Zrzeczenie się autorskich praw majątkowych?

public domain - przekreślone logo copyrightPodobno "nie ma grabi od siebie". Zdaje się, że histeria związana z piractwem, a także działania lobbingowe zmierzające do silniejszej ochrony autorskich praw majątkowych wepchnęły nas w sytuację, w której musimy żyć ze swoimi autorskimi prawami majątkowymi do końca (chyba, że przeniesiemy na kogoś innego). Wiadomo, że autorskie prawa osobiste są niezbywalne (art. 16 ustawy). Jak przenieść autorskie prawa majątkowe do "dev/null"? Może być z tym kłopot. Być może warto zwrócić ustawodawcy uwagę na to, że potencjalnie ogranicza prawo autora do decydowania o tym, co się stanie z jego utworem, nie pozwala mu uwolnić utworu do domeny publicznej... Chyba, że wnioski, do których doszedłem poniżej są błędne... Tak czy inaczej - na internetowej stronie Sejmu RP znajdą Państwo plan sytuacyjny budynków sejmowych mojego autorstwa, który to plan (utwór) spróbowałem uwolnić do domeny publicznej. Czy skutecznie?

Polska ustawa zgodna jest ponoć z przepisami prawa międzynarodowego. A to np. z Konwencją berneńską, Aktem paryskim, porozumieniami TRIPS, traktatami WIPO, a to z dyrektywami unijnymi, etc. Za oceanem prof. Lessig kombinuje coś z licencjami creative commons (w stosunku do których jestem sceptycznie nastawiony) w pewnym oderwaniu intelektualnym od tego, co się dzieje w Europie. Ludzie tłumaczą potem te licencje na różne języki (i nadal jest kłopot: por. Tłumacze i dostosowywacze CC w wersji 3.0). Trwa dyskusja na temat tego, jak długo mają być chronione autorskie prawa majątkowe i dlaczego Jack Valenti, w swoim czasie prezes Motion Picture Association of America, mógł wygłosić tezę, że "prawa autorskie powinny trwać o jeden dzień krócej niż wieczność". Pojawiają się różne analizy, z których wynika, że nie jest ekonomicznie uzasadnionym, by tak właśnie było (por. Autorskie prawa majątkowe - jak długo mają chronić? 14 lat?). Jednak niektóre instytucje chcą mieć swój finansowy udział w obiegu dóbr kultury (por. Wawel chroni prawa fotografów??? oraz Banknotowa dyskusja prawnoautorska)... "My precious. Ooh. My precious. We wants it, my precious" - powiedziałby Gollum aka Smeagol.

Dla wszystkich podmiotów, które utrzymują stałą reprezentację (czasem wieloosobową) w czasie obrad komisji sejmowych, które debatują nad nowelami polskiego prawa autorskiego, a które głoszą swoje tezy "w interesie biednych twórców", pewnie absurdem wyda się pomysł, że ktoś może chcieć, by jeszcze za jego życia prawo autorskie do konkretnego utworu przysługiwało nikomu. Przysługiwało nikomu. W tym zdaniu nie ma błędu. Można napisać je inaczej: by nikomu nie przysługiwało autorskie prawo majątkowe, by nikomu nie przysługiwały inne uprawnienia związane z konkretnym utworem, by nie były z korzystaniem z niego związane obowiązki, w szczególności obowiązki łożenia na fundusze pozostające w gestii ministerstw (czy innych agend państwowych).

Autor chce się wyzbyć autorskich praw majątkowych? Ktoś powie: absurdalny pomysł. I tak też jest - moim zdaniem - skonstruowana polska ustawa.

Zgodnie z art. 1 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych:

Przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór).

A więc każdy przejaw. Co więcej: utwór jest przedmiotem prawa autorskiego od chwili ustalenia, chociażby miał postać nieukończoną. A jeszcze: ochrona przysługuje twórcy niezależnie od spełnienia jakichkolwiek formalności.

Rozporządzanie i korzystanie z opracowania zależy od zezwolenia twórcy utworu pierwotnego (prawo zależne), chyba że autorskie prawa majątkowe do utworu pierwotnego wygasły.

W przypadku autorskich praw osobistych ustawa stwierdza, że "jeżeli ustawa nie stanowi inaczej, autorskie prawa osobiste chronią nieograniczoną w czasie i niepodlegającą zrzeczeniu się lub zbyciu więź twórcy z utworem". Nieograniczona w czasie i niepodlegająca zrzeczeniu się lub zbyciu więź. A co w przypadku autorskich praw majątkowych (autorskie prawa majątkowe to nie to samo co autorskie prawa osobiste)? W takim przypadku - stwierdza ustawa - "twórcy przysługuje wyłączne prawo do korzystania z utworu i rozporządzania nim na wszystkich polach eksploatacji oraz do wynagrodzenia za korzystanie z utworu". Czyli może rozporządzać. Jak rozporządzać? Ustawa przewiduje, że twórca może udzielić licencji (wyłącznej lub niewyłącznej) a także, ze może przenieść autorskie prawa majątkowe na kogoś innego.

Na podstawie art. 18. ust. 3 ustawy: "Prawo do wynagrodzenia, o którym mowa w art. 19 ust. 1, art. 191, art. 20 ust. 2–4, art. 201, art. 30 ust. 2 oraz art. 70 ust. 3, nie podlega zrzeczeniu się, zbyciu ani egzekucji. Nie dotyczy to wymagalnych wierzytelności". Czyli, że chociażbyśmy przenieśli na kogoś autorskie prawa majątkowe, to i tak nie możemy zrzec się wynagrodzenia, które czasem dotyczy dokonanych zawodowo odsprzedaży oryginalnych egzemplarzy utworu plastycznego lub fotograficznego (art. 19), czasem dokonanych zawodowo odsprzedaży rękopisów utworów literackich i muzycznych (art. 191 - w obu tych przypadkach do zapłaty wynagrodzenia zobowiązany jest sprzedawca), a czasem związane z produkcją, importem lub korzystaniem z urządzeń reprograficznych, które w naszym imieniu w pewnych sytuacjach zbierają organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi (art. 20 i 201). Cóż z tego, że organizacje te zbierają te pieniądze jak chcą i dzielą je również arbitralnie, wobec czego może się zdarzyć, że nie dostaniemy ani złotówki (por. Pytania o możliwości uzyskania wynagrodzenia autorskiego czyli list do stowarzyszenia KOPIPOL, Otrzymałem odpowiedź z KOPIPOL'u oraz Dla ciekawych dalszych losów historii listu do KOPIPOLu). Oczywiście trzeba pamiętać, że Na świecie są miliardy twórców.

W art. 30 mowa jest o wynagrodzeniu od "odpłatnego udostępniania egzemplarzy fragmentów utworów" - do czego uprawnione są ośrodki informacji lub dokumentacji. Tego wynagrodzenia też nie można się zrzec. Podobnie jak wynagrodzenia wynikającego z przepisu art. 70 ust. 3, a ten odnosi się do obecnie niekonstytucyjnego art. 70 ust. 2 (ten utracił moc z dniem 6 czerwca 2007 r.).

Zgodnie z art. 36 ustawy - co do zasady (czyli są wyjątki) - autorskie prawa majątkowe gasną z upływem lat siedemdziesięciu:

1) od śmierci twórcy, a do utworów współautorskich – od śmierci współtwórcy, który przeżył pozostałych;

2) w odniesieniu do utworu, którego twórca nie jest znany – od daty pierwszego rozpowszechnienia, chyba że pseudonim nie pozostawia wątpliwości co do tożsamości autora lub jeżeli autor ujawnił swoją tożsamość;

3) w odniesieniu do utworu, do którego autorskie prawa majątkowe przysługują z mocy ustawy innej osobie niż twórca – od daty rozpowszechnienia utworu, a gdy utwór nie został rozpowszechniony – od daty jego ustalenia;

4) w odniesieniu do utworu audiowizualnego – od śmierci najpóźniej zmarłej z wymienionych osób: głównego reżysera, autora scenariusza, autora dialogów, kompozytora muzyki skomponowanej do utworu audiowizualnego.

Czyli wiemy jak gasną z mocy ustawy...

Potem idzie rozdział 5 ustawy, który zatytułowany jest "Przejście autorskich praw majątkowych" i z niego dowiadujemy się, że (znów - co do zasady): autorskie prawa majątkowe mogą przejść na inne osoby w drodze dziedziczenia lub na podstawie umowy. Jeśli mowa o umowie, to jest szereg postanowień przewidzianych w ustawie: a to, że umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych lub umowa o korzystanie z utworu, zwana dalej „licencją”, obejmuje pola eksploatacji wyraźnie w niej wymienione, a to, że nieważna jest umowa w części dotyczącej wszystkich utworów lub wszystkich utworów określonego rodzaju tego samego twórcy mających powstać w przyszłości, i jeszcze: umowa może dotyczyć tylko pól eksploatacji, które są znane w chwili jej zawarcia. Są też i nne postanowienia. Istotne są te, które dotyczą formy tych umów. Otóż:

Umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych wymaga zachowania formy pisemnej pod rygorem nieważności.

Macie Państwo w pamięci, że nawet jak przeniesiemy autorskie prawa majątkowe, to nadal mamy prawo do tych wynagrodzeń, o których pisałem wcześniej - one nie podlegają zrzeczeniu ani zbyciu. Dodatkowo - twórca może odstąpić od umowy lub ją wypowiedzieć, a to ze względu "na swoje istotne interesy twórcze" (co nie dotyczy utworów architektonicznych i architektonicznourbanistycznych, audiowizualnych oraz utworów zamówionych w zakresie ich eksploatacji w utworze audiowizualnym).

Art. 65 ustawy stwierdza, że w braku wyraźnego postanowienia o przeniesieniu prawa, uważa się, że twórca udzielił licencji. A jeśli z takiej umowy nie wynika wyłączność (jak w przypadku licencji wyłącznej) to mamy do czynienia z licencją niewyłączną (czyli nie ograniczamy sobie możliwości udzielenia upoważnienia innym osobom do korzystania z utworu na tym samym polu eksploatacji). Warto przy tym pamiętać, że licencja wyłączna wymaga zachowania formy pisemnej pod rygorem nieważności - podobnie jak przeniesienie autorskich praw majątkowych. Formy pisemnej nie wymaga licencja niewyłączna. I nie ma innych możliwości w ustawie. Czy zatem można się zrzec autorskich praw majątkowych?

Licencja nie zawsze jest fajna. Licencje można wypowiedzieć (w braku innych postanowień umownych - na rok naprzód, na koniec roku kalendarzowego). Licencję udzieloną na okres dłuższy niż pięć lat uważa się, po upływie tego terminu, za udzieloną na czas nieoznaczony... Cały czas zresztą możemy wypowiedzieć. Trzęsiemy ręką, trzęsiemy i nie możemy się wyzbyć przylepionego autorskiego prawa majątkowego. Bumerang. Wyrzucamy i wraca.

A gdybym chciał się wyzbyć (zrzec) autorskich praw majątkowych, przekazać je do domeny publicznej, by każdy sobie mógł z utworu korzystać, by nie musiał mnie pytać o zgodę (również na to, by dokonać opracowania), by ktoś, kto zechce z tego korzystać wiedział, że nigdy nie wypowiem licencji, by czuł się bezpieczny, miał pewność co do prawa, mógł spać spokojnie, itp? By nie miało znaczenia dla niego to, czy korzysta komercyjnie, niekomercyjnie, by dowolna osoba mogła zrobić z utworem wszystko co tylko zechce. Czy mogę? Według mnie - polska ustawa nie daje na to odpowiedzi (?).

Cokolwiek twórczego ustalimy - podlega ochronie. Nasza wola (nawet najwyraźniej przedstawiona) może nie mieć żadnego znaczenia. Możemy przenieść autorskie prawa majątkowe na kogoś innego, ale nie możemy przekazać ich do domeny publicznej. Do domeny publicznej utwory przechodzą po określonym czasie, już po naszej śmierci. A jak już przejdą, to do kranika przyczepia się Fundusz Promocji Twórczości, którym dysponuje minister właściwy do spraw kultury i ochrony dziedzictwa narodowego. Na podstawie art. 40 ustawy:

Producenci lub wydawcy egzemplarzy utworów literackich, muzycznych, plastycznych, fotograficznych i kartograficznych, niekorzystających z ochrony autorskich praw majątkowych, są obowiązani do przekazywania na rzecz Funduszu (...), wpłaty wynoszącej od 5 % do 8 % wpływów brutto ze sprzedaży egzemplarzy tych utworów. Dotyczy to wydań publikowanych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.

Gdyby zatem istniała możliwość zrzeczenia się autorskich praw majątkowych (utwór nie korzystałby z ochrony autorskich praw majątkowych) - ktoś kto chciałby z tego komercyjnie skorzystać (chciałby sprzedać egzemplarze), to musiałby kasę odprowadzać. Dlaczego? A jeśli ja nie chciałbym, by ktokolwiek musiał dzielić się z państwem swoimi przychodami opartymi na mojej twórczości?

Myśl o możliwości zrzeczenia się autorskich praw majątkowych stawia na głowie aktualnie obowiązujący system ochrony praw autorskich. Wszędzie zresztą mowa jest o ochronie tych praw. Nie uwzględnia się potencjalnej chęci autora, który może mieć ochotę (i to nie pod wpływem środków psychotropowych, nie w stanie niepoczytalności, etc.) na to, by każdy mógł z konkretnego utworu korzystać w dowolny sposób.

screenshot strony serwisu Sejmu z wykorzystanym planem sytuacyjnym Sejmu RP mojego autorstwa

Screenshot jednej ze stron serwisu Sejmu z wykorzystanym planem sytuacyjnym Sejmu RP mojego autorstwa. Już jakiś czas temu narysowałem plan sytuacyjny Sejmu RP i opublikowałem go w repozytorium Wikimedia Commons. Pierwotnie na zasadzie jednej z licencji creative commons. Pokazałem ten plan osobom opiekującym się stronami Sejmu i zaproponowałem, że jeśli uważają, że to się do czegoś przyda (plan jest ustalony w formacie svg - czyli jest to grafika wektorowa oparta na xml'u, zgodnie ze standardem W3C), to nie będę miał nić przeciwko temu, by to wykorzystali. Gdy zapadła decyzja o tym, że warto ten plan wykorzystać na stronie Sejmu i gdy dostałem informacje, że taka grafika może być wykorzystana "nawet jutro", jeśli zgodzę się na treść licencji (a była to długa nota, zdecydowanie zbyt długa) - pomyślałem przez chwilę i postanowiłem na "Commons" zmienić zasady, na jakich udostępniłem tę grafikę. Otóż zmieniłem opis "uwalniając" prawa autorskie do domeny publicznej (public domain). Nie zależy mi na tym, by zakazywać komuś korzystanie z tej konkretnej grafiki (nie dotyczy to wszystkich utworów mojego autorstwa). Moją wolą jest to, że jeśli ktoś ma ochotę na korzystanie z tej grafiki w dowolny sposób - ja mu nie chcę przeszkadzać. Nie zależy mi na udzielaniu mu licencji (którą mógłbym potem wypowiedzieć). Jeśli komuś się ta grafika podoba (nad którą to grafiką - to prawda - spędziłem trochę czasu) może robić z nią co chce i kiedy chce, sprzedawać lub nie, przerabiać, opracowywać, kopiować, transmitować, drukować... Proszę uprzejmie. Odpowiada mi w tym przypadku, by zrzec się autorskich praw majątkowych do tej grafiki. Uwolnić ją do domeny publicznej.

treść strony z notą copyrightowa serwisu Sejmu RP

Na obrazku treść strony z notą copyrightowa serwisu Sejmu RP. Znajdziecie tam Państwo następujący wpis: Mapa "Kompleks Sejmowy w Warszawie": Autor: Piotr VaGla Waglowski, public domain. Nota ta została zaproponowana przeze mnie i przyjęta przez osoby opiekujące się stroną Sejmu. W ten sposób po raz pierwszy chyba w historii na stronach Sejmu znalazła się nota odwołująca się wprost do "domeny publicznej" (public domain)...

Wszelkie analogie do innych przejawów "własności" nie są dobre w odniesieniu do "własności intelektualnej". Ale jeśli już komuś chciałoby sie poszukiwać analogii, to może sięgnąć do literatury poświęconej art. 179 i 180 kodeksu cywilnego. W pierwszym przypadku mowa będzie o zrzeczeniu się nieruchomości (co związane było z formą aktu notarialnego), w drugim o porzuceniu rzeczy ruchomej (wyzbyciu się własności rzeczy w ten sposób, że "w tym zamiarze rzecz się porzuci"). Warto chyba zacytować fragment komentarza do kodeksu cywilnego, gdzie czytamy: "Sytuacje określone w ustawie jako "inne wypadki nabycia i utraty własności" nie cieszą się szczególnym zainteresowaniem doktryny. Stąd literatura, poza wzmiankami w podręcznikach oraz uwagami zawartymi w komentarzach oraz w tomie drugim Systemu prawa cywilnego, jest stosunkowo uboga" - tak napisała prof. dr hab. Elżbieta Skowrońska-Bocian w komentarzu do art. 179 KC (Komentarz pod red. K. Pietrzykowskiego, Warszawa 1999, str. 451).

Art. 179 kodeksu cywilnego utracił moc obowiązującą z dniem 15 lipca 2006 r., a to ze względu na wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 15.03.2005 roku (sygn. akt K 9/04).

W uzasadnieniu do przywołanego wyroku można przeczytać na temat zrzeczenia się własności nieruchomości m.in.:

Możliwość zrzeczenia się własności, czyli wyzbycia się tego prawa mocą jednostronnego aktu, jest jednym z atrybutów prawa własności. Niekwestionowane uprawnienia właściciela sięgają aż do zużycia, zniszczenia rzeczy (ius abutendi). Realizacja tego uprawnienia przy nieruchomościach może polegać na zrzeczeniu się własności, które jest jednocześnie rozporządzeniem rzeczą. Mimo że nie wszystkie ustawodawstwa regulują zrzeczenie się, jego dopuszczalność jest powszechnie przyjęta (por. G. Bieniek, Zrzeczenie się własności i innych praw rzeczowych, „Rejent” 2004, nr 3-4, s. 27 i n.). W sposób zróżnicowany ukształtowane są natomiast losy nieruchomości, których właściciele się zrzekli.

Problem polegał na tym, że jeśli ktoś postanowiłby się zrzec prawa własności nieruchomości, to ktoś inny (gmina, a wcześniej Skarb Państwa) musiałaby nabyć (pierwotnie? tu TK miał wątpliwości) takie prawo własności. No i takie zbycie narzucałoby innemu podmiotowi określony status prawny: "oświadczenie jednego podmiotu czyni bowiem inny podmiot właścicielem nieruchomości". Po nowelizacji, której brzmienie było zakwestionowane przed TK zdanie pierwsze § 2. brzmiało: "nieruchomość, której właściciel się zrzekł, staje się własnością gminy, na obszarze której jest położona, chyba że odrębne przepisy stanowią inaczej". Przed nowelizacją to samo zdanie brzmiało: "nieruchomość, której własności właściciel się zrzekł, staje się własnością Skarbu Państwa".

W niejakim oderwaniu od powyższego trzeba też dostrzec, że jeśli ktoś wyzbyłby się własności rzeczy ruchomej zgodnie z art. 180, to taka rzecz staje się rzeczą niczyją...

Jeśliby poszukiwać analogi (co zawsze jest niebezpieczne), to czy jeśli przeniesienie autorskich praw majątkowych wymaga pod rygorem nieważności formy pisemnej, to czy zrzeczenie się autorskich praw majątkowych też takiej formy wymaga? Komu należałoby takie jednostronne oświadczenie woli w formie pisemnej przekazać? Czy po jednostronnego aktu zrzeczenia się autorskich praw majątkowych prawa te wygasają, czy też może zaczynają komuś przysługiwać (np. Skarbowi Państwa, który w niektórych sytuacjach może dziedziczyć autorskie prawa majątkowe, jeśli nie ma komu ich dziedziczyć)?

Dopisuję niniejszym "zrzeczenie się autorskich praw majątkowych" do listy na wirtualnej "giełdzie tematów prac magisterskich". Może ktoś zechce się tym tematem bliżej zainteresować?

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

rzecz niczyja

Właściwie rzecz niczyją można sobie przywłaszczyć :) Może zastanówmy się nad zasiedzeniem majątkowych praw autorskich :))

A tak poważnie, muszę przyznać że problem wydaje mi się w dużej części "naukowy" w złym znaczeniu tego słowa. Oczekujesz niemal hobbesowego zrzeczenia sie uprawnień. Oddanie utworu do domeny publicznej w drodze licencji jest rozwiązaniem najbardziej zdrowym. Nie widzę celu w zrywaniu więzi pomiędzy autorem, a utworem. Wynagrodzenia nie można się zrzec, ale można przecież z prawa nie korzystać. Tu chyba chodzi o inne zrzekanie się wynagrodzenia, niż w przypadku wynagrodzenia z umowy o pracę.

Dzieło nie jest bytem oderwanym, a świadomość zbiorowa absorbuje je wedle "własnego uznania" niezależnie od tego, czy autor chce już za życia uczynić ze swego dzieła dobro kultury, czy nie (czy nie dobro kultury :)). Uroki ery cyfrowej.

Argumentacja moja kaleka, ale brak czasu.

Jadnak istotną kwestię poruszyłeś pisząc o kraniku. Zastosowana metoda zarabiania pieniędzy opiera się właśnie na zaprzeczeniu więzi pomiędzy autorem, dziełem i odbiorem dzieła. Do czego zmierzam? Wkrótce zapłacę autorowi książki, której nigdy nie przeczytam, tylko dlatego, że kupię drukarkę, na której mogłaby zostać wydrukowana...

Autor - Utwór - Odbiorca. Uderzenie w którykolwiek z myślników doprowadzi do absurdu. To już DRM wydaje się bardziej ludzkie ;)

> Oddanie utworu do domeny

Oddanie utworu do domeny publicznej w drodze licencji jest rozwiązaniem najbardziej zdrowym

Nie, nie jest to zdrowe. W oparciu o materiały w domenie publicznej ktoś może np. zbudować serwis internetowy. Na przykład z tekstami książek. Ludzie będą inwestować czas i pracę w opracowanie tych tekstów, redakcję, komentarze, wersję 2.0, po czym nagle cała rzecz zniknie, bo np. spadkobiercy autora postanowią na tym zarobić i licencję odwołają.

zachlanni spadkobiercy

Dzięki Ci Panie za testamenty...

public domain forsowana przez testsment

Z ciekawości, bo nie jestem prawnikiem: dzieci autora powinny respektować jego testament, który w zakazuje on odwoływania licencji. Ale ich wnuki są spadkobiercami bezpośrednio tych dzieci, a nie autora. Mogłyby więc odwołać "licencję na public domain", dobrze myślę?

dzieci zachłannych spadkobierców

A ile lat po śmierci autora mają szansę ucieszyć się jego prawami spadkobiercy zachłanni? Zachłanny Skarb Państwa też pracuje nad sprawą.

Jedynym ratunkiem jest praca nad definicją utworu. Lobbujmy!
Jestem prawnikiem ale, jak pragnę zdrowia, kiepskim. To jedyne usprawiedliwienie.

Prawa autorskie nie lubią

Prawa autorskie nie lubią być niczyje. Taka jest prawda i taki jest świat, na który onegdaj każdy z nas przyszedł. A jak to wygląda dodatkowo w polskich realiach? Ile to razy polscy muzycy z lat 80. pytani o wznowienia starych płyt, odpowiadają: "nic nie możemy zrobić, prawa nie należą do nas - firma już nie istnieje, a mimo to nie chcemy się narażać".

Licencja CC udzielona raz

Licencja CC udzielona raz działa nieodwołalnie. Nie można jej odwołać.

Licencja CC to licencja prawnoautorska

VaGla's picture

A licencje prawnoautorskie można wypowiadać.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Nawet jeżeli w licencji w

Nawet jeżeli w licencji w prost stoi, że licencjodawca tego NIE może zrobić?
(http://creativecommons.org/licenses/by/3.0/pl/legalcode pkt.7b)

Dwa, jak, praktycznie i skutecznie wypowiedzieć umowę, którą zawarło się w sposób bezpośredni lub pośredni z tysiącami bliżej nieidentyfikowalnych użytkowników? Czy wypowiedzenie umowy według zasad ogólnych nie nakłada pewnych rygorów na sposób poinformowania stron zainteresowanych?

Pozdrawiam,
Tomasz Sztejka.

Taki archiwalny wpis z 2008

VaGla's picture

Taki archiwalny wpis z 2008 roku: Dlaczego jestem sceptycznie nastawiony do CC - zamówiona przez czytelników odpowiedź

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Ok, przeczytałem, rozumiem

Ok, przeczytałem, rozumiem.

Osobiście zależy mi na przekazaniu utworu do tzw. "domeny publicznej". Której, o ile dobrze zrozumiałem inne Twoje wypowiedzi, nie ma. Jaki mam wybór?

Proste porzucenie utworu nie gwarantuje jego uwolnienia, gdyż w braku sprzeciwu autora mogą w jego imieniu występować organizacje masowego zarządzania prawami autorskimi. Zatem jakiejś licencji udzielić trzeba.

Licencja CC nie występuje z utworem jako jedyny związany z nim dokument, zawsze przecież jest deklaracja autora "utwór jest udostępniany na licencji (...)", która jednoznacznie wskazuje przynajmniej jedną ze stron umowy.

Wymieniasz także ograniczenie gwarancji jako klauzulę niedozwoloną. Ile razy widziałem identyczne zapisy w licencjach na oprogramowanie nie zliczę. Czy one także są nie dozwolone?

Abstrahując od treści licencji - pozostaje kwestia jej ewentualnego wypowiedzenia. Czy nie jest czasem tak, że skuteczne wypowiedzenie wymaga powiadomienia drugiej strony? Jeżeli tak, jak można to wykonać w wypadku licencji, która zezwala na swobodną redystrybucję utworu?

Pozdrawiam,
Tomasz Sztejka

Creative Commons 0

http://koed.org.pl/pl/blog/2011/10/07/creative-commons-zero-w-polskim-prawie/

Dziękuję! Bardzo

Dziękuję! Bardzo pouczające.

Pozdrawiam,
Tomasz Sztejka.

> Nie widzę celu w zrywaniu

> Nie widzę celu w zrywaniu więzi pomiędzy autorem, a
> utworem. Wynagrodzenia nie można się zrzec, ale można
> przecież z prawa nie korzystać. Tu chyba chodzi o inne
> zrzekanie się wynagrodzenia, niż w przypadku
> wynagrodzenia z umowy o pracę.

no nie do końca logiczne - bo też chodzi o to, że ktoś, kto używa Twojego dzieła musi mieć pewność, że Ty z tego prawa nie skorzystasz...

a jeśli faktycznie prawo nie pozwala na uwolnienie do domeny publicznej i/lub pozwala na unieważnienie już udzielonej licencji, to coś jest nie w porządku, bo odbiera użytkownikom Twojego utworu możliwość korzystania z niego bez martwienia sie o konsekwencje..

ostatni kamyczek

Jeden tylko pseudofilozoficzny kamyczek dorzucę do swojej bezładnej wypowiedzi :)

W mojej ocenie tematem głównym i niewyczerpalnym jest ocena, co powinno być chronione prawem autorskim czy patentowym, nie zaś to czy mozna się tego wyzbyć ;)

Czy powinno się patentować nowy wzór pilota tv, fragment kodu (takie tam nawiązanie...), czy Twoja mapa powinna być traktowana jako utwór.

Definicja ustawowa jest bardzo obszerna, za bardzo. Ale z definicją mamy teraz trudność, za duże doświadczenie cywilizacyjne za nami, miliardy ksiąg i mysli ludzkiej.

Z jednej strony: Co to znaczy "indywidualny charakter" ? Magia wielkich cyfr. Taki ogrom fabuł pozwala dziś na na tworzenie w oparciu o manipulowanie schematam. To jest utwór?

A z drugiej strony: Mój ukochany Proust napisał że czytelnik jest czytelnikiem samego siebie. Czy potrafię lubić książkę która nie ma ze mną stycznych punktów. Czy zatem indywidualny charakter ma utwór sprzedany w ogromnym nakładzie?

To wszystko są manowce. Dlatego prawo autorskie jest tworem ulotnym i... zbędnym. Tak na prawdę odbiorca decyduje, czy rzecz jest utworem, nie autor. Autora znać nie musi. I oto jest przewrót wręcz kopernikański. ;)

abstrakcja

Jeszcze tylko jedno półżartem:

Uznając autorstwo (jak racjonalny ustawodawca) niemalże za prawo przyrodzone (nie mylić z przyrodzeniem) i prawie niewyzbywalne (w odróżnieniu od przyrodzenia) trzeba się jednak zgodzić, że wskazanie indywidualnego charakteru dzieła zależy od puli porównawczej (wyjątkowość kamienia oceniana w kontekście garści kamieni i w kontekście biliardów kamieni) moglibyśmy dopuścić współautorstwo nieświadome podpisując utwór: Ja oraz wszyscy :) (proces tworzenia obejmujący doświadczenie świadome i nieświadome)

Inne rozwiązanie - średniowieczne. Autor - nikt. Anonim działający na chwałę Boga (proces "tworzenia" czyni z "autora" jedynie narzędzie Boga). Dzieło cieszy wszystkich, ale kasę ma z tego jedynie wspólnota religijna przez kieszenie Swoich duchownych.

Oto dylemat, czy taki komentarz publikować i czy coś wnosi? To przecież Absurdy?

Dlaczego nie doprowadzać wszystkiego do absurdu, skoro zrobiło to już prawo, skoro dzisiaj właściwie nie autor czyni utwór, a utwór czyni autora - definicja ustawowa utworu sprawia, że nawet wbrew woli zostajesz autorem ze wszystkimi konsekwencjami :) A do tego pisałem o relacjach autor - utwór - odbiorca, a w naszym prawie zarabia pośrednik, zarabia właśnie na zrywaniu tych "myślników".

Muszę się pohamować z tymi komentarzami, bo jeszcze wyjdzie z tego jakiś utwór... nie dość że kicz to jeszcze niewyzbywalny....

Może publikować dokumenty?

Natchniony rozważaniami dotyczącymi praw autorskich do banknotów rzucę taki dość głupi, bo opierający się na "haku", pomysł:

A gdyby tak swoje dzieła, od których pragniemy się uwolnić, publikować jako dokumenty, normy, etc.

Wszak nie podlegają one ochronie, prawda?

Jak o hakach mowa, to ja

Jak o hakach mowa, to ja kombinowałem, że eksport utworu do Afganistanu lub Etiopii i ponowny import (w warunkach braku tamtejszego prawodawstwa tyczącego praw autorskich) "czyści" utwór z utworowości, a czyni go jedynie przedmiotem materialnym.

No albo bardziej standardowo uwolnienie do domeny publicznej innego kraju (w łatwy sposób przez Internet) i późniejszy import.

Choć nie wiem, czy to tak działa, bo nie jestem prawnikiem.

Coś podobnego z

Coś podobnego z przedmiotami materialnymi zrobił swego czasu imć pan Kluska. Chyba nie bardzo to wyszło...

o "rzeczach niczyich"

Podczas czytania od razu przyszedł mi do głowy inny dylemat: czy rozkłady jazdy są utworami, z których korzystanie moze byc ograniczone prawami autorskimi?
Z jednej strony mówimy "transport publiczny" a z drugiej jest rozkład jazdy, który nie wiadomo czy jest tak samo "publiczny"?

Autorskie prawa osobiste w praktyce PR

Tak troche OT: jak sie ma niezbywalnosc autoskich praw osobistych do nastepujacej, bardzo czestej w praktyce sytuacji. Autor pracujacy dla agencji PR tworzy tzw "newsa" czyli krotka notatke na temat nowosci w firmie X, ich nowego produktu, wydarzenia itp. Nastepnie ten utwor wysyla do czasopism, serwisow internetowych itp. dajac redaktorom pelne prawa (jak rozumiem majatkowe bo osobistych nie moze) do dowolnego wykorzystania takstu.
Najczestsza praktyka jest publikacja takiego tekstu praktycznie bez zmian (lub z minimalnymi zmianami redakcyjnymi), przy czym pod "newsem" podpisuje sie redaktor danego serwisu, nie informujac czytelnika kto jest prawdziwym autorem utworu.

Czy to naruszenie prawa, podobne do pisania prac czy ksiazek "na murzyna"? Podkreslam, ze autor zgadza sie na taka praktyke. Pytanie: czy prawo polskie wogole pozwala na taka zgode?

Podobnym przykladem moze byc napisanie wystapienia dla ministra przez jego doradce. Czy minister nie ma obowiazku, po przeczytaniu wystapienia dodac: "autorem wystapienia jest pan Y z naszego departamentu kontaktu z mediami."? ;)

wyjątki

cezio's picture

Artykuł 4, punkt 4) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych wyłącza proste notatki prasowe z przedmiotów prawa autorskiego. Pytanie oczywiście, na ile prosta musi być wtedy notatka prasowa?

To z 2005 roku, ale wciąż

VaGla's picture

To z 2005 roku, ale wciąż aktualne: Prosta informacja prasowa. Bo w art. 4 chodzi o proste informacje prasowe, nie zaś o proste notatki prasowe. To dość istotna różnica.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Dzieki, to wiele

Dzieki, to wiele wyjasnia.
Jednak dalej uwazam, ze niektore przemowienia naszych przywodcow to prawdziwe "dziela sztuki" i to SF i przydaloby sie poznac ich prawdziwych autorow ;)

Art. 18 ust. 3 co prawda

Art. 18 ust. 3 co prawda przyznaje autorowi niezbywalne roszczenie o wynagrodzenie, jednakże ustawa w żadnym miejscu nie nakłada na autora obowiązku dochodzenia roszczeń.
Można podejrzewać, że gdyby w licencji autor zawarł oświadczenie dotyczące niekorzystania z przysługującego mu na mocy w/w przepisu prawa do wynagrodzenia, to w sytuacji konfliktowej sąd uznałby skuteczność takiego oświadczenia.

Oczywiście to "protetyka/hydraulika".

ehh..

"...czyli jest to grafika wektorowa oparta na xml'u, zgodnie ze standardem W3C..." - Szkoda, że nie na stronie Sejmu - tu ją przerobili na ordynarnego jpga

WTFPL

W kontekście zrzekania się praw autorskich ciekawym dziełem jest licencja WTF (dokładniej WTFPL) ;).

pytanie do Vagli - taki OT

OT, no ale nie znalazłem innej możliwości zapytania się o to (bo nie podajesz swojego e-maila :P )
Napisałeś w artykule że nie jesteś przekonany do licencji CC. Ja ostatnio się tymi licencjami zainteresowałem i ciekawi mnie jakie są Twoje argumenty przeciwko (myślę, że Twoja opinia, jako prawnika, może być ciekawa). Jeśli chcesz, to możesz odpowiedzieć na e-maila.

Wolność umów

Moim zdaniem nie jest problemem definicja utworu, tylko prawo autorskie samo w sobie. Nie powinno ono w ogóle istnieć. Gdy tworzy się utwór komercyjny pod kierunkiem producenta to niech on sobie zawrze taką umowę z kontrahentami (muzykami, aktorami, pisarzami etc.) jaką tylko sobie chce. Oni będą szczęśliwi i on będzie szczęśliwy. Obydwie strony będą widziały co dostają i za co (obecnie tantiemy nie wiadomo jak są rozdzielane, kto ma je dostać, ile ich się należy, jaka kwota wynagrodzenia za same majątkowe prawa autorskie jest "godziwa" (ustawa daje prawo do zwiększenia przez sąd ryczałtowego wynagrodzenia)).
Relikt komunistyczny "Prawo autorskie" powinniśmy zamienić na kapitalistyczną "swobodę zawierania umów".

Jestem bardzo wdzięczny autorowi tego artykułu, że go opublikował.

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>