Czy zdjęcia opublikowane w "Raporcie Millera" przeszły do domeny publicznej?

Czytam sobie właśnie wątki na temat "pożyczenia" zdjęć do tzw. Raportu Millera. Minister Jerzy Miller pod koniec lipca zaprezentował raport, "nad którym przez ostatnie kilkanaście miesięcy pracowała polska komisja wyjaśniająca okoliczności katastrofy" smoleńskiej. Zaraz po prezentacji pojawił się głos jednej z osób, która w przedstawionym materiale znalazła swoje zdjęcia. Temat interesujący w kontekście praw autorskich i ewentualnego ich "wywłaszczenia" (jeśli przyjąć, że ma zastosowanie teoria wywłaszczenia praw przez wykorzystanie chronionego prawem autorskim utworu w dokumencie lub materiale urzędowym; por. Argument za koncepcją "urzędowego wywłaszczenia z praw autorskich")

We wstępie Raportu końcowego w sprawie ustalenia okoliczności i przyczyn katastrofy samolotu TU-154M Nr 101 pod Smoleńskiem czytamy: "Wypadek badała Komisja Badania Wypadków Lotnictwa Państwowego w celu ustalenia okoliczności i przyczyn oraz wydania zaleceń profilaktycznych. Działając na podstawie ustawy z dnia 3 lipca 2002 r. Prawo lotnicze art. 140 i rozporządzenia Ministra Obrony Narodowej z dnia 26 maja 2004 r. w sprawie organizacji oraz zasad funkcjonowania Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, zgodnie z § 12: „Komisja nie orzeka co do winy i odpowiedzialności”, w związku z powyższym wszelkie formy wykorzystania raportu do celów innych niż zapobieganie wypadkom i poważnym incydentom lotniczym mogą prowadzić do błędnych wniosków i interpretacji. Raport został sporządzony w języku polskim. Inne wersje językowe przygotowane zostały w celach informacyjnych." Jest i podstawa prawna i godło narodowe. Jest procedura, więc pewnie mamy do czynienia albo z dokumentem urzędowym, albo z materiałem urzędowym (por. Urzędowe dokumenty, materiały, znaki i symbole w orzecznictwie sądów administracyjnych, Pytania o charakter prawny serwisu internetowego Premiera przy okazji clippingu artykułów z The Economist, "Materiały urzędowe" vs. "informacja publiczna" i Wyrok Sądu Najwyższego - Izba Cywilna z dnia 26 września 2001 r. (sygn. akt IV CKN 458/00)).

31 lipca na forum lotnictwo.net.pl opublikowano zaś wątek Dwie prośby o pomoc w związku z raportem Millera, w którym autor wątku pisze:

W raporcie z katastrofy Smoleńskiej zostało opublikowane moje zdjęcie bez mojej zgody, wiedzy itd.
Pierwsza prośba do Was jest taka: czy możecie porównać zdjęcia i napisać swoją ocenę czy istotnie to jest moje zdjęcie? Ja nie mam wątpliwości ale wolę się upewnić. Link do zdjęcia: Photos: Tupolev Tu-154M Aircraft Pictures | Airliners.net
Zdjęcie to znajduje się w załącznikach to raportu na stronie 4/12. Raport jest dostępny na stronie mswia, tvn24 itd. Napewno znajdziecie.
Prośba 2: co radzicie mi zrobić? Działać coś czy olać to? Swoją drogą co to za kraj, w którym do takich dokumentów jak ten kradnie się czyjąś własność? Ten raport był cytowany w mediach, to zdjęcie widziałem wszędzie, a ilość osób czytających raport jest gigantyczna.
I na koniec ciekawostka. W raporcie pod zdjęciem, które zostało nazwane rysunkiem jest opis stwierdzający jasno, że jest to kabina TU5 101. Tymczasem jest to 102!!!
Proszę o Was o pomoc. Dziękuję z góry i pozdrawiam!

Zdjęcie wykorzysane w Raporcie MilleraZałączniki do raportu (PDF) również dostępne są na stronach MSWiA.

Pod wyżej przywołanym postem znalazło się kilka odpowiedzi, w których m.in. wskazuje się jeszcze inne zdjęcia, które w raporcie wykorzystano, chociaż - jak się sugeruje - zaczerpnięto je z internetu (jak zdjęcia z ukraińskiego serwisu internetowego Sergeja Amelina, o czym na tamtejszym forum się dyskutuje, a Sergej Amelin komentuje: "Еще мой вклад в работу комиссии Миллера")...

Temat częściowo podchwyciła Gazeta.pl zadając w tytule pytanie: W raporcie Millera były kradzione zdjęcia? MSWiA: "Wyjaśniamy". częściowo, gdyż nie poruszyła wątku autorstwa innych zdjęć niż Polaka. Tam też, po zreferowaniu sprawy, podano informację, że MSWiA zabiega o wyjaśnienie sprawy, a nawet przedstawiciele ministerstwa spotkali się z autorem zdjęcia. Super Express nie stawia w tytule pytania, tylko pisze: RAPORT MILLERA: Kradzione zdjęcia w raporcie Millera (publikując przy okazji całą masę różnych zdjęć).

Polak zażądał odszkodowania. Drugiego sierpnia autor zdjęcia napisał na forum lotnictwo.net.pl:

Jest tak sobie. Minister i zarazem szef tej Komisji to bardzo miły człowiek. Przeprosił mnie ze 3 razy. Zaproponował przeprosiny na piśmie, publikację przeprosin w gazecie oraz podpisania zdjęcia moim nazwiskiem w kolejnych publikacjach raportu. Nie zgodziłem się. Nie chcę być wiązany z tym raportem i z tą tragedią. Zaproponowałem odszkodowanie za publikację zdjęcia bez mojej zgody. Decyzję mam poznać w ciągu tygodnia na kolejnym spotkaniu. Kwota jest wysoka dlatego potrzebny jest czas. Byłem tam z prawnikiem od prawa autorskiego, którego też muszę opłacić ale sądzę, że to lepsze niż sąd. Zobaczymy co z tego będzie....

Ale aktualne jest pytanie, czy te zdjęcia teraz nadal chronione są prawem autorskim, czy też może już - na podstawie art. 4 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych - przeszły, w związku z wykorzystaniem ich w dokumencie urzędowym (materiale urzędowym) do domeny publicznej? Nawet jeśli autor sobie tego nie życzył. W takim przypadku aktualne będzie pytanie o wysokość odszkodowania związanego z "wywłaszczeniem". Ale jeśli zdjęcia przeszły do domeny publicznej - autorowi nie przysługują już autorskie prawa majątkowe do takiego zdjęcia.

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Cudze nie przeszły, ale nie wszyscy beda to wiedziec...

Witam:)

Sprawa nie jest aż tak skomplikowana. Jeśli prawa autorskie do niektórych zdjęć są bezsporne i nie należą do "komisji Millera", która zadysponowała nimi jak własnymi - to oczywiście nie "przeszły do domeny publicznej". Nie ma bowiem możliwości osobliwego "sanowania" kradzieży, poprzez opublikowanie kradzionej prywatnej własności w publicznej domenie. Autorowi przysługuje więc roszczenie odszkodowawcze wobec naruszyciela jego praw autorskich.

Korzystający z upublicznionego dokumentu nie muszą jednak wiedzieć, iż znajdują się w nim fotografie ukradzione prywatnej osobie (osobom). Działając w dobrej wierze, może zatem traktować je jako takiej, które są w domenie publicznej.

Autor kradzionych zdjęć może wobec takich osób wystąpić z żądaniem respektowania jego praw autorskich, domagając się np. ich usunięcia albo oznaczenia jego danymi, a także domagając się zapłaty za wykorzystanie - jeśli nie zostaną usunięte. Oczywiście takie żądanie należy odpowiednio sformułować i udokumentować.

Jeśli podmiot "wtórnie" wykorzystujący kradzione zdjęcia - pomimo świadomości iż nie znajdują się w domenie publicznej, a prawa autorskie do nich przysługują niepublicznemu podmiotowi - po takim żądaniu nie zastosuje się do niego, normalnie odpowiada za naruszenie praw autorskich.

Pozdrawiam wszystkich, w szczególności Pana Piotra:)

Moim zdaniem zdjęcia

Moim zdaniem zdjęcia przeszły do domeny publicznej - podobnie jak w przypadku innych materiałów "włączanych" do aktów normatywnych czy innych dokumentów lub materiałów urzędowych. Przy czym autorowi (autorom) należy się oczywiście odszkodowanie. Albo w drodze analogii do przepisów o wywłaszczeniu (jest istotny cel publiczny) albo np. w oparciu o naruszenie art. 23 KC - naruszenie prawa do twórczości i obowiązek zadośćuczynienia. Odrębnym pytaniem jest dlaczego w MSWIA i innych ministerstwach prawnicy nie kontrolują takich spraw....

Czy to na pewno utwór?

Mam wątpliwości, czy to zdjęcie możemy nazwać utworem, a więc przedmiotem praw autorskich. Zastanawiam się, czy spełnia ono warunek indywidualnego charakteru. Wszak każdy może zrobić takie zdjęcie, nie potrzebne do tego są doświadczenie czy indywidualne umiejętności.
Czy dobrze rozumuję?

Czy jest utworem

VaGla's picture

Czy jest utworem - nieco dywagacji o tym w tekście obok: Utworem może być dzieło człowieka, nie zaś małpy.

W przypadku zdjęcia kokpitu myślę, że mieliśmy do czynienia z utworem, gdyż autor wybrał kadr, dobrał parametry przesłony, etc. Mamy zatem minimalny chociaż przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, jak uważam. Ale - ponieważ mamy tu wykorzystanie w urzędowym dokumencie, którego ów utwór stał się integralną częścią - zdjęcie to, jak uważam, jest już w domenie publicznej.

Pozostaje kwestia odszkodowania, która nie jest banalnym problemem i musi - jak przypuszczam - wiązać się z tematem "stosownego wynagrodzenia" (por. Cena za utwory mojego autorstwa wynosi miliard euro za sztukę)...

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Czy na pewno twórczy charakter ?

Zdaje sobie sprawę że praktyka sądowa jest inna ale ja nadal mam istotne wątpliwości.
W 99% przypadków zdjęć dobór parametrów wykonuje automatyka aparatu. Oczywiście nie sposób tego udowodnić, ale można by wykazywać, że zdjęcie zostało wykonane tak, czy podobnie tak, jakby zadziałała automatyka. Ja w każdym razie nie widzę tutaj jakieś specjalnej pracy twórczej w doborze parametrów ekspozycji. Prędzej w ustawieniu oświetlenia.
Zwrócę jeszcze uwagę, iż wielu fotografów ustawia aparat na wykonanie serii zdjęć o nieco odmiennych parametrach ekspozycji, po czym wybiera najlepsze - czy to też jest praca twórcza w ustawieniu parametrów ekspozycji ?
Podobnie wykadrowanie takiego zdjęcia nie spełnia w mojej opinii kryteriów pracy twórczej.
IMHO. Funkcjonuje po prostu dogmat, iż w zasadzie KAŻDE zdjęcie wykonane przez człowieka ma charakter twórczy.

Kadrowanie i dobór zdjęcia

Wg mnie pozostają co najmniej dwa elementy twórcze: kadrowanie (zarówno na etapie ustawiania miejsca robienia zdjęcia i doboru ogniskowej, jak i późniejszego "przycinania") oraz dobór oświetlenia (czy to parametrów w trakcie, czy to wyboru jednego z wariantów automatycznie dobranych w ramach bracketingu, użycie dodatkowego oświetlenia, czy nawet wybór pory dnia). Do tego może jeszcze dojść dodatkowa obróbka cyfrowa - każde dobranie parametrów filtrów, ich kolejności itp. ma znaczenie dla efektu końcowego.

Między naciśnięciem spustu a przekazaniem do publikacji naprawdę sporo może się dziać i zazwyczaj sporo się dzieje.

To jest dziwne, a nawet nie do zaakceptowania

Za ustawienie przesłony należy się odszkodowanie. A fotografowany nie ma nic do gadania? Nic się nie należy biuru konstrukcyjnemu Tupolewa? 36 pułkowi? Bez nich nie byłoby obiektu będącego przedmiotem fotografowania/zainteresowania.

Tantiemy dla inżynierów

Idąc za ciosem proponuję odprowadzanie tantiem do inżynierów odpowiedzialnych za nasze drogi, chodniki, budynki, infrastrukturę teleinformatyczną...

To jest absurd. Wystarczy mi, że twórcom przysługuje kilkukrotne płacenie za tę samą pracę (chociaż producenci wideogramów, mimo że twórcami nie są, też sobie wywalczyli).

Ma coś do powiedzenia jak najbardziej

Z jednej strony mamy ochronę wizerunku - mam prawo np. nie występować w reklamie jako "przypadkowy przechodzień" bez mojej zgody.

Z drugiej - nie przytoczę źródeł, ale słyszałem o procesach wytaczanych przez właścicieli marek (znaków towarowych) oraz (tu mniej pewny jestem) architektów, za wykorzystanie odpowiednich elementów w filmie bez zezwolenia. Po prostu filmowano scenę na ulicy...

Tak - ten system w końcu musi runąć 8-)

Zdjęcie wykonuje człowiek, a nie aparat

To człowiek wybiera kadr - a więc kompozycję zdjęcia, moment realizacji zdjęcia - a zatem oświetlenie naturalne, ewentualnie dobór oświetlenia sztucznego, wybiera aparat, obiektyw, ogniskową, a także odpowiedni program z określonymi parametrami, jeśli korzysta z automatyki lub ręcznie wybiera ustawienia czułości, przysłony i czasu naświetlania (co jest częste w wypadku zawodowców), nie mówiąc już o pomniejszych parametrach i obróbce zdjęcia.
Twierdzenie, że to "aparat robi sam zdjęcie" dowodzi jedynie krańcowej nieznajomości przedmiotu.
Zdjęcie jest utworem.

czasami

VaGla's picture

Czasami można powiedzieć, że "robi sam". Mam na myśli takie sytuacje, jak te, z którymi mamy do czynienia w przypadku monitoringu i CCTV. Tam też są zdjęcia. Człowiek ustawił, ale nie ze względu na przejaw twórczości, ale w wyniku działań technicznych (najlepsze ujęcie monitorowanego obszaru ze względów bezpieczeństwa). Ustawił, zostawił narzędzie (aparat, kamera, nie ma tu różnicy, jak to urządzenie nazwiemy) i sobie poszedł. Nie wybrał momentu, bo wszystkie momenty zgodnie z cyklem urządzenia gromadzi. W takiej sytuacji nie dojdzie do powstania utworu. A zdjęcie (kadr, klatka filmu) będzie.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

trochę byłem zły na to,

trochę byłem zły na to, że sprawa wyszła późno....

w Lublinie była konferencja "domena publiczna" w maju

http://www.kul.pl/program,art_30146.html

do końca lipca trzeba było dać do druku materiały. w artykule "Przejawy działalności twórczej niepodlegające ochronie prawa autorskiego" (którego jestem współautorem, a opracowanie właśnie jest o art. 4) niestety casus powyższy się nie pojawił, ale pojawił się kazus o projekcie aktu normatywnego, który jest prywatny i stanie się urzędowy (co się przecież stało). Doszliśmy do wniosku, że art 4 jest kategoryczny i w tej sytuacji wydaje się, że "utwór" jakim jest projekt wejdzie do domeny publicznej. Tak samo będzie z tym zdjęciem. Oczywiście tutaj doszło do bardzo poważnego naruszenia praw autorskich twórcy i powinien dostać SŁUSZNE odszkodowanie.

W art. 4 chodzi o to żeby monopolem prawnoautorskim nie blokować dostępu do materiałów i dokumentów urzędowych , bo dostęp ten został słusznie uznany przez ustawodawcę za ważniejsze dobro od monopolu prawnoautorskiego(jeśliby pozostał monopol prawnoautorski to co z dostępem do informacji publicznej, przecież urzędy by wykorzystywały tego typu "patent" że coś co jest urzędowe zawiera "utwór" a nie powinno, więc nie udostępniamy...). Art. 4 czyni wyłom w prawach twórcy, który zasadniczo tworząc coś co się w 4 mieści się na to godzi, (bo może stworzyć coś co się nie mieści). Katalog przejawów działalności twórczej określonych w art. 4, jest zasadniczo uzasadniony, a w wypadku przejawów urzędowych, pochodzą one z naszych podatków i nie powinno dochodzić w ramach ich wytworzenia do przejmowania utworów innych osób.

W tej sprawie autor się nie zgodził, więc powinien dostać odszkodowanie, tak jak za zniszczoną rzecz, bo tu praktycznie został pozbawiony swoich praw majątkowych - kto kupi zdjęcie, które może mieć za darmo...

niestety sposób użycia przez MSWIA tego zdjęcia jest fatalny, bowiem autor może mógłby poszukiwać ochrony twierdząc, że MSWIA skorzystało z prawa cytatu, (no bo "przejaw..." urzędowy też może z cytatu korzystać i w tedy coś cytowane nie powinno wchodzić do domeny publicznej), sęk w tym, że z raportu nie wynika, że to cytat...

jurysdykcja zrobienia

a czy jurysdykcja zrobienia tych zdjęć ma znaczenie?

z publikacji

jedna z konkluzji z jednej z publikacji:
"Przesłanką konieczną wyłączenia konkretnego dobra spod ochrony prawnoautorskiej na podstawie art. 4 pkt 1–3 pr. aut. i pr. pokr. jest uchwalenie (wydanie) go zgodnie z prawem, przez co należy rozumieć zarówno odpowiednie wymagania proceduralne, jak i przepisy innych ustaw, w tym pr. aut. i pr. pokr. Z tego powodu nie są pozbawione statusu przedmiotu prawa autorskiego m.in. akty normatywne, dokumenty urzędowe itp., w których bez zgody uprawnionego został inkorporowany utwór chroniony" (Z. Pinkalski, Wyłączenia spod ochrony prawnoautorskiej - art. 4 pr. aut. i pr. pokr., ZNUJ 2009/4/36)

status raportu i art 33(2) Pr.Aut. (nie wiem więc pytam)

Maciej_Szmit's picture

Czy nie ma tu zastosowania art. 33(2) Pr.Aut.? Bo mnie, dajmy na to, zdarza się do opinii sądowych dołączać jakiś tekst źródłowy. Poprawdzie ten raport to raczej nie opinia (choć kto go tam wie, może w postępowaniu administracyjnym, ja się na KPA nie znam, ale biegły tam występuje choćby w art 84) ale z bezpieczeństwem publicznym ma sporo wspólnego (choćby powołane "zapobieganie wypadkom"), choć niejako ex post, ale analiza wypadków, w szczególności lotniczych to przecież też bezpieczeństwo publiczne?

Interesująca uwaga. Art 33

Interesująca uwaga. Art 33 (2)pr.aut. dotyczy dozwolonego użytku w zakresie "korzystania" z utworu dla celów bezpieczeństwa publicznego. Powstaje, moim zdaniem, istotna wątpliwość czy obejmuje to również "rozpowszechnianie" utworu (zdjęcia - co do którego charakter prawnoautorski mógłby być przedmiotem sporu, co znalazło wyraz w poprzednich postach), tym bardziej, że pojęć "korzystanie" i "rozpowszechnianie" w ramach przepisów o dozwolonym użytku, ustawodawca nie traktuje zamiennie. Wydaje się, że w zakresie w jakim doszło do "rozpowszechnienia" przepis art. 33(2) nie wyłącza dochodzenia przez autora stosownego wynagrodzenia (odszkodowania).
Bardzo ciekawym problemem jest, jak zauważył Pan Piotr, proces ustalenia tegoż odszkodowania i jego wysokości.
Ciekaw dalszego ciągu wydarzeń, pozdrawiam.

słusznie aczkolwiek ciut paradoksalnie

Maciej_Szmit's picture

słusznie, bo upublicznienie to co innego ale paradoksalnie, bo konsekwentnie należałoby zapytać "jakim prawem upublicznili", ale przecież "co powstaje za pieniądze publiczne...". No i mamy ładny paradoks: można wykorzystać, trzeba upublicznić, ale żeby upublicznić wykorzystane wypadałoby zapłacić (ewentualnie przed upublicznieniem "ocenzurować": "tu w oryginale znajduje się zdjęcie Iskińskiego, a tu w załączniku artykuł Igrekowskiego z wynikami badań, o których mowa" :/)

Paradoks

Czyli mamy zderzenie dwóch reżimów prawnych: prawa prywatnego (pr.aut.) i prawa publicznego. Dochodzimy do punktu, w którym konieczne jest dokonanie "ważenia wartości". Ten paradoks trzeba w końcu jakość "słusznie"/"sprawiedliwie" "obsłużyć".
Co skłania mnie do wniosku, że instytucje publiczne tworząc dokumenty bazujące na różnego rodzaju utworach powinny być wyczulone w zakresie konsekwencji prawnych wynikających ze zderzenia wspomnianych rzeczywistości prawnych.

jakaś analogia, ale chyba nie do końca

Na potrzeby akcji ratunkowej i potrzeb śledztwa następującego po nim, odpowiednie służby naruszają prywatność poprzez wkroczenie na teren prywatny, cez pytania o zgodę. Dopiero później następują (a często do nich nie dochodzi) rozmowy na temat odszkodowania i zniszczeń spowodowanych akcją ratunkową. Myślę, że tutaj jest podobnie. Na potrzeby śledztwa posłużono się zdjęciem kokpitu (siła wyższa tak mniemam), ale przed upublicznieniem powinny nastąpić rozmowy dot. ich opublikowania. Skandaliczne natomiast jest prymitywne schowanie noty własnościowej. To ewidentnie świadczy o złej woli urzędników przygotowujących raport i prawników go opiniujących (o ile taka opinia była). Tylko, że to podatnicy zapłacą za partactwo, a nie winni całej zmiany.

Jeżeli natomiast nie doszłoby do kompromisu z właścicielem zdjęcia, to uważam, że administracja miałaby prawo do sądowego rozstrzygnięcia rekompensaty za jego wykorzystanie i odrębnego za jego opublikowanie. Za wykorzystanie mógłby nic nie otrzymać, a do publikacji mogło by nie dojść. Pokazała by się notka o zdjęciu i o braku zgody na publikację. A tak, mali krętacze będą się kryć za szyldem komisji i nie poznamy, kto jest personalnie winien całej sprawie i odszkodowań płaconego autorom.

Czy się nie zagalopowaliśmy?

W tych wszystkich rozważaniach prawnych chyba zginął sens tego, co zostało zrobione. Wykorzystano bowiem czyjeś zdjęcie do zilustrowania raportu, gdzie zatem "zakres korzystania z utworu dla celów bezpieczeństwa publicznego", dlaczego odwoływanie się do prowadzenia akcji ratunkowej? Czy wykorzystanie określonej czcionki czy ozdobnej grafiki dostępnej w Internecie też by uzasadniało przejście ich do domeny publicznej? Ktoś, kto przygotowywał raport wykorzystał zdjęcie, które znalazł w Internecie. Przygotowanie raportu trwało bardzo długo i miało być dopięte na ostatni guzik. Dlaczego nie skorzystano z materiałów rządowych czy wojskowych? Przecież można było zrobić nawet specjalnie w tym celu zdjęcie i to właściwego typu samolotu (TU5 101, a nie 102). Czy brak wiedzy i niechlujstwo jakiegoś pracownika oraz jego przełożonych uzasadniają odwoływanie się do celów wyższych?

Państwo

VaGla's picture

Państwo w systemie prawnym ma szczególną pozycję, dlatego takie interesujące jest przyglądanie się, jak aktywność państwa wchodzi w interakcję z przepisami, które w tym państwie ustalono dla innych.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

bezpieczeństwo to nie tylko akcje ratunkowe czyli ja o Re-use

Maciej_Szmit's picture

Jest bezpieczeństwo przed incydentem (prewencja), jest w trakcie (reakcja - np akcja ratunkowa) i jest po (na przykład analiza powłamaniowa). Z mojego punktu widzenia byłoby czymś fatalnym, gdybym nie mógł np przeprowadzić analizy systemu operacyjnego na serwerze, albo pomóc sądowi w eksperymencie procesowym, bo to się robi na kopii, a robienia kopii zabroniłoby mi prawo autorskie, gdybym nie mógł dołączyć do opinii tekstu źródłowego (choćby własnego artykułu) a przepisywał go własnymi słowy, żeby nie naruszyć praw autorskich wydawcy itd. Byłoby nierozsądne, gdyby biegły od wypadków samochodowych nie mógł zamieścić w opinii zrobionego przez policjanta zdjęcia miejsca wypadku czy pojazdu po uszkodzeniu i dla porównania zdjęcia pojazdu nowego z jakiegoś katalogu, gdyby biegły historyk sztuki nie mógł opiniując o autentyczności obrazu pokazać na obrazku czym się różni dostarczone mu płótno od tego, co sfotografowali w katalogu Luwru itd. jw. Natomiast rzeczywiście sędzia bądź urzędnik państwowy (w postępowaniu administracyjnym) powinien decydując się na rozpowszechnienie (uczynienie publicznie dostępnym) opracowania zadbać o prawa autorskie. Pytanie tylko czy w dyskutowanej obecnie ustawie o Re-use nie należałoby tego przypilnować, bo przecież treść opinii jest co do zasady jawna (wyjąwszy tajemnicę postępowania przygotowawczego, która też nie trwa wiecznie i postępowania z wyłączoną jawnością), a treść ekspertyz zamawianych przez urzędy administracji państwowej jest informacją publiczną (są wyroki na ten temat). Jeśli taka ekspertyza będzie dotyczyć kwestii bezpieczeństwa, to z jednej strony będzie miał zastosowanie art 33(2) Pr. Aut., a z drugiej będzie informacja publiczna (czyli de facto ekspert będzie decydował - przygotowując ekspertyzę - na jakie potencjalne koszty narazi skarb państwa używając - bo mu wolno - materiałów chronionych Pr. Aut.). Z drugiej strony nie można jak się wydaje zabronić urzędnikowi zamawiania tego rodzaju ekspertyz (wspomnianych opinii w postępowaniu administracyjnym na przykład, bo przewiduje je KPA) ani nie można zakazać ekspertowi wykorzystania takich materiałów (bo po pierwsze biegły ma swoją autonomię, po wtóre właśnie ów art 3(2) Pr. Aut. na użycie materiałów zezwala, więc administracyjny zakaz wyglądałby na niekompatybilny ;) z ustawami).
Taaaaak. A konsekwentnie milczałem w sprawie Re-use uznając, ze się n tym nie znam i nie mam nic do powiedzenia. A tu proszę, jak pogrzebać, to wyskoczy jakiś diabeł z pudełka i wrzuca kamyczki w okolice mojego ogrodu.

hmmm...

mi się wydaje, że inna jest sytuacja skorzystania z prawa cytatu, czyli skorzystanie w ramach "czegoś" urzędowego z utworu, (ale z rygorami cytatu), a inna skorzystanie z 33 (2) pr. aut.

W pierwszym wypadku zacytowane utwory nie wchodzą do domeny! Tym samym jeśli w opinii "biegłego z zakresu wypadków drogowych" realizowanej na potrzeby postępowania sądowego użyto zdjęcia, jako zacytowanego (np. fotografii charakteru wgnieceń w pojeździe z literatury fachowej jako podobnego do wgniecenia dot. sprawy, fotografii porównawczej śladów hamowania z monografii fachowej itd.) to prawa do zacytowanego zdjęcia nie wchodzą do domeny publicznej.

Prawo cytatu dotyczy powstania nowego "utworu", ale "coś" urzędowego moim zdaniem też może korzystać z prawa cytatu, (jeśli nie, to Komentarze nie są w większej części chronione, bo często cytują je sądy, albo projekty aktów...).

Jeśli w czyś urzędowym jest cytat, to treść cytowana nie wchodzi do domeny publicznej.

Jeśli natomiast idzie o art. 33 (2) pr. aut. no to sytuacja jest ciekawa, bo "wolno korzystać" więc TYLKO korzystać, ale po skorzystaniu, w czymś "urzędowym" materiał z którego "skorzystano" w ramach 33 (2) pr.aut. wejdzie do domeny i wtedy można z niego nie tylko korzystać...

Tym samym w materiałach urzędowych powinien być obowiązek spełnienia prawa cytatu, a nie publikowanie zdjęcia bez podania autora. De lege ferenda zaś wina być przewidziana regulacja "wywłaszczenia" z praw utworów użytych w "czymś" urzędowym ale powinien płacić "wywłaszczajacy" ze swojego budżetu, aby urzędnicy nie przesadzali z "wywłaszczaniem" poprzez urzędowość...

nie chodzi o cytat ani nie o wywłaszczenie

Maciej_Szmit's picture

Nie chodzi mi o cytat ale o dzieło. Jak w tym wypadku - zdjęcie - nie jest fragmentem dzieła ale dziełem (z tym to jest osobna kwestia, bo dzieła mają tę dziwną właściwość, że się składają z dzieł, na przykład filmy ze zdjęć, ścieżki dźwiękowej, muzyki etc. i te wszystkie komponenty zdają się być chronione jak dzieła; poza tym czy mogę "zacytować" obraz zamieszczając reprodukcję jego połowy albo i całości bez jednego piksela). Poza tym: dlaczego wywłaszczenie? W końcu już zdrowiej wyglądałaby jakaś "służebność" - ograniczenie praw majątkowych: za użycie dzieła w dokumencie Ci nie zapłacimy ale to nie znaczy że każdy może sobie teraz Twoje dzieło wykorzystywać jak chce za darmo (oczywiście może sobie wydrukować dokument, ale na przykład nie może włączyć Twojego artykułu (dołączonego do dokumentu) do własnej antologii). A osobną kwestią jest usunięcie danych autora - to już chyba idzie o prawa autorskie osobiste (których nota bene wspomniany art 33(2) nie anuluje ani nie pozwala omijać).

"Wywłaszczenie" dlatego, że

VaGla's picture

"Wywłaszczenie" dlatego, że art. 4 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych stwierdza, że "nie stanowią przedmiotu prawa autorskiego: (...) urzędowe dokumenty, materiały, znaki i symbole (...). Jeśli dokumenty urzędowe i materiały, to także ich części (nawet, jeśli to w zwykłym, tradycyjnym obrocie byłby cytat. Jeśli do materiału urzędowego lub urzędowego dokumentu włączono coś, co było wcześniej utworem w rozumieniu prawa autorskiego, to od momentu włączenia przestaje być przedmiotem prawa autorskiego i dlatego "wywłaszczenie". Owszem. Ktoś tam powinien pomyśleć wcześniej, gdy coś, co jest utworem włącza do czegoś, co w momencie powstania przestaje być utworem (bez wyjątku, bo wskazany wyżej art. 4 takiego nie przewiduje, nawet jeśli to fragment komentarza przywołany w wyroku). Ktoś inny pewnie powinien mieć prawo do rekompensaty. Ale to już inna inszość.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

ale czy nie jest inaczej?

Maciej_Szmit's picture

Czy od włączenia utworu do innego utworu (albo i nie utworu), ten pierwszy nie przestaje być utworem (vide: antologia, kompilacja, collage) ani nie znikają prawa autorskie do niego, ani nie przechodzą na twórcę dzieła zbiorowego. Jeśli napiszę piosenkę i pozwolę ją wykorzystać w filmie i tenże film zostanie udostępniony choćby i na jakiejś wolnej licencji to nie bardzo widzę jak miałoby z tego wynikać, żebym stracił prawa na zupełnie innych polach eksploatacji (dajmy na to drukowany zapis nutowy tejże piosenki albo książka z tekstem tejże piosenki). Rozumiem, że jeśli urzędnik bądź osoba tworząca dokument urzędowy (bo biegły nie urzędnikiem państwowym) wkleiła doń w całości jakieś dzieło (zdjęcie, artykuł, wypracowanie szkolne dziecka), to wytworzony dokument nie jest dziełem (tj nie jest przedmiotem prawa autorskiego) ale czemu zdjęcie, wypracowanie, artykuł miałyby przestać nimi być? Jeśli wezmę ileś-tam rzeźb (będących przedmiotami prawa autorskiego) i zrobię z nich malowniczą kupę drewna, np rzucając je na środku drogi, to ta sterta nie jest przedmiotem prawa autorskiego (choć jest obiektem materialnym i jako taka wystąpi w wyroku który dostanę za spowodowanie niebezpiecznej sytuacji dla użytkowników jezdni) co nie znaczy że poszczególne rzeźby przestały być przedmiotem prawa autorskiego :/

Ze względu na szczególną rolę państwa

VaGla's picture

Ze względu na szczególną rolę państwa i jego emanacji, którą są m.in. dokumenty urzędowe i materiały urzędowe uważam, że nie jest inaczej. Ustawodawca nie daje w przypadku dokumentów czy materiałów urzędowych "licencji" (wyjątku od monopolu), tylko wprost stwierdza: nie są przedmiotem prawa autorskiego. Prawo autorskie do takich utworów nie powstaje. Dokumenty i materiały urzędowe są przed nawias, którym zaczyna się od monopol informacyjny prawa autorskiego. Monopol taki jest dany z jakiegoś powodu i gaśnie (z upływem określonego czasu). W tym sensie - jak uważam - prawo autorskie i monopol prawnoautorski jest swoistym wyjątkiem od generalnej zasady wyrażonej konstytucyjną wolnością pozyskiwania i rozpowszechniania informacji (w tym takich, które są utworami). Dlatego ja akurat bym skłaniał się do tezy, że po określonym czasie utwory "wracają" do domeny publicznej, nie zaś do niej "przechodzą". W przypadku emanacji państwa wszystko co z nią związane (a nie jest objęte tajemnicą) nigdy do monopolu informacyjnego nie wchodzi (jest przed nawiasem), a w związku z nią, jeśli wcześniej było w takim monopolu, to jest z niego wyjęte. Tajemnica ustanowiona w interesie publicznym (bezpieczeństwo, porządek publiczny, etc.; tajemnice prawnie chronione - w myśl porozumień TRIPS - należą do kategorii własności intelektualnej, chociaż tam podkreśla się handlowy wymiar tajemnic, bo mowa o tajemnicy handlowej) jest ustanawiana jako wyjątek od zasady braku monopolu informacyjnego (a więc jest to czasowy monopol; po pewnym okresie informacje objęte tajemnicą, dziś w Polsce to są informacje niejawne - wracają do obiegu). Tak to, mniej więcej, widzę.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Art 4. to problem

Z tego wynika, że to wyłączenie materiałów urzędowych z prawa autorskiego jest problemem. Nie będzie go i wszystki ww. problemy cudownie się rozwiążą - nie ma przechodzenia(powrotu) do domeny publicznej w razie użycia przez urząd, prawo cytatu można sobie stosować, można ograniczyć licencjonowanie materiału urzędowego tak, aby nie kłóciło się z prawami zamieszczonych tam utworów.

Nie podoba mi się ten wniosek.

Problemu nie będzie

VaGla's picture

Problemu nie będzie gdy nie będziemy mieszali reżimu publicznego i prywatnego. Demokratyczne państwo nie może mieć monopolu informacyjnego w ramach swojego własnego działania. Nie dlatego ma szczególną rolę i nie jest już monarchią absolutną. Jeśli ktoś chce robić biznesy, a ma to być w ramach struktury demokratycznej, to raczej niech pójdzie do przedsiębiorstwa, nie zaś prywatyzuje państwo. Państwo realizuje zadania publiczne, nie zaś czerpie korzyści z monopoli informacyjnych jak przedsiębiorca.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

ale ja nie mówię, że są (czyli z cyklu "trudne to wszystko")

Maciej_Szmit's picture

tylko mówię, że nie jest powiedziane, że znika "utworowość" obiektu (no bo nie napiszę, że jego "dziełowość" :)) po zacytowaniu/załączeniu kopii w dokumencie urzędowym. Przecież to byłyby wesołe historie: chciałbym Kowalskiego pozbawić praw autorskich do jego wiersza, to wnosiłbym sprawę do sądu i wnioskował o powołanie biegłego, zadając mu pytanie "czy wiersz (i tu wiersz żywcem przepisany) odnosi się do niepełnoletnich poniżej 15 roku życia i ma charakter pornograficzny" (dajmy na to, albo jakoś inaczej: czy zawiera zwroty uznane w języku Kwa-Zulu za obraźliwe albo jak się ma do taryf kolejowych ewentualnie czy jest pastiszem "Dziadów", - w takich wypadkach przecież zasięga się opinii biegłych). Biegły w opinii powtórzyłby pytanie, co jest skądinąd dobrą praktyką (w tzw. "streszczeniu kierowniczym" albo "wnioskach", zależy kto jak lubi pisać) i o tego momentu nie byłoby już praw autorskiego do wiersza, bo opinia biegłego jest przecież dokumentem, więc wiersz przestałby być przedmiotem Pr. Aut???

chyba nie...

mnie się wydaje że chyba nie jest tak.

to że 4 stanowi, że "nie stanowi" dotyczy czegoś urzędowego jako całości!

to, że w całości jest część cytowana nie powoduje w mojej ocenie, że cytat jest "wywłaszczony" moim zdaniem jest to sprzeczne z istotą prawa cytatu, gdzie wskazujemy po cóś źródło (tym się to różni od dozwolonych użytków!). wywłaszczona jest całość. korzystanie z całości z cytatem jest więc wolne, ale każdy cytat to cytat i treść cytowana może być cytowana, ale prawa pozostają u autora treści cytowanej. na tym polega cytat.

moim zdaniem nie można czegoś urzędowego pozbawiać prawa cytatu i nie można tego co coś urzędowe zacytuje wywłaszczać

pogląd ten oczywiście wynika z wykładni celowościowej i systemowej prawa cytatu i 4 (w językowej VaGla ma rację).

podobnie jest z utworem który jest opublikowany na wolnej licencji a cytuje, czy to co zacytuje jest objęte licencją?

moim zdaniem nie.

Prawo cytatu

VaGla's picture

Prawo cytatu to również jeden z przejawów dozwolonego użytku chronionych prawem autorskich utworów. Przepisy dot. prawa cytatu znajdują w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych w części poświęconej właśnie dozwolonemu użytkowi. O tym, że w przypadku cytatu nie wystarczy podać źródła napisałem we wcześniejszym komentarzu.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Oczywiście, że są inne

Oczywiście, że są inne przesłanki, uprawniające do cytowania. Skupiłem się tylko na obowiązku podania źródła, który wynika ze 115 ust. 1 pr. aut. i istoty cytatu. Obowiązkiem podania źródła ten rodzaj dozwolonego użytku różni się od innych użytków, co wskazuje, że cytowana treść jest "cudza" dlatego moim zdaniem coś cytowane nie wchodzi - wraca do domeny.

Obowiązek podania źródła

VaGla's picture

Obowiązek podania źródła jest w każdym przypadku dozwolonego użytku, w tym również w przypadku korzystania z prawa cytatu:

Art. 34.
Można korzystać z utworów w granicach dozwolonego użytku pod warunkiem wymienienia imienia i nazwiska twórcy oraz źródła. Podanie twórcy i źródła powinno uwzględniać istniejące możliwości. Twórcy nie przysługuje prawo do wynagrodzenia, chyba że ustawa stanowi inaczej.

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

zgadzam się

Zgadzam się, ale tylko w cytacie podanie źródła jest "manifestem" że dany fragment jest nie mój, po drugie w cytacie należy podać źródło w sposób nie wprowadzający w błąd co do autorstwa, w sposób trwały, więc taki, który nigdy nie będzie wprowadzał w błąd. przy innych użytkach podanie źródła nie ma charakteru manifestacyjnego, może być zrobione w dowolny sposób. Przecież można np. "pożyczyć" książkę bez okładki i powiedzieć kto jest twórcą, osobie z kręgu ustawowego, która z niej poprzez użyczenie korzysta z książki.

P.S.

W mediach mówią, że w załącznikach do Raportu Milera można wyczytać, że nasz pokrzywdzony - okradziony fotograf dostał odszkodowanie.

całe zdjęcie może być cytatem

całe zdjęcie może być cytatem. raport jako całość byłby utworem, więc użyte zdjęcie całe byłoby zgodnie z cytatem możliwe do zacytowania - tyle że trzeba spełnić warunek podania źródła...

Jeśli chodzi o cytat

VaGla's picture

Jeśli chodzi o prawo cytatu, to są tu jeszcze inne warunki do spełnienia. Art 29 ustawy mówi w jakim zakresie można cytować (inaczej mówiąc: w jakich sytuacjach można cytować, a nie zawsze cytatu jest dopuszczalny).

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>