Sądowy strzał w Mininova.org

Holenderski sąd z Utrecht 26-tego sierpnia wydał rozstrzygnięcie w sprawie torrent-trackerskiego serwisu Mininova. Z dostępnych źródeł wynika, że sąd miał stwierdzić niezgodne z prawem działanie wydawców serwisu, a to polegające na tym, że świadomie godzą się na naruszanie praw autorskich i praw pokrewnych przez swoich użytkowników, a także podżegają do takich naruszeń oraz czerpią z takich naruszeń korzyści ("giving opportunity to, encouraging and profiting from infringements on copyroght and neighboring rights").

W tym przypadku mamy relacje dwóch stron. Na blogu Mininova opublikowano notatkę Mininova considers appealing in Brein case, w serwisie IFPI opublikowano materiał prasowy, sygnowany logiem holenderskiej organizacji antypirackiej BREIN (Bescherming Rechten Entertainment Industrie Nederland), pt. Dutch court orders Mininova to prevent infringement (PDF). Mininova zastanawia się nad tym, czy odwoływać się od rozstrzygnięcia sądu dystryktowego, BREIN zaś przedstawia szczegóły rozstrzygnięcia: Mininova ma zablokować (mają na to 3 miesiące) dostęp do wskazanych przez BREIN plików torrent (por. Dostęp a prawa autorskie - czym jest torrent), ma również doprowadzić do tego, że torrenty związane z chronionymi prawem autorskim utworami nie pojawią się więcej w serwisie (jeśli się pojawią wydawcy serwisu będą musieli zapłacić 1000 euro za jeden link-torrent, ale nie więcej niż 5 milionów euro; nie jest dla mnie jasny charakter tych płatności, w szczególności czy jest to odszkodowanie, czy jakiś rodzaj grzywny).

Takie rozstrzygnięcie, w którym mowa nie tyle o tym, że wydawca serwisu narusza prawa autorskie, a o tym, że czerpie profity z naruszeń innych, pojawiło się najpierw w sporze Metro-Goldwyn-Mayer Studios Inc. v. Grokster Ltd.. Po tym, jak amerykański Sąd Najwyższy uznał możliwość ponoszenia odpowiedzialności niejako za "działania użytkowników", jesli wydawca promuje używanie swojego produktu (usługi) w celu naruszenia prawa autorskiego, lub podejmuje inne działania akceptujące takie naruszenia, pojawiły sie również inne, tego typu procesy (por. Sądowy strzał w Morpheusa oraz ostatnio, Przegląd wydarzeń - proces TPB, ugoda Google Book, pytania prejudycjalne o internetowy clipping...).

Serwis Mininova prowadzony jest przez pięciu studentów. Z serwisu tego korzysta 5 milionów użytkowników dziennie. W samym serwisie nie publikuje się filmów, ani muzyki (chronionych prawem autorskim), serwis nie linkuje również do takich materiałów. Udostępnia pliki w technologii BitTorrent, a więc niejako "przypis bibliograficzny" plików udostępnianych w sieci P2P. O przebiegu rozprawy z 2 czerwca 2009 roku, która odbyła się przed sądem w Utrecht, informował serwis TorrentFreak, w tekście Mininova and BREIN Clash in Court. W tekście Mininova Ordered to Remove All ‘Infringing’ Torrents komentują teraz niedawny wyrok....

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Mininova zmieniła ostatnio

Mininova zmieniła ostatnio taktykę udostępniania, i jestem ciekaw, jak to wygląda prawnie. Ze strony nie ściąga się już torrentów umożliwiających ściągniecie plików. Obecnie ściągą się torrenty, zawierające w sobie torrent, który umożliwia ściągnięcie danego pliku. (Trochę jak parodie "Pimp my ride" - "we heard you like downloading, so we put a torrent in your torrent so you can download while you download." ;)

Tym samym, torrenty do plików ściąga się teraz nie ze strony mininova, ale od innych użytkowników, posiadających fragmenty danego torrentu, dopiero pozwalającego ściągnąć piracki plik - więc, jeśli dobrze rozumuję, zwalnia to serwis z odpowiedzialności, a zrzuca ją na szerokie, bo idące w dziesiątki tysięcy, rzesze osób udostępniających po fragmencie torrenta.

robi się to co raz bardziej

robi się to co raz bardziej chore - karze się za to, że 'nożem można zabić'. A najlepsze jest to, że 'ftp-em' też można dzielić się plikami (nie mówiąc nic o http itp), jakoś żaden sąd tego nie zauważa.
Przecież każdy komputer zachęca do wymiany plików, tego się też nie zauważa opss! p/osłowie z naszego sejmu ostatnio coś w tym kierunku już zrobili.

A to ciekawe...

Jeżeli wykupię gdzieś hosting, to na serwer taki mogę wrzucić cokolwiek. Załóżmy zakładam sobie blog, sam tworzę skrypt i obsługę bazy danych. Ale na serwerze mam mnóstwo miejsca więc wykorzystuję go jako miejsce backupu danych. Żeby nie logować się za każdym razem tworzę sobie prosty cms do obsługi, tak, że bez hasła mogę wpisać adres podstrony na serwerze (np. http://moj_serwer.com.pl/archiwum_zefirka/pliki/pokaz.php) i pokaże mi się lista plików, które tam wgrałem z możliwością ich ściągnięca przez zwykłe http. Zapomniałem zablokować bota google, indeksującego strony. Chociaż nie rozpowszechniałem treści, google zindeksowało stronę i ktoś znalazł ją w wyszukiwarce, wszedł i ściągnął pliki. Zakładając, że pliki wrzucone na serwer były legalne (tzn. były albo ściągnięte z internetu na podstawie zakupu w sklepie on-line albo były kopiami muzyki/filmów, które zrobiłem z zakupionych płyt dvd/cd), to kto popełnił przestępstwo i jakie?
Czy można mnie uznać za rozpowszechniającego utwory objęte prawem autorskim bez zezwolenia, skoro skrypt jest schowany w drzewie katalogów i służy w założeniu tylko mnie? Jeżeli uznamy, że kopiując pliki na taki serwer łamię prawo autorskie, to w tym momencie, każdy kto przechowuje pliki na swoim komputerze jest w podobnej sytuacji.
Czy można google uznać za czerpiącego korzyści z naruszeń prawa autorskiego? W końcu zindeksowanie takiej podstrony może skutkować tym, że użytkownik następnym razem wybierzez google, a nie konkurencyjną wyszukiwarkę, w nadzieji, że pokaże mu inny serwer z innymi plikami.
Czy można uznać osobę, która ściągnie taki plik, jeżeli na owej stronie pokaz.php nie było żadnych informacji o prawach autorskich (wszakże mnie takie info nie jest potrzebne)? Czy może naruszy prawo dopiero po tym kiedy, zorientowawszy się, że ma do czynienia z chronionym utworem nie usunie go.

Wydaje mi się, że tym

Wydaje mi się, że tym przypadku możnaby to potraktować jako "zamiar ewentualny" rozpowszechniania materiału chronionego prawem autorskim.

Zamykać CD w sejfach?

W takim razie pozostawienie luzem płyty CD np. na biurku w firmie, byłoby "zamiarem ewentualnym" - sprzątaczka mogłaby skopiować.

Nie było moim zamiarem udostępnianie - ale jeśli przez zaniedbanie (technicznie) udostępniam, to jak to traktować?

Teoretycznie udostępniasz

PablO's picture

Teoretycznie udostępniasz nielegalnie, praktycznie to pewnie ściągających do sądu pociągną za to że Ci rzekomo "wykradli", jak pewnego fana DM: http://prawo.vagla.pl/node/5922

Robot sam nie zgadnie

xpert17's picture

Robot Google nie wpadnie sam z siebie na pomysł, żeby wejść akurat pod adres http://moj_serwer.com.pl/archiwum_zefirka/pliki/pokaz.php - żeby Google zaindeksowało Twoją stronę, musiałeś kiedyś wcześniej podać im ten adres (ewentualnie sami wykradli go od Ciebie poprzez jakiś Google Toolbar).

Granica jest bardzo cienka

Sam ostatnio rozmawiałem z pewnym Panem, którego prawa autorskie w Internecie naruszono i przekonywał mnie, że technologia dysku internetowego jest "podejrzana", bo jest wykorzystywana do rozpowszechniania nielegalnych plików.
Jest to tok rozumowania, który w prostej drodze prowadzi do stwierdzenia, że powinniśmy w ogóle wyłączyć Sieć, bo przecież większość ruchu służy do nielegalnej wymiany plików.
Z nadużyciami w Internecie należy walczyć, nie można jednak przy tej okazji wykraczać poza przyjęte w rzeczywistości niewirtualnej domniemanie niewinności - ludzi i technologii.
A technologie wymiany plików, niezależnie od takiej, czy innej łatki, mogą służyć i często służą wymianie plików w zgodzie z prawem autorskim (w ramach dozwolonego użytku lub w zgodzie z licencją).
Z drugiej strony, jeśli serwis oficjalnie, świadomie służy wsparciu rozpowszechniania jakichś treści wbrew przepisom prawa, takie działanie należy ukrócić.
Przyznam, że nie mam jednak pomysłu, jak stwierdzić, czy strona "oficjalnie" i "świadomie" służy wspieraniu nielegalnego rozpowszechniania plików. Tu leży ta cienka granica o dużym znaczeniu. Nie należy jej jednak przeciągać w żadną stronę.
Zdrowy rozsądek to dobra rzecz, o ile nie przyjmuje postaci "przecież WIADOMO, że wszyscy używają tego do...". Nic nie wiadomo, póki tego nie dowiedziemy.

No to jak? Karzemy za czyny,

No to jak? Karzemy za czyny, czy zamiary?-)

Miałem zamiar ukręcić łeb dla Pawlaka, ale tego nie zrobiłem. Ile lat odsiadki mi sie należy, czy też wystarczy zwykła grzywna?-)))))

Prawnicy zaczynają popadać w paranoje. W końcu zamiast prawa będziemy mieć prawna fikcje.

Za czyny

VaGla's picture

Nie znam treści holenderskiego rozstrzygnięcia sądowego w sprawie Mininova (jedynie relacje i cytowane fragmenty, które jednak są niezwykle mikroskopijne i nie oddają - jak przypuszczam - całości tez sądu), jednak gdy sięgnie się do polskiego Kodeksu karnego, to tam, w art. 18 § 2. czytamy: "Odpowiada za podżeganie, kto chcąc, aby inna osoba dokonała czynu zabronionego, nakłania ją do tego" - to jest działanie własne, nie zaś jedynie myślenie o tym, że się chce coś zrobić. Jeśli zaś chodzi o zamiar, to sięgamy do § 3 tego przepisy i tam mowa jest o pomocnictwie:

Odpowiada za pomocnictwo, kto w zamiarze, aby inna osoba dokonała czynu zabronionego, swoim zachowaniem ułatwia jego popełnienie, w szczególności dostarczając narzędzie, środek przewozu, udzielając rady lub informacji; odpowiada za pomocnictwo także ten, kto wbrew prawnemu, szczególnemu obowiązkowi niedopuszczenia do popełnienia czynu zabronionego swoim zaniechaniem ułatwia innej osobie jego popełnienie.

W przypadku Mininova problem polega m.in. na zderzeniu norm związanych ze świadczeniem usług drogą elektroniczną (a więc m.in. instytucji notice and takedown i wyłączeń odpowiedzialności dostawcy infrastruktury - te wynikają z dyrektywy unijnej, więc są podobne w Holandii i w Polsce) z ogólnymi zasadami odpowiedzialności karnej. Jeśli dojdzie do rozstrzygania apelacji ta kwestia będzie bardziej widoczna w sporze doktrynalnym.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Jakie mamy obowiązki?

Chwilę wyżej zadałem pytanie, ale w kontekście tego komentarza będzie ściślej: czy użytkownik treści chronionej (np. piosenki na CD lub innym nośniku), ma wobec tego "szczególny obowiązek niedopuszczenia do popełnienia czynu zabronionego"?

Raczej wątpliwe

Nie ma. Taki obowiązek musi wynikać w sposób wyraźny z ustawy (np. funkcjonariusz Służby Więziennej ma szczególny prawny obowiązek polegający m.in. na zamykaniu drzwi itp). A prawo autorskie taką regulacją się nie posługuje.

Znam kolejną wyszukiwarkę torrentów do usunięcia

Oto link do tej strasznej wyszukiwarki:
Dla przykładu dla hasła 'avi' zaindeksowała 810 000 filmów!

http://www.google.pl/search?hl=pl&q=avi+filetype:torrent&btnG=Szukaj&lr=&aq=f&oq=

i w większości to nowości kinowe!
Proszę ich zamknąć do wiezienia.

Prawo nabiera cech absurdu

Odpowiada za pomocnictwo, kto w zamiarze, aby inna osoba dokonała czynu zabronionego, swoim zachowaniem ułatwia jego popełnienie, w szczególności dostarczając narzędzie, środek przewozu, udzielając rady lub informacji; odpowiada za pomocnictwo także ten, kto wbrew prawnemu, szczególnemu obowiązkowi niedopuszczenia do popełnienia czynu zabronionego swoim zaniechaniem ułatwia innej osobie jego popełnienie.

Czy za pomocą tego paragrafu można skazać zgwałconą niewiastę? Co prawda gwałciciel dokonał czynu za pomocą własnego narzędzia, ale współudział niewiasty był niezaprzeczalny i polegał na prowokowaniu kusą spódniczką, dużym dekoltem, kolczykiem w uchu, sexapealem itp.

Z drugiej strony - by wrócić do tematu - czy głośne puszczanie muzyki w mieszkaniu przy otwartym oknie nie podpada także pod powyższy paragraf? Przecież ktoś może się zaczaić z dyktafonem i dokonać kradzieży własności intelektualnej oraz wejść w posiadanie nieplagalnej muzyki.

Z trzeciej strony wreszcie, jeśli - tak jak w przykładzie z serwerem - ktoś się tam dostanie i ściągnie plik, to może być pociągnięty do odpowiedzialności za "przełamanie zabezpieczeń" jak młody Kielczanin, a właścicielowi serwera nie spadnie włos z głowy, jak niemieckiej firmie, prawda?

(Pytam ponieważ nie jestem prawnikiem, a z przerażeniem konstatuję - może niesłusznie - ze można już trafić za kratki na długie lata praktycznie za oddychanie.)

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Ukończył Aplikację Legislacyjną prowadzoną przez Rządowe Centrum Legislacji. Radca ministra w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego a następnie w Departamencie Doskonalenia Regulacji Gospodarczych Ministerstwa Rozwoju. Felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również członkiem Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji i członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>