Niewątpliwie lubię lans?

Zakaz walki?Może jestem za stary, żeby wiedzieć co to znaczy. A może się tylko tak kryguję i rzeczywiście: lans to moje życie (tylko intelektualny ekshibicjonista i lanser mógłby redagować serwis internetowy zwracając się do czytelników w pierwszej osobie; ciekawe, że ostatnio blogowanie jest takie modne i biorą się za to tak znane z „tradycyjnych łam” pióra). Salonik Internet Standard opublikował relację z drugiego dnia opisanej już przeze mnie konferencji Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Wypada się odnieść do tez postawionych przez kolegów dziennikarzy z Internet Standard, w końcu to internet, a tekst dotyczy mnie osobiście...

Opisywane przez IS zdarzenia odnoszą się do konferencji Nowe technologie a ochrona IP, z której relacje zdałem czytelnikom niniejszego serwisu w notatkach: Wrażenia po pierwszym dniu pół roku później oraz Trzystopniowy test - notatki i spostrzeżenia dnia drugiego.

Po notatce w blogu redakcyjnym Computerworld (por. Odpowiedź na „Prawo Vagla” z ukłonami dla redakcji Computerworlda :)) teraz Salonik Internet Standard zainteresował się moją osobą. W tekście zatytułowanym Piotr Waglowski Superstar pisze, że moja postać "budziła powszechną zawiść panelistów" biorących udział w dyskusji:

A wszystko przez tę telewizję. Piotr Waglowski niewątpliwie lubi lans. Nie ma w tym nic złego zresztą, tym bardziej, gdy na sławę i uznanie zasługuję się prowadząc wartościowy blog. W każdym razie po Piotrze Waglowskim widać parcie na media, a szklany ekran zaczął czuć pociąg do Waglowskiego.

Wczoraj nastąpiła jawna kulminacja. Tuż przez zabraniem głosu przez Waglowskiego pojawiła się ekipa telewizji Superstacja. Operatorzy nerwowo rozglądali się po sali jakby kogoś szukali. Oczywiście szukali Waglowskiego, bo gdy ten zaczął komentować tezy panelistów ekipa już przy nim była. Gdy skończył, ekipa odpoczywała.

Już w komentarzu do tego tekstu w IS napisałem: "Do momentu, gdy po zakończeniu konferencji Jarek Lipszyc nie ogłosił w swoim blogu, że o 19:00 będzie miał on wystąpienie w Superstacji - nie miałem pojęcia o jej istnieniu. Proszę mi wierzyć, albo nie - nie miałem z pojawieniem się kamer na sali nic wspólnego. Toć ja własny dyktafonik miałem, a taka Superstacja to tylko konkurencja dla mojego serwisu :)". Loga "Superstacji" nie zauważyłem w czasie konferencji. Po prostu szybko starałem się zanotować tezy, do których warto się odnieśc, a potem byłem zbyt skupiony na tym, by jednak się nie pomylić, by się nie zapętlić, by powiedzieć o co mi chodzi. Mówcy "z sali" mieli tylko kilka chwil na swoje wystąpienie.

To kusząca perspektywa - sprowokować pojawienie się dziennikarzy, przekonać ich, że mają filmować mnie, a do Teda Shapiro mają stać odwróceni plecami. Muszę chyba mieć niesamowitą władzę nad dziennikarzami, by przedstawicieli tego wolnego zawodu zmusić do tego, by nie zbierali interesującego ich materiału. A przecież dzisiaj "treść rządzi" (content is king).

Czy rzeczywiście Ted Shapiro, Zastępca Dyrektora Zarządzającego Motion Picture Association, ma mniejszy "coverage" ode mnie? "Peeliiiiizzzzz" - tak bym powiedział, gdybym chciał zastosować tani chwyt (napisane nie brzmi tak fajnie, jakby brzmiało w realu). Ted Shapiro jest wyśmienitym i niedoścignionym mówcą. Ja się jeszcze wiele muszę nauczyć, by w podobny sposób błyszczeć dowcipem, celną puentą, kiedy trzeba zdyskredytować przeciwnika w dyskusji: jakąś drobną, wzbudzającą w słuchaczach sympatię uwagą. Ted Shapiro jest trudnym przeciwnikiem w dyskusji, gdyż ma jasne poglądy, broni jasnych interesów, jest zaprawiony w bojach. Jego przeciwnicy z zazdrością stwierdzają: "dobry jest, niestety dobry jest". Chapeau bas! Miałem okazję przysłuchiwać się jego wypowiedziom już drugi raz (za każdym razem mówił zza zielonego sukna, zaproszony przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego do panelu dyskusyjnego). Za każdym razem byłem pod dużym wrażeniem. Nawet ostatnio prawie uwierzyłem w tezy, które głosił, odwołując się do orzeczenia francuskiego Sądu Najwyższego, nadając im określone znaczenie. I dopiero po przyjściu do domu, po przekopaniu się przez Sieć i po dotarciu do orzeczenia francuskiego sądu mogłem sam ocenić, że nie chodzi o Sąd Najwyższy, a o sąd kasacyjny (Cour de Cassation) i po lekturze dostępnych materiałów wyrobić sobie zdanie na temat znaczenia procesowego stanowiska tego sądu. Ale dyskusja "na żywo" rządzi się swoimi prawami.

Autor tekstu w IS napisał: "Po Piotrze Waglowskim widać parcie na media". Jakby to skomentować? Od 10 lat prowadze serwis internetowy. Mam grono czytelników, dla których po takich konferencjach przygotowuje relacje. Stąd od jakiegoś czasu na wszelkie eventy biorę mały cyfrowy dyktafon i nagrywam całość, by móc potem do tego wrócić w komentarzu. Nie muszę mieć parcia na inne media. Mam własne. Wierzę, że dziennikarze sami wybierają obiekt swojego "zainteresowania". Widać - moja wypowiedź musiała trochę pasować do profilu stacji (Superstacji), skoro mnie filmowali (byle tylko nie przekręcili nazwiska!). Osobiście wolałbym, by moje wypowiedzi były interesujące dla głównego wydania Wiadomości, Faktów lub Informacji, jednak żaden z przedstawicieli tych tytułów nie przyjechał na konferencję i nie zbierał materiału do ewentualnej relacji. Prawo autorskie to zdaje się wciąż niszowy temat. Co do ekipy telewizyjnej: filmowali również wcześniej. Filmowali przedstawicielkę Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, filmowali przedstawiciela Ministerstwa Sprawiedliwości. Filmowali różne osoby. Potrzebują - jak widać - materiału polemicznego do tez głoszonych przez takie organizacje jak FOTA, ZPAV, ZAIKS, MPA... Jakby to wyglądało - puścić materiał, w którym byłoby jedynie: "...piractwo, piraci, złodzieje, piraci, piraci...". Z wypowiedziami tych organizacji nie ma problemu – one są dostępne. Są ich pełne półki w archiwach różnych redakcji. Swój punkt widzenia bez problemu przedstawiają w różnych mediach, przesyłają do szkół "materiały edukacyjne". Pan mec. Marek Staszewski, pełnomocnik ZPAV, udzielił długiego wywiadu dziennikarzom IDG, który dostępny jest w IDG TV (znaleźć go można przy tekście ZPAV vs. P2P - wojna totalna!). Czy to też jest "parcie na media"? Być może. Wolałbym uznawać jednak, że to wypowiedź w toczącej się właśnie publicznej debacie.

W najnowszej Polityce Łukasz Ptak publikuje artykuł "Więzienie za ściąganie". Pisze on w nim: "W Polsce istnieje ostry konflikt pomiędzy użytkownikami kultury z jednej strony a jej dostarczycielami z drugiej. Dyskusja pomiędzy wydawcami a internautami ujawnia to, co na Zachodzie zauważono już jakiś czas temu. W miarę upowszechniania środków przekazu i czynienia dóbr kulturalnych coraz bardziej dostępnymi zjawisko piractwa staje się masowe i dotyczy ogromnej liczby aktywnych członków społeczeństwa informacyjnego. Równolegle przedsiębiorstwa działające w branży kulturalnej rozwijają politykę ochrony praw autorskich, co jest postrzegane jako dążenie do monopolizacji kultury i odbierania jej charakteru dobra powszechnego. Orężem w walce z piractwem jest system prawa autorskiego..." I dalej: "W Polsce spór pomiędzy internautami a producentami wchodzi w fazę krytyczną. Od czasu sprawy serwisów z tłumaczonymi napisami prezentowane są różne, skrajne stanowiska. Konserwatyści straszą ściągających więzieniem. Wolnościowcy, z publicystą Jarosławem Lipszycem na czele, powołują się na argument otwartej kultury Internetu i wzywają do zalegalizowania ściągania..."

Jarek Lipszyc wyznał mi niedawno, że on jest potrzebny po to, bym miał od kogo się dystansować. Bo pomyślmy: sam jestem autorem. Uważam, że prawo autorskie powinno autorów chronić. Komentuję od jakiegoś czasu to, co się dzieje w związku z toczącą się dyskusją i wiem, że sytuacja nie jest taka czarno-biała. Tu nie ma miejsca na prosty podział "my-oni". A jednocześnie po każdej ze stron (jest ich więcej niż dwie) pada wiele stwierdzeń, które można by ocenić jako "manipulacja". A wierzę, że istnieje jakiś "złoty środek", obiektywny ogląd spraw, rozwiązanie, które stanowić może akceptowalny kompromis. Czy wypowiedzenie własnego zdania w publicznej debacie jest "parciem na media"? Czy posiadanie własnego zdania to lans?

Jeśli tak, to OK. Jestem lanserem. Wydaje mi się jednak, że jestem raczej free lancerem, a to nie jest to samo. Być może różnica jest taka, że ja tezy pana Shapiro mogę komentować również wówczas, gdy dziennikarze celują kamerą w niego, do mnie stojąc plecami. Nie mam z tym problemu.

Drodzy czytelnicy, lansujcie się. Każdy dziś (teoretycznie) może mieć też parcie na własne media. Ponoć żyjemy w informacyjnym społeczeństwie. Dyskusja jest potrzebna, warto zabrać w jej trakcie stanowisko, bo sprawy w niej poruszane dotyczą nas wszystkich.

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

"pełne pułki"

Vagla - a może jednak półki, chyba, ze ty o wojsku piszesz, zatrudnij jakąś sympatyczną panią korektor, albo może włącz korektę w edytorze tekstów, trochę to bawi, trochę jednak smuci, bo przecież tobie nie wypada takich gaf walić. A co do tego artykułu to może media powinny trochę irca pośledzić, wtedy by miały pełną wizję skromnego redaktora bloga... Tak czy siak, wyrazy szacunku, stronka jest najlepsza na rynku.

Poprawione (zresztą po

VaGla's picture

Poprawione (zresztą po drugim czytaniu sam się zastanowiłem, że nie piszę o wojsku). To z pośpiechu. Dziś jest dwudziesty i szybko muszę pojechać do urzędu skarbowego złożyć deklarację podatkową :)
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Whooa! Playa haters

Tomasz Rychlicki's picture

Piotr ten "lans" to mlodziezowy slang. Mozna skwitowac ze masz "hejtersow" (niestety, akcja - reakcja, itp.) w stosunku do swojej osoby.
Co do prezentacji panow za zielonym stolem to wiesz, jakbym dostawal 700 euro za godzine mojej pracy albo na miesiac 15.000 PLN za obsluge prawna jakiejs OZZ, to nie dosc ze blyszczalbym przy tym stole to i przekonal nawet Lipsa ze "DRM" jest dla jego dobra. ;)
Wszystko to kwestia tez jakie sie wartosci reprezentuje. Tak czy siak konferencja byla dobrym dyskursem. Tak trzymaj.

Święta Mario

VaGla's picture

Święta Mario Pawlikowsko-Jasnorzewsko! Ja mam hejtersow? Musiałem się chwilę zastanowić nad tym, co to też może znaczyć (to słowo) i gdy sobie to już uświadomiłem (sprawdziłem co mówi o tym Google, bo nie wpadłem na to, by wypowiedzieć je na głos, a to by wiele uprościło), to cały zadrżałem.

Kasa. Ehh. Drogi Tomaszu, ja byłem przekonany, że ty tyle właśnie zarabiasz? Eeee, to jak ja teraz mam Ci rękę na konferencjach podawać? ;) Swoją drogą: co złego jest w prezentowaniu swoich poglądów za pieniądze? Gorzej, jeśli nie wierzy się w to, co się głosi (chociaż praca w public relation lub w reklamie to przecież normalny, akceptowalny społecznie zawód). Z moich obserwacji wynika, że są też takie podmioty, które dysponując środkami i dostrzegając swoje potrzeby – zaczynają interesować się też argumentami przeciwnymi do tych, które funkcjonują w „powszechnej świadomości”.

Jednak zostawmy to. Uważam, że są granice wolności słowa, tak jak są granice własności intelektualnej. Jeśli mamy się czegoś dowiedzieć o własności intelektualnej – musimy rozmawiać też o jej granicach. Jeśli w dyskusji występuje nadreprezentacja jednych poglądów, to wnioski na jej podstawie wyciągnięte mogą być wadliwe (chociaż nienaciągnięty łuk ponoć raz do roku sam strzela – to chyba z komiksu „Kajko i Kokosz” ;). Ja również uważam, że dyskusja była interesująca, a czuje się lekko zażenowany tym, że musiałem tak wprost nawiązać do działań organizacji FOTA, bo przecież miałem możliwość też prywatnie porozmawiać z p. Kaczmarkiem i uważam, że jest bardzo sympatycznym facetem (mam nadzieje, że mogę sobie pozwolić na tak osobistą uwagę publicznie?). Nie jest moim zamiarem atakowanie kogokolwiek. Czułbym się niekomfortowo wiedząc, że mam jakichś hejtersów.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

To chyba najlepsze co może

To chyba najlepsze co może być. Tzn. głoszenie poglądów, za które dostaje się kasę. Oczywiście zakładając, że prezentujemy swoje poglądy i wierzymy w to co mówimy. Ciekawy wydaje się cacus p. Foltyna i jego poglądów, ale że są to sprawy traktujące o polityce, nie rozwijam wątku ;-) Chyba że sam coś o tym napiszesz.

Co do komentarza dot. Twojej osoby. Wydaje mi się, że jest on w tonie sympatycznym, a nie w celu przepięcia łatki. Choć i tego musisz się spodziewać, jak komuś za bardzo podpadniesz ;-)

Pozdrawiam

A mnie się wydaje, że to

A mnie się wydaje, że to nie Autor a Autorka, MG == Magdalena Górak. Może, Vaglo, nie pocałowałeś Pani w rękę na jednej z poprzednich konferencji, albo odmówiłeś wysiadu, i teraz dostajesz za swoje? ;-)

Lansuj się dalej :-)

Wprawdzie powinienem z definicji poprzeć IS, bo to koledzy z firmy, ale wolę mówić swoim głosem, jak przez ostatnich 20 lat.

Lansuj się Piotrze dalej, bo trzeba nam przed kamerami i mikrofonami mądrych głów, a nie półgłówków z partyjnego nadania. Pozdrowienia :-)

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>