Czy elektroniczny złom wspomagający wybory trafi do Polski?

Kolejne stany USA odrzucają elektroniczne maszyny do głosowania: California, Ohio, Floryda zabroniły ich stosowania. Magazyny są wypełnione, a każda z tych maszynek kosztuje od trzech i pół do pięciu tysięcy dolarów... Być może to jeszcze jeden aspekt dyskusji na temat elektronicznego wspomagania wyborów powszechnych. Warto dobrze się zastanowić nim się będzie postulowało wprowadzenie takiego wspomagania w Polsce, bo potem osoby decydujące o polityce w tym względzie będą poddane silnej presji gospodarczej. A wybory to - dla producentów maszyn wyborczych - rynek.

O sprawie pisze agencja The Associated Press w tekście States throw out costly electronic voting machines. Ktoś najpierw podjął decyzję, że wykorzystywanie dotykowych maszyn wyborczych przy okazji różnych wyborów jest cool i trendy (a przede wszystkim ułatwia prace liczącym i zmniejsza koszty działania całego systemu wyborczego), a potem przelała się fala doniesień na temat tego jak można te maszyny oszukać (kolejne raporty dotyczące bezpieczeństwa), wreszcie - pod wpływem tych doniesień - władze niektórych stanów postanowiły zrezygnować z maszyn tego typu. Teraz, jak pisze AP - "co zrobić z tym złomem?" to pytanie warte miliardy dolarów ("What to do with this high-tech junkyard is a multimillion-dollar question"). Są różne pomysły (sprzedaż na internetowych aukcjach, skupowanie i odzyskiwanie użytych części, etc.), ale najniebezpieczniejszy dla Polski jest - moim zdaniem - pomysł na sprzedaż zalegającego w magazynach sprzętu do krajów trzecich. U nas przecież myśli się głośno o tym, by jakoś unowocześnić proces wyborczy, więc ktoś może wpaść na pomysł, że może warto kupić gotowy do użycia sprzęt z USA? Oczyma wyobraźni widzę zwiększoną presję działów handlowych z korporacji zajmujących się wsparciem wyborów, by w Polsce wybrać jedno z niewygodnych w USA rozwiązań.

A tam, w USA, zablokowano możliwość korzystania z dziesiątek tysięcy maszyn do głosowania. One wyprodukowane zostały tylko w jednym celu (by liczyć głosy w wyborach), tylko że technologia okazała się podatna na manipulacje. Na Florydzie 30 tysięcy takich maszyn władze stanowe wysłały do spółki zajmującej się recyclingiem. Spółka ta również niekoniecznie będzie te maszyny rozmontowywać, bo jedną z opcji jaką ma do wyboru, jest upłynnienie tych maszyn w drodze sprzedaży... Oczywiście nie we wszystkich stanach USA zablokowano możliwość korzystania z maszyn wyborczych. Być może zatem maszyny trafią tam, gdzie jeszcze nie podjęto decyzji o zrezygnowaniu z wadliwego systemu.

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

to możliwe

maniak713's picture

Jeśli jakiś sprzęt osiągnął taki poziom badziewności, że w USA go nie chcą, to Polska jest idealnym wręcz kandydatem na nabywcę (po okazyjnie podwyższonej cenie) i użytkownika. Mamy już samoloty ze szrotu, to może maszyny do głosowania na właściwych kandydatów tez kupimy?

Generalnie to przecież nie potrzebujemy tych maszyn w ogóle. Mimo ręcznego liczenia głosów, PKW potrafi podać wyniki nie gorzej jak ten skomputeryzowany system w USA.

Jest nadzieja, że nie weźmiemy, ale być może trzeba Wielkiemu Bratu zrobić przysługę albo zasłużyć sobie na miejsce w think-tanku po zakończeniu kadencji w "tym kraju".

Przypomniał mi się tytuł

Przypomniał mi się tytuł z "Nowego Pomponu": "Czy samoloty F-16 są wystarczająco przestarzałe, aby je kupić?".

To "wykluczenie" może wstrząsnąć świadomością naszych polityków.

Może przypadek zza oceanu trochę otrzeźwi osądy naszych polityków na temat "skuteczności" elektronicznych głosowań. Trudno przecież podejrzewać Stany Zjednoczone o to, że podążają w kierunku archaicznych metod wykluczając doskonałości współczesnej techniki, której jakby nie patrzeć są siłą przewodnią. Nie mam tu na myśli pomysłów rozwiązań technologicznych, a jedynie ich produkcję oraz wdrażanie do użytku.

Osobiście nie mam nic przeciwko elektronizacji i automatyzacji wielu uciążliwych dziedzin życia codziennego, ale jak wszystko, także to powinno mieścić się w granicach zdrowego rozsądku.

W tym konkretnym przypadku może się okazać, że znajdzie się grupa ludzi lobbująca na rzecz zakupu "gotowych i sprawdzonych rozwiązań", a w sumie okaże się, że "kupiliśmy" te wycofane maszyny.

Swoją drogą, to zaskakującym jest, że Polska może być postrzegana jako Kraj Trzeciego Świata. Przecież od lat Polscy informatycy zdobywają liczące się miejsca na międzynarodowych konkursach informatycznych.

Widocznie za oceanem postrzega się poziom wiedzy technicznej na poziomie polskiego decydenta zakupującego sprzęt. Szkoda tylko, że tacy decydenci nie korzystają z wiedzy ludzi, których pasją są technologie, a nie jedynie słuszne marketingowo rozwiązania.

Zapewne problem tkwi w tym, że wciąż w polskich szefach pokutuje przekonanie, że podwładny MUSI być mniej inteligentny od swego przełożonego! A już kategorycznie nie ma prawa kwestionować "dalekosiężnych wizji" swego szefa!

Pozdrawiam

W trybie sprostowania

W trybie sprostowania należy zauważyć, że nigdzie w tym wpisie nikt nie sugeruje, że Polska jest postrzegana jako kraj Trzeciego Świata. Sama opcja aby sprzedawać maszyny do krajów trzecich (a nie Trzeciego Świata) nie ma nic wspólnego z Polską jako taką, a jedynie pojawia się komentarz, że dla Polski może być potencjalnie niebezpieczną.

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>