy jednostka sektora finansów publicznych wykaże, że informacja stanowi tajemnicę przedsiębiorstwa z uwagi na to, że wymaga tego istotny interes publiczny lub ważny interes państwa.

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

A na drugim marginesie

VaGla's picture

Przy okazji mogę podlinkowac Wyrok TK z dnia 14 grudnia 2011 roku, sygn. SK 42/09, w którym TK uznał m.in., że Art. 45 w związku z art. 7 ust. 2 pkt 1 i pkt 3 oraz w związku z art. 20 ust. 1 zdanie pierwsze, w zakresie dotyczącym czasopism drukowanych, ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. – Prawo prasowe w zakresie, w jakim wprowadza odpowiedzialność karną za wydawanie czasopisma drukowanego bez rejestracji jest niezgodny z art. 31 ust. 3 w związku z art. 54 ust. 1 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, chociaż jest zgodny z art. 42 ust. 1 w związku z art. 2 Konstytucji.

W uzasadnieniu do tego wyroku czytamy m.in.:

Trybunał zwraca uwagę, że w zdaniu drugim art. 7 ust. 2 pkt 1 prawa prasowego wymienione są inne znaczenia pojęcia „prasa” i inne formy upowszechniania publikacji periodycznych, niezwiązane ze stanem faktycznym niniejszej skargi. Zdanie to nie zawiera treści normatywnych potrzebnych do wzbogacenia treściowego pojęcia „czasopisma”, stanowiącego element zaskarżonej normy dekodowanej z art. 45 ustawy, związanej z niniejszą sprawą. Ustalenie powyższe jest istotne w świetle analizy uzasadnienia niniejszej skargi, w którym relatywnie wiele miejsca poświęca się zarzutom braku określoności przepisu art. 7 ust. 2 pkt 1 ustawy, w zakresie dotyczącym prasy internetowej, do której odnosi się zdanie drugie art. 7 ust. 2 pkt 1 prawa prasowego. Również zdanie trzecie art. 7 ust. 2 pkt 1 ustawy, wprowadzające inne znaczenie pojęcia „prasa”, nie odnosi się do pojęcia „czasopisma”, stanowiącego element normy zaskarżonej, dekodowanej z art. 45 prawa prasowego. Konkludując, Trybunał postanowił poddać kontroli normę skonstruowaną w oparciu o art. 45 w związku z art. 7 ust. 2 pkt 1 i pkt 3 ustawy, tylko w zakresie dotyczącym czasopism drukowanych, a w pozostałym zakresie umorzyć postępowanie.

Co oznaczałoby tyle, że prasa generalnie dzieli się na dzienniki, czasopisma i inne formy prasowe opisane w zdaniu drugim art. 7 ust. 2 pkt 1, którego jednak TK postanowił nie analizować.

Tymczasem Trybunał Konstytucyjny złożył wszak wniosek o rejestrację do sądu okręgowego (chociaż zrobił to, jeśli nawet uznać, że chodzi tu o czasopismo, niezgodnie z przepisami, bo już po rozpoczęciu wydawania).

Zdziwniej i zdziwniej...

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Marcus Biesieroff Group

Otrzymałem umowę z dnia 6 października, zawartą między TK a Marcus Biesieroff Group (nie widzę w internecie nic na temat takiego przedsiębiorcy, a jego dane rejestrowe zostały z kopii umowy usunięte)

Zapewne jest literówka w nazwie. W CEIDG jest wpis przedsiębiorcy: MAREK KRAWCZYK - MARCUS BIESIOROFF GROUP
https://prod.ceidg.gov.pl/CEIDG/CEIDG.Public.UI/SearchDetails.aspx?Id=7ba6b244-2f39-4f35-8794-8b5cbcd9a8a5

Dodałem wykres dot. oglądalności

VaGla's picture

Do tekstu dodałem skan otrzymanego z Trybunału wydruku wykresu oglądalności serwisu Obserwator konstytucyjny wraz z podpisem pod tą grafiką. Sygnalizuję tu modyfikację tekstu.

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

CMS-Partner

Veal's picture

Na stronie CMS-Partner brakuje danych firmy, domena jest zarejestrowana na osobę prywatną, natomiast w dziale kontakt widoczny jest adres tożsamy z tym, pod którym zarejestrowano przedsiębiorstwo "Marek Krawczyk - Marcus Biesioroff Group"...

przypadek czy epidemia

Podzielam zdanie, że analiza przypadku TK jest przeprowadzona rzetelnie i kompletnie na ile pozwala stan udostępnienia informacji z TK. Kusi mnie aby napisać, że pod latarnią najciemniej. Ale latarni jest wiecej i rzucają więcej cienia. Dlatego nie zgadzam się z tezą, że dostrzeżone błędy należy "jakoś naprawiać". Mam powody aby twierdzić, że nie mamy do czynienia z przypadkowymi błędami. To są raczej działania świadome lub brak dostatecznej wiedzy. Obawiam się, że działania Vagli budzą póki co irytację w TK a powinny budzić strach lub wzrost odpowiedzialności.
Mniej czepiałbym się pozaprawnej aktywności instytucji publicznej. Jeżeli z jednej strony jest naruszenie prawa a z drugiej istotny udostępnienie istotnej wiedzy to być może prawo nie dorosło do potrzeb społeczeństwa. Ale czy 200 logowań dziennie to już usprawiedliwia???
KJM

Zainspirowany treścią

Zainspirowany treścią artykułu:
zdarza się, że sąd powszechny zwróci się "zwykłym pismem" (tj. wydanym w formie pozaprocesowej, niebędącym postanowieniem) do organu administracji o przedstawienie jakiejś informacji (a nawet domniemanych skutków prawnych czynności). Na przykład - w mojej sprawie - sąd zwykłym pismem zwróci się do gminy (niebędącej stroną postępowania sądowego) o udzielenie informacji, na jakiej podstawie prawnej osoba podająca się za pełnomocnika gminy została umocowana do czynności głosowania we wspólnocie mieszkaniowej i czy treść jej głosu była zgodna z wolą gminy.
O ile mnie pamięć nie myli, to sąd może z urzędu (acz postanowieniem, co do którego służy złożenie zastrzeżenia na naruszenie procedury) przesłuchać świadków albo zażądać dokumentu, nie może zaś żądać wytworzenia dokumentu - tym bardziej że prowadziłoby to do ominięcia przepisów o przesłuchaniu świadków.

I teraz pytanie: czy Sąd dopuścił się przestępstwa urzędniczego przekroczenia uprawnień?

Technikalia

Dopiero jak zamknęli ten portal i pojawił się krzyk o blokowaniu informacji - dowiedziałem się o jego istnieniu, a że jestem jak Pan - troszkę dociekliwy - znalazłem tą stronkę, przeczytałem od deski do deski i powiem tak...

Hosting: Serwer odpowiada na IP: 176.9.24.233

Co daje nam:
netname: HETZNER-RZ15
descr: Hetzner Online GmbH
descr: Datacenter 15
country: DE

Więc za hosting TK płaci(ł) w twardym Euro (pewnie nie mało).
Sorry.. mało mamy firm hostingowych i DataCenters w PL?

Gmeram dalej.. że serwis już nie działa - używam WayBacka i czytam cachowane artykuły ... normalnie GazWyb się chowa od kiedy w PL rządzą konserwatyści i od kiedy powstało zamieszanie wokół TK.

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>