W Jastrzębiu Zdroju urzędnicy odcięci. Czy przeszkadza im to w pracy?

Czy urzędnikowi internet przydaje się w czasie pracy? Może śledzić aktualną dyskusję na temat bieżących problemów społeczności lokalnej, zdobywać konkretne dane potrzebne do załatwienia sprawy obywateli, korzystać z usług szeroko pojętego e-government. A jeśli równowaga między pracą a rozrywką zostanie zachwiana? Ktoś chyba kontroluje efektywność wykonywanej pracy? W Jastrzębiu Zdroju po prostu urzędników odcięto od internetowych portali.

Gazeta.pl: "Urzędnicy z Jastrzębia stracili dostęp do internetowego portalu, który często krytykował władze miasta. - Wygląda na to, że się nas przestraszyli - mówi naczelny portalu"

screenshot serwisu jasnet.pl

Screenshot serwisu Jasnet.pl. To od tego serwisu rozpoczęto odcinanie urzędników od serwisów internetowych. Urzędnicy mają w pracy pracować - jak twierdzi Olga Majkowska, rzeczniczka Urzędu Miasta. Trudno się z tym nie zgodzić. Rodzi się pytanie o to, czy internet w tej pracy czasem do czegoś się przydaje? Inne zaś pytanie dotyczy istnienia czegoś takiego jak "prawo dostępu do internetu w czasie pracy"? A czy każdemu pracownikowi przysługuje prawo posiadania na biurku telefonu? Fakt, że telefon się przydaje, ale czy istnieje takie prawo, by każdy z pracowników, niezależnie od tego czy to urzędnik czy pracownik jakiegoś przedsiębiorstwa, miał go na swoim własnym biurku? To pytania o standardy pracy, nie o cenzurę. Kolejne wszak pytanie mógłbym zadać o prawo do własnego biurka. Zwłaszcz w przypadku operatora koparki.

Urzędu Miasta w Jastrzębiu Zdroju ma ponoć nowy sprzęt. Dokonano analizy ruchu i osoby decyzyjne postanowiły poblokować te zasoby internetu, z których urzędnicy korzystali w czasie pracy najczęściej. Następnie całkowicie pozbawiono pracowników urzędu dostępu do Sieci.

W serwisie Jasnet.pl temat jest również komentowany (chociaż urzędnicy nie mogą już się z tymi materiałami zapoznać z "pracowych komputerów"): "Od dzisiaj w Urzędzie Miasta został zablokowany dostęp do stron Jastrzębskiego Portalu Informacyjnego „Jasnet”. Informacja ta pochodzi od samych urzędników zatrudnionych w jastrzębskim magistracie. „Korzystanie z Jasnetu nie jest po prostu rozrywką. Jest to jedno ze źródeł, z których możemy dowiedzieć się, co się w mieście dzieje, a co najważniejsze możemy poznać opinie zwykłych ludzi. A to jest bardzo przydatne nawet w normalnej pracy Urzędu” – mówi jeden z nich. „Zamykanie dostępu do strony informacyjnej o mieście, dla którego w końcu pracujemy, to już przesada. Czyżby niektóre informacje przeszkadzały władzom miasta? Przecież nie jesteśmy Białorusią” – komentuje inna urzędniczka".

Pod powyższym tekstem ktoś anonimowo pozostawił komentarz: "Z pełnym szacunkiem do JASNETU ale nie jest to portal, który służy urzędnikowi w dobrym wykonywaniu obowiązków służbowych. Moim zdaniem jest to portal informacyjny dla przeciętnego mieszkańca miasta. Akurat w tym przypadku nie widzę żadnego kroku w kierunku cenzury. Każdy urzednik wie jak pracuje i sam powinien co pewien czas poddac się samokrytyce, a nie czekac na komentarze mieszkańców."

Generalnie komentarze pod tekstami są ważnym źródłem ciekawych informacji. Tylko na ich podstawie (bo przecież nie dzwoniłem i się nie dowiadywałem specjalnie) można dowiedzieć się, że również pracownicy spółdzielni mieszkaniowych stracili dostęp do Sieci, podobnie jest w szpitalu wojewódzkim. Rok wcześniej zablokowano stronę Jasnetu w tamtejszym Powiatowym Urzędzie Pracy...

To ciekawy przyczynek do dyskusji na temat dostępności informacji. Wielokrotnie na łamach niniejszego serwisu poruszałem temat ochrony prywatności pracowników, ich monitorowania. Przy innych okazjach pisałem też o prawie do kontroli własnej infrastruktury (na przykład przy okazji omawiania wyroku dotyczącego spamu i XS4ALL). Dostęp i brak dostępu do informacji to dwa skrajne podejścia. Kontrola nad informacją dostępną dla dzieci w szkołach, kontrola nad tym co mogą a czego nie mogą zobaczyć urzędnicy. Istnieją takie wektory, które powodują, iż Sieć się zamyka. Jest ich coraz więcej.

screenshot Biuletynu Informacji Publicznej Urząd Miasta Jastrzębie Zdrój

Screenshot Biuletynu Informacji Publicznej Urząd Miasta Jastrzębie Zdrój. Waliduje się. Sprawdziłem stan majątku - jest i za 2003 i 2004 i 2005 roku. Informacja o stanie środowiska w Jastrzębiu Zdroju jest z marca 2005 roku, ale jak często należy aktualizować tego typu inforamcje w BIP? Z datą 20 lipca br. Prezydent Miasta Jastrzębia Zdroju zawiadamia o zamieszczeniu wniosku Pana Tomasza Lortza pełnomocnika Polskiej Telefonii Komórkowej „Centertel” Sp z o.o. z siedzibą w Warszawie o wydanie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach dla przedsięwzięcia pn: „Rozbudowa stacji bazowej telefonii komórkowej nr 5060 - „JASTRZĘBIE KOPALNIA” w Jastrzębiu Zdroju przy ul. Górniczej... A którego dzisiaj mamy? Dziś jest dwudziesty właśnie. Jest informacja zatytułowana: Urodzenia, zgony i śluby osób zameldowanych w Jastrzębiu Zdroju wg stanu na 30 czerwca 2006 roku. Wydaje się, że BIP w Jastrzębiu aktualizują. I bardzo dobrze. O to chodzi. Nie. Nie znamy się z burmistrzem. Nie. Nie współpracuje z urzędem przy realizacji BIP. Nie. Nie czepiam się tym razem, bo być może zbyt pobieżnie przejrzałem biuletyn, albo po prostu fajnie akurat te strony, które widziałem, działają. Nie zawsze muszę się wszystkiego czepiać.

Dlaczego właściwie ktoś miałby nie podjąć decyzji o zablokowaniu dostępu do Sieci? Dostarczenie możliwości korzystania z internetu wszystkim pracownikom (w tym urzędnikom) nie jest na razie obowiązkowe. Niektórzy z nich muszą mieć dostęp (np. by przyjmować podania i wnioski drogą elektroniczną, ale to też można załatwić w taki sposób, że podania będą spływać, a witryny internetowe nie będą nadal dostępne – kwestia konfiguracji). Obawiałbym się tylko takiej sytuacji, kiedy to operator oferujący wszak mało sprecyzowaną usługę "dostępu do sieci" zacznie decydować co jego klienci mogą oglądać, a czego nie. Co ja mówie? Przecież już decydują! Dlatego tak ważna jest kwestia walki o Net Neutrality. Ale ten akurat temat odbiega nieco od głównego wątku. Myślę, że w przypadku urzędu w Jastrzębiu Zdroju (podobnie zresztą jak w każdym innym urzędzie czy zakładzie pracy) pracodawca ma prawo decydować o tym do czego (do jakich zasobów) w internecie pracownicy mają dostęp (byle ci sami pracownicy mieli niecenzurowany dostęp do tych zasobów Sieci we własnych domach). Powyższe stwierdzenie nie oznacza przyzwolenia na naruszanie prywatności pracowników (w tym urzędników). Każdy człowiek ma prawo do prywatności, a pracodawca (w tym zwierzchnik urzędnika) winien go rozliczać z efektywności wykonanej pracy. Pracodawca winien zaś zapewnić takie warunki, by pracownik pracę swą mógł wykonywać. Nie w każdym przypadku dostęp do Sieci jest niezbędnym warunkiem wykonania powierzonej pracy. Tak sądzę.

Przeczytaj również:

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

prawdziwe intencje

W urzedzie powinny obowiazywac inne standardy niz w firmach prywatnych. Co innego blokowanie youtube i joemonster, co innego gdy blokuje sie serwis lokalny urzednikom miejskim. Moim zdaniem za ta decyzja nie stoi wylacznie chec zwiekszenia produkcyjnosci urzednikow, tylko - co sugeruje tekst - cos zupelnie innego. W dowolnej redakcji moznaby zbadac wykorzystanie sieci, a nastepnie zamknac dostep do stron PAP. Fakt, ze na najpopularniejszy wsrod urzednikow byl serwis lokalny a nie np. kurnik to tak naprawde znak bardzo optymistyczny. Czy mozna blokowac dostep do sieci jesli nie jest on konieczny do pracy? Zapewne mozna. Moje watpliwosci dotycza prawdziwych intencji, tyle ze prawdziwe intencje zazwyczaj trudno udowodnic.

Taaaa, a telefony też są tylko "służbowe"??

Jedyną odpowiedź może dać tylko monitoring ruchu sieciowego. Uzasadnianie dostępu do internetu jako źródła informacji jest chyba raczej drobną pomyłką. Skoro jest coś takiego jak rzecznik prasowy, to jego zadaniem jest monitorować takie serwisy i relacjonować dyrektorowi co się dzieje w mediach. Przepisy dla urzędnika powinny znajdować się w jego wewnętrznej sieci i stanowić wykładnię postępowania. Wypuszczenie samopas urzędników do czytania i interpretacji przepisów publikowanych w internecie, powoduje, że nawet w odległości jednego biurka w tym samym urzędzie taka sama sprawa będzie załatwiona inaczej.
Lekarstwo na wiele spraw urzędowych jest w miarę proste. INTRANET urzędowy spinający wszelkie możliwe urzędy w kraju i zero internetu poza stanowiskami pracy do tego wytypowanymi. Przy takim podejściu nie będzie problemów z pocztą e-mail prywatną, czy stronami porno albo pokrewnymi sprawami, a nie należącymi do zakresu czynności na danym stanowisku pracy. Ponadto spadną koszty związane z koniecznością instalacji oprogramowania zabezpieczającego na każdym komputerze mającym dostęp do stron www.

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>