Profesorowie o prawie autorskim

Jak wiadomo - trwa dyskusja dotycząca reformy prawa autorskiego. Dlatego ważnym głosem w tej dyskusji są wypowiedzi profesorów Barty i Markiewicza z Krakowa. Profesorowie zabrali głos w sprawie wolnego oprogramowania, licencji creative commons oraz "ograniczenia treści praw wyłącznych do dóbr intelektualnych"...

We wczorajszej Rzeczpospolitej ukazał się artykuł autorstwa obu wymienionych, zatytułowany Od "wolnego" oprogramowania do "wolnych" utworów. W swoim artykule profesorowie zauważają, że wolne licencje na oprogramowanie wpływają już na kształtowanie postrzegania prawa autorskiego w społeczeństwie, że "umowy te stworzyły równoległy, alternatywny system tworzenia i dystrybucji programów komputerowych", chociaż jeszcze pewne klauzule umowne budzą ich zastrzeżenia. Odnieśli się do licencji creative commons i do innych jeszcze kwestii. Warto chyba zacytować podsumowanie wywodu:

W tym kontekście wydaje się racjonalne rozważenie ewentualnego ograniczenia treści praw wyłącznych do dóbr intelektualnych, gdy są eksploatowane w sieciach komputerowych. Chodziłoby zatem o przyjęcie nowych paradygmatów odnoszących się do korzystania z dzieł w Internecie. Ograniczanie się do dotychczasowego "własnościowego" modelu sprawia, że istnieje realne niebezpieczeństwo (mimo stosowania technicznych środków zabezpieczających przed dostępem do utworu i jego nieuprawnionym zwielokrotnianiem) dalszego rozwijania się piractwa, a z drugiej strony - systematycznego ograniczania dostępu do informacji.

(...) Potrzebne staje się ponowne przemyślenie granic autorsko-prawnej ochrony w kontekście wyważania słusznych interesów twórców (a właściwie dysponentów praw autorskich, którymi coraz częściej są podmioty inne niż twórcy) oraz użytkowników. Być może racjonalne byłoby wprowadzenie w pewnym, ograniczonym zakresie obligatoryjnej odpłatnej licencji za korzystanie z utworów usytuowanych w Internecie po ich pierwszym publicznym udostępnieniu za zgodą autora. Wymagałoby to jednak zmian konwencji międzynarodowych oraz postanowień odpowiednich dyrektyw unijnych. Mając to na względzie, należałoby raczej propagować udzielanie dla zainteresowanych użytkowników Internetu - światowej, odpłatnej, standardowej i zryczałtowanej licencji na korzystanie w Internecie dla celów niezawodowych z wszystkich rozpowszechnionych utworów i przedmiotów praw pokrewnych. Udzielana byłaby ona przez podmioty uprawnione do takich działań na podstawie umów z organizacjami zbiorowego zarządzania prawami autorskimi i pokrewnymi.

Hmmm... A więc model kompensacji globalnej? Oczywiście nie można zapomnieć o dyskusji związanej z reformą systemu zarządzania prawami autorskimi. Organizacje zbiorowego zarządzania potrzebują chyba nieco więcej transparentności. Jest jeszcze kwestia wyroku Trybunału Konstytucyjnego, o którym była nie raz mowa w tym serwisie. W każdym razie warto odnotować ten głos autorytetów. Powtórzmy: "...wydaje się racjonalne rozważenie ewentualnego ograniczenia treści praw wyłącznych do dóbr intelektualnych, gdy są eksploatowane w sieciach komputerowych".

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

reforma prawa autorskiego

ksiewi's picture

Profesorowie Barta i Markiewicz, "w pewnym, ograniczonym zakresie", ale jednak opowiadają się za rozszerzeniem instytucji private copying levies na Internet. Jak rozumiem chodzi tu o odpowiednik "opłaty rekompensacyjnej" postulowanej swego czasu przez Pana Skubikowskiego.

Profesorowie dośc enigmatycznie wypowiadają się na temat roli OZZ w tym systemie. Bardzo jestem ciekaw szczegółowych propozycji, zwłaszcza z uwagi na furtkę dla reformy OZZ otwartą swego czasu przez TK.

Autorzy nie wskazują natomiast na konieczność regulacji DRM. Moim skromnym zdaniem, DRM i private ordering w postaci licencji (również wolnych licencji) jest w stanie znacznie ograniczyć zasadność istnienia zbiorowego zarządu i pośredników w ogóle. W każdym jednak wypadku konieczna jest na pewno regulacja DRM uwzględniająca kwestie interoperacyjności i nie ograniczająca wolnej konkurencji. Brak takiej regulacji lub regulacje bezrefleksyjnie chroniące DRM (jak ta swego czasu zaproponowana przez MKiDN) oznaczają zamianę monopolu OZZ na monopol (oligopol) producentów DRM.

Bardzo mi się podobają postulaty autorów w odniesieniu do ułatwienia korzystania z wolnych licencji. Zauważam tu pozytywne akcenty wolnorynkowe - dążenie do umożliwienia stronom swobodnego kształtowania własnych relacji.

Część artykułu poświęconą wolnemu oprogramowaniu pozwoliłem sobie skomentować w "Barta i Markiewicz o wolnym oprogramowaniu."

kilka odesłań w takim razie

VaGla's picture

Wobec tego dodam jeszcze kilka odesłań, które przydadzą się do pełniejszego oglądu komentowanej tematyki:

W pierwszej kolejności odesłanie do książki obu profesorów: Oprogramowanie open source w świetle prawa. Między własnością a wolnością (Zakamycze, 2005). Artykuł w Rzeczpospolitej musi mieć z wiązek z tym, że książka ta została opublikowana.

Co do propozycji p. Skubikowskiego: Pomysł na kompensacyjną opłatę internetową (por. również: DRM - dyskusja trwa oraz Projekty "własności intelektualnej" i prawo do kopiowania...).

Na koniec zaś może kilka linków do doniesień na temat tego, że Bill Gates przyznał się, iż nie jest zwolennikiem DRM (ponieważ DRM jest zbyt skomplikowane i sprawa zbyt wiele problemów użytkownikom):

Komentarzy na ten temat w Sieci jest znacznie więcej...
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Dziwię się wam wszystkim

..że jako tacy sami użytkownicy komputerów nie powiecie stanowczego NIE dla tak jednostronnych umów jak w wypadku wszelkich praw autorskich.

Prawo autorskie powinno chronić twórców na identycznych zasadach niż prawo patentowe czyli od 5 do 20 lat gdzie autor, który chce być chroniony winien wnieść opłatę za wpis do jakiegoś rejestru patento-podobnego, a nie "z automatu" stawał sie chroniony. Dzisiaj mamy taką sytuację gdzie wynalazca płyty CD jest chroniony przez kilkanaście lat, a to co na tej płycie o wiele dłużej. Skończmy z dożywotnim fundowaniem alkoholu i narkotyków artystom!
takie prawo powinno obowiązywać każdy aspekt dóbr intelektualnych.

Sprawa druga to monopolizacja rynku mediów. Przykładowo zespół muzyczny NIE powinien mieć prawa zawierać wyłącznej umowy z jedną wytwórnią płytową. Powinno być tak, że nagrany materiał czy film powinien być licencjonowany do dalszej dystrybucji kilku podmiotom tak aby zawartość albumu mogła być nieco inna u każdego dystrybutora i przy okazji żeby ci dystrybutorzy zaczęli ze sobą konkurować ceną.

W dzisiejszych czasach każdy się po prostu puka w głowę jak widzi płytę audio za 50zł i późniejsze wyczyny tych artystów na pudelek.pl, niejednokrotnie zapijaczonych lub zaćpanych :-) Mówi sobie o nie! Ja tego finansować nie będę.

Oczywiście jestem za jakąś formą odpłatności za dobra kultury ale nie w obecnej formie i nie w obecnej wysokości. Oni muszą wreszcie zrozumieć, że przeginają z cenami będąc chronieni totalnym monopolem.

Prawa autorskie a majątkowe

"..że jako tacy sami użytkownicy komputerów nie powiecie stanowczego NIE dla tak jednostronnych umów jak w wypadku wszelkich praw autorskich."
nie wiem co ma używanie narzędzia jakim jest komputer do poglądów na temat praw autorskich, ale do rzeczy.

Dlaczego jestem za obecnym stanem rzeczy jeżeli chodzi o przyznawanie praw autorskich i majątkowych?

Gdyby uzyskanie praw autorskich/majątkowych wymagałoby jedynie wniesienia opłaty to "mali" artyści nie mieliby szans z megakorporacjami medialnymi, które zamiast płacić artystom, wynajmowałyby "specjalistów od pozyskiwania informacji" do wykradania utworów. Na dodatek byłoby to całkiem legalne.

"Przykładowo zespół muzyczny NIE powinien mieć prawa zawierać wyłącznej umowy z jedną wytwórnią płytową."

Wedlug mnie artysta, jako wlasciciel praw majątkowych, ma prawo rozporządzać nimi według własnego widzimisie. Może powinno się zakazać klauzuli wyłączności w celu chronienia artystów... ale o to czy artyści chcą takiej ochrony należy ich najpierw spytać.

"Ja tego finansować nie będę."

To nie finansuj, jest wolny wybór. Nikt Cię do słuchania danej płyty/utworu nie zmusza. A jak zmusza to zadzwoń na policję i zgłoś wykroczenie z Art. 51 KW

"Oni muszą wreszcie zrozumieć, że przeginają z cenami będąc chronieni totalnym monopolem."

Proponuję poczytać trochę o popycie i podaży. :) Cena będzie tak wysoka na ile to będzie się opłacać wytwórniom i innym pośrednikom (czyli będzie dobrana tak, żeby iloczyn (liczba kupujących)*(cena-podatki - marża pośredników) była jak największa). Ostatnio, co ciekawe, z pośrednikami zaczął walczyć Michał Wiśniewski. Sam nagrał płytę i podpisał z RUCHem umowę w sprawie dystrybucji.

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>