Wzmożona kontrola informacji na granicach USA
Organizacje zajmujące się ochroną praw człowieka, a za nimi również media, zaczynają uważniej przyglądać się praktykom władz USA, które dokonują przeszukań elektronicznych mediów wwożonych na teren Stanów. Chodzi o przeszukania polegające na przeglądaniu zawartości laptopów, urządzeń mobilnych, przeglądaniu treści zgromadzonej tam korespondencji, dokumentów, etc. Ciekawe, że o te praktyki zapytano Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego (Department of Homeland Security) w trybie amerykańskiej ustawy o dostępie do informacji publicznej (Freedom of Information Act), ale na razie bez widocznego efektu.
Kto pytał władze? Stowarzyszenie the Association of Corporate Travel Executives - to stowarzyszenie nie do końca i nie zawsze prawa człowieka stawia na głównym miejscu (bo raczej reprezentuje interesy biznesu), ale wtórują mu the Electronic Freedom Foundation i Asian Law Center.
Zachęcam do przeczytania notatki prasowej ACTE Survey Shows Threat of Laptop Seizure at U.S. Borders Still Unknown to International Business Travelers - tam też omówienie wyników ankiety przeprowadzonej przez ACTE. Na stronie EFF opublikowano notatkę Civil Liberties Groups Sue Homeland Security for Records on Intrusive Questioning and Searches of U.S. Travelers, z której wynika, że 7 lutego EFF wraz z Asian Law Center złożyli pozew przeciwko U.S. Department of Homeland Security (DHS), w którym domagają się ujawnienia zasad, na jakich przeprowadzane są rewizje osób wjeżdżających do USA.
Media zaś reprezentowane są w tej notatce przez The Washington Post, który to tytuł opublikował artykuł Clarity Sought on Electronics Searches. Tam też można znaleźć omówienie sytuacji i kolejne wyjaśnienie dlaczego akurat organizacja Asian Law Center jest zaangażowana w próbę wydobycia zasad działania władz. Aktywność celników i innych służb, która polega również na kopiowaniu znalezionych danych w bliżej nie określonych celach, dotyczy silnie osób, które podróżują na Bliski Wschód. Władze pytają też podróżnych o ich poglądy polityczne, o praktyki religijne. Jeśli ktoś wiezie komputer zabezpieczony hasłem, albo z szyfrowanymi danymi - władze oczekują, że podróżny ujawni kody dostępu. Jeśli tego nie zrobi - może liczyć się z zatrzymaniem urządzeń. Co się dzieje z informacjami gromadzonymi przez służby na granicznych bramkach? Tego usiłują dowiedzieć się wymienione organizacje.
Zastanawiam się jaki może mieć cel przeszukiwanie urządzeń tego typu. Albo system monitorowania Sieci jest tak szczelny, że pozostały do uszczelnienia metody fizycznego wwozu informacji (a szukają ponoć również "nielegalnych" plików z muzyką, pornografii dziecięcej, etc), albo może chodzi o stan wzmożonej czujności, który ma wysłać potencjalnym "złoczyńcom" sygnał, że władze są czujne. W szczelność sieci nie wierzę, musi być inny powód. Odbieram to trochę jak jakąś demonstracje. Pytania o praktyki religijne czy poglądy polityczne - to są sprawy, które chronione są w USA przez Pierwszą Poprawkę do Konstytucji. Ciekawe zatem co odpowie DHS? Przedsiębiorcy na razie rozesłali wici, by przed przylotem do USA kasować poufne dane z przenośnych komputerów.






Na szczęście mamy TrueCrypta
Na szczęście niebiosa dały nam Truecrypta (http://www.truecrypt.org/) wraz z możliwością tworzenia ukrytych partycji. I niech celnik pyta mnie zdrowy ;).
Jak w kilka minut odszyfrować dysk
w tym Truecryptowy...
o kontrolach na granicach USA cd.
Emil Oppeln-Bronikowski opublikował w swoim serwisie notatkę Nie jedź do Stanów (zwłaszcza z laptopem), w której pisze o tym samym zjawisku, ale pod wpływem niedawnej informacji o odrzuceniu apelacji Michaela Arnolda:
Jest też link do materiałów sądowych (PDF)
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination
Dodaj nowy komentarz