Eksperymentalny podcast

[mikrofon] Coś mnie podkusiło, żeby nagrać sobie eksperymentalny podcast. W końcu warto wiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi, a te techniki komunikowania masowego tak szybko się zmieniają... Tak naprawdę, to mało istotne jest to, co tam powiedziałem. Chodziło raczej o podjęcie próby. Chętnie też poznał bym opinie czytelników: co sądzicie na temat podcastów? Czy faktycznie jest sens publikować w tej formie? Czy nie lepiej jednak ograniczyć się do pisania? A może lepiej przeskoczyć etap podcastów i zająć się przygotowywaniem i publikowaniem plików video?

Pierwsze wrażenia: to nie jest takie proste, by powiedzieć dokładnie to, co się chce powiedzieć. Człowiek gubi trochę wątki, zbacza z tematu. Kolejna sprawa to opanowanie techniki. Mam świadomość, że poniżej podlinkowany plik nie powinien "ważyć" aż 16 MB, nawet jeśli zawiera prawie 17 minut nagrania). Prawdopodobnie powinienem "obciąć" trochę jakości. Być może z czasem nauczę się, jak należy przygotowywać mp3, by łatwiej dało się je z Sieci ściągnąć. Może też lepiej się przygotuję do togo, co chcę powiedzieć. Jak powiedziałem - to eksperyment.

Jeśli ktoś będzie miał ochotę sprawdzić jak mi poszło - do pobrania pliki:

Te doniesienia, o których tam sobie dywaguję to:

Jak się tak przez chwilę posłuchałem, to uznałem, że strasznie często się zawieszam: "yyyyyyyy", "eeeeeeee". Zaczynam rozumieć pracę montażystów, którzy w radio spędzają sporo czasu, by "obrobić" nagrany wcześniej materiał. To wszystko się wycina. Prawdą jest również to, czego dowiedziałem się kiedyś, przy okazji jakiegoś wywiadu, że kiedy człowiek zaczyna mówić, to na początku zaczyna mówić głośniej i szybciej, a potem, stopniowo, mówi coraz ciszej, mniej dynamicznie, wolniej. Sporo się muszę jeszcze nauczyć, by przygotowywać takie "radiowe" spoty. To kolejna umiejętność, którą chętnie posiądę (jeśli tylko nastąpią sprzyjające okoliczności i będę miał jakieś rozsądne materiały dotyczące techniki obróbki plików audio). Podobno najlepiej się uczyć na błędach (podobno najlepiej na cudzych, ale jak nie mam cudzych - muszę na swoich). Natomiast jeśli ktoś z Państwa zechce się ze mną podzielić swoimi doświadczeniami - będę wdzięczny.

Jeśli upowszechni się szerokopasmowy dostęp do internetu, to faktycznie dziennikarstwo obywatelskie mogłoby w pewien sposób zachwiać pozycją mediów mainstreem’owych. Jeśli jakiś dziennikarz dysponuje warsztatem, pomysłami i możliwościami ich zrealizowania, to właściwie mógłby publikować wyłącznie na swój własny rachunek. Agregatory dziennikarskie jednak na razie nie znikną, bo jednak spora organizacja lepiej potrafi zatroszczyć się o pozyskanie reklamy (dział reklamy), lepiej zatroszczyć się o sprzedaż (dział sprzedaży, marketing), wydawnictwo może też zatroszczyć się o potrzebne materiały, zakumulować środki, by wysłać dziennikarza w jakieś trudnodostępne miejsce, wreszcie jak długo pojedynczy człowiek wypełniałby treścią szpalty średniej wielkości czasopisma (wiem, że nie chodzi o ilość, tylko o jakość). Tu też jest specjalizacja, a niektórzy czytelnicy chcieli by móc przeczytać po trochu o wszystkim. No tak, ktoś powie, dlatego właśnie w internecie można sobie konstruować własne „gazety” składające się z materiałów publikowanych przez wielu piszących, niejako samemu agregować dostępne źródła. Tylko, że właśnie chodzi o to, że istnieje silna tendencja, by ograniczyć internatom taką możliwość. Wydawcy również mają instynkt samozachowawczy.

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Pierwsze wrażenia

rozek19's picture

1. Podkład. Powtarzający się krótki podkład to zły pomysł. Lepiej znaleźć coś innego (przecież są uwolnione mp3) lub nie dawać w tle nic.

2. Bardziej ożywić monolog (zastanów się jakbyś to mówił podczas prywatnej rozmowy z kimś jednym, określonym). Monotonnej gadki źle się słucha.

3. Wielkością się nie przejmuj. Jak ktoś ma modem, to nie ściągnie nawet 5MB, a co dopiero 16MB. Pomiędzy 16MB a np. 100MB (bo i takie podcasty ściągałem) jest już niewielka różnica. Mówięc z doświawczenia, bo dopiero kilka tygodni temu przesiadłem się z modemu na stałkę.

4. Jak coś jeszcze zauważę, to dam znać.

5. Moje uwagi są krytyką konstruktywną - przynajmniej mają być :-) Nie przerażaj się liczbą rzeczy do poprawienia, początki wszędzie bywają trudne :-)

POZDRAWIAM,
rozek19

No nie wiem...

Maciej Miąsik's picture

A jak wyszukiwarki indeksują podcasty? Co zostanie w google'u z tych 17 minut gadania? Jak miałbym trafić do poruszanych w nim kwestii za jakiś czas?

Ja tam jestem umiarkowanym zwolennikiem podcastów, bo na razie wysłuchałem jednego w swoim życiu. Zdecydowanie wolę tekst, bo wtedy ja decyduję o tempie przyswajania materiału, mogę jednocześnie szukać jakichś referencji, itp. Ale może koło historii toczy się nieubłaganie i będzie to kiedyś obowiązek?

Obowiązku nie będzie :)

VaGla's picture

To wszak tylko przejaw pewnego uwierania twórczego. Jeśli podejść do tego w kategoriach ekspresji twórczej - nie ma sensu oglądać się na indeksowanie (a nawet na czytelników/słuchaczy ;) Jeśli zaś podejść do tego w kategoriach biznesowych - stworzenie takiego podcastu wymaga sporo pracy, by słuchacze zechcieli zapoznać się z udostępnionym materiałem (nie mówiąc o pomysłach na zarabianie – ale o tym zupełnie nie myślałem, jedynie teraz spisuje to, co mi przychodzi do głowy). Co do indeksowania: przypuszczam, że trend rozwoju musi zakładać dobry meta-opis; oznaczać to musi, że taki podcast bez opisującej go witryny (informacji nadającej się do zindeksowania) trudniej będzie znaleźć.

Zastanawiam się wciąż nad tym. Chyba nie jestem nawet umiarkowanym zwolennikiem podcastów, w każdym razie nie w takiej formie, że "nawijam" przez 20 minut o czymś, co można wyczytać i tak w serwisie. Nagrałem podcast i - jak dla mnie - stanowi on jedynie ślad przeprowadzonego eksperymentu, kiedyś do niego sięgnę i będę mógł porównać jak brzmiał mój głos n-lat temu (jeśli będzie mi dane), nie każdego słuchacza musi akurat to interesować.

Widzę pewien sens tworzenia materiałów do słuchania: jeśli przygotować spójny, kompleksowy, profesjonalnie przygotowany, dźwiękowy e-book, to wówczas miałby - być może - wartość edukacyjną (np. ktoś, kto chciałby przyswoić wiedzę na jakiś temat mógłby posłuchać pliku mp3 w samochodzie, albo autobusie, jadąc na zajęcia, albo do innego miasta). To jest jednak benedyktyńska praca - przygotować taki materiał, który następnie dałoby się odczytać (odegrać, jeśli miałoby to być interesujące). Do tego dochodzą umiejętności lektorskie, dykcja, podkład dźwiękowy. Dopiero potem jest okiełznanie technologii, montaż, jakość pliku (Honey mi podpowiada, że dla podcastu wystarczy mono, 128kbps lub 96kbps, hmm...).

Myślę też, że taki podcast ma sens, jeśli byłby to zapis jakiejś wymiany zdań: wywiad, rozmowa. Coś, co nie straci zaraz aktualności, świeżości. Coś, co będzie miało też wartość historyczną (po jakimś czasie).

Kiedyś, jeszcze na studiach, a jak się potem okazało - na rok przed jego śmiercią - przeprowadziłem wywiad z prof. Leonem Kurowskim (1907-1998). Szkoda, że wówczas nie miałem tego cyfrowego dyktafonu. Wówczas wraz z Piotrem Bałaszem (pozdrawiam serdecznie, jeśli czasem czyta serwis) spędziliśmy z profesorem ponad dwie godziny na rozmowie, z której potem trzeba było przygotować, ograniczony ramami pisma, wywiad. Niesamowite wrażenie. Zakamarki Ministerstwa Finansów i możliwość spisania słów najstarszego wówczas profesora UW, kroniki edukacji prawniczej, a nawet akademickiej, który postanowił opowiedzieć studentom fragment swojego życia. Podobnie, jeśli chodzi o wywiad z prof. Lechem Falandyszem (1942 - 2003).

Chciałoby się powtórzyć za jedną z telewizyjnych stacji - "historia dzieje się każdego dnia". A jest tych historii tyle, ile obserwatorów.

Pożytek z podcastu może być taki, że ktoś słysząc jak wypowiadam swoje nazwisko nie zrobi może już w nim błędu w przyszłości :)
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Patenty...

Oj, mp3? Przecież można było użyć OGG Vorbis lub chociaż udostępnić dodatkowo w tym formacie by wszyscy mogli posłuchać bez ściągania dodatkowych wtyczek. Jednakże to tylko moje czepianie się i obyśmy wszyscy doczekali następnego podcasta (swoją drogą krążą słuchy, że pewna firma chce zachować termin "podcast" dla siebie).

...i w Polsce nagrania są dziś modne...

VaGla's picture

Chodzi o Apple i list (cease and desist), jaki przesłano w imieniu tego przedsiębiorstwa do Podcast Ready. Pisze o tym Blog Wired. Taaak.

To jednak nie przebije chyba podcastów (jak niektórzy proponują: netcastów, by nie naruszać praw do "POD"), które pokażą się jutro (albo nawet już się może pokazały) w związku z nagraniami z sejmowego hotelu...

Nagrania są ostatnio modne: poza nagraniem Rywina również Węgry, a dziś Teraz My. W tym ostatnim przypadku jednak wybrano zapis video (zdarzenia miały miejsce w piątek, 22 września, ukazały się w dziejszym programie na antenie TVN, o 22:30).

Dziś TVN zaprezentowało jedynie skróty filmu, na swoich stronach prezentując jedynie zapis rozmowy (stenogramy), zapowiadając, że całe video zostanie udostępniane w internecie jutro, w samo południe. Jest w tym wiele rozsądku. Pytania o prawa autorskie do takiego materiału też chyba jest zasadne (było nagrywane z postawionej w pokoju hotelowym, ukrytej kamery, więc być może nie jest to przejaw działalności twórczej?).

Jest też w tym strategia. Dziś, na gorąco opublikowany cały materiał, byłby od razu zwielokrotniony i opublikowany w Sieci (przypuszczam, że tak właśnie będzie jutro, zaraz po opublikowaniu go na internetowej stronie programu; chociaż przewiduję, że już gdzieś ktoś opublikował w Sieci, zripowany przez tuner telewizyjny materiał, puszczany teraz w powtórkach). Zapowiadając, że materiał dziś wyemitowany w telewizji pojawi się jutro w internecie - zwiększają oglądalność witryny (ja właśnie podlinkowałem tę stronę). "Stopniowe cedzenie fragmentów informacji" to chyba dobra strategia (myślę, o sposobie wykorzystania potencjału ITI w czasach, gdy informacja "chce być wolna", a organizacja prasowa musi jakoś rozsądnie skonsumować taki hit, i do tego nieuronić ani fragmentu... potencjału).

Acha. Komentarze polityczne będę usuwał.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

OGG

Zgadzam sie, ze OGG bylby w Twoim przypadku bardziej wskazany nawet z "ideologicznego" punktu widzenia. ;)
Co do zamieszania odnosnie znaku towarowego do terminu podcast to chyba, w przypadku sprawy listu prawnikow reprezentujacych przedsiebiorstwo Apple zachodzi male nieporozumienie.
Otoz jak mozna wyczytac w artykule na stronie www.macrumors.com Apple

asks Podcast Ready to stop using the term "mypodder" because of confusion it may cause with the iPod and Pod trademarks. Furthermore, Apple explicitly states that it is not asking Podcast Ready to stop using its company name, as the "services description indicates the mark will be used for podcasting-related services.

Jest i w formacie OGG

VaGla's picture

Nie ma problemu. Słuchacze się domagają - jednoosobowa organizacja nadawcza wyeksportowała do ogg'a (dodałem też w tekście rozpoczynającym ten wątek). Ale, ale. Zaciekawiło mnie to Twoje stwierdznie Tomku. Jaki ja mam "ideologiczny" punkt widzenia? Zastanawiam się, bo parę razy zdarzało mi się już podejmować próby prostowania opinii, jakobym był religijnym zwolennikiem open source :)
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Idea

No to chyba oczywiste, ze jestes persona pro FLOSS, ale nie w stylu www.ichthux.com (nie zebym cos do nich mial, takze szacunek, ja tylko odnosze sie do tego stwierdzenia na temat "religijnego").
Proste.
Pozdro z Londynu!

Chyba nie jestem tak bardzo "pro"

VaGla's picture

Do FLOSS mam stosunek ambiwalentny (dwuwartościowy, dwuznaczny, zawierający przeciwstawne elementy). Pomijając oprogramowanie, które może być otwarte lub zamknięte, a mnie interesuje zwłaszcza wówczas, gdy ma być wykorzystywane w sferze publicznej (bo tu właśnie państwo nie powinno promować żadnego z graczy na rynku, a każdy obywatel ma mieć możliwość kontaktowania się z organami państwa - stąd właśnie postulat stosowania opublikowanych i dostępnych standardów, które jednocześnie nie mogą - w mojej opinii - być ograniczone monopolami własności intelektualnej), mnie raczej interesuje obieg informacji jako takiej.

Uważam, że człowiek jako istota jest wyposażony biologicznie w narzędzia do wymiany informacji i ta wymiana informacji jest bardziej fundamentalnym prawem człowieka niż np. prawo własności.

Jednocześnie jako obserwator dostrzegam konflikty, które wynikają z tego, że przedsiębiorstwa wyrastające niejako z „poprzedniej epoki” starają się ograniczać obieg informacji (bo postanowiły zarabiać na kontrolowaniu kanałów dystrybucji informacji – przecież nie mam wpływu na to, jak one widzą własny biznes), zaś cała reszta uznaje, że informacja „chce być wolna”. Z tą kontrolą nad obiegiem informacji to trochę tak, jakby sprzedawać piasek na plaży, ale już bursztyn - to zaczyna mieć sens; obrobiony zaś i ładnie zapakowany, dostarczony do domu - to może być interesująca koncepcja. Być może po prostu przedsiębiorstwa sprzedają nie to, co wartościowe przy nowych możliwościach obiegu informacji (wobec globalizacji, infrastruktury, narzędzi, długiego ogona kultury). Być może nie jest tak, że to "piractwo" powoduje, że biznes notuje mniejszy przychód, tylko zmiana stosunków społecznych powoduje, że tak, a nie inaczej, prowadzony biznes będzie coraz bardziej jak sprzedawanie piasku na plaży właśnie. Jednak to są rozważania chyba dla ekonomii (bo o prowadzenie biznesu chodzi), nie zaś dla prawa... Sam nie wiem.

Nie mam przedsiębiorstwa, które liczyłoby się na arenie globalnej, a w którego interesie byłoby zabieganie o ograniczenia prawne w zakresie relacji społecznych związanych z obiegiem informacji. Jestem jednak autorem - stąd pewnie dostrzegam potrzebę istnienia praw autorskich (chociaż uważam, że to żadne „autorskie” prawa, które trwają 70 lat po mojej, tj. autora, śmierci) . Uważam też, że autor ma prawo udostępnić efekty swej pracy innym, w tym na licencjach FLOSS, które winny być wówczas uszanowane. Ale czy to już oznacza, że jestem "persona pro FLOSS"?
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Podcast

Z doswiadczen subiektywnych:
-podklad jest meczacy
-glos powinien byc glosniejszy (niz podklad)
Z uwag technicznych:
-do glosu wystarczy kodek Speex
-do glosu+muzyki lepszy jest OGG (nie ma artefaktow z MP3 i jak widac wszystko mniej zajmuje)

Moje propozycje:
-przed publikacja proponuje co najmniej zmaksymalizowac glosnosc (najlepiej byloby znormalizowac) <- do zrobienia programem Audacity
-proponuje 2 wersje jakosciowe
a)niska jakosc - sam glos bez podkladu, kodek speex
b)wysoka jakosc - glos z podkladem, muzyka itp., kodek OGG

O ile OGG jest obslugiwany standardowo przez Audacity, Speex musi chyba byc kodowany osobno... polecam speex.org

P.S.
W razie szczegolowych pytan prosze pisac na zalaczony adres e-mail

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>