W sprawie GBY.pl apelacje przekazane do Sądu Okręgowego

Jak dowiedzieliście się Państwo z tekstu Sporu o Gazetę Bytowską ciąg dalszy - oskarżony i prokuratura złożyli apelacje - spór o rejestrację serwisu internetowego oraz odpowiedzialności za komentarze użytkowników internetu publikowane pod notatkami w takich serwisach - nadal się toczy. Kilka dni temu oskarżony otrzymał informację z sądu, że jego apelacja została przyjęta i przekazana do Sadu Okręgowego w Słupsku. Oskarżony otrzymał również treść apelacji prokuratury. Termin rozprawy nie został jeszcze wyznaczony. Od czasu opublikowania podlinkowanej wyżej notatki dowiedzieliśmy się również, że zdaniem Rzecznik Komendanta Głównego Policji: "ustawa Prawo prasowe, nie przewiduje uznania stron internetowych za dziennik czy czasopismo"

Dziś mogę nieco przybliżyć tezy zawarte w apelacji, którą złożył w dniu 30 kwietnia 2007 roku Prokurator Rejonowy w Bytowie (nawiasem mówiąc - interesująco rozwiązano BIP Prokuratury Okręgowej w Słupsku - powiązano go z "serwisem własnym"). Apelacja została złożona na zasadzie art. 325 § 1 i 2 KPK oraz art. 444 KPK. Prokurator zaskarżył wyrok Sądu Rejonowego w Słupsku z dnia 7 marca 2007 roku (sygn. akt II K 342/06) w całości na niekorzyść oskarżonego (por. Umorzenie to nie uniewinnienie - wyrok w sprawie redaktora serwisu gby.pl oraz Słupska rozprawa w sprawie komentarzy internautów i braku rejestracji portalu i Druga rozprawa w sprawie rejestracji portalu i komentarzy użytkowników).

Na podstawie art. 438 pkt 3 KPK prokurator wyrokowi zarzucił:

I. błąd w ustaleniach faktycznych przyjętych za podstawę orzeczenia, który miał wpływ na treść wyroku, a polegający na niewłaściwym przyjęciu, iż społeczna szkodliwość czynu z art. 45 Ustawy Prawo prasowe zarzuconego oskarżonemu, polegającego na wydawaniu internetowego dziennika Gazeta Bytowska.pl bez wymaganej rejestracji jest znikoma, a przez to umorzeniu postępowania karnego w tym zakresie, podczas gdy właściwa analiza elementów podmiotowych i przedmiotowych czynu, a zwłaszcza naruszonego czynem dobra prawnego oraz postawy oskarżonego prowadzi do wniosków przeciwnych.

II. błąd w ustaleniach faktycznych przyjętych za podstawę orzeczenia, który miał wpływ na treść wyroku, a polegający na nieuzasadnionym przyjęciu, iż stopień społecznej szkodliwości czynu z art. 49a Ustawy Prawo prasowe zarzucanego oskarżonemu, który jako redaktor Gazety Bytowskiej.pl w sposób nieumyślny dopuścił do opublikowania materiału prasowego zawierającego znamiona przestępstwa, jest nieznaczny, a przez to warunkowym umorzeniu wobec niego postępowania karnego, podczas gdy właściwa analiza elementów podmiotowych i przedmiotowych czynu, w tym naruszonych nim dóbr prawnych, skutków dla pokrzywdzonego, a zwłaszcza negatywnych następstw czynu w jego sytuacji życiowej i zawodowej, a także wagi i sposobu naruszenia przez oskarżonego ciążących na nim obowiązków, w tym znaczącego okresu ukazywania się na łamach Gazety Bytowskiej.pl przedmiotowych materiałów i postawy oskarżonego po zapoznaniu się z ich treścią, prowadzą do wniosków, iż stopnia stopnia społecznej szkodliwości popełnionego przez oskarżonego czynu nie można określić mianem nieznacznego.

Zarzut ten został podniesiony na zasadzie art. 427 § 1 i 2 KPK oraz art. 437 § 1 i 2 KPK, a prokurator wniósł w związku z jego podniesieniem o uchylenie zaskarżonego wyroku i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania Sądowi pierwszej instancji.

Dalej zaś następuje uzasadnienie apelacji (łącznie 10 stron). Warto tu przywołać niektóre tezy uzasadnienia. Prokurator pisze w apelacji m.in: "...zauważyć należy, iż ustalenia Sądu I instancji odnośnie zakwalifikowania prowadzonej przez oskarżonego (...) działalności jako prasy w rozumieniu Ustawy Prawo prasowe oraz odnośnie obowiązku rejestracji wydawanego przez niego czasopisma o nazwie "Gazeta Bytowska.pl" w rejestrze dzienników i czasopism są w tej mierze prawidłowe". Prokurator z uznaniem odniósł się do tez Sądu I instancji, zgodnie z którą do internetu należy stosować wykładnie dynamiczną wobec faktu, iż ustawa Prawo prasowe została przyjęta "przed powstaniem Internetu". Prokurator przywołał w apelacji orzeczenie Naczelnego Sądu Administracyjnego (sygn. akt. I OSK 745/06), który stwierdził, podzielając pogląd Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, iż "strona internetowa, posiadająca atrybuty czasopisma, może być czasopismem w rozumieniu przepisów prawa prasowego". Tezy te opublikowano w dzienniku Rzeczpospolita z 20 kwietnia 2007 roku Nr 93 (7690) pt. "Prawo prasowe - Strona internetowa może być czasopismem". Tu zaś prokurator napisał również, że "Wyrok powyższy skomentował na łamach gazety Ryszard Markiewicz, jeden z głównych komentatorów prawa prasowego, potwierdzając pogląd, iż strona internetowa, która odpowiada ustawowej definicji czasopisma, winna być obowiązkowo rejestrowana w rejestrze dzienników i czasopism prowadzonym przez sądy". W niniejszym zaś serwisie artykuł Rzeczpospolitej komentowałem w notatce Czy musimy być "czasopismem" aby być "prasą"?.

Nie chciałbym odnosić się teraz szczegółowo do apelacji Prokuratora Rejonowego w Bytowie (po pierwsze - sprawa przecież jest w toku, a po wtóre - nie dam też rady - z braku czasu - przeklepać jej treści w całości), ale chciałbym tylko zauważyć, że warunkowemu zdaniu "jeśli strona internetowa spełnia definicję dziennika lub czasopisma, to winna być zarejestrowana w Sądzie Rejestrowym" nie można zbyt wiele zarzucić. Problem w tym, że z tego zdania wcale nie wynika, iż każda strona odpowiada ustawowej definicji dziennika lub czasopisma. Na wielu stronach brakuje wielu elementów, które winny zaistnieć, byśmy mogli mówić o dzienniku lub czasopiśmie.

Komentarze i doniesienia na podobny temat gromadzę w dziale prasa niniejszego serwisu.

PS. Gdyby ktoś znalazł w sobie tyle siły, by zapytać Ministerstwo Sprawiedliwości, na jakiej podstawie działa własny serwis internetowy ministerstwa ("własny", czyli inny niż strona podmiotowa Biuletynu Informacji Publicznej) i czy jest on zarejestrowany w Sądzie Rejestrowym, to chętnie opublikowałbym odpowiedź, a przynajmniej bym ją podlinkował, gdyby pytający opublikował ją w swoim serwisie (por. Czy "własne" serwisy internetowe administracji publicznej działają legalnie?). Gdyby komuś przyszło do głowy zadać takie pytanie publikującym w swych blogach politykom, to uzyskana odpowiedź byłaby również ciekawa. Chociaż pewnie wielu z nich się tematem nie przejmuje - zwłaszcza jeśli są posłami, gdyż posłowie mają immunitet. Z drugiej jednak strony: immunitetu nie ma się przez całe życie...

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Posłowie

Moim zdaniem posłowie nie podpadają pod ustawę o dostępie do informacji publicznej. Jednak nawet gdyby uznać, że podpadają (inny podmiot wykonujący zadania publiczne?), to publikowanie na blogach jest wykonywaniem mandatu posła, a to jest chronione immunitetem materialnym, więc nie ma znaczenia, że posłem nie jest się zawsze.

Immunitet materialny?

VaGla's picture

Przestępstwo, jakim jest wydawanie dziennika lub czasopisma bez rejestracji, jest bezpośrednio związane z wykonywaniem mandatu posła lub senatora? A gdyby sięgnąć jeszcze do tych blogów polityków i sprawdzić jakie tam komentatorzy notatek opublikowali "materiały prasowe", za które odpowiedzialność - zdaniem Prokuratora - winien odpowiadać redaktor internetowego serwisu, czyli w tym przypadku, dajmy na to - poseł? Posłem się nie jest całe życie i jeśli ktoś nie zostanie wybrany na następną kadencję, to czy przestanie publikować w swoim blogu? Hmm.. Weźmy np. Kazimierza Marcinkiewicza - zaczął wydawać swój blog jeszcze jako urzędujący premier. Teraz nie jest już posłem, a jego blog nadal jest aktualizowany... To miałem na myśli, gdy napisałem "immunitetu nie ma się przez całe życie".
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Mnie interesuje

Mnie interesuje interpretacja słowa "wydawanie".
Czy "wydawanie" wedle analogii do rozumienia przez doktrynę definicji opublikowania z prawa autorskiego nie mogło by mieć miejsca jedynie gdy powstają materialne kopie?
Słownik języka polskiego wyraźnie mówi, że "wydać" to znaczy: "ogłosić coś drukiem; też: wprowadzić płytę na rynek muzyczny" (-> http://sjp.pwn.pl/haslo.php?id=2538912). W końcu wykładnia literalna jest najważniejsza...

Osobiście zastanawia mnie

Osobiście zastanawia mnie kwestia komentarzy użytkowników na stronach internetowych. Jeżeli odpowiedzialność za komentarz ponosi dysponent domeny (zazwyczaj dysponent to tez 'wydawca') to odpowiedzialnością też można by obciążyć rejestratora domeny czy też dysponenta domeny głównej (np. , mojanazwa.onet.pl d. wydawcy/dysponeta, onet.pl d. główna, pl d. narodowa).

Z tą odpowiedzialnością

Z tą odpowiedzialnością to nie jest wcale tak prosto, jak piszesz. Odpowiedzialność może ponosić podmiot prowadzący serwis, ale może się też od niej uwolnić - pozwalają na to przepisy art. 12 - 14 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Oczywiście, po spełnieniu kilku warunków. Natomiast odpowiedzialność rejestratora domeny za to, co jest udostępniane w tej domenie, to już czysta abstrakcja, raczej zaliczana do kategorii zdarzeń niemożliwych.

LG Berlin – na prowadzących fora nie spoczywa obowiązek nadz

Właśnie dostałam w prasówce i myślę, że warto do wątku GBY.pl dorzucić kilka tez z wydanego dopiero co wyroku sądu niemieckiego. W prawdzie to nie BGH, ale przynajmniej odpowiednik naszego sądu okręgowego. Mnie generalnie zainteresował zdefiniowany przez sąd miernik “bezstronnego internauty”.
Sąd odwoławczy w Berlinie (Landgericht) w wyroku z 31 maja 2007 r. (Az. 27 S 2/07) w sprawie dotyczącej odpowiedzialności prowadzącego portal za wpisy umieszczane przez osoby trzecie stwierdził brak generalnego obowiązku po stronie prowadzącego portal on-line do nadzoru (w rozumieniu czuwania) nad wpisami (komentarzami) zamieszczanymi przez osoby trzecie. Sprawa dotyczyła sporu pomiędzy prowadzącym portal meinprof.de, platformy służącej ocenie wykładowców wyższej uczelni oraz jednego z profesorów, który na tym portalu został określony jako “psychopata” oraz “rzeczywiście ostatni”. Pomimo, iż prowadzący portal, po uzyskaniu wiadomości, usunął odpowiednie wpisy, profesor złożył pozew do sądu. Sąd uznał jednak, iż w tym przypadku miało miejsce dopuszczalne wyrażenie opinii.
W uzasadnieniu Sąd stwierdził m.in :
“Na gruncie prawa prasowego, każdy rozpowszechniający (Verbreiter - wydawca) może być rozpatrywany jako naruszyciel (wichrzyciel) (Prinz/Peters, Medienrecht, 1999, Rn, 35). Rozpowszechniającym jest każdy, kto jak w tym przypadku – przyczynia się do rozpowszechnienia jakiegoś twierdzenia. (BGH NJW 1986, 2503 (2504) – Ostkontakte).

Podmiotom trzecim, których rola obiektywnie polega jedynie na tym, iż poprzez swoje działania wspierają (finansowo – dodane JK) sprzeczne z prawem czyny, które naruszają dobra prawnie chronione, nie można przypisać odpowiedzialności (cywilnej) za mające miejsce naruszenie (wichrzenie). Przesłanką ponoszenia odpowiedzialności jako naruszyciel (wichrzyciel) jest naruszenie obowiązku w zakresie kontroli. Ocena, czy i w jakim zakresie kontrola mogła być lub jest wymagana, jest uzależnione od danych okoliczności w konkretnym przypadku, jak również przy uwzględnieniu funkcji i określeniu zadań dla podmiotu któremu przypisuje się odpowiedzialność za naruszenie (wichrzenie) oraz przy określeniu jego własnej odpowiedzialności. Pozwany, jako prowadzący platformę wymiany poglądów nie naruszył tak rozumianego obowiązku kontroli. Założenie obowiązku kontroli wszystkich treści nie występuje w przypadku prowadzących portale on-line; ze względu na ogrom treści praktycznie taka kontrola nie byłaby możliwa do przeprowadzenia (Postanowienie z dnia 7.12.2006 – Az. 10 W 106/06; BGH NJW 2004, 3102). Nawet warunek iż Pozwany w swoim regulaminie zastrzegł prawo do usunięcia opinii sprzecznych z prawem, nie prowadzi, wbrew twierdzeniu powoda, do stwierdzenia generalnego obowiązku kontroli treści. Kontrola treści jest tylko wymagana, jeżeli osoba, której to dotyczy (której prawa zostały naruszone – dodane JK) podniesie w drodze upomnienia zarzut, iż doszło do naruszenia skonkretyzowanego dobra osobistego w związku z określonym przekazem treści. W takim przypadku prowadzący (portal) nie musi przeprowadzać obszernych poszukiwań z wykorzystaniem wysokich nakładów osobowych i technicznych. Wymagana będzie od niego jedynie kontrola, czy wpis (komentarz) którego dotyczy zarzut z perspektywy bezstronnego internauty powinien być oceniany jako zgodny z prawem. Pozwany, inaczej niż to miało miejsce w przypadku prowadzącego portal w przywołanym wyroku BGH, nie naruszył obowiązku kontroli.
Prowadzący portal usunął bez zbędnej zwłoki wpis z forum, po tym jak uzyskał od powoda wiadomość w przedmiocie naruszającego prawo komentarza.”

Zródła:
http://www.heise.de/newsticker/meldung/91805/from/atom10

wyrok zaś w formacie pdf. zmieszczony jest tu http://medien-internet-und-recht.de/volltext.php?mir_dok_id=1265

J.U.S.T. Journeying Unit Skilled in Troubleshooting

Cóż, w warunkach polskich

Cóż, w warunkach polskich to akurat, tj. brak obowiązku kontroli treści udostępnianych w ramach m. in .hostingu, wynika wprost z art. 15 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. W razie sporu nie byłoby więc potrzeby, aby sąd dokonywał tutaj jakiejś skomplikowanej wykładni.

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>