Lektura warunków ponownego wykorzystania informacji z sektora publicznego...

W Biuletynach Informacji Publicznej różnych sądów, ministerstw, urzędów, zaczęły pojawiać się "warunki ponownego wykorzystania informacji publicznych". Zaczyna się robić dość przerażająco. Nie dość, że każdy urząd sam sobie wymyśla różne warunki, to jeszcze Ministerstwo Finansów wydaje się składać hołd Jej Królewskiej Mości, pisząc też o wymaganych zgodach od Kontrolera Urzędu Oficjalnych Publikacji Jej Królewskiej Mości (© Copyright by Crown, 2004). Przyznam, że chociaż wiele widziałem, to ręce mi opadły. Coraz bardziej przychylam się do tezy, że w Polsce powinien powstać urząd-regulator, który będzie kontrolował zasady ponownego wykorzystania informacji z sektora publicznego. Nie można zostawiać administracji publicznej takiej swobody. To tylko pogłębi chaos. Ustawa, która wczoraj weszła w życie jest wadliwa. Pokazuje to już pierwszy dzień jej obowiązywania. Trzeba po prostu to przyznać i ustawę jak najszybciej zmienić. Najlepiej by nie było "warunków", a jeśli już muszą być takie, jak podawanie źródła, to to powinno być wprost w ustawie napisane i koniec.

W części Ponowne wykorzystywanie informacji publicznych BIP Ministerstwa Finansów dwa dni temu pojawiła się nota pt. "Departament Audytu Sektora Finansów Publicznych - warunki ponownego wykorzystywania". Czytamy tam:

1. Podmiot ponownie wykorzystujący informację publiczną jest zobowiązany do poinformowania o źródle, czasie wytworzenia i pozyskania informacji publicznej. Ministerstwo Finansów opublikowało niniejszą informację za pozwoleniem Ministerstwa Skarbu Jej Królewskiej Mości w imieniu Kontrolera Urzędu Oficjalnych Publikacji Jej Królewskiej Mości (© Copyright by Crown, 2004). Treść niniejszego dokumentu (z wyłączeniem Herbu Królewskiego i wizerunków logo ministerstw) może być powielana bezpłatnie w dowolnym formacie i na dowolnym nośniku, o ile tekst zostanie skopiowany dokładnie i nie będzie wykorzystywany w mylących kontekstach. Jako źródło materiału należy wskazać Koronę, wspominając o jej prawach autorskich, a także podać tytuł oryginału.

Wszelkie pytania dotyczące praw autorskich związanych z niniejszym dokumentem należy przesyłać na adres:
The Licensing Division
HMSO
St Clements House
2-16 Colegate
Norwich
NR3 1BQ
Faks: 01603 723000
E-mail: licensing@cabinet-office.x.gsi.gov.uk

Zrzut ekranu BIP Ministerstwa Finansów z warunkami ponownego wykorzystania informacji z sektora publicznego

Zrzut ekranu BIP Ministerstwa Finansów z warunkami ponownego wykorzystania informacji z sektora publicznego

Nie wiem, co myśleć, nie wiem, gdzie uciekać.

Można coś takiego po prostu obśmiać (dlaczego wykorzystano warunki Ministerstwa Skarbu Jej Królewskiej Mości, a nie na przykład jakieś chińskie, albo koreańskie?), ale to nie jest wcale śmieszne. Ponowne wykorzystanie informacji publicznej może służyć nie tylko w celu tworzenia nowych, komercyjnych usług społeczeństwa informacyjnego. Tak na prawdę może służyć zwiększeniu partycypacji społecznej w życiu publicznym. Tu nie chodzi o to jedynie, że ktoś sobie będzie brał te informacje i będzie na nich budował swoje własne serwisy, na których będzie wieszał reklamę stringów. Tu chodzi również o to, że obywatele mogą przejąć informacje publiczne i tak je wykorzystywać, by monitorować działania państwa. Jeśli ktoś sobie wymyśla kosmiczne warunki ponownego wykorzystania informacji i to w taki sposób, że możliwość ich wykorzystania staje się fikcją, to jest to działanie wprost wymierzone w społeczeństwo. Podobnie, gdy administracja publiczna wymyśla sobie różne licencje sugerując, że do materiałów zebranych na urzędowych stronach przysługują jakieś monopole własności intelektualnej. Mówimy o materiałach i dokumentach urzędowych, a te nie są przedmiotem prawa autorskiego. Nie można dopuścić również do tego, że administracja publiczna zacznie sobie rościć prawa pokrewne z tytułu ochrony baz danych. Administracja publiczna to nie przedsiębiorstwo, które w trudzie i znoju ponosi ryzyko nakładu inwestycyjnego. Działa na podstawie i w graniach prawa. Przepisy, które dają administracji publicznej taki margines, że sama sobie wymyśla warunki wykorzystywania informacji publicznej, są złe. Rozumiem, że administracja publiczna tak łatwo nie chce oddać czegoś, co - jak się jej wydaje - jest wyłącznie jej. Ale nie można pozwolić, by tego typu stan się utrzymał (por. Przejmujemy państwo).

W BIP-ach innych ministerstw, urzędów i sądów również można znaleźć opublikowane tam właśnie "warunki". Każdy sobie, każdy inaczej. Trwoga człowieka chwyta:

Warunki ponownego wykorzystywania informacji publicznej ustalone przez Naczelny Sąd Administracyjny:

1. Powtórne wykorzystywanie informacji zawartych na stronie podmiotowej Biuletynu Informacji Publicznej Naczelnego Sądu Administracyjnego (http://bip.nsa.gov.pl), a także na stronie głównej tego Sądu (http://www.nsa.gov.pl) lub w Centralnej Bazie Orzeczeń Sądów Administracyjnych (http://orzeczenia.nsa.gov.pl) jest bezpłatne.
Dalsze udostępnianie informacji w tej samej formie przez podmiot powtórnie je wykorzystujący również następuje bezpłatnie (nie dotyczy to sytuacji, gdy informacja publiczna pozyskana w celu jej powtórnego wykorzystania jest poddawana przetworzeniu przez podmiot zamierzający ją powtórnie wykorzystywać).
2. Podmiot powtórnie wykorzystujący informacje zawarte na stronach wymienionych w pkt 1 jest zobowiązany do podania źródła ich pochodzenia (wskazania strony, z której informacje zostały pozyskane).
3. Podmiot powtórnie wykorzystujący informacje zawarte na stronach wymienionych w pkt 1, jeżeli informacjami tymi są w szczególności orzeczenia sądowe, jest zobowiązany do podania daty ich wydania, siedziby sądu oraz sygnatury akt sprawy.
4. Informacje publiczne nieudostępnione w sposób określony w pkt 1 udostępniane są na wniosek. W takim przypadku zasady ich powtórnego wykorzystania określone zostaną indywidualnie, z uwzględnieniem w szczególności obowiązku podania źródła pochodzenia informacji publicznej, a w odniesieniu do orzeczeń sadowych obowiązku podania daty ich wydania, siedziby sądu oraz sygnatury akt sprawy.
5. Naczelny Sąd Administracyjny nie ponosi odpowiedzialności za dalsze udostępnienie informacji (przez podmioty powtórnie je wykorzystujące) z naruszeniem przepisów regulujących ich ochronę (dot. ochrony danych osobowych lub tajemnic ustawowo chronionych, ochrony prawa do prywatności), a także za informacje pozyskane w sposób inny niż określony w pkt 1 lub z pominięciem procedury wnioskowej.
6. Zgodnie z art. 23e ust. 1 ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (Dz. U. Nr 112, poz. 1198 ze zm.), udostępnienie informacji publicznej w celu ponownego wykorzystywania nie może wprowadzać ograniczenia korzystania z tej informacji przez innych użytkowników. Praktyki nadmiernego korzystania z zasobów Centralnej Bazy Orzeczeń Sądów Administracyjnych (http://orzeczenia.nsa.gov.pl), z uwagi na potrzebę zapewnienia równego dostępu dla wszystkich użytkowników bazy, będą blokowane.
7. Podmiot dokonujący przetworzenia informacji publicznych pozyskanych w celu ich powtórnego wykorzystania (np. zaopatrujący orzeczenia sądowe w tezy), zobowiązany jest do wskazania tego faktu. Podmiot powtórnie wykorzystujący informację publiczną w postaci orzeczenia sądowego jest zobowiązany do wskazania, czy wykorzystuje je w całości czy we fragmentach, a jeżeli tak to w jakich (np. uzasadnienie faktyczne lub uzasadnienie prawne orzeczenia sądowego).

Warunki ponownego wykorzystywania informacji publicznej ustalone przez Rządowe Centrum Legislacji:

Ponowne wykorzystywanie udostępnionej lub przekazanej informacji publicznej wymaga zachowania następujących warunków:
1) informacja publiczna musi zawierać wzmiankę o źródle jej pozyskania poprzez podanie pełnej nazwy Rządowego Centrum Legislacji lub nazwy skróconej - RCL;
2) należy podać datę wytworzenia oraz pozyskania informacji publicznej;
3) pozyskana treść informacji publicznej nie może być modyfikowana;
4) jeżeli treść pozyskanej informacji publicznej lub jej fragment, ma stanowić część całości, należy ją zamieścić w tekście w formie cytatu wraz z przypisem informującym o źródle pochodzenia lub odpowiedniego dla formy wykorzystania – oznaczenia podobnego.
Rządowe Centrum Legislacji odpowiada za przekazywane informacje publiczne, jeżeli ich ponowne wykorzystywanie spełnia wyżej określone warunki.

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Ale informacja na stronie MF

Ale informacja na stronie MF nie jest wcale taka idiotyczna. Nota dotyczy tylko jednego dokumentu. I rzeczywiście jest to tłumaczenie dokumentu brytyjskiego MF.
Reszty dokumentów (departamentu Audytu) objęta jest inną notą:

Podmiot ponownie wykorzystujący informację publiczną wskazaną poniżej w części lub w całości jest zobowiązany do poinformowania o źródle, czasie wytworzenia i pozyskania informacji publicznej. Informacja nie może być wykorzystywana w mylących kontekstach i wykorzystywana w celach komercyjnych bez zgody autora

Dokument urzędowy.

Tylko czy dokument przetłumaczony na język polski na potrzeby działania MF nie staje się dokumentem urzędowym (wraca do domeny publicznej)?

MF

Wydaje się, że przy pewnej dozie dobrej woli, część dotyczącą Korony, można uznać za właściwą tylko dla dokumentu o tytule "Pomarańczowa Księga – Zarządzanie ryzykiem – zasady i koncepcje (dotyczy także jst)"...

„Wykorzystuj, ale nie zmieniaj”

Już z tych paru cytatów widać niepokojącą tendencję: „nie dotyczy to sytuacji, gdy informacja publiczna pozyskana w celu jej powtórnego wykorzystania jest poddawana przetworzeniu”, „pozyskana treść informacji publicznej nie może być modyfikowana”…

Czyli – możecie nam zapewnić dystrybucję naszych materiałów, ale nawet nie próbujcie bez pytania, czy opłaty, robić z tego czegoś bardziej użytecznego… A czy nie o to w „ponownym wykorzystaniu” chodzi, żeby można było informację przetworzyć, dając jej nową jakość? Chociażby sformatować dla czytnika e-booków, czy dla narzędzi dla niewidomych, zindeksować, ujednolicać itd, itp…

Departament audytu

Zastanawiam się czy Departament Audytu Sektora Finansów Publicznych jest podmiotem zobowiązanym w rozumieniu art. 23b ustawy o dostępie do informacji publicznej, czy raczej powinien to być sam minister?

Ciekawość

Pytam, jako ktoś, kto może stanąć przed problemem, jaki ma MF. Czemu ta nota - w oczywisty sposób odnosząca się do tego konkretnego dokumentu - jest tak absurdalna zdaniem wyśmiewających? Pytam poważnie. Moim zdaniem samo założenie jest w niej jak najbardziej słuszne. Gdy wykorzystam materiał przygotowany przez Information Officera (mojego odpowiednika w Wlk. Brytanii) zapewne zamieszczę podobną notę.

Musi być w tym jakiś problem, który trudno dostrzec z wewnątrz administracji publicznej.

W.Wiewiórowski

PS. Moje pytanie dotyczy tylko noty MF. Nie kwestionuję innych zarzutów stawianych w tej notce, choć z częścią z nich się nie zgadzam.

Z mojej perspektywy

VaGla's picture

Z mojej perspektywy (spaczonej oczywiście) to wygląda tak, że umieszczenie takiej noty w taki sposób, może wprowadzić w błąd poszukujących informacji o "warunkach", gdyż mogą uznać, że umieszczenie szczegółowego warunku przed ogólnym odnosi się generalnie do wszystkich materiałów udostępnionych w danym serwisie. Druga sprawa, to kwestia podstawy prawnej publikowania takich materiałów (re-use'owanych) na stronach urzędów (nawiasem zastanawiam się: w jaki sposób były opisywane przed wejściem w życie przepisów polskich, jeśli były inne, europejskie?). Lansuje teorię wywłaszczenia przez wykorzystanie materiału w procedurze (opublikowanie w BIP): Argument za koncepcją "urzędowego wywłaszczenia z praw autorskich". Jeśli urząd coś takiego publikuje, to zakładam, że ma podstawę prawną do tego (fikcyjna w Polsce zasada legalizmu z art. 7 Konstytucji), a więc publikuje w ramach procedury. To powoduje - jak uważam - że nie będzie tu monopoli (polski urząd wywłaszczy materiały pochodzące z obcych państw, czyniąc go "materiałem urzędowym" w rozumieniu art 4 ustawy oprawie autorskim i prawach pokrewnych); zatem powinien traktować taki materiał, jak "swój". Skoro w Polsce postanowiono przyjąć takie przepisy, które teraz pozwalają na tworzenie niespójnych ze sobą, acz opartych na tym samym przepisie ustawy "warunków" (możliwość tworzenia "warunków" wiązałem i wiążę nadal w tej dyskusji o re-use z istnieniem swoistego monopolu informacyjnego, czegoś na kształt prawa pokrewnego, ale przysługującego administracji publicznej i związanego z informacją publiczną, przeciwko tworzeniu którego się opowiadam), to - jak zakładam - nie powinno być innych warunków niż ogólne. Ale to mój pogląd, a spisałem go w samym środku nocy na szybko, a przez to prawdopodobnie mało spójnie.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Ten przykład pokazuje, że

Ten przykład pokazuje, że koncepcja wywłaszczania nie ma w pełni zastosowania. Za pieniądze publiczne dokonano tłumaczenia materiału i (zgodnie z warunkami licencyjnymi) opublikowania go. Tym samym MF stał się właścicielem praw autorskich do tłumaczenia (ciekawe, że nie ma żadnych warunków co do praw autorskich tłumacza/y (brak jest informacji o tłumaczu/ach). I te prawa (do tłumaczenia) przechodzą do domeny publicznej. Rząd polski, nie wyłożył pieniędzy publicznych na przygotowanie dokumentu w oryginalnej wersji językowej i stąd brak podstawy do "wywłaszczenia".

Jedynie

VaGla's picture

Pokazuje, że koncepcja wywłaszczenia nie jest stosowana w codziennej praktyce, nie zaś, że "nie ma w pełni zastosowania" (widzę tu istotną różnicę tych dwóch sytuacji, bo jeśli - jak uważam - koncepcja wywłaszczenia ma uzasadnienie normatywne, to niestosowanie jej oznaczałoby oparcie praktyki na działaniach niezgodnych z prawem).

Jeśli tłumaczenie pochodzi od urzędu, lub powstało w ramach procedury urzędowej, to nadal trzeba analizować tą sytuację przez pryzmat tez Sądu Najwyższego (materiałem urzędowym jest "to, co pochodzi od urzędu lub innej instytucji państwowej, bądź dotyczy sprawy urzędowej, bądź powstało w rezultacie zastosowania procedury urzędowej"). W takiej sytuacji nie byłoby autorskich praw do tłumaczenia.

Polski rząd nie wyłożył pieniędzy na przygotowanie oryginalnego dokumentu (tu pieniądze wyłożył rząd JKM), ale gdyby polski rząd w ramach swoich stron internetowych opublikował materiał oryginalny, to w tym przypadku - znów sięgam do tez SN - wywłaszczyłby Królową z praw korony.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że takie podejście może powodować zaniepokojenie - z jednej strony tych, których prawa mogłyby zostać w ten sposób zniweczone pchnięciem dzieła w objęcia domeny publicznej, z drugiej strony np. tych urzędników, którzy uważają, że zasada legalizmu jest jedynie ogólną sugestią i traktują serwisy internetowe administracji publicznej w sposób "luźny" (publikując tam co im się podoba i kiedy uznają, że to dobry pomysł). Proponowane przeze mnie podejście oznaczałoby, że takie publikowanie ma konsekwencje.

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Jeśli tłumaczenie pochodzi

Jeśli tłumaczenie pochodzi od urzędu, lub powstało w ramach procedury urzędowej, to nadal trzeba analizować tą sytuację przez pryzmat tez Sądu Najwyższego (materiałem urzędowym jest "to, co pochodzi od urzędu lub innej instytucji państwowej, bądź dotyczy sprawy urzędowej, bądź powstało w rezultacie zastosowania procedury urzędowej"). W takiej sytuacji nie byłoby autorskich praw do tłumaczenia.

Tu się zgadzam odnośnie praw majątkowych. Prawa niemajątkowe jednak pozostają przy tłumaczach, o ile tłumaczenia nie dokonywaliby urzędnicy MF.

Polski rząd nie wyłożył pieniędzy na przygotowanie oryginalnego dokumentu (tu pieniądze wyłożył rząd JKM), ale gdyby polski rząd w ramach swoich stron internetowych opublikował materiał oryginalny, to w tym przypadku - znów sięgam do tez SN - wywłaszczyłby Królową z praw korony.

Tu się absolutnie nie zgadzam. Rząd postąpiłby zgodnie z udzielona licencją. Po prostu nie widzę

  • polskiego urzędu, który wytworzyłby tą treść
  • sprawy urzędowej, której materiał dotyczy
  • procedury urzędowe, który by wytworzyła ten dokument

Istotna uwaga. Sprawa i procedury urzędowe dotyczą istoty działania urzędu, a nie działań pomocniczych

Myślałem

VaGla's picture

Myślałem w tym przypadku o powiązaniu materiału urzędowego nie z faktem jego wytworzenia, co publikacji (w kontekście tez Sądu Najwyższego: "pochodzi od urzędu", "dotyczy sprawy urzędowej"; przy założeniu, że czynność/decyzja publikacji na stronach urzędu nie jest taką dowolną rzeczą).
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Nie(u)rząd

O jej, Ministerstwo Finansów jest "genialne".
Powinna być jedna zasada! Co pochodzi z pieniędzy podatników powinno być rozpowszechniane bez jakiejkolwiek zgody. Oczywiście wg mnie podanie źródła informacji powinno być podstawowym elementem re-use. Tak jak Piotrze wspomniałeś należy posiadać tzw. regulatora. Bo należy pamiętać, że dane publiczne dostępne w sieci padają w ręce złodziejaszków, którzy udostępniają te informacje za pieniądze.

Znam takie przykłady wykorzystywania nieświadomości obywatela. A obywatel nie skarży się tam gdzie trzeba tylko bezpośrednio do urzędu. I co w tym wypadku zrobić? Prawo chyba tego nie zabrania. Wiadomo teraz chyba będzie trzeba częściej czytać regulaminy stron internetowych!

Pozdrawiam

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>