Podziwiam Google i jestem przerażony

Podziwiam, bo na przykładzie tej korporacji można zobaczyć jak w ostatnich latach rozproszony internet skutecznie i konsekwentnie uzyskuje googlową czapkę jednolitej usługi. Logicznym dopełnieniem wcześniejszych kroków jest udostępnienie dziś (wczoraj) przeglądarki Google Chrome. Wraz z udostępnieniem takiej przeglądarki, dedykowanego "browsera" do przeglądania wcześniej integrowanych usług Google, niektórym może zacząć się wydawać, że internet to Google. Dlatego jestem przerażony.

Właściwie, to nie będę się rozpisywał. Wiele materiałów na podobny temat opublikowałem wcześniej w dziale wyszukiwanie niniejszego serwisu. Ostatnio Śmierć cywilna w społeczeństwie informacyjnym (na przykładzie usług Google), ale wciąż aktualny jest np. tekst Ograniczanie i kontrola dostępu oraz kanałów dystrybucji. Nawet bardziej aktualny niż wówczas, gdy go pisałem, ponieważ obok rozlicznych internetowych usług Google (wyszukiwanie, poczta, mapy, tworzenie dokumentów, gromadzenie zdjęć, gromadzenie plików video, ostatnio usługa na kształt Digg, czyli możliwość komentowania i promowania stron znalezionych w wynikach wyszukiwania, systemy prezentowania własnych reklam na cudzych stronach internetowych, systemy prezentowania cudzych reklam na własnej stronie, przeszukiwanie książek, etc...) dziś pojawił się nowy produkt, czyli przeglądarka. Aplikacja taka jak Internet Explorer czy Firefox, chociaż inna. Na czym polega jej inność?

W notatce prasowej, którą wyróżniła mnie (przesyłając do mnie pakiet prasowy) firma zajmująca się Public Relations (ale również Corporate, Public Affairs) czytam:

Google Chrome odzwierciedla nowe podejście do przeglądarek, oparte na prostych i skutecznych rozwiązaniach, do których przyzwyczajeni są użytkownicy produktów Google.

Teraz widać chyba już całkiem wyraźnie wojnę między Microsoftem a Google, tym razem o interfejs, z którego korzystać będą googlenauci, użytkownicy googlenetu (w tym momencie to już z małej litery). Microsoft wypuszczając Internet Explorera 8.0 blokuje narzędzia analityczne Google, Google obchodzi interfejs Microsoftu oferując własną przeglądarkę, dzięki której rozliczne internetowe usługi będą działać lepiej, a dzięki "oparciu" przeglądarki o "otwarte oprogramowanie" można liczyć, że kolejni programiści będą uzupełniali produkt Google o nowe wtyczki, tak jak robią to w społeczności Firefoxa. Wszystkie będą zintegrowane z usługami internetowymi Google, tak jak przeglądarka Firefox jest już z nimi integrowana: pasek do wyszukiwania, komunikaty o podejrzanych treściach na stronie (i jej blokowanie), etc...

Jeśli internet ma być dostępny dla wszystkich - internet powinien być tworzony przez wielu. Udostępnienie przeglądarki integrowanej z usługami uważam za zjawisko niebezpieczne, chociaż przecież nie ma dziś przymusu korzystania z niej. Ale uważałem tak wówczas, gdy spółka ivo software agresywnie zaczęła promować swoją gadającą przeglądarkę "Intelligent Web Reader" (IWR) na stronach administracji publicznej (por. Za darmo, ale to nie ma nic wspólnego z dostępnością!), podobnie jak wówczas, gdy zaobserowałem pierwsze dedykowane przeglądarki (nie mające wiele wspólnego ze standardami webowymi i zasadami accessibility (czyli dostępności)) do treści opublikowanych "w internecie" na stronach wydawnictw prasowych (np. do publikowania pełnych wersji elektronicznych wydań, odpowiadających wydaniom papierowym), tak wraz z udostępnieniem przeglądarki Google uważam, że dzieje się coś niedobrego. Piszę to z nutą obawy w głowie (przecież nie piszę "na głos"), piszę to z perspektywy osoby, która zastanawia się nad hasłem stowarzyszenia Internet Society, którego jestem członkiem, a które to hasło brzmi "internet is for everyone" (internet jest dla wszystkich).

Jeśli internet, platforma komunikacji społecznej, ma być dostępna dla wszystkich, to ma być dostępna zarówno dla Google jak i dla Microsoftu. Ma być też dostępna dla mnie, niezależnie od tego, z jakiej przeglądarki będę chciał korzystać. Jeśli Googlowi uda się przekonać dzisiejszych internautów do tego, by stali się googlenautami, to będzie to olbrzymi sukces gospodarczy, niespotykany chyba do tej pory. Nikomu chyba nie udało się zawłaszczyć na taką skalę czegoś, co powstawało w rozproszeniu. Może zrealizować się wizja, w której nie będziemy korzystali już z Drupala, WordPressa czy Joomli (że wymienię tylko niektóre z otwartych systemów zarządzania treścią), a będziemy korzystali z googlepages.com. Rozproszeni twórcy korzystający, wszyscy korzystający z jednego interfejsu (zainstalowanej na komputerze przeglądarki, która zintegrowana będzie z narzędziami do lokalnego, googlowego wyszukiwania plików na kilkusetterrabajtowych, biurkowych dyskach zawierających zdjęcia z wakacji, nagrania wideo z wesel), prowadzącego do jednego z narzędzi publikacyjnych jednego dostawcy (bo nie będzie już różnicy czy publikuję w googlowym serwisie Picasa, który to serwis zmieni nazwę na jakiś "google friendly brand", czy przez Google Page Creator (aktualnie serwis nieakceptujący już nowych użytkowników, ponieważ Google rozwija Google Sites), czy w ramach Blogera), przeszukiwalnego przez tego samego providera, przeplatanego dostarczanymi przez Google reklamami... Brrrrr...

A odrętwienie w administracji publicznej widać na przykładzie Google Maps, które nadal świecą się na stronie głównej Biuletynu Informacji Publicznej, czyli polskiego urzędowego publikatora teleinformatycznego i nikomu w administracji publicznej to nie przeszkadza (por. Nowa odsłona Biuletynu Informacji "Publicznej"). Tym bardziej, że słyszy się entuzjastyczne doniesienia, że korporacja będzie pomagała innym administracjom publicznym udostępniać "informacje publiczne" i publiczne archiwa... Po co masz wydawać publiczne pieniądze na infrastrukturę, zostaw to nam.

Wielu indywidualnych "dostawców treści" (bo przecież nie twórców, którym trzeba by płacić), wiele dróg prowadzących na serwery zarządzane przez jeden globalny googlenet (a w nim cnn.google.com, tvn.google.com, co zaraz powinno się zmienić na google://tvn lub google://cnn, etc.). Kiedy to się stanie? Za rok? W tej sytuacji warto zacząć wspierać Microsoft, żeby była jakaś konkurencja. Na demokratycznie wybieranych przedstawicieli, którzy cokolwiek mogliby w tej sprawie zrobić, a którzy kampanie wyborcze prowadzić będą w Google, nie ma co liczyć, bo ostatecznie będzie można uznać, że ich strony, a więc kanał dotarcia do wyborców, będą miały mniejszy Page Rank, a z taką walutą w społeczeństwie informacyjnym liczyć się będzie trzeba. Bardzo.

Pozostała do zrobienia jeszcze Googlopedia (chociaż właśnie mi podpowiedziano, że przecież jest Knol).

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Wciąż czekam na

Wciąż czekam na nie-windowsowe Chrome, ale opierając się na informacjach z konferencji prasowej (webcast) mam wrażenie, że się mylisz. Autorzy Chrome zapewniali, że ich przeglądarka NIE jest zintegrowana z usługami Google, choć to możliwe, ale można używać w niej domyślnie dowolnej przeglądarki. Wbudowana integracja z zasobami Google (z tego co wiem) to tylko dostęp do bazy "podejrzanych" witryn, ale sama baza też jest ogólnodostępna.

Chrome jest co najmniej reklamowana jako zupełnie nowy produkt nie mający dużego związku z Google, a przynajmniej nie większego niż Firefox używający Google jako domyślnej przeglądarki.

Nie musi być zintegrowana

VaGla's picture

Nie musi być zintegrowana. Wystarczy, że googlestrony będą się lepiej renderowały w googlebrowserze. Przecież to już było, kiedy wbrew standardom W3C pojawiały się "nowe, bardziej wychodzące na przeciw oczekiwaniom naszych użytkowników tagi", które działały w jednej przeglądarce a w innej nie... Wystarczy wprowadzić do google-składni znacznik <map location="" width="" height="" /> (albo dowolne inne tagi, które upraszczać będą zagnieżdżanie wklejek z serwisów Google), który będzie na każdej stronie pokazywał mapę Google, ale nie na takiej, która oglądana jest w Internet Explorerze... To może działać też w drugą stronę - jeśli pobierzesz i zaczniesz korzystać z naszej przeglądarki - usługi dostępne w ramach YouTube zyskają nowe możliwości... Już tak jest w przypadku Picasa (jest dedykowany uploader, podobnie w przypadku Google Video), chociaż nadal można wrzucać do "własnego" googlowego katalogu zdjęcia i klipy przez interfejs innych przeglądarek...
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Ale to już było...

Nie rozumiem skąd ta nagła panika? Przecież to są stare praktyki, cały czas z powodzeniem stosowane choćby przez Microsoft, który nie tylko "integruje" swoje programy z systemem operacyjnym zarówno po stronie klienta jak i serwera (na przykład w przypadku Microsoft Exchange), ale także używa "wtyczek" działających tylko w swoim produkcie (Active-X), oraz dostarcza narzędzi dla twórców stron które domyślnie produkują niezgodne ze standardami (ale działające w MSIE) strony. No, ale do tego się już wszyscy przyzwyczaili, a do tego mamy na decyzyjnych stanowiskach rzesze ludzi "nauczonych" traktować wszystkich "wrogów Microsoftu" jako "pryszczatych anarchistów".

Dlaczego podnosi się wielki krzyk gdy inna korporacja choćby zbliża się do pozycji, w której mogłaby (tylko mogłaby, jeszcze nic takiego się nie wydarzyło) zrobić to samo? Czyżby Microsoft opatentował swoje charakterystyczne "praktyki biznesowe"? A może ktoś się obawia, że gdy praktyki te staną się powszechniejsze, to ktoś w końcu wprowadzi jakieś przepisy w tej sprawie?

Osobiście nie kocham Googli bardziej niż Microsoft czy dowolne inne korporacje, nawet gdy te wydają się wspierać te same inicjatywy i ruchy, które i mnie wydają się społecznie uzasadnione. Myślę jednak, że ostatnie wydarzenia mają jednak w pewnym stopniu pozytywny wpływ -- wprowadzają pewien ruch, zmiany, nie pozwalają spocząć na laurach i oddać się pod władzę jednego monopolisty. Im częściej się będą zmieniać, tym lepiej. Wczoraj Microsoft z "niebieskim e", dziś Google, jutro być może Nasza Klasa stanie się synonimem Internetu.

Bo nie chodzi o nazwę

VaGla's picture

Dlaczego podnosi się wielki krzyk gdy inna korporacja choćby zbliża się do pozycji, w której mogłaby (tylko mogłaby, jeszcze nic takiego się nie wydarzyło) zrobić to samo?

Przynajmniej mnie nigdy nie chodziło o to, by jeden "monopol" zastąpić innym "monopolem" (chociażby polegającym na dominacji antymicrosoftowych rozwiązań; nigdy nie byłem "przeciwko Microsoft"). Nazwany zostałem kiedyś na łamach branżowego tygodnika cyberpunkiem, a pamiętam też, że środowisko, z którym w pewnym sensie się utożsamiam, zostało obdarzone epitetem "pryszczaci...", jednak łatwo można pomylić postawę "pro" (pro-konkurencyjną) z postawą "anty", jeśli obserwuje się i komentuje sytuację z pozycji tego, komu zagrażają w pewien sposób postulaty "pro". O ile nie będę miał pakietu kontrolnego w globalnej, monopolistycznej korporacji, to zakładam (nieco idealistycznie, co może zweryfikować życie), że jak Nasza Klasa zacznie zdobywać przewagę nad Google, to również będę miał ochotę popełnić na ten temat komentarz.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Proszę mnie źle nie

Proszę mnie źle nie zrozumieć, być może z nadmiaru emocji sformułowałem komentarz nazbyt napastliwie. Ja się naprawdę cieszę, że zarówno Pan jak i wielu innych... twórców podniosło ten temat. Rozgoryczeniem napawa mnie tylko fakt, że niepokój rodzi się dopiero gdy zmienił się główny aktor, że dotychczasowy monopolista uzyskał jakimś sposobem milczące przyzwolenie. Ja wiem że Pan akurat nie milczał i nie potrafię nawet wyrazić tego, jak wdzięczny jestem i Panu, i wszystkim innym osobom które zachowują czujność i trzymają rękę na pulsie. Naprawdę cieszę się, że Pan ten artykuł popełnił.

Dawniej przewagą była cena

Dawniej przewagą była cena i kanał dystrybucji.
Teraz cena nie ma znaczenia (może być googleceną=0 lub iphoneceną=za_dużo). Kanał dystrybucji (np. dominujący system operacyjny) nie jest już kluczem do sukcesu. Firefox pokazał, że można mieszać na rynku zaczynając od zera i bez tej przewagi.

Wygrywają produkty, które biją o głowę konkurencję na poziomie User Experience. Te produkty są wybierane - nie są narzucane.

Tragedy of the commons i wiele innych "modeli" pokazuje, że ludzie z możliwością samodzielnych decyzji nie zawsze wybierają dobrze dla siebie (w dłuższym lub krótszym okresie czasu).

Problem jest jednak zupełnie inny. Problem nazywa się User Experience. Kto potrafi lepiej zrozumieć potrzeby swoich klientów i zaoferować prostszy i wygodniejszy produkt czy usługę wygrywa. Jakakolwiek firma może budować swoją przewagę przez zamknięte formaty, zastrzeżone protokoły, wgryzanie się w infrastrukturę i bogowie wiedzą co jeszcze, ale będzie dominować tak długo jak będzie dostarczać najlepszy dostępny User Experience. Jeśli przestanie dalej może monetaryzować swoją pozycję (nawet długo - patrz Microsoft) ale to tylko kwestia czasu...

User Experience jest też problemem bo oznacza: lepiej, łatwiej, szybciej, wygodniej, sprawniej, bez wysiłku. Częściej oznacza mniej niż więcej. Mniej to prościej, łatwiej, szybciej, wygodniej... Mniej wyborów. Wolność oznacza: mogę wybrać. Badania użyteczności i rynek pokazują, że nie chcemy za dużo wolności (czyt. za dużo "musisz wybrać").

Zanim jednak zaczniemy bić w dzwony na alarm warto przypomnieć sobie jedno: lubimy i ufamy Google (na jakimś poziomie), bo Google nie gryzie, nie oszukuje, nie kradnie, gra częściej fair i nie zmusza do używania swoich produktów (nie tak często jak Microsoft).

Smutni panowie w czarnych garniturach patrzący z góry na swój folwark z bujanymi sofami, darmowymi masażami i jedzeniem w Mountain View wiedzą o tym. To część marki. To część User Experience. Boją się. Wiedzą, że mają dużo do stracenia. Nawet przez jeden głupi ruch.

Czy zarejestrowałeś moment

VaGla's picture

Czy zarejestrowałeś moment, w którym mniej (czyli prosta strona na której było jedynie pole do wpisywania hasła wyszukiwawczego pod adresem www.google.com lub www.google.pl) zamieniło się na więcej (czyli na coś na kształt "klasycznego" portalu, jaki znamy z czasów wczesnego Yahoo!)? To był moment logowania.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Problem w tym, że to nie

Problem w tym, że to nie jest prawda. Główna strona googli to nadal małe okienko wyszukiwarki. Jeśli się zalogujesz trafiasz na iGoogle a to zupełnie inna usługa.

Nie, nie zarejestrowałem

... bo nigdy się na Google nie logowałem (poza jednym razem wyłacznie dla testu, aby zobaczyć jak to całe iGoogle wygląda). Ja ciągle widzę tę "prostą stronę na której było jedynie pole do wpisywania hasła wyszukiwawczego", a w zasadzie nawet jej nie widzę, bo mam pasek wyszukiwania po prawej stronie u góry w Firefoksie i to mi wystarczy ;). I mówiąc szczerze, ikonkę z literką "G" w tym pasku wyszukiwania coraz częsciej zmieniam na ikonkę z literką "W"... ;)
Nie panikujmy, jeszcze raz proszę.
Google może i zbiera o nas w cholerę informacji z którymi nie wiadomo co robi, ale wcale nie musimy mu tej informacji dawać, jeśli nie chcemy, a wcale nie przeszkadza to w korzystaniu z jego usług...

Rozumiem obawy, ale takie

Rozumiem obawy, ale takie zagrywki z nieobsługiwanymi tagami to może stosować monopolista, a nie mikrus na rynku przeglądarek.

To jest w pewnym sensie funkcja promocji

VaGla's picture

To jest w pewnym sensie funkcja promocji. Dziś jest mikrusem na rynku przeglądarek, bo dziś (wczoraj) taką przeglądarkę wypuścił, ale ciekawy jestem ile osób zainstaluje i będzie korzystać, jeśli w jedynym znanym sobie kanale dystrybucji będzie widział wciąż "a może pobierzesz i zainstalujesz naszą nową przeglądarkę, z nią będzie ci wygodniej, bo to znasz i lubisz".
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Oj będzie się działo

Faktem jest, że Google posiada niemal doskonały kanał promocji porównywalny z kanałem Microsoftu, który skrót do swojej przeglądarki umieszczał na pulpicie swojego systemu operacyjnego. Wobec wizji masowej migracji użytkowników pozostaje mieć nadzieje, że Google wyciągnie wnioski z problemami MS z powrotem do wspierania standardów internetowych. Taką nadzieje daje fakt, że hasłem korporacyjnym Google od momentu powstania było 'play fair' czy coś w ten deseń.

A z widocznością nowego produktu Google będzie jak w tym dowcipie: '... boje się otworzyć lodówkę'.

Zachecanie do konkretnych przegladarek

Google nie zacheca do instalacji konkretnej przegladarki ale takie Yahoo na przyklad reklamuje Firefoxa 3 jesli wejdziesz na ich strone inna przegladarka:
http://searchengineland.com/080902-172031.php

Malo jednak prawdopodobne zeby internet zostal zmonopolizowany przez Google i Googleprzegladarke, bo tworcy stron rowniez moga przeciez zamieszczac na nich reklamy. Nic nie powstrzymuje ciebie, abys w pasku z boku zamiescil guzik "Zainstaluj przegladarke XYZ" oraz dolaczyl link instalacyjny do kazdego wpisu pojawiajacego sie w RSSach.

Przy okazji - inne wektory

VaGla's picture

Czy będzie można mówić o naruszeniu zasad ochrony danych osobowych, jeśli dane osobowe z jednej "usługi" Google pojawią się w innej, ale też działającej w ramach jednego googlenetu? Czy będzie można mówić o naruszeniu praw autorskich, jeśli ktoś zdjęcie (film) opublikowane przez kogoś innego w jednej "usłudze" Google wykorzysta w innej "usłudze" (ale przecież w ramach tej samej, jednej infrastruktury)? Takie pangooglwe integrowanie kanału dystrybucji ma również konsekwencje w innych gałęziach prawa, nie tylko w sferze uczciwej konkurencji, dostępie do informacji czy praw konsumentów.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

cnn.google.com

SpeX's picture

Raczej, google zrobi sobie domenę 1 stopnia, czyli www.cnn.google, www.tvn.google

Ja to zasygnalizowałem inaczej

VaGla's picture

Ja to zasygnalizowałem inaczej: przez protokół google://tvn i inne... Nota bene na iGoogle, czyli na portalu otwierającym się pod głównymi domenami Google po zalogowaniu, można już dziś znaleźć TVN24, Gazetę Wyborczą, Rzeczpospolitą, a także wiele innych elementów-klocków, które można dodać, jako "gadżety" do tego "osobistego portalu". Można też poprosić Google, by pojawił się tam gotowy do wklejenia na taki "osobisty portal" klocek z treściami z naszego serwisu, tylko trzeba wkleić u siebie fragment kodu...
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Nie trzeba nic wklejać

"Można też poprosić Google, by pojawił się tam gotowy do wklejenia na taki "osobisty portal" klocek z treściami z naszego serwisu, tylko trzeba wkleić u siebie fragment kodu..." Nieprawda, nie trzeba nic wklejać, wystarczy że masz w swoim serwisie RSS-a, a iGoogle zaciągnie z niego dane i wstawi bloczek z nimi na stronie startowej. Testowałem na swojej stronie :)

Notatka prasowa

VaGla's picture

W pakiecie prasowym, który otrzymałem od specjalistów od public relatoins przy okazji udostępnienia nowej przeglądarki, był również gotowiec pod tytułem "Google Chrome, Chromium i konkurencja". Skoro otrzymałem ten materiał do wykorzystania, to go poniżej zacytuję w całości:

Doświadczenie korzystania z sieci zależy przede wszystkim od technologii dostępu do niej – czyli przeglądarki. Przez dość długi czas, przy rosnącej interaktywności stron internetowych, przeglądarki nie dotrzymywały tempa rozwojowi usług sieciowych – aktualizacje przeprowadzano rzadko, a niespójność działania doprowadziła do tego, że autorzy stron musieli dostosowywać je do poszczególnych przeglądarek.

Na szczęście i w tym obszarze pojawiła się konkurencja, która stała się siłą napędową innowacyjności. Kluczem do postępu było pojawienie się modelu „open–source”, który zapewnia autorom stron internetowych wgląd w technologię budowy przeglądarki, tym samym pozwalając im wpływać na proces przeglądania stron internetowych. Model ten doprowadził do niewiarygodnych usprawnień działania, wprowadzenia użytecznych narzędzi, takich jak wszechobecny pasek wyszukiwania obok paska adresowego, czy koncepcja „rozszerzeń”, które pozwalają użytkownikom na dostosowanie przeglądarek do specjalnych wymogów. Google zawsze wspierał projekty typu „open-source”, a nasi inżynierowie wnieśli swój wkład w niezliczone projekty pracując wspólnie z globalną społecznością technologiczną.

Przyczyniając się do realizowania takich projektów globalnych, rozpoczęliśmy dyskusję dotyczącą zmian w technologii budowy przeglądarek, które jak sądziliśmy, przyniosą korzyści użytkownikom. Aby to osiągnąć w praktyce, musieliśmy zbudować pewne elementy od początku – był to wysiłek, który ostatecznie doprowadził do powstania Google Chrome. Połączyliśmy nasze nowe osiągnięcia – takie jak wielowątkowy silnik JavaScript V8 – z elementami rozwiniętymi w ramach innych projektów typu “open-source”, jak Apple WebKit i Mozilla Firefox.

Pozwoliło nam to na szybkie zbudowanie skutecznie działającej przeglądarki. Aby zapewnić, że wszelkie usprawnienia, jakie wprowadziliśmy, będą korzystne dla społeczności internetowej jako całości, a nie tylko dla nas, Google Chrome jest narzędziem typu „open-source” dostępnym pod nazwą Chromium – każdy może skorzystać z kodu źródłowego przeglądarki przy własnych projektach – nawet przy tworzeniu przeglądarki konkurencyjnej.

Jednakże bycie „otwartym” nie dotyczy wyłącznie naszego kodu – dotyczy także otwartego wyboru i nieograniczania użytkowników do zamkniętych systemów. Dlatego też, kiedy rozpoczynają korzystanie z Google Chrome, prosimy ich o wybór wyszukiwarki – nie musisz korzystać z Google.com, jeśli nie chcesz.

Konkurencyjne projekty typu „open-source” są korzystne dla sieci i dla siebie nawzajem, ponieważ przyspieszają rozwój internetu, pozwalając wszystkim na eksplorowanie możliwości, jakie oferują. Projekty typu „open-source” napędzają konkurencyjność, a konkurencyjność stymuluje innowację. Z kolei innowacja jest motorem ewolucji, która jest potężną siłą internetu.

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Open source-owy Chrom tylko dla Windows...

VaGla's picture

Poniżej druga notatka prasowa (przesłana w tym samym pakiecie, co cytowany wcześniej). Generalnie akcja promocyjna nowego produktu Google jest bardzo interesująca i silna (pojawił się nawet komiks). W tej notatce zwracam uwagę na to, że wypuszczono tę aplikację open source tylko pod Windowsy. Notatka zatytułowana jest przez speców od Public Relations w sposób następujący: "Google Chrome: Nowe podejście do przeglądarki"

03 września 2008 roku. Google zaprezentował dziś nową, zbudowaną w oparciu o otwarte oprogramowanie, przeglądarkę mającą ułatwić użytkownikom na całym świecie korzystanie z sieci. Dostępny w wersji beta w 43 językach, Google Chrome odzwierciedla nowe podejście do przeglądarek, oparte na prostych i skutecznych rozwiązaniach, do których przyzwyczajeni są użytkownicy produktów Google.

Na początku funkcjonowania Internetu strony w sieci rzadko zawierały coś więcej niż tekst. Internet jednak ewoluował i dziś jest potężną platformą umożliwiającą interakcję i kooperację z innymi użytkownikami za pomocą poczty elektronicznej i różnych aplikacji sieciowych, edycję dokumentów, oglądanie filmów, słuchanie muzyki, zarządzanie finansami itd. Google Chrome został zaprojektowany tak, aby odpowiadać potrzebom dzisiejszej sieci oraz standardom i aplikacjom przyszłości.

„Przeglądarkę traktujemy jak okno na sieciowy świat – narzędzie pozwalające użytkownikom na sprawną interakcję ze stronami internetowymi oraz ważnymi dla nich aplikacjami, które jednocześnie w żaden sposób nie zakłóca tej interakcji” – powiedział Sundar Pichai, Wiceprezes Działu Zarządzania Produktami w Google Inc. „Podobnie jak strona główna Google, Google Chrome posiada prosty w obsłudze interfejs użytkownika, a równocześnie zaawansowany mechanizm działania, przystosowany do nowoczesnej sieci”.

Lepsze wykorzystanie sieci przez użytkowników
Przeglądarka Google Chrome została zaprojektowana dla ułatwienia użytkownikom nawigacji w sieci i przeszukiwania informacji:
• Zintegrowany pasek wyszukiwarki i pasek adresowy pozwala na szybkie odnalezienie stron, często po wpisaniu zaledwie kilku znaków na klawiaturze.
• Otwierając nową kartę w Google Chrome, użytkownicy zobaczą galerię najczęściej odwiedzanych przez siebie stron, a także rezultaty ostatnich wyszukiwań. Dzięki temu nawigacja staje się znacznie łatwiejsza.

Przeglądarka Google Chrome została stworzona, aby zapewnić płynny dostęp do wszelkich zasobów sieci. Mechanizm działania przeglądarki stanowi wieloprocesową platformę zapewniającą podwyższoną stabilność i bezpieczeństwo.
• Każda karta przeglądarki działa odrębnie; uniezależnienie od siebie poszczególnych procesów powoduje, że w przypadku zawieszenia lub nieprawidłowej pracy jednej z kart, inne działają stabilnie i są aktywne, a użytkownicy mogą kontynuować pracę bez konieczności restartowania Google Chrome.
• Google opracował również nowy silnik wyszukiwania JavaScript, V8, który nie tylko przyspiesza działanie dostępnych obecnie aplikacji sieciowych, ale umożliwia też korzystanie z nowego typu aplikacji, których dzisiejsze przeglądarki nie byłyby w stanie obsłużyć.

Otwarte oprogramowanie kluczem do innowacyjności przeglądarek
„Uważamy Google Chrome za przełomowe osiągnięcie w rozwoju przeglądarek, jednakże zdajemy sobie sprawę, że nie udałoby się nam stworzyć jej samodzielnie” – powiedział Linus Upson, Dyrektor Działu Inżynierii Google Inc. – „Przeglądarka Google Chrome została zbudowana na bazie innych projektów typu „open-source”, które znacząco przyczyniają się do rozwoju technologii budowy przeglądarek oraz wpływają na rozwój konkurencyjności i innowacyjności”.

Aby wspierać rozwój otwartego oprogramowania sieciowego, przeglądarka Google Chrome została udostępniona jako projekt „open source". W ten sposób Google przyczynia się do rozwoju przyszłych przeglądarek poprzez udostępnienie rynkowi technologii Google Chrome, nad której rozwojem będzie nadal pracował.

Jak zainstalować Google Chrome
Przeglądarka Google Chrome jest dostępna w wersji beta dla Windows i można ją pobrać ze strony http://www.google.com/chrome. Google Chrome dla użytkowników Maca i Linuxa zostanie udostępniony w najbliższych miesiącach. Więcej informacji o projekcie open-source Chromium: www.chromium.org.

UWAGA REDAKCYJNA: Ilustracje i materiały filmowe dostępne są na www.google.com/chrome/press.

Google Inc.
Innowacyjne technologie wyszukiwania firmy Google oferują milionom ludzi na całym świecie codzienny dostęp do informacji. Założona w 1998 r. przez doktorantów Uniwersytetu Stanforda Larry’ego Page’a i Sergey’a Brina, Google jest dziś największą firmą internetową na wszystkich głównych rynkach globalnych. System Google w zakresie reklamy wyszukiwarkowej przynosi wymierne rezultaty wszelkiej wielkości firmom, a jednocześnie ułatwia/usprawnia korzystanie z sieci przez jej użytkowników. Siedziba Google znajduje się w Dolinie Krzemowej; firma posiada biura w obu Amerykach, Europie i Azji. Więcej informacji: www.google.com.

Pod tekstem Google Chrome - pogromca IE już do pobrania! opublikowanym w serwisie IDG dwa ciekawe komentarze. Pierwszy:

A dlaczego pogromca IE? Moim zdaniem to groźba przede wszystkim dla FF. Pamiętajmy, że Google utrzymuje FF. Aż 85% budżetu MoFo pochodzi z Google''a. Teraz Google nie będzie miał powodu, żeby ładować miliony w MoFo. Łatwo zaoszczędzą te pieniądze - wystarczy, że przestaną utrzymywać MoFo, Firefox padnie, Google zajmie jego miejsce, a że ma kasę i dobrą markę, będzie mógł skutecznie konkurować z IE.

Drugi:

(...)
Najzabawniejsze w tej historii ze nowi uzytkownicy FF beda mieli reklame konkurencynej przegladarki na swojej stronie startowej. Google.com do 2011 jest domyslna strona startowa FF.

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Google.com nie jest

Google.com nie jest domyślną stroną startową Fx. Jest nią google.$TLD/firefox - na której nie ma i nie będzie żadnej reklamy Chrome.

Zwróćmy uwagę na jedną

Zwróćmy uwagę na jedną rzecz. Google wydało Chrome na licencji BSD (choć nie doszukałem się do końca na jakiej), mamy źródła, więc w krótkim czasie większość z pakietów programów, większych firm czy też dystrybucji systemów operacyjnych, może mieć swoją przeglądarkę i nie będzie to wcale google-browser. Myślę, że Google nie ma teraz co walczyć z FF, bo jego pozycja jest zbyt silna. Z drugiej strony FF już całkiem nieźle radzi sobie z usługami Google, więc po co ruszać skoro działa. Myślę, że Chrome jest projektem/doświadczeniem Google - wypuścili i zobaczą co się stanie. Już jakiś czas temu można było słyszeć tu i ówdzie, że Google wypuści swój system operacyjny. Jednak widać, że Google przyjęło inny model - chce do istniejących systemów operacyjnych (tych liczących się) wstrzykiwać swoje programy do obsługi swojej sieci i tutaj IMO upatrują swojej szansy. Doprowadzić do tego, że instalacja np Windows będzie potrzebna tylko po to, aby zainstalować potrzebne sterowniki do posiadanego sprzętu i aby było miejsce na zainstalowanie np google-przeglądarki ;)

Kto mnie przymusza

Ciekawe jest, że podnosimy w tej dyskusji głosy przeciw Microsoftowi, czy Google... To trochę tak jakby krzyczeń na producentów samochodów za to, że ludzie zbyt szybko jeżdżą. (Proszę nie znęcać się nad tą niedoskonałą analogią. Już się tłumaczę co miałem na myśli.)

Proszę zauważyć, że to nie Microsoft zmusza mnie do swoich rozwiązań. Zmusza mnie do nich np. Prokom (bo Płatnika muszę używać, a przygotowany został pod Windows), pewne laboratorium fotograficzne (do którego zdjęcia przesłać można jedyne używając IE), producent laptopa (którego muszę kupić wraz z Vistą... choć tu jak wiemy, można powalczyć o swoje :) ).
Powie ktoś (fan korporacji?): "żaden przymus", bo dane do ZUSu mogę teoretycznie wysyłać jak chcę, bo format został upubliczniony, zdjęcia mogę wywołać gdzie indziej, no i komputer kupić inny. (Ale... ciągnąc dalej taką argumentację, można dojść do tego, że mogę emigrować, założyć sobie kolonię na Marsie, albo w ogóle wynieść się do innego układu planetarnego).

Jak na razie nie spotkałem się jeszcze z sytuacją, żeby mnie ktoś do rozwiązań Google przymuszał...

Jeżeli ktoś zacznie mnie do Google przymuszać, to w obliczu wspomnianych powyżej praktyk, odczytam to raczej jako specyficzny wzrost konkurencyjności (w końcu będę mógł wybierać do czego wolę być przymuszony).

Poza tym zupełnie inną rzeczą jest być przymuszonym do rozwiązania, za które muszę zapłacić, a być przymuszonym do czegoś co mogę mieć za darmo.

No i rynek mobilny - Google Android

Pozostaje też ogromny, niezagospodarowany jeszcze rynek aplikacji mobilnych, gdzie Google również nie zasypuje gruszek w popiele. W październiku tego roku pojawi się pierwszy telefon (HTC Dream) z Google Android na pokładzie. Funkcjonalność jak IPhona, dostępny będzie odpowiednik applowskiego AppStore (Google przeznaczył 10 mln $ na nagrody dla najlepszych niezależnych aplikacji na Androida).

Tak więc GoogleNet, Chrome, Android, a w przyszłości jak Linux będzie akceptowalny jako desktop dla zwykłego Kowalskiego pewnie GoogleOS ;-)

Don't be evil :-)

Pozdrawiam
Tomek

Odgryźć się nową wyszukiwarką

Myślę, że to jest bardzo dobry czas na stworzenie nowej wyszukiwarki. (Jak popatrzyłem na istniejące - yahoo odsyła mnie do wersji UK, msn nie znajduje tego co bym chciał). Źle jest, jak nie ma wyboru.

Rzecz byłaby w początkowym podobieństwie do Google - prościutki formularz na start oraz podobne mechanizmy wyszukujące, aby nie okazywało się że tylko google ma ciekawe strony, bo są zoptymalizowane "pod google".

Oczywiście ktoś musiałby zainwestować sporo pieniędzy, ale skoro google może finansować firefoxa, to np. MS mógłbym finanfoswać nową wyszukiwarkę :> .

Mówisz, masz...

http://www.cuil.com/

Ciekawe algorytmy

Bardzo ciekawa wyszukiwarka, wpisałem "google chrome" i ani jeden rezultat nie dotyczył przeglądarki, nie mówiąc już o Googlach. Głównie jakieś firmy zajmujące się ozdabianiem kół samochodowych wyskoczyły...

Chyba traktują swoją walkę z Google na serio...

wolności użytkownika

ksiewi's picture

Kod Chrome jest dostępny na zmodyfikowanej licencji BSD (czyli o ile się nie mylę tej zgodnej z GPL). Chodzi o kod wyprodukowany przez Google, bo jest tam (patrz ww. link) trochę komponentów zewnętrznych, w tym nawet jeden microsoftowy.

Zewnętrzni "kontrybutorzy" nie przenoszą praw autorskich na Google, tylko udzielają niewyłącznej licencji. Przy czym, jak mniemam "core features" nie pochodzą raczej od wolnych strzelców, tylko od pracowników Google...

W każdym razie, udostępnienie na licencji BSD pozwala na maksymalne rozwidlenie (fork) i zaoferowanie przeglądarki, na której mogłyby działać wszystkie strony, a nie tylko te, które się podobają Google.

Tylko, że źródłem przewagi rynkowej w tym przypadku nie jest kontrola prawno-autorska nad produktem. Dlatego też równie dobrze Google mogłoby uwolnić ten kod do domeny publicznej (gdyby mogło). Może wręcz okazać się możliwe zmonopolizowanie rynku za pomocą produktu, który każdy może dowolnie rozpowszechniać, modyfikować i nawet sprzedawać. Fajne, nie?

Update: Warto rzucić okiem na ten komentarz do EULA Chrome

Kiedy serwis jest "beta"...

VaGla's picture

Odnotuje jedynie notatkę opublikowaną w oficjalnym blogu Google, a zatytułowaną Update to Google Chrome's terms of service. Kiedy serwis ma dookreślnik "beta", to może zmienić sobie bez akceptacji użytkowników regulamin? Takie podejście byłoby dość wygodne (por. Nieblipowy blip o Twitterze i ewentualnych sporach prawnych ery "beta")

W każdym razie Google zmienił regulamin Chrome:

11. Content license from you
11.1 You retain copyright and any other rights you already hold in Content which you submit, post or display on or through, the Services.

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

off-topic?

Nie wiem czy to zostanie uznane za wątek nie do końca związany z tematem, czy nie, ale mimo wszystko napiszę kilka takich zdań. Otóż wydaje mi się, że uwagi typu: "ciekawy jestem ile osób zainstaluje i będzie korzystać, jeśli w jedynym znanym sobie kanale dystrybucji będzie widział wciąż "a może pobierzesz i zainstalujesz naszą nową przeglądarkę, z nią będzie ci wygodniej, bo to znasz i lubisz", wyrażąjące jak mniemam poważne obawy o dostęp i monopolizację informacji są słuszne i prawdziwe, ale jednocześnie dość mylące, w tym znaczeniu, że sugerują, iż można coś zmienić, najlepiej przez może jakieś odgórne regulacje.

Dlaczego uważam, że jest to mylące (i niebezpieczne - bo jak można coś zmienić w jedną stronę, to zawsze już można zmienić w drugą). Przypatrzmy się bowiem tradycyjnemu rynkowi prasowemu, a więc codziennym gazetom, czy innym czasopismom. Czasem z ciekawości (i z chęci poznania właśnie róznych informacji - o czym za chwilę) zaglądam sobie na stronę JKM. Wczoraj opublikował on ciekawy wpis, w którym zwraca uwagę - niezależnie od tego czy słusznie czy nie - że pewne informacje (tutaj odnośnie konfliktu w Gruzji) są prezentowane jakby z jednego punktu widzenia, mimo że cytaty pochodzą z bardzo nawet różnych żródeł, a jednocześnie wiele cytatów, z równie nawet poważnych czasopism, prezentujących odmienny pogląd jest pomijanych. Innymi słowy, choć dane medium, nawet wydawane w tradycyjnej formie druku nie ma wpływu na to co kto zainstaluje, co ściągnie itd. (nie zmusi kiosków do sprzedaży tylko ich gazety, czy choćby większości kiosków), to sytuacja jest bardzo podobna. Tłum i większośc zawsze będzie podążać za tym co proste i za tym co wybiera reszta. Natomiast jak ktoś chce uzyskiwać inne informacje/ korzystąć z innej przeglądarki - to zawsze sobie z tym poradzi. A problem był i będzie.

Spokojnie, spokojnie. Po

Spokojnie, spokojnie.

Po pierwsze Google przed wypuszczeniem Chrome podpisal z Mozilla kontrakt przedluzajacy finansowanie bodajze do roku 2011, czyli jak na razie nie porzucaja wspierania Firefoxa.

Po drugie wszystkie "bonusy" wynikajace z przegladania stron Google (i nie tylko) za pomoca Chrome mozna uzyskac pod Firefoxem i IE. Chodzi o biblioteke Google Gears, tutaj lista obslugiwanych systemow i przegladarek:
http://gears.google.com/support/bin/answer.py?answer=79875

Google celowo nie wypuscilo zadnej integracji ze swoimi uslugami. Do Chrome dodany jest natomiast plugin Flash - mozna to sprawdzic otwierajac w przegladarce strone z flashem, nastepnie otwierajac wbudowany "Task manager" i klikajac na "Stats for Nerds". Nie wiem jak sprawdzic jakie inne pluginy sa obecnie dostepne defaultowo. Ciekawe czy sa obslugiwane takie rzeczy jak Silverlight, Quicktime czy inne? Nie ma na razie mozliwosci pisania wlasnych pluginow pod Chrome, bo nie opublikowano zadnego API.

Po trzecie, Firefox wcale nie jest zintegrowany z Google tak scisle, jak sugerujesz, bo spokojnie mozna sobie zmieniac i doinstalowywac wyszukiwarki, w tym takze microsoftowa. Tu moznaby sie klocic ze Google udostepnia pluginy tylko dla FF i IE, ale IMO to kwestia popularnosci przegladarek.

Chrome tez nie jest scisle zintegrowany z wyszukiwaniem Google. Wiecej w tym artykule:
http://searchengineland.com/080902-172031.php

W skrocie: autor artykulu zrobil eksperyment i odkryl, ze jesli w Firefoxie miales ustawiona inna defaultowa wyszukiwarke niz Google (w przykladzie z artykulu: Yahoo), a wybrales opcje importu ustawien, to Chrome poinformuje cie tuz po instalacji ze twoja defaultowa przegladarka w Chromie jest obecnie Yahoo i spyta czy chcesz to zmienic czy nie. (Jesli nie importujesz nic, defaultem jest Google, ale tez cie pytaja wprost i wyraznie czy chcesz to zmienic.)

Lista przegladarek do wyboru jest, nawiasem mowiac, context-sensitive, to znaczy na systemie z polskim jezykiem Chrome zaoferowal mi m.in. Wirtualna Polske i Onet.pl

Po czwarte, nic nie bedzie sie *wyswietlac* lepiej w Chromie niz w innych przegladarkach, bo Chrome uzywa silnika renderujacego WebKit, czyli z grubsza tego samego co Safari. Dzieki opensourcowosci cokolwiek Chrome doda specjalnego, Safari (i inne przegladarki, jesli skorzystaja z kodu WebKita) natychmiast bedzie to sobie moglo zaimportowac.

Natomiast moze sie okazac ze Javascript bedzie w nim chodzil szybciej, bo zainwestowali we wlasny, zoptymalizowany silnik Javascripta, V8. Ale to obecnie robi kazda przegladarka; ponoc nowy silnik zwiazany z Webkitem, SquirrelFish, tez wymiata.

Po piate, to juz na wszelki wypadek, bo o tym nie pisales, przegladarka podobno nie wysyla nic tajemnego do Googli, wiecej tutaj:
http://www.mattcutts.com/blog/google-chrome-communication/
(tytul artykulu: "Preventing paranoia")

Po szoste, czy bardziej nie powinno martwic to, co wychwycil jeden komentujacy w tym ostatnim linku (ja tu tylko sprzatam, znaczy, strony robie, wiec nie wiem):

"So Matt, can you elaborate, explain and also possibly provide a reasoning behind this clause in the TOS of Chrome?

“By submitting, posting or displaying the content you give Google a perpetual, irrevocable, worldwide, royalty-free, and non-exclusive license to reproduce, adapt, modify, translate, publish, publicly perform, publicly display and distribute any content which you submit, post or display on or through, the services. This license is for the sole purpose of enabling Google to display, distribute and promote the services and may be revoked for certain services as defined in the additional terms of those services.”"

No i naprawili.

sheep's picture

No i wyrzucili to. Podobno jednak była to pomyłka. A może po prostu eksperyment społeczny, albo wręcz reklama wirusowa?

Mnie uspokaja parę

Mnie uspokaja parę rzeczy.

/1 To o czym mówili autorzy i co pojawia się w analizach innych osób, np. mattcutts.com/blog/google-chrome-communication , czyli, że Chrome nie jest zintegrowana z Google i komunikacja z google przebiega jednokierunkowo (Google -> Użytkownik), Google nie używa swojej przeglądarki do "poznawania zwyczajów" użytkowników.

/2 Jak zostało wcześniej wspomniane, Chrome to konkurencja dla dotychczasowego monopolisty - Microsoftu. Konkurencja ożywia rynek, nie widzę w tym nic złego. Znowu, przekonują mnie komentarze autorów Chrome, że jakiekolwiek tworzenie nowej przeglądarki na rynku może sprawić, że część użytkowników internetu wyemigruje z IE, choćby do Chrome. Użytkownicy zobaczą, że jest wybór i że "przeglądarka" to nie synonim "IE".

Projektanci stron www mają sporo problemów z IE, więc jakikolwiek ruch wokół tej przeglądarki może mieć pozytywne skutki.

/3 Kolejna przeglądarka = większy wybór.

/4 Chrome jest opensource - czyli jest przejrzysta jeśli chodzi o funkcjonowanie (Google nie może w niej ukryć czegoś co wykorzystywało by użytkowników), oraz przyczynia się do innowacji w innych przeglądarkach (...opensource). Jednym słowem, Chrome przyczynia się do rozwoju pozostałych przeglądarek.

Oczywiście Chrome jest darmową reklamą dla Google, nie ma co zaprzeczać. Tyle, że jak dla mnie to reklama, która przy okazji robi dużo dobrego. Poza tym to reklama opensource, równie dobrze Yahoo może na podstawie źródeł Chrome zbudować Yome "pozwalającą wygodniej korzystać ze stron Yahoo, a potem ktoś zbuduje przeglądarkę będącą fuzją tych dwóch z Firefox itd. Chrome reklamuje markę, ale nie zamyka rynku, a raczej prowokuje innowacje, imho.

EULA+BSD License?

Zastanawia mnie jak ze sobą współpracują EULA i otwarta licencja? Aby używać Chrome, muszę zaakceptować dość drakońską licencję (szybka, naiwna interpretacja prowadzi do wniosku, że niezgodne z prawem jest przeglądanie jakichkolwiek stron do których nie mam praw autorskich?), ale licencja BSD pozwala mi użyć kodu źródłowego we własnym produkcie, nawet identycznym (poza zmianą nazwy i logo, bo te są zastrzeżone) -- a do własnego produktu już żadnych restrykcyjnych przepisów przypinać nie muszę.

O co zatem chodzi? Czyżby korporacyjni prawnicy znowu sobie pofolgowali, obawiając się odpowiedzialności za pozostawienie użytkownikom choć minimalnej wolności? Trochę to niekonsekwentne...

Dodać do tego Google Android

Dodać do tego Google Android czyli iPhone/WindowsMobile/NokiaSymbian killer który ma na celu zawładnąć telefonami komórkowymi...

Szkoda że Yahoo nie dotrzymuje kroku w tym wyścigu, mają Yahoo Maps, chyba flickr'a itp ale przydałoby się jeszcze Yahoo Earth, Yahoo Browser itp..

Z drugiej strony może to nam w Polsce się wydaje że Google jakiś taki robi się niebezpiecznie wszechobecny. O ile u nas liderami są onet.pl czy gazeta.pl/wp.pl (nie mające takiej siły na przebicie się ze swoimi usługami nad Google), to na zachodzie w świadomości internautów króluje Yahoo i MSN w sferze usług.

Ja to może pokażę na obrazku

VaGla's picture

Ja to może pokażę na obrazku, bo może to być interesujące dla tych wszystkich, którzy nie prowadzą własnych serwisów internetowych i nie widzą ich statystyk. Poniżej screenshot logów serwis prawo.vagla.pl sprzed kilku sekund - niepodzielnie królują odwiedziny przychodzące z infrastruktury Google (referery)

screenshot logów serwis prawo.vagla.pl sprzed kilku sekund -  królują odwiedziny przychodzące z Google
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Picasa "gorsza" niz Chrome?

Jeszcze raz ja. Jeśli chodzi o prywatność, to bardziej niż Chromem martwiłabym się pomysłem z nowej wersji Picasy. Ma ona pozwalać zapisać się (model opt-in) do usługi automatycznego rozpoznawania i grupowania zdjęć pokazujących te samą osobę:

http://googlephotos.blogspot.com/2008/09/announcing-picasa-30-and-new-version-of.html

"Opt-in to name tags, and our technology automatically groups photos containing similar faces."

A jeszcze odnośnie integracji Firefoxa i Google oraz domyślnej strony Firefoxa - to też zależy. O ile pamietam, po zainstalowaniu FF pod Ubuntu pojawia się strona z paroma przydatnymi linkami dotyczącymi Ubuntu.

Dedykowana przeglądarka google

flamenco108's picture

Nie mam wątpliwości, że celem było wyprodukowanie przeglądarki, może nie tyle dedykowanej, co optymalizowanej pod kod produktów Google. Nie jestem programistą, ale z lektury komiksu, czy też podsumowania cech architektury wynika, że programiści dostali zadanie przyspieszenia pracy na aplikacjach webowych - celem jest otwieranie w poszczególnych kartach a to maila, a to bloga, a to czego tam innego.

Zatem Microsoft jest monopolistą na rynku systemów operacyjnych i wymiany dokumentów. Jego pozycja do niedawna wydawała się nienaruszona. Także w Internecie. W latach 90-tych webmasterzy profilowali strony www pod IE, bo to praktycznie była jedyna przeglądarka. A jednak powolutku dali się wygryźć z tego interesu.

Tak samo teraz Google jest monopolistą Internetu - jedyna sensownie działająca wyszukiwarka, mnóstwo przydatnych, user-friendly usług za darmo, promowanie otwartych standardów.

Jednocześnie Google zaczęło podgryzać nogi Microsoftowi, bo, jak słusznie zauważono, wszystko wygląda na to, że Google dąży do stworzenia czegoś w rodzaju netsystemu operacyjnego. Robi to "na około", nie tykając bezpośrednio samych systemów operacyjnych, ale zdobywając (także dla społeczności - na razie przynajmniej) punkty w dziedzinach standardów zapisu dokumentów chociażby.

Teraz pozostaje nam czekać, w jaki sposób i kto (bo przecież niekoniecznie Microsoft) zacznie podgryzać Googla...

--
Flamenco108

Javascript to nie tylko Google

Ponownie powtarzam żeby nie panikować. Tak, wiele usług Google będzie w Chromie działać szybciej dzięki lepszej obsłudze Javascriptu. Ale strony z bogatym zastosowaniem Javascriptu to nie tylko Google! Takie Zoho tez skorzysta z przyspieszenia JS, a przecież jest to bezpośrednia konkurencja dla Google Docs, Notebook, Calendar. Nawiasem mówiąc, Zoho używa Google Gears, a zatem konkurencja dla Googli rośnie na kodzie udostępnionym przez same Google!

Poza tym dobrze ktoś we wcześniejszych komentarzach zauważył, że to raczej z polskiej perspektywy wydaje się, że Google tak dominuje rynek; tymczasem wydaje mi się, że duża cześć z tego to wielkie okrzyki w mediach. Cały czas powstają nowe usługi Google, ale inne znikają (tylko, że bez takiej fanfary). Np. Gmail wciaz ma mniej użytkowników niż hotmail i yahoo mail.

Moim zdaniem nalezy sie

DES's picture

Moim zdaniem nalezy sie spodziewac ze Google wygra. Moze nie jutro ale pojutrze bedzie dyktowac warunki ale nie na zasadzie tak pojmowanego monopolu jak M$.

Sytuacja jest moim zdaniem podobna jak w polowie lat 90 gdy sposrod galaktyki firm software'owych wyrosl Microsoft.

Chrome z nikim nie konkuruje

Wydaje mi się, że wszyscy skupiacie się na "przeglądarkowej" funkcjonalności Chrome, a tym samym gubicie perspektywę. Prawda jest taka, że Google nie zamierza z nikim konkurować. Google tworzy nowy segment rynku.

Chrome to nie jest przeglądarka. Chrome to platforma do uruchamiania aplikacji webowych, to platforma dla koncepcji Cloud (http://en.wikipedia.org/wiki/Cloud_computing)

Problem polega na tym, ze Google rozwija swoje technologie webowe bardzo szybko, ale wszystkie te technologie potrzebują aplikacji, która pozwoli im działać. Tę rolę dziś spełniają przeglądarki. Przeglądarki, których producenci są niezależni od Google i rozwijają te produkty w swoim tempie. Tempie, które dla Google jest zwyczajnie zbyt wolne - oni technologie mają już teraz i chcą je jak najszybciej udostępnić.

Wypuszczenie własnej platformy, kompatybilnej ze wszystkimi technologiami i pomysłami Googla, jest więc dobrze przemyślanym posunięciem. Udostępnienie kodu jako open source również - w końcu nie chodzi o to żeby podbić rynek przeglądarek, tylko o to żeby usługi Google (i korzystające z ich technologii) zaczęły wreszcie działać. Ktoś nie ma ochoty kodować? Nie ma takiej potrzeby, kod jest już dostępny, za darmo.

Myślę, że tak naprawdę Googlowi chodzi o dużo więcej niż przeglądarki - o zupełnie inną alternatywę dla tradycyjnych systemów, o konkurencję z Microsoftem na poziomie jakiego Microsoft się nie spodziewał. I nie jestem w tym myśleniu odosobniony, sądząc po dzisiejszej lekturze kilkudziesięciu opinii o Chrome.

To prawda Google JUZ stanowi

DES's picture

To prawda. Google JUZ stanowi konkurencje glownie sama dla siebie. Konkurencja nawet nie zdaje sobie sprawy ze jest w sytuacji przegrywajacego, bo Chrome to jest zdecydowanie cos wiecej niz najlepsza przeglądarka. To istotny element googlowej układanki dzięki której Google skutecznie uniezależni się od "zewnętrznych" systemów i dostawców.

Dlatego dla mnie wejscie Chrome BARDZO przypomina sytuacje z polowy lat 90 kiedy pojawily sie Windows 3.0 ...

Windows 3.0 nie pojawił

Windows 3.0 nie pojawił się w połowie lat 90, lecz w roku 1990. W połowie pojawił się Windows 95 (jak sama nazwa wskazuje).

Zgoda!

DES's picture

Mialo byc z pierwszej polowy lat 90 :)
Ale chodzi o zasade: wylania sie nowy lider technologiczny (a moze lidoerzy) ktory nie tyle zastapi ale OMINIE M$

Coś w tym jest.

Coś w tym jest. Przeglądarki to już nie tylko aplikacje do wymiany i prezentacji danych hipertekstowych i multimedialnych. To już praktycznie małe środowiska graficzne pod tysiące różnych aplikacji. Pierwsze wersje Windows też najpierw były używane jako "ładniejszy" dodatek do DOS-a, a potem (ale jeszcze chwilę zanim pojawił się Windows 95) zaczęły obrastać oprogramowaniem bardziej skomplikowanym i zasobożernym niż sam Windows.

Bez paniki!

Piotrze, uważam że z duża przesadą podchodzisz do całej sprawy Chrome. Bez paniki!
Piszesz: "Jeśli Googlowi uda się przekonać dzisiejszych internautów do tego, by stali się googlenautami". Otóż nie uda się. Dlaczego tak silną pozycję na rynku przegladarek wciąż ma IE? Bo jest domyślnie zainstalowany w Windows. Włączasz komputer i od razu masz przeglądarkę. Nie musisz umieć ściągnąc z sieci innego programu (np. Firefoksa, Opery albo właśnie Chrome) i go zainstalować, nie musisz nawet zastanawiać się czy to umiesz albo czy chcesz to umieć! Wiele osób, których zachęcałem do instalacji Firefoksa, boi się instalowania jakichkolwiek programów i uważa, że nie da sobie z tym rady, nawet nie chcąc spróbować (co dziwne, jedynym wyjątkiem, którego instalacji nikt się nie boi i nikt nie uważa, że będzie to trudne, jest Gadu-Gadu - to jakimś cudem potrafi sobie zainstalowac nawet osoba, która twierdzi że jest kompletnie "zielona" w komputerach i staje bezradna przy najprostszym pytaniu na ekranie z odpowiedzią "tak/nie"... ;)).
Dlatego uważam, że populacja użytkowników IE nie zmniejszy się zbyt wiele, niezaleznie od tego, ile alternatywnych przegladarek będzie dostępnych i nawet jeżeli ta przeglądarka pochodzi od Google. Tzw. "zwykli uzytkownicy" bardzo silnie rozgraniczają w swoich umysłach "Internet" i "komputer" i nawet jeżeli to pierwsze dla nich równa się Google, to to drugie ciągle równa się Microsoft, i pewnie nieprędko to się zmieni...
Kolej na Operę. Dość powszechnie użytkownicy tej przegladarki uważani są za niemalże "sektę", która swojej najlepszej na świecie przegladarki nie porzuci w żadnym wypadku. Więc Chrome użytkowników Operze nie odbierze, nie ma siły.
Cóż pozostaje? Tylko Firefox. I tutaj między Firefoksem i Chrome może rozegrać się bitwa na "user experience", o którym ktoś tu już pisał. Ta przegladarka, która będzie wygodniejsza w użyciu i bardziej dopasowana do oczekiwań użytkownika, wygra. Póki co, w tym zakresie Chrome'owi daleko do Firefoksa. Samo zwiększenie stabilności przegladarki i przyspieszenie Javascriptu jest niczym w porównaniu z tym, co Firefox oferuje poprzez rozszerzenia - chociażby blokowanie reklam, którego brak w Chrome jest na wielu forach wymieniany jako podstawowa wada tej przegladarki (a trudno się spodziewać, aby żyjące z reklam Google zechciało reklamy blokować, choc z uwagi na otwartość przeglądarki jakiś niezależny programista zapewne dopisze do Chrome taki moduł).
Jeżeli następna wersja Chrome będzie mogła bezposrednio korzystać z mozillowatego formatu rozszerzeń i istniejące rozszerzenia do Firefoksa będą bezproblemowo w niej działać, sytaucja może się zmienić. Ale z uwagi na zupełnie inną architekturę wewnętrzną przegladarki jest to chyba (działanie wszystkich rozszerzeń) mało prawdopodobne...

Owszem, mozna podejrzewać, że Google będzie próbowało wprowadzac do Chrome jakieś ficzery, które będą "lepiej" współpracować z usługami Google niż inne przegladarki. Wydaje mi się jednak, że Google wyciągnęło odpowiednie wnioski z przypadku Microsoftu, który dokładnie to próbował robić (dokumenty Halloween!) i za to jest nie tylko nie lubiany, ale w wielu sferach użytkownicy się od niego odwracają i wybierają oprogramowanie zgodne ze standardami. Trzeba byłoby być głupim - o co Google nie podejrzewam - żeby wpuszczać się drugi raz w ten sam kanał.

Co jeszcze

Czekam na Google Operation System. Groźne...

Podzielą Google'a?

Na moim blogu zamieściłem schemat prawdopodobnego podziału Google Inc. za parę lat: http://minakowski.pl/2009/01/15/ets-dzieli-google/.

"play fair"

google niestety już nie trzyma się tej zasady, wystarczy np spojrzeć na chińskie google i blokowanie wyników wyszukiwania pewnych treści.

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>