Nowela uśude: Dlaczego zabiegacie o półśrodki, jeśli informacja "chce być wolna"?

Dziś od rana dziennikarze pytają mnie o nowelizację ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Generalnie chodzi o to, że nowela miała trafić pod obrady Rady Ministrów w zeszłym tygodniu, ale trafiła na następne posiedzenie rządu. Minister Boni spotkał się niedawno z "środowiskami twórczymi" i po tym spotkaniu postanowił bronić na Radzie Ministrów nowelizacji bez przepisu, który zwalniałby "wyszukiwarki" z odpowiedzialności. Pojawiło się kilkanaście komentarzy. Nie wiem, czy jest sens odnosić się do wszystkich, a prace nad tą nowelizacją relacjonowałem na tych łamach regularnie. I to od 2008 roku (MAiC dziś sygnalizuje jedynie prace w tej kadencji Sejmu, a przecież prace nad tymi propozycjami zaczęły się jeszcze w ubiegłej kadencji - te propozycje, które dziś ponownie poruszają wyobraźnie komentujących, pojawiły się nawet przed rozpoczęciem w Sejmie prac nad poprzednia nowelą uśude). A tytuł niniejszej notatki jest oczywiście przewrotny.

Na stronie Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji można znaleźć treść odpowiedzi, która odnosi się do skierowanego do ministra Boniego apelu "twórców" (celowo pisze w cudzysłowie, bo przecież sam jestem twórcą, wiadomo). Na stronach MAiC można znaleźć też tekst Nowelizacja ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną (UŚUDE) na posiedzeniu rządu. Ten ostatni zaczyna się od słów:

Projekt nie wprowadzi ograniczenia odpowiedzialności wyszukiwarek. Jasne, jednolite zasady, na jakich bezprawne treści (w tym naruszające prawa autorskie) powinny być usuwane z internetu, a także nowa regulacja dla firm świadczących usługi odesłań do linków – to najważniejsze zapisy ustawy o świadczeniu e-usług, jaki minister administracji i cyfryzacji Michał Boni przedstawił na dzisiejszym posiedzeniu Rady Ministrów. Nowelizacja przewiduje również cały pakiet zmian korzystnych dla dostawców jak i korzystających z usług elektronicznych.

Ja w tym serwisie o pracach nad nowelizacją uśude w tej kadencji Sejmu (dokumenty można znaleźć na stronach RCL) pisałem m.in. w tekstach:

Właściwie, to chciałbym tu jeszcze wspomnieć o samym początku prac nad tą nowelizacją. Szczęśliwie się złożyło, że we wrześniu 2008 roku byłem w Sejmie z kamerą i nagrywałem materiał z prac nad poprzednią nowelizacją ustawy. Mam zatem materiał wideo, w którym widać początek tego, co dziś zbliża się do finału. Gdyby kogoś to interesowało, to zachęcam do przyjrzenia się nagraniu, które znaleźć można przy tekście To był piękny mecz i "zdecydowanie odnosi się to do usługi": relacja z podkomisji sejmowej. To tylko 55 minut - o propozycji dodania art 12 prim mowa w 10 minucie tego nagrania.

Historia tych propozycji związanych z odpowiedzialnością wyszukiwarek sięga poprzedniej kadencji Sejmu (całość prac nad poprzednią nowelą zarejestrowałem na wideo i linki do poszczególnych relacji można znaleźć w tekście Świadczenie usług drogą elektroniczną po drugim czytaniu (14+55+17+34=120) - to równanie odnosi się do minut poświęconych w Sejmie na przejście całej noweli przez poszczególne etapy sejmowe i odpowiada minutom nagranego przeze mnie i udostępnionego w Sieci materiału wideo).

Generalnie w tamtym procesie legislacyjnym, w którym wcześniej prowadzono wiele spotkań i konsultacji publicznych, dr Wiewiórowski, dzisiejszy Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych, występował jeszcze jako dyrektor departamentu informatyzacji MSWiA. Dla dobra przygotowanej w rządzie nowelizacji (potrzeba dostosowania przepisów do wymogów unijnych) strona rządowa wybroniła "wrzucenie" do poprzedniej nowelizacji niektórych propozycji "strony społecznej" - w tym tych, które dotyczyły odpowiedzialności za linki czy wyszukiwarki. Zgodnie z rządową obietnicą złożoną na tych komisjach i podkomisjach - zaraz po przejściu przez Sejm tamtej noweli - rozpoczęto prace nad nową nowelizacją ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. A pamiętam, że po wówczas prowadzonej nowelizacji propozycje "strony społecznej" (czyli - akurat w tym przypadku - biznesowej) MSWiA postanowiło poddać naprawdę wnikliwym konsultacjom publicznym. Zorganizowano dziesiątki spotkań, przeanalizowano projekt ze wszystkich stron. Potem to było wałkowane po Rejestrze Stron i Usług Niedozwolonych - kolejne kilka spotkań temu poświęconych. Potem dyskutowaliśmy o tych propozycjach przy okazji spotkań z Premierem, potem przy okazji zamieszania związanego z audiowizualną usługą medialną na żądanie, potem przy okazji ACTA. W sumie dziesiątki spotkań z setki godzin rozmów, nie wiem ile kartek z opiniami, stanowiskami.

To zamieszanie, które dziś obserwujemy, świadczy tylko o tym, jak wielkie interesy ścierają się przy okazji propozycji ustalenia zasad odpowiedzialności za działalność w Sieci.

Pytany dziś o ustawę sygnalizowałem, że generalnie chodzi tu o zrównoważenie praw i obowiązków, o doprecyzowanie procedury notice and takedown (co to jest wiarygodna wiadomość, ile powinno być czasu na reakcję, itp)... Mówiłem też dziś mediom, że zrezygnowanie w projekcie z wyłączenia odpowiedzialności wyszukiwarek oznacza, że takie wyłączenie nie zostanie wprowadzone, a więc w tym obszarze nic się nie zmieni w stosunku do tego, co jest dziś. Dlatego tytuł tekstu Marcina Maja, czyli Wyszukiwarki będą miały trudniej, bo artyści poskarżyli się Tuskowi na Boniego, może nieco wprowadzać w błąd (nota bene - Marcin też odnotował - za MAiC - że prace trwają od 2010 roku, podczas gdy - jak sygnalizowałem wyżej - prace trwają znacznie dłużej). Dlaczego "wyszukiwarki będą miały trudniej"? No, bo nie będą miały łatwiej - o co przecież zabiegają, a co dla mnie zrozumiałe (każdy myśli o sobie, tylko ja myślę o mnie). Mówiłem dziś też dziennikarzom - tak jak wcześniej pisałem - o wahadle, które za daleko odepchnięte za kilka chwil wróci do biznesu internetowego i zrzucić go może z łódki. Przypomnę tamtą figurę retoryczną z grudnia 2012 roku, a właściwie przywołany tam komentarz z listopada 2012 roku:

Moim zdaniem nie jest w interesie hostów taka nowelizacja, która doraźnie zwolni ich z odpowiedzialności całkowicie. Dlatego, że są słuszne interesy - jak uważam - które wymagają drogi do pozwania hosta za prezentowane (przechowywane treści) i takie interesy znajdą (powrót wahadła) posłuch u ustawodawcy, co w efekcie spowoduje zmarnotrawienie pieniędzy wydanych (na podstawie pierwszej nowelizacji) na system obsługi zgłoszeń i konieczność dalszych inwestycji po powrocie wahadła. Nie wiadomo też, czy wahadło nie pójdzie daleko poza na drugą burtę, co właśnie będzie skutkowało zatopieniem paru serwisów.

Poza tym rozumiem, że ustawowe zwolnienie z jakiejkolwiek odpowiedzialności może być atrakcyjne. Zastanawiam się, w jaki sposób zaproponować, by w ustawie ktoś napisał, że Piotr Waglowski nie ponosi odpowiedzialności za swoje działania/zaniechania. Ponoszenie odpowiedzialności to ryzykowna sprawa. Dużo łatwiej by mi się żyło, gdyby mnie ustawodawca z takiej odpowiedzialności zwolnił. Ale wiem również, że jeśli w wyniku moich działań doszłoby do jakiegoś kataklizmu, to potem wahadło pewnie by powróciło i znalazłyby się siły, które przekonałyby Sejm do nałożenia szczególnych obowiązków na każdego, kto ma na imię Piotr.

Alternatywą rozwiązania zasad odpowiedzialności, która bardzo by się nie spodobała hostom, a znana jest w polskim systemie prawnym (przykładowo - art. 435 Kodeksu cywilnego), jest odpowiedzialność na zasadzie ryzyka.

Ten postulat o zwolnieniu mnie z odpowiedzialności za cokolwiek, może chyba mieć teraz jeszcze większą wagę, skoro zostałem proklamowany przez Dziennik Gazeta Prawna najbardziej wpływowym prawnikiem w Polsce w minionym okresie rozliczeniowym... Czy jestem na tyle wpływowy, by "wpisać" w ustawę zwolnienie mnie, z imienia i nazwiska, z jakiejkolwiek odpowiedzialności za cokolwiek?

Dziś mam nową figurę retoryczną. To jest odpowiedź dla tych wszystkich, którzy publicznie oburzają się na wykreślenie z projektu nowelizacji wyłączenia odpowiedzialności "wyszukiwarek" (nota bene: wyszukiwarka niczym nie różni się od serwisu VaGla.pl, gdzie też jest wyszukiwarka; tu też jest "front end", tu też formularz do zadawania pytania, tylko swoją bazę danych zasilam w inny sposób niż ci, którzy zasysają internet do siebie, by potem na rekordach bazy przeprowadzać operacje i prezentować na ich podstawie różne treści na swojej stronie). A wspomniana odpowiedź dla tych, którzy alarmują dziś o wprowadzaniu cenzury, brzmi tak:

Dlaczego właściwie część z biorących udziału w debacie publicznej zadowala się półśrodkami? Dlaczego mamy zwolnić z odpowiedzialności jedynie wyszukiwarki? Idźmy dalej. Zwolnijmy wszystkich z odpowiedzialności za tworzenie/przekazywanie/przechowywanie informacji. Można by powiedzieć wszystko, opublikować, podlinkować cokolwiek. Prawo autorskie przestanie istnieć, podobnie przepisy o ochronie znaków towarowych. Przestanie istnieć ochrona prywatności, ochrona przed nieuczciwą konkurencją. Przestaną obowiązywać zakazy reklamy, w tym tej "uciążliwej". Dlaczego mamy zabronić spamu? Przy zniesieniu odpowiedzialności za informacje przestaną istnieć przepisy o zniesławieniu, pomówieniu, naruszeniu dóbr osobistych, propagowaniu takiego lub innego systemu, informacyjnym chronieniu państwa i jego urzędników, w tym prezydenta. Publikowanie zdjęć dzieci? Dlaczego nie? Zdjęcia dorosłych w trakcie czynności seksualnych zrobione bez ich wiedzy i zgody? Czemu mamy zakazywać hackingu i tworzyć odpowiedzialność za "sabotaż informatyczny"? Idąc dalej niż tylko do półśrodków nie będzie trzeba stosować tych przepisów o obowiązkach informacyjnych, które po całym systemie są porozsiewane. Wystarczy tylko wziąć głęboki oddech i hop w odmęty społeczeństwa prawdziwie informacyjnego.

Kto ma zrozumieć tę figurę retoryczną, ten zrozumie.

I na zakończenie zacytuję wpis Marka Jerzego Minakowskiego, który opublikował go dziś na Facebooku:

Dowcip sezonu. Zadzwonił dziennikarz "Metra" bym się wypowiedział o nowelizacji UŚUDE. Poradziłem żeby spytali Piotra VaGlę Waglowskiego, bo ja wypowiadam się do prasy tylko o rzeczach, na których się dobrze znam. On na to, że VaGla nie jest obiektywny, bo reprezentuje stronę rządową (jako członek Rady Informatyzacji). ROTFL.

A tu trzeba dopowiedzieć, że nie tak dawno Metro opublikowało tekst Rząd chce ograniczyć łamanie prawa w sieci. Ustawa niedługo trafi do Sejmu. Tam przywołano moją wypowiedź:

- Chodzi głównie o ułatwienie dochodzenia roszczeń za naruszenie praw autorskich czy umieszczanie w internecie informacji objętych tajemnicą państwową lub firmową. Musimy wyważyć prawo do wolności w internecie i prawo do obrony osób, których prawa w internecie naruszono - podkreśla Piotr Waglowski, członek rady informatyzacji, która doradza ministrowi cyfryzacji.

Dostałem nawet pytanie ze strony jednego z urzędników MAiC, czy rzeczywiście powiedziałem to, co tu napisano. Odpowiedziałem, że tłumaczyłem dziennikarzowi istotę nowelizacji przez bodaj pół godziny. Wybrano taki fragment. Generalnie się z nim zgadzam, chociaż oczywiście jest to pewne uproszczenie. Tu trzeba dodać, że dziennikarz wybrał sobie jedną z moich potencjalnych afiliacji, czyli Radę Informatyzacji. Ja generalnie, jeśli wypowiadam się do mediów, to robię to jako autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet.

A zupełnie już kończąc mam taką drobną uwagę: to, że rząd przyjmie lub nie przyjmie projektu w takim lub innym kształcie, to wcale nie znaczy, że w Sejmie nad nim nie będą potem ludzie pracować i organizować wycieczki tej lub innej "strony społecznej" i zabiegać o swoje. Nie ma grabi "od siebie", a każdy ciągnie w swoją stronę.

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Zastanawia mnie jedno...

Teraz mamy projekt ustawy, który daje termin reakcji na zgłoszenie wynoszący 3 dni i dotyczy to także wyszukiwarek, które nie wybierają odbiorcy, działają w oparciu o algorytmy itd.

Jeśli wyszukiwarki wpadły do "zasad ogólnych" to czy nie powinno się dać trochę więcej czasu na przetwarzanie zgłoszeń? Posiadacze praw autorskich potrafią zgłosić bardzo wiele treści do usunięcia jednorazowo i jakoś nie chce mi się wierzyć, że zasadność tych zgłoszeń będzie uważnie badana w przypadku serwisów, w których ogrom linków generowany jest automatycznie.

Ja nigdy nie wątpiłem w mechanizm notice and takedown, ale ustalając szczegóły w zakresie procedur można za mocno dokręcić śrubkę.

Wyszukiwarki

W kwestii zasad działania wyszukiwarek:

- czy jest już jednolite stanowisko mówiące o nielegalności umieszczania LINKU do "nielegalnej" treści (zwłaszcza przez zautomatyzowany algorytm)? Ja kojarzę spory na ten temat, więc być może wyszukiwarki powinny raczej dążyć do obrony stanowiska "link sam w sobie nie może być nielegalny", a nie stanowiska "ogólnie nie można, ale my możemy".

- 3 dni to wystarczający czas pod następującymi warunkami:
a) Jak się nie zdąży zanalizować wniosku, to zablokować do czasu zanalizowania
b) Prowadzić statystykę wniosków. Jak wyjdzie, że w znaczącym % wypadków dana organizacja nie miała racji, to wszelkie wnioski z jej strony powinny trafiać do kategorii "nie wiarygodne" i tyle.
c) Kwestia odszkodowań za błędne zgłoszenia (czyli pomówienia) ?

Warunek a) praktycznie

Warunek a) praktycznie podważa sens ustalania terminów.

Druga rzecz...

...że Twój argument przytoczony na końcu tekstu zawsze można odwrócić. Po co zadowalać się półśrodkami takimi jak notice and takedown? Zróbmy "czysty internet", taki jak chciał Sarkozy, albo taki jaki jest w niektórych autorytarnych państwach. Niech "mądrzejsi" decydują co w internecie może istnieć a co nie...

Przesadzam? Pewnie tak, ale właśnie "półśrodki" są tym, co pozwala na jako takie kontrolowanie wahadła.

Odpowiedzialność wyszukiwarki? Czy na pewno?

Ja bym podszedł do tematu nieco inaczej. Dlaczego dyskutujemy o tym czy wyszukiwarki mają lub nie mają być zwolnione z odpowiedzialności? Ja bym raczej w kierunku zastanowienia się czy link do materiału chronionego narusza w ogóle czyjeś prawa. Drogą z odpowiedzialnością wyszukiwarki za linki możemy zajść w miejsca do których dojść nie chcemy. Np jest sobie strona katalogująca opuszczone obiekty - potencjalne źródło wiedzy o lokalizacji dużej ilości niepilnowanego złomu. Czy autor może być pociągnięty do odpowiedzialności za kradzieże tego złomu? Czy powinien? W mojej ocenie nie. Dlatego do odpowiedzialności należy pociągnąć usługodawcę, który ten materiał udostępnia (osobę która kradnie złom), a nie tego który do niego linkuje (osobę katalogującą obiekty).

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>