O nowelizacji autorskiego i kompensacji naruszenia

Albo czegoś nie rozumiem, albo ja i Gazeta Prawna czytaliśmy różne projekty nowelizacji prawa autorskiego. Jeśli przepis mówi, że w przypadku naruszenia prawa autorskiego ten, któremu prawa przysługują może żądać zapłaty równoważnej iluś-tam-krotności (w tym jednokrotności) wynagrodzenia, to nie jest to równoważne (w przypadku zapłaty takiej kwoty) z "przymusowym kupieniem". No i roszczenia cywilnoprawne to przecież nie sankcje. Chyba, że chodzi o target pisma...

Gazeta prawna pisze najpierw w leadzie: "Rząd chce zmniejszyć odpowiedzialność tych, którzy korzystają z nielegalnego oprogramowania komputerowego. Jeżeli zostaną złapani na tym procederze - będą musieli tylko kupić program, który nielegalnie używają". Potem zaś wyjaśnia w treści artykułu: "Podmiot, którego autorskie prawa majątkowe zostaną naruszone, będzie mógł żądać zapłaty odszkodowania w kwocie odpowiadającej wynagrodzeniu, które należałoby się za udzielenie zgody na korzystanie z utworu. W praktyce oznacza, to że jeśli ktoś nielegalnie korzysta z oprogramowania komputerowego i zostanie na tym przyłapany, to będzie musiał legalnie kupić program, który używa". Tekst Gazety Prawnej koncentruje się na oprogramowaniu komputerowym.

A przecież odszkodowanie nie jest równoważne "zakupieniu" (jak w oparciu o odszkodowanie może przejść albo powstać prawo - np. licencja?). Chodzi tu o proponowaną nowelizację art. art. 79 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Tym tematem zajmowałem się też w tekście: Projekty "własności intelektualnej" i prawo do kopiowania...: projekt zmian przewiduje odpowiedzialność opartą na zasadzie winy, w ramach której występują dwa roszczenia:
- o zapłatę odszkodowania na zasadach ogólnych (w pełnej wysokości) i alternatywnie
- o zapłatę stosownego wynagrodzenia. W tym ostatnim przypadku, uznaniu sądu pozostawiona zostałaby kwestia ustalenia, czy dla zrekompensowania szkody wystarczy zasądzić kwotę w jednokrotnej wysokości stosowanego wynagrodzenia, czy też jego wielokrotności.

Dopełnieniem propozycji jes też roszczenie o wydanie uzyskanych korzyści, które opiera się na obiektywnej przesłance odpowiedzialności.

Tam nie ma słowa o przymusowym zakupie. Tam mowa o roszczeniu o zapłatę kwoty wielokrotności (wynogradzenia), nie zaś wynagrodzenia samego w sobie (nawet wysokość jednokrotnego wynagrodzenia nie jest takim wynagrodzeniem - jeśli zapłaci, to dalsze korzystanie nie będzie przez to bardziej „legalne” niż było wcześniej). Dziś, na podstawie obowiązującego art. 79 ust 1 ustawy: „twórca może żądać od osoby, która naruszyła jego autorskie prawa majątkowe, zaniechania naruszenia, wydania uzyskanych korzyści albo zapłacenia w podwójnej, a w przypadku gdy naruszenie jest zawinione, potrójnej wysokości stosownego wynagrodzenia z chwili jego dochodzenia; twórca może również żądać naprawienia wyrządzonej szkody, jeżeli działanie naruszającego było zawinione”. Ale jest już wpół do trzeciej w nocy, więc może myślę nieco wolniej...

Gazeta dziwnie utożsamia cywilnoprawne mechanizmy kompensacyjne z sankcjami karnymi: "Jeśli złagodzimy sankcje za kradzież utworów, to damy sygnał, że nie jest to przestępstwo". Co innego przestępstwo i kara, a co innego naruszenie prawa cywilnego i roszczenia z tym związane (chociaż są autorzy, którzy argumentują za przyjęciem też w prawie cywilnym funkcji penalizującej pewne działania, ale jakoś tego nie chwytam).

Natomiast warto odnotować, że prof. Ewa Nowińska (cytowana przez GP) jest - jak się wydaje (chociaż po kolejnej lekturze nie jestem o tym przekonany) - zwolenniczką stosowania wielokrotności "stosownego wynagrodzenia" dla potrzeb kompensacji: "Zmiana szkodzi przede wszystkim autorom, ponieważ teraz mogą oni otrzymać trzykrotność wynagrodzenia. W mojej ocenie zmiany nie spowodują jednak zwiększenia liczby osób, które będą łamały prawo". Być może moje pierwsze wrażenie było kształtowane początkiem wypowiedzi prof. Nowińskiej, w którym stwierdza ona: "Jeżeli chodzi o kwestie odszkodowawcze w prawie autorskim, to Unia Europejska w żaden sposób nie wpływa na państwa członkowskie, aby dokonywały zmiany w tym zakresie. Dlatego propozycje rządowe są trochę niezrozumiałe".

W sumie, gdy spokojnie sobie przeczytałem, to z wypowiedzi prof. Nowińskiej nie wynika jej negatywne stanowisko do propozycji ministerialnej. Prof. Nowińska zwraca jedynie uwagę, że uzasadnienie ich przepisami unijnymi nie koniecznie jest trafione. Jednocześnie uważa, jeśli dobrze czytam, że po zrezygnowaniu z roszczeń o wielokrotność wynagrodzenia - nie będzie więcej osób, które będą naruszały prawa autorskie innych. Pytanie, czy prof. Nowińska uważa te ministerialne propozycje same w sobie za słuszne?

Mnie tam przekonuje argumentacja Ministerstwa w tym konkretnie zakresie: "proponuje się znowelizowanie art. 79, gdyż "nie ma miejsca w polskim systemie prawa własności intelektualnej na roszczenie o zasądzenie trzykrotności odpowiedniej opłaty licencyjnej w przypadku naruszeń zawinionych. Tym większy sprzeciw budzi roszczenie o zapłatę dwukrotności odpowiedniego wynagrodzenia, niezależne od jakiejkolwiek winy naruszyciela".

Oj. Zapowiada się "niezła jazda" z tymi mechanizmami kompensacyjnymi. A jeszcze to stopniowe mieszanie pomiędzy stosunkami cywilnoprawnymi i funkcjami prawa karnego... Jeszcze brakuje, żeby w to „wprząc” elementy administracyjnoprawne (np. na podobnej zasadzie, jak GIODO chroni naszą prywatność...). To dopiero będzie matrix. I zupełnie nie trzeba będzie studiować prawa, żeby to wszystko zrozumieć i tłumaczyć innym :)

(A mówiąc nawiasem: nawet w prawie karnym nie można mówić o przestępstwie, jeśli sprawcy nie da się przypisać winy; A i wina w prawie karnym i w prawie cywilnym nie jest tożsama)

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Czytelnikom Kuby Tatarkiewicza słowa wyjaśnienia

VaGla's picture

No tak. Kwestia winy widać nie jest zrozumiała dla każdego. Oznacza to, że wiele jest jeszcze do zrobienia. Kuba Tatarkiewicz w swoim felietonie był uprzejmy skierować swoich czytelników do powyższego tekstu, opatrując go następującym komentarzem:

W szczególności podoba mi się stwierdzenie: "nawet w prawie karnym nie można mówić o przestępstwie, jeśli sprawcy nie da się przypisać winy; a i wina w prawie karnym i w prawie cywilnym nie jest tożsama". Żyję już ponad pół wieku i choć wiem, że prawnicy potrafią wszystko wykręcić, nawet przysłowiowego kota ogonem do góry, ale tym razem nic z tego nie rozumiem

Pomyślałem zatem, że może warto odesłać zainteresowanych projektowanymi zmianami w prawie autorskim do działu "prawo autorskie" niniejszego serwisu.

Nie podejmę rękawicy i nie będę spierał się o tych prawników, którzy potrafią wszystko wykręcić, chyba, że są różni prawnicy. Podobnie jak są też różni informatycy (a i tu pewnie trzeba zrobić zastrzeżenie, że nie każdy informatyk to programista, itp..). Jednak to nie prawnicy niestety tworzą prawo. Być może byłoby ono lepsze, gdyby w procesie stanowienia prawa nie było tyle sprzecznych interesów, które "promowane są" przez przedstawicieli poszczególnych innych zawodów. Przecież w procesie stanowienia prawa wiele razy biorą udział nie prawnicy, a na przykład... informatycy, którzy proponują swoje literacje przepisów i przekonują do nich posłów. Trudno wymagać od posłów, by znali się na przepisach, a rola legislatorów sejmowych (prawników po odpowiednim przygotowaniu w zakresie ustawodawstwa) jest marginalizowana. Potem ludzie np. publicznie krytykują wyroki Trybunału Konstytucyjnego, który "śmiał" uznać dane rozwiązanie za niezgodne z Konstytucją (wielu z nich nie przeczytało ani Konstytucji, ani ustawy, ani wyroku, który jej dotyczy, nie zmienia to faktu, że język prawa jest coraz bardziej skomplikowany i niezrozumiały dla „zwykłych śmiertelników” – to coraz częściej dostrzegane zjawisko i wypada przyjąć je do wiadomości, a może nawet postulować zrobienie z tym czegoś, bo prawo ma być wszak dla zwykłych ludzi, chociaż w dzisiejszych czasach na prawie, informatyce i medycynie zna się ponoć każdy?)... Całe szczęście są też tacy autorzy, jak wspomniany wyżej felietonista, który nie boi się przyznać, że nie rozumie po prostu jakiejś sprawy. Warto to docenić i... zamieszać sprawę jeszcze bardziej ;)

Może na początek trzeba powiedzieć, że nauka prawa (tak, wiem, że dla osoby technicznej prawo może nie zasługiwać na miano nauki – spotkałem się już ze zdziwieniem, gdy ktoś usłyszał o „nauce prawa”) rozróżnia wiele rodzajów winy. Może jeszcze wcześniej warto powiedzieć, że prawo to nie tylko prokuratura i kara pozbawienia wolności (z takim postrzeganiem prawa również się zetknąłem). Jest prawo cywilne, prawo karne, prawo administracyjne... W prawie cywilnym i karnym nauka prawa dopracowała się koncepcji winy (a zaczęła już w starożytnym Rzymie, na długo przed powstaniem prawa autorskiego i - tym bardziej - komputerów) i ze względu na specyfikę tych gałęzi prawa - te koncepcje winy nie są ze sobą tożsame.

Nie chciałbym rzucać łaciną, bo wszak nie o to chodzi, ale może na początek zaproponuje czytelnikom Kuby Tatarkiewicza by uruchomili jakąś wyszukiwarkę i poszukali wyników związanych z zapytaniem "wina culpa". Culpa to po łacinie wina właśnie. Jeśli by ktoś był bardziej dociekliwy, a nie chciał zapisać się na akademicki kurs prawa, to może zacząć szukać również wyników zapytania "dolus" - co oznacza wyższy niejako stopień winy (gdyż culpa będzie w takim ujęciu oznaczała raczej winę nieumyślną, polegającą raczej na zaniedbaniu określonych norm; jak napisałem „wyższy niejako stopień winy”, to prawnicy mnie odsądzą od czci i wiary, bo upraszczam teraz maksymalnie starając się wyjaśni złożoność zagadnienia nieprawnikom). Są różne koncepcje winy i różne jej rodzaje a także stopnie. W zależności od rodzaju czy stopnia winy prawo przewiduje określone konsekwencje. Wina w działaniu jest jednym z podstawowych przesłanek ponoszenia odpowiedzialności za to działanie. Dlatego właśnie tak trudno mi się zgodzić z propozycją, zgodnie z którą za niezawinione działanie (a tak właśnie jest w przypadku propozycji nowelizacji prawa autorskiego, a także w obowiązującym obecnie prawie autorskim) może "grozić" stosowna "kara" - pisze w cudzysłowach, bo boje się, że nie będzie to dość czytelne dla nieprawnika, w szczególności jeśli zacząłbym dywagować o funkcji jaką można przypisać żądaniu zapłaty "wysokości stosownego wynagrodzenia z chwili jego dochodzenia". Nie jest to z pewnością proste odszkodowanie (ślisko! Będę musiał teraz tłumaczyć koncepcję „szkody” i „odszkodowania”, a więc musiałbym poruszyć kwestie „związku przyczynowo skutkowego”, a jak dodam "normalnego", lub też „adekwatnego” związku przyczynowo skutkowego, to już nieprawnik prawdopodobnie wymięknie; zwrócę jednak uwagę, że słowo „odszkodowanie” niesie w sobie pewną treść. Odszkodowanie to sprawienie, by szkoda została naprawiona. Skąd zatem dwukrotność lub trzykrotność? Nie ma to wiele wspólnego z funkcją odszkodowania, to raczej puena - czyli kara, a wielce dyskusyjne jest by funkcje penalizacyjne mieszać do klasycznych koncepcji prawa cywilnego...).

Prawnicy potrafią wszystko skomplikować? Ja myślę po prostu, że życie jest znacznie bardziej ciekawe i nie nadaje się do opisywania go modelem: wygrywa ten, kto ma większą pałę i mocniej wali nią swoich przeciwników po głowie. Jeśli życie jest skomplikowane, to prawo - które wszak otaczającą nas społeczną rzeczywistość opisuje - również staje się coraz bardziej skomplikowane. Weźmy takie pieniądze. To już nie dwie krowy za żonę. To zapisy na nośnikach cyfrowych, które zyskują w przedziwny sposób znaczenie gospodarcze. Nie jestem ekonomistą. Dla mnie to śliski grunt, więc poniecham rozwijania tego wątku.

Cóż jeszcze można dodać? Może to, iż pamiętam czasy, gdy kod programu był niezwykle dopracowany. Komputery miały niewiele pamięci operacyjnej i trzeba było pisać tak, by jej nie marnować. Dziś komputery dysponują większymi możliwościami i - mam takie wrażenie - wielu programistów nie zawraca sobie głowy tym, by kod był napisany poprawnie. Dlaczego mogą tak tworzyć kod? Przyznam od razu, że nie jestem programistą (bo przecież nie czyni mnie nim fakt, że stworzyłem kiedyś jakiś tam program w jakimś tam języku). Mam jednak swoją koncepcję, którą wymyśliłem na potrzeby tej odpowiedzi. Otóż wedle tej koncepcji (uprzedzam, że koncepcja może być wysoce niedoskonała i wymagająca pochylenia się nad nią) programiści mogą pisać oprogramowanie nie zważając na to, by kod programu był zoptymalizowany, gdyż „mają tyle wolnych zasobów nowoczesnych komputerów”, „nikt nie zwróci uwagi”, a „ludzie i tak kupują”. Zatem wielu faktycznie tak oprogramowanie pisze (ile bibliotek na komputerze przeciętnego użytkownika zupełnie jest niepotrzebnych i niewykorzystywanych?). No cóż. Jak powiedziałem - nie jestem programistą, więc właściwie nie powinienem się wypowiadać na temat programowania, a jeśli już, to z zastrzeżeniami, iż nie jestem w tym temacie specjalistą. Myślę, że dla osób znających się nieco na komputerze rażącym byłoby określenie tego urządzenia jako "pudło z tranzystorami, do którego można włożyć pendrive". Jednak na pewnym poziomie wiedzy o komputerach takie postrzeganie złożonego wszak „zjawiska”, jakim komputer może być, jest w pewien sposób uprawnione. „Pudło z tranzystorem”, czymkolwiek ten magiczny tranzystor jest. Nie dziwie się zatem, że na pewnym poziomie wiedzy o prawie roztrząsanie problemu winy może przekraczać możliwości badacza. A dlaczego niektórzy prawnicy wspierają prawo, które nie jest zoptymalizowane i spójne? Podobnie jak w przypadku informatyków - są klienci, którzy za to płacą albo wychodzi brak doświadczenia, albo po prostu trzeba dostosować się do „otoczenia prawnego, w którym dane rozwiązanie będzie musiało się znaleźć”.

Swoją drogą opisany przez szanownego felietonistę projekt już jest nieaktualny. Ministerstwo zmieniło propozycję i dziś dyskutowane są inne rozwiązania. Podobnie jak w przypadku programu komputerowego część propozycji może być dobra, a część nie zasługiwać na akceptację (szanowny felietonista skomentował powyższy news: "W fachowych blogach [tu odnośnik do prawo.vagla.pl, do niniejszego wątku] wykazano, że prawo jest złe, choć jest dobre". Cóż mam powiedzieć? Forma felietonu dopuszcza takie konstrukcje. To nawet zabawne.

PS. Strasznie zawrotną karierę robi określenie "blog". Dziesięć lat (minie w styczniu 2007 roku) temu, gdy zaczynałem prowadzić swoje strony nie słyszałem o tym by ktoś mówił o blogach, a teraz już po raz kolejny ktoś tak określa to, co tu sobie dłubie. To pewnie znak czasów :) Mój blog jest obok, chociaż również w tej samej domenie...

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>