Nie każdego stać na osobistą wolność - społeczeństwo informacyjne w stadium feudalizacji?

Jeśli przyjąć, że systemy społeczno-gospodarcze stale ewoluują i jeśli z poprzednich stanów i procesów da się wyciągać jakieś wnioski odnośnie trendów przyszłych, to zacząłem się zastanawiać nad tym, czy właśnie następuje kolejny okres delikatnego, acz stopniowego, dochodzenia do nowej formy feudalizmu, tym razem informacyjnego. Z kursu akademickiego historii państwa i prawa w Polsce można dowiedzieć się wiele o procesie ograniczenia wolności osobistej jednych, wobec zwiększania się sfery wpływów innych. Miało to swoje ekonomiczne i społeczne uzasadnienie. Nie tak dawno, bo przecież chodzi o XIV-XVIII w., właściciel dominium dysponował władzą nad poddanymi, wykształcił się folwark, pańszczyzna, poddaństwo osobiste, które również wiązało się z prywatnym sądownictwem właściciela dominium nad pracującymi w jego dobrach ludźmi. Bez tego nie byłoby kolejnych etapów rozwoju.

Teoretycznie każdy może stworzyć przynoszący dochody, duży serwis internetowy. Jak wiele trzeba w taki serwis zainwestować, wiedzą ci, którzy odnieśli sukces. Odpowiednio wydajne serwery, łącza o przepustowości, która może utrzymać wszystko w ruchu, systemy bazodanowe, które obsługują wystarczającą liczbę transakcji. Ale tworzenie treści, która jest atrakcją przyciągającą potencjalnych reklamodawców, również kosztuje. Gdyby jednak stworzyć społeczność, przekonać ją, że nie ma w istocie praw do treści publikowanych "w folwarku", gdyby udało się tak pokierować systemem prawodawczym, by organizator komunikacji zyskał prawo rozstrzygania sporów między "swoimi użytkownikami"... W kolejnych etapach można by wprowadzić "przywiązanie użytkownika do serwisu", właściciel dominium zyskałby pewne, gwarantowane prawnie, przywileje, w tym monopole - wzorem, przykładowo, propinacji - wyłącznego prawa do produkcji i sprzedaży piwa i gorzałki (przynosiło wiele dochodu). Dalej można by wprowadzić, określony pozytywnie lub negatywnie, obowiązek korzystania z określonych usług suwerena. Co mogłoby zastąpić w społeczeństwie informacyjnym średniowieczny zakaz picia w obcych karczmach, lub nakaz zakupu od pana odpowiednich ilości trunków z okazji rodzinnych uroczystości, albo nakaz korzystania z młyna leżącego w dobrach właściciela? Możesz u nas prowadzić serwis, ale musisz kupić u nas również domenę?

Przeróżne były formy poddaństwa. Jedną z podstawowych była darmowa robocizna. Pańszczyzna jednak również zmieniała się w czasie i stopniowo stawała się coraz większym ciężarem. Początkowo obowiązek odpracowania 2-3 dni w tygodniu (W 1520 roku konstytucja sejmu toruńskiego wprowadziła pańszczyznę w wymiarze jednego dnia w tygodniu z łana jako minimalny i obowiązujący we wszystkich dobrach w państwie wymiar; w wielu dobrach ciężar ten był jednak większy i zwiększał się stopniowo). Jedni odpracowywali pieszo, inni sprzężajnie. pracowano z wykorzystaniem własnych zwierząt i z użyciem własnych narzędzi. Potem przyszły "tłoki" i "gwałty", a więc dodatkowy obowiązek pracy przy okazji pilnych robót (np. żniwa). Jeśli wydajność folwarku spada, to nie dość oznaczyć liczbę dni w tygodniu. Wymyślono pańszczyznę wydziałową - określano obszar gruntu, który miał być uprawiony, lub z którego miało być zebrane zboże (por. "Dziennikarstwo obywatelskie" nie istnieje, ponieważ nikt mi za to nie zapłacił). Był to więc wymiar rezultatu, nie - posługując się dzisiejszą nomenklaturą kontraktową - starannego działania. Byli i tacy, którzy zamiast pańszczyzny płacili czynsz. Pytanie, czy gospodarstwo, z którego utrzymywali rodziny było ich własnością, czy byli jedynie jego użytkownikami i w każdej chwili można było ich z niego wyrugować (por. Śmierć cywilna w społeczeństwie informacyjnym (na przykładzie usług Google))?

Oczywiście każdy może dziś uprawiać swoją własną działeczkę (por. Na świecie są miliardy twórców). W średniowieczu również byli "ludzie luźni", ale stopniowo wprowadzano regulacje, które utrudniały takim ludziom życie. Obciążano ich wysokimi podatkami, wprowadzono obowiązek posiadania abszytu - świadectwa odejścia z poprzednich dóbr. Zwalczano również systemowo zbiegostwo chłopów (wreszcie sprawy o zbiegostwo nie ulegały przedawnieniu). Tylko ze względu na przywilej króla mogli w Prusach Królewskich żyć osadzeni tam olędrzy. Jednak i oni, chociaż osobiście wolni, podlegali władzy sądowniczej tego, kto korzystał z przywileju osadniczego na prawie olęderskim. Na Ukrainie byli też wolni Kozacy. Być może również sprawy o "piractwo" nie będą się kiedyś przedawniały. To wpisywałoby się w logikę procesu. Dziś wprowadza się DRM i inne formy kontraktowe w sferze obiegu informacji, gdzie użytkownik nie zyskuje prawa do treści, a jedynie możliwość abonamentową czasowego z niej korzystania; czasem tylko kilku odsłuchań lub obejrzeń (por. Amazon zdalnie wykasował "elektroniczne książki" z urządzeń konsumentów). W proces ścigania przestępstw chcą się zaangażować "dysponenci praw" (por. Sąd nad prywatyzacją organów ścigania).

Serwisy internetowe stają się coraz większe. W dobie web-2-zero obserwować można zwiększenie się "władzy moderatorów", w celu zwiększenia zasięgu reklamowego kupowane i sprzedawane są folwarki-serwisy internetowe, w regulaminach wprowadzane są postanowienia dotyczące praw do wizerunku i własności intelektualnej dusz - "użytkowników" (por. Duży może (chcieć) więcej - o regulaminie Facebook). Przedsiębiorstwa takie jak Google czy Facebook działają na skalę globalną. Każdy może z nimi konkurować, ale jak wielu się to uda? Takie przedsiębiorstwa przekraczają granice państw i zyskują swoistą podmiotowość międzynarodową (por. Suwerenność korporacji w prawie międzynarodowym publicznym). Stają się coraz bardziej równe władzy publicznej i same decydują co i kiedy ich użytkownicy mogą zobaczyć, co mogą skomentować (por. Po odcenzurowaniu chińskich wyników wyszukiwania - czas na suwerenne korporacyjne koalicje). Czasem ustalają wręcz globalne prawa, o czym można przekonać się śledząc okoliczności powstawania porozumienia ACTA.

Nie zawsze osobista wolność jest funkcją decyzji zainteresowanego nią człowieka. Oczywiście ktoś może uznać powyższe rozważania za przejaw myślenia powojennego, które obrazować może filmowa scena: "tą flaszką pan rozpijał chłopów". Ale przecież tworzone są nowe instrumenty i pojęcia. Jeśli "user generated content" to nie jest to samo, co utwór w rozumieniu prawa autorskiego, to właśnie tego typu procesy mam na myśli (por. Zielona Księga: Prawo autorskie w gospodarce opartej na wiedzy (bez wiedzy)).

Szlachta czasem nie mogła zajmować się rzemiosłem i osiedlać w miastach. Były oczywiście wyjątki. W samych miastach działały cechy, a wyzwolenie się na mistrza nie było sprawą prostą. Dopuszczenie do zawodu również nie było łatwe. Dziś chronimy swoje zawody - prawnicy, twórcy, informatycy, aktorzy. Być może nie produkują guzików lub podków, ale tendencję takie chyba da się wyodrębnić (por. Kampania społeczna na rzecz certyfikacji Twórców, Każdy chce mieć wyłączność na uprawianie roli).

Z czasem nastąpiło uwłaszczenie chłopów. W innych krajach, gdzie istniało niewolnictwo, działał ruch abolicyjny. Pojawiały się nawet procesy sądowe, w które angażowani byli - po dwóch stronach sporu - najwyżsi urzędnicy państwa (por. Niewolnicy z La Amistad i "społeczeństwo informacyjne" - czy możemy się czegoś nauczyć z historii?). Systemy społeczno-gospodarcze przechodzą z jednego w drugi. Czasem spokojnie, czasem rewolucyjnie (por. Miejmy to już za sobą).

Jeśli powyższa obserwacja i rozważania mają jakikolwiek sens, jeśli rzeczywiści można próbować opisywać podobne trendy przez analogię do systemów wcześniejszych, to ciekawe, w jaki system wyewoluują stosunki społeczne po uzyskaniu szczytowej formy wydajności następujących obecnie. Tymczasem trzeba wziąć się do pracy. Robota czeka. Trzeba sprawdzić, czy w dobrach pana poddani się gdzieś nie burzą. Jestem wszak człowiekiem systemu. Ten serwis to tylko hobby.

Ciekawe, czy status społeczny w społeczeństwie informacyjnym będzie dziedziczny oraz czy wpłynie na kształtowanie się nazwisk i rodzinnych przydomków. Jola WamP_16 Kowalska, potomkini długiego rodu WamP_16 z psychodela kropka net, właścicielka części w malutkiekotki24 kropka pl i historiapiecowkaflowych kropka net, wielka moderatorka w korporacja kropka com...

PS
Powyższy tekst niech będzie ukłonem w kierunku prof. Juliusza Bardacha, prof. Bogusława Leśnodorskiego i prof. Michała Pietrzaka. Czasem człowiek zastanawia się na studiach, po co właściwie uczy się historii prawa, a przecież historia ustroju i prawa nie musi być nudna i może mieć też praktyczne znaczenie dla przyszłości.

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Panie Piotrze. Niech Pan

Panie Piotrze. Niech Pan ogarnie obczajenie na przekozacką serię wykładów dr. Hoppego: Parasitism and the Origin of the State [Lecture 7 of 10 by Hans-Hermann Hoppe]. Powinny się Panu spodobać!
Z uszanowaniem, Wielki Ka.

Pańszczyzna

„Gdyby jednak stworzyć społeczność, przekonać ją, że nie ma w istocie praw do treści publikowanych "w folwarku"…”

Jeśli mogę, to poleciłbym w tym miejscu lekturę regulaminu serwisu społecznościowego Solaris Gate. Część mówiąca o prawach do załadowanej treści, jeśli je dobrze zrozumiałem, chyba pasowałaby tu jak ulał. (To nie jedyne piękne fragmenty tego regulaminu, ale to już inna sprawa.)

Dopisałem

VaGla's picture

Dopisałem jeszcze do tekstu to pytanie o dziedziczenie statusu społecznego...
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Informatycy?

Informatycy chronią swój zawód? Jak? To chyba jeden z najwolniejszych fachów - każdy chętny może się sam nauczyć zawodu i uprawiać go bez żadnej certyfikacji ani przynależności do izb.

Najwyraźniej

VaGla's picture

Najwyraźniej pewne dyskusje Pana/Panią omijają :) Z mojego punktu obserwacyjnego widać - być może - więcej. O mały włos sam bym certyfikował informatyków :)
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

To nie takie proste

By zostać informatykiem, trzeba zdobyć wiedzę praktyczną i teoretyczną, a to o ile ne ma się znajomych w fachu-kosztuje. By zdobyć pracę albo trzeba być naprawdę dobrym w tym co się robi, albo mieć znajomości. Ja sobie odpuściłem-nie stać mnie na książki z programistyki, i nie mam znajomych, co by mnie coś nauczyli lub ukierunkowali. To iż pewna firma zaprosiła mnie do USA na pokaz najnowszych technologii informatycznych za pewien mój pomysł wykorzystany w ich produkcie o niczym nie świadczy.

Poddani Facebooka

VaGla's picture

A właśnie. Globalny Facebook ma już tylu poddanych, co cała Unia Europejska: Jest nas już ponad pół miliarda! Liczba mieszkańców UE rośnie vs. Facebook ma 500 milionów użytkowników. Jesteś jednym z nich?. Aby regulować aktywność obywateli unijnych trzeba jednak patrzeć na działania Parlamentu Europejskiego, Rady, Komisji, Dyrektoriatów... Facebook zaś po prostu zmienia regulamin. Są też różnice. Z Facebooka można się wypisać, a z UE byłoby to dość trudne. Z Facebooka można się wypisać. Na razie można (por. Administracja Prezydenta USA, Facebook i inne "serwisy społecznościowe") :)
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Chyba jednak łatwiej

Chyba jednak łatwiej wypisać się z EU niż z FB... Możemy zdaje się zrzec się obywatelstwa i przyjąć nowe, państwa spoza Unii.

Z FB możemy co najwyżej "wyemigrować w skarpetkach". Możemy zlikwidować konto, ale Facebook nadal będzie "nas" posiadał - czyli wszystkie informacje, które nas dotyczą, sieć naszych kontaktów, content który na niego załadowaliśmy.

wirtualne ordynacje

ksiewi's picture

W 2006 roku, gdy (o ile dobrze pamiętam) MKiDN przymierzało się do nowelizacji przepisów o "skutecznych zabezpieczeniach technicznych" napisałem tekst, który zaczynał się cytatem z Historii Państwa i Prawa Polskiego prof. prof. Bardacha, Leśnodorskiego i Pietrzaka. Jakoś tak się stało, że tekst ten nigdzie się nie ukazał, ale skoro zacząłeś ten temat, to pomyślałem sobie, że go tu po prostu wkleję:

W I Rzeczpospolitej magnaci ustanawiali na swoich dobrach tak zwane ordynacje. Według profesorów Bardacha, Leśnodorskiego i Pietrzaka "istotę ordynacji stanowiło wyjęcie określonego kompleksu dóbr spod ogólnych norm prawa i oparcie jego bytu na specjalnym statucie." Dzięki statutowi, ordynacje były "państwami w państwie", w których prawo powszechne obowiązywało tylko w ograniczonym zakresie.

W społeczeństwie informacyjnym można zaobserwować zjawisko analogiczne do feudalnych ordynacji. Tu, "ogólne normy prawa" to prawo autorskie, które ustala zakres tak zwanego monopolu autorskiego. Określa także "dozwolony użytek", czyli działania, którym podmiot praw autorskich nie może się sprzeciwić. Wyznaczone są w ten sposób granice prywatnej kontroli nad dobrami niematerialnymi. Możliwe jest jednak faktyczne rozszerzanie tych granic, w szczególności z wykorzystaniem technologii zwanych Digital Rights Management (DRM). DRM zwane też skutecznymi zabezpieczeniami technicznymi mogą służyć do kontroli wszelkich cyfrowych dóbr – filmów, programów telewizyjnych, muzyki czy książek. Granice tej kontroli wyznacza w zasadzie tylko fantazja producenta. Na przykład, może on uniemożliwić odtworzenie filmu kupionego za granicą w kraju, w którym ten film nie miał jeszcze kinowej premiery. Program telewizji cyfrowej może być udostępniany tylko pod warunkiem opłacenia abonamentu lub nawet „wrzucenia monety” przy każdym włączeniu odbiornika. Z kolei książki cyfrowe (e-books), mogą skutecznie utrudnić użytkownikowi dokonanie przedruku lub zaczerpnięcie cytatu, jeśli dołączony do nich DRM zablokuje funkcję "copy-paste". Zwykle, utwory z DRM danego producenta można odtwarzać tylko za pomocą dostarczanego przez niego oprogramowania.

Jak widać, z objętych DRM dóbr można korzystać tylko w taki sposób, jaki podoba się producentowi. Co więcej, można nimi zabezpieczyć nawet te dobra, których prawo autorskie wyraźnie nie obejmuje (np. Iliadę, Hamleta lub Dziady). Mogą one nawet zmusić użytkownika do ubiegania się o zgodę na dozwolony użytek (przedruk, cytat, kopia zapasowa). W efekcie zakres prywatnej kontroli producenta dzięki DRM nie jest wcale taki, jak by to wynikało z lektury ustawy prawo autorskie, ale znacznie szerszy. DRM można zatem określić jako "wirtualne ordynacje". Poza ograniczaniem swobody użytkowników, stanowią one niezwykle efektywny środek walki z konkurencją. W tym celu najlepiej nadają się zamknięte standardy DRM, które skutecznie utrudniają konkurencji oferowanie urządzeń dających użytkownikom więcej swobody, a przez to atrakcyjniejszych rynkowo. W efekcie producent stosujący DRM może skutecznie opanować rynek urządzeń (odtwarzaczy, programów komputerowych) lub ewentualnie działać w porozumieniu z istniejącym już producentem takich urządzeń.

Rozszerzanie prawnej ochrony dla DRM i delegalizacja ich obchodzenia znacznie ułatwia tego typu praktyki. Nasuwa się zatem oczywiste pytanie, czy nie zachęca to do naruszania prawa ochrony konkurencji i konsumentów lub po prostu ułatwia nieuczciwą konkurencję. Zatem, kwestia DRM to kolejny element debaty na temat możliwości regulowania monopolu autorskiego przez prawo konkurencji. Ostateczny wynik tej debaty będzie miał istotny wpływ na kształt i stosunki w społeczeństwie informacyjnym, dostarczając odpowiedzi na pytanie o legalność "wirtualnych ordynacji".

W chwili obecnej, polskie prawo nakazuje do zawinionego obchodzenia DRM odpowiednio stosować przepisy o naruszaniu praw autorskich. Już samo posiadanie służących ku temu urządzeń jest przestępstwem (zdaniem niektórych takim urządzeniem może być nawet zwykły komputer wyposażony w nieautoryzowane przez producenta DRM oprogramowanie). Należy przy tym pamiętać, że ewentualne procedury kontrolujące nadużywanie pozycji producentów są długotrwałe, kosztowne i przede wszystkim nierealne do przeprowadzenia dla indywidualnych osób. Ministerstwo Kultury przygotowuje obecnie [tj. w 2006 r.! - przyp. KS] nowelizację prawa autorskiego, jak na razie zmierzającą ku znacznemu rozszerzeniu swobody stosowania DRM.

Podsumowując, rozszerzaniu prawnej ochrony DRM powinno towarzyszyć wprowadzanie efektywnych mechanizmów umożliwiających użytkownikom dochodzenie swoich praw, a konkurentom zaspokajanie popytu na dozwolony użytek. W przeciwnym wypadku, wiele "wirtualnych ordynacji" nie będzie podlegało kontroli organów państwa powołanych dla ochrony konkurencji i konsumentów, a jednocześnie będą odporne na działanie rynku i wolnej konkurencji. W ten sposób, ustalanie de facto zakresu ochrony prawa autorskiego nie będzie następowało w drodze ustawy, a za pomocą siły rynkowej oraz technologii magnatów społeczeństwa informacyjnego.

Interesujący tekst

Mechanizm DRM to jeden z przejawów rugowania czy też maksymalnego faktycznego ograniczania dozwolonego użytku. Sporo o tym pisał L.Lessig w "Wolnej kulturze" czy "Remiksie".
Rok 2006 już za nami a ciekaw jestem jak aktualnie wygląda sytuacja lobbowania za takimi "feudalnymi" rozwiązaniami w polskim porządku prawnym?

Dodaj nowy komentarz

Zawartość tego pola nie będzie publicznie dostępna.
  • Dopuszczalne tagi HTML: <a> <em> <del> <ins> <strong> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Rozpoczynanie akapitów i łamanie wierszy następuje automatycznie.
  • Użyj [# ...] by dodać automatycznie numerowany przypis dolny (footnotes).

Więcej informacji na temat opcji formatowania

CAPTCHA
Niestety spamerzy atakują, dlatego muszę się bronić.
3 + 2 =
Rozwiąż to proste zadanie matematyczne. Dla przykładu: 1+3 daje 4.

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>