Delegalizacja w metrze czyli pytania o cezurę

QR Code - następca kodu paskowegoZadzwonił Jarosław Lipszyc z pytaniem, czy odbieram MMS-y, ponieważ zrobił zdjęcie infoscreena w warszawskim metrze. Na wielkim ekranie reklamuje się serwis Wiadomosci24.pl (wydawany przez Polskapresse Sp. z o.o. serwis "dziennikarstwa obywatelskiego"). Dziś się reklamuje "zajawką" tekstu, w którym dziennikarz obywatelski "pociągnął" ten wątek publicznej dyskusji, w którym zwracałem uwagę na przepisy kodeksu karnego w istocie penalizujące korzystanie z internetu (por. 18 grudnia 2008 - potwierdzenie delegalizacji internetu w Polsce). Przy okazji naszła mnie refleksja: każdy z nas jest tylko "real userem" w coraz bardziej zaciętej wojnie o przeżycie. A gdyby komuś przyszło do głowy "wykopać" ten tekst - proszę bardzo, ten serwis "wyskakuje z ramek".

Dla przypomnienia, poza podlinkowanym we wstępie tekstem, mówiącym wprost o co chodzi, wypada odesłać czytelników również do materiałów opublikowanych pod tytułami: Prezydent podpisał nowelę Kodeksu karnego. Czy można obejść coś, co nie istnieje?, Tak, tak, nowelizują kodeks karny... wizerunki małoletnich, hacking, 269b..., Zapraszam na burzę mózgów: argumenty przekonujące Pana Prezydenta do uruchomienia kontroli konstytucyjnej noweli kodeksu karnego oraz Kto korzysta z internetu, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech. Sam materiał o "potwierdzeniu delegalizacji internetu" odwiedzono aktualnie 59 tys. razy. Pan Seweryn Lipoński na bazie tych tekstów napisał własny: Internet w Polsce jest nielegalny, a ty jesteś przestępcą! i nie miałbym o czym pisać, gdyby nie to, że autor poszedł nieco dalej i przygotowując materiał (zostałem indagowany na okoliczność udzielenia wypowiedzi dedykowanej) przepytał pracowników biur poselskich dwóch posłów:

W podobny sposób można obecnie zaprowadzić przed sąd dowolną osobę korzystającą z internetu. Czy to się zmieni? Raczej nie pomoże w tym sejmowa Komisja Sprawiedliwości, której przewodniczącym jest Ryszard Kalisz (SLD). – Inicjatywa zmiany prawa powinna wychodzić raczej od Ministerstwa Sprawiedliwości i prokuratury – mówi nam Włodzimierz Piątkowski z biura Ryszarda Kalisza. Postanowiliśmy też zgłosić sprawę do najbardziej znanego tropiciela absurdów prawnych Janusza Palikota oraz do Komisji Przyjazne Państwo, której jest członkiem. – Prawnicy sprawdzą, czy istnieje możliwość przygotowania zmian negatywnego stanu prawnego. Jeśli tak, to niewykluczone, że projekt trafi na posiedzenie komisji i zostanie przedyskutowany – zapewniono nas w biurze poselskim Palikota. Trzymamy zatem kciuki. Dodajmy, że zgodnie z obecnymi przepisami Janusz Palikot również jest potencjalnym przestępcą, gdyż jego blog – wraz ze znajdującymi się na nim linkami – działa nielegalnie.

Zastanawiam się, kiedy dziennikarze będą zadawać pytania o regulacje internetu w czasie organizowanych regularnie konferencji prasowych premiera i ministrów, a także przedstawicieli innych władz. To by było coś - gdzieś między pytaniami o aferę rozporkową, między pytaniami o to, czy minister sprawiedliwości ma długi (jak mawiają ekonomiści - lepiej mieć długi niż... krótki), między pytaniami o sprawy, które mogą zainteresować szeroko pojęty target mediów głównego nurtu, nagle pytanie stawiające prezesa rady ministrów przed problemem aktualnym, ale dla niego tak niszowym, że pewnie nie umiałby odpowiedzieć (chciałbym zobaczyć reakcję premiera na video).

A co z MMS-em? Linki do materiałów podałem, więc właściwie każdy ma szanse przeczytać treść art. 269b Kodeksu karnego. Sens jest taki: kto udostępnia innym dane umożliwiające dostęp do informacji przechowywanych w systemie komputerowym lub sieci teleinformatycznej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. W metrze warszawskim zaś podróżni mogli dziś zobaczyć to, co przesłał mi Jarek Lipszyc:

Infoscreen w warszawskim metrze z reklamą serwisu Wiadomości.24

Infoscreen w warszawskim metrze z reklamą serwisu Wiadomości24.pl. Mamy spory kłopot ze "społeczeństwem informacyjnym", bo niektórzy próbują penalizować to, co dla innych jest kwintesencją działania: człowiek jest zwierzęciem myślącym, komunikującym się z innymi. Coraz częściej zastanawiam się nad tym, czy nurt przyjęty w konwencji Rady Europy o cyberprzestępczości i w innych porywach legislacyjnych (w tym w polskim Kodeksie karnym), jest właściwy. Ilustracja w formie metrzańskiej reklamy serwisu internetowego wydawanego przez wydawcę, którego przedstawiciele głośno przekonują do istnienia problemu "kradzieży informacji" (jest i odpowiedź Wykop.pl; por. również Wydawcy prasy, internetowy clipping oraz "źródło internet") dodaje dodatkowego smaczku. Tak uważam. Podobnie jak to, że faktycznie wciąż dla wielu "Internet Explorer" (a to jego logo wykorzystano w tym materiale) jest synonimem Internetu.

Nie każdego stać na to, by się reklamować w metrze. Wiele ma wspólnego penalizacja "udostępnienia danych", model biznesowy serwisu Wykop.pl, banowanie użytkowników, którzy być może nieco zbyt natarczywie chcieliby podzielić się z innymi internautami "wygrzebanymi w Sieci własnymi linkami", również prawo autorskie, linki i ramki (frame), ale też znaki towarowe lub usługowe - niektóre będące w istocie wizualizacją adresu pozwalającego na dotarcie do informacji przetwarzanej w Sieci...

A na ilustracji we wstępie można zobaczyć QR Code - następcę kodu kreskowego (jednego z następców, bo jest więcej "standardów" w kategorii 2D barcodes), w którym można zapisać więcej informacji niż w "tradycyjnych" odpowiednikach. Japończycy, których telefony komórkowe wyposażone są standardowo w oprogramowanie do interpretacji (dekodowania) tych pixeli na język zrozumiały dla człowieka, podobno coraz chętniej korzystają z nowych możliwości. Ta nowa forma komunikowania trafiła do reklamy i na ulicach można znaleźć banery z tymi kodami. Kto zrobi zdjęcie - "automatycznie" będzie mógł uzyskać zakodowaną informację, bez żmudnego ich przepisywania (prosto, szybko, automatycznie). A to również... przełamanie zabezpieczeń(?). Szukając pixelowych kontekstów por. również "Nieśmiały cybernetyk potężne ekstrema poznawał" - podnieśmy poprzeczkę twórczości.

Jak to uregulować, by przepisy stanowiły precyzyjną cezurę tego co społecznie nieakceptowalne i tego, co jest udziałem wszystkich ludzi? Gdzie postawić granicę? Gdzie kończy się "włamanie", a zaczyna legalne korzystanie z informacji? Gdzie kończy się normalne korzystanie z informacji, a zaczyna jej "kradzież" (cóż z tego, że informacji nie można "ukraść", a jedynie się z nią zapoznać (zapoznawać, np. słuchać, oglądać), lub dać zapoznać się z nią komuś innemu, np. rozpowszechnić)? Czy coś jeszcze różni dziennikarzy, od dziennikarzy obywatelskich, poza tym, że wobec tych ostatnich wydawcy nie czują się w obowiązku ich wynagradzania, chociaż "generują" oni "content" równie dobrze nadający się do powieszenia reklamy? Taki potencjał reklamowy to ważna sprawa, w razie jego utraty (a to się mierzy w "real userach", niemal jak u Gogola w "Martwych duszach") można się przynajmniej z kimś pokłócić, albo przynajmniej ponapinać publicznie muskuły...

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Świetna metoda do

Świetna metoda do rozsiewania wirusów, trojanów i wrabiania w "posiadanie nielegalnych materiałów" te fotokody. Tylko czekać, jak pojawią się w milionach miejsc na każdej ulicy i robiąc zdjęcie znajomym na przystanku autobusowym, trzeba będzie ostro kręcić się, by nie "złapać" żadnego fotokodu z nieznaną akcją/zawartością.

fotokody - linki

akurat w tych fotokodach nie ma nic nowego groźnego[1] (bo działają one na zasadzie linków) - czyli teoretycznie widzimy gdzie nas zaprowadzą.

fn1. zagrożenie takie już po prostu jest

Komisja Przyjazne Państwo

Swego czasu pozwoliłem sobie na przesłanie maila do p. Palikota wskazując problem (a konkretnie - powołałem się na artukuły i ich komentarze zamieszczone w tym serwisie, a podlinkowane w treści tej notki), jednakże odpowiedzi się nie doczekałem. Mam tylko nadzieję, iż "cichaczem" wiadomość dotarła do odbiorcy, który ją przetrawił, a nie - na przykład - została uznana za spam.

A swoją drogą, oprócz nagminnego klikania przeze mnie w linki napotkane w sieci, przed chwilą skończyłem oglądać jedną z pozycji klasyki anime - Cowboy Bebop. Jak dobrze, że wyroki w Polsce się nie sumują, bo któryś biegły pewnie by się czegoś doszukał...

"precyzyjnych cenzur" wprowadzić się nie da

Maciej_Szmit's picture

(że dodam do rymu: "technika to nie prawo i stąd cala bieda" :))

Swojego czasu był taki atak na któryś z telefonów komórkowych (dla ustalenia uwagi przyjmijmy, że chodziło o firmę XYZ model 1234), który polegał mniej-więcej na tymże aby zawiesić telefon trzeba było wysłac sfabrykowaną wiadomosć e-mail z adresem zwrotnym o długości ponad 250 znaków zawierającym spację. Podóczas ze studentami informatyki wymysliliśmy jak brzmiałoby prawo karne komputerowe, gdyby pisali je informatycy. Bylo to mniej-więcej coś takiego:

"Kto dzialając w z góry podjętym zamiarze przeprowadzenia ataku DoS wysyła wiadomość SMTP o rozmiarze pola "reply to" niemniejszym niż 251 bajtów podając w tymże polu "reply to" adres zawierający jeden lub więcej znaków o kodzie ASCII równym heksadecymalnie 20 pod adresem posiadacza telefonu XYZ model 1234, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech"

Było by precyzyjnie i można by zrezygnowac z biegłych na rozprawie :) A wpisy na Bugtracku powinny od razu trafiać do komisji legislacyjnej obradującego on-line w trybie 24/7/365 sejmu :)

Po prostu prawo

Po prostu prawo kazuistyczne. Od wieków niewskazane do ustanawiania.

zbyt szczegółowe

maniak713's picture

Generalna idea słuszna, ale zbyt szczegółowa - z tego się robi jeden paragraf na każdy exploit i w efekcie sami siebie by musieli w końcu oskarżyć o "tworzenie prawa przekraczającego x pozycji co powoduje zawieszenie serwerów LEX-a" ;-).

wykwit negatywizmu

maniak713's picture

Jak to uregulować, by przepisy stanowiły precyzyjną cezurę tego co społecznie nieakceptowalne i tego, co jest udziałem wszystkich ludzi?

Nie da się. Z co najmniej dwóch powodów, których eliminacja jest wątpliwa (jeśli w ogóle wykonalna).

Powód pierwszy to brak woli i chęci ustawodawców. Na przykładzie istniejących przepisów widać wyraźnie, że nie chciało im się w ogóle zastanowić nad tym, co wpisują do KK. To nie jest pomyłka, to jest efekt braku jakiejkolwiek kontroli jakości. Bo i po co, wszak diety i tak wypłacą... a "troska" i "zaangażowanie" zostały wykazane.

Powód drugi wynika z samej istoty społeczeństwa oraz oczywistych problemów z poznaniem jego opinii. Społeczeństwo nie jest jednolite, co innego za dopuszczalne (albo i korzystne) uważam ja, a zupełnie co innego myśli "moherowa babcia". Kto ma słuszniejszą rację? I dlaczego ta lub inna racja jest słuszniejsza? Która jest najsłuszniejsza i powinna stanowić podstawę prawa?
Dodajmy do tego kwestię ustalenia co właściwie społeczeństwo myśli a temat staję się jeszcze bardziej kłopotliwy. Jest wiele dziedzin, w których członkowie społeczeństwa deklarują jedno a postępują zupełnie niezgodnie z deklaracją. Nie można też zapominać o tym, że często jedna grupa społeczna ma interes sprzeczny z drugą.

Gdzie postawić granicę?

Gdziekolwiek by jej nie postawić, ktoś będzie niezadowolony.

Moim zdaniem, trzeba znaleźć jakiś obiektywny wskaźnik - pewne działania są niewątpliwie szkodliwe i tylko ich należy zabronić. Jednak tych ewidentnie złych rzeczy jest relatywnie niewiele zaś wiele innych postępków uważanych jest przez tę czy inna grupę społeczną za szkodliwe i godne zakazu. Zabronienie wszystkiego co ktoś uważa za złe doprowadzi do prawa zabraniającego praktycznie wszystkiego bo pewnie i ten komentarz komuś "nie leży". Z drugiej strony, pozwolenie na absolutnie wszystko też nie jest rozwiązaniem...

Jako taki obiektywny wskaźnik osobiście uznałbym "aktywne działanie w celu wyrządzenia szkody". Przy czym szkoda musiałaby być faktyczna i dowiedziona, nie na zasadzie że coś się "uznaje za szkodę". Oczywiście przyjęcie takiego założenia zdecydowanie by zredukowało katalog zbrodni i pozwoliło prawdopodobnie na wiele spraw obecnie zabronionych, jednak uważam, że te naprawdę niezbędne do zwalczenia można by zwalczać nadal jednocześnie eliminując sytuację, gdy ktoś może być karany za popełnienie przestępstwa przeciwko sobie. Pomarzyć sobie można...

co do semacode to moja n95

co do semacode to moja n95 fabrycznie miala programik wgrany :)
rzecz genialna i bardzo uzyteczna - na pewno z czasem bedzie bardziej popularna

Semacode, a fotokody

W Polsce nie stosuje sie semacode, chociaż sporo telefonów ma fabrycznie zainstalowane oprogramowanie czytajace QR Code, Semacode i Datamatrix. Jak wiadomo jesteśmy lepsi i nie musimy stosować się do ogólnie przyjętych standardów ISO. Fotokody to datamatrix, ale zamiast przechowywać czytelny na całym świecie URI, przechowuje numer, który aplikacja od operatora odpowiednio interpretuje (przekierowuje na stronę internetową operatora, która przekierowuje użytkownika dalej).

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>