TransparencyCamp Polska w kinie Wisła

Dziś odbyła się konferencja TransparencyCamp Polska (sygnalizowałem ją w zapowiedziach). Jestem wielkim fanem Sejmometru i trzymam kciuki za powodzenie tego projektu. Mniej więcej to właśnie miałem na myśli, gdy w swoim czasie pisałem Przejmujemy państwo, a potem nawet nawoływałem do przejęcia państwa. Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych, zgodnie zresztą ze swoją wcześniejszą zapowiedzią, wtyka "kij w mrowisko" i twierdzi, że jeśli ktoś bierze udział w dyskusji na temat procesu legislacyjnego, to jest osobą publiczną, a to ma swoje konsekwencje w sferze prywatności.

Generalnie zapytałem, czy ta teza będzie miała zastosowanie do wszystkich dyskusji o procesie legislacyjnym (np. pozostawiając komentarz w serwisie Onet.pl, lub Gazeta.pl, pod artykułem na temat jakichś projektowanych zmian w ustawie)? Bo jeśli mamy prawo dowiedzieć się, kto bierze udział w dyskusji o zmianach prawa, to konsekwencją musi być - to mój wniosek - że nie ma prawa do anonimowości, w szczególności ustawowej. Prawo do anonimatu wynika zarówno z prawa autorskiego jak i prawa prasowego. Jeden celnie wymierzony felieton może nieźle namieszać w procesie legislacyjnym. Przypuszcza to każdy, kto zaczytuje się Orsonem Scottem Cardem.

Właściwie wypadałoby podlinkować stronę konferencji, a zaraz potem odnotować informacje, że PAP opublikował częściowe podsumowanie dzisiejszej konferencji: Transparency Camp: konferencja o dostępie do informacji publicznej. W tej depeszy sporo miejsca poświęcił omawiając moje wystąpienie (Dostałem 5 akapitów, a GIODO tylko 3! Coś czuję, że będą z tego kłopoty.)

W każdym razie PAP tak kończy relację o moim wystąpieniu:

Waglowski zwracał też uwagę na uzależnienie rządowych serwisów od komercyjnych technologii, np. korzystanie z map Google. Pytał, czy wszystko byłoby w porządku, jeśli na stronach rządowych zamiast logo Google pojawiło się logo Gazpromu albo reklama prezerwatyw.

Zwrócił tez uwagę, że urzędnicy, umieszczając dane na mapach tworzonych przez komercyjne serwisy, pracują na rzecz takich firm, np. usprawniając ich pracę.

Wszystko to prawda. Ale też trzeba dodać, żeby było wszystko jasne - mnie nie chodzi o to, by zabierać firmom możliwości działania (w końcu wspieram IAB Polska, a to związek pracodawców branży internetowej, do którego należy też Google, a poza tym sam jestem przedsiębiorcą). Chodzi tylko o ustalenie jasnych zasad gry, których branża będzie się mogła trzymać.

Zresztą argumenty tego tematu dotyczące wielokrotnie w tym serwisie się pojawiały (por. Policja: PR, statystyki, tabloidyzacja i kolejne komentarze oraz linki w tym wątku).

Koleżanki i koledzy z Stowarzyszenia Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich, które było organizatorem konferencji, zapowiedzieli, że nagrania video za jakiś czas będą dostępne w internecie.

Ach! Jeszcze Sejmometr tworzony przez Fundację ePaństwo. Wygląda coraz fajniej, a jeszcze niebawem będą dostępne nowe "widoki". Być może będzie można zapisać się na "wall-a" (jak na Facebooku) danego posła, by dowiadywać się o tym, czy przejawił w Sejmie jakąś nową aktywność.

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Każdy jest w jakimś sensie osobą publiczną

DiskDoctor's picture


Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych, zgodnie zresztą ze swoją wcześniejszą zapowiedzią, wtyka "kij w mrowisko" i twierdzi, że jeśli ktoś bierze udział w dyskusji na temat procesu legislacyjnego, to jest osobą publiczną, a to ma swoje konsekwencje w sferze prywatności

Ta kwestia interesuje mnie od dawna ponieważ niesie ze sobą w moim przekonaniu zagrożenia.

Art. 81 ustawy papp stanowi, że do pozaumownej publikacji wizerunku niezbędne są dwie przesłanki: (1) osoba musi być powszechnie znana oraz (2) wizerunek musi być wykonany w trakcie pełnienia funkcji publicznych. Więc ja to rozumiem tak, że rzeczone uczestnictwo w debacie legislacyjnej powoduje, że dana osoba zaczyna przez to "pełnić funkcję publiczną". Oprócz tego, że to utożsamienie jest dyskusyjne (choć niestety wyliczenie w ustawie ma charakter otwarty), warunkiem koniecznym do uwolnienia wizerunku jest dodatkowo fakt bycia osobą powszechnie znaną.

A to już można podważyć ankietą badającą na ile dana osoba jest rozpoznawalna publicznie (via CBOS/OBOP/PENTOR i inne).

Nie zmienia to faktu, że sformułowanie ustawowe jest szkodliwe, ponieważ pozbawia wiele osób nie związanych z państwem (biznesmeni) kontroli nad własnym wizerunkiem.

Dyrektywa PSI

Ciekawi mnie co mowil Pan Maciej Groń o (nie)implementacji Dyrektywy o ponownym wykorzystaniu informacji publicznej. A przy okazji tego tematu - czy cos w rodzaju portali z danymi publicznymi do wykorzystania (jak data.gov.uk etc) w Polsce sie pojawia/planuje?

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>