Rejestracja: inicjatywy zmierzające do nowelizacji Prawa prasowego

Gołąb, który zastanawia się jak dziobnąć skórkę chlebaFakt, że wczoraj Rzeczpospolita opublikowała artykuły na temat postanowienia Sądu Najwyższego, "zajawiając je" tym razem na pierwszej stronie dziennika, przynosi już pewne efekty. Należy się przyzwyczaić do tego, że masy internautów zauważają tylko to, co im się w sposób brutalny "podsunie pod nos", bo opublikowany miesiąc temu na łamach Rzeczpospolitej tekst nie poruszył specjalnie tłumów. Pomijając "panikę" i dezinformację, która wynika z bezrefleksyjnego przeinaczania słów oraz z faktu, że w Polsce nie publikuje się orzeczeń sądu w dniu ich wydania (co mogłoby zapobiec w przyszłości różnym domysłom), trzeba powiedzieć, że pojawiły się różne inicjatywy zmierzające do zajęcia się "problemem rejestracji prasy internetowej" (celowo w cudzysłowie, bo nie chodzi o "rejestrację prasy", a o rejestrację dzienników i czasopism). Są to z jednej strony inicjatywy społeczne, z drugiej zaś: rządowe.

Wedle niepotwierdzonych informacji: w dniu wczorajszym jeden z podsekretarzy stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji (a to ministerstwo zajmuje się problemem informatyzacji, a nawet szerzej: społeczeństwem informacyjnym) miał wysłać do p. Jolanty Rusiniak, Prezes Rządowego Centrum Legislacji list, w którym zwraca uwagę na opisywane, m.in. na łamach niniejszego serwisu, sprawy (m.in. na postanowienie Sądu Najwyższego). Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji zwrócił podobno uwagę RCL na konieczność legislacyjnego zareagowania na interpretacje ustawy Prawo prasowe, które mogą wynikać z postanowienia Sądu Najwyższego. Nie jestem pewny, czy MSWiA dostrzega problem rejestracji serwisów własnych administracji publicznej (por. Czy "własne" serwisy internetowe administracji publicznej działają legalnie?), ale konieczność zareagowania na postanowienie Sądu Najwyższego to ciekawa inicjatywa.

Jedna z tez listu miała być taka, iż ewentualna konieczność rejestrowania serwisów internetowych może uderzać w podstawy rozwoju społeczeństwa informacyjnego w Polsce, a nawet: być potencjalnie sprzeczna z art. 54 Konstytucji RP (art. 54 ust. 1 Konstytucji RP: "Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji").

Wniosek jest taki, że MSWiA dostrzega, iż Prawo prasowe nie przystaje do obecnego rozwoju nowych form społecznej komunikacji elektronicznej. Oczywiście można się pochylić nad problemem politycznym - na ile ta wiedza może przełożyć się na projekt nowelizacji Prawa prasowego (dziś ABW zatrzymało byłego Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji, byłego Komendanta Głównego Policji, a także prezesa PZU, a w Sejmie trwa "polityczna przepychanka"). O ile nawet zamieszanie na szczytach władzy nie przeszkadza urzędnikom ministerialnym w zwyczajnej pracy, to widzę problem skuteczności przeprowadzenia jakiegokolwiek procesu legislacyjnego w Sejmie.

Przypomnę jedynie, że nikt jeszcze nie miał szansy przeczytać tego postanowienia SN (również nikt w MSWiA, ani w RCL, a znane jest ono jedynie z komentarzy prasowych i wypowiedzi sędziego sprawozdawcy, prof. dr hab. Jacka Sobczaka). Zdaję sobie sprawę również z tego, że takie wypowiedzi musiały być nieco uproszczone, a to ze względu na ilość miejsca (czasu), którą dysponują dziennikarze, a to ze względu na konieczność użycia odpowiedniego języka, który miałby szanse być zrozumiany przez grupę docelową, do której wydawcy i redakcje chcą dotrzeć. Jak wynika z lektury setek komentarzy, które wczoraj pozostawili internauci w bardzo wielu serwisach internetowych (siedziałem i czytałem te komentarze pogrążając się w przygnębieniu) - należy znaleźć wiele cierpliwości, by wyjaśnić internautom na czym polega problem.

Pojawiły się np. takie komentarze, że "Sąd Najwyższy zdelegalizował serwisy internetowe", albo inne, podobne, których nie chcę nawet przywoływać. Sąd Najwyższy niczego nie zdelegalizował. Sąd Najwyższy odrzucił kasację prokuratury. Nie znamy treści postanowienia Sądu Najwyższego (por. Czekając na opublikowanie wyroku SN w sprawie obowiązku rejestracji "prasy internetowej").

Na marginesie - odwiedziłem sobie dziś Biuletyn Informacji Publicznej RCL. Chociaż jest tam informacja: "data aktualizacji serwisu: 20.08.2007 o godzinie 10:07", to jednak można trafić na interesujące dane adresowe, jak na przykład na stronie w wersji tekstowej: Rządowe Centrum Legislacji - wersja tekstowa, Kierownictwo:

ostatnia aktualizacja serwisu: 20.08.2007
liczba osób, które odwiedziły nasz serwis: 10.401

Adres:
Rządowe Centrum Legislacji - wersja tekstowa
ul.Ulica, 00-000 MIASTO
telefon +48 22 123-00-00
e-mail: |twojmail@domena.pl|
redakcja serwisu

© 1999-2007 Rządowe Centrum Legislacji - wersja tekstowa.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Przy wykorzystywaniu materiałów wymagane jest podanie źródła.

Twójmail at domena kropka pe-el? Źródło podałem. Zostawmy to.

O czym to ja... Acha. Inicjatywy zmierzające do zmiany prawa prasowego.

Już wczoraj dowiedziałem się o pomysłach zawiązania inicjatywy obywatelskiej, która to inicjatywa miałaby zebrać 100 tys podpisów pod jakimś obywatelskim projektem ustawy zmieniającej ustawę Prawo prasowe. Podczas wczorajszych rozmów z dziennikarzami sugerowałem, że jeśli ktoś ma ochotę na organizowanie tego typu inicjatyw, to bardzo dobrze, niech organizuje. W końcu chodzi o rozwój społeczeństwa obywatelskiego. Ja chętnie będę to opisywał.

Dziś widzę, że wczorajszy pomysł został podchwycony przez Partię Piratów (wciąż w organizacji - zebrali już 870 z 1000 podpisów, które są im potrzebne dla zarejestrowania partii politycznej; ile to już trwa?). Partia Piratów opublikowała tekst W sprawie rejestracji blogów i innych stron internetowych jako czasopisma lub dzienniki. Partia w organizacji apeluje "o pomoc w tworzeniu projektu ustawy „Obywatelska Ustawa o Prawie Prasowym”, a następnie w dalszym etapie projektu, o pomoc w zebraniu podpisów pod ustawą, po to, abyśmy już nigdy więcej nie musieli padać ofiarą, chorych przepisów".

Mam jednak pewne obawy. W drugim akapicie Apelu czytam mianowicie:

Polskie prawo stanowi, iż internet, jako całość jest środkiem masowego przekazu i podlega tym samym restrykcjom prawnym, co prasa. Mówiąc mniej ogólnie, każda forma działalności, uprawianej przez dłuższy okres czasu i mającej charakter stały, tak, jak strony internetowe, czy blogi, zobowiązuje twórcę, czy też właściciela www, do rejestracji...

Właśnie dzięki takim niefortunnym stwierdzeniom, publikowanym w komentarzach i następnie powielanych w różnych serwisach, mamy problem. Ludzie nie rozumieją tego, co czytają, więc różne ośrodki chcące wywrzeć wpływ - stopniowo upraszczają przekaz. Upraszczają i upraszczają... Jednym z problemów wykluczenia cyfrowego i web accessibility jest to, by pisać do nich językiem zrozumiałym (por. "Czego człowiek nie rozumie, tym nie włada"). Są chyba jednak jakieś granice upraszczania? Tego typu stwierdzenia, jak przedstawione w powyższym cytacie, są - moim zdaniem - w głównej mierze odpowiedzialne za panikę i dezinformacje internautów. Podstawowym problemem jest to, że postanowienie Sądu Najwyższego nie jest jeszcze dostępne dla zainteresowanych, ale poza tym: gdzie tu odpowiedzialność, jeśli wprowadza się czytelników w błąd? Ehh.. No, ale odnotowałem, że takie działania też są podejmowane.

Na to wszystko nakładają się też wcześniejsze inicjatywy innych partii politycznych, które pojawiały się w nieco innej (niż dziś) sytuacji politycznej. Pewnie niektórzy jeszcze pamiętają wypowiedzi polityków, wedle których konieczne jest zaostrzenie przepisów prawa prasowego, by jednak dziennikarze ponosili większą odpowiedzialność za słowa. To nie dotyczy bezpośrednio problemów "rejestracji internetowych czasopism i dzienników", ale trzeba przypomnieć, że w dyskusji o ewentualnej nowelizacji prawa prasowego będą też inne wektory zmian.

Wreszcie trzeba przypomnieć stanowisko Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, które dotyczy nieco innego obszaru regulacji. Mam na myśli Stanowisko regulacyjne w sprawie kwalifikacji prawnej usługi TV over DSL (TVoDSL) oraz kwestii właściwości KRRiT wobec regulacji usług telewizyjnych udostępnianych za pośrednictwem nowych platform (PDF) (Warszawa, 31 maja 2006 roku). Czytamy tam m.in:

(...) na gruncie obowiązującej jeszcze dziś (przed ewentualną nowelizacją) treści ustawy o radiofonii i telewizji KRRiT nie widzi możliwości przeniesienia jej uregulowań na usługi udostępniania programów w Internecie i nie widzi potrzeby odnoszenia się do usług audiowizualnych w telefonii mobilnej. (...) Pilna nowelizacja i modernizacja u.r.t., jak również ustawy Prawo telekomunikacyjne wynika (...) z faktu, że oba te akty prawne nie są w pełni przystosowane do rozstrzygania dylematów regulacyjnych i administracyjnych wynikających z konwersji cyfrowej.

A więc mamy problem nie tylko z Prawem prasowym, ale też z innymi regulacjami prawnymi, które dziś nie przystają do współczesnych wyzwań związanych z konwergencją mediów. Głosów podnoszących konieczność ingerencji ustawodawcy w sferę szeroko pojętego "prawa mediów" jest zresztą więcej. Będzie o czym pisać.

Aktualizacja w górę osi czasu:

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Zastanawia mnie w całym tym

Zastanawia mnie w całym tym zamieszaniu udział tylko marginalnej części społeczeństwa (pseudo) informatycznego. Moja teza Społeczeństwo informatyczne jest w powijakach, dopiero tworzą się mechanizmy i dojrzewają użytkownicy. Niewielki procent wyborców tak naprawdę potrafi korzystać z dobrodziejstw sieci. Brak edukacji, wygodnictwo oraz przyzwyczajenia ograniczają reformy. Próba wytłumaczenia pani Zosi konieczności uczenia się nowych rzeczy kończy się histerią. Jako informatyk jestem wzywany kilkukrotnie do awarii, która nie istnieje. Czemu? Bo pani Zosia nie uważała na szkoleniu, teraz ma najnowszy produkt MS za tysiące, a nie potrafi z niego korzystać. Za to Writer z OpenOffice jej bardziej się podoba, lecz niekompatybilność Calc z Excel jest problemem. A gdzie w tym wszystkim powszechny podpis elektroniczny, e-urzędy i e-wybory. Przed nami daleka droga do społeczeństwa informatycznego.

W kontekście tego przydługiego wstępu dalsze wyjaśnienia powinny rozjaśnić sytuację. Wiele złego wynika, jak zauważyłeś z upraszczania informacji. Ten sam błąd popełniłem na jednym forum, co doprowadziło do pewnych nieporozumień. Pytanie pojawia się takie: jak przekazać w kilku zdaniach tak złożony temat? Pomimo że dałem odnośnik do tej strony, nie wielu czyta ze zrozumieniem. Brak w szkole podstaw prawa stosowanego odbija się na szarych obywatelach. Uczą nas co to instytucje, jaką rolę pełnią, lecz nie mówi się jak zareklamować produkt, jak czytać orzeczenie sądu czy gdzie je zdobyć. W Polsce mówi się o konieczności nowelizacji ustaw, lecz zapomina się o zwykłych ludziach. Obywatel na dziś ma utrudniony dostęp do wiedzy specjalistycznej, czy to przez brak funduszy, czasu lub instytucji, które by go skierowały do odpowiedniego urzędu. Nikt z zewnątrz, jeśli chodzi o przepisy prawne, nie może objąć złożoności i absurdalności pewnych procedur, i ja tu widzę największy problem. Zamiast upraszczać wszystko się komplikuje, zmiana przepisów nie jest lekarstwem. Znając życie, ustawa będzie w kilku punktach odnosiła się do innych starszych regulacji, które nie zostaną zmienione.

Petycje i różnego rodzaju projekty obywatelskie są coraz popularniejsze. Tylko niewielka ich część ma szanse na wdrożenie. Najgorsze w całym tym bałaganie jest to że państwo chroni mniejszości zamiast słabszych. Zauważam rosnącą rolę korporacji w podejmowaniu decyzji, które pomimo mniejszej liczebności są na silniejszej pozycji. Państwo na tym polu wykazuje pełną uległość. To się dzieje nie tylko w Polsce, ale i na świecie.
Bardzo mnie zaskoczył wynik w głosowaniu w sprawie [url=http://ffii.se/pr/2007-08-27-se-ooxml-vote-en.html]OOXML[/url] w Szwecji. Państwo nie ma środków obronnych przed działaniem bogatych i tym samym wpływowych firm. Polskie komentarz na [url=http://jakilinux.org/newsy/ooxml-i-szwedzka-farsa/]jakilinux.org[/url], czy [url=http://dobreprogramy.pl/index.php?dz=15&n=7310]dobreprogramy.pl[/url] Mnie to powoli przerasta, nie tylko obawiam się większego nacisku na kontrolę użytkownika internetu co ograniczenie jego swobód.

Petycja do przewodniczącego Rady Informatyzacji

VaGla's picture

Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji nie wręczył jeszcze powołań do Rady Informatyzacji II kadencji (chociaż wiceprzewodniczący już zdążył zrezygnować z przyszłej funkcji: Rada Informatyzacji: wiceprzewodniczący ustępuje), I kadencja się już zakończyła, no, ale i tak warto odnotować petycje adresowaną do p. Zbigniewa Olejniczaka Przewodniczącego Rady Informatyzacji I kadencji, a opublikowaną na stronie petycje.pl: Dokument Nr 2569, Prawo prasowe a internet. Przypuszczam, że autor petycji, Adam Degler, nie będzie miał nic przeciwko temu, jeśli zacytuje fragment:

(...)
W związku z wielkim odzewem, z jakim spotkał się ww. artykuł wśród internautów, zwracam się do Rady Informatyzacji z prośbą o wyjaśnienie obecnej sytuacji prawnej właścicieli prywatnych stron internetowych w Polsce. Chodzi tu zwłaszcza o przeanalizowanie relacji pojęć "dziennik" i "czasopismo" do publikacji internetowych, ponieważ jeśli uznać te publikacje za spełniające kryteria dzienników lub czasopism w świetle prawa prasowego (ustawa z dn. 26 stycznia 1984 r.), to każda taka strona rzeczywiście mogłaby wymagać rejestracji. Takie rozumienie wspomnianych pojęć w oczywisty sposób pozostawałoby w sprzeczności z postulowanym także przez Radę Informatyzacji "rozwojem standardów i technologii informatycznych", a także społeczeństwa informacyjnego.
(...)

:)

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Nie mam, oczywiście, nic przeciwko:)

A jak Pan ocenia szanse uzyskania odpowiedzi?
Nie ukrywam, że lektura wielu Pana komentarzy pozwoliła mi trochę się w tym kompletnym bałaganie medialnym zorientować.
Dziękuję.
Pozdrawiam!

PS: czy mogę liczyć na "zalinkowanie" petycji w jakiś sposób na Pańskiej stronie?

niepotrzebne zamięszanie

Chrabja's picture

oczywiście nie znam treści orzeczenia SN, ale nie sądzę, żeby sędziowie SN byli aż tak nierozsądni, by narzucać w jakikolwiek sposób obowiązek rejestracji witryn/serwisów/blogów mniej lub bardziej regularnie aktualizowanych

przecie jeśliby taki obowiązek narzucić, to podpadałyby pod niego także i totalnie bezsensowne wynurzenia mAłoLeTNiCH blogowiczek z radością zaśmiecających internet notkami z cyklu "dziś na mnie nie spojrzał, ale za to na obiad była ogórkowa"
i tak dalej

kwestia bardziej powinna tyczyć się serwisów, które pretendują do miana periodyków internetowych, a i to nie wszystkich, bowiem nie wszystkie na takie miano zasługują - jeno kto miałby o tym rozstrzygać?
sądy, które i tak mają od cholery roboty?
przecież to byłby jakiś totalny absurd i takaż obsuwa "państwa prawa"

krzysztof Chrabja bielanski
filozof mianowany i zasluzony
jakiego nie bylo, nie ma i nie potrzeba
_______________________________
http://www.chrabja.art.pl
chrabja@chrabja.art.pl

Prawo Prasowe a swoboda wypowiedzi.

Zastrzeżenia do zapisu ustawy:

"prasa oznacza publikacje periodyczne, które nie tworzą zamkniętej, jednorodnej całości, ukazujące się nie rzadziej niż raz do roku, opatrzone stałym tytułem albo nazwą, numerem bieżącym i datą, (…) prasą są także wszelkie istniejące i powstające w wyniku postępu technicznego środki masowego przekazywania."

1. Ustawa podporządkowuje prawu prasowemu środki, których nie było w czasie jej formułowania, a więc nie była znana ich specyfika. Należy usnąć tak brzmiący zapis z ustawy o prawie prasowym lub go dookreślić.

2. Aby uznać środek za prasę musi on spełniać wymienione w ustawie warunki, jednak nie każdy periodyk, który spełnia te warunki jest prasą. Może być prasą.

Wreszcie czy serwis internetowy to periodyk w dotychczasowym rozumieniu? Serwis to bezustannie zmieniany i udostępniany przekaz. To przekaz w procesie.

Internauta – właściciel serwisu jest w tym samym czasie nadawcą i odbiorcą. Wpływa i reaguje na odbiór. Odbiorca wpływa i reaguje na udostępnione treści. To interakcja, wydarzenie.

Istotne jest tu wzajemne dostosowywanie się do siebie, w tradycyjnych mediach bardzo ograniczone i asymetryczne.
WWW to zupełnie nowa jakość. Wymaga regulacji, ale nie powinny one ograniczać swobody wypowiedzi przez formalizowanie funkcjonowania serwisów www.
Zarejestrowane serwisy nie będą lepsze. Będą mniej elastyczne.

I pojawią się nowe problemy – Ustawa z dnia 2 lipca 2004 r. o swobodzie działalności gospodarczej. Rozdział 1
Przepisy ogólne

"Art. 2. Działalnością gospodarczą jest zarobkowa działalność wytwórcza, budowlana, handlowa, usługowa oraz poszukiwanie, rozpoznawanie i wydobywanie kopalin ze złóż, a także działalność zawodowa, wykonywana w sposób zorganizowany i ciągły."

Jeśli masz własny serwis www jesteś redaktorem czasopisma lub dziennika. Jeśli nie zarejestrowałeś witryny w sądzie – łamiesz prawo, grozi ci kara. Jeśli zarejestrowałeś – jesteś redaktorem naczelnym. Jeśli jesteś redaktorem naczelnym czasopisma - prowadzisz „działalność usługową” w sposób „zorganizowany i ciągły”.

Jeśli coś sprzedajesz, pobierasz opłaty lub masz na stronie reklamy prowadzisz „działalność zarobkową”. Płacisz podatek dochodowy, więc powinieneś zarejestrować działalność gospodarczą i płacić składkę ZUS oraz spełniać wszystkie inne wymogi uregulowane cytowaną ustawą i innymi aktami prawnymi.

3. I na koniec analogie:
Internet jest wirtualną siecią ulic (są udostępniane przez państwo, gminę, wykorzystywane przez użytkowników), po których poruszają się (samochody, piesi – prywatne i firmowe) serwisy www z adresem domeny IP.

Samochód jest zarejestrowany, pieszy ma dowód osobisty, domena ma adres IP, jest zarejestrowana na konkretnego użytkownika w NASK, serwis www jest przypisany do konkretnej domeny.

Mimo, że przewożę towary i ludzi, nie jestem właścicielem firmy transportowej, lecz zwykłym użytkownikiem środka transportu i komunikacji.

Jako użytkownik i abonent telefonu nie staję się nadawcą w myśl prawa o mediach, mimo że obdzwaniam pół miasta i rozpowszechniam informacje. Robię to częściej niż raz w roku.

Nie jest to publikacja? Ale już spacer deptakiem w nowej sukience, lub każda konferencja jest w takim samym stopniu publikacją jak większość serwisów www.

Nakaz sądowej rejestracji serwisu www jako wydawnictwa byłby równoznaczny z nakazem rejestrowania każdego samochodu jako samochodu dostawczego, każdego abonamentu telefonicznego jako czasu nadawczego.

Nie jestem prawnikiem, czy bardzo się się mylę?

analogie nie są najlepszą metodą interpretacji prawa

Analogie takie jak ta wyżej przytoczona nie są najlepszą metodą interpretacji prawa. Podobnie jak sprowadzanie spraw do absurdu.

Gdakanie nie są najlepszą metodą weryfikacji zapisów prawa

Nie odpowiedziałeś na moje wątpliwości, dopiero wtedy mógłbyś kwestionować analogie.

Każdy ma prawo tworzyć własne modele (to nie sposób interpretowania prawa, ale próba zrozumienia), a jeśli uważasz je za złe podpowiedz inne.

Analogie - co wie każdy polityk, ksiądz i naukowiec są MODELEM i pozwalają ogarnąć bardzo złożone kwestie.

Nie będąc prawnikiem, nie znając zapisów, muszę jakoś poruszać się w świecie opisanym przez prawo.

Prawo wyznacza granice, których nie wolno mi przekroczyć.

Nikt nie jest w stanie dowiedzieć się gdzie leżą te granice (bo tak dużo jest norm, brak logicznych interpretacji uwzględniających związki pomiędzy pojęciami).

Aby czuć się bezpieczną chcę znać kilka prostych reguł.

Model pozwala wyobrazić sobie jak postępować aby przestrzegać prawa, którego poznać nie sposób.
Model pozwala stwierdzić czy prawo jest dobre czy złe. Czy egzekwowanie prawa jest sprawiedliwe i uczciwe, czy jest wykorzystywaniem przewagi rządzącego.

Ustawodawca nie troszczy się o moje (obywatela) poczucie bezpieczeństwa i ma "biegunkę".

Nie dba o logiczne związki pomiędzy zapisami z odrębnych dziedzin. Problem tkwi na poziomie definicji.

Nikt nie czyta ze zrozumieniem, nikt nie odnosi się do poruszanych kwestii. Każdy mówi to co chce powiedzieć.

A ustawodawca pracuje. Kodyfikuje to co SAM wie, to co SAM rozumie, tak jak SAM rozumie.

A my gdaczemy sobie ...

Czy jest potrzeba rejestrowania e-zinów

Przepraszam że być może powtarzam czyjeś pytania z pod newsa o podobnej tematyce i być może w załączonych odnośnikach gdzieś w którymś z setek paragrafów kryła by się odpowiedź na moje pytanie, ale będę leniwy i po prostu je zadam.

Czy rejestracji podlegają e-ziny? Mówię tutaj o takich publikacjach jak reset-forever , NoName czy art.webesteem.(pl)

Jakie są zależności miedzy domeną w jakiej znajdują się magazyny, serwerami na jakich sie znajdują? Jak najbardziej podważam sensowność potrzeby rejestracji "internetu", ale w tym momencie konieczność ubiegania się o numerek ISBN może być nawet uzasadniona. Wydania są jak najbardziej cykliczne i jeśli BN chce mieć kopię to nie ma przeszkód by przesłać 2 maile ze spakowanym numerem (bo przecież trzeba dostarczyć 2 jednobrzmiące kopie ;-P). Problemem mogą być... wiadomo co. Magazyny o których piszę są za darmo, nie posiadają formalnie red_naczelnych a już na pewno nie są wydawane przez firmę, fundację czy jakikolwiek organ mogący prowadzić działalność gospodarczą.

Jak radzi pan postąpić wszystkim twórcą polskich e-zinów? Podkreślę że Polska jest jednym z "przodowników" jeśli chodzi o wydawanie tego typu gazetek i grzechem było by to zniszczyć.

ehhh

VaGla's picture

Jak radzi pan postąpić wszystkim twórcą polskich e-zinów?

Radze nie być leniwym i przejrzeć załączone odnośniki. Ja też jestem leniwy. W tej sprawie dostałem już setki, jeśli nie tysiące pytań.

Takich pytań nie będę już przepuszczał w procesie moderacji. Mogę tylko odesłać do działu prasa niniejszego serwisu.

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Warto wspomnieć o nowelizacji Prasowego w Sejmie

VaGla's picture

W Sejmie jest projekt ustawy zmieniający w pewien sposób (nieco obok) ustawę Prawo prasowe. Mam na myśli Rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy - Kodeks karny, ustawy - Kodeks karny skarbowy, ustawy - Kodeks postępowania karnego, ustawy - Kodeks karny wykonawczy oraz ustawy - Prawo prasowe (druk nr 2100 wpłynął 16-08-2007). Opis projektu: "projekt dotyczy instytucji przepadku korzyści pochodzących z przestępstwa i tzw. "konfiskaty rozszerzonej" czy też "rozszerzonego przepadku mienia" w kontekście pozbawienia sprawców określonej kategorii przestępstw środków finansowych stanowiących ekonomiczną bazę ich działalności kryminalnej"

Z uzasadnienia (czyli to, co dotyczy prawa prasowego):

6. 5. Zmiana Prawa prasowego

Projektowany przepis art. 37a rozszerza zakres przepadku, przewidziany w dotychczasowym art. 37a Prawa prasowego, o przedmioty stanowiące nośnik informacji służący do wytworzenia materiału prasowego. Będą to więc nie tylko matryca, ale również dysk twardy i każdy inny przedmiot zawierający zapis materiału w formie umożliwiającej jego rozpowszechnianie.

Zestawienie przedmiotów ulegających przepadkowi na zasadzie koniunkcji, jak przyjęto w propozycji przepisu, pozwoli na takie orzeczenie przepadku, które będzie zapobiegało rozpowszechnianiu materiału w przyszłości. Tym samym tak ukształtowany przepadek spełni swoje funkcje prewencyjne przewidziane dla środka karnego.

W projektowanym przepisie zrezygnowano z istniejącej w obowiązującym brzmieniu art. 37a Prawa prasowego treści „jako karę dodatkową”. Pomijając już nieaktualność tego sformułowania w świetle Kodeksu karnego z 1997 r., wskazać należy, że jest ono zbędne.

Ponadto wskazanie, że orzeczenie przepadku może nastąpić „jako środka karnego”, pozostawiałoby wątpliwość, czy można taki przepadek orzec tytułem środka zabezpieczającego na zasadzie art. 100 K.k.

Dnia 28-08-2007 skierowano do I czytania na posiedzeniu Sejmu

Obecne brzmienie art. 37a ustawy Prawo prasowe:

Art. 37a.
W razie skazania za przestępstwo popełnione przez opublikowanie materiału prasowego, sąd może orzec jako karę dodatkową przepadek materiału prasowego.

O art. 37a w niniejszym serwisie: wynik wyszukiwania.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>