O tym, że nieważne jest stanowisko autorów książek, gdy chodzi o dostęp do rynku

"Jakim prawem jakieś "Zrzeszenie Autorów" w moim imieniu negocjuje sobie z Google warunki korzystania przez tę ostatnią firmę m.in. z mojej książki - które to warunki mi absolutnie nie odpowiadają, bo zakładają m.in. możliwość pobierania przez Google opłat za dostęp do treści książki - i na siłę obejmuje mnie owymi warunkami, dając mi jedynie łaskawie możliwość "odstąpienia" od ugody?"

- Jarosław Rafa, informatyk i publicysta, od wielu lat zaangażowany w komentowanie rozwoju internetu w Polsce, w swoim komentarzu pt. Dlaczego każą mi odstępować od czegoś, do czego nigdy nie przystępowałem?.

Zbliża się 4 września. O ugodzie w sprawie The Authors Guild, Inc. i inni przeciw Google Inc., Nr sprawy 05 CV 8136 (S.D.N.Y.) pisałem w tekście Przegląd wydarzeń - proces TPB, ugoda Google Book, pytania prejudycjalne o internetowy clipping.... 4 września to "nowy termin odstąpienia od udziału w Ugodzie/wyrażenia sprzeciwu", o którym mowa w Informacji na temat ugody, opublikowanej na stronie googlebooksettlement.com (PDF). Tam również informacja: "Uwaga autorzy i wydawcy spoza Stanów Zjednoczonych: Ugoda może mieć również wpływ na prawa autorów i wydawców spoza Stanów Zjednoczonych".

W tekście Ile redakcje/wydawcy powinni płacić za wypowiedź, albo za udział w programach? napisałem:

(...)
ugoda z Google to przełamanie zasady monopolu. Dobrze. Jeden z warunków ugody jest taki, że jednak "właściciele praw autorskich" będą mieli prawo do decydowania "czy i w jakim zakresie Google może korzystać z ich utworów". Kto się nie zorientuje, nie weźmie udziału w ugodzie i będzie mógł indywidualnie pozywać Google. Powodzenia.
(...)

Pytanie zadane przez Jarka Rafę dotyczy również mnie, jestem wszak autorem książki i nie przeniosłem na swojego wydawcę autorskich praw majątkowych. Nie wyrażałem również zgody, by korporacja Google wykorzystywała moja książkę w swojej działalności. Nie prosiłem również organizacji The Authors Guild, Inc. o to, by mnie reprezentowała. Ktoś stawia mnie przed jakimiś faktami dokonanymi, oczekując jakichś oświadczeń, by móc korzystać z przysługujących praw... A przecież - jakby się wydawało - ochrona w ramach prawa autorskiego przysługuje niezależnie od spełnienia jakichkolwiek formalności - to podstawowa zasada prawa autorskiego, która powielana jest za przepisami Konwencji Berneńskiej o ochronie dzieł literackich i artystycznych z 1886 roku w praktycznie wszystkich systemach prawnych, w których dostrzeżono prawo autorskie (w Polsce ta zasada wynika z art. 1 ust. 4 ustawy o Prawie autorskim i prawach pokrewnych).

...I wcale nie jest tak, że poprosiłem o reprezentowanie mnie nowopowstałą organizację Open Book Alliance. Organizacja ta protestuje przeciwko ugodzie z Google. W skład tej organizacji wchodzą... Amazon, Microsoft, Yahoo! i inni. Nie podoba im się, że Google zaczął de facto rozdawać karty. Postulatem organizacji Open Book Alliance jest to, by masowa cyfryzacja książek była oparta o zasady uczciwej konkurencji. Nie chodzi o to, by autorzy mogli decydować na zasadzie wyłączności, kto i kiedy korzysta z ich utworów (nie chodzi zatem o to, by korzystali z "monopolu prawnoautorskiego"). Twórcy, autorzy książek, nie są tu najważniejsi.

Podobne materiały gromadzę w dziale cytaty niniejszego serwisu.

PS
Ale jeśli sprawa dotyczy serwisu torrentowego, to argumentuje się nieco inaczej (por. Sądowy strzał w Mininova.org).

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Opt-out

kocio's picture

To nie jest oczywiście nowa kwestia co do zasady, tylko dotyczy kolejnego rodzaju danych.

Bo jeśli chodzi o strony internetowe, to już były kontrowersje wokół kopii stron gromadzonych i udostępnianych przez wyszukiwarki (akurat znam przykład z Google, zresztą omawiany w tym serwisie swego czasu), a także znacznie wyraźniejszy problem z archive.org, w którym kopiowanie i udostępnianie jest podstawową działalnością, a nie dodatkowym ułatwieniem:

http://en.wikipedia.org/wiki/Internet_Archive#Copyright_disputes

Właściwie aż dziwne, że tak mało kto się tym przejmuje - przecież prawo autorskie jest tu łamane hurtowo i od lat. Chyba że jest to jakiś wyjątek dla archiwów lub (elektronicznych) bibliotek? Choć nie sądzę, bo OIMW biblioteki - a taki status podobno ma IA - przynajmniej w Polsce mogą udostępniać materiały chronione copyrightem tylko lokalnie.

Ratunku, Amerykanie mnie biją!

@Vagla

Nie jestem pewny, czy tylko wyrażasz wątpliwości, czy dołączasz do jeremiady (teraz mówi się "emo") Jarosława Rafy. Sądząc po tytule, który odczytuję jako "zły Gógiel po trupach autorów dąży do opanowania rynku", raczej to drugie, co mnie jednak trochę dziwi, zważywszy, że o obecnym niewydajnym i źle zbalansowanym modelu ochrony praw autorskich pisałeś nie raz w dość krytycznym tonie, a w końcu jednym z ważniejszych motywów łącząch przeciwników Google Books jest właśnie niechęć wobec naruszenia prawnoautorskiego status quo.

Łatwiej mi uwierzyć, że masowa digitalizacja prowadzona przez Google wytrąci tę przestarzałą strukturę z bezruchu niż cokolwiek innego. Protesty ze strony innych gigantów pozwalają patrzeć na sprawę z umiarkowanym optymizmem ;-), również jeśli chodzi o obawy co do monopolu.

Tytułowy dostęp do rynku to tylko jedna strona medalu - drugą jest ułatwiony dostęp do ogromnych zasobów bibliotecznych ze strony konsumentów dóbr kultury. Parę milionów książek trafi do sieci.
Wynegocjowana przez Google umowa daje szansę na ten dostęp w rozsądnym czasie i kosztem stosunkowo niewielkiego ograniczenia autorskich przywilejów - nie jest dla autorów niekorzystna finansowo i można od niej odstąpić, zastrzeżenia budzi raczej samo domniemanie zgody.

Przyznajmy jednak, że w dziedzinie, gdzie krzyżują się interesy tysięcy autorów, ich spadkobierców, wydawców, księgarzy, korporacji rywalizujących z firmą Google oraz milionów internautów, nie ma i nie będzie idealnych rozwiązań.

A Jarosławowi Rafie poradziłbym łyk zimnej wody. Od "jawnego pogwałcenia mojej wolności" do "Niemcy mnie biją" już tylko jeden krok.

Zwracam jedynie uwagę na niespójność systemu

VaGla's picture

Z jednej strony straszy się sądem ludzi, którzy robią to co Google, ale nie mają tak silnej pozycji na globalnym rynku, więc można ich zastraszyć w imię ochrony "biednych twórców", z drugiej strony olewa się twórców na poziomie globalnym, gdy o podział tortu spierają się wielcy (i silni gospodarczo) tego świata. Otóż jestem autorem książki. Nie wierzę, że dzisiejszym oponentom Google chodzi o mój interes. Uważam zaś, że chodzi im o ich interes. A gdy im chodzi o ich interes - mój interes i to co mam w tej sprawie do powiedzenia nie ma dla nich większego znaczenia. O ile będa mogli wskazywać mój interes, jako uzasadnienie dla działań korzystnych dla siebie. Tylko tyle.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Mentalność kalego

To co mnie razi w pozwie - i na co Vagla i pan Rafa zwracają (MSZ) uwagę - to właśnie mentalność Kalego pozywających.

niespójność systemu

@ straszy się sądem ludzi, którzy robią to co Google (...)

Najwyraźniej propagandowy ostrzał konkurencji działa skuteczne, bo już w kilku miejscach natknąłem się na urban legends o książkach udostępnianych jak leci i całkiem bezprawnie w GB, a tymczasem, kiedy się bliżej przyjrzeć, okazuje się, że kryteria kwalifikowania tytułów do "pełnego widoku" są dość paranoiczne, szczególnie jeśli chodzi o druki europejskie, choć nie tylko.

Ale mniejsza, nie zamierzam się o to spierać, bo oczywiście zgadzam się, że duży może więcej i że małych się straszy, stosuje moralny szantaż, silnie perswazyjne przesunięcia semantyczne ("kradzież!") etc.

@ ignorowanie twórców, kiedy chodzi o interes wielkich

Co do tego również nie ma sporu. Zwróć jednak uwagę, że wypowiedzi Twoje i Jarosława Rafy siłą rzeczy są odczytywane w kontekście sporu, w którym jedna strona stroi się w szaty obrońcy uciśnionych twórców i z tego powodu nie brzmią jak neutralny głos eksperta wykazującego "niespójności systemu". Łatwo je zaliczyć, nawet wbrew intencji autorów, na konto rzekomych obrońców.

Jak to mówili marksiści, subiektywnie może jesteście za postępem i macie rację, ale obiektywnie stoicie po stronie reakcji :-)

Jeśli chodzi o mnie, to nie mam wielkich złudzeń również co do intencji firmy Google. Niemniej liczę trochę na to, że prócz zysku w postaci paru mln. książek w sieci ich inicjatywa przyniesie też jakiś ferment w dziedzinie prawa autorskiego. Widać w każdym razie coraz wyraźniej, że obecny stan już prawie nikogo nie zadowala, włącznie z takimi gigantami jak Google oraz twórcami, którzy formalnie mają przywileje większe niż górnicy ;-)

Rząd niemiecki przeciwko ugodzie z Google w sprawie książek

VaGla's picture

Zbliża się 4 września, a Reuters donosi w tekście Germany: Google book deal violates copyright law: "Google Inc's plan to digitize millions of books would violate German copyright law and the country's privacy protections for Internet users, the German government said in a U.S. court filing".

Ciekawe, czy polski rząd też ma ochotę powiedzieć coś amerykańskiemu sądowi? To ciekawa sytuacja. Niezależne władze (wykonawcza i sądownicza) w niezależnych krajach (Niemcy i USA) reprezentują niezwiązane ze sobą podmioty...

Przy okazji ugody pojawiają się też takie pytania: Should Google be a regulated utility under its "Settlement"?

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Przegrana Googla we Francji

Google przegrało batalię we Francji. Można o tym przeczytać na onecie oraz w LA Times
Warto tutaj zauważyć kilka rzeczy, które pojawiły się w artykule amerykańskim. Francuskie książki były udostępniane tylko we fragmentach. Mimo to okazuje się, że we Francji nie ma dozwolonego użytku.

French copyright law is markedly stricter than that of the United States, with no equivalent to the American notion of "fair use," or the reprinting of copyrighted material for purposes such as research and scholarship.

To sformułowanie wydaje mi się jednak jakimś dużym skrótem. Nie wyobrażam sobie by Francuzi nie mogli umieszczać cytatów w pracach licencjackich/magisterskich/doktoranckich itp. Brak zezwolenia na powielenie materiałów dla potrzeb naukowych musi więc być jakoś inaczej zdefiniowany. Być może, choć jest to luźna spekulacja, chodziło o to, że wyświetla się fragment, ale wyszukiwanie frazy przebiega całą treść.
Druga sprawa to reakcja rządu Francji na sugestie pozostania w tyle.

On Monday, President Nicolas Sarkozy announced that the government has earmarked more than $1 billion to scan French books.

Nie będę się wypowiadał co do sumy, ale fakt zauważenia potrzeby rozwoju i wzięcia spraw w swoje ręce a nie zdawanie się na zagraniczną korporacje wydaje mi się słusznym krokiem.
Czy w Polsce doczekamy się kiedyś projektu informatycznego, który pozwalałby swobodnie obywatelom korzystać z własnego dorobku? Można korzystać z Google Books, Google Maps, Google Streetview. Niech jednak będzie dla nich alternatywa.

krajowe alternatywy z poszanowaniem prawa

Czy w Polsce doczekamy się kiedyś projektu informatycznego, który pozwalałby swobodnie obywatelom korzystać z własnego dorobku? Można korzystać z Google Books, Google Maps, Google Streetview. Niech jednak będzie dla nich alternatywa

ależ one są:
Polska Biblioteka Internetowa
Federacja Bibliotek Cyfrowych która od 11 grudnia 2009 r. w ramach Europejskiej Biblioteki Cyfrowej - Europeana udostępniła z zasobów kilkudziesięciu polskich bibliotek cyfrowych ponad 250 tys obiektów zdigitalizowanych
lista projektów regionalnych wg EBIB

i tutaj przy okazji zbiór publikacji (w większości autorstwa polskich bibliotekarzy) w tym nt m.in praw autorskich i ewolucji dostępu

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>