Genetycznie modyfikowane "społeczeństwo informacyjne"

Wypada odnotować dyskusję, która odbywa się przy okazji uchwalenia przez Sejm ustawy z 9 listopada 2012 r. o nasiennictwie. Chodzi oczywiście o dyskusję na temat organizmów modyfikowanych genetycznie - Genetically Modified Organisms (GMO). Dziś przed Pałacem Prezydenckim protestowali przeciwnicy GMO. Ten spór jest interesujący, gdyż jedna i ta sama treść proponowanej ustawy powoduje różne jej interpretacje. Przeciwnicy GMO uważają, że ustawa (jeszcze nie została przez Prezydenta podpisana) pozwoli na legalne używanie genetycznych modyfikacji w żywności. Kancelaria Prezydenta zaś twierdzi, że ustawa zablokuje możliwość "wejścia GMO do Polski". A co to ma wspólnego ze społeczeństwem informacyjnym i problematyką poruszaną w tym serwisie? Wydaje mi się, że sporo.

Dla mnie dyskusja o GMO jest interesująca, ponieważ dotyczy informacji - informacji zaszytej w kodzie genetycznym żywności. W kontekście rozwoju technologii i zabiegania o "innowacyjność" mam wiele obaw związanych z ochroną prawną poczynionych w żywności modyfikacji. Nie chodzi o to, czy taka żywność komuś smakuje, ale np. o to czy ktoś będzie dawał rolnikowi licencje na ziarno, które będzie rodziło inne ziarno, ale takie, które nie będzie nadawało się potem do siewu. Dla mnie to dyskusja o kontroli produkcji żywności, o tym kto będzie miał monopol (prawny, czy faktyczny - ten ostatni np. wówczas, gdy zmodyfikowany materiał skutecznie "zainfekuje" inne odmiany). Ktoś, kto zyska w sposób bezpośredni lub pośredni ochronę prawną dotyczącą modyfikacji genetycznych żywności - taki ktoś będzie potrafił kontrolować całe społeczeństwo.

Zdaję sobie sprawę z tego, że biotechnologia może przyczynić się do produkcji takich odmian roślin i zwierząt, które będą "ekonomicznie" bardziej wydajne: burak, który łatwo się uprawia, a daje więcej wartości odżywczych, zboże, które jest odporne na pestycydy, krowa, dająca więcej mleka, albo więcej mięsa. I tak dalej. Przed erą manipulacji genetycznych do takich efektów dochodzono metodą żmudnych krzyżówek, prób i błędów, niejako "naturalnie". Dziś możliwe jest wszczepianie roślinom np. wybranego genu określonego owada i uzyskiwanie efektów niejako na skróty. Przy czym - jak pokazuje np. dokument Świat Według Monsanto - modyfikacje mogą wynikać np. z chęci dostosowania technologii uprawy do właściwości oferowanych przez "właścicieli technologii" innych produktów wykorzystywanych w takiej technologii (skoro przedsiębiorstwo oferuje na rynku środek chwastobójczy, który w istocie zabija wszelkie rośliny, uodpornienie odmiany rośliny uprawnej na taki środek pozwala na zaproponowanie rolnikom całego procesu technologicznego uprawy).

To dyskusja interesująca, gdyż chodzi w niej również o to, czy informacje o modyfikowaniu żywności należy umieszczać na opakowaniach takiej żywności, albo w kampaniach promocyjno-reklamowych modyfikowanych genetycznie produktów. Chodzi zatem o szczególny obowiązek informacyjny związany z GMO.

W tej dyskusji pojawiają się nowe słowa, które przypominają trochę nowomowę znaną z dyskusji o prawie autorskim, albo szerzej - z dyskusji o społeczeństwie informacyjnym. Mam na myśli określenie "biopiractwo". Pojawiają się też inne określenia, jak np. "skażenie genetyczne" (nota bene - sama ustawa posługuje się określeniem "erozja genetyczna"). Problematyka jest skomplikowana, zatem w dyskusji zaczynają pojawiać się określenia wytrychy, które mają za zadanie w prostszy sposób oddawać proponowany obraz zjawisk. To łatwo może prowadzić do manipulacji. Społecznemu porozumieniu w sprawie GMO nie służy też stopień komplikacji przepisów prawa, które tego zagadnienia dotyczą lub mają dotyczyć. Nie sprzyjają też mu nie dość przejrzyste metody podejmowania decyzji w sprawie dopuszczenia do obrotu określonych produktów czy korzystania z określonych technologii... Z tym wiążą się też kwestie replikacji wyników badań naukowych (kto będzie zatrudniał naukowca, który sygnalizuje problemy z technologią produkowaną przez pracodawcę?), a także tzw. "obrotowe drzwi" karier osób potrafiących odnajdować się w zawiłościach zagadnienia (podlinkowany materiał nawiązuje do przenikania się administracji publicznej z aktywnością biznesową: zajmowanie decyzyjnych stanowisk w administracji wprost z gabinetów producentów technologii i odwrotnie: lądowanie w gabinetach biznesowych po przygodzie w administracji publicznej).

Co do ustawy - można prześledzić proces legislacyjny wniesionego przez Prezydenta RP jej projektu. Treść ustawy przekazany do Senatu można znaleźć na stronach Sejmu. Zgodnie z tą ustawą zmieniono też - chociaż to nie jest najistotniejszy element normatywny - ustawę 18 grudnia 2003 r. o ochronie roślin (chodzi o zakres kompetencji Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa, w zakresie kompetencji której ma być "kontrola przestrzegania zasad i obowiązujących wymagań w zakresie wytwarzania, oceny, przechowywania, obrotu i stosowania materiału siewnego, w tym modyfikowanego genetycznie").

Jak wspomniałem - dziś przed Pałacem Prezydenckim odbyły się demonstracje: GMO sieje zło! Celebryci wśród protestujących przeciw żywności modyfikowanej.

Również dziś na stronach Kancelarii Premiera opublikowano notatkę pt. GMO: pytania i odpowiedzi ws. zmian w ustawie o nasiennictwie. Kancelaria twierdzi, że "nie otwierają drzwi dla GMO w Polsce" i "obala mity":

1. Jakie jest stanowisko polskiego rządu ws. GMO?
Polski rząd jest przeciw GMO. Już w 2008 r. zostało to zapisane w ramowym stanowisku rządu RP w sprawie GMO.

2. Co dokładnie zmienia w kwestii GMO ustawa o nasiennictwie przegłosowana przez Sejm 9 listopada 2012 r.?
Kluczowe jest to , że na podstawie tej ustawy zostaną wydane dwa rozporządzenia Rady Ministrów, wprowadzające zakaz stosowania materiału siewnego odmian modyfikowanej genetycznie kukurydzy i ziemniaków. Ustawa umożliwi też kontrolowanie upraw, na których mógłby być zastosowany genetycznie zmodyfikowany materiał siewny, co w konsekwencji pozwoli na stosowanie kar łącznie z nakazem zniszczenia takich upraw.

3. Jakie odmiany zostaną zakazane w rozporządzeniu Rady Ministrów? Czy zostaną zakazane wszystkie uprawy GMO w Polsce?
Rozporządzenia będą dotyczyć zakazu stosowania materiału siewnego odmian kukurydzy MON810 i ziemniaka Amflora. Zakazy dotyczą wyłącznie odmian kukurydzy MON810 i ziemniaka Amflora, gdyż tylko one dopuszczone są do uprawy w UE.

4. Czy w Polsce w przyszłości będzie można uprawiać GMO?
Nie. Ustawa o nasiennictwie stworzy właśnie możliwość, aby zakazać stosowania materiału siewnego odmian GMO w Polsce. Zakaz taki będzie w praktyce oznaczać zakaz wysiewu odmian kukurydzy MON810 i ziemniaka Amflora, co w praktyce przełoży się na zakaz uprawy.

5. A dlaczego ustawa nie mogła od razu i wprost zakazać obrotu nasionami genetycznie modyfikowanych roślin i ich uprawy tylko potrzebne są odrębne rozporządzenia?
Ponieważ byłoby to niezgodne z prawem unijnym.
Zgodnie z wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości UE nie można wprowadzać generalnego zakazu obrotu materiałem siewnym, gdyż narusza to zasadę swobodnego obrotu towarów na obszarze UE. Możliwe jest jednak wprowadzenie zakazu stosowania materiału siewnego konkretnej rośliny GM lub poszczególnych jej odmian.

6. Czy są w Europie kraje, które całkowicie zakazały upraw GMO?
Są w Europie kraje, które zakazały w różnych formach stosowania niektórych odmian roślin GMO, jednak zrobiły to wbrew prawu Unii Europejskiej. Rozwiązaniem o które zabiega m.in. Polska jest przyznanie państwom członkowskim prawa do ograniczania lub zakazywania upraw GMO na ich terytoriach.

Polska w czasie prezydencji podjęła inicjatywę przełamania impasu w unijnych rozmowach na temat GMO – jednak podziały w stanowiskach krajów członkowskich są nadal bardzo mocne i trudno przewidzieć kiedy i w jaki sposób może się zakończyć unijna debata na ten temat.

Zgodnie z przepisami UE (Dyrektywa 2002/53/WE z dnia 13 czerwca 2002 r. w sprawie wspólnego katalogu odmian gatunków roślin rolniczych) w żadnym kraju członkowskim nie można wprowadzić takiego generalnego zakazu. Kraje mogą jednak stosować wyłączenia dla określonych odmian ze względu na ich nieprzydatność do uprawy w danym państwie lub gdy stanowią one zagrożenie dla zdrowia ludzi, zwierząt, roślin oraz dla środowiska. Dlatego chcemy jak najszybciej wprowadzić dwa rozporządzenia dotyczące kukurydzy MON810 i ziemniaka Amflora. Podobnie zrobiły już wcześniej takie kraje jak np. Francja, Austria, Węgry, Niemcy. (Należy jednak pamiętać, że te kraje wprowadziły zakazy w oparciu o inną podstawę prawną, a mianowicie o art. 23 Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2001/18/WE z dnia 12 marca 2001 r. w sprawie zamierzonego uwalniania do środowiska organizmów zmodyfikowanych genetycznie. Dla wprowadzenia w Polsce zakazów w oparciu o art. 23 Dyrektywy konieczna byłaby jednak zmiana ustawy o organizmach genetycznie zmodyfikowanych).

7. Czy w innych krajach zakazy obowiązują także konkretnych gatunków roślin?
W wielu państwach obowiązują takie zasady, jakie my właśnie wprowadzamy, tzn. zakaz obejmuje konkretne odmiany roślin. Wszystkie zakazy dotyczą wyłącznie odmian kukurydzy MON810 i ziemniaka Amflora, gdyż tylko te produkty są dopuszczone do uprawy w UE.

8. Czy rząd przygotowuje prawo, które będzie nakazywało specjalne znakowanie produktów GMO?
W UE istnieje obowiązek znakowania produktów GMO. Przepisy te precyzuje rozporządzenie UE, które dotyczy identyfikacji i oznakowania organizmów genetycznie zmodyfikowanych. W Polsce obowiązuje ponadto ustawa o GMO, która zawiera przepis odnoszący się do znakowania produktu GMO. Kontrolę żywności pod kątem zawartości GMO prowadzi Państwowa Inspekcja Sanitarna. Dokonuje ona tzw. monitoringu żywności. Także Inspekcja Handlowa może sprawdzać etykiety umieszczane na produktach żywnościowych pod kątem zawartości na nich informacji dotyczących GMO.

9. Czy GMO zagraża zdrowiu człowieka?
Na razie nie ma bardzo wyraźnych naukowych stwierdzeń, że GMO może niekorzystnie wpływać na zdrowie człowieka. Biorąc jednak pod uwagę krótką historię GMO, bo jest to stosunkowo nowa dziedzina, powinniśmy zachować ostrożność, ale też nie powinniśmy się do końca bać, tylko bacznie śledzić naukowe doniesienia.

Z drugiej strony zaś dostępne są materiały publikowane w ramach Koalicji Polska wolna od GMO. Osoby animujące ową koalicję nie wierzą w to, że projekt ustawy wprowadzi skuteczny zakaz upraw roślin modyfikowanych genetycznie.

Nie jestem biotechnologiem ani genetykiem. Nie znam się też na inżynierii ekologicznej. Mam wrażenie, że to zagadnienia niezwykle skomplikowane, ale też intuicja podpowiada mi, że rozprzestrzenienie się genetycznie modyfikowanych roślin może nieodwracalnie odmienić oblicze Ziemi.

Zdaję sobie sprawę, że światem rządzi pieniądz. Wyobrażam sobie, że olbrzymie pieniądze zaangażowane są w zwiększanie efektywności produkcji rolnej. Ktoś, kto inwestuje będzie domagał się ochrony inwestycji. Również ochrony prawnej. Już dziś - obok wyżej przywołanych ustaw - mamy przepisy dotyczące ochrony prawnej odmian roślin (Ustawa z dnia 26 czerwca 2003 r. o ochronie prawnej odmian roślin). W tych przepisach mowa o wyłącznym prawie hodowcy, o wyłącznym prawie do odmiany. Podobnie, jak w przypadku prawa autorskiego, gdzie w dyskusji mowa o konieczności ochrony twórców, jak w dyskusji o ochronie wynalazków i konieczności ochrony nakładów poniesionych na innowacje, tak i w przypadku GMO pojawia się wątek ochrony "prawa podobnego do własności".

Mamy XXI wiek i na świecie są jeszcze sytuacje, w których jedni zachowują się tak, jakby mieli drugich na własność. Nie wszędzie system prawny sobie poradził z czymś, co się nazywa pracą niewolniczą, handlem ludźmi, etc. Mamy XXI wiek i w naszej części świata istotnie nie przyjmujemy już, że jeden człowiek może być własnością drugiego człowieka (w Polsce system niewolnictwa istniał przed X wiekiem - organizowano wyprawy w celu zdobywania niewolników i sprzedawano ich potem na bliski wschód; potem pańszczyzna była odpowiednikiem niewolnictwa). Nie mówimy już, że jeden może być własnością drugiego (por. Niewolnicy z La Amistad i "społeczeństwo informacyjne" - czy możemy się czegoś nauczyć z historii? oraz Nie każdego stać na osobistą wolność - społeczeństwo informacyjne w stadium feudalizacji?), ale mówimy, że informacja może być własnością człowieka. Mówimy, że technologia, w tym taka, która ratuje życie, może być objęta prawem wyłącznym. Otóż i tu jest jeszcze wiele do społecznego ustalenia. Być może z czasem, tak jak w przypadku niewolnictwa, społeczność dojdzie do wniosku, że - np. w interesie ogólnospołecznym - nie może istnieć prawo wyłączne (podobne do własności, którym wszak nie jest) na informacje, procesy technologiczne produkcji żywności, leków, etc.

Z tych wszystkich powodów dyskusja o genetycznie modyfikowanych organizmach jest interesująca z perspektywy niniejszego serwisu. Zwłaszcza, że głosy jednej lub drugiej strony powodują obawy o środowisko, w którym żyjemy, a obawy te trafiają też na podatny grunt mojej własnej biotechnologicznej ignorancji.

Przeczytaj również: Przygoda z DNA, czyli dlaczego mogę mówić, że jestem "ostatnim Mohikaninem".

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Świetnie, że to napisałeś

Świetnie, że to napisałeś. Problem ma wielorakie tło i sprowadzanie go do prostego "trucia" jest manipulacją i truciem, tyle że umysłów.

Tak na marginesie przeczytałem dziś notkę/komentarz o dzisiejszej demonstracji celebrytów o zdrowe jedzenie, w sytuacji gdy sami sobie to zdrowie (wygląd) poprawiają chemią na potęgę. Taka ciekawostka.

genetycznie modyfikowane..

Pomijając merytorykę, z którą w większości zgadzam się, tekst jest wyjątkowo nieudolny językowo.

W tekście

VaGla's picture

W tekście wprost przyznaję się do ignorancji. W ostatnim czasie próbuję przebrnąć przez dyskusje, aby zrozumieć, gdzie leży istota problemu. Mam kłopot z językiem opisu zjawisk związanych z GMO. Być może nieudolność językowa wiąże się właśnie z tym problemem.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

To może ja od razu podsunę

To może ja od razu podsunę jeden zapis merytoryczny z którym się nie zgadzam:

Zdaję sobie sprawę z tego, że biotechnologia może przyczynić się do produkcji takich odmian roślin i zwierząt, które będą "ekonomicznie" bardziej wydajne: burak, który łatwo się uprawia, a daje więcej wartości odżywczych, zboże, które jest odporne na pestycydy, krowa, dająca więcej mleka, albo więcej mięsa. I tak dalej.

Doświadczenia np. Kanady wskazują, że tak jest tylko w początkowej fazie upraw. W tej fazie zwykłe uprawy zostają wyparte przez GMO z przyczyn zazwyczaj ekonomicznych. Natomiast później z GMO jest podobno coraz więcej problemów. Pojawiają się np. "super szkodniki" i "super chwasty" z którymi coraz trudniej walczyć. Ta walka wymaga coraz większych nakładów finansowych. GMO przestaje się opłacać (większe nakłady na ochronę upraw + opłata patentów), ale jest już za późno.

Ewolucja

kocio's picture

Nie trzeba aż takich przykładów szukać - wystarczy doskonale znany problem uodparniania się drobnoustrojów na antybiotyki. Cóż, ewolucja nie przestaje działać: zmiany, czy to nieświadome i nieplanowe (w tym "naturalne", choć obecnie trudno to oddzielić), czy to zwykłe próby introdukcji (króliki w Australii), czy wreszcie celowe manipulowanie genami, wpływają na resztę środowiska, a więc i na rozwój innych organizmów.

Warto zawsze mieć z tyłu głowy, że ten układ jest dynamiczny, trudno jednak z tego wyciągać dokładne przewidywania. Nie demonizowałbym jednak zmian celowych, bo i bez nich ewolucja pełna jest drastycznych zwrotów akcji, masowego wymierania jednych organizmów i niespodziewanych sukcesów drugich.

Nie chodzi o demonizowanie

Nie chodzi o demonizowanie ale o ekonomię. Zwolennicy GMO krzyczą, że to bardzo "nowoczesna" metoda. Przeciwnicy krzyczą, że nie są znane skutki spożywania takiej żywności. Nie wiadomo czy mają rację. Ale też nie tu jest problem. GMO tylko na chwilę poprawia wydajność produkcji. Potem jest taka sama albo nawet gorsza. Ale jest pewna różnica przed i po wprowadzeniu GMO. Przed wprowadzeniem zarabiają tylko rolnicy, przetwórcy i dostawcy. Po wprowadzają do tego jeszcze dochodzą pewne koncerny z USA. Przy czym mam uzasadnione podejrzenie, że tzw zwolennicy GMO to w zdecydowanej większości lobbyści tych koncernów i pewna grupa nieuświadomionych zwolenników nowoczesności. Ja bym to nazwał "nowoczesnymi metodami robienia ludzi w balona". Bo takich pomysłów było przecież więcej. Np. "ptasia grypa" i "świńska grypa". Dla celów propagandowych została zmieniona definicja słowa pandemii. Szczepionki były opatentowane jeszcze przed pojawianiem się tych chorób, a dystrybucja była nader kontrowersyjna. Albo pamiętacie ACTA? Może dalej nie będę rozwijał ...

GMO jest tańsze

Dlatego Polska kilka miesięcy temu po raz kolejny przełożyła wejście w życie zakazu stosowania GMO w paszach. Głównie chodzi o importowaną z Ameryki Południowej soję i pewnie znowu zostanie to przełożone, bo w Europie nie ma takich zakazów.

To może wskaż jakieś

To może wskaż jakieś błędy, bo ja nic nie widzę.

Znakomity tekst!

Wyważony i merytoryczny. Masz Piotrek racje, że komplikowanie prawa prowadzi do ograniczenia wolności społeczeństwa.

Moje największe obawy budzi

Moje największe obawy budzi to, że żywność będzie patentowana, a że w sumie wszystkie patenty mają USA...

Patrząc teraz jak amerykanie restrykcyjnie podchodzą do praw patentowych mogę sobie wyobrazić niedaleką przyszłość. Ponieważ w grę wchodzą kolosalne pieniądze nie spodziewam się zbyt wielu głosów sprzeciwu, za to kupionych głosów zachwytu, a i owszem.

Czy żywność GMO będzie kupowana? Jasne, nawet jak będą wątpliwości do jej jakości. Zobaczcie co się dzieje w sklepach z chińszczyzną klapki za 5 pln... nieważne, że w ich skład wchodzą m.in. wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne WWA posiadające własności rakotwórcze. 5 PLN przesłania ludziom rozsądek.

ach te patenty...

Okres ochrony patentowej najbardziej podstawowych technologii (transformowanie roślin, PCR) skończył się już, lub dobiega końca. To że rolnik nie może sobie jakichś nasion sam naprodukować nie jest taką nowością. Znane są na przykład odmiany heterozyjne roślin, których nasiona można wprawdzie zbierać, ale nie robi się tego, bo jakość wyrastających z nich roślin byłaby dużo gorsza niż tych z kwalifikowanego materiału siewnego. Jeśli jakaś technologia jest całkiem "do luftu" to co komu szkodzi, że jej stosowanie wymaga dodatkowych opłat? Jeśli natomiast nie jest całkiem "do luftu" to dlaczego wywody anty-GMO pozbawione są wewnętrznej logiki?

Odnośnie patentów na odmiany roślin lub rasy zwierząt

VaGla's picture

Art. 29 ustawy Prawo własności przemysłowej:

1. Patentów nie udziela się na:
(...)

2) odmiany roślin lub rasy zwierząt oraz czysto biologiczne sposoby hodowli roślin lub zwierząt; przepis ten nie ma zastosowania do mikrobiologicznych sposobów hodowli ani do wytworów uzyskiwanych takimi sposobami;

3) sposoby leczenia ludzi i zwierząt metodami chirurgicznymi lub terapeutycznymi oraz sposoby diagnostyki stosowane na ludziach lub zwierzętach; przepis ten nie dotyczy produktów, a w szczególności substancji lub mieszanin stosowanych w diagnostyce lub leczeniu.

2. Sposób hodowli roślin lub zwierząt, o którym mowa w ust. 1 pkt 2, jest czysto biologiczny, jeżeli w całości składa się ze zjawisk naturalnych, takich jak krzyżowanie lub selekcjonowanie.

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Patentów nie ma, prawo wyłączne jest

DiskDoctor's picture

...przynajmniej w przypadku nowych odmian roślin

To nie jest pytanie na odpowiedź tak lub nie

Właściwie skłaniam się może ku poglądowi, że jeżeli bezpieczeństwo jakiejś technologii nie jest zupełnie pewne, a wstrzymanie jej upowszechniania nie prowadzi do jakichś strasznych niedogodności, to warto się z nią wstrzymać... A jednak wkurza mnie to, że przeciwnicy GMO nie ograniczają się do rzeczowej dyskusji, przedstawiania faktów, tylko posługują się uproszczeniami, czasem wręcz obrzydliwymi łgarstwami; zamiast do zbiorowego rozumu odwołują się do zbiorowej histerii. Są badania wskazujące na zagrożenia ze strony GMO i takie, które sugerują brak zagrożeń. Dla niektórych bez czytania tych artykułów jest oczywiste, które doniesienia zawierają prawdę, a które są zafałszowane. Dla niektórych Doda jest w tej mierze większym autorytetem, niż badacze, którzy samodzielnie przeprowadzają odpowiednie doświadczenia. Gdzie są łgarstwa? Na przykład w rysowaniu GMO jako mieszańców. Tymczasem zwolennicy GMO mieszańce uznają przecież za dobre, a GMO złe. Ale nie mówią, że jeśli mamy GM ziemniaka z genem powiedzmy ryby, to ok. 99,997% genów tego organizmu pochodzi z ziemniaka, a tylko reszta z ryby; jest to więc nadal ziemniak, a nie żadna ziemniakoryba. Pokazują się chętnie z maskami przeciwpyłowymi, sugerując, że tak musielibyśmy chodzić na pola GMO. To jest brednia - przy pracy nad GMO używa się wprawdzie rękawic, ale ze względu na szkodliwe odczynniki przy pomocy których bada się każde DNA (np. fenol, chloroform, chloroworek guanidyny) a nie ze względu na GMO. Dodatkowym powodem może być to, że badacz nie chce by do badanej próbki roślinnej wpadł na przykład jego włos, prowadząc do sensacyjnych, lecz fałszywych wyników. Fałszerstwo kolejne - GMO jest rakotwórcze, skażone herbicydami, takie-siakie-owakie... GMO to każdy organizm genetycznie zmodyfikowany. W zależności od tego który organizm został zmodyfikowany i przy pomocy których genów, jego właściwości mogą być wspaniałe lub straszne. Rozmowa na tym poziomie ogólności ma tyle sensu co rozprawianie czy szkodliwe są leki, bakterie, owady, albo czy szkodliwa jest chemia. Produkcja GMO i tak się nie opłaci - jeśli tak, to czemu różne gorące głowy chcą tej produkcji zakazać? Gdyby się nie opłacała, nie byłoby prywatnego, półlegalnego importu nasion z Czech i okolic. GMO będzie krzyżować się z "naszą" florą - znowu błąd bezsensownego uogólnienia; są w kraju rośliny łatwo krzyżujące się z innymi i są takie, które w naturze nie krzyżują się (np. groch bo jest samopylny). Są rejony kraju, gdzie pewne gatunki uprawiane są dość powszechnie i takie, gdzie łatwiej zachować znaczne odległości pomiędzy uprawami. Kończę, bo i tak nie wiem czy mój komentarz się zmieści, ale podsumowując, przeciwnicy GMO mają trudny wybór - albo rzeczowe i uczciwe argumenty, albo - w czym specjalizują się obecnie - sianie histerii.

Sianie histerii jest jak kij który ma dwa końce ;-)

Zasada od której zaczynasz: "jeżeli bezpieczeństwo jakiejś technologii nie jest zupełnie pewne, a wstrzymanie jej upowszechniania nie prowadzi do jakichś strasznych niedogodności, to warto się z nią wstrzymać" nazywa się w prawie zasadą przezorności, jest jednym z fundamentów prawa ochrony środowiska w UE i niestety w przypadku GMO, jest to prawo łamane. http://www.ekoportal.gov.pl/opencms/opencms/ekoportal/prawo_dokumenty_strategiczne/PolitykaOchronySrodowiskaUE/CeleZasadyPrawoOchronySrodUE.html

Najlepsze podejście prawne dot. GMO w rolnictwie mają moim zdaniem Szwajcarzy. Moratorium przedłużone do 2020 i kupa kasy na badania.

Jeśli chodzi o ten temat to niestety Polska polityka i prawodawstwo przypomina kraj postkolonialny. Nie mamy żadnej "autorskiej" wizji, spory o rolnictwo i produkcję żywności wyglądają jak się temu bliżej przyjrzeć jak rozgrywki mafijnych bonzów.

Jak kogoś szerzej ujęty temat "produkcji żywności w Polsce" interesuje bardziej to polecam wywiad z tym panem:

http://nowyobywatel.pl/2012/09/28/do-wiezienia-za-odwage-i-przyzwoitosc/

Dwa lata temu Piotr Stankiewicz napisał u nas tekst, do dziś aktualny, który pokazuje jeszcze jedno bardzo ważne oblicze wprowadzenia GMO do polskiego rolnictwa, uważam że ten tekst bardzo dobrze uzupełnia to o czym napisał Vagla:

http://nowyobywatel.pl/2010/12/14/druga-strona-biotechnologii/

Jak go pokazywałem fanom GMO, to nie raz zdarzało mi się usłyszeć "co socjolog może wiedzieć o GMO", parafrazując - "Co prawnik może wiedzieć o GMO" :-D

Ja o sobie przeczytałem kiedyś "co specjalista od stron www może wiedzieć o GMO" ;-) dobrze że pan cyngiel nie doszperał się że jestem też elektroakustykiem, bo mógłby bardziej szydzić:

http://www.polityka.pl/kraj/analizy/1525965,1,kto-zeruje-na-zywnosci-modyfikowanej-genetycznie.read

A wracając do tego co napisałeś o histerii, to m.in pracując przy tej kampanii opisanej w Polityce, jeździłem po Polsce i mówiłem dokładnie to samo. Straszenie ludzi "karpiem z ludzkim okiem" nie służy sprawie. Ułatwia przyklejanie łatki oszołomów i odstrasza "normalsów". A wystarczyłoby żeby wprowadzić obowiązek znakowania produktów, czego panicznie boją się wielcy producenci. Polecam poczytać o historii mleka rGBH - ale nie o tym "że szkodzi" tylko o tym jak Monsanto nie dopuściło do oznakowania i pomyśleć dlaczego...

"Dowody" na szkodliwość dla zdrowia są porównywalne z dowodami na "nieszkodliwość". Za to, to o czym pisze Vagla czy Piotrek Stankiewicz, połączone z wiedzą dot. globalnej gospodarki i mechanizmów działania takich firm jak Monsanto, Smithfield, Du Pont itd, może przyprawić człowieka o przedwczesną siwiznę. Ale to trochę trudniejsze niż krzyczenie że "GMO to zło", albo "GMO to nowoczesność".

Jedno i drugie podejście jest głupim uproszczeniem, ale z dwojga złego wybieram "GMO to zło" bo może jak się ludzie wkurzą to ktoś "u góry" się wystraszy że mu poleci stołek i coś faktycznie poprawią w legislacji. Dlatego mimo pewnych poważnych wątpliwości kibicuję Dodzie i całej reszcie "oszołomów".

Sprawdzona hipoteza, to obalona hipoteza

,,Zasada od której zaczynasz: "jeżeli bezpieczeństwo jakiejś technologii nie jest zupełnie pewne, a wstrzymanie jej upowszechniania nie prowadzi do jakichś strasznych niedogodności, to warto się z nią wstrzymać" "
Sprawdzona hipoteza, to obalona hipoteza. Tak więc da się tylko udowodnić, że coś szkodzi, ewentualnie można powiedzieć, że nie znaleziono dowodów na szkodliwość. Motoryzacja, z całą pewnością nie jest bezpieczna i rocznie ginie w Polsce kilka tysięcy osób w wypadkach. Oczywiście kiedyś też można było zablokować tą technologię, bo wstrzymanie jej upowszechniania nie prowadziłoby do jakichś strasznych niedogodności. To, że Monsanto sprawia wrażenie organizacji przestępczej to nie jest jeszcze powód do wylewania dziecka z kąpielą.

ale

Jarek Żeliński's picture

demagogia: samochodu "można nie mieć", jest jednak realne zagrożenie, że żywność modyfikowana genetycznie to nie będzie nasz wybór...

--
Jarek Żeliński
http://jarek.zelinski.biz.pl

"Osiągnąłem to przez filozofię: że bez przymusu robię to, co inni robią tylko w strachu przed prawem." (Arystoteles)

Nie trzeba mieć samochodu,

Nie trzeba mieć samochodu, żeby zginąć w wypadku samochodowym, albo dostać raka - spaliny z diesla są uznanym czynnikiem rakotwórczym.

nie

"To, że Monsanto sprawia wrażenie organizacji przestępczej to nie jest jeszcze powód do wylewania dziecka z kąpielą."... inaczej: to że złodziej ukradł portfel komuś to nie znaczy że jest całkowicie złomyślny... jaka to logika?

Logiczna logika

"To, że Monsanto sprawia wrażenie organizacji przestępczej to nie jest jeszcze powód do wylewania dziecka z kąpielą."... inaczej: to że złodziej ukradł portfel komuś to nie znaczy że jest całkowicie złomyślny... jaka to logika?"

Logiczna? To, że złodziej ukradł portfel nie znaczy, że jest złym rodzicem i należy odebrać mu dziecko, ani że jest złym szewcem, więc trzeba zamknąć wszystkie zakłady szewskie, a szewców ogłosić wrogami ludu. Część strachu przed GMO spowodowana jest działalnością Monsanto i obawą przed monopolem, i jako zwolennik GMO przyznaję, że są podstawy ku temu, ale rozwiązaniem nie jest zabronienie technologi tylko ochrona konsumentów, w tym przed monopolem, co się przyda nie tylko na rynku GMO.

> Tymczasem zwolennicy GMO

> Tymczasem zwolennicy GMO mieszańce uznają przecież
> za dobre, a GMO złe. Ale nie mówią, że jeśli mamy
> GM ziemniaka z genem powiedzmy ryby, to ok. 99,997%
> genów tego organizmu pochodzi z ziemniaka, a tylko
> reszta z ryby; jest to więc nadal ziemniak, a nie
> żadna ziemniakoryba.

No.... goryl też od ciebie różni się tylko ok. 2% genów.

goryl

Goryl chyba trochę więcej, dwa procent to różnica między genami człowieka, a szympansa. Ale 100%-99,997% = dużo mniej niż 2% (0,003%). Poza tym człowiek z biologicznego punktu widzenia jest dość szczególną małpą człekokształtną. Tym więc bardziej transgeniczna kukurydza jest kukurydzą, a transgeniczny pomidor - pomidorem, stosunkowo nieznacznie zmodyfikowanym (nieznacznie w sensie ilości obcego DNA; niewątpliwie w pewnych warunkach niewielka ilość robi dużą róźnicę).

Bądźmy rozsadni

A może nie wszyscy ludzie są wyuczeni obczytani to nie znaczy ze nie maja prawa być świadomi co kupują i konsumuja. Przyklady genetycznych modyfikacji odbily się nie korzystnie ich największemu potentatowi USA gdy ich uprawy kukurydzy zostały kompletnie zniszczone w latach 90 ale o tym nie mówi się głośno i gdyby nie rosnaca w meksyku w gorach dzika kukurydza rosnąca tam od setek lat która pomimo zlych warunkow wydala plony a tak na ich ziemi nic by nie wyroslo wiec Gmo to nie jest lekarstwo w przeliczeniu na ekonomiczne zyski.

DDT tez miało być nieszkodliwe.

Jeśli stwierdzone jest ze to co jemy wpływa na nasze zdrowie, na nasze geny nawet, to kto potrafii stwierdzić dziś ze GMO nie przyniesie nieporządanych zmian po 100 n.p. latach i odmieni życie na ziemi? a wtedy będzie to proces nieodwracalny!!!? Słyszę ze narazie nic nam nie grozi bo dopuszczone jest w zywieniu zwierząt??? tylko ze my jemy mięso z tych zwierząt. Klapki za piątke tak ale gdyby nie lumpeksy lub czasem pomoc innych ludzi to niektórzy chodzili by boso,tak jak było za czasów pańszczyżnianych.

Szkodliwosc GMO

Co do szkodliwosci GMO, proponuje wygooglac sobie zdjecie dzikiej kukurydzy i zdjecie kukurydzy "sklepowej". Kilkaset lat manipulowania sadzonkami daje efekty - jest kukurydzy wiecej i jest smaczniejsza.

Cala dzisiejsza zywnosc to wynik tysiecy lat sztucznych modyfikacji dokonywanych podczas uprawy i hodowli. Jakos przez te wieki cywilizacja ludzka od jedzenia GMO nie upadla.

wieki patentów

A czy możesz w takim razie przybliżyć jak przez te wieki kształtowała się tematyka patentów i praw do krzyżówek, a także egzekwowanie zakazu rozmnażania ziaren przez podmiot inny, niż pierwotny producent?

Mylisz definicje

Popełniasz częsty błąd, myślę że świadomie propagowany przez fanów GMO. Modyfikacja genetyczna to nawet w świetle formalnej definicji nie to samo co zmiany genetyczne uzyskiwane metodami selekcji i doboru.
GMO to łączenie dwóch organizmów z zupełnie innych bajek, bakteria i pomidor to dwa odrębne światy i nawet zestawienie z pszenżytem czy opowiadanie o mułach (dwa gatunki, ale spokrewnione) nie wytrzymuje tego porównania.

Pomijając jednak to czy to naturalne, nie naturalne (żelbeton tez nie jest "naturalny" a ciężko sobie wyobrazić dzisiejszy swiat bez niego ;-) ) to tekst Vagli jest o czymś innym.

I jak piszesz "Jakos przez te wieki cywilizacja ludzka od jedzenia GMO nie upadla." to po pierwsze, GMO jest na tym świecie od kilkunastu lat, wcześniej była to selekcja i krzyżowanie, a nie MODYFIKACJA, a po drugie to jeśli kiedyś upadnie to m.in od GMO, rozumianego jako esencja głupoty, chciwości i manipulacji... opinią publiczną.

Wiem, ze tekst o czyms innym :)

Pozwolilem sobie jedynie odpowiedziec na komentarz - meczy mnie juz krzyk o tym, jak to zginiemy od ziemniakow odpornych na rizoktonize. :) To ostatni komc i juz nie offtopuje. :)

Fanem GMO bym siebie nie nazwal - no, chyba ze fanem jedzenia. ;) Selekcja i krzyzowanie to jak najbardziej modyfikacja - nie na szalce Petriego, ale w szklarni czy na polu. GMO to nie tylko transgenika, ale tez przenoszenie genow miedzy organizmami krzyzujacymi sie w naturze (cisgenesis - nie wiem, czy jest polski termin) - to modyfikacja pelna geba. Teraz tylko zwiekszyla sie wydajnosc i skutecznosc.

Zreszta, bdelloidea (rodzaj wrotek) inkorporuja DNA pozyskiwane z otoczenia, w tym z zywnosci, w sposob naturalny - moze za chwile okazac sie, ze rosliny tez i bedzie problem z samoistnym GMO na polach i lakach. ;)

Zawsze jest tez inny aspekt - czy przy rosnacej populacji swiata mozemy sobie pozwolic na rezygnacje z korzysci, jakie oferuje GMO. Alternatyw za bardzo nie widac, a za kilkadziesiat lat ta kwestia bedzie jeszcze bardziej palaca. Tyle, ze o tym nie powinno sie rozmawiac przy histerii tlumow i straszeniem zlym ziemiakiem z genem piranii.

PS. Zeby na temat - patenty na ziarno itp. sa zle. Ale ja jestem fanem swobodnej wymiany wiedzy. Jak sie koncza rzady biotechnologii i patentow mozna poczytac w "The Windup Girl" :)

Zasadniczy błąd myślowy

... polega na tym, że wydaje ci się, że jak natura miesza sobie genami, to to samo robi człowiek poprzez GMO.

Niestety, nie to samo. Gdyby to było to samo, to człowiek byłby w stanie stworzyć żyjące organizmy już dawno lat temu. Był już taki, co próbował stworzyć sklonowaną owcę, rezultat można uznać za kompletną porażkę.

Gdyby to, co stworzy człowiek (w sensie GMO) było tyle samo warte, co to, co stworzy natura, to organizmy GMO miałby możliwość same przetrwać bez pomocy człowieka. Jeśli teraz jeszcze dodatkowo przyjmiemy założenie, że organizmy, jakie powstały w naturze, są wynikiem przypadkowego mnożenia się odgałęzień genetycznych, przy czym odgałęzienia, które nie mają szansy przetrwać umierają samoistnie, czyli istnieje selekcja poprzez dostosowanie się do warunków - dojdziemy do bardzo prostego wniosku: wtedy natura stworzyłaby je sama poprzez przypadkowe mnożenie możliwości i odrzucanie tych wadliwych. :)

A twierdzenie, że GMO ma być jednym z narzędzi przeciw brakowi żywności w przyszłości jest hmm... z jednej strony naiwną wiarą w kurczenie się zasobów żywności, z drugiej naiwną wiarą w to, że GMO służy jakimś szczytnym celom. I że są ludzie na świecie, którzy mają szczytny cel w swoich badaniach.

Jeśli ktoś tak myśli, to pora żeby uświadomił sobie, że motywem działania 90% ludzi jest tylko i wyłącznie kasa. Jeśli więc weźmiesz dowolną na świecie korporację, to w tym przypadku możesz mówić o 100%. Myślenie, że jakakolwiek korporacja podejmuje się czegokolwiek, jeśli nie może tego przełożyć na zysk, trąci młodzieńczą naiwnością.

Zasadniczy błąd myślowy

,,Gdyby to, co stworzy człowiek (w sensie GMO) było tyle samo warte, co to, co stworzy natura, to organizmy GMO miałby możliwość same przetrwać bez pomocy człowieka."

Zapewniam Cię, że odmiany które zmodyfikowano i zrobiono z nich GMO mają tak samo niskie szanse przetrwania bez pomocy człowieka, ponieważ poza polem następuje selekcja pod względem innych kryteriów niż używanych przez człowieka na polu. Prosty przykład, do uprawy selekcja następuje także według możliwości kiełkowania od razu po zasianiu. W stanie dzikim jest to prosta droga do wymarcia, ponieważ jeśli wszystkie ziarna wykiełkują w jednym roku i zdarzy się katastrofa, to wszystkie rośliny zginą bezpotomnie. Dlatego w stanie dzikim następuje wyselekcjonowanie roślin o zróżnicowanym okresie, po którym następuje kiełkowanie.

GMO jak najbardziej może być narzędziem w ograniczeniu głodu. Zależy to tylko od woli zamawiającego, którym mogą być państwa.

Wolne żarty!

Idąc dalej tym tropem myślenia, gdyby człowiek nie uprawiał tych odmian w ogóle, to by wymarły. Skoro tak, to pewnie człowiek je "od zawsze" uprawiał, a do pierwszej uprawy pewnie je wyczarował ze zwierzęcych odchodów.

GMO może być narzędziem w ograniczeniu głodu - pod warunkiem jedynie, że do uprawy będzie potrzebować najwyżej 1/4 powierzchni uprawnej, zużyje 4 razy mniej wody i składników mineralnych z gleby, w stosunku do normalnych, a przy tym wyprodukuje się z tego tak samo wartościową żywność, co normalnie.

A poważnie: zanim się uwierzy w takie bajeczki, trzeba zdać sobie sprawę z paru faktów:

1. Głód panuje głównie w krajach totalitarnych (np. Korea Północna) oraz na najbardziej krwawym kontynencie, czyli w Afryce. Przyczyną tego stanu nie jest bynajmniej niedostatek żywności produkowanej na świecie, tylko niedostatek żywności produkowanej na miejscu, brak zorganizowania, głupie zarządzanie, zachłanność lokalnych kacyków i mentalność tamtejszych ludzi - bo powierzchni uprawnych oraz warunków uprawy jest przynajmniej w Afryce więcej niż w całej Europie. Gdyby Afryka zamiast prowadzić krwawe walki skupiłaby się na produkcji żywności i zaczęła ją eksportować, Europejscy rolnicy by zbankrutowali, a sama Afryka miałaby żywności pod dostatkiem i byłaby jednym z najsilniejszych ekonomicznie kontynentów. To nie jest problem małej wydajności żywnościowej naturalnych roślin. To jest problem zorganizowania - ale także mentalności. Przykładowo, zrobiono kiedyś w Afryce taki eksperyment, że w jednej wiosce zapłacono w jednym roku za plony dwukrotnie wyższą cenę. I co zrobili rolnicy w następnym roku? Zasiali połowę mniej. To jest notabene też jaskrawy dowód na to, jak powstała Europejska cywilizacja.

2. Gdyby GMO spowodowało zwiększenie ilości produkowanej żywności, zaczęłaby spadać jej cena (to jest podstawowe prawo ekonomii, o którym wie tzw. "każde dziecko"(tm)). A to jest ostatnie, na czym firmom produkującycm żywność z GMO zależy, ponieważ przełożyłoby się to wprost na ich niższe zyski. A nie po to w GMO inwestowali, żeby wyjść na zero, albo i jeszcze dokładać.

był już taki...

"Był już taki, co próbował stworzyć sklonowaną owcę, rezultat można uznać za kompletną porażkę."
Co ty powiesz? A ja czytałem, że od czasu Iana Wilmuta i jego "laleczki" sklonowano już owcę, kozę, psa, małpę...
W przypadku pierwszej owcy konieczna okazała się eutanazja (uśpienie, humanitarne zabicie). Przyczyny mogły być zupełnie niezwiązane z klonowaniem (ang. Wikipedia):
On 14 February 2003, Dolly was euthanised because she had a progressive lung disease and severe arthritis.[14] A Finn Dorset such as Dolly has a life expectancy of around 11 to 12 years, but Dolly lived to be only six years of age. A post-mortem examination showed she had a form of lung cancer called Jaagsiekte,[15] which is a fairly common disease of sheep and is caused by the retrovirus JSRV.[16] Roslin scientists stated that they did not think there was a connection with Dolly being a clone, and that other sheep in the same flock had died of the same disease.[14] Such lung diseases are a particular danger for sheep kept indoors, and Dolly had to sleep inside for security reasons.
Some have speculated that a contributing factor to Dolly's death was that she could have been born with a genetic age of six years, the same age as the sheep from which she was cloned.[17] One basis for this idea was the finding that Dolly's telomeres were short, which is typically a result of the ageing process.[18][19] The Roslin Institute have stated that intensive health screening did not reveal any abnormalities in Dolly that could have come from advanced aging.[17]

Zawsze jest tez inny aspekt

Zawsze jest tez inny aspekt - czy przy rosnacej populacji swiata mozemy sobie pozwolic na rezygnacje z korzysci, jakie oferuje GMO. Alternatyw za bardzo nie widac, a za kilkadziesiat lat ta kwestia bedzie jeszcze bardziej palaca. Tyle, ze o tym nie powinno sie rozmawiac przy histerii tlumow i straszeniem zlym ziemiakiem z genem piranii.

Bardzo ciekawe stwierdzenie i chyba zupełnie nieprawdziwe. To takie granie na emocjach: musimy w to wejść to inaczej będziemy za chwilę głodować! Jest to oczywiście nieprawda, początkowo GMO faktycznie daje jakieś korzyści. Niestety doświadczenia np. Kanady są takie, że po pewnym czasie nakłady na uprawy znowu rosną. Pojawiają się super szkodniki i super chwasty. Trzeba znacząco zwiększać nakłady na ochronę roślin i do tego płacić za patenty. Docelowo opłaca się to tylko koncernom. Reszta chciała by się wycofać, ale nie bardzo jest jak (ci co próbują się wycofać często zostają bankrutami po pozwach ze strony koncernów). Proponuję dobrze poczytać o tym co się dzieje w krajach w których stosowane jest GMO zamiast opowiadać takie bajki.

uodparnianie się...

Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że szkodniki i czynniki chorobotwórcze uodparniają się na każdy środek ochronny o niezbyt złożonym mechanizmie działania (a do takich należą praktycznie wszystkie współczesne środki ochrony roślin). Nie jest to więc wcale wyłącznie problem odmian transgenicznych. Jako radę na ten problem zaleca się stosowanie tzw. ochrony zintegrwanej, zakładając, że należy dysponować możliwie szerokim zakresem środków ochrony roślin (odpowiednie odmiany, zabiegi agrotechniczne, ochrona biologiczna i chemiczna), a decyzje o zastosowaniu danego środka i termin jego zastsowania opierać na badaniach polowych w miejscu uprawy. Stosowanie odmian transgenicznych powinno więc być tylko jednym z alternatywnych podejść, w przeciwnym razie oczywiście pojawią się szkodniki, czynniki chorobotwórcze lub chwasty uodpornione na dany środek ochronny. Warto pamiętać, że w dawnych romantycznych czasach, gdy w rolnictwie nie stosowano żadnej chemii (do których to czasów wielu wydaje się dzisiaj tęsknie wzdychać) zdarzały się katastrofalne klęski głodu, jak np. ta, która pogrzebała wielu Irlandczyków, a miliony pozostałych zmusiła do emigracji za ocean.

Wielki Głód a Monsanto

Bardzo śmiesznie, że przywołujesz akurat przykład Wielkiego Głodu w Irlandii, ponieważ jego przyczyną nie była wcale zaraza ziemniaczana (która się wówczas przetoczyła przez całą Europę, nie wywołując jakoś "Wielkiego Głodu"). Zaraza była tylko katalizatorem. Prawdziwą przyczyną było zastąpienie tradycyjnego i od wieków "działającego" sposobu produkcji żywności ziemniaczaną monokulturą. Którą z kolei wymusiła presja XIX-wiecznych odpowiedników dzisiejszych wielkich koncernów.

Za angielską Wikipedią:

The large dependency on this single crop was one of the reasons why the emergence of Phytophthora infestans had such devastating effects in Ireland, and had far less effects in other European countries (which were also hit by the disease).
[...]
The Celtic grazing lands of... Ireland had been used to pasture cows for centuries. The British colonised... the Irish, transforming much of their countryside into an extended grazing land to raise cattle for a hungry consumer market at home... The British taste for beef had a devastating impact on the impoverished and disenfranchised people of... Ireland... Pushed off the best pasture land and forced to farm smaller plots of marginal land, the Irish turned to the potato, a crop that could be grown abundantly in less favorable soil. Eventually, cows took over much of Ireland, leaving the native population virtually dependent on the potato for survival.

A więc gdyby pazerne XIX-wieczne brytyjskie elity nie wymusiły presją ekonomiczną na irlandzkich rolnikach porzucenia "dawnego romantycznego" sposobu produkcji żywności i przebranżowienia się na bardziej wydajną i nowoczesną ziemniaczaną monokulturę, żadnego Wielkiego Głodu by nie było.

Oczywiście jakiekolwiek podobieństwo tej historii do dnia dzisiejszego - kiedy to koncern Monsanto przy użyciu wszelkich legalnych i nielegalnych metod próbuje doprowadzić do sytuacji, w której rolnicy mogą produkować tylko to, co pozwoli im produkować Monsanto, wyłącznie przy użyciu technologii kupionej od Monsanto, a przestrzegania monopolu pilnuje przekupione przez Monsanto państwo - jest czysto przypadkowe.

Błędy...

Praktyka stosowania terminu "transgeniczny" sugeruje, że liczy się sposób przeniesienia genu, a nie pozycja taksonomiczna/ewolucyjna jego dawcy i biorcy. Jeśli więc do jednej odmiany ogórka przeniosę na zasadzie transformacji genetycznej gen innej odmiany ogórka, to dla większości ludzi ten zmodyfikowany ogórek będzie GMO (jakkolwiek niektórzy badacze zaczęli pisać w takim przypadku o organizmie cisgenicznym, nie transgenicznym, by umknąć przed antyGMO-histerią). Poza tym kompletnie nie bierzesz pod uwagę faktu, że take egzotyczne schadzki i przeprowadzki genów prawdopodobnie zdarzały się czasem w przeszłości w sposób zupełnie naturalny. Coraz częściej mówi się o tym, że darwinowski model drzewa rodowego (z nieodwołalnie oddalającymi się gałęziami) należy zastąpić modelem sieci powiązań genetycznych i ewolucyjnych. I jeszcze jedno - lot człowieka na Księżyc jest czymś nie bardzo naturalnym. Czy to dobry powód by go zakazać?

,,GMO to łączenie dwóch

,,GMO to łączenie dwóch organizmów z zupełnie innych bajek, bakteria i pomidor to dwa odrębne światy i nawet zestawienie z pszenżytem czy opowiadanie o mułach (dwa gatunki, ale spokrewnione) nie wytrzymuje tego porównania."

To, że przepis na białko z bakterii działa w pomidorze jest właśnie dowodem na jedność, wspólne pochodzenie organizmów żywych na Ziemi - podstawowe mechanizmy na poziomie cząsteczek są bardzo podobne i kompatybilne.

nie mylmy

Jarek Żeliński's picture

nie mylmy wyhodowanej metodą doboru od ingerencji w geny, po drugie nie prawdą jest, że brakuje gdziekolwiek żywności, co najwyżej brakuje pieniędzy na jej zakup a to nie GMO tylko korporacyjne monopole, podobnie jak z lekami, tych jest po sufit, organizacje zbierając forsę na ich zakup a nie leki jako takie, ta forsa idzie w korporacje, które to sprzedają

np. artykuł z Przekroju
http://IT-Consulting/download/GMO%20Przekroj.pdf

P.S.
To, że coś jest ładniejsze nie znaczy, że lepsze...

--
Jarek Żeliński
http://jarek.zelinski.biz.pl

"Osiągnąłem to przez filozofię: że bez przymusu robię to, co inni robią tylko w strachu przed prawem." (Arystoteles)

Chyba nie o efektywność tu chodzi

"Wyobrażam sobie, że olbrzymie pieniądze zaangażowane są w zwiększanie efektywności produkcji rolnej."

Sęk w tym, że chyba nie o to chodzi. Efektywność produkcji rolnej jest w pełni wystarczająca dla obecnych potrzeb. Jeżeli popyta się rolników, to wskażą oni wręcz, że ich zdaniem żywność jest zbyt tania, bo jest jej nadprodukcja. Od lat problem głodu w naszej części świata jest czysto teoretyczny, a w innych częściach wynika on raczej ze względów politycznych czy kryminalnych, niż z faktycznego braku jedzenia.

GMO jest dla mnie prawniczym problemem. Zagadnienie to jest bardzo problematyczne i nie sprowadza się do tego, do czego media "mainstreamowe" próbują je sprowadzić - czyli kwestie bezpieczeństwa. Choć i tutaj raczej bym był sceptykiem. Za GMO w zasadzie stoi jedna firma. Monsanto jest niesławnym producentem Czynnika Pomarańczowego (Agent Orange), który w Wietnamie miał być używany do "likwidowania" dżungli. Środek (podobnie jak dziś GMO) miał być przebadany i całkowicie nieszkodliwy dla ludzi. Sprawa skończyła się w sądzie dość kontrowersyjnie (tu odsyłam do artykułu w wikipedii o Agent Orange).

W Ameryce Północnej były już zresztą sprawy farmerów, którzy zostali zrujnowani w sądzie (koszty +- 400 000 dolarów kanadyjskich) w procesach o potencjalne opłaty licencyjne - panowie twierdzili, że nie kupowali ziaren ale wyhodowali je metodą tradycyjną (tzn. wysiewając ziarna odporne na herbicyd, zbierając, wysiewając ponownie itp itd).

Bardzo bym chciał, aby ustawa była zawetowana, a przed jej ponownym uchwaleniem odbyła się dyskusja odnośnie takich właśnie sytuacji. Chciałbym aby zwolennicy ustawy wskazali, jak może bronić się osoba, na której polu wysieje się coś, na co trzeba mieć licencję i czyją własnością stanie się to coś zwłaszcza, jeżeli zostanie poddane dalszej uprawie (wiadomo - każde nowe pokolenie roślin to kolejne mutacje i postęp w dziedzinie genetyki, a więc stara dobra metoda znana ludzkości od lat). Niestety, mimo pięcioletnich studiów i trzyletniej aplikacji, o okresie praktyki "po" nie wspominając, nie potrafię się dopatrzeć takich rozwiązań w uchwalonych przepisach.

Mam też wrażenie, że sytuacja ta bardzo przypomina sprawę ACTA - podobny styl działania, podobna różnica w podejściu mediów (telewizja vs internet). Z jednej strony ciekaw jestem czy skończy się takim wybuchem niezadowolenia jak w styczniu. Z drugiej to chyba bardzo poważny argument za rozpoczęciem dyskusji na temat demokracji pośredniej, roli społeczeństwa w stanowieniu prawa oraz znaczenia referendum w naszym systemie prawnym.

Jak juz mówimy o Monsanto

To mam nadzieję że autor serwisu, nie potraktuje moich postów jako "reklamy" ale akurat tematem GMO, Nowy Obywatel zajmował się "before it was cool". Pierwszy w miarę wyważony (bo jednak "trochę przeciw") tekst pojawił się w 2005 r, a dwa lata wcześniej "okładkowym" tematem był "Patent na życie" - artykuł Maćka Muskata o biopiractwie.

Mechanizmy które opisujesz (ACTA itp) to prosta konsekwencja umów WTO. ACTA to kolejne wcielenie niechlubnego MAI (http://en.wikipedia.org/wiki/Multilateral_Agreement_on_Investment), które niby umarło, ale co jakiś czas wraca w innej skórze.

Polecam nie tylko film podany wyżej przez Vaglę, ale lekturę książki "Świat według Monsanto" Będzie w sam raz na święta bo to obszerna praca i momentami czyta się jak kryminał. Najlepiej zamówić bezpośrednio u wydawcy (czyli u nas ;-) ) http://nowyobywatel.pl/sklep/

O WTO nie ma w Polsce za wielu książek, a jeśli już to raczej nie krytycznie, bo to przecież "wolny rynek" i same dobro.
Planujemy po nowym roku wydać kilka e-booków, więc może też sięgniemy po starocie takie jak ABC Globalizacji (Invisible Government), mała broszurka która opisywała pod koniec lat 90 to co dziś (na szczęście) widać jak na dłoni. Było tam wyłącznie o prawie międzynarodowym i jego konsekwencjach...

Same to rosną chwasty

,,Chciałbym aby zwolennicy ustawy wskazali, jak może bronić się osoba, na której polu wysieje się coś, na co trzeba mieć licencję i czyją własnością stanie się to coś zwłaszcza, "
Ale uprawa pola nie polega na tym, że czeka się, że coś samo się wysieje, tylko samemu się sieje. Jak prowadzi się duże gospodarstwo i chce się uzyskać dobre plony, to sieje się kupiony materiał kwalifikowany. Nawet jak się przez lata sieje kukurydzę zebraną poprzedniego roku i jest się otoczonym od lat przez uprawy GMO, to niemożliwe, żeby kukurydza stała się w większości GMO, chyba, że własne pole spryska się herbicydem.

To herbicyd służy do

To herbicyd służy do uzyskiwania nasion GMO? :)

Bo mnie się wydawało, że jest odwrotnie: stosuje się manipulację genetyczną po to, aby uzyskać roślinę odporną na herbicyd.

Ale z drugiej strony jak Pan Staszek wysieje sobie kukurydzę a potem poleje ją Roundupem i zabije 95% plonów, ale potem weźmie to, co zostanie, wysieje, poleje Roundupem, zabije 80% plonów, weźmie co zostanie, poleje Roundupem... No i w końcu ma coś, co jest odporne na Roundup, tylko że dostaje pozew z sądu o naruszenie licencji, bo kukurydza o takich właściwościach już jest.

Polecam lekturę sprawy Schmeisera. Mnie zaś bardzo interesuje (z punktu widzenia uczestnika sądowego teatrum) rozkład ciężaru dowodu w takich sprawach.

http://en.wikipedia.org/wiki/Monsanto_Canada_Inc._v._Schmeiser

"Ale z drugiej strony jak

"Ale z drugiej strony jak Pan Staszek wysieje sobie kukurydzę a potem poleje ją Roundupem i zabije 95% plonów, ale potem weźmie to, co zostanie, wysieje, poleje Roundupem, zabije 80% plonów, weźmie co zostanie, poleje Roundupem... No i w końcu ma coś, co jest odporne na Roundup, tylko że dostaje pozew z sądu o naruszenie licencji, bo kukurydza o takich właściwościach już jest." To tak jak z twierdzeniem, że cztery strony tekstu są identyczne w moim dziele, jak w jakimś innym w wyniku czystego przypadku, a nie naruszenia praw autorskich. Jeśli analiza DNA wykaże obecność w nim konstruktu genowego opracowanego w Monstanto, to nie ma mowy o niezależnym wyselekcjonowaniu formy rośliny odpornej na Roundup. Zresztą w omawianej sytuacji było tak:
"The court record shows, however, that it was not just a few seeds from a passing truck, but that Mr Schmeiser was growing a crop of 95–98% pure Roundup Ready plants, a commercial level of purity far higher than one would expect from inadvertent or accidental presence. The judge could not account for how a few wayward seeds or pollen grains could come to dominate hundreds of acres without Mr Schmeiser’s active participation, saying ‘. . .none of the suggested sources could reasonably explain the concentration or extent of Roundup Ready canola of a commercial quality evident from the results of tests on Schmeiser’s crop’" - in other words, the original presence of Monsanto seed on his land in 1997 was indeed inadvertent, but the crop in 1998 was entirely purposeful.[2]

Ciężar dowodu

Nadal zwracam uwagę na ciężar dowodu.

Z tego procesu wynika, że to nie Monstanto musiało udowodnić, że Pan Staszek / Schmeiser kupił a następnie "piracił" ziarno, tylko Pan Staszek nie wykazał zdaniem sądu, że ziarno rozmnożył sam. "The judge could not account for how a few wayward seeds or pollen grains could come to dominate hundreds of acres without Mr Schmeiser’s active participation," oznacza, że sąd rozważał stanowisko pozwanego i opierał się o "reasonably explain" - czyli my cię oskarżymy i zobaczymy, czy się wybronisz.

tekst to nie hodowanie odmiany

Natomiast co do argumentu o czterech stronach identycznego tekstu, to jest on chybiony. Różnica jest taka, jak między napisaniem sonetu a ułożeniem łabądka origami. Aby napisać sonet należy w unikalny sposób zestawić ze sobą 24 możliwe znaki (załóżmy, że to Szekspir), uzyskując w ten sposób łańcuch 10 000 znaków. Pewnie czyta to ktoś matematyczny, kto jest w stanie wyliczyć prawdopodobieństwo przypadkowego otrzymania takiego ciągu znaków.

Natomiast aby ułożyć łabądka origami trzeba znacznie mniejszej ilości ruchów. Jeżeli widzisz, jak ktoś to ułożył i sam zajmujesz się origami przez 30 lat, to prawdopodobnie bez trudu odtworzysz sekwencję złożeń, która prowadziła do łabądka. W wypadku uprawy i krzyżowania (mam nadzieję, że się nikt nie obrazi) jest jeszcze prościej, bo masz prosty algorytm:

jeżeli (roślina ma pożądane cechy) to (wysiej jej nasiona) w_przeciwnym_razie (skieruj na kompostownik).

I to jest takie proste, sprawdzało się przez tysiąclecia (choć pracochłonne). Chyba nie ma się co kłócić, że indianie, którzy wyhodowali słodką kukurydzę, mieli doktoraty z genetyki i mikrobiologii?

chybiony strzał w papierowego łabędzia

Uważam, że chybiony jest przykład z łabędzim origami, a nie tekstem jako modelem DNA. Często DNA przedstawia się jako zaszyfrowany tekst; nie słyszałem by ktoś sensownie dowodził, że lepiej porównać go do układanki origami. Typowy konstrukt genowy (nie mam czasu by szukać szczegółów dotyczących szczególnego konstruktu nadającego odporność na Round-up) to gen selekcyjny (kilkaset nukleotydów) + jego promotor (kilkaset nukleotydów) + promotor genu użytkowego (kilkaset nukleotydów) + część kodująca genu użytkowego (tysiąc do paru tysięcy nukleotydów) + terminatory obu genów + sekwencje graniczne rozpoznawane przez białka bakterii Agrobacterium tumefaciens + sekwencje łączące poszczególne elementy = łącznie kilka tysięcy nukleotydów, w tym znaczne ciągi znaków nigdy nie występujące w roślinie nie poddanej transformacji genetycznej. Jeśli więc wykryje się takie ciągi znaków (nukleotydów) w jakiejś roślinie, to nie ma mowy o tym, że ktoś sobie coś sam "złożył", albo że się tak samo "złożyło", tylko mamy do czynienia z rośliną będącą potomstwem rozpatrywanej rośliny wzorcowej. Zdanie w uzasadnieniu wyroku należy rozumieć, że nie istnieje logiczne wyjaśnienie identyczności pewnych sekwencji w roślinach nie mających wspólnego pochodzenia, a nie że zadanie wykazania takiej niedorzeczności przerzuca się na oskarżonego.

Jamnika można wyhodować na różnych krańcach świata

Będę bronił metafory, bo rolnictwo nie jest aż tak skomplikowane. Jak by nie patrzeć, nasi przodkowie w neolicie radzili sobie z uprawami bez znajomości genetyki - a krzyżówki i nowe odmiany jakoś powstawały. Mimo wszystko, jak by nie patrzeć, nauka to proces powtarzalny. Stąd też ja jestem sobie w stanie wyobrazić, że dwie osoby na globie wpadają na podobny pomysł a następnie osobno go realizują, nie uchybiając sobie w prawach do niego.

Ponadto pojawia się pytanie: czy rolnik, którego pole zostało zanieczyszczone bez jego wiedzy i zgody musi od razy wykupić licencję, lub też przeprowadzić badania genetyczne i pokornie zgłosić się do firmy z pytaniem, czy to nie ich się wysiało, czy też, kiedy odkryje niespotykane właściwości rośliny, może ją zebrać, wysiewać do woli i dalej rozwijać w kierunku, który mu się podoba? Bo, o ile się nie mylę, rzeczonemu rolnikowi nie udowodniono, że kiedykolwiek kupił nasiona od Monsanto (i dalej je "piracił") a jedynie zarzucono, że ma nasiona o takich samych właściwościach. Stąd też moim zdaniem jest to przerzucanie ciężaru dowodu, bo obrót takimi ziarnami jest jak sądzę bardzo dobrze ewidencjonowany ze względu na system licencyjny.

w tym jest cały argument

Właśnie chodzi o pracochłonność. Małe gospodarstwa które działają w sposób tradycyjny nie są dobrymi partnerami dla gigantów produkujących żywność (niby mało wydajny, lecz 17% Polaków tym się zajmuje). Te firmy wolałyby sprawną, szybką manufakturę żywności (http://en.wikipedia.org/wiki/Food,_Inc.) i jak najmniej kosztów związanych ze strony siły roboczej (przykład: sprowadzanie pracowników z Afryki i Meksyku w Hiszpanii i USA).

Macie racje, że argument wstępnie jest zagadnieniem prawnym, i politycznym odnośnie produkcji żywności.

DNA jest jak tekst

,, W wypadku uprawy i krzyżowania (mam nadzieję, że się nikt nie obrazi) jest jeszcze prościej, bo masz prosty algorytm:

jeżeli (roślina ma pożądane cechy) to (wysiej jej nasiona) w_przeciwnym_razie (skieruj na kompostownik)."

Tylko, że ta sama cecha może wynikać z działania różnych białek. Ba, identyczne białko może być w pewnym stopniu różnie zapisane w DNA. Tak więc DNA powinno być traktowane tak jak Europa traktuje programy komputerowe, jak dzieła literackie, gdzie nie można opatentować efektu, ale są prawa autorskie do tekstu - sekwencje DNA zapisuje się za pomocą 4 liter.

3 gr

,, kto będzie miał monopol (prawny, czy faktyczny - ten ostatni np. wówczas, gdy zmodyfikowany materiał skutecznie "zainfekuje" inne odmiany)"
Nie jest to możliwe. Gdyby tak było, niemożliwym było utrzymania różnych odmian. Przywoływany przez przeciwników przykład farmera z Kanady, pozwanego za piracką uprawę, a który bronił się właśnie tym, że roślin same mu się skrzyżowały, miał ,,zanieczyszczenie" coś powyżej 90 %...

,,Przed erą manipulacji genetycznych do takich efektów dochodzono metodą żmudnych krzyżówek, prób i błędów, niejako "naturalnie"."
Cudzysłów jest jak najbardziej na miejscu. Często rośliny poddaje się działalności środka mutagennego, np. naturalnej radioaktywności, licząc, że wśród roślin, które przeżyją pojawi się pożądany mutant.

,,Z tym wiążą się też kwestie replikacji wyników badań naukowych (kto będzie zatrudniał naukowca, który sygnalizuje problemy z technologią produkowaną przez pracodawcę?),"
Konkurencja, uniwersytet, czasami nawet producent. Np. zdarzają się badania kliniczne leków, sponsorowane przez producenta, które stwierdzają, że lepszy jest lek produkowany przez konkurencję. Oczywiście jest to rzadkie.

Taka ciekawostka. Razem z wyborami prezydenckimi w Kalifornii odbyło się referendum, czy żywność GMO, która stanowi większość upraw w USA, powinna być znakowana. Propozycję odrzucono, a jednym z argumentów było to, że technologia ta, a raczej cała masa różnych technik, nie daje jednego rodzaju rezultatu, tak jak tu ktoś napisał, czy chemia jest dobra czy zła.

Firmy wpłaciły ogromne sumy

... aby głosowanie w Kaliforni wyszła tak a nie inaczej, przeciw znakowaniu produktów. http://www.huffingtonpost.com/2012/11/07/prop-37-defeated-californ_n_2088402.html

Niestety spodziewam się że opinie tutaj wypisywane nie koniecznie mogą być bezinteresowne... Polskie odziały tych firm też mają swoich ludzi od PRu. :(

Tak, konkurencja nie

Tak, konkurencja nie sprzedającą GMO ma dużo do stracenia.

dla obrońców GMO jako postępu cywilziacji

Jarek Żeliński's picture

króliki i psy w Australii to prosty dowód na "efekty sztucznych zabiegów" a to było tylko zakłócenie naturalnego środowiska, jako laika śmieszą mnie "naukowe opinie o braku wpływu GMO na ludzi", skoro choroby genetyczne są "widzialne" po kilku pokoleniach u ludzi to na jakiej podstawie "nauka" mówi, że GMO są bezpieczne skoro "żre" to dopiero pierwsze pokolenie ???

--
Jarek Żeliński
http://jarek.zelinski.biz.pl

"Osiągnąłem to przez filozofię: że bez przymusu robię to, co inni robią tylko w strachu przed prawem." (Arystoteles)

króliki i psy w Australii

króliki i psy w Australii to prosty dowód na "efekty sztucznych zabiegów"
Tyle, że to nie była decyzja naukowców, tylko ludzi, którzy chcieli zeuropeizować nową ojczyznę.

,,"jako laika śmieszą mnie naukowe opinie o braku wpływu GMO na ludzi", skoro choroby genetyczne są "widzialne" po kilku pokoleniach u ludzi to na jakiej podstawie "nauka" mówi, że GMO są bezpieczne skoro "żre" to dopiero pierwsze pokolenie "
Ponieważ wszystko co jemy zawiera geny nie ma powodów, żeby zmienione geny były szkodliwe, tylko dlatego, że zaprojektowano tą zmianę, w przeciwieństwie do losowych zmian w odmianach tradycyjnych. Natomiast produkt wstawionego genu może być szkodliwy i dlatego odmiany GMO bada się dokładniej - UE raptem zatwierdziła 2 odmiany. Choroby genetyczne są wynikiem szkodliwej mutacji. Gdyby żywność powodowała choroby genetyczne, to byłoby to widać w częstości chorób genetycznych u dzieci w USA, gdzie większość upraw to odmiany GMO. W kraju, gdzie można dostać odszkodowanie, za poparzenie się gorącą kawą. Im większa szkodliwość, tym szybciej to widać. Oczywiście można czekać i sprawdzać, czy coś jest ideałem i decyzję o tym, czy używać telefonów komórkowych, kuchenek mikrofalowych, komputerów, tworzyw sztucznych zostawić wnukom.

Mądrzy naukowcy i etyczne firmy czuwają

króliki i psy w Australii to prosty dowód na "efekty sztucznych zabiegów"
Tyle, że to nie była decyzja naukowców, tylko ludzi, którzy chcieli zeuropeizować nową ojczyznę.

Ufff... Jak to dobrze, że o wprowadzeniu GMO decydują mądrzy naukowcy, a nie głupi emigranci. Mam nadzieję, że to jednak inni naukowcy niż ci odpowiedzialni za plagę barszczu Sosnowskiego. Ci od GMO się na szczęście nie mylą, prawda?

W kraju, gdzie można dostać odszkodowanie, za poparzenie się gorącą kawą.

Dlaczego każda wypowiedź zwolennika GMO utwierdza mnie w przekonaniu, że powinno się tego zakazać? Przecież powinno być odwrotnie. Powinieneś próbować rozwiać nasze wątpliwości. A tymczasem Ty jako argument podajesz sugestię, że jest bezpiecznie, bo w Stanach Zjednoczonych żadna firma nie odważyłaby się świadomie narażać zdrowia ludzi i ukrywać niewygodnych dla siebie faktów - w obawie przed grożącymi odszkodowaniami. Np. takich faktów:

Tobacco litigation
Monsanto
Monsanto... Monsanto...? Skąd ja znam tę nazwę...? No nic, lećmy dalej.
Hinkley groundwater contamination
Lead contamination in Washington, D.C. drinking water

W tym ostatnim czytamy:

Congressional investigation that damaged the scientific reputation of the Centers for Disease Control and Prevention (CDC)

No jak to? Urząd, który miał czuwać, aby takie rzeczy się nie zdarzały dał ciała? Niemożliwe. Pomówienia jakieś pewnie.

Wystarczy? Chyba wystarczy. Ale przecież żaden z tych skandali (oraz setek innych) nie dotyczy(ł) GMO. Więc nie mają żadnego znaczenia w tej dyskusji. Prawda?

Błąd w rozumowaniu.

Dowody przedstawia się NA SZKODLIWOŚĆ, a nie na NIESZKODLIWOŚĆ. Nie da się udowodni tego że coś nie istnieje (np. bóg, yeti), lub coś jest nieszkodliwe (np. woda). Udowadnia się że coś istnieje/ma miejsce (np. istnienie gatunków roślin, zwierząt), choć czasem trzeba poczekać kilka dekad na potwierdzenie wynikami doświadczalnymi.

Być może w przyszłości się uda się znaleźć przypadki szkodliwego wpływu określonych mutacji uzyskanych z użyciem gmo. Tego, że promieniowanie może powodować raka człowiek dowiedział się też dopiero po wielu latach badań nad radioaktywnością, ale czy strach przed tym co może się wydarzyć jest uzasadnionym wytłumaczeniem dlaczego ma się blokować rozwój wiedzy?

Prąd może zabić (co usilnie pokazywał Edison), a mimo tego nie wyobrażamy sobie teraźniejszości bez prądu.
Rozszczepianie atomu zabiło zarówno masy japończyków, jak i rosjan (na których ich naukowcy testowali całkiem ostro).
Mimo tego, ktokolwiek mający pojęcie o energetyce - wie, że nie ma obecnie realnej ucieczki przed elektrowniami atomowymi. Są i najbardziej ekologiczne i najbardziej ekonomiczne.

Prawo własności

Prawo własności przemysłowej:

"Art. 29.
1. Patentów nie udziela się na:
(...)
2) odmiany roślin lub rasy zwierząt oraz czysto biologiczne sposoby hodowli roślin lub zwierząt; przepis ten nie ma zastosowania do mikrobiologicznych sposobów hodowli ani do wytworów uzyskiwanych takimi sposobami;
(...)
2. Sposób hodowli roślin lub zwierząt, o którym mowa w ust. 1 pkt 2, jest czysto biologiczny, jeżeli w całości składa się ze zjawisk naturalnych, takich jak krzyżowanie lub selekcjonowanie."

Ja to rozumiem tak, że nie jest możliwe opatentowanie w Polsce jako wynalazku rośliny albo zwierzęcia (co z grzybami? obecnie klasyfikowane są one w biologii jako królestwo odrębne od roślin i zwierząt) o określonym kodzie genetycznym lub właściwości. Można jedynie opatentować sposób jego uzyskania drogą inżynierii genetycznej. Ale jeśli ktoś uzyska podobny organizm drogą naturalną (w tym z wysianego materiału genetycznego uzyskanego opatentowanym sposobem), to nie narusza patentu.
Ale jak to będzie wyglądało, jeśli Polska przystąpi do "Jednolitego Patentu Europejskiego"?

Natomiast co do projektowanej ustawy, to zwracam uwagę na to, że umożliwia ona zakazanie w drodze rozporządzenia (art. 104 ust. 9) stosowania materiału siewnego zarówno GMO, jak i nie-GMO. I jeśli ktoś ten zakaz naruszy, to będzie musiał zniszczyć rośliny. Dotąd jest tak, że odmian GMO nie wpisuje się do rejestru, więc obrót ich materiałem siewnym jest nielegalny. Ale nie ma zakazu stosowania, więc jeśli ktoś go zastosuje, to rośliny mogą rosnąć i nie można mu nakazać ich zniszczenia.
Z jednej strony więc nowa ustawa daje możliwość bardziej rygorystycznych zakazów dotyczących GMO, ale jest to tylko możliwość. Z drugiej strony, te zakazy mogą dotyczyć właśnie nie-GMO, więc jest to obosieczne.

Polska nie potrzebuje GMO. Politycy ulegają lobbingowi ? Za ile?

-Proces hodowli GMO - może być prowadzony jedynie na zamkniętych stacjach badawczych, pod ścisłym nadzorem/ laboratoriach.
Pisanie o tym, że ktoś(urzędnik) to będzie nadzorował - jest kpiną i ignorancją... Widzieliście urzędników biotechnologów/genetyków w liczbie kilkudziesięciu tys?

-Rak pręgowany także był pod kontrolą - zamknięty w hodowli. http://pl.wikipedia.org/wiki/Rak_pr%C4%99gowaty
Idealny przykład - jak coś obcego może przynieść niepożądane skutki ("wybicie" europejskich raków, raka szlachetnego).

- GMO może się rozpowszechniać na inne odmiany danego gatunku, a więc w przypadku zboża - od pola do pola - jak powieje wiatr... Żaden urzędnik tego nie zatrzyma.
- Inaczej mówiąc - wystarczy podmuch wiatru, aby pyłki znalazły się na uprawach niemodyfikowanych.
- jak z punktu widzenia prawa traktowane byłyby modyfikacje rodzimych gatunków?
-GMO może wywołać odporność wśród innych roślin (chwastów)
na środki ochrony roślin.
- GMO wcale nie jest bardziej bezpieczne czy "ekologiczne" - modyfikuje się procesy obronne rośliny, zwiększając jej "toksyczność" dla innych roślin, owadów.

- Żeby zlikwidować GMO potrzeba ognia. W przypadku "zainfekowania" GMO rodzimych upraw będzie potrzeba wypalić większość upraw, co może się wiązać z potrzebą zakupu zbóż z zagranicy i... z głodem. Problem nie zniknie(zainfekowanie np.traw, chwastów,ect.)

- GMO podlega ochronie patentowej - To, że obecnie cena jest porównywana ze zbożami tradycyjnymi - nie znaczy, że w przyszłości nie będzie ona 10 -20x większa po tym jak rodzime uprawy wymrą....
- to że dziś GMO - jest porównywalne jakościowo z żywnością naturalną - to nie znaczy, że za jakiś czas nie ulegnie zmianie "modyfikacja" - a co za tym idzie oddziaływanie na człowieka.
- Wiadomość o tym, że żywność z Polski może być modyfikowana - spowoduje masowe bankructwa polskich przedsiębiorstw produkujących żywność na eksport.
-Europejczycy nie chcą żywności modyfikowanej...

Amerykanie intensywnie lobbują żywność zmodyfikowaną na świecie - PO CO? W jakim celu? Po co im wcześniej była ACTA? I dlaczego Polska, która jest producentem zdrowej ekologicznej żywności? Czy nie chodzi o "wytłuczenie konkurencji"?

Żeby nie było tak samo jak z kredytami hipotecznymi opakowanymi w AAA... uznanymi za "super-bezpieczne"

- Państwo POLSKIE POWINNO BYĆ NIEZALEŻNE SUROWCOWO - a co za tym idzie nie powinno polegać na imporcie materiału nasiennego z innych państw. Uzależnienie rolników od dostaw nasion - osłabi kraj. Mamy własne, dobre odmiany - nie potrzebujemy obcych, zmodyfikowanych.

Jeszcze jeden aspekt naszedł mi na myśl - a jeśli za 5 lat - Unia w którejś tam dyrektywie zakaże hodowli GMO?
Bo powiedzmy zdarzył się przypadek istotnego wpływu zmodyfikowanej żywności na człowieka? (choroby, deformacje)
I nagle rolnicy utracą dopłaty i staną się bankrutami ?
Co wtedy? Kto odpowie GŁOWĄ(dosłownie) za wystąpienie takiej możliwości?

Pozdrawiam

P.S. Człowiek igrając z naturą jeszcze nigdy nie wygrał.

tyle różnych błędów w rozumowaniu...

że aż nie chce mi się prostować wszystkiego po kolei. Ale idąc od końca "Człowiek igrając z naturą jeszcze nigdy nie wygrał" - bardzo często wygrywał; jedną z pierwszych takich sytuacji było opanowanie ognia i obróbki kamienia; jedną z nowszych było poważne ograniczenie strat ludzkich wywoływanych przez różne (bardzo naturalne) epidemie.
"Mamy własne, dobre odmiany - nie potrzebujemy obcych, zmodyfikowanych." Moglibyśmy mieć własne zmodyfikowane, gdyby nie potężny opór przeciw takim pracom. Ostatnio rozmawiałem z hodowcą z Czech, który otrzymał groch odporny na niektóre wirusy. Planuje go sprzedawać w Azji (po badaniach, które wskazują na jego nieszkodliwość dla kręgowców), bo w Europie "nie ma sprzyjającego klimatu społecznego".
"Żeby zlikwidować GMO potrzeba ognia. W przypadku "zainfekowania" GMO rodzimych upraw będzie potrzeba wypalić większość upraw, co może się wiązać z potrzebą zakupu zbóż z zagranicy i... z głodem. Problem nie zniknie(zainfekowanie np.traw, chwastów,ect.)" - wiele jest sposobów zabijania roślin - roślinne GMO nie jest pod tym względem żadnym wyjątkiem. Oczywiście wypalanie może być metodą najprostszą. "Zainfekowanie traw, chwastów..." transgeny przenoszą się między tymi organizmami, które w naturze krzyżują się. W praktyce istnieje ryzyko skażenia położonych blisko siebie upraw tego samego gatunku rośliny. Mieszańce międzygatunkowe u większości roślin, w tym u zbóż zdarzają się bardzo rzadko. Międzyrodzajowe zupełnie sporadycznie. Bardziej odległe - nigdy. Oczywiście, wprowadzając daną roślinę do uprawy bierze się pod uwagę ryzyko jej krzyżowania z chwastami - w przypadku kukurydzy, ziemniaka, fasoli, soi, pomidora - praktycznie zerowe. Ponadto nieprawdą jest, że gen raz "przechwycony" przez rośliny pozostanie w nich na zawsze; jeśli do niczego im się nie będzie przydawał, prędzej lub później zmutuje i przekształci się w nieaktywny tzw. pseudogen. Może też całkiem zaniknąć wskutek mutacji zwanej delecją. "Amerykanie intensywnie lobbują żywność zmodyfikowaną na świecie" - środowiska antyGMO również korzystają intensywnie z materiałów propagandowych i wsparcia aktywistów amerykańskich.
"To, że obecnie cena jest porównywana ze zbożami tradycyjnymi - nie znaczy, że w przyszłości nie będzie ona 10 -20x większa po tym jak rodzime uprawy wymrą.." Jeśli, jak wielu twierdzi, odmiany tradycyjne są dużo lepsze, to nie wymrą. Nie ma powodu żeby wymarły. Z drugiej strony, ciekawe że na południu Polski ludzie sprowadzają nasiona transgenicznej kukurydzy. Nikt ich do tego nie zmusza, raczej przeciwnie... nie jest to troszkę zastanawiające?
"GMO może wywołać odporność wśród innych roślin (chwastów)
na środki ochrony roślin." Masz na myśli na przykład kukurydzę odporną na omacnicę prosowiankę? Czy zakazać produkcji jogurtu, bo bakterie mogą wywoływać cholerę i syfilis?
"GMO wcale nie jest bardziej bezpieczne czy "ekologiczne" - modyfikuje się procesy obronne rośliny, zwiększając jej "toksyczność" dla innych roślin, owadów." Możesz porównać toksyczność i trwałość metaloorganicznych pestycydów i białkowej toksyny Bt ?
Nie twierdzę, że masz zero racji, ale twierdzę, że argumenty trzeba przedstawiać starannie je dobierając, a nie pływać na fali powszechnej histerii.

jeszcze jedno...

Dlaczego piszesz "tradycyjne odmiany"? Więc jednak istnieje jakaś możliwość zachowania czystości odmianowej? Przecież twoje założenie było (jeśli dobrze zrozumiałem), że wszystkie geny danego gatunku zlewają się w jakąś jedną magmę i nie ma możliwości współwystępowania różnych odmian w tym samym kraju?

No właśnie, a co jeśli ktoś się boi...

Zgadzam się z którymś z powyższych głosów; rozbuduję ten argument: podobnie jak zagęszczenie pyłków roślin w powietrzu, promieniowania elektromagnetyczne słabną w sposób asymptotyczny, właściwie nigdy nie osiągając natężeń zupełnie zerowych. Jeśli więc ktoś obawia się (nie bez pewnych podstaw), że fale radiowe, telewizyjne, telefonów komórkowych i kuchenek mikrofalowych są dla niego bardzo niebezpieczne (być może nawet nazwie je bronią masowego rażenia), to czy będzie miał prawo domagać się by stosowanie tych "wytworów chciwych zachodnich koncernów i korporacji" zostało kategorycznie zakazane w naszym kraju?

a kto mu zabroni?

xpert17's picture

to czy będzie miał prawo domagać się by stosowanie tych "wytworów chciwych zachodnich koncernów i korporacji" zostało kategorycznie zakazane w naszym kraju?

Tak, oczywiście, że będzie miał prawo tego domagać się - pisząc petycje, przekonując swoich posłów, wnosząc inicjatywę ustawodawczą, demonstrując, rozrzucając ulotki itp. itd. Na tym polega demokracja w wolnym kraju.

A może...

rozsądek zabroni?

O matko

,,-Proces hodowli GMO - może być prowadzony jedynie na zamkniętych stacjach badawczych, pod ścisłym nadzorem/ laboratoriach.
Pisanie o tym, że ktoś(urzędnik) to będzie nadzorował - jest kpiną i ignorancją."
Tu chyba chodzi o wykorzystywanie GMO poza rolnictwem, przede wszystkim w produkcji leków.

,,-Rak pręgowany także był pod kontrolą - zamknięty w hodowli. http://pl.wikipedia.org/wiki/Rak_pr%C4%99gowaty
Idealny przykład - jak coś obcego może przynieść niepożądane skutki ("wybicie" europejskich raków, raka szlachetnego)."
No przecież na Wikipedii pisze jak wół, że zostały wpuszczone do stawu, więc to nie jest zamknięta hodowla, przez gościa od górnictwa, a nie po rozważeniu przez komisje ekspertów.

,,GMO wcale nie jest bardziej bezpieczne czy "ekologiczne" - modyfikuje się procesy obronne rośliny, zwiększając jej "toksyczność" dla innych roślin, owadów."
Bardzo chciałbym się dowiedzieć od przeciwników GMO dlaczego rośliny produkujące toksynę Bt są niebezpieczne i nie są ekologiczne, podczas gdy rośliny obsypywane bakteriami produkującymi tą samą toksynę są sprzedawane od dziesięcioleci jako żywność ekologiczna.

,,- to że dziś GMO - jest porównywalne jakościowo z żywnością naturalną - to nie znaczy, że za jakiś czas nie ulegnie zmianie "modyfikacja" - a co za tym idzie oddziaływanie na człowieka."
Niespodzianka - jedyną stałą rzeczą są zmiany, także w przypadku odmian tradycyjnych.

,,Amerykanie intensywnie lobbują żywność zmodyfikowaną na świecie - PO CO? W jakim celu? Po co im wcześniej była ACTA? I dlaczego Polska, która jest producentem zdrowej ekologicznej żywności? Czy nie chodzi o "wytłuczenie konkurencji"?"
Po to, żeby amerykańskie firmy mogły sprzedawać zarówno materiał siewny jak i żywność z USA w Europie.

,,Jeszcze jeden aspekt naszedł mi na myśl - a jeśli za 5 lat - Unia w którejś tam dyrektywie zakaże hodowli GMO?
Bo powiedzmy zdarzył się przypadek istotnego wpływu zmodyfikowanej żywności na człowieka? (choroby, deformacje)
I nagle rolnicy utracą dopłaty i staną się bankrutami ?
Co wtedy?"
Jeśli UE zakaże GMO, które wcześniej dopuściła, tu myślę że ze znacznym wyprzedzeniem, więc rolnicy będą mieli czas na przygotowanie się.

GMO: o co naprawdę chodzi

Biorąc to na logikę, z GMO jest dokładnie tak: po pierwsze, nie jesteśmy w stanie przy dzisiejszym stanie nauki dowieść niezbicie, że GMO jest bezpieczne dla zdrowia, po drugie, już były różne próby "poprawiania natury" i bardzo często kończyły się katastrofą. (Współczesna epidemia nowotworów to jedna z nich - to też jeden z elementów "zakazanej wiedzy".)

Z GMO nie chodzi o nic innego, jak tylko i wyłącznie o pieniądze. Jeśli komuś się wydaje, że GMO ma na celu dostarczenie jakiegoś lepszego produktu DLA KLIENTA, że ma być po prostu TANIEJ SPECJALNIE DLA KLIENTA, albo że ma być jakiś LEPSZY PRODUKT SPECJALNIE DLA KLIENTA, jest ostatnim naiwniakiem.

TANIA: Przykładowo w USA, gdzie GMO jest dopuszczalne i powszechne, żywność wcale nie jest jakaś straszliwie tania (ja słyszałem, że jest tania kilka lat temu, po czym byłem dwa miesiące w Texasie, gdzie żywność była tak lekko licząc 2x droższa niż w Polsce, a teraz mieszkam w Niemczech, gdzie żywność jest w stosunku do Polski taka sama albo tańsza). Więc to chyba oczywiste, że GMO ma spowodować tańszą żywność... dla ich producentów. Dzięki temu mogą ją sprzedawać po takiej samej cenie, jak normalną, a zarobią więcej.

LEPSZA: W jakim sensie lepsza? Że mogłyby być czereśnie bez pestek, albo ryby bez ości? To ja wolę kupić czereśnie z pestkami i drylować specjalnym narzędziem, a rybę dać do przepuszczenia przez maszynkę do usuwania ości i mam to samo, bez GMO. No to w czym lepsza, że odporna na pasożyty? Hmm, tu bym się dobrze zastanowił, czy chciałbym na pewno zjeść produkt roślinny, który próbował zjeść jakiś robak i zdechł.

GMO to jedna z powszechnie dziś stosowanych sztuczek przez marketingowców pt. "jak wmówić klientowi, że dostaje lepszy produkt za tą samą cenę, wciskając mu g...", albo "jak wmówić klientowi, że dostaje taki sam produkt, tak samo wartościowy, i tak samo dobry, za niższą cenę". Dlatego właśnie bardzo ważne jest ukrywanie samego faktu, że w ogóle gdziekolwiek jest jakiekolwiek GMO.

A dodajmy do tego jeszcze np. takie machlojki stosowane przez firmy od GMO, że wysiewają gdzieś zmodyfikowane ziarno w pobliżu innego gospodarstwa, to się u niego następnie przeniesie przez wiatr i wysieje na jego polu. A potem firma stwierdza, że gość uprawia opatentowane przez nich ziarno GMO i podaje go do sądu. To są też potwierdzone przypadki.

GMO to tak naprawdę wierzchołek góry lodowej. Obejrzyjcie Food, Inc, to się wam odechce w ogóle podróżowania do USA.

Racjonalista

Jest to najlepszy tekst na temat GMO jaki do tej pory widziałam. Świetna rozprawka, wyzuta ze szkodliwych emocji, a jednocześnie delikatnie sygnalizująca to co jeszcze nie jest podparte faktami.

Będę polecać.

Pozdrawiam

> Planuje go sprzedawać w

> Planuje go sprzedawać w Azji (po badaniach, które
> wskazują na jego nieszkodliwość dla kręgowców),
> bo w Europie "nie ma sprzyjającego klimatu społecznego".

Popieram... w Azji jest duże przeludnienie...

Dobra, kończę z mową nienawiści i pytam JAK DŁUGO były prowadzone te badania. Bo na świecie chodzą miliony (kolejne miliony leżą na cmentarzach) ofiar firm farmaceutycznych... tam tez przeprowadzano badania, ale jakoś w ich trakcie badającym coś umknęło.

ofiary

Myślę, że w miliardy można by liczyć osoby uratowane przed śmiercią przez nowoczesną medycynę (wspieraną przez "korporacje, koncerny" farmakologiczne). Jak długo badali w czeskim Agritecu właściwości transgenicznej odmiany grochu? Nie wiem, pewnie nie dłużej niż dwa - trzy lata. Mała firma komercyjna nie może sobie pozwolić na prowadzenie badań przez bardzo długi czas, zwłaszcza gdy wstępne wyniki nie uzasadniają powiększania kosztów tego etapu. Badania prowadzi się na zwierzętach mających krótki czas życia, dzięki czemu w ciągu paru lat można przeanalizować parę ich pokoleń.

> Jak długo badali w

> Jak długo badali w czeskim Agritecu właściwości
> transgenicznej odmiany grochu? Nie wiem, pewnie
> nie dłużej niż dwa - trzy lata.

WOW. Całe trzy lata. No to pewnie Azja się wyludni. Sądzisz, że w tak krótkim czasie można określić czy zmodyfikowana żywność jest bezpieczna. Potem ludzie się dziwią, że w stanach tyle grubasów, że długość życia spada...
Wiem zaraz powiesz, że to przez hamburgery, ale tak właśnie ludzie maja myśleć. GMO w USA jest od 30 lat i skutki tego widać.

> Mała firma komercyjna nie może sobie pozwolić na
> prowadzenie badań przez bardzo długi czas...

Żartujesz? A co mnie jako konsumenta to obchodzi?

co ciebie to obchodzi...

Jako konsument możesz oczywiście stawiać dowolnie wydumane żądania co do sposobu produkcji żywności, leków, samochodów czy samolotów. W interesie konsumentów jest jednak, by szczegóły tych procesów technolgicznych były opracowywane przez osoby, które mają o tych dziedzinach jakieś praktyczne pojęcie, a nie każdego, kto potrafi głośno krzyczeć lub "odpalić" komputer. Jeśli potrafisz opracować bezpieczniejszą odmianę grochu, ziemniaka czy soi i jej produkcję uczynić podstawą egzystencji własnej i swoich pracowników, to tak zrób, na pewno wiele osób zechce podążyć za tym chwalebnym przykładem. Są w Polsce ludzie, którzy wierzą, że potrafią leczyć raka pestkami z jabłek i moreli, "wiedzą" że główną przczyną otyłości jest GMO. Osobiście jednak, wolałbym w razie potrzeby udać się do lekarzy onkologów, dietetyków, może endokrynologów, a nie internetowych krzykaczy. Żywność też wolę kupować od tych, którzy potrafią ją wyprodukować...

Porównanie przeciwników

Porównanie przeciwników GMO do tych, którzy leczą raka "pestkami z jabłek i moreli" jest obrzydliwe. To jednak świadczy tylko i wyłącznie o tobie.
Dla mnie złe jest zarówno leczenie raka wspomnianymi metodami jak i jego wywoływanie przez wprowadzanie GMO na rynek konsumencki.

Jako konsument nie życzę sobie (podobnie jak pozostałe 3/4 Polaków) żywności GMO w Polsce. Wiem, że to może boleć tych, których nie obchodzi ludzkie zdrowie, a wyłącznie zysk za wszelka cenę. Mamy zdrową, sprawdzoną żywność i nie widzę powodu, dla którego jakiś pseudonaukowiec, któremu wydaje się, że lepiej ode mnie wie czego mi potrzeba miałby ten stan rzeczy zmieniać.

Nic jednak nie stoi na przeszkodzie żebyś ty sprowadzał sobie na własny użytek taką żywność z USA i pasł się do woli. Smacznego!

Dosyć (GMO)

VaGla's picture

Ten serwis poświęcony jest dyskusji o prawnych aspektach społeczeństwa informacyjnego. Byłem ciekawy tych argumentów dot. GMO, które tylko delikatnie zahaczają o prawo, ale w momencie, kiedy dyskusja idzie w kierunku argumentacji ad personam i w kierunku przemyśleniom i wyobrażeniom medycznym lub biotechnologicznym, to nie jest już takie atrakcyjne, by przepuszczać w moderacji kolejne takie komentarze. Sygnalizuję zatem, że nieco silniej będę się przyglądał komentarzom na ten temat.

Dziękuję za uwagę.

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Masz rację, ale jak widzisz

Masz rację, ale jak widzisz GMO budzi silne emocje zapewne również z tego powodu, że ludzie zdają sobie sprawę z tego, że o żadnych "aspektach prawnych" mowy nie ma.

GMO wejdzie (masowo) na rynek w Polsce jak nie dziś to za rok, niezależnie od tego jakie będzie budziło emocje i jak duża część społeczeństwa będzie temu przeciwna. Pecunia non olet. Kogo obchodzi, że jeszcze nie uporaliśmy się z problemem "chemicznej żywności", która zbiera obfite żniwo na oddziałach onkologicznych, a już szykuje się nam nowe doznania.

gmo a otyłość

Pierwsza odmiana transgeniczna (pomidor Flavr Savr)pojawiła sie na rynku USA w 1994 r . Do dziś minęło więc 18 lat. Problem otyłości w USA jest o wiele starszy, a każdy kto zaszedł do tamtejszej restauracji i zobaczył standardową wielkość porcji obiadu może podać dużo bardziej przekonujące wyjaśnienie tego problemu niż GMO. Różne GMO zawierają różne białka (np. warunkujące odporność na owadzie szkodniki, albo na herbicyd określonego rodzaju - zwykle Round-up lub Basta). Na czym więc miałoby niby polegać wywoływanie otyłości przez tak różne rośliny?

GMO: wystąpienie NIK z 2008 roku

VaGla's picture

26 sierpnia 2008 r. Najwyższa Izba Kontroli przekazała Głównemu Lekarzowi Weterynarii wystąpienie pokontrolne. Dotyczyło ono postępowania z organizmami genetycznie zmodyfikowanymi i zostało - w ramach re-use - opublikowane w serwisie Sejmometr.pl.

Z ustaleń kontroli wynika, że w latach 2005, 2006 i 2007 na rynku pasz funkcjonowało odpowiednio: 1.120.232; 1.203.717 i 913.378 podmiotów (producenci, przetwórcy,
dystrybutorzy, przewoźnicy). Główny Lekarz Weterynarii nie dysponował szczegółowymi danymi dotyczącymi występowania GMO w paszach, a jedynie posługiwał się danymi szacunkowymi, przedstawianymi m.in. przez Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. Według tych danych, z ogólnej ilości zasobów surowców i komponentów paszowych - wynoszących w latach 2005, 2006 i 2007 odpowiednio ok. 20,1; 17,2 i 20,5 mln ton - ca 50% - zawierało w różnym stopniu GMO, z tym że występowały one we wszystkich paszach przemysłowych wyprodukowanych w wymienionych latach, w ilości odpowiednio ok. 5,0; 6,0 i 6,6 mln ton. Głównym komponentem tych pasz była śruta sojowa GMO,
pochodząca z importu.

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Dlaczego warto mówić o

Dlaczego warto mówić o niebezpieczeństwach związanych z GMO? Ponieważ już nie tylko politycy, ale i dziennikarze (może nawet zwłaszcza oni) macą ludziom w głowach. Jest taki dziennikarz w Polityce, który co rusz pisze jakie to fajne GMO, a niefajni są jego przeciwnicy. Niedawno wyciekły z Wikileaks dokumenty m.in. o lobbowaniu na rzecz GMO. Amerykanom na tym bardzo zależy, a naszym rządzącym zależy na przyjaźni za wszelka cenę z U.S.A.

O Dziennikarzu GW:

" 10. (SBU) Spirnak's last meeting was with Slawomir Zagorski, a reporter from Gazeta Wyborcza, the newspaper with the largest circulation in Poland. Zagorski, also the paper's Science Editor, lent a sympathetic ear to Spirnak, and recounted that he had written a story on GMO's recently, following a visit to the U.S. sponsored by the Department of Agriculture. In the aftermath of publication, Zagorski was accused of being an "agent" for Monsanto who had taken bribes to write a story portraying GMO's positively. Although he is still interested in the subject, he explained, he simply can not write another story on GMO's right now, given the deeply negative public reaction to his last story. "

Zaraz po tym wycieku Węglarczyk pisał o "upadku moralnym" wikileaks: wyborcza.pl/1,113922,10197586,Moralny_upadek_WikiLeaks.html

UWAGA

http://www.youtube.com/watch?v=ugs0tSXLIWE

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>