Duża, kompleksowa nowelizacja prawa autorskiego i utwory osierocone

Koalicyjni posłowie chcieli się dowiedzieć co robi koalicyjny minister i w związku z tym zapytali w Sejmie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego o udostępnianie i cyfryzacje utworów osieroconych (orphan works). Był to dobry moment, by ministerstwo zdradziło nam tajemnicę: co będzie na sztandarze, gdy Polska obejmie prezydencję w Radzie UE. Właśnie te osierocone utwory będą. Wydaje się, że to całkiem bezpieczny pomysł. O osierocone utwory ludzie się nie upominają, a i biznes - być może - zyska nieco nowego "contentu" do wykorzystania.

Pytania w sprawach bieżących zadawali posłowie Maciej Orzechowski oraz Jerzy Fedorowicz (czym jeden z nich pochwalił się na Twitterze; od siebie dodam, że gdyby ministerstwo publikowało w sposób bardziej czytelny i aktualny informacje publiczne w Biuletynie Informacji Publicznej, to nie tylko posłowie koalicyjni wiedzieliby co robi i planuje ministerstwo, ale również "zwykli ludzie"). Dziś pytanie, dziś odpowiedź, zatem PAP, a za PAP-em Gazeta Wyborcza publikują depeszę ze stanowiskiem wiceministra w MKiDN, Piotra Żuchowskiego. Czego się dowiadujemy?

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego chce, by problematyka związana z tzw. dziełami osieroconymi, czyli takimi, które podlegają ochronie praw autorskich, choć właściciela praw do nich nie można zidentyfikować lub odnaleźć, była priorytetem polskiej prezydencji w Unii Europejskiej.

Do tej pory kolejne państwa obejmujące prezydencje były lobbowane, by - w sferze właściwej dla ministerstwa kultury - wprowadzać odcinania internautów od internetu po trzech ostrzeżeniach, albo wprowadzać inne ograniczenia w zakresie korzystania z Sieci. Wybierając dzieła osierocone ministerstwo wcale nie będzie się pewnie do tego tematu ograniczać, więc pewnie odcinanie gdzieś tam również może się pojawić.

Tym bardziej, że dowiedzieliśmy się również z odpowiedzi w sprawach bieżących, że planowana jest "duża, kompleksowa nowelizacja prawa autorskiego". Tam mają się znaleźć regulacje osieroconych utworów.

Zgaduję, że będzie można w pewnym zakresie z takich dzieł korzystać, ale za cenę odprowadzenia pieniędzy do niesprecyzowanych bliżej organizacji zbiorowego zarządzania. Bo przecież gdyby się jednak kiedyś autor (albo nawet spadkobierca) znalazł, to mu organizacja chętnie i bez zbędnych formalności wszystkie wpływy z tytułu korzystania z takich utworów wypłaci. Wypłaci, prawda? A jak się nie zgłosi, to mu nie wypłaci i będzie czekało na kontach bankowych, aż się zgłosi. W USA kilka razy podejmowano prace nad osieroconymi utworami: Utwory osierocone (Orphaned Work) w USA. Co myśli o tym Wielka Brytania? ORPHAN WORKS - POTENTIAL SOLUTIONS. A jak drapią się w głowę w Australii? Orphan works...

Biznes raczej utworów nie osieroca, więc temat będzie dotyczył twórców innych niż korporacje.

Mamy generalny problem z utworami osieroconymi. Problem polega na aksjologii prawnoautorskiej. Ochronie podlega każdy utwór bez spełnienia jakichkolwiek formalności. Po prostu pojawia się utwór i jest chroniony (por. Na świecie są miliardy twórców). Inne przepisy sugerują, że twórca ma jakiś monopol prawnoautorski. Znaczy to mniej więcej tyle, że bez jego zgody, jeśli ustawa tak stanowi, nie można korzystać z utworu. jak nie wiadomo, kto jest autorem, to ie wiadomo, kogo pytać o zgodę. A jak nie wiadomo, kogo pytać o zgodę, to zgody nie ma. A jak nie ma zgody, to korzystać nie można. I tak oto dochodzimy do sedna. Chodzi bowiem o to, by jednak można było jakoś korzystać. Czy to nie jest przez przypadek piractwo? Czy można tak sobie wpływać na prawa twórców, którzy - co również wynika z ustawy - mogą korzystać ze swoich praw również anonimowo? No, ale może chociaż w bibliotekach, żeby można było. Biblioteki są dobre, nie są piratami. A prawo autorskie? A biedni twórcy i ich prawa? A art. 64 Konstytucji RP, który stwierdza, że "własność, inne prawa majątkowe oraz prawo dziedziczenia podlegają równej dla wszystkich ochronie prawnej"? Równej dla wszystkich. Niezależnie od tego, czy znamy autora, czy nie. I tak to właśnie się toczy ten spór, z którym - po objęciu prezydencji - sobie poradzimy. Zwłaszcza, że Komisja Europejska chce wprowadzić dyrektywę poświęconą osieroconym utworom. W sygnalizowanej w sąsiednim tekście Agendzie Cyfrowej dla Europy można wyczytać takie zobowiązanie, który sama na siebie nałożyła Komisja:

Create a legal framework to facilitate the digitisation and dissemination of cultural works in Europe by proposing a Directive on orphan works by 2010, to conduct a dialogue with stakeholders with a view to further measures on out-of print works, complemented by rights information databases

To jest w ogóle ciekawe zagadnienie - takie regulowanie kwestii prawnoautorskich w Unii Europejskiej. Przecież nie tylko prawodawstwo unijne nas dotyczy. Polska jest przecież stroną konwencji berneńskiej, traktatów WIPO, porozumienia TRIPS... Gdy pracowano nad Dyrektywą Rady 93/98/EWG z dnia 29 października 1993 r. w sprawie harmonizacji czasu ochrony prawa autorskiego i niektórych praw pokrewnych, która to dyrektywa zwiększyła czas trwania autorskich praw majątkowych z 50 lat (o czym mowa w konwencji berneńskiej) do lat 70 po śmierci twórców (dlatego w Kanadzie prawa autorskie majątkowe chronione są 50 lat po śmierci twórcy, a w Polsce, która jest członkiem UE, 70 lat po ich śmierci), z uzasadnienia wydłużania czasu trwania ochrony można było się dowiedzieć:

Jedną z ogólnych zasad prawa znajdujących się pod ochroną wspólnotowego porządku prawnego jest poszanowanie praw nabytych; dlatego harmonizacja czasu ochrony prawa autorskiego i praw pokrewnych nie może prowadzić do skrócenia obecnie obowiązującego okresu ochrony, jaki przysługuje posiadaczom prawa we Wspólnocie; aby zminimalizować skutki środków przejściowych oraz aby umożliwić w praktyce funkcjonowanie rynku wewnętrznego, harmonizacja czasu ochrony powinna mieć miejsce w odniesieniu do długiego okresu czasu.

Nie można skracać, można tylko wydłużać. Taki bilet w jedną stronę. Nie można też dodawać nowych wyjątków do już istniejącego katalogu "dozwolonego użytku" (nota bene por. również WIPO SCCR: European Commission statement on exceptions and limitations, a wcześniej STANDING COMMITTEE ON COPYRIGHT AND RELATED RIGHTS Ninth Session Geneva, June 23 to 27, 2003 WIPO STUDY ON LIMITATIONS AND EXCEPTIONS OF COPYRIGHT AND RELATED RIGHTS IN THE DIGITAL ENVIRONMENT (PDF)). No bo przecież chronimy twórców. A tu teraz nagle takie "utwory osierocone" ktoś nam wyciąga. Tyle jest sprzecznych interesów, że aksjologia prawa autorskiego trzeszczy już w szwach.

Tymczasem nie radzimy sobie ze sprawą bardziej trywialną. Kiedy w 2008 roku rząd był pytany, prawami do jakich utworów dysponuje, np. w wyniku dziedziczenia przez Skarb Państwa, dowiedzieliśmy się od Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego:

Z uwagi na niewielką liczbę przypadków nabycia przez Skarb Państwa autorskich praw majątkowych na mocy art. 935 § 3 Kodeksu cywilnego, nie wprowadzono żadnego rejestru praw na dobrach niematerialnych, które przejął Skarb Państwa. W związku z tym, informacje na temat odziedziczonych przez Skarb Państwa autorskich praw majątkowych mogą, oprócz Ministerstwa Skarbu Państwa, znajdować się także w Ministerstwie Finansów i ewentualnie - Ministerstwie Spraw Zagranicznych.

Tak na prawdę państwo nie wie, czym dysponuje. Państwo czasem udziela komuś prawa do korzystania z przysługujących mu praw autorskich majątkowych i jakaś instytucja ma z czego żyć, aż do wygaśnięcia praw. Bo skoro są prawa autorskie majątkowe, to dlaczego niby państwo miałoby je udostępnić wszystkim zainteresowanym bezpłatnie, w ramach wspierania domeny publicznej?

Utwory osierocone to ważny temat. Sam jestem ciekawy, co ministerstwo zaproponuje. Nie przypuszczam, by zaproponowało, że twórca, mocą swojej własnej decyzji, będzie mógł się zrzec autorskich praw majątkowych (por. Zrzeczenie się autorskich praw majątkowych?). To byłby hmm... niebezpieczny "precedens"...

PS
Siódmego maja ponoć do Sejmu wpłynęła ministerialna odpowiedź na interpelację w sprawie ACTA... Tylko "zwykli ludzie" nigdzie treści tej odpowiedzi nie mogą zobaczyć na stronach Sejmu...

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Osieracanie w biznesie

kocio's picture

"Biznes raczej utworów nie osieroca"

Chyba, że firma "umiera" - tzn. upada albo zostaje jakoś inaczej zamknięta.

Jeśli firma upada, to jest

Jeśli firma upada, to jest jakiś syndyk, który te prawa przejmuje.

Z tą równą ochroną własności to chyba jest różnie, przecież np. mienie porzucone może zostać przejęte przez Skarb Państwa, jeżeli nie można ustalić właściciela lub się z nim skontaktować?
Znane są też w historii liczne przykłady, gdy ograniczano prawa nabyte - od rewolucji i przewrotów zaczynając, na uwłaszczeniu i reformach rolnych czy zniesieniu niewolnictwa kończąc.

No coż, najprostszym rozwiązaniem byłoby stopniowe wygaszanie okresu ochrony, ale ponieważ jest on obecnie tak absurdalnie długi, proces ten trwałby dziesięciolecia.

Jedno jest pewne - zanim powstanie nowe ustawodawstwo dotyczące tej dziedziny, będzie już ono nieadekwatne do sytuacji. To tak jak próby wzmacniania cechów rzemieślniczych w XIX wieku, aby mogły lepiej konkurować z manufakturami, w momencie gdy za rogiem zaczynały powstawać pierwsze fabryki...

Co to znaczy utwór sierocy

DiskDoctor's picture

Cały ambaras w kodyfikacji tego zjawiska opiera się na zdefiniowaniu norm uznania utwór za sierocy.

Oczywiście natychmiastowe skojarzenie to internet, bo tam nie ma "egzemplarzy" podpisanych przez producenta czy autora (z nielicznymi wyjątkami).

Paradoks polaga na tym, że ochrona prawno autorska jest swoistym wyjątkiem w całym IP (znaki towarowe: co do zasady), gdzie nie wymaga się formalności. No ale procedura uznania utwór za sierocy jest bądź co bądź procedurą.

Czy będzie odwołanie do "należytych starań"? Obiektywnych czy subiektywnych, niemniej jednak?

Mam taką osobistą nadzieję, jako zwolennik wolnego rynku, że spowoduje to wreszcie upowszechnie ubezpieczeń od wkroczenia w cudze IP. W momencie wprowadzenia "czynnika ekonomicznego", wiele rzeczy się "wyprostuje i utrwali", wyprzedzając niejako orzecznictwo, bo taka już natura ekonomii że się sama reguluje, nawet wobec braku prawa.

Kto przygarnie sierotki?

Obawiam się, że rozwiązanie pójdzie w jednym kierunku.

Nasuwa się tu analogia do spadków tyle, że bez rozprawy. Trzy ogłoszenia w gazecie (poszukujące autora). I ogłoszenie przepadku "autorstwa" na rzecz... No właśnie, na czyją rzecz i dlaczego?

A któżby inny

DiskDoctor's picture

Najprościej przyjąć w takim wypadku, że nabywcą "wtórnym" stałby się Skarb Państwa.

Może on wtedy licencjonować utwór zainteresowanym podmiotom, uwzględniająć wysokość opłat równą odszkodowaniu za ewentualne wywłaszczenie autora, natomiast opłaty mogłyby być przekazywane na Fundusz Promocji Twórczości.

Taka konstrukcja ma sens.

Sens?

Gdzie tu sens?
Chyba, że w całej zmianie chodzi o stworzenie "miejsc pracy" dla kilkudziesięciu osób. Według mnie cały problem możnaby rozwiązać przez skrócenie czasu ochrony do 15 czy 20 lat od upublicznienia (niekoniecznie opublikowania przez właściciela praw autorskich).

Jest jeszcze jedna sytuacja,

Jest jeszcze jedna sytuacja, w naszym bałaganie co do kwestii dziedziczenia -- bardzo uciążliwa. Otóż czasem znamy autora, wiemy, że prawa nie wygasły, tylko nie wiadomo, komu te tantiemy płacić, bo albo spadkobiercy się procesują, albo się porozjeżdżali po świecie, albo nie mają wymaganych dokumentów, albo trudno ich w ogóle ustalić. Przykłady sztandarowe: Boy-Żeleński, o. Bocheński. A wielka szkoda, żeby ich dzieła trwały w niebycie przez 70 lat od śmierci autora! I co? Albo wydawca ryzykuje i wydaje bez licencji, albo książki nie są wznawiane, choć tego warte. Z punktu widzenia wydawców - dramatyczny bałagan.

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>