Blokowanie treści i inwigilacja: zacznijcie raz jeszcze, ale tym razem uczciwie

Jeszcze przed posiedzeniem Komitetu Stałego Rady Ministrów ogłoszono, że "wszystkie zapisy, dotyczące monitoringu adresów IP czy historii stron, na które wchodzimy, czy czytania prywatnych maili bez zgody sądu, wypadły z projektu" oraz, że "nie będzie żadnej inwigilacji". Posiedzenie Komitetu się odbyło i niektórzy wzięli za dobrą monetę deklarację, że "projekt trafił do kosza", chociaż nie trafił. Ogłaszający "sukces" prawdopodobnie nie zdają sobie sprawy z tego, co tak na prawdę się zdarzyło. Otóż po posiedzeniu Komitetu Stałego Rady Ministrów utrzymał się Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych, czyli mechanizm filtrowania treści Sieci, pojawiły się też inne rozwiązania dotyczące gromadzenia danych o obywatelach. Jeśli proces stanowienia prawa ma być uczciwy - trzeba wszystko zacząć raz jeszcze, ale dobrze. Uważam, że rząd powinien porzucić prowadzone do tej pory podstępnie prace nad regulacją filtrowania treści. Zgodnie z obowiązującymi zasadami powinien przedstawić w pierwszej kolejności założenia projektu i następnie poddać je szerokim konsultacjom społecznym. Potem RCL powinno przygotować tekst projektu i taki tekst powinien być znów poddany konsultacjom. Mamy w Polsce zasady, których należy się trzymać. Teraz można jedynie komentować marketing polityczny. Sprawy zaszły tak daleko, że dotychczasowych prac - moim zdaniem - nie można sanować. Są obarczone "grzechem pierworodnym", polegającym na nieuczciwym zaskakiwaniu, a następnie ignorowaniu opinii publicznej.

Kolejne zabiegi ze sfery Public Relations nie poprawią sytuacji. Problematyka filtrowania treści w Sieci została wniesiona do publicznej dyskusji. Należy spodziewać się, że rząd nie będzie zaskakiwał obywateli "legislacyjnymi wrzutkami", które mało są związane z istotą projektowanych w danej chwili przepisów. Mamy przecież jakieś "plany legislacyjne" (w którym miejscu tak przyjętych planów umieszczono problematykę blokowania internetowych treści, albo problematykę retencji danych?). Są zasady związane z przejrzystością procesu legislacyjnego. Konsultacje społeczne powinny odbyć się na każdym etapie prac, ale przecież te etapy prac również są opisane. najpierw założenia do projektu. Następnie konsultacje społeczne. One muszą być uczciwe. Potem projekt ustawy. Taki projekt powinien mieć rzetelne i uzasadnienie. Napisane w taki sposób, by dokładnie z niego wynikała potrzeba wprowadzenia przepisów i metody osiągnięcia zakładanych celów. Taki projekt i uzasadnienie również powinno być poddane konsultacjom społecznym. Przykładem mogą być niektóre prace prowadzone w MSWiA (niestety nie wszystkie, ale są też dobre przykłady), gdzie ministerstwo przygotowuje i ogłasza tabele zgłoszonych w toku konsultacji uwag, a - jeśli gra w danym projekcie uczciwie - na każdą tezę takich uwag stara się przynajmniej odpowiedzieć swoimi argumentami.

Co mamy w tych pracach, które obecnie wzbudziły tak wielkie kontrowersje opinii publicznej? Najpierw medialny przeciek, że coś się wydarzy (por. Chciałbym przeczytać ten projektowany art 170a prawa telekomunikacyjnego). Pamięć niektórych nie jest tak krótka. Można wciąż sięgnąć do tamtej relacji Dziennika Gazeta Prawna z 6 listopada:

Pomysł nabrał realnych kształtów podczas serii spotkań ekspertów z policji i MSWiA w Ministerstwie Finansów, które pilotuje prace nad tym projektem. "Chcemy wprowadzenia nowego artykułu do prawa telekomunikacyjnego, roboczo to art. 170a" - ujawnia nam urzędnik z MSWiA. Według tego przepisu wszyscy dostawcy internetu mieliby obowiązek blokować strony z niebezpieczną zawartością. Czarną listą zarządzałby Urząd Komunikacji Elektronicznej. Konkretne adresy będą wskazywać UKE, policja, służby specjalne i Ministerstwo Finansów.

Pojawił się jakiś pomysł. Pojawił się w trakcie "serii spotkań ekspertów z policji i MSWiA w Ministerstwie Finansów". Dziś nawet nie wiemy, kto konkretnie brał udział w takich spotkaniach i kto konkretnie zaproponował takie rozwiązanie. Możemy się dowiedzieć, z imienia i nazwiska, kto konkretnie forsuje takie pomysły?

Krótko potem, 13 listopada (piątek), pojawił się projekt, który następnie opublikowano w BIP Ministerstwa Finansów (por. Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych w projekcie Ministerstwa Finansów - po tym tekście z 16 listopada sprawa wyłoniła się spod dywanu, a była to środa). Wówczas dowiedzieliśmy się, że ma powstać Rejestr i że chodzi dodanie do Prawa telekomunikacyjnego art 179a. Nie było tu udziału sądu, a Urząd Komunikacji Elektronicznej, który miał być dzierżycielem takiego rejestru sam został propozycjami zaskoczony. Prezes UKE pisała w jednym z komentarzy w tym serwisie:

Dlaczego od razu pretensja do UKE i sugestie pod naszym adresem, żebyśmy wynieśli się do Chin? Czy to my pisaliśmy tę ustawę? Czy przeciętnie inteligentny czytelnik nie widzi, że Prezes UKE w tej ustawie jest traktowany jako długopis, który wykonuje bez prawa wyboru jakieś polecenia i decyzje (obojętnie czy słuszne czy nie)?

Uwagi można było zgłaszać do 19 listopada (czyli do soboty, praktycznie do piątku). Ale nie zaproszono nikogo z branży szeroko pojętego ICT do zgłaszania uwag. Uwagi mieli zgłaszać jedynie przedstawiciele resortów. Gdyby nie to, że uwagi niektórych organizacji zostały przesłane bez zaproszenia - głos opinii publicznej w ogóle by się w procesie legislacyjnym nie pojawił. Można powiedzieć, że nie jest źle, skoro 26 listopada mogłem napisać tekst Internetowe czytanie uwag zgłoszonych MinFinowi do projektu Blokowania Stron i Usług. Te głosy zresztą zostały całkowicie zignorowane w dalszych pracach. Projektodawca nie odniósł się do krytycznych uwag zgłaszanych również przez UKE czy GIODO. Tak, jakby tych głosów zupełnie nie było. Uzasadnienie projektu powielało wówczas niektórzy propozycje projektu nie będąc wcale żadnym uzasadnieniem, a jedynie fikcją dopełnienia przykrego obowiązku. Na tym etapie prac projekt był opracowywany na krótkiej konferencji uzgodnieniowej, pojawiły się jakieś dwa zespoły, które miały mało czasu, bo w kilka godzin trzeba było sklecić jakiś tekst projektu po zgłoszonych uwagach. Znaczną część uwag niektórych urzędów całkowicie zignorowano.

11 grudnia (piątek) opublikowałem tekst Projekt ustawy o podstawach inwigilacji internautów, o blokowaniu stron i ograniczeniu swobody świadczenia usług, który odnosił się już do projektu z 3 grudnia. Chociaż takiego rozwiązania nie było we wcześniejszych pracach ktoś znów zrobił "wrzutkę" i pojawiły sie nowe kompetencje służb oraz przepis, który na dużym poziomie ogólności (do przyjęcia ewentualnie na poziomie norm Konstytucyjnych, ale nie w ustawie, która powinna być jasna i konkretna) miał dać prawo ograniczenia świadczenia usług drogą elektroniczną. Terminy prac rządu nad tym projektem ustawiono bardzo drakońsko. Czytając kolejne dokumenty publikowane w BIP Ministerstwa Finansów dowiedzieliśmy się, że tekst przygotowany w piątek ma być przyjęty przez Komitet Stały Rady Ministrów w poniedziałek. Znów nie zakładano żadnych konsultacji społecznych. Byle szybciej, byle nie stracić tempa prac. Komitet jednak nie zdążył.

Ponieważ media zainteresowały się tematem opinia publiczna miała być uspokojona wypowiedzią ministra Boniego, który zapowiedział, co się ma stać na Komitecie Stałym, jeszcze przed zakończeniem (a nawet rozpoczęciem) przez niego prac. Można to sprowadzić do słów: "nie bójcie się, to co was przestraszyło - wypadło z projektu". Tylko jak mogło wypaść, skoro Komitet jeszcze wówczas nawet nie zaczął pracy?

Dobrze, że udało się opublikować notatkę prasową po wczorajszym posiedzeniu Komitetu Stałego Rady Ministrów (por. Minister Boni o nowelizacji ustawy o grach hazardowych). Dobrze, że znalazły się tam pliki mp3 z briefingu. Źle, że udostępnione nagrania nie mają wersji alternatywnej, dostępnej dla osób niepełnosprawnych (ekwiwalent tekstowy; por. Accessibility a publiczne materiały audiowizualne). Opublikowano komunikaty prasowe z omówieniem tego, co się stało na Komitecie, ale samej treści projektu nie opublikowano. Dlaczego?

No bo czego dowiedzieliśmy się z komunikatu marketingowego szefa Komitetu Stałego Rady Ministrów i szefa doradców strategicznych Premiera?

Minister Boni zaznaczył, że o ewentualnym blokowaniu strony internetowej i wpisaniu jej do Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych decydować będzie sąd. Chodzi o strony zawierające najbardziej radykalne treści pornograficzne, w tym przede wszystkim pornografię dziecięcą, strony umożliwiające urządzanie i uczestniczenie w grach hazardowych bez wymaganego zezwolenia oraz witryny o treściach umożliwiających uzyskanie informacji, które mogą służyć dokonaniu operacji finansowych bez zgody dysponenta środków.

A więc pomysł na Rejestr stron, który stał się główną przyczyną kontrowersji, wcale nie został porzucony. Czekam na treść nowego projektu, którego dotyczą rządowe prasowe materiały. Czekam na treść projektu, by móc skomentować konkretne przepisy, nie zaś efekty marketingu politycznego. Dziś nie wystarczy powiedzieć w mediach, że internauci nie mają się czego obawiać, bo nie będzie inwigilacji, a w proces blokowania stron będzie zaangażowany sąd. Udział sądu jest warunkiem koniecznym, ale nie wystarczającym. Ważna jest sama procedura, uprawnienia stron postępowania, ważne są konkretne przepisy, które mogą - mimo udziału sądu - stanowić naruszenie praw i wolności obywatelskich.

Znów - pod wpływem reakcji opinii publicznej dokonano zmian. Z zakresu blokowania wyleciały podobno takie, które propagują faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa. Pozostała pedofilia, internetowy hazard (organizowanie i reklamowanie) oraz phishing. Wczoraj była potrzeba blokowania faszystów, a dziś nagle już jej nie ma? Dlaczego wyleciał faszyzm? Czym to było podyktowane? Wydaje się, że rząd realizuje strategię: chcesz trochę, proś o wiele, w literaturze wywierania wpływu nazywanej techniką drzwiami w twarz (por. To nie jest fair, że państwo zmusza mnie do obrony pedofilów i faszystów). Przyczyną, dla której rozpoczęto w ogóle prace nad takim rejestrem, była rzekomo "afera hazardowa". Co ma jednak pedofilia do zakresu kompetencji ministerstwa finansów? Jak się mają te prace do jakiegoś "planu prac legislacyjnych" tego ministerstwa? Kolejne zmiany w następujących po sobie odsłonach prac nad tym projektem sugerują, że strona rządowa nie jest przygotowana do pracy nad takimi propozycjami. Dziś tylko rejestr, jutro rejestr i inwigilacja, potem rezygnujemy częściowo z inwigilacji (częściowo, bo przecież została propozycja znowelizowania art 18 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną przez dodanie tam kolejnego ustępu), potem ograniczamy rejestr, byle tylko trochę rejestru i trochę inwigilacji pozostało. Wszystko to bez konkretnego, nadającego się do rzetelnej oceny uzasadnienia. Chaotycznie.

Tak nie może być. Jeśli rząd chciałby uczciwie pracować nad takimi propozycjami i jeśli ma rzeczywiście argumenty wspierające takie pomysły - na tym etapie, na którym jesteśmy obecnie powinien całkowicie porzucić projekt zarówno w sferze Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych oraz w sferze dodatkowych uprawnień służb (w tym "celników"). Weźcie oddech. Raz jeszcze, od początku, przygotujcie projekt, ale tym razem zgodnie z obowiązującymi zasadami. Przygotujcie dobre uzasadnienie. Pozwólcie wszystkim zainteresowanym wziąć udział w konsultacjach społecznych. Uczciwych konsultacjach. Konsultacjach, w których terminy na zgłaszanie uwag nie będą pozwalały nazwać takich konsultacji fikcją (por. W Australii rząd pozwala społeczeństwu dyskutować nad pomysłem blokowania treści). Uczciwie opracujcie zgłoszone uwagi. Ogłoście ich zestawienie. Przygotujcie odpowiedź na zgłaszane wątpliwości i sygnalizowane problemy. Zaproście stronę społeczną na rozmowy, by całość tych prac nie wyglądała jak teatr marionetek, w którym ręka wciąż pozostaje ta sama, a co minutę ubiera się w inną pacynkę. Moim zdaniem tych prac legislacyjnych nie da się sanować w inny sposób. Zacznijcie raz jeszcze, ale tym razem uczciwie.

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

pedofile

ko mógłby mieć interes w kontroli ruchu sieciowego, kto się o tą kontrolę od dawna ubiegał, kto chciałby mieć dostęp do danych do których nie ma na razie dostępu? Dodam, że CBA czy BBN dostęp taki w myśl prawa moga mieć - wystarczy że poproszą. Kto zatem nie ma a chciałby miec? Jeśli znajdziecie taką gałąź BIZNESU natychmiast dowiecie się po co media nagłaśniają sprawę pedofili przy opisie każdej klęski zywiołowej i komu jest to na rękę.

Firmy zajmujące się tak

Firmy zajmujące się tak zwanym zarządzaniem prawami autorskimi?

Proszę podzielić się informacją z ogółem.

Pisanie o "określonych osobach" i "wszystkim dobrze znanych firmach/instytucjach" nie bardzo mi pasuje do tekstów i komentarzy w tym portalu; "gałąź BIZNESU" chyba można jakoś konkretnie nazwać. Wątpię aby "gałąź biznesu" miała jakieś chronione prawem dobra, które mogłyby zostać zagrożone przez zarzut o związkach z procesem legislacyjnym. W razie innych obaw zawsze można skorzystać z sieci TOR - nie jest JESZCZE zakazana.

BBN nie

Z punktu prawnego coś takiego, jak BBN nie istnieje, więc tym bardziej nie może mieć prawa do podsłuchu.

BBN istnieje

VaGla's picture

Coś takiego, jak BBN, czyli Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, istnieje na podstawie art 11 ustawy z dnia 21 listopada 1967 r. o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej, ale też w ramach tego artykułu. Jest to biuro, przy pomocy którego Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej wykonuje swoje zadania w zakresie bezpieczeństwa i obronności. Więc nie wszystkie zadania, ale takie, które leżą w zakresie prerogatyw Prezydenta RP.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

proces legislacyjny to jedno

gime's picture

rzeczywiście jest chaotyczny, idea która za tymi zmianami stoi jest mglista, tempo prac zaskakująco pośpieszne, dużo błędów i ignorancji po drodze.
Ale powyższy tekst trochę podpada pod ugięcie się pod techniką "drzwiami w twarz".
Pisanie, że tych prac legislacyjnych nie da się sanować jest uzasadnione, ale "zacznijcie raz jeszcze, ale tym razem uczciwie" to już zabrzmiało w sposób - "ok, jak już musicie/chcecie to róbcie, ale grzecznie i ładnie".
To jakby powstał projekt ustawy zakazującej lepienia bałwanów w regionach o małej ilości opadów śniegu. I byłby realizowany w pośpiechu, chaotycznie, bez logiki, bez konsultacji. Pod naciskiem opinii publicznej, prace zostałyby zarzucone bo rzeczywiście za dużo błędów po drodze, ale na koniec ktoś mówi "zacznijcie jeszcze raz, ale uczciwie".
Wg mnie tu nie ma czego zaczynać i większości zainteresowanych osób nie powinno zależeć, żeby w ogóle jakiekolwiek prace w tym kierunku szły. Nie w obecnym procesie, w ogóle.
To jest niepotrzebne, słusznie zauwożono, że jest to jakiś pomysł jednego wieczoru, nigdzie nie planowany, nie ma ładu i składu, nie widać nawet idei za tym stojącej. Tu nie ma czego zaczynać od początku po prostu. To trzeba zamknąć i pamiętać żeby nie powtórzyć tych błędów.

Jeśli proces ustawodawczy będzie uczciwy

VaGla's picture

Jeśli proces ustawodawczy będzie uczciwy, to w jego trakcie będzie można argumentować, że takie propozycje nie powinny się w ogóle pojawić w polskim porządku prawnym. Nie można zabronić rządowi zgłaszania inicjatyw legislacyjnych, nawet, jeśli są to inicjatywy całkowicie "wzięte z sufitu". Tak uważam. Chodzi przy tym o to, by sam proces stanowienia prawa był przejrzysty i aby społeczeństwo mogło partycypować w jego przebiegu.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

i tak myślałem

gime's picture

Nie mam na myśli blokować inicjatyw, ale nawet w najbardziej uczciwym procesie i przy merytorycznej dyskusji i przy zgłaszaniu słusznych argumentów, jest spore ryzyko, że jeśli cały koncept jest z sufitu to coś głupiego gdzieś się przeciśnie.
Tymbardziej, że w przypadku tych koncepcji, ogólnie ujęte pierwsze podejście nie wypaliło całkowicie, inicjatywa została zgłoszona. Dawanie zielonego światła na drugie podejście jest w moim odczuciu oddawaniem pola. Oczywiście rozumiem szczere intencje tej wypowiedzi, ani też nie przeceniam jej wagi, ale mimo wszystko lepiej nie prowokować.
Przepraszam że może trochę wchodzę w zakres indywidualnych przekonań - może ktoś uważać, że te proponowane rozwiązania są potrzebne, a mieć jedynie zastrzeżenia do sposobu stanowienia prawa, ale i tak o ile nie jest lobbystą to też wg mnie nie powinien takiego procesu inicjować.

"Polska Cyfrowa"prace Międzyresortowego Zespołu

jakoś mi nie pasowało skąd ten wyskok MinFin teraz zaczyna się to układać, chociaż oficjalnie aż tak daleko się w założeniach nikt nie posuwał.
Przejrzałem/przeszukałem vagla.pl pod kątem "Polski Cyfrowej" i prac międzyresortowego zespołu - wynik wyszukiwań skromny, tak jakby "zignorowany", a odnoszę wrażenie po zapoznaniu się na podstronie MSWiA,że wszystko jest właśnie tutaj i co ciekawe zarzut braku konsultacji społecznych jest nieprawdziwy, przynajmniej w odniesieniu do mega-programu.
Wszystkie prace nad ustawami i rozporządzenia z nich wynikające będą konsekwencją koncepcji przyjętych międzyresortowo w ramach zespołu ds "Cyfrowej Polski".
Kto tam gra pierwsze skrzypce - wystarczy przejrzeć listę członków;)

Konsultacje społeczne

Serdecznie zapraszamy do wzięcia udziału w konsultacjach społecznych II Raportu z Prac Międzyresortowego Zespołu ds. Realizacji Programu „Polska Cyfrowa”.

W poniższych zakładkach umieszczone zostały poszczególne priorytety i rekomendacje Zespołu, do których można dodać komentarz lub przesłać e-mail na adres polskacyfrowa@mswia.gov.pl w terminie do 20 grudnia br. Wszystkie uwagi, sugestie i propozycje zostaną rozpatrzone przez Zespół.

w II raporcie mamy praktycznie wszystko:

(...)
Priorytet VI ‐ Wdrożenie zasad otwartości, zaufania oraz bezpieczeństwa, jako podstaw funkcjonowania sieci.
Treści i usługi szerokopasmowe powinny być z jednej strony, na tyle, na ile to możliwe otwarte ‐ by zapewnić ich dostępność i wykorzystanie. Z drugiej strony powinny być bezpieczne, by budzić zaufanie użytkowników i zapewniać im poczucie pewności.
Zasady otwartości i bezpieczeństwa powinny więc przyświecać tworzeniu usług i treści publicznych; zadaniem administracji publicznej jest ich promowanie wśród innych podmiotów.
Jak podkreślono w pierwszym raporcie, przepisy prawne w niepełny sposób regulują zasady neutralności technologicznej Państwa będącej podstawą otwartości usług i treści.
Administracja rządowa i samorządowa jest jednym z ważniejszych nabywców technologii teleinformatycznych w kraju oraz ważnym dostawcą treści i usług. Jako pierwsza zatem powinna określać standardy bezpieczeństwa i otwartości sieci.

Działania w tym zakresie powinny obejmować:
• ugruntowanie zasady neutralności technologicznej stosowanych rozwiązań oraz wdrażania ‐ tam gdzie to możliwe ‐ otwartych standardów oraz otwartego oprogramowania;
• udostępnianie na otwartych zasadach treści publicznych lub finansowanych ze środków publicznych ‐ np. zasobów dziedzictwa kulturowego, zbiorów państwowych instytucji pamięci, materiałów edukacyjnych oraz publikacji i wyników prac badawczych;
• wprowadzenie do systemu prawa karnego nowego katalogu cyber‐wykroczeń i cyberprzestępstw;
• tworzenie wytycznych jakościowych dotyczących budowy treści i usług w Internecie „bez barier”, których celem będzie zapewnienie dostępu do treści dla wszystkich użytkowników, w tym dla osób niepełnosprawnych czy „niedostosowanych cyfrowo”;
• wspieranie bezpiecznego korzystania z sieci oraz zaufania do usług sieciowych poprzez edukację i działania promocyjne, a zarazem wspieranie mechanizmów oceny wiarygodności usług;
• promowanie norm dostępności treści, mając na uwadze szeroki wachlarz użytkowników „niedostosowanych cyfrowo“;
• zapewnienie ochrony przed treściami niepożądanymi.
(...)
Prace legislacyjne. Zespół rekomenduje niezwłoczne przyspieszenie prac legislacyjnych nad projektami trzech ustaw:
(i) implementującym dyrektywę o audiowizualnych usługach medialnych,
(ii) zmiany ustawy ‐ prawo autorskie,
oraz (iii) zmiany ustawy ‐ prawo prasowe
(...)
Międzyresortowy Zespół ds. Realizacji Programu „Polska Cyfrowa” rekomenduje uruchomienie następujących programów mających na celu rozwijanie systemu e-administracji.
Rozwój platformy ePUAP . (...)
Realizacja projektu pl.ID. (...)
Przyjęcie ustawy o podpisach elektronicznych (...)
Nowelizację zasad funkcjonowania Biuletynu Informacji Publicznej (BIP).(...)

Pozwolę sobie na jawny sprzeciw

Pozwolę sobie na jawny sprzeciw wobec takiego zdania:
"...Nie można zabronić rządowi zgłaszania inicjatyw legislacyjnych...."
gdyż jeśli przyjąć podstawową zasadę trójpodziału władzy na ustawodawczą wykonawczą i sądowniczą to będzie co najmniej żartem stwierdzenie iż rada ministrów jest ciałem wykonawczym kiedy:
1. ma prawo do prowadzenia własnej polityki legislacyjnej
2. szef r.m. jest równocześnie szefem (formalnie czy nie) partii mającej aktualnie większość sejmową (czyli praktyczną zdolność do przepychania przez sejm tego czego chce r.m.)
3. de facto wykonuje własne a nie cudze ustawy a jeśli cudze to takie z którymi się zgadza (w przeciwnym wypadku dochodzi do zmiany prawa)
Wojtek <==> hub_lan
i właśnie dlatego rząd jako taki powinien mieć całkowity zakaz zajmowania się szeroko pojętą legislacją.

W normalnym, demokratycznym kraju.

takie pomysły nawet nie powinny zaistnieć w głowach rządzących.
A wypowiedziane powinny wywołać natychmiastowe wywiezienie z posad na taczkach przez wzburzonych obywateli tudzież rozstrzelanie przed Trybunałem Stanu.
Niestety... jak jest widać na obrazku :(

to jakaś bzdura

czy czytania prywatnych maili bez zgody sądu, wypadły z projektu

Przecież art 236a kpk w zw. z art 217 i 218 kpk przwiduje, mozliwość uzyskania zawartości skrzynek pocztowych e-mail na potrzeby prowadzonych postepowań i to bez zgody sądu, a jedynie w oparciu o postanowienie prokuratora.

innymi słowy, nie trzeba zgody sądu na czytanie prywatnej korespondencji e-mail, wystarczy postanowienie prokuratora i tak jest od dawna........

Ale czy to jest

Maltan's picture

to samo? Poruszamy się troszkę po omacku, mamy strzępy informacji. Za co winę ponosi inicjator tych zmian. Wydaje się, że zmiana miała polegać na obejściu barier, jakie stawia kpk. Przepisy kpk nie mogą być zastosowane w każdym przypadku, są też środki "ochronne".

Idee fixe rządzących może być szeroko rozumiana "prewencja". Stąd i specjalne środki.

Wojciech

Sprawa już dawno dojrzała do tego

by utworzyć polski oddział EFF. Tymczasem akcja wysyłania listów dot. blokowania stron i usług internetowych oraz "prewencyjnej" inwigilacji bez zgody sądu jest, wydaje mi się, cokolwiek niemrawa. Może to z powodu zbliżających się świąt, może z uwagi na to, że inicjatorem zmian w prawie jest partia ciesząca się wysokim poparciem społecznym, a może po prostu Polacy "kupili" wersję o zwalczaniu pedofilii i faszyzmu?
Nb. wysłałem pięć listów elektronicznych w tej sprawie i jak dotąd żadnej odpowiedzi. Gdy wysyłałem maile do posłów do PE, jeden z nich odpisał...

.... a projekt tego rozporządzenia ktoś czytał?

To akt wykonawczy do Dyrektywy o retencji: "Projekt rozporządzenia Ministra Infrastruktury w sprawie szczegółowego wykazu danych oraz rodzajów operatorów publicznej sieci telekomunikacyjnej lub dostawców publicznie dostępnych usług telekomunikacyjnych obowiązanych do ich zatrzymywania i przechowywania".
http://bip.mi.gov.pl/pl/bip/projekty_aktow_prawnych/projekty_rozporzadzen/rozp_telekomunikacja/proj_rozp_wykaz_danych
Jest jasne że projektowana inwigilacja to temat dużo szerszy niż hazard i a pretekstów do jej przeforsowania może być wiele..

Opinia Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka

VaGla's picture

Opinia HFPC w sprawie projektu ustawy z 7 grudnia 2009 r. przewidującego nałożenie na operatorów telekomunikacyjnych obowiązku blokowania dostępu do stron internetowych (22 grudnia 2009 r.)

(...)
Nawet jeżeli istnieje uzasadniony interes, jaki projektowane przepisy mają chronić, trzeba rozważyć zakres proponowanych zmian oraz związane z tym ryzyka przez pryzmat art. 31 ust. 3 Konstytucji RP (warunki dopuszczalności ograniczeń praw i wolności). Zasadniczo istnieje zgoda co do tego, że strony internetowe zawierające dziecięcą pornografię czy promujące ideologię faszystowską powinny być zamykane. Proponowany jednak mechanizm prewencyjnego blokowania dostępu do tychże stron na mocy decyzji podejmowanej przez urzędnika państwowego albo sąd (prior restraints) może budzić sprzeciw. Istnieje bowiem zbyt duże ryzyko, że będzie to instrument nadużywany i będący poza kontrolą, szczególnie jeżeli zważyć, że projektodawca w celu stypizowania kategorii stron, które miałyby podlegać wpisowi do rejestru posłużył się wieloma zwrotami niedokreślonymi i pojęciami nieostrymi. Takie ukształtowanie przepisów nie będzie dawało wystarczającej rękojmi, że w Rejestrze Stron - chociaż na krótki okres - nie znajdą się strony zawierające treści obiektywnie dozwolone. Zasadne są w tych okolicznościach pytania, czy zablokowaniu mogłyby podlegać strony historyczne, na których prezentowane byłyby mundury niemieckie z czasów II Wojny Światowej, strona internetowa brytyjskiego pisarza Davida Irvinga, oficjalna strona piłkarskiego klubu Manchester United sponsorowanego przez spółkę Betfair oferującą gry hazardowe on-line, czy też oficjalna strona miasta Las Vegas.
(...)

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Wielka prośba

widziałem nie tak dawno video w kilku odcinkach nagrane w studiu. Jak się nie mylę to było w Tok fm, na ten temat co powyżej z pana udziałem.Przypomniało mi się jak słuchałem pana na Trójce. Szukałem jej aby jeszcze raz zobaczyć i nie mogę jej nigdzie znaleźć.Czy może pan lub ktoś z czytelników tej strony wie gdzie to mogę jeszcze raz zobaczyć. Z góry dziękuję, pozdrawiam i podziwiam pana w tym co pan robi dla wszystkich internautów.

jak poszukiwać

VaGla's picture

Trudno mi zgadnąć, o co może konkretnie chodzić, ale jeśli to video z moim udziałem było opublikowane w tym serwisie, to zacząłbym poszukiwania od działu multimedia, jeśli nie tam, to w dziale blog, a jeśli nadal byłyby kłopoty, to przejrzałbym zasoby mojego konta w serwisie Vimeo i YouTube.

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>