Dlaczego rządowy elementarz nie miałby być materiałem urzędowym? Dlaczego nim niby nie jest?

Moim zdaniem rządowy podręcznik powinien być w całości w domenie publicznej (jako materiał urzędowy - art. 4 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych), nie zaś na licencji, nawet na "wolnej". Materiały urzędowe są nieutworami, zatem nie powinno być na nie licencji. Nie potrafię do tej "dziwnej koncepcji" przekonać (jeszcze?) osób decydujących, chociaż kiedyś Pan Premier był uprzejmy powiedzieć: Coś, co powstaje za pieniądze publiczne, jest własnością publiczną, a więc także tych, którzy chcą z tego korzystać w sposób wybrany przez siebie. Była to pewnie chwila nieuwagi pod wpływem okoliczności. Takie myślenie nie jest jeszcze popularne, a z raz wypowiedzianych słów politycznej deklaracji wielu chętnie się wycofa (czemu właściwie CIR usunął nagranie tego spotkania z Sieci?). Kto mógłby stwierdzić, że rządowy elementarz jest materiałem urzędowym? Pewnie tylko sąd. Tymczasem mamy licencję zakładającą uznanie autorstwa, co zresztą - zdaniem twórców i animatorów podręcznika - nie obejmuje wszystkich materiałów w nim zawartych.
Aktualizacja w górę osi czasu: Licencja na rządowy elementarz - "otwartościowcy" działają przeciw otwartości, państwo nie może kierować się "uprzejmością"

Wybór licencji Creative Commons również nie uważam za właściwy. Raz, że znów miesza się to, co prywatne z tym, co publiczne (licencja CC jest rozwijana przez jedno ze stowarzyszeń, a podręcznik jest ponoć rządowy). Dwa, że mam pewne kłopoty z licencją CC, które - zresztą na prośbę koleżanek i kolegów z CC spisałem kiedyś: Dlaczego jestem sceptycznie nastawiony do CC - zamówiona przez czytelników odpowiedź. Dlatego dla takiej emanacji państwa najwłaściwszy jest status materiału urzędowego, a zatem nieutworu.

Pierwsza część rządowego podręcznika dostępna jest na dedykowanej stronie Ministerstwa Edukacji Narodowej. Trwają teraz konsultacje dotyczące tego materiału.

Jedną z kontrowersji jest ponoć kwota, która wiąże się z wydaniem tego podręcznika. Niektórzy mówią, że w grę wchodzi 5 milionów złotych. Ministerstwo odpowiada:

Minister edukacji była pytana o koszty przygotowania podręcznika. Poinformowała, że główna autorka „Naszego elementarza” otrzyma mniej niż 3 proc. z podawanej przez media kwoty 5 mln zł, czyli 134 tys. 792 zł, druga autorka Lidia Wollman zarobi 18 tys. zł z „małym hakiem”, a autorka Maria Twardowska, która będzie odpowiadała za część matematyczną zarobi 35 tys. zł.

W efekcie koszty przygotowania podręcznika, co ma obejmować wynagrodzenie zespołu redakcyjnego, koszt przygotowania grafiki (ilustracji), ma wynieść mniej niż milion złotych. Jak rozumiem - do tego dojdą jeszcze koszty druku i dystrybucji, co ma stanowić "najpoważniejszą częścią kosztów".

Kiedy wiem, że wydaje się miliony na nieodwiedzone przez nikogo strony internetowe, kiedy wiem, że się wydaje dziesiąty tysięcy na kolejne niepotrzebne, moim zdaniem, loga, to w takim kontekście uważam, że przywołane koszty podręcznika, o ile byłby rzeczywiście w domenie publicznej, czyli gdyby był materiałem urzędowym (por. Urzędowe dokumenty, materiały, znaki i symbole w orzecznictwie sądów administracyjnych), nie stanowiłyby dla mnie problemu. Pieniądze zbierane są w podatkach, część z nich przeznacza się na realizację zadania publicznego w postaci oddanego do domeny publicznej usystematyzowanej i atrakcyjnej wiedzy dla najmłodszych. Fair enough.

Mając w pamięci to, co w poprzednim akapicie, należy - podobnie jak w innych przypadkach - postulować, by wykazy umów związanych z tym podręcznikiem były publicznie dostępne. Kto, co, za ile, kiedy, numery umów. Tego bym się spodziewał, jako obywatel (por. Z frontu walki o publikację wykazów umów w rządowych BIPach).

A co do elementarza - po jego obejrzeniu doszedłem do wniosku, że odpowiada on mojemu poczuciu humoru.

Konsultacje mają trwać 2 tygodnie. Zatem zgłaszam niniejszym swoje uwagi. Podręcznik jako materiał urzędowy i wykazy umów.

PS
Czy to możliwe, że Centrum Informacyjne Rządu celowo usunęło nagranie debaty Pana Premiera z organizacjami pozarządowymi, w trakcie której powiedział te słowa o "powstawaniu za publiczne pieniądze"? Pojawia się dziś komunikat "film nie istnieje". To było takie historyczne wydarzenie. Szkoda by było, gdyby nagranie przepadło... Dlatego pozwoliłem sobie na Re-use usuniętego z Sieci nagrania spotkania p. Premiera z NGO-sami w 2011 roku.

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Elementarz

A gdzie ten elementarz jest do wglądu?

Jest w tekście

VaGla's picture

Jest w tekście link. Proszę czytać uważnie przed skomentowaniem.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Być może zbyt pochopnie

Być może zbyt pochopnie ocenił Pan przemówcę. U mnie pod adresem ukrytym pod przyciskiem "Pobierz 1. część podręcznika: Jesień", czyli: http://www.naszelementarz.men.gov.pl/elementarz/naszelementarz.pdf wyświetla się pusta strona. Być może nie tylko u mnie.

W takim razie

VaGla's picture

W takim razie uprzejmie przepraszam. U mnie w każdym razie nadal działa i PDF nadal daje się pobierać.

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Konsekwencje mogą być poważne

Czy nie jest tak, że uznanie podręcznika "rządowego" za materiał urzędowy mogło by skutkować koniecznością uznania za taki materiał wszystkich wydanych dotychczas (i zaakceptowanych do użytku szkolnego przez ministerstwo edukacji) podręczników "prywatnych" i wywłaszczenie ich autorów z praw majątkowych do tychże ?
Pytam bo wydaje mi się, że klasyfikacja działa nie zależy do typu zleceniodawcy tylko do funkcji dzieła, a ta jest tożsama w podręcznikach "rządowych" i "prywatnych".

To nie kwestia uznania, tylko powszechnego prawa

VaGla's picture

Tak czy inaczej nie może być tak, że ktoś sobie uznaje lub nie uznaje czegoś za materiał urzędowy, tylko o tym przesądzać winien system prawny. Mamy art. 4 ustawy. Mamy Wyrok Sądu Najwyższego - Izba Cywilna z dnia 26 września 2001 r. (sygn. akt IV CKN 458/00), a w nim:

Materiałem urzędowym będzie zatem to, co pochodzi od urzędu lub innej instytucji państwowej, bądź dotyczy sprawy urzędowej, bądź powstało w rezultacie zastosowania procedury urzędowej. Pytania składające się na „bank pytań” testowych, stosowanych przy egzaminach na prawo jazdy, pozostaną w obrębie tak rozumianego „materiału urzędowego”.

Jeśli zaakceptowany do używania "bank pytań" jest materiałem urzędowym, to zaakceptowany do używania rządowy elementarz również.

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Jak zwykle bardzo ważne

Jak zwykle bardzo ważne zdanie, pomijane w debacie publicznej. Ja wcześniej nawet nie pomyślałem, że rząd może wydawać podręcznik na jakiejkolwiek licencji.

Swoją drogą, czemu nie mogli wziąć starego Elementarza?

"Swoją drogą, czemu nie

"Swoją drogą, czemu nie mogli wziąć starego Elementarza?"

Elementarz Falskiego? "Ala ma kota a kot ma Alę", może był nieżyciowy, albo za bardzo się kojarzył z minioną epoką.

dedykowana strona - powiadasz?

http://lukaszrokicki.pl/2012/04/11/marketingowy-belkot-dedykowany/

Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne zarzucają MEN plagiat

"Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne informują, że zaprezentowana w kwietniu przez MEN pierwsza część „Naszego elementarza” to w dużym stopniu kopia m.in. dwóch podręczników WSiP.

W ubiegłym tygodniu Zarząd Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych zwrócił się w tej sprawie pisemnie do pani Minister Edukacji Narodowej, Joanny Kluzik-Rostkowskiej. Przeprowadzone przez WSiP analizy graficzne, językowe, metodologiczne i prawne wskazują bowiem na to, że w około jednej trzeciej rządowego podręcznika, na ponad 30 stronach, zostały wykorzystane rozwiązania graficzne, metodologiczne i koncepcyjne wypracowane w Wydawnictwach Szkolnych i Pedagogicznych." - Informacja na stronie WSiP

Naruszenie praw autorskich innych osób może być poważną przeszkodą w uznaniu nowego podręcznika za materiał urzędowy.

Prywatna opinia - obawiam się, że nawet wyrok sądu będzie kontestowany przez niektórych urzędników na zasadzie "jeżeli Skarb Państwa może być właścicielem gruntów itp., to dlaczego nie może być właścicielem tzw. własności intelektualnej?".

FUD

Ten rzekomy plagiat dotyczy treści stworzonych przez... Marię Lorek, autorkę rządowego podręcznika. Ponad 20 lat temu, w książce wydanej przez WSiP. Jeśli WSiP rzuca takie oskarżenia, to niech pokaże umowę wydawniczą na tą książkę. Czy przypadkiem nie była to umowa licencyjna. Na okres dłuższy niż 5 lat.

Dlatego wyraźnie

Dlatego wyraźnie zacytowałem oświadczenie z podaniem źródła. Nie wiem jak było 20 lat temu, w 94 roku, ale obecna ustawa mówi: "Jeżeli ustawa lub umowa o pracę nie stanowią inaczej, pracodawca, którego pracownik stworzył utwór w wyniku wykonywania obowiązków ze stosunku pracy, nabywa z chwilą przyjęcia utworu autorskie prawa majątkowe w granicach wynikających z celu umowy o pracę i zgodnego zamiaru stron." Nie znam też umowy łączącej panią Marię Lorek z WSiP. Ciekawy jestem, kto powie pierwszy "sprawdzam" i wyłoży umowy na stół.

Wydaje mi się, że większość polskich urzędników stosuje przepisy ustawy o prawach autorskich dość luźno i wybiórczo - i dlatego właśnie nie interesuje ich art. 4, ani inne, które mówią o prawach majątkowych.

A co to jest plagiat treści?

Maciej_Szmit's picture

Bo ja o takim nie słyszałem, podobnie jak o autoplagiacie (tj słyszałem, ale nie w kontekście PrAut)

a czy to jest chronione ?

"zostały wykorzystane rozwiązania graficzne, metodologiczne i koncepcyjne wypracowane w Wydawnictwach Szkolnych i Pedagogicznych"

a przecież koncepcje, idee itp będące podstawą stworzenia działa nie podlegają ochronie prawnoautorskiej....

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>