Zniewaga Romów była publiczna, bo wyciekła do internetu

Po wyroku sądu okręgowego, który skazał motorniczego MPK za znieważanie Romów "w internecie" (por. Tożsamość znali, więc skazali (wrocławski wyrok za znieważenie Romów), a gdyby nie znali?), oskarżony apelował do sadu wyższej instancji. Sąd apelacyjny jednak nie przychylił się do tez oskarżonego, który podnosił, że Romów obraził nie "publicznie", a "prywatnie" - w rozmowie prowadzonej poprzez internetowy komunikator. Sędziowie uznali, że skoro rozmowa "wyciekła" do internetu (opublikowano ją w serwisie YouTube), to mamy do czynienia z publicznym znieważeniem. Nie wiem, czy sąd zastanawiał się nad tym, kto opublikował znieważający materiał w internecie w taki sposób, że każdy mógł się potencjalnie z nim zapoznać. Wyrok, który zapadł dziś we Wrocławiu, jest prawomocny.

Jak pisałem wcześniej - po tym, gdy rozmowa pojawiła się online przedstawiciele Związku Polskich Romów zawiadomili policję, wojewoda dolnośląski złożył doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa, a mężczyźnie, którego wypowiedź w internecie była dostępna, postawiono zarzut znieważenia grupy ludności narodowości romskiej oraz zarzut związany z groźbami karalnymi.

Problem tkwi w znamionach pierwszego z zarzucanych motorniczemu przestępstw. Zgodnie z art. 257 Kodeksu karnego karze pozbawienia wolności do lat 3 podlega taka osoba, która, m.in., "publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości". Sąd okręgowy uzasadniał wyrok skazujący (sześć miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata) w ten sposób, że motorniczy "z całą pewnością miał świadomość, że jej treść może zostać zarejestrowana i rozpowszechniana". W dzisiejszych czasach praktycznie każdy szept można zarejestrować i rozpowszechnić. Czy oznacza to, że ze względu na rozwój technicznych środków komunikowania się, a także technicznych możliwości rejestrowania zdarzeń, znamię "publiczności" przestaje mieć znaczenie? A może jest tak, że chociaż wypowiedź była prywatna, to ktoś, kto ją opublikował, dopuścił się publicznej zniewagi (chociażby publikował wypowiedź kogoś innego)?

Gazeta Wyborcza relacjonuje w tekście "Sąd: Słuszny był wyrok za rasizm w internecie" stanowisko Sądu apelacyjnego, który nie zgodził się na to, że zniewaga była "prywatna":

- Nie można takiemu twierdzeniu przyznać racji, choćby dlatego, że treść tej rozmowy wyciekła i została zamieszczona na portalu YouTube, gdzie poznali je nawet internauci nawet ze Stanów Zjednoczonych - tłumaczył sędzia, uzasadniając wyrok.

Nikt nie powinien znieważać innych ludzi. Skoro jednak ustawodawca uznał, że znamię "publiczności" jest istotne, to w jaki sposób wyznaczyć granicę między "publiczną" a "prywatną" wypowiedzią? Wydaje się, że to inny sposób sformułowania jednego z dylematów społeczeństwa informacyjnego: czy powszechnie znana tajemnica nadal jest tajemnicą? W tym kontekście można postawić pytanie: czy w społeczeństwie informacyjnym, a więc m.in. w takim, w którym potencjalnie wszyscy mają narzędzia do rejestracji i publikacji danych, istnieje jakakolwiek "niepubliczna" wypowiedź (zwłaszcza w dobie coraz powszechniej stosowanej retencji danych telekomunikacyjnych)? Skoro list elektroniczny, podobnie jak zarejestrowana rozmowa prowadzona poprzez komunikator, może "wyciec" do internetu, gdyż - w istocie - w środowisku internetowym jest przesyłany, to znaczy, że wypowiedź znajdująca się w internetowym liście, który - dajmy na to - adresowany jest tylko do jednej osoby, również jest wypowiedzią publiczną (por. komentarz Macieja B: Argumenty czyli dywagacje)?

Zgodnie z Art. 9 § 2 Kodeksu karnego:

Czyn zabroniony popełniony jest nieumyślnie, jeżeli sprawca nie mając zamiaru jego popełnienia, popełnia go jednak na skutek niezachowania ostrożności wymaganej w danych okolicznościach, mimo że możliwość popełnienia tego czynu przewidywał albo mógł przewidzieć.

Warto poznać uzasadnienie Sądu apelacyjnego, ale wcześniej sygnaturę akt w tej sprawy. (Otrzymałem sygnaturę od czytelnika: Sąd Okręgowy we Wrocławiu (sygn. akt III K 401/08/WR))

PS
A jak się to ma do przestępstwa udostępnienia danych osobowych lub umożliwienia dostępu do takich danych osobom nieupoważnionym w przypadku, gdy na sprawcy ciąży obowiązek ochrony danych osobowych - art. 51 uodo (por. Warto mieć różne hasła w różnych serwisach (społecznościowych) czyli wyciek danych z Wykop.pl)? Wiadomo, że do systemów teleinformatycznych ludzie się włamują, a dane wyciekają...

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Zaskakujacy wyrok sadu

Jestem wyjatkowo zaskoczony tym wyrokiem, dlaczego ten kto opublikował prywatny materiał nie został odnaleziony i ukarany? W/g mnie nie zostało również dowiedzione, że zgodnie z art. 9 § 2 oskarżony nie zachował ostrożności, i że to z jego winy prywatna rozmowa została uczyniona publiczną.

Rozumiem, że została jeszcze droga kasacji? Serdecznie namawiam motorniczego do skorzystania z niej, bo w/g mnie sąd wykazał się wyjątkowo jaskrawym niezrozumieniem działania internetu. To, że ktoś upublicznił bez zgody zainteresowanego prywatną rozmowę w internecie nie oznacza, że oskarżony jest winny publicznym zniewagom.

Obrzydlistwo sprawy nie ma tutaj znaczenia, ważny jest dziwny wyrok.

Wyrok nie jest dziwny, tylko

Wyrok nie jest dziwny, tylko słuszny, nikt nie zna motorniczego, ale jakby go poznał i wiedział jakie cyrki wyprawia to by powiedział ktoś, a dlaczego taki niski wyrok?
Więc proszę osoby, które nie są zorientowane w temacie o nieprzytaczanie jakiś głupot.
Jeśli jest kara w zawiasach to kasacja nie przysługuje, może taka kara nauczy tego motorniczego, normalnego zachowania w stosunku do innych, tj kolejna kara dla niego nie pierwsza.

Nie chodzi o tego motorniczego

VaGla's picture

Nie chodzi w tym serwisie o tego motorniczego i nie chodzi o to, jakie opowiada głupoty. Chodzi o art 257 KK oraz inne przepisy karne, które wprowadzają odpowiedzialność karną za "publiczne" wypowiedzi. Tego dotyczy komentarz: jak ustalić granice "publiczności" wypowiedzi w społeczeństwie informacyjnym, w którym każda wypowiedź jest potencjalnie publiczna (a więc każdy potencjalnie może ponosić odpowiedzialność po przypisaniu mu winy nieumyślnej lub umyślnej - w zależności od argumentacji uzasadnienia sądu). Wyrok we Wrocławiu jest tu o tyle istotny, że po prostu taki wyrok zapadł i w jego kontekście można próbować się zastanawiać nad aksjologią całego systemu prawnego. Nad aksjologią systemu prawnego, nie zaś nad tym, co jakiś motorniczy myśli (i gada) o grupach osób.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

co to znaczy "publiczny" czyli (nie)poemat dygresyjny

Maciej_Szmit's picture

Tak sobie luźno podywaguję bez znajomości materiałów sprawy, w której na pewno była opinia biegłego (niewątpliwie ustalenie czy ten "chat" był publiczny wymagało wiadomości specjalnych). Mam nadzieję, że jakiś prawnik skomentuje te moje dywagacje...

Po pierwsze wydaje się, że obiektywnie "publiczność" danej wypowiedzi nie zależy wyłącznie od intencji jej autora. Dajmy na to - mówię coś przez telefon a tu okazuję się, ze dzwoni do mnie jakiś dowcipas z radia i jak to się w nowomowie mówi "wkręca" mnie "na antenie" (swoją drogą: czy radio w ten sposób nie łamie konstytucyjnego prawa do prywatności?), stąd zapewne te wszystkie rozważania nad działaniem umyślnym i niezachowaniem należytej ostrożności.

Po wtóre, czy prawo uznaje za "niepubliczne" (chyba trzeba uważać, ze słowem "prywatne"...) wypowiedzi na przykład teksty napisane na kartce pocztowej ("odkrytce") i wysłane pocztą? W zasadzie nie są one przeznaczone do rozpowszechniania (nawet znalazłem jakieś - zresztą warte osobnego wątku w kontekście "przełamywania i omijania" zabezpieczeń - orzecznictwo na temat tego, że nie należy ich czytać http://www.zielona-gora.po.gov.pl/index.php?id=27&idk=9&idp=484 tyle, że KK się od tego czasu zmienił więc nie wiem czy ta wykładnia jeszcze żyje...) ale z drugiej strony jasne jest, że treść ich może być łatwo ujawniona.
Jeśliby "publiczność" korespondencji zależała od istnienia zabezpieczeń, to (jak to było - nie można przełamać czegoś co nie istnieje?) należałoby za "niepubliczne" uznać wszystkie informacje przesyłane jawnym tekstem (a więc przy użyciu protokołów HTTP, FTP, SMTP, POP itd.). Podówczas pytaniem kluczowym byłoby: a za pomocą czego toczyła się ta rozmowa...
Po trzecie: nie wiem (prawnicy pomóżcie) jaki jest zakres prawnie dopuszczalnego dysponowania treścią wypowiedzi przez jej adresata. Jeśliby adresat miał prawo do upublicznienia listu, to to co jest w liście nie byłoby "niepubliczne" przynajmniej potencjalnie.
Nie wiem - jest tu jakiś prawnik może???

Przestępstwo z art. 257 kk

Przestępstwo z art. 257 kk jest przestępstwem, które można popełnić jedynie z winy umyślnej, a więc i owa "publiczność" musi być objęta zamiarem sprawcy - musi on przynajmniej przewidywać, że będzie to dostępne dla nieograniczonej liczny osób i się na to godzić - także myślę, ze wkręcony przez sprytnego radiowca rozmówca mógłby się łatwo wykręcić od zarzutu.
Podobnie pisząc kartkę pocztową nie przewidujesz, że będzie się z nią mógł zapoznać każdy chętny, także zapisane na niej słowa nie zostały "uczynione" publicznie.
Co do praw adresata korespondencji, to na tle rejestracji prywatnych rozmów ("nagrywania pod stołem") wskazuje się (o ile dobrze pamiętam), że adresat może np. nagrywać skierowane do niego słowa nie narażając się na zarzut naruszenia dóbr osobistych wypowiadającego słowa, jednakże do rozpowszechnienia (abstrahuję już od kwestii przekazania takiego materiału np. organom ścigania) potrzebna byłaby zgoda obu stron (czy wynika to z art. 82 prawa autorskiego? moze ktoś bardziej zorientowany by się wypowiedział ?)

art. 82?

Art 82 nic nie wnosi, gdyż:

a) mówi jedynie, że po śmierci adresata przez 20 lat trzeba jeszcze pytać spadkobierców, czy można publikować skierowane do niego listy
b) czy w ogóle rozmowa może być uznana za korespondencję?

A ogólnie prawo autorskie - zdaje się iż lansowana jest teza, że zwykłe wypowiedzi (jak posty na forum) to nie są utwory, lecz jedynie "user generated content". Przynajmniej jak długo tyczy to zwykłych ludzi.

no tak - wiem jak brzmi art.

no tak - wiem jak brzmi art. 82 prawa autorskiego
ale czy nie wynika z tego artykułu, że do publikacji treści korespondencji wymagana jest zgoda jej adresata ? skoro musimy pytać po jego śmierci rodzinę, to przed śmiercią wypadałoby zapytać samego zainteresowanego (chyba tak z większego na mniejsze)- prawda? nie mam przy sobie żadnego komentarza, ale świta mi, że wywodzi się z tego ponadto, ze do rozpowszechnienia treści tej korespondencji wymagana w tej sytuacji jest zgoda obu jej stron
co do pojęcia "korespondencji" jasne - tradycyjne rozumienie to np. listy jakiegoś literata, nikomu pisząc tę ustawę nie śniło się zastosowanie jej do warunków Sieci (tak jak autorom prawa prasowego...) ale czy pojęciem korespondencji nie powinno się obejmować np. zapisu rozmowy dwóch osób za pomocą komunikatorów internetowych ? w moim przekonaniu różnicy nie ma. Czy e-mail nie będzie w rozumieniu prawa autorskiego korespondencją? Czy jest różnica między nim a rozmową za pośrednictwem komunikatora? czy jak wymienimy poglądy za pośrednictwem poczty to ochronę będziemy mieć, a za pośrednictem Sieci już nie? Skoro prawo autorskie przyznaje ochronę wizerunku zwykłemu szaraczkowi, to czemu nie może przyznawać ochrony jego prywatnym wypocinom.
Nie pisałem przy tym o forum, tu przyznaję rację, że bliżej temu do Hyde Parku, niż zalakowanej koperty.

Czy na pewno obu stron?

nie mam przy sobie żadnego komentarza, ale świta mi, że wywodzi się z tego ponadto, ze do rozpowszechnienia treści tej korespondencji wymagana w tej sytuacji jest zgoda obu jej stron

Czy na pewno wymagana jest zgoda obu stron? Nie wystarczy zgoda adresata korespondencji? Oczywiście w przypadku upublicznienia przez adresata nadawca nie powinien odpowiadać jak za wypowiedź publiczną, bo sama informacja skierowana jest do adresata. Nie mówię tutaj, że publikowanie dowolnej korespondencji skierowanej do nas mieści się w dobrych zwyczajach.

W dostępnych "pod ręką"

W dostępnych "pod ręką" publikacjach znalazłem tylko małą wzmiankę prof. Radwańskiego w podręczniku do prawa cywilnego, gdzie pisze o ochronie tajemnicy korespondencji jako dobra osobistego "Należy jeszcze zważyć, że także wysyłającemu przysługuje ochrona przed niedyskrecją adresata, jeżeli treść korespondencji dotyczy sfery prywatności nadawcy" (co opatrzone jest odesłaniem do wskazanej tam literatury).
Z drugiej strony Europejski Trybunał Praw Człowieka uznaje (A. przeciwko Francji), że ochrona życia prywatnego rozciąga się i na rozmowę, w której zleca się innej osobie zabójstwo. Treść rozmowy (telefonicznej) w istocie była w tej sprawie nieistotna, liczyła się tylko jej forma - była to rozmowa prywatna i jako takiej Trybunał przyznał ochronę.
Oczywiście ujawniając treści padłe w prywatnej korespodencji możemy działać w polu kontratypowym i tym samym "mieć czyste ręce" (np. w interesie społecznym, ujawniając jakieś przestępstwo).
Wracając natomiast do art. 82 pr. aut. - mowa jest w nim o "zgodzie", co może sugerować, ze adresat tylko akceptuje pomysł kogoś innego; sam nie podejmuje decyzji o rozpowszechnieniu, a jedynie na nią przystaje. Tropiąc tego "kogoś" - logicznym wydaje się, że mógłby być nim nadawca. Postaram się poczytać coś na ten temat kiedy otworzą bibliotekę :)

tyle ze albo dziala sie w

tyle ze albo dziala sie w granicach prawa albo jest to lincz, osoba tego motorniczego moze budzic panskie oburzenie, ale dopoki prawa on nie zlamie zaden sad nie moze go takimi naciaganymi zarzutami 'udupiac'

skoro jest on taka zla osoba to chyba mozna mu udowodnic prawdziwe przestepstwo lub wykroczenie a nie komunistycznymi tradycjami - dajcie czlowieka a...

dajcie czlowieka a...

Najgorsze jest to, że nawet nie postarano się znaleźć prawdopodobnego paragrafu. Skoro rozmawiał przez komunikator, znaczy że miał komputer, wystarczyło w ramach przygotowania sprawy zabezpieczyć mu "narzędzie zbrodni"... a dalej to wiadomo; 3-krotność, koszty biegłych itd.

Podziwiam spokój w podejściu do sprawy

Już na początku gdy czytałem o tej sprawie miałem spore wątpliwości - myślałem, że dziennikarze coś przekręcają.

Ale skoro sąd apelacyjny to potwierdził... przychodzi mi do głowy niedawno czytany tekst:

UPADEK SĘDZIEGO - Temida żebrze pod polskim sądem cz. 2

Gdy go czytałem pomyślałem - przesada. Ale po tym wyroku może jednak się zapytam:

Podobnie sprawa ma się z nominacjami z Rejonu do Okręgu, z Okręgu do Apelacji i z Apelacji do Sądu Najwyższego. Istnieje oczywiście coś takiego jak „orzecznictwo” nazywane przez sędziów „orzeszkurwa”.Jest to wskaźnik procentowy orzeczeń danego sędziego utrzymanych przez Sąd wyższej instancji. „Orzeszkurwa” nie jest jednak współczynnikiem wiążącym i tylko w wyjątkowych sprawach (gdy jest bardzo niski lub bardzo, bardzo wysoki) może mieć wpływ na brak awansu lub odwrotnie, szybszą karierę sędziego.

naprawdę istnieje współczynnik "orzeszkurwa" ?

P.S.
Ponieważ posty z mojego konta nie przechodzą moderacji przed publikacją ten napiszę jako anonim...

Jest tam napisane "Wskaźnik

Jest tam napisane "Wskaźnik orzecznictwa nie jest znany opinii publicznej.". Ciekawe czy by go udostępnili na mocy udip, a jeśli nie, to na jakiej podstawie mogliby odmówić?

A co nam zrobisz?

Na podstawie "a co nam zrobisz"?

Co im zrobic? Teoretycznie:

Co im zrobic?

Teoretycznie: skarga na bezczynnosc do WSA na podstawie ppsa, zawiadomienie do prokuratury na podstawie art. 23 udip.

Próbowaliśmy uzyskać w

Próbowaliśmy uzyskać w ramach dip wskaźniki orzecznictwa, tj. wskaźniki procentowe orzeczeń danego sędziego utrzymanych przez sąd wyższej instancji, odnośnie wszystkich sędziów w danym mieście.

Oto odpowiedź Prezesa sądu:

odpowiadając na xx pismo z dnia xx xx xx uprzejmie informuję, że żądane przez xx dane dotyczące wskaźników orzeczeń, wydawanych przez konkretnych sędziów utrzymanych w mocy przez sąd wyższej instancji, nie stanowią informacji publicznej w rozumieniu art. 1 ust. 1 w związku z art. 6 ustawy z dnia 6 września 200l r. o dostępie do informacji publicznej (Dz. U. Nr 112, poz. 1198 z poźniejszymi zmianami) albowiem sędziowie nie są organami ani podmiotami, o których mowa w art. 4 powyższej ustawy w szczególności zaś nie są organami władzy publicznej.

Co Szanowne grono komentatorów na to?
Swoje przemyślenia oczywiście na ten temat mamy, ale nie chcemy nimi zaburzyć Waszych.

Prezes sądu odmawia udostępnienia wskaźników orzecznictwa.

Odpowiedź Prezesa sądu na kolejne pismo w tej sprawie:

Zgadzając się co do zasady z argumentacją prawną chciałbym jedynie zauważyć, że o ile sąd jest bezsprzecznie organem władzy publicznej objętym konstytucyjnym prawem do informacji (art. 61 Konstytucji RP), to takiego statusu prawnego nie posiada konkretny, wymieniony z imienia i nazwiska sędzia. Dlatego jestem gotów udostępnić wszelkie podlegające ujawnieniu informacje dotyczące działalności podległego mi Sądu, uważam natomiast, że w odniesieniu do konkretnych sędziów informacją publiczną są jedynie dane o spełnieniu przez nich wymogów prawnych do zajmowania stanowiska sędziego. Xx wniosek nie dotyczył żadnego z tych wymogów, wobec czego żądane dane nie są informacją publiczną.

Naszym zdaniem funkcjonariusz władzy publicznej jakim jest sędzia nie może liczyć na ochronę prywatności w takim stopniu jak osoba nie związana z instytucjami publicznymi, szczególnie jeśli to dotyczy pracy tego funkcjonariusza, tym bardziej, że sędzia podlega Konstytucji (art. 178 Konstytucji RP).

Nadmieniam, że wniosek dotyczył wszystkich sędziów w danym mieście, we wniosku nie były wymieniane konkretne nazwiska, ale nawet gdyby były to by to nie zmieniało istoty sprawy.

A jaki jest pogląd Szanownych komentatorów?
Co można w takiej sytuacji odpisać Prezesowi?

Nie ma co pisać

tylko trzeba skarżyć, jeśli chce się dowieść racji. Prezes zdania nie zmieni, bo musiałby wystawić na szwank reputację niektórych sędziów, a na to sobie nie może pozwolić.

A czy ktoś zna jakiś wyrok

A czy ktoś zna jakiś wyrok wskazujący, że informacje o wynikach pracy urzędnika są informacją publiczną?
Względnie jakiś inny wyrok który by pomógł w udowodnieniu, że wskaźniki orzecznictwa są informacją publiczną.

Lista wszystkich sędziów

W związku z tą sprawą:

Został złożony wniosek o wyłączenie sędziów:

Gdy był już wyznaczony pierwszy termin rozprawy, Przysucha uznał, że może zostać naruszona zasada obiektywizmu i złożył wniosek o wyłączenie sędziów z całego okręgu, a więc nie tylko z Częstochowy, ale i Kłobucka, Lublińca, Myszkowa oraz Zawiercia. Ponad stu sędziów musiało złożyć oświadczenia, czy coś ich łączy z autorem pozwu.

Artykuł nie precyzuje, czy składający wniosek napisał "wszystkich sędziów z", czy dał imienną listę, ale na podstawie zdania eksperta:

Nie ma czegoś takiego, jak wyłaczenie sądu. Jest wyłaczenie konkretnego sędziego, z przyczyn wskazanych w art. 48 i 49 kpc, w trybie okreslonym w art. 50-54 kpc.
Jesli złożysz wniosek o "wyłaczenie sądu", to sąd powinien cię wezwać do uzupełnienia braków formalnych poprzez wskazanie nazwisk każdego z sędziów, których domagasz się wyłaczenia, wraz ze wskazaniem powodu wyłączenia co do każdego z nich.

( MMPM - http://forumprawne.org/dyskusja-ogolna/85029-jak-przeniesc-rozprawe-do-innego-miasta.html )

rozumiem, że konieczne byłoby danie listy wszystkich sędziów. (sędzia z artykułu zapewne miał łatwiej w ustaleniu takiej listy...)

Czy taką listę można uzyskać korzystając z udip?

niestety rozwój techniki

niestety rozwój techniki powoduje, że niektorzy ludzie (bywa ze tez sedziowie) nie rozumieją jak dziala komunikator, jak dzialają prywatne pokoje, bo nigdy z tego nie korzystali! i w tym tkwi problem! wyrok jest ze wszechmiar bledny. a tym komunikatorem byl paltalk.

A czy ktos sie zastanawial

A czy ktos sie zastanawial dlaczego oni z tych "cudów" techniki nie korzystaja? Wszyscy dookola korzystaja, a oni nie, czyz to nie zastanawiajace...

To już nie jest śmieszne

Kiedy kilka miesięcy temu dość emocjonalnie komentowałem news Vagli, sądziłem raczej, że sąd pierwszej instancji, niedoświadczeni prokurator i sędzia, i że system prawny się obroni.
Jako prawnik amator (a i tak z innej, niż prawo karne branży), podkreślam, że nie jest dla mnie istotne kto i za co został skazany. Istotna jest logika postępowania tzw. wymiaru sprawiedliwości i jej reperkusje na codzienne życie tysięcy czy milionów osób, w tym i moje.
Proszę Państwa, to już przestało być śmieszne. Jeżeli sąd apelacyjny w takiej, w zasadzie prostej sprawie, nie rozróżnia podstawowych pojęć związanych ze współczesnym obiegiem informacji, to chyba przyszedł czas, by wziąć sprawy w swoje ręce. Podtrzymuję to, co napisałem kilka miesięcy temu. Jeżeli system wymiaru sprawiedliwości będzie karał "za internet", to prędzej czy później każde źródło informacji otrzyma "zasłużoną" sankcję. Powinniśmy, jako naturalna forma społeczeństwa obywatelskiego, przeciwdziałać tego typu działaniom.
I w moim odczuciu, nie należy tu wyczekiwać, zgodnie z tezą Klasyka, że "uczciwi nie mają się czego obawiać". Do głosu może dojść inny klasyk, który mówił, że "nie ma ludzi niewinnych, są tylko źle przesłuchiwani".
I tym pesymistycznym akcentem...

Jesli juz o klasykach mowa

Jesli juz o klasykach mowa to przede wszystkim tu pasuje: "dajcie mi czlowieka, a ja znajde na niego paragraf".

prosze wziac pod uwage, ze

prosze wziac pod uwage, ze sedzia Sadu Okregowego jest w wieku okolo 50 lat, a Sądu Apelacyjnego powyżej 50 lat...a teraz prosze to przelozyc na przecietnych ludzi w tym wieku i odpowiedz na pytanie dlaczego nie korzystaja z najnowszych technik jest wrecz banalna! najistotniejsza kwestia w tej sprawie, jest to, ze skupiono sie na obelzywych haslach, a nie na meritum sprawy! i az przykro, ze w sumie tak banalna definicja "publicznego działania", zostala tak wypaczona, bo ustne motywy wyroku sa przerazajace! - totalny brak wiedzy w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej! ...a kasacja nieprzysluguje;(

kasacja jest możliwa

kasacja przysługuje, ale jedynie RPO i generalnemu prorokowi.

teraz zobaczymy czy któryś z nich czyta prawo.vagla.pl...

prosze wziac pod uwage, ze

prosze wziac pod uwage, ze sedzia Sadu Okregowego jest w wieku okolo 50 lat, a Sądu Apelacyjnego powyżej 50 lat...a teraz prosze to przelozyc na przecietnych ludzi w tym wieku i odpowiedz na pytanie dlaczego nie korzystaja z najnowszych technik jest wrecz banalna!

Powinni zatem pojsc na emeryture, a nie sadzic, skoro sa nieprzystosowani do wspolczesnego swiata.
Znam ludzi ktorzy nauczyli sie obslugiwac komputer i wiele roznych aplikacji internetowych w wieku 60 lat.
A przeciez sedziowie powinni sie odznaczac ponadprzecietna inteligencja i wyksztalceniem, wiec coz to dla nich nauczyc sie tych wszystkich podstaw.
Chyba ze ich przeceniamy, ale wtedy dlaczego sa sedziami i nas sadza?
Innymi slowy dziwi mnie ze ktos ich probuje usprawiedliwac w ten sposob.

Ciekawy link podal jeden z przedmowcow. Tu jest cz. 1:
http://www.niepoprawni.pl/blog/164/temida-zebrze-pod-polskim-sadem-cz-1

chociaz cz. 2 byla bardziej interesujaca i wiele wyjasnia - motorniczy nie mial dojscia i stad taki wyrok. ;>

Lista linków do podobnych artykułów:
http://prokurwatura.pl/indeks-stron-zakazanych

A w Japonii przywrócono ławy przysięgłych:
http://www.aferyprawa.net/ArticleDetails.aspx?ArticleID=15342

...a kasacja nieprzysluguje;(

Moze do Strasburga z tym mozna zapukac? Albo wznowienie sprawy? Bo coz to za system w ktorym nie da sie odkrecic tak razacego naruszenia prawa? Czy to jest sprawiedliwe? RPO i prokurator generalny pewnie nie zareaguja.

Powinni zatem pojsc na

PablO's picture

Powinni zatem pojsc na emeryture, a nie sadzic, skoro sa nieprzystosowani do wspolczesnego swiata.
Znam ludzi ktorzy nauczyli sie obslugiwac komputer i wiele roznych aplikacji internetowych w wieku 60 lat.

Sędzia ma się znać na prawie a nie na wszystkim w około ;] Od niezrozumiałych rzeczy ma ekspertów i tutaj bardziej przyjrzałbym się ich opinii, o ile w ogóle takowe były.

Tak wiec wiek sedziego nie

Tak wiec wiek sedziego nie powinien tu odgrywac roli - nie mozna mylnych wyrokow usprawiedliwiac wiekiem sedziego.

Wniosek: zawsze zachowuj się przyzwoicie

kschmidt's picture

Bo cię jeszcze podsłuchają, nagrają, upublicznią i skażą za publiczne nieprzyzwoite zachowanie.

Akurat zgadzam się z przedmówcami, że w tym przypadku Temida okazała się ślepa, zupełnie nie rozumiejąc okoliczności w których nastąpiła obraza.
1. Zastanawiam się co by było (oczywiście hipotetycznie) gdyby jakaś Bardzo Ważna Osoba w rozmowie telefonicznej równie obrzydliwie obraziła jakąś mniejszość. I ktoś nagrałby tę rozmowę a następnie umieścił na YouTube.
2. Albo jeszcze mocniej: ktoś w tradycyjnym liście na papierze (oczywiście niepodpisanym odręcznie - wszak i wypowiedź za pomocą komunikatora też nie była podpisana) wysłałby obelżywe stwierdzenia. Adresat przesłałby ten list do prasy, prasa by przedrukowała...
-------------------
I jeszcze jedna (specjalnie trochę naciągana) analogia hipotetyczna:
Załóżmy, że toalecie będzie kamera - zainstalowana tam dla bezpieczeństwa korzystających. Ktoś nagra czyjąś tam wizytę i udostępni takie nagranie na YouTube. Czy ten ktoś powinien zostać skazany za publiczne ściąganie gaci?

--
Kazimierz Schmidt

teraz każdy może obrażać romów

W całej sprawie, a właściwie systemie prawnym, jest jeszcze jedna interesująca rzecz. Pamiętacie może sprawę sprzed kilku miesięcy kiedy Wałęsa nazwał Kaczyńskiego durniem. Następnego dnia Szymon Majewski powtórzył te słowa kilka razy bezkarnie bo powoływał się już na wypowiedź Wałęsy, a więc sam nie znieważał chociaż wspomniane słowa wypowiedział kilkukrotnie i również publicznie.

definicje pojęć nienormatywnych

DiskDoctor's picture

W moim skromnym przekonaniu jako w sumie laik/pasjonat, tego rodzaju sprawa jest istotnie ewidentna. Tym bardziej nie będę dublował przytoczonych wyżej argumentów.

Ktoś kto znieważa publicznie, to według mnie ktoś, kto w momencie wypowiedzi ma świadomość, że wypowiada się na publicznym forum. Przecież wszystko można upublicznić - na ile wymaga to jednak autoryzacji, niestety moja wiedza jest tu zbyt wąska.

Zgadzam się tutaj z Autorem:

A może jest tak, że chociaż wypowiedź była prywatna, to ktoś, kto ją opublikował, dopuścił się publicznej zniewagi (chociażby publikował wypowiedź kogoś innego)

gdyż w kontekście omawianej sprawy przychylam sie do poglądu, że ktoś kto upublicznia znieważające opinie (również cudze) przyczynia się do publicznej zniewagi.

Ale już nie w kwestiach technicznych

Skoro list elektroniczny, podobnie jak zarejestrowana rozmowa prowadzona poprzez komunikator, może "wyciec" do internetu, gdyż - w istocie - w środowisku internetowym jest przesyłany, to znaczy, że wypowiedź znajdująca się w internetowym liście, który - dajmy na to - adresowany jest tylko do jednej osoby, również jest wypowiedzią publiczną?

Tzw środowisko internetowe to zbiór niezależnych od siebie protokołów komunikacji, z których część zgodnie z regulaminem (komunikator) gwarantuje anonimowość. To tak jak nazywać publiczną wypowiedź "na ucho" prowadzoną na zapełnionej salce konferencyjnej (tutaj salka spełnia analogiczną funkcję "środowiska"). W zasadzie cały ten problem sprowadza się do tego, na ile prawo zezwala na dysponowanie cudzą wypowiedzią prywatną.

Jednak jeden wątek pozostaje dla mnie otwarty:

Czyn zabroniony popełniony jest nieumyślnie, jeżeli sprawca nie mając zamiaru jego popełnienia, popełnia go jednak na skutek niezachowania ostrożności wymaganej w danych okolicznościach, mimo że możliwość popełnienia tego czynu przewidywał albo mógł przewidzieć.

Myślę że tutaj zależy to rzeczywiście od relacji, w jakich był ów motorniczy ze swoim współrozmówcą. Bo jeśli był to zaufany kolega, trudno tutaj coś podejrzewać. Jeśli jednak - dla kontrastu - był to nieznajomy Rom... Tutaj dalsza część wydarzeń była rzeczywiście możliwa do przewidzenia. Myślę że rozstrzygnięcie i uzasadnienie tej kwestii jest bardzo ważne w temacie.

Wyjątkowo w tym przypadku ponieważ jak rozumiem, wyrok sądu jest precedensowy, można również argumentować, że brak dotychczasowego rozstrzygnięcia w analogicznej sprawie mógł spowodować ów "brak ostrożności". Swoisty paradoks.

Na zakończenie:

incognitus (niezweryfikowany):

prosze wziac pod uwage, ze sedzia Sadu Okregowego jest w wieku okolo 50 lat, a Sądu Apelacyjnego powyżej 50 lat...

Myślę że jest to pewen problem natury socjologicznej. Jako również zwolennik społeczeństwa informacyjnego proponuję wprowadzić obowiązkowe konsultacje (czytaj: szkolenia) dla sędziów z długim stażem, w związku z "burzliwym rozwojem niektórych technologii". Mówię całkiem poważnie bo uważam że jest to nieuchronne, co z kolei dobitnie ukazuje omawiany proces.

polecam uwadze art. 8 kk -

polecam uwadze art. 8 kk - który mówi,że występek (a takim jest przestępstwo z dyskutowanego art. 257 kk) można popełnić nieumyślnie, tylko wtedy kiedy ustawa tak stanowi.
W tym przypadku ustawa tak nie stanowi - przestępstwa z art. 257 nie można popełnić nieumyślnie, tylko umyślnie, tj. albo chcąc je popełnić, albo to ptrzewidując i się na to godząc (art. 9 par. 1 kk). Art.9 par. 2 kk nie ma do tej sytuacji zastosowania, takze zamknąłbym ten wątek :)
Ponadto sędzią SO (według mojej wiedzy) można zostać po 4 latach pracy w sądzie rejonowym, a wiec w wieku 33 lat, także sztucznie nie "postarzajmy" sędziów, pewno przed 40-tką też się paru znajdzie

Panie Kazimierzu Schmidt, z

bqb's picture

Panie Kazimierzu Schmidt, z tego co pamiętam, to w internecie istnieje nagranie, gdzie ksiądz "Rydzyk" "wypowiada się" na temat żydów i nie tylko:
http://www.racjonalista.pl/index.php/s,11/t,14994
http://www.dziennik.pl/wydarzenia/article190438/Ojciec_Rydzyk_nie_obrazil_Zydow.html
http://www.wprost.pl/ar/109813/Spowiedz-Rydzyka/?O=109813&K=1&KI=112448

Na stronie Wprost: http://www.wprost.pl/ar/110215/Nowe-tasmy-Rydzyka-posluchaj-nagran/ tylko nagrania na youtube już nie ma, ale stenogramy zostały.

Nie ma już prywatnych wypowiedzi ?

Czy można to podsumować: Nie ma już prywatnych wypowiedzi. Jeśli twój rozmówca upubliczni wypowiedź bez twojej wiedzy, staje się ona publiczną?

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>