YouTube i filmy hitlerowskie

W serwisie YouTube znów materiały, które wzbudzają kontrowersje. Tym razem chodzi o antypolskie i antysemickie filmy, przykłady nazistowskiej propagandy z lat 1933 - 1945. Za każdym razem, gdy poruszam temat tego typu, piszę od razu, że notatka nie jest w żadnym razie aktem pochwalania czy innej akceptacji tego, co sobą takie materiały reprezentują. Interesuje mnie to o tyle, o ile chodzi o obieg informacji w globalizującym się społeczeństwie. W tym przypadku również mowa jest o prawie autorskim, jako o narzędziu do blokowania treści. Nie pierwszy to raz.

Zanim przejdę do tego, co na temat filmów publikuje dzisiejsza Rzeczpospolita, mam taką uwagę: otóż gdyby nie przegląd prasy - nie zwróciłbym uwagi na fakt dostępności filmów w Sieci. Prasa zwraca uwagę na problemy społeczne - taką pełni funkcję. Pierwszą rzeczą, którą zrobiłem po uzyskaniu informacji, było sprawdzenie czy faktycznie materiały są dostępne i co - tak naprawdę - przedstawiają. Sądzę, że nie tylko ja mam taki odruch. W ten sposób materiały w Rzeczpospolitej - paradoksalnie - zwiększyły dostępność opublikowanych filmów sprzed sześćdziesięciu lat... Rzeczpospolita publikuje dziś kilka tekstów poświęconych temu tematowi: Hitlerowskie filmy na YouTube, Totalitarna propaganda w Internecie oraz Nazistowska propaganda dostępna na YouTube.

W pierwszym z wymienionych tekstów Rzepa zastanawia się jak te filmy znalazły się w Internecie?

Niemieckie instytucje, które są posiadaczami praw autorskich do nich, blokują rozpowszechnianie nazistowskiej propagandy z lat 1933 - 1945. - Wyłącznie naukowcy mający odpowiednie pozwolenie są upoważnieni do wypożyczania tych filmów. Jest to bardzo ostro kontrolowane - mówi "Rz" Monika Heusterberg z Federalnego Archiwum Filmowego w Berlinie. Zaznacza, że po to, aby ograniczyć dostępność tych filmów, nie zostały one zapisane na nowoczesnych nośnikach, a ich umieszczenie na YouTube jest przestępstwem - zarówno rozpowszechniania propagandy nazistowskiej, jak i łamania praw autorskich.

Podobnie jak w przypadku spraw związanych z Mein Kampf autorstwa Hitlera (por. Grzywna 5 tys, bo księgarz powinien wiedzieć o prawach oraz Umorzono warunkowo postępowanie w sprawie Mein Kampf) - tu również zatem prawo autorskie zamiast promocji twórczości służy do blokowania obiegu idei.

Drugi z tekstów to dwugłos Antoniego Dudka, historyka i doradcy prezesa IPN oraz Włodzimierza Borodzieja, historyka z Uniwersytetu Warszawskiego. Pierwszy z przepytywanych przez Rzepę komentatorów stwierdził m.in.: "Jeśli tak zdecydowanie walczy się u nas z pornografią w Internecie, to podobnie powinno się walczyć z propagandą nazistowską. Szkodliwość społeczna obu tych zjawisk jest porównywalna". Antoni Dudek nie uważa, by komentarz do tych materiałów cokolwiek miał zmienić w odbiorze filmów. Drugi zaś z dyskutantów ma nieco inne zdanie. Stwierdził mianowicie: "Takie filmy mają walor edukacyjny, młodzi ludzie powinni je oglądać. Jednak należy je pokazywać z fachowym komentarzem"...

Trzeci z tekstów opublikowanych przez Rzeczpospolitą przynosi informacje na temat sposobów przygotowywania tego typu propagandowych materiałów. Pełne nienawiści i przygotowane na bazie manipulacji, po ich wyświetlaniu w Niemczech wybuchały zamieszki na tle rasowym...

Generalnie - trudny temat.

Faszystowska propaganda na YouTybe

Z jednej strony informacja szuka ujścia w świecie globalnego obiegu cyfrowych danych, z drugiej strony systemy prawa (biorąc pod uwagę ogrom zbrodni, krzywd, ludzkiego nieszczęścia) zabraniają i karzą rozpowszechnianie niektórych rodzajów informacji. Powyżej screen z serwisu YouTube. Niektóre z filmów obejrzano już ponad 17 tys razy. Zadziwia, że w systemie ocen generowanych przez użytkowników serwisu filmy te otrzymały tak wysokie oceny... Kto miał z YouTube sobie te filmy pobrać na dysk - już to zrobił. Raz opublikowaną informację (zwłaszcza w internecie) trudno znów schować. A przecież - przepraszam za to nawiązanie - to przecież ten sam reżim, który jest odpowiedzialny za powstanie tych właśnie filmów znany jest z tego, że ceremonialnie palił książki na wielkich stosach. Warto zauważyć, że zdjęcie przedstawiające palenie książek z 1933 roku, które opublikowano w Wikipedii - właśnie poddano procedurze kasowania. Powód? Prawa autorskie.

A to, jak trudno zrobić cokolwiek z materiałami opublikowanymi w internecie, może obrazować przykład Redwatch. Ten serwis jest dostępny w internecie pomimo całego tego zamieszania w mediach, oburzenia, działań policji (por. Redwatch i listy proskrypcyjne w sieci, Redwatch: rozpoczęto zatrzymania, Aresztowany admin Redwatch, Zablokowano Redwatch).

Zgodnie z art. 256. polskiego kodeksu karnego: "kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych
albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności
do lat 2.
" Ten sam kodeks karny w artykule kolejnym stwierdza: "Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3."

Podobne komentarze i doniesienia gromadzę w dziale waśni niniejszego serwisu.

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Taką opinię próbowałem

Taką opinię próbowałem zamieścić na Wirtualnej Polsce (ciekawe czy się tam ukaże). Myślę, że większość z Was się zgodzi:

Te filmy powinny być legalne, tak samo jak emitowanie stalinowskich wydań Polskiej Kroniki Filmowej. Pod jednym warunkiem: wyraźna adnotacja domontowana na początku i końcu klipu, że właściciel konta lub serwera nie utożsamia się z propagandą uprawianą przez twórców filmu, a sam film ma charakter wyłącznie edukacyjny i pochodzi z historycznych źródeł reżimu, który już nie istnieje. Taka sytuacja rozwiązałaby sprawę. A prawa autorskie nie mają tu nic do rzeczy i są kiepskim pomysłem na blokowanie dostępu do wiedzy.

Dodam tylko, że porównywanie tych filmów do witryny Red Watch uważam za wysoce nietrafione. Jeżeli chodzi o prawa autorskie, to czy nie wystarczyłoby logo instytucji archiwizującej, tak jak "WFDiF" na materiałach PKF?

Co ciekawe dwa z

Co ciekawe dwa z wymienionych w Rzepie filmów: "Powrót do domu" i "Żyd Suess" były niedawno wyświetlane w Iluzjonie Filmoteki Narodowej w ramach przeglądu kina propagandowego. Oczywiście wtedy żadna afera nie wybuchła- trudno podejrzewać FN o nazistowskie sympatie.
Myślę, że w przypadku YouTube problem tkwi raczej w komentarzach niektórych osób zamieszczających wspomniane filmy, z których wynika, że zgadzają się z prezentowanymi tam poglądami.
A tak swoją drogą, to nie uważasz, że takie filmy powinny być ogólnie dostępne jako materiały naukowe?

ja osobiście nie mam nic

ja osobiście nie mam nic przeciwko publikowaniu takich treści na YouTube. Sam z zaciekawieniem wszedłem i obejrzałem parę filmików. Uważam, że tego rodzaju materiały pozwalają nam (każdemu z oglądających) zapoznać się zarówno z treściami, głoszonymi przez faszystów, jaki i sposobem ich prezentacji. Pozwala nam to ocenić samodzielnie przeszłość, która nas tak boleśnie dotknęła (każdy jest świadom konsekwencji szerzenia takich treści). Pozbawianie możliwości poznania źródeł historycznych tylko dlatego, ze jakaś patologiczna grupa mogła by zacząć się z nimi identyfikować uważam za nie na miejscu (to tak, jakby zakazać picia piwa, bo istnieje coś takiego jak alkoholizm, a, jak wiadomo każdemu, pijani mężowie biją żony).
pozdrawiam
.::eswues::.

a odbiję piłeczkę

Pan Antoni Dudek w wywiadzie dla Rzeczpospolitej powiedział:

Nie sądzę, by jednominutowe wyjaśnienie miało wpływ na odbiór półgodzinnego filmu

Odbiję piłeczkę i zapytam jaki wpływ może mieć półgodzinny film w porównaniu do lat wychowywania w duchu "Nazizm jest zły", które zaczyna się już w podstawówce? Nie mam zamiaru twierdzić, że taki model wychowania jest nieodpowiedni itp.. Po prostu jakoś nie wierzę w to, by opublikowanie tych filmów w Internecie miało się przyczynić do zwiększenia ilości ludzi twierdzących, jakoby nazizm miał być dobry, gdyż każdy (no może nie wliczając w to pięciolatków) ma wyrobione zdanie na ten temat.

Natomiast wmieszanie w to praw autorskich IMO jest nienajlepszym krokiem. Biorąc pod uwagę, iż filmy te mają tak właściwie wartość jedynie historyczną i dzięki temu, że są opublikowane na Tubie, to tysiące historyków będzie miało lepszy dostęp do źródeł bez konieczności załatwiania specjalnych upoważnień i jeżdżenia gdziekolwiek. A wszystko za sprawą podwójnego przestępcy. A co gorsza materiał opublikowany w wyniku działalności przestępczej obejrzało wiele tysięcy ludzi, którzy zapewne nie czują z tego powodu nawet cienia kaca moralnego. Ot w dniu dzisiejszym znowu o odrobinę spadło poszanowanie do wartości, które niesie ze sobą słowo "prawo", co zapewne odbije się na jego zaostrzeniu, co spowoduje jeszcze większe jego łamanie... itd.

PS: VaGla, przejrzyj jak możesz linkowanie do tych, artykułów w Rzeczpospolitej, bo u mnie ostatnie źle przekierowuje.

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>