Koncern chce zaufać swoim klientom?

Koncern Emi - jeden z gigantów na rynku wydawnictw muzycznych - postanowił w pewien sposób zmienić dotychczasową politykę w zakresie dystrybucji muzyki online. Otóż ma być tak, że część utworów muzycznych będzie sprzedawana w internecie bez zabezpieczeń takich jak DRM (ale drożej), część zaś ("premium") ma być dystrybuowana w postaci zabezpieczonej - jak dotychczas. Krytycy zaś twierdzą, że relacjonujący krok EMI dziennikarze i czytelnicy doniesień na temat "nowego otwarcia" dali się oszukać.

Jak pisze BBC w tekście EMI takes locks off music tracks - każdy z utworów w internetowym katalogu EMI będzie dostępny w wersji "premium". Będą też wersje niezabezpieczone, ale w porównaniu z tymi, obarczonymi DRM'em będzie - poza ceną - również różnica jakości. Jakość niezabezpieczonych utworów ma być... lepsza w porównaniu do tej, która oferowana jest dziś.

W wypowiedziach oblikowanych na ten temat można przeczytać, że to konsumenci zwracali uwagę EMI na niedogodności związane ze stosowanymi zabezpieczeniami. Konsumenci pragną mieć możliwość odsłuchiwania muzyki na dowolnym odtwarzaczu, co przy stosowaniu różnych technik zabezpieczających staje się coraz bardziej utrudnione. Jednocześnie EMI uważa, że konsumenci zapłacą nieco wyższą cenę za taką muzykę, którą da się odsłuchać na dowolnym urządzeniu odtwarzającym. Jak wynika z komentarzy pochodzących od internetowych dystrybutorów muzyki - pliki bez zabezpieczenia sprzedają się lepiej niż te, których odtwarzanie obarczone jest restrykcjami.

Opisywany ruch nie oznacza wcale zaprzestania przez EMI walki z tzw. piractwem. Wedle Erica Nicoli, szefa EMI, nadal aktualne są wcześniejsze tezy dotyczące polityki walki z niezgodnym z prawem rozpowszechnianiem muzyki: korporacji chodzi o to, by udostępnić legalne źródło utworów w przystępnej cenie i w możliwie wygodny dla odbiorców sposób.

Universal Music nie chciał komentować posunięcia EMI dla Macworld, Warner oraz Sony BMG nie odpisały na prośby o komentarz. Dlaczego wskazuje Macworld? Ano dlatego, że oświadczenie EMI zostało wydane wespół z Apple, a zostało wydane po fali protestów konsumenckich, o których pisałem m.in. w notatce DRM, niekompatybilność i konsumenci - wzbiera fala protestu. Przeczytacie tam o działaniach podejmowanych przez rzeczników praw konsumentów z Norwegii, Szwecji, Danii i Finlandii, oraz o liście otwartym Stevea Jobsa z Apple, który starał się wytłumaczyć klientom sklepu iTunes, że to nie jest wina Apple, że sprzedaje muzykę w takiej, a nie innej postaci. Tłumaczył, że on jest jedynie pośrednikiem, który również związany jest umowami z wydawnictwami muzycznymi, a te oferują muzykę w takiej, a nie innej formule.

Dziś komentatorzy twierdzą, że decyzja o zmianie modelu biznesowego jest nieodwracalna i może zaostrzyć walkę konkurencyjną na rynku muzycznym. Za EMI (które zajmuję trzecią pozycję na tym rynku) mogą pójść pozostałe wydawnictwa. Jednocześnie słuchać komentarze, że krok EMI w znaczny sposób zmieni sytuację: podobno jesteśmy bliżej zrealizowania się wizji rewolucji społeczeństwa informacyjnego.

Pojawiają się jednak również komentarze krytyczne. Charlie Demerjian na łamach the Inquirer opublikował tekst Apple/EMI DRM deal is a big bad joke, a w nim wyraża pogląd, iż działy Public Relations pogrywają z publicznością "jakby grały na bębenku". Zwraca uwagę na wydźwięk przekazu: EMI i Apple zaoferowały, że za cenę 30 centów na utworze można będzie legalnie podnieść jakość dotychczas posiadanych kawałków (do 256 Kbps z dotychczasowych 128 Kbps - por. Bitrate w dyskusji o prawie autorskim) i pozbyć się DRM. Tymczasem - na co zwraca uwagę - nie ma tu żadnego "upgrade'u". Tu chodzi o dwa różne produkty. Albo klient zapłaci 30 centów i uzyska "kawałek" w lepszej jakości (ale jednak to jak druga sprzedaż tego samego, co już raz konsumentom sprzedano, tyle, że sprzedano z niekompatybilnym DRMem), albo będzie korzystał z wcześniej nabytych utworów, które po "nowym otwarciu" można kupić w tej samej cenie co dotychczas, i nadal w pełni DRMem "zainfekowane". Zdaniem Demerjiana EMI oraz Apple znalazły sposób, by nic nie dając od siebie ściągnąć z rynku dodatkowe pieniądze.

Niezabezpieczone pliki mają być sprzedawane w formacie AAC (Advanced Audio Coding), co oznacza (jak czytam w komentarzach), że - owszem - użytkownicy iPodów będą się cieszyć, ale użytkownicy Sandisk'ów - niekoniecznie. Nic nie usłyszą w głośniczkach i słuchawkach również użytkownicy odtwarzaczy, których producentami są Cowon, Creative, Philips, Sandisk, oraz Toshiba. Producenci ci nie wspierają formatu AAC, a właśnie w takim formacie mają być sprzedawane wolne od DRMów utwory...

O "rewolucyjnym kroku" EMI oraz Apple czytaj również w następujących źródłach:

Podobne doniesienia i komentarze gromadzę w działach DRM oraz prawo autorskie niniejszego serwisu.

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Jaki problem z AAC?

Przeciez jest mnostwo programow konwertujacych formaty plikow dzwiekowych - w tym takze open source'owych - i pliki w formacie AAC da sie bez problemu przekodowac np. na MP3. Fakt, ze to troche dodatkowej roboty dla posiadacza odtwarzacza, ale nie mozna powiedziec, ze dla uzytkownikow takich odtwarzaczy ta oferta jest niedostepna. Tu jest wlasnie zaleta braku DRM, bo pliki bez DRM-a zawsze da sie przekodowac z jednego formatu na inny...
A format AAC pewnie wybrali specjalnie takze i po to, zeby troche utrudnic dostepnosc niezabezpieczonej muzyki - gdyby to byly niezabezpieczone MP3, to pewnie juz malo kto by u nich kupowal wersje z DRM... A tak to przynajmniej trzeba wiedziec jak przekodowac...

Kup pan cegłę

No to sobie znaleźli sposób, by zgarnąć więcej kasy za to samo. To tak jakby kelner w restauracji pobierał większe opłaty za zupę, do której nie napluje :P I jeszcze wszystko ma być wymuszane stanem prawnym ;P

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>