Trwają prace nad nowelami prawa autorskiego: dozwolony użytek, IPRED i zbiorowy zarząd

W Sejmie trwają prace nad poselskim projektem nowelizacji ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, który ma na celu zmianę zasad korzystania z odbiorników radiowych i telewizyjnych w trakcie pracy w miejscach publicznie dostępnych (chodzi o dozwolony użytek opisywany przez art. 24 ust. 2 ustawy). Niedawno rząd przyjął projekt ustawy o zmianie ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz o zmianie innych ustaw (ten projekt ma implementować przepisy IPRED). Nadal trwają konsultacje związane z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego, od 1 września nie obowiązuje wszak art. 108 ust. 3 ustawy.

Zacznijmy od prac nad dozwolonym użytkiem. Zgłoszony projekt poselski dostęny jest na stronach Sejmu. Jest tam również Opinia prawna do projektu, a w niniejszym serwisie pisałem o tym w tekście Dyskusje prawnoautorskie w Sejmie i dozwolony użytek.

Dziś obradowała podkomisja, w obradach której brała udział m.in. prof. Monika Czajkowska-Dąbrowska. Podkomisja dziś nie doszła do jakiejś konkluzji. Podkomisja rozważała różne warianty, rozpoznawała sytuację prawną: "... w międzyczasie przebiegła redakcja brukselska konwencji berneńskiej, do której nigdy nie przystępowaliśmy i wreszcie wymuszono na nas przystąpienie do tekstu paryskiego. Tam znajduje się art. 11 bis, który tę sprawę, takiego swobodnego odbioru w miejscu publicznym, czyni wątpliwym...". Polska ustawa zaś zawiera art. 7 (którego odpowiednik nie istnieje w ustawach innych państw). Artykuł ten pozwala "podciągnąć" poziom ochrony wynikający z polskiej ustawy do poziomu konwencyjnego, jeśli większa ochrona z nich wynika... Nie wiadomo czy uda się "przerzucić ciężar dowodu" związany z uzyskiwaniem korzyści majątkowych, podejmowano różne próby powiązania dozwolonego użytku z art. 24 ustawy z mikroprzedsiębiorstwami lub małymi przedsiębiorstwami z ustawy o swobodzie działalności gospodarczej. Jest problem, bo organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi mają silną pozycję (niektórzy twierdzą, że już zbyt silną). Prace będą trwały nadal. Podkomisja ma się zebrać w przyszłym tygodniu (czwartek?), a zatem przesunie się termin planowanego posiedzenia Komisji.

Jeśli chodzi o kolejną nowelę prawa autorskiego, to należy sięgnąć do komunikatu po Radzie Ministrów z 21 listopada 2006:

Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o zmianie ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz o zmianie innych ustaw, przedłożony przez ministra kultury i dziedzictwa narodowego.

Projekt nowelizacji wzmacnia przepisy dotyczące ochrony praw własności intelektualnej oraz przewiduje bardziej adekwatne sankcje za ich naruszenie. Zapewni skuteczniejszą walkę z nielegalnym oprogramowaniem. Do polskiego prawa wprowadzone zostaną europejskie przepisy gwarantujące równy poziom ochrony własności intelektualnej we wszystkich państwach UE.

Zgodnie z projektem uprawniony, którego autorskie prawa majątkowe zostały naruszone, może żądać od osoby, która te prawa naruszyła: zaprzestania działań, usunięcia ich skutków, naprawienia wyrządzonej szkody oraz wydania uzyskanych korzyści. Przewidziano tu m.in. zapłatę na rzecz poszkodowanego odszkodowania w wysokości dwukrotnej lub trzykrotnej tej kwoty, którą poszkodowany uzyskałby poprzez oficjalne wyrażenie zgody na korzystanie z jego utworu. Oprócz tego uprawniony będzie mógł domagać się podania do publicznej wiadomości, np. w prasie, części lub całości wyroku orzeczonego przez sąd. Dodatkowo może również zażądać, by naruszający jego prawa autorskie wpłacił odpowiednią kwotę na rzecz Funduszu Promocji Twórczości.

Podobne rozwiązania będą obowiązywać w przypadku naruszeń prawa własności przemysłowej (patenty, znaki towarowe, wynalazki, bazy danych). Za naruszenie praw do patentów i znaków towarowych poszkodowani będą mogli występować o odszkodowanie, także w formie ryczałtu. Właściciel baz danych otrzyma natomiast odszkodowanie w formie wynagrodzenia za korzystanie z bazy.

Dzięki zmianom łatwiej będzie zabezpieczyć dowody z przestępstw przeciwko własności intelektualnej. Chodzi tu o podejrzane towary, dokumentację, materiały oraz narzędzia używane do nielegalnej produkcji. Projekt rządowy wprowadza zasadę, że nielegalne przedmioty i środki używane do ich wytwarzania będą uznane za własność osoby naruszającej prawo.

Projekt nowelizacji zakłada, że czas ochrony fonogramu i wideogramu kończy się z upływem 50 lat następujących po roku, w którym opublikowano dany materiał.

Chodzi tu o implementowanie na grunt prawa polskiego przepisów Dyrektywy 2004/48/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 29 kwietnia 2004 r. w sprawie egzekwowania praw własności intelektualnej (IPRED - Intellectual Property Rights Enforcement Directive). Można spodziewać się, że niebawem projekt nowelizacji trafi do Sejmu (por. również Albo konsument, albo osadzony, czyli europejski projekt IPRED 2)

Warto pamiętać również, że trwają konsultacje społeczne (jeszcze nie wypracowano akceptowalnego porozumienia, por. Bulgocze również w polskim kotle własności intelektualnej, Wrażenia po pierwszym dniu pół roku później oraz Trzystopniowy test - notatki i spostrzeżenia dnia drugiego) związane z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego z dnia 24 stycznia 2006 r. (por. Przepisy prawa autorskiego niezgodne z Konstytucją i konsultacje społeczne). Od 1 września 2006 roku nie obowiązuje art. 108 ust. 3 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Ja zaś zbieram pierwsze doświadczenia wynikające z posiadania karty prasowej w Sejmie (por. Czy wielopłaszczyznowa samorealizacja jest legalna?). Posiedzenia podkomisji są nagrywane, jednak stenogramów z tych posiedzeń na stronach sejmowych się nie publikuje - a szkoda. Posiedzenie podkomisji to bardzo interesujące źródło informacji. Tam właśnie "uciera się" późniejsze stanowisko Sejmu. Mój podstawowy problem dnia dzisiejszego (wczorajszego, bo już po północy) - znaleźć w systemie połączonych budynków kompleksu sejmowego salę nr 206. Udało się.

Posiedzenie podkomisji rozpatującej poselski projekt ustawy o zmianie ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych (druk nr 889). W posiedzeniu podkomisji wzięło udział 4 posłów z siedmioosobowego składu podkomisji (pod przewodnictwem poseł Małgorzaty Marii Bartyzel (wpis w Wikipedii), od kwietnia 2005 członkini ZASP). Następne posiedzenie w przyszłym tygodniu. Podkomisja przygotowuje stanowisko po to, by projektem mogła zająć się Komisja Kultury i Środków Przekazu oraz Komisja Rozwoju Przedsiębiorczości.

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

"Samoświadomość" posłów

Piotrze, mam pytanie, czy wiadomo ci coś na temat świadomości posłów w sprawie prawa autorskiego. Czy oni mają w ogóle pojęcie o tym. A i czy Ty możesz na ten temat mówić - na temat ich wiedzy, choć może zbyt wielkie słowo :) Czy oni choć trochę znają się na tym?

Bo tak patrząc po innych pomysłach, które próbują materializować, zastanawiam się, jak oni odnajdują się w tej materii. Są doradcy, asystenci, biura, ale chyba jest w każdej partii jakiś człowiek, który się zna na tym. Czy nie?

Bo lobbyści to już inna kwestia.

Hmm..

VaGla's picture

Trudno się do tego odnieść. Po pierwsze - jeśli już idę do Sejmu, to w roli "dziennikarza", zatem bardzo przestrzegam zasady, by nie wywierać wpływu, bo jeszcze mi ktoś zarzuci, iż uprawiam lobbing. A więc siedzę i słucham, nagrywam, analizuję. Dziś na podkomisji było tylko kilku posłów (a podkomisja składa się z 7 osób), z czego aktywny w niej udział brał głównie poseł Michał Wójcik (ale poseł Wójcik jest prawnikiem; wpis w Wikipedii). W posiedzeniu podkomisji biorą udział również przedstawiciele biura legislacyjnego, przedstawiciele rządu (dziś np. przedstawiciel Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego) oraz zaproszeni eksperci (dziś w obradach podkomisji brało udział raptem jedenaście osób – w tym: posłowie i zaproszeni goście). Jeśli chodzi o świadomość, to jakaś tam świadomość jest, ale ten poziom jest różny i nie dotyczy "generalnej masy poselskiej", a głównie tych, którzy są w jakiś sposób zaangażowani bardziej w dany projekt. Posłowie zadają pytania, eksperci odpowiadają. Czasem sami eksperci mają trudny orzech do zgryzienia, by zaproponować jakąś redakcję przepisu, która oddawałaby to, o co chodzi posłowi. Cóż. O ważnych sprawach legislacyjnych decyduje niewielka grupa osób. Tak więc odpowiedź na zadane pytanie pozostawię samemu pytającemu (licząc na jego inteligencję :)
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Zrozumiałem :)

Dzięki za odpowiedź.

W każdym razie jest jakieś światełko w tunelu, a co najważniejsze nie należy zostawiać tych spraw tylko w rękach posłów. :-)

PS Moja p. profesor od prawoznawstwa (kiedy w gazecie wyczytała, że dziennikarze znęcają się nad "mecenasami") ciągle nam powtarzała, że to nie wina tych biednych prawników, że mamy takie prawo, ale posłów, ponieważ oni muszą ubrać w przepisy te poselskie pomysły, a później wszystko i tak trafia na konto prawników. Coś w tym jest. ;-)

To jest też pewna gra...

VaGla's picture

Bo jeśli jest jakiś trudny problem do rozwiązania, na przykład chodziłoby o to, by można było coś zrobić, a jest silny opór określonych grup interesu, by jednak do danej sytuacji nie odpuścić, to stosuje się pewne tricki. Spójrzmy na aktualne brzmienie art. 24 ust. 2 ustawy: "Posiadacze urządzeń służących do odbioru programu radiowego lub telewizyjnego mogą za ich pomocą odbierać nadawane utwory, choćby urządzenia te były umieszczone w miejscu ogólnie dostępnym, jeżeli nie łączy się z tym osiąganie korzyści majątkowych". O to właśnie rozbiła się sprawa w kilku procesach. Nawet były już orzeczenia SN dotyczące tej sprawy. "Domniemanie" można w ustawie wepchnąć na kilka sposobów. Ciężar dowodu zaś spoczywa na tym, kto coś twierdzi. Organizacja przychodzi do kogoś, twierdząc, że narusza on prawo autorskie. I teraz on musi wykazać, że korzystanie przez niego z utworów nie łączy się z osiąganiem korzyści majątkowej. Sprowadza się to zatem de facto do przeprowadzenia dowodu na okoliczność istnienia przesłanki negatywnej. Takiej przesłanki nie da się udowodnić. Dlatego właśnie organizacje zbiorowego zarządzania (które silnie uczestniczą w pracach komisji, chociaż nie było ich na podkomisji) nie chcą dopuścić do przerzucenia ciężaru dowodu. Nie przeszkadza im to, że istnieje możliwość korzystania pod warunkiem wykazania, że bez korzyści, bo wiedzą, iż nikt nie udowodni, że takiej korzyści nie było (a utrwaliło się w orzecznictwie już podchodzenie do tej korzyści jako do korzyści pośredniej lub bezpośredniej; przy czym nawet na podkomisji stwierdzono, że bezpośredniość korzyści w przypadku fryzjerów czy innych zakładów usługowych oznaczałaby, że np. ktoś za słuchanie muzyki na paragonie dolicza kwotę, a nikt tego nie robi, zatem wszystko opiera się dziś na korzyściach pośrednich - i tak orzekają sądy, stwierdzając, iż niewykazano, że nieuzyskano pośrednich korzyści). I teraz. Jak ten wywód wyjaśnić decydującym o sprawie posłom, którzy nie przysłuchiwali się wywodom eksperta podkomisji (bo ich tam nie było), a którzy słyszą przekaz medialny, że piractwo jest złe, a biedy autor jest na przegranej pozycji? Tu działają tylko jasne, proste przekazy. Technika legislacyjna może być wykorzystana do tego, by na pierwszy rzut oka coś wyglądało tak, jak chce publiczność, ale by jednak w praktyce chroniło konkretny interes, inaczej niż to wynika z percepcji tej publiczności. Tak więc tu nie tylko o świadomość posłów idzie sprawa, ale również o to, by jakąś sprawę załatwiono nie tylko pozornie. Chodzi o zdeterminowanie, chęć załatwienia sprawy, nie zaś o to, by ktoś mógł powiedzieć: walczyłem o sprawę.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

bezstronność

Mam wielki szacunek dla pani poseł Bartyzel, a jeszcze większy dla jej męża (bo jest mi bardziej znany). Oboje bardzo zasłużeni dla polskiej kultury, a przede wszystkim bardzo niepokorni i niekonformistyczni, zarówno w czasach PRL, jak i dziś. Ale... Ale trochę mi się to nie podoba, że przewodnicząca podkomisji jest członkiem ZASP (zasiadała nawet w jego Radzie Artystyczno - Programowej i Zarządzie!). Myślę, że wypadało by się w takiej sytuacji wyłączyć z prac. Nawet jeśli nie podpada to pod nemo iudex ... to i tak jest jakiś chyba zgrzyt. A już na pewno nie można w takim wypadku powiedzieć, że OZZ nie było na podkomisji! (co pojawiło się w komentarzu)

Chory projekt

"Zrobienie dobrze" drobnym przedsiębiorcom (projekt poselski, Druk nr 889) można rozpatrywać w kategoriach humorystycznych, nie jest to jednak sprawa pierwszorzędnej wagi. Problem moim zdaniem nie leży zresztą w tym konkretnym przepisie, a w konieczności dokonania przeglądu przepisów o dozwolonym użytku w ogóle, bo wiele odznacza się co najmniej wątpliwą zgodnością z konwencją berneńską i dyrektywą 2001/29/WE.

Natomiast to co zrobiono w zakresie roszczeń związanych z naruszeniem autorskich praw majątkowych woła o pomstę do nieba. Odszkodowanie za działanie niezawinione! Czy ktoś w ogóle się zastanowił nad podstawą odpowiedzialności odszkodowawczej w braku winy sprawcy szkody? To nawet nie jest odpowiedzialność na zasadzie ryzyka, to jest odpowiedzialność absolutna, której nijak nie da się pogodzić z konstrukcjami polskiego prawa cywilnego.

Już poprzednia redakcja tego przepisu była chora, ale jakoś dało się to uzasadnić - roszczenie o zapłatę podwójnego należnego wynagrodzenia jako alternatywne do roszczenia o wydanie bezprawnie uzyskanych korzyści można było wywodzić z konstrukcji zaczerpniętych z bezpodstawnego wzbogacenia. Ale to? Jest to - wbrew twierdzeniom niektórych lobbystów - rozwiązanie niespotykane w Europie. Zdarzają się wprawdzie rozwiązania legislacyjne przewidujące zryczałtowane odszkodowanie w postaci wielokrotności (zwykle dwukrotności) wynagrodzenia, jednak wyłącznie w razie naruszenia autorskich praw majątkowych. W dodatku nie wiadomo, czemu to ma służyć, skoro w praktyce sądy bardzo łatwo przyjmują winę (wystarczy wszak nieumyślna) w przypadku naruszeń dokonywanych przez podmioty profesjonalne.

Słowem - popis niekompetencji twórców nowelizacji i skuteczności lobbingu środowisk producentów i OZZ. A taka ochrona technicznych zabezpieczeń utworów leży i kwiczy. Choć może to akurat dobrze ;).

"nie ma miejsca w polskim systemie prawa..."

VaGla's picture

Parę razy w tym serwisie zwracałem uwagę (por. dział prawo autorskie) na cytat z uzasadnienia jednej z wersji projektu ustawy, co zaś zniknęło nagle (niestety) w kolejnej wersji, a chodziło o słowa: "nie ma miejsca w polskim systemie prawa własności intelektualnej na roszczenie o zasądzenie trzykrotności odpowiedniej opłaty licencyjnej w przypadku naruszeń zawinionych. Tym większy sprzeciw budzi roszczenie o zapłatę dwukrotności odpowiedniego wynagrodzenia, niezależne od jakiejkolwiek winy naruszyciela". Projekty "własności intelektualnej" i prawo do kopiowania..., Skuteczne techniczne zabezpieczenia i nowelizacja prawa autorskiego oraz O nowelizacji autorskiego i kompensacji naruszenia, Skonfiskujmy laptopy posłom. Co zaś tyczy niezgodności polskiej ustawy z dyrektywą 2001/29/WE te prof. Monika Czajkowska-Dąbrowska stwierdziła, iż na mocy dyrektywy wyjątki, które były w ustawdawstwie państwh członkowskich "w trakcie związania tą dyrektywą" mogą pozostać. Nie jestem pewien, czy pani profesor miała na myśli art. 10 ust. 2 dyrektywy ("Niniejsza dyrektywa nie narusza działań i praw, które zostały zakończone lub uzyskane przed 22 grudnia 2002 r."). Natomiast ważny jest ten art. 7 nasz, który pozwala na taki manewr, by zmienić prawo autorskie niejako poza percepcją polskiego ustawodawcy. Ten przepis odnosi się do polskich utworów, polskiego porządku prawnego, a na jego mocy można automatycznie podciągnąć zakres ochrony do poziomu dowolnej konwencji, której Polska jest stroną. W istocie chodzi o to, że dzięki wspomnianemu art. 7 ustawy wystarczy przeforsować wyśrubowane zmiany w "stanowczych" (nie opcjonalnych) przepisach którejś z umów międzynarodowych i one z automatu wchodzą do systemu krajowego.
A tak na marginesie, to miło mi powitać Pana doktora w niskich progach tego serwisu :)

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Lobbing

W pierwotnym projekcie przygotowanym przez Instytut takie właśnie stwierdzenie się znalazło. Zresztą bodajże Anna Tischner w artykule w MoP napisała podobnie. Tylko że pierwotny projekt spotkał się z gwałtowną reakcją BSA, a później PIIT, temu właśnie możemy zawdzięczać wzmiankę o "zwiększonej ochronie programów komputerowych". Na marginesie - w niektórych opiniach o projekcie słanych do MK przez lobbystów znalazły się informacje jednoznacznie nieprawdziwe (np. odnośnie rozwiązań spotykanych w ustawodawstwach obcych). Pewnie autorzy projektu liczyli, że np. nikt w MK nie przeczyta IIRC ustawy litewskiej czy słoweńskiej. No i chyba się nie przeliczyli.

Zdumiewająca jest zresztą różnica pomiędzy roszczeniami związanymi z naruszeniem prawa autorskiego, a roszczeniami związanymi z naruszeniem praw z zakresu własności przemysłowej. Skoro uważa się, że konieczne jest wprowadzanie odszkodowania o charakterze penalnym już w razie niezawinionego naruszenia autorskich praw majątkowych, bo w przeciwnym razie "zwalczanie naruszeń prawa autorskiego będzie utrudnione", to prowadzi to do wniosku, że z punktu widzenia ustawodawcy naruszenia prawa ochronnego na znak towarowy na nie zasługują na skuteczną ochronę, bo tam to utrudnienie można jakoś ścierpieć.

A tak na marginesie, to miło mi powitać Pana doktora w niskich progach tego serwisu :)

A dziękuję, dziękuję. Tak przy okazji - właśnie wyszła pewna książeczka, którą ASAP podeślemy.

Lobbing

Hmmm... Zrobiłem coś dziwnego i komentarz pojawił się dwukrotnie. Przepraszam, jak się da to skasować, to będę wdzięczny

Przepadek cudzej własności?

Jerry's picture

Cytuję:

Projekt rządowy wprowadza zasadę, że nielegalne przedmioty i środki używane do ich wytwarzania będą uznane za własność osoby naruszającej prawo.

Widzę tu pewne problemy.

Jak będzie wyglądać egzekwowanie tego przepisu w przypadku używania przedmiotów zlokalizowanych poza granicami kraju? Wniosek o ekstradycję serwera? :)

Co z infrastrukturą sieciową? Czy trzeba będzie wypruwać ze ścian przewody? A sprzęt sieciowy? Rutery i switche aktywnie uczestniczyły w naruszeniu prawa. Hej! Okazuje się, że na mocy polskiego prawa można zostać właścicielem całego Internetu! Na krótko, co prawda, ale można. :)

Nie jestem prawnikiem, ale wydaje mi się, że przepis powyższy jest nieprzemyślany...

Pozdrawiam,
Jerry

--
Jarek Witkowski | Linux user #136162 | http://www.jerry.prv.pl
This posting is covered by PPL - http://ppl.7thGuard.net

gwoli ścisłości

ksiewi's picture

Gwoli ścisłości, projektowany jest następujący przepis:

Art. 79 4. Sąd, rozstrzygając o naruszeniu prawa, może orzec na wniosek uprawnionego o dalszym rozporządzeniu bezprawnie wytworzonymi przedmiotami oraz środkami i materiałami użytymi do ich wytworzenia, w szczególności sąd może orzec o ich wycofaniu z obrotu, przyznaniu uprawnionemu na poczet należnego odszkodowania lub zniszczeniu. Orzekając, sąd uwzględnia wagę naruszenia oraz interesy osób trzecich.

5. Domniemywa się, że środki i materiały, o których mowa w ust. 4, są własnością osoby, która naruszyła autorskie prawa majątkowe.

W chwili obecnej funkcjonują następujące przepisy w tym zakresie:

Art. 80 ust. 3. Sąd orzeka przepadek, na rzecz Skarbu Państwa, bezprawnie wytworzonych egzemplarzy utworów.

4. Sąd może orzec przepadek, na rzecz Skarbu Państwa, przedmiotów służących do bezprawnego wytworzenia egzemplarzy utworów lub przedmiotów, przy których użyciu dokonano naruszenia.

5. Na wniosek poszkodowanego, na poczet należnego odszkodowania, sąd może orzec przyznanie poszkodowanemu przedmiotów, o których mowa w ust. 4.

6. Domniemywa się, że przedmioty, o których mowa w ust. 4, należą do naruszającego prawa autorskie.

Treść proponowanej nowelizacji autorskiego

VaGla's picture

Projekt ustawy jest dostępny w BIP Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Projekt ustawy o zmianie ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz o zmianie innych ustaw (PDF) z uzasadnieniem (PDF)
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>