O BIP okiem tłumacza i obywatela

Trwa dyskusja dotycząca udostępniania w internecie informacji publicznej. Obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne, ale wciąż wraca pytanie o to, jak to zrobić? Warto - tak uważam - sprawdzać użyteczność wszelkich serwisów internetowych na podstawie reakcji osób, które z danego serwisu będą musiały lub mogły w przyszłości korzystać. Swoimi cennymi uwagami podzielił się na łamach Gazeta.pl p. Jacek Peszkowski.

W serwisie Gazeta.pl opublikowano artykuł pt. Biuletyn Informacji Pozornej w internecie, a którego autorem jest Jacek Peszkowski, tłumacz, makler, zajmujący się również obsługą wniosków o dofinansowanie z funduszy strukturalnych UE. Autor ten, który "przez dni dziesięć poznawał funkcjonowanie tej platformy [BIP – dopisek mój PVW] i może się z czytelnikami podzielić doświadczeniami", pisze m.in: "Ustawa weszła w życie 1 stycznia 2002 r., a właściwie... nie weszła, bo "minister właściwy" - minister spraw wewnętrznych i administracji - dopiero po ośmiu miesiącach określił szczegóły wykonawcze odpowiednim rozporządzeniem...". Rzeczywiście z samą ustawą i jej realizacją wszyscy mamy pewne kłopoty, o czym na tych łamach nie raz pisałem (por. linki poniżej tego tekstu).

Autor tekstu wylicza (okiem tłumacza, który chciał swoją ofertę przedłożyć jednostkom samorządu terytorialnego): "Są gminy, których nie ma w spisie podmiotów na stronie głównej BIP, chociaż mają strony BIP. Są strony gminne rozsiewające wirusy. Są strony w czterech wersjach językowych, ale bez adresu e-mail na stronie polskiej. Są jednostki podające inny skład władz w różnych wersjach językowych. I są też jednostki administracji, nawet na poziomie starostw powiatowych, które poczty elektronicznej nie odbierają (świadczą o tym komunikaty "skrzynka przepełniona"). Wyraźnie widać w tym wszystkim brak nadzoru". Jaki jest koń - każdy widzi.

Przeczytałem chętnie artykuł i miałbym do autora jedynie pewne uwagi. Pisze on: "Obecnie w MSWiA powstają założenia "Nowego BIP". Jego autorzy - w większości osoby związane z tworzeniem i funkcjonowaniem "starego" BIP, spisali swoje tezy w "Białej Księdze Nowego BIP"". Skoro "w większości" się w tym zdaniu pojawia - zatem nie czuję się wywołany do tablicy, gdyż zarówno prawdą jest to, że w MSWiA trwają prace, jak i to, że "spisali", a i ja społecznie brałem udział w tych polegających na spisaniu Białej Księgi pracach, chociaż nie w tworzeniu "starego" BIP. O „Białej Księdze”, w powstanie której - jak wspomniałem - byłem zaangażowany, można przeczytać w tekście Biała Księga Nowego BIP.

Wracając do artykułu: dalej zaś autor pisze: "Autorzy BIP w "Białej Księdze Nowego BIP" źle oceniają jego działanie, ale nie zwalnia ich to z odpowiedzialności za to, co zrobić się powinno i co zrobić można". Jeśli nie jestem (jako współautor przywołanego dokumentu) zwolniony z odpowiedzialności, to również Jacek Peszkowski z niej nie jest zwolniony - gdyż i on niniejszym swoją diagnozę publicznie przedstawił. W tym duchu wszyscy winniśmy być odpowiedzialni za polepszenie realizacji podstawowego zamierzenia BIP – udostępniania informacji obywatelom; ale jeśli wszyscy, to znaczy nikt. Ja jakiś czas temu postawiłem tezę i staram się nadal argumentować na jej rzecz, że BIP zupełnie nie jest potrzebny a udostępnianie informacji obywatelom winno się odbywać na stronach własnych odpowiednich organów. Wymienione przez autora efekty redagowania BIPów jedynie utwierdzają mnie w przeświadczeniu o słuszności tej tezy.

A jest znacznie gorzej, bo oto w komentarzu do tekstu jeden z czytelników zadaje pytanie: "Czy minister ma jakiekolwiek środki prawne, aby zmusić jakikolwiek podmiot do poprawnego i aktualnego wpisu na stronie www.bip.gov.pl?" I zaraz sam sobie odpowiada: "Praktycznie żadnych. Musianoby znowelizować ustawę o dostępie do informacji publicznej i wyposażyć MSWiA w kompetencje do "dyscyplinowania" gmin w celu sprawnej aktualizacji ich danych na www.bip.gov.pl". Autor komentarza również celnie zwraca uwagę na praktycznie żadną odpowiedzialność Prezydenta wobec naruszeń ustawy o dostępie do informacji publicznej (prezydent odpowiada jedynie przed Trybunałem Stanu). Jest tam też więcej uwag do samego tekstu artykułu, ale nie ma sensu tu teraz wszystkich przywoływać (zainteresowani przeczytają pewnie cały wątek, w którym jest już 57 komentarzy).

Tak czy inaczej - dyskusja trwa.

Czytaj również:

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>