Strategia i program działania Rządu w zakresie wprowadzania naziemnej telewizji cyfrowej

Jak pisałem - 27 maja w sejmowej Komisji Infrastruktury oraz w sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu toczyła się interesująca dyskusja na temat społeczeństwa informacyjnego. Komisje: rozpatrzyły wspólnie informacje na temat strategii i programu działania Rządu w zakresie wprowadzania naziemnej telewizji cyfrowej. Tego samego dnia Komisja Infrastruktury rozpatrywała szereg raportów i strategii dotyczących regulacji rynku telekomunikacyjnego oraz "Informację na temat „Strategii szerokopasmowego dostępu do usług społeczeństwa informacyjnego w Polsce w latach 2007-2013" (o czym w sąsiedniej notatce).

Jeśli zaś chodzi o cyfryzację - dostępny jest stenogram ze wspólnego posiedzenia komisji: Komisja Infrastruktury /nr 42/, Komisja Kultury i Środków Przekazu /nr 25/.

W zakresie informacji na temat strategii i programu działania Rządu w zakresie wprowadzania naziemnej telewizji cyfrowej Podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury Andrzej Panasiuk "krótko przedstawił, jak teraz wygląda stan faktyczny prac nad przejściem z nadawania analogowego na cyfrowe":

Zacznę od tego, że w dotychczasowym stanie mieliśmy do czynienia z paroma różnego rodzaju informacjami, strategiami. Na przykład, pierwsza, to Strategia przejścia z techniki analogowej na cyfrową w zakresie telewizji naziemnej – również przygotowana przez MI jeszcze w 2005 roku. Następnie mieliśmy wyniki konsultacji, które zostały opublikowane przez Prezesa UKE w grudniu 2007 roku. Najnowsze informacje, dotyczące problemów przejścia z analogu na cyfrę, zostały zaprezentowane na jednej z konferencji przez Instytut Łączności.

Generalnie, obecnie prace są prowadzone dosyć intensywnie. Na początku roku w MI był przygotowany dokument wyjściowy do dyskusji nad planem przejścia z nadawania analogowego na cyfrowe. Ten bazowy materiał został państwu przedłożony. Jednak od tego czasu wiele się zmieniło. W wyniku prowadzenia konsultacji z nadawcami (na pierwszym etapie – przez MI) zmieniła się koncepcja zagospodarowania całej dywidendy cyfrowej i zagospodarowywania poszczególnych multipleksów. W tej chwili takie bardzo intensywne prace trwają w UKE. Prowadzone są pod przewodnictwem prezes Streżyńskiej.

Myślę, że powoli zostaje wypracowany finalny model zagospodarowania częstotliwości dywidendy cyfrowej. W szczególności najistotniejszym elementem jest osiągnięcie consensusu między MI, Prezesem UKE oraz pomiędzy poszczególnymi nadawcami. Wstępnie przewiduje się, że pierwsze efekty będą widoczne już w 2012 roku.

Może nie będę dokładnie omawiał wizji zagospodarowania poszczególnych multipleksów, gdyż w dalszym ciągu trwa dyskusja nad koncepcją zagospodarowania poszczególnych multipleksów, nad koncepcją przejścia z okresu przejściowego. Jeszcze raz chciałbym podkreślić, że trwają bardzo intensywne prace. Dziękuję.

Przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Witold Kołodziejski:

Temat jest niezwykle istotny, o czym niejednokrotnie wspólnie mówiliśmy. Myślę, że jest to bardzo dobry moment na podjęcie tej dyskusji na forum parlamentu, ponieważ dzisiaj musi zapaść wiele rozstrzygnięć. Jest już na to najwyższy czas.

Na wstępie chciałbym wyjaśnić, że KRRiT ani w tej, ani w poprzednich kadencjach nie odpowiadała za przygotowanie polityki przejścia na cyfryzację. To jest strategia, która leży w gestii rządu, i zawsze rząd się tym zajmował i zawsze był z tym kłopot. Wszyscy zwracali się do KRRiT, która ma odpowiedzieć za wdrożenie tej strategii, za pilnowanie tego procesu, o przygotowanie, a to jest nieporozumienie. Uczestniczymy i zawsze uczestniczyliśmy w pracach zespołów międzyresortowych, natomiast nie my przygotowujemy tę strategię. Jesteśmy odpowiedzialni za jej wdrożenie.

Jeśli chodzi o strategię, to, owszem, została przygotowana przez specjalistów KRRiT w 2005 roku, ale była to strategia, która została przedstawiona rządowi i przyjęta, czy też przyjęta przez rząd do wiadomości. Nie jest to żaden oficjalny, zatwierdzony dokument rządowy, ale wyznacza pewne kierunki, w jakich ma przebiegać proces konwersji. Oczywiście, kierujemy się tą strategią i staramy się ją rozwijać. Na razie jest to droga nie do końca sformalizowana, ponieważ ostatecznie musi ją zatwierdzić rząd.

Przyjęta w 2005 roku strategia dosyć dokładnie nakreślała sam sposób przejścia obecnych nadawców, którzy mają koncesję na nadawanie analogowe, na nadawanie cyfrowe, czyli był tam podstawowy zapis, gwarancja, która mówiła, że wszyscy telewizyjni nadawcy ogólnopolscy i ponadregionalni mają zapewnione miejsce na multipleksie cyfrowym, mają prawo do emisji cyfrowej w pokryciu ogólnopolskim. To jest cały czas realizowane przy wszystkich planach.

Jeśli chodzi o sytuację, z którą dzisiaj mamy do czynienia, to tamta strategia pozostawiła szereg otwartych pytań. Najważniejsze z nich dotyczą roli operatora multipleksu (o czym powiem za chwilę) i standardu technologicznego.

W momencie pisania strategii powszechnie obowiązującym standardem kompresji był standard MPEG – 2. Technologia zmieniła się i dzisiaj mamy nowszy standard kompresji i jest już on ostatecznie przyjęty. Pracował nad tym Zespół Międzyresortowy w Ministerstwie. MPEG – 4 to standard kompresji, nad którego szczegółową specyfikacją pracuje w tej chwili MI. Moglibyśmy powiedzieć, że problem techniczny ze standardem mamy „z głowy”. Spóźniliśmy się o kilka lat z cyfryzacją, na Zachodzie wprowadzono MPEG – 2, z czego teraz się wycofują, a my wchodzimy w MPEG – 4. Może nie wszyscy wiedzą, o co chodzi, a więc powiem, że standard kompresji to sposób kodowania cyfrowego sygnału. Wymaga to odpowiedniego urządzenia, odpowiedniego chipu, oprogramowania elektronicznego itd. Od tego uzależnia się budowę odbiorników i urządzeń, które przetwarzają ten sygnał, czyli set-top-boxu.

Powiedziałem, że mielibyśmy problem „z głowy”, gdyby nie to, że dzisiaj pojawia się następny problem. Jest kilka lat później i mamy problem: telewizja wysokiej rozdzielczości czy standardowej rozdzielczości. Uporaliśmy się z jednym, natychmiast pojawił się drugi problem. Pokazuje to skalę problemu, bo każdy rok wprowadza nowości technologiczne. Szczerze mówiąc, świat też przestaje za tym nadążać. Regulacje prawne i rozwiązania organizacyjne w innych państwach europejskich też rozstrzygają się w tej chwili, np. w kwestii standardu: wysokiej czy standardowej rozdzielczości. Powiem jedynie, że my nie wiemy, jakie standardy i co zrobić, a już dzisiaj możemy odbierać telewizję w telefonach komórkowych – przynajmniej w Warszawie. To nie istnieje w sytuacji prawnej, a w realnym świecie mamy do czynienia z nową technologią, która umożliwia nam wprowadzenie telewizji.

Drugi problem, o którym mówiłem, to status operatora multipleksu, i jest to problem znacznie poważniejszy. Nie wiem, na ile szczegółowo mam się wdawać w opisy, ale chciałbym powiedzieć, że według planu podziału częstotliwości (Genewa 2006 rok) po wyłączeniu nadawania analogowego Polska ma do dyspozycji 8 częstotliwości, 8 wiązek. Na ich bazie będą budowane ogólnopolskie pokrycia multipleksów. Dzisiaj mówi się o 6 możliwych do przeznaczenia na nadawanie telewizyjne. Jeden multipleks to wiązka sygnału cyfrowego, która w zależności od stopnia upakowania tego sygnału może zapewnić emisję (przy standardzie MPEG – 4) do siedmiu (co w przyszłości może się zwiększyć) programów telewizyjnych. Jeżeli przy dzisiejszych standardach będziemy mieli 6 takich multipleksów, to okazuje się, że mamy do dyspozycji miejsce na 42 programy telewizyjne o standardowej rozdzielczości. Po pierwsze – nie wiemy, czy wszystkie 6 będziemy wykorzystywać na programy telewizyjne, a po drugie – nie wiemy, czy rozdzielczość będzie standardowa. Przy dzisiejszych możliwościach technicznych kompresji program wysokiej rozdzielczości zająłby połowę multipleksu, czyli na multipleksie byłyby dwa takie programy, a więc przy sześciu zrobiłoby się nam 14, a nie 42. Nie wiemy, czy i jaką ofertę będziemy proponować na platformach odbieranych bezpłatnie. Nie wiemy, jaką część tej pojemności można zakodować i pobierać od tego opłaty tak, jak to się dzieje na platformach satelitarnych.

Wreszcie, przechodzimy do problemu operatora multipleksu. Jak powiedziałem na wstępie, w tej chwili dysponujemy częstotliwością, na bazie której można uruchomić 6 czy 7 ogólnopolskich pokryć. Jeśli będziemy dysponowali całą częstotliwością i w konkursie oddamy całą częstotliwość, to operator będzie decydował o emisji do siedmiu programów telewizyjnych ogólnopolskich. Krótko mówiąc, tutaj sytuacja zmienia się. Dotychczas KRRiT miała częstotliwości, przeprowadzała proces koncesyjny, było kilku wnioskodawców, wybierało się jednego. Ten jeden koncesjonariusz dostawał koncesję i nadawał. Dzisiaj musimy decydować: kto, w jaki sposób i o co będzie się starał. Tak naprawdę, tych niewiadomych jest dużo. Jeśli zdecydujemy, że rola operatora jest rolą operatora aktywnego, który ma decydować o zawartości programowej multipleksu, o jakości technicznej, o standardzie technicznym, a ma to swoje uzasadnienie, gdyż wprowadza to dużą elastyczność w zarządzaniu tą częstotliwością, w przygotowaniu największej i najbardziej atrakcyjnej oferty, to wtedy decydujemy o tym, że np. w procesie koncesyjnym (a w naszym prawie nie ma koncesjonowania operatora multipleksu) oddajemy, czy sprzedajemy, przekazujemy jedną częstotliwość dysponentowi, który, tak naprawdę, dysponuje wtedy bardzo poważnymi możliwościami, jeśli chodzi o kształt i sposób oddziaływania na rynek medialny w Polsce.

Na marginesie mówiąc, dzisiaj mamy sytuację rozdziału kompetencji między KRRiT i UKE, a nowelizacja ustawy absolutnie tego nie zmienia. Ten rozdział dalej postępuje, nawet jeszcze bardziej, więc cały czas są bardzo aktualne nasze apele o wprowadzenie ustawy cyfryzacyjnej czy też o wprowadzenie do ustawy medialnej pewnych terminów związanych z cyfryzacją. Mamy szereg uwag odnośnie do tego, jakich brakuje terminów i definicji. Dzisiaj jest telewizja mobilna, a nie ma jej w ustawie. Jest operator multipleksu, a nie ma nic o tym, w jaki sposób i kto ma dostawać koncesję itd. Nie chcę się wdawać w szczegóły.

To jest sytuacja i problemy, które musimy rozstrzygnąć, jeśli chodzi o kształt rynku docelowego. Tutaj znowu są dwa terminy: rynek przejściowy czy okres przejściowy i okres docelowy. W okresie przejściowym mamy do czynienia z konwersją, konwersją sygnału analogowego i w ogóle nadawania analogowego na nadawanie cyfrowe. Chcielibyśmy, aby przez 4 lata, do 2012 roku – taki termin sobie zakładamy, ponieważ wiąże się to z przygotowaniem polskiego rynku telewizji cyfrowej na mistrzostwa EURO – rynek był już nasycony odbiornikami. Nie chodzi o możliwości nadawców, lecz o możliwości odbiorców. To jest podstawowy problem przy konwersji i tę konwersję trzeba przeprowadzić, tzn. trzeba wprowadzić w eter sygnał cyfrowy, trzeba zachęcić ludzi do tego, żeby kupili odbiorniki telewizyjne albo set-top-boxy, umożliwiające odbieranie sygnału cyfrowego. Osobną sprawą jest kwestia pomocy społecznej. Zapewne najuboższym trzeba będzie dopłacić do tych set-top-boxów, aby na koniec 2012 roku móc wyłączyć sygnał analogowy.

Wszyscy znamy doświadczenia z wymianą dowodów osobistych, z takimi dużymi akcjami, niezbędnymi z państwowego punktu widzenia, które są nadzorowane przez urzędy, które mają duże kampanie promocyjne. Przychodzi 30 grudnia i okazuje się, że 20% społeczeństwa nie jest przygotowane, nie wymieniło dowodów itd. Tutaj może być to samo. Wprowadzamy sygnał cyfrowy, 30 grudnia czy 31 grudnia wyłączamy sygnał analogowy i 1 stycznia 5 czy 10% gospodarstw domowych budzi się i w ogóle nie ma telewizji. Zasadą switchoffu, czyli wyłączenia sygnału analogowego, jest to, że musi ono nastąpić jednocześnie na danym obszarze, by równoważyć szanse wszystkich nadawców. Były złe przykłady przy przechodzeniu z dolnego na górny UKF, jeśli chodzi o radio. Nadawcy, którzy o parę miesięcy dłużej zostali na dolnym UKF, mieli preferencje na rynku, zyskali odpowiednio wyższą pozycję. Wyłączamy jednocześnie, musimy być pewni, że wszyscy mogą odbierać taką telewizję. Musimy określić, ile procent gospodarstw domowych jest przygotowanych i pilnować, by to nastąpiło jednocześnie.

Jeżeli mówimy o nasyceniu rynku urządzeniami do odbioru, to jest tu kilka ważnych tematów. O wykluczeniu cyfrowym właśnie powiedziałem. Wykluczenie cyfrowe jest wtedy, gdy teoretycznie ktoś może odbierać 14 czy 15 programów telewizji cyfrowej, ale praktycznie nie może tego zrobić, bo nie ma do tego urządzenia. Na ogół dotyczy to segmentu rynku ludzi najuboższych. Druga, związana z tym rzecz, to zasięg teoretyczny i faktyczny. To również jest związane z tym, że nadawcy analogowi muszą wyłączyć nadawanie analogowe i w związku z tym zamienić warunki techniczne, ale na równoważne, jeśli chodzi o sposób nadawania. Aby to zrobili, to rzeczywiście muszą mieć pewność, że rynek dekoderów cyfrowych jest dostatecznie rozwinięty.

Często podnosi się problem tego, że dzisiaj klienci sklepów z elektroniką użytkową są oszukiwani. Sprzedaje się telewizory z nalepkami i sprzedawcy mówią o dostosowaniu do odbioru naziemnej telewizji cyfrowej. Wszystkie sprzedawane dzisiaj telewizory mają wbudowane dekodery MPEG – 2 i nie odbiorą telewizji cyfrowej nowej generacji. To zapewne jest zadanie dla UOKiK, o czym była mowa na wczorajszym spotkaniu, ale przy okazji warto o tym wspomnieć. Prawa konsumenta są bardzo istotne w całym tym procesie.

Dlaczego tak ważny jest moment przejścia, moment wyłączenia i owe 4 lata, o których dzisiaj i w ostatnich miesiącach tyle mówimy? Jest to ważne, ponieważ cała konwersja na nadawanie cyfrowe nie powiedzie się bez sprawnego przeprowadzenia procesu wyłączenia nadawania analogowego. 8 multipleksów, a 6 telewizyjnych, o których mówiłem na początku, jest dostępne w Polsce tylko wtedy, gdy nastąpi uwolnienie częstotliwości zajmowanych przez nadawanie analogowe. Cały ten proces przypomina układankę, gdzie jest 16 czy ileś pól i jedno pole puste. Wykorzystując to puste pole, którym są nasze 2 multipleksy w okresie przejściowym, trzeba tak poprzesuwać te wszystkie klocki, żeby na nowo poskładać całą układankę. Musimy mieć do tego przynajmniej jakiś zarys rynku docelowego, czyli tego, do czego dążymy i musimy wiedzieć, jak dzisiaj zagospodarować 2 multipleksy.

W okresie przejściowym mamy do dyspozycji 2 multipleksy. Jeden – ogólnopolski w pokryciu 100%, drugi – osiemdziesiąt kilka procent. Być może uda się uzgodnić jeszcze więcej, ale w każdym razie jest to prawie ogólnopolski multipleks. Teoretycznie mamy 14 miejsc, ale musimy podjąć decyzję co do telewizji wysokiej rozdzielczości, która w tej chwili również staje się standardem. Mamy 14 miejsc – 7 już musimy zapewnić obecnym nadawcom i jeszcze 7, z którymi coś trzeba zrobić, ale tak mądrze, by później po 2012 roku można było na tym budować kolejne platformy.

Tematów jest bardzo dużo, więc powiem krótko. Dzisiaj o powodzeniu procesu konwersji, po pierwsze, decyduje – atrakcyjność oferty, która zostanie zaproponowana w telewizji cyfrowej. Już dzisiaj wiadomo, że sama poprawa jakości technicznej przy przejściu z nadawania analogowego na cyfrowe, po pierwsze – nie jest dostatecznym bodźcem do tego, by zamieniać sprzęt, a, po drugie – przy standardowej rozdzielczości i dobrym sygnale analogowym ta jakość tak naprawdę wiele się nie różni. Chodzi o atrakcyjność oferty, rozumianej dwojako – albo jako różnorodność tej oferty i bogata oferta programów w nadawaniu cyfrowym, albo jako wzmocnienie jakościowe oferty, czyli wprowadzanie telewizji wysokiej rozdzielczości, która również może stymulować rynek konsumencki do tego, by kupować także set-top-boxy.

Druga, istotna rzecz to pomoc społeczna, która będzie nieunikniona przy tym przejściu. Mówię o grupie najuboższych, którzy po prostu nie kupią set-top-boxów, a nie możemy pozwolić na to, by jakaś grupa była wykluczona cyfrowo, stąd mówię o pomocy społecznej. Są różne koncepcje finansowania tej pomocy – pomoc z budżetu państwa lub pomoc współfinansowana przez nowych nadawców, którzy otrzymują coś dostając miejsca na multipleksie. To jest kwestia, która jest dzisiaj rozważana. Jest to bardzo trudny temat, bo, tak naprawdę, podejmujemy tutaj dyskusję o tym, co sprzedajemy, za ile i co ile jest warte. Trzeba by konkretnie wyceniać to, ile np. jest warte 30% rynku telewizyjnego w Polsce, bo do tego powinny się sprowadzać dyskusje. Wypracowanie tego modelu jest bardzo trudne.

We wszystkich rozmowach – nawet nie trój– , ale wielostronnych – krzyżują się różne grupy interesów: interes nadawców obecnych, interes nadawców przyszłych, interes branży reklamowej, która widzi to wszystko zupełnie inną optyką. Inaczej do tego podchodzi regulator telekomunikacyjny, który przede wszystkim stoi na straży efektywnego udostępnienia zasobów częstotliwości i dba o wewnętrzną konkurencyjność na tym rynku. Inaczej do tego podchodzi KRRiT, która jest powołana do tego, by najbardziej stać po stronie interesu społecznego. Myślę, że w tej dyskusji ta grupa społeczna też powinna być jeszcze bardziej zrównoważona – być może, byłby tu istotny głos UOKiK. Jest cała grupa czasami sprzecznych interesów i trzeba wypracować jakiś kompromis, żeby to wszystko przeprowadzić.

Oczywiście, moglibyśmy czekać na ustawę, ale nie ma na to czasu. O ustawie mówiliśmy 2 lata temu, a nawet wcześniej – poprzednia KRRiT też to sugerowała, chociaż wtedy ten pomysł jeszcze się nie zrodził. Ta ustawa wymaga też zmiany podejścia do prawa autorskiego, pewnych uzupełnień, szeregu zmian w innych ustawach. Nowa dyrektywa wskazuje na to, jak te zmiany powinny iść, ale dzisiaj już nie ma czasu.

Wspólnie z Ministerstwem i UKE założyliśmy, że datą, może nie ostateczną, ale w pewnym sensie graniczną, jest 15 czerwca, czyli mamy jeszcze 20 dni na odpowiedź na te wszystkie tematy. Oczywiście, niemożliwe jest odpowiedzieć na te wszystkie tematy, ale każde kolejne spotkanie przybliża nas do jakiegoś rozwiązania. Myślę, że już niebawem zostanie wypracowana pewna propozycja. W interesie wszystkich graczy na tym rynku jest to, by była ona zaakceptowana przez rząd, aby była pewność jej realizacji – być może, tak samo, jak poprzednio, przyjęta do wiadomości albo w jakiejś innej formie – już nie ustawowej, bo nie zdążymy tego zrobić – ale zaakceptowana przez rząd, by wszyscy, którzy startują w przetargach, konkursach, którzy promują swoje biznesy, wiedzieli, że ma to jakieś solidniejsze podstawy niż tylko wspólne porozumienie dwóch urzędów i jednego ministerstwa.

Ciekawa informacja z ust ministra Panasiuka: "Jeśli chodzi o sam standard techniczny odbiorników telewizyjnych, set-top-boxów, to w tej chwili już dobiegają końca prace nad stosownym rozporządzeniem, które lada moment trafi do uzgodnień międzyresortowych".

Wypowiadał się również Dyrektor Departamentu Prawno-Legislacyjnego w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego Jarosław Czuba:

Nie byliśmy na ostatnich dwóch spotkaniach głównie z tego względu, że były na nich poruszane sprawy ze sfery technicznej. Minister kultury nie czuje się tutaj władny. W procesie cyfryzacji należy rozróżnić dwie sfery: sferę techniczną i sferę kontentu, zawartości, za którą minister kultury w pewnym sensie czuje się odpowiedzialny. Stąd nasza nieobecność na tych posiedzeniach. Myślę, że minister kultury wiele nie wniesie przy rozstrzyganiu tego, jaki multipleks powinien zawierać rozwiązania techniczne.

Do przedłożonego państwu materiału minister kultury, oczywiście, zgłaszał swoje uwagi. Jest uwzględniony w tabeli jako odpowiedzialny za część zadań, więc tylko potwierdzam to, że uczestniczy w tym procesie. Minister kultury był członkiem zespołu, który już od kilku lat opracowywał te założenia. Myślę, że minister kultury będzie bardziej aktywnie uczestniczył w tym procesie w momencie, gdy projekt będzie zmierzał ku rozstrzygnięciom, dotyczącym zawartości.

Wypowiedziała się również Prezes UKE Anna Streżyńska:

Dobrze, w takim razie krótko – najpierw o faktach. Myślę, że o zagadnieniach do rozstrzygnięcia bardzo dobrze powiedział zarówno pan minister Kołodziejski, jak i pan minister Panasiuk. W związku z tym powiem o faktach.

Najważniejszym faktem jest to, że do całego procesu podeszliśmy pragmatycznie. Nie mogliśmy się obrażać na to, że ustawa jest zła, że nie daje wszystkich narzędzi, że nie myśli o przyszłości cyfrowej, że nie integruje obu porządków regulacyjnych, że nie do końca mamy wyjaśnione wspólne kompetencje. Po prostu stwierdziliśmy, że na podstawie tej ustawy, którą mamy, na podstawie tego porządku prawnego, jaki jest nam dany, musimy posunąć sprawę do przodu, bo już za długo ona trwa.

Wcześniej, razem z KRRiT i MKiDN, podjęliśmy pierwszą próbę takiego popchnięcia do przodu poprzez wspólne przygotowanie pod kierownictwem Ministra Infrastruktury planu przejścia z nadawania analogowego na cyfrowe i założeń do ustawy cyfryzacyjnej. Jednak od momentu, gdy te dokumenty były gotowe, w tej chwili minęło już chyba 9 miesięcy. Już w styczniu i lutym mówiliśmy, że jest za późno, by pracować nad zmianami ustawowymi, że trzeba podjąć konkretne kroki.

Podjęliśmy decyzję o podjęciu tych konkretnych kroków, ponieważ mizeria ustawowa nie zwalnia nas z odpowiedzialności za ten proces – ani UKE ani KRRiT. Zgodnie z ustawą, są to jedyne dwa organy, które są odpowiedzialne za ten proces. Ponosimy odpowiedzialność nie tylko za efekt procesu, ale również za to, że on nie jest prowadzony, choć formalnie nie ma żadnych przeszkód, by nie był prowadzony. Istnienie międzyresortowego zespołu, który ma opracować docelową strategię cyfryzacji, nie zwalnia nas z działań. Międzyresortowy zespół ma charakter doradczy, opiniodawczy dla premiera. Jego istnienie i prace w żaden sposób nie zwalniają nas z działań. Przez pewien czas mogliśmy czekać na jakieś efekty, ale od 2004 czy 2005 roku minęło bardzo dużo czasu i już dłużej nie możemy czekać, ponieważ niebezpiecznie zbliża się termin 2012 roku i tu możemy wykorzystać naturalną skłonność związaną z EURO.

Na spotkaniach obecni są zarówno nadawcy, działający w tej chwili w technologiach analogowych, przedstawiciele izby kablowej, jak i nadawcy, którzy chcą w tym uczestniczyć, a obecnie nie nadają w technologii analogowej na terenie Polski. W tych spotkaniach uczestniczy UKE, KRRiT i MI. Rozmowy są bardzo trudne i trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że oprócz wielości pytań, które tam padają, omawiane są bardzo poważne kwestie do rozstrzygnięcia. Nawet wtedy, gdy rozstrzygamy niewielki ułamek zagadnienia technicznego, społecznego i ekonomicznego, to każda taka kwestia ma w gruncie rzeczy bardzo wielkie znaczenie i często w sposób niedostrzeżony decyduje o sposobie wprowadzenia konkurencji na ten rynek, o poziomie konkurencji do 2012 roku i po 2012 roku. Choć pozornie można byłoby powiedzieć, że rozmawiamy o kwestiach technicznych czy o jakichś rozstrzygnięciach proceduralnych, to żadna z decyzji, które tam podejmujemy, nie ma błahego znaczenia dla procesu, są ze sobą bardzo ściśle powiązane i mają bardzo ważne znaczenie dla przyszłości tego rynku.

Zaproponowaliśmy, żeby w okresie przejściowym, do 2012 roku, pierwszy multipleks był przeznaczony dla wszystkich obecnie działających nadawców analogowych – zgodnie z przyjętym wcześniej założeniem (w strategii i w prawie) poszanowania uprawnień dotychczasowych nadawców analogowych, jak również prawa do rekoncesji.

Jesteśmy zwolennikami wystawienia drugiego multipleksu na konkurs. Konkurs to procedura, w której wspólnie uczestniczą KRRiT i UKE. W porozumieniu ustalają razem zarówno warunki techniczne konkursu, jak i programowe.

Po 2012 roku, ze względów głównie prawnych (chodzi o bardziej czystą i łatwą procedurę), media publiczne przeniosłyby się na trzeci multipleks, natomiast pozostali pozostaliby na pierwszym multipleksie bez konieczności dokonywania kolejnych zmian w ich rezerwacjach i koncesjach, co jest istotne ze względów prawnych.

Cały czas mówimy o procesie przejścia. Mówimy o procesie przejścia, czyli o okresie przejściowym, próbując wspólnie programować (nie zawsze jesteśmy ze sobą zgodni) przyszłość dywidendy cyfrowej. Jednak okres przejściowy determinuje nas co do tego, że nie oglądamy się na nowe strategie rządowe, które nie wiadomo, czy powstaną i kiedy, że nie oglądamy się na przyszłe i niepewne ustawy – również ze względów pragmatycznych. Niejako z tego również wynika dobór członków zespołu, który się spotyka i rozmawia na temat procesu przejścia, i, oczywiście, dobór tematyki.

Prace mają trwać do połowy czerwca. Jak już tu wspomniano, do połowy czerwca chcemy uzyskać uzgodnienia kierunkowe. Pewnie jeszcze nie wszystko będziemy mieli dokładnie wyjaśnione – również pod względem proceduralnym, formalno-prawnym, chociaż w tej chwili już przystąpiliśmy do takich prac. Nasz zespół rozdzielił się na dwa podzespoły: techniczny i prawno-społeczny. Chodzi o to, by w ramach tych podzespołów w ciągu 20 dni spróbować rozstrzygnąć szczegółowe kwestie.

Padło pytanie o to, jaki jest porządek regulacyjny, który stosujemy w tym procesie, czy jest to porządek regulacyjny przypisany jednemu z regulatorów tego rynku. Tak nie jest, ponieważ pracujemy wspólnie, a nawet kłócimy się wspólnie, bo są jeszcze kwestie sporne, chociaż często spór dotyczy głównie sposobów, a nie celów, które chcemy osiągnąć, a więc stosowany przez nas porządek regulacyjny też po prostu musi być wspólny dla obu tych systemów. Zresztą gwarantuje to obecnie obowiązująca ustawa telekomunikacyjna, która, z jednej strony, mówi, że w procesie konkursu na operatora multipleksu podstawowym kryterium jest kryterium konkurencyjności, a, z drugiej strony, odróżnia ten proces od procesu przetargowego tym, że oba organy muszą porozumieć się co do zawartości treściowej, co do treści, które operator multipleksu będzie rozprowadzał na swoim multipleksie. W ten sposób jest uwzględniony element, o którym pan przewodniczący mówił, że jest mniej prospołeczny, czyli dążenie do zachowania należytej konkurencyjności na rynku oraz element, zdaniem pana przewodniczącego, bardziej prospołeczny, czyli dbałość o należytą zawartość programową, o treści krajowe, regionalne, o zgodność z prawem, o nienaruszanie interesów nieletnich itd., czyli o te wszystkie ważne rzeczy, które my, oczywiście, jak najbardziej podzielamy i chcemy uwzględnić w tym procesie.

Spór, który toczy się między nami, dotyczy natury operatora drugiego multipleksu. Podzielamy wspólny cel, jakim, z jednej strony, jest wprowadzenie konkurencji na ten rynek, a, z drugiej strony – zagwarantowanie celów chronionych ustawą radiowo-telewizyjną, czyli tutaj nie ma sporu między nami. Jako UKE, jesteśmy zwolennikami operatora aktywnego, licząc na to, że będzie on miał większe możliwości biznesowe, większą elastyczność i będzie minimalnie regulowany co do treści, które będą rozpowszechniane na jego multipleksie, ponieważ będzie to i tak ryzykowny biznes, którego losów w perspektywie długoletniej nikt w tej chwili nie jest w stanie przewidzieć. KRRiT bardziej przychyla się do operatora pasywnego lub jakiejś jego wersji, która pozwoli jej zachować większą kontrolę nad zawartością treściową na drugim multipleksie. Skrajności w naszych stanowiskach już odrzuciliśmy i cały czas jesteśmy w trakcie rozmów.

Kończąc, chcę podkreślić, że to, co robimy, dotyczy procesu przejścia z analogu na cyfrę. Nie zamierzamy programować wizji rozwoju rynku audiowizualnego w Polsce, ponieważ UKE nie jest do tego kompetentny, ale musimy reagować na potrzebę, która staje się paląca i która wynika zarówno z zobowiązań międzynarodowych, jak i z kurczącego się czasu oraz z niewątpliwych okazji, jakie pojawią się przed nami i w sposób naturalny mogą wesprzeć ten proces. Taką okazją jest właśnie EURO 2012. Dziękuję bardzo.

A później jeszcze:

Stanowisko UKE dotyczące telewizji mobilnej i przyjętego sposobu rozdysponowania częstotliwości na rzecz tej usługi było takie, a nie inne z wielu różnych względów: rynkowych, technicznych i również przyszłościowych. To nie jest usługa, która jest typową usługą broadcastingową. To jest usługa, która jest usługą dodaną do innych usług telekomunikacyjnych. Tak to funkcjonuje w całym świecie. Komórka nie służy nam do oglądania telewizji. Podobnie lodówka nie służy nam do oglądania telewizji, ale na lodówce bywają telewizory i można telewizję oglądać w kuchni. Komórka też ma te funkcjonalności. Internet ma te funkcjonalności. Jest to usługa dodatkowa, która nie stanowi o wartości całego biznesu. Mimo wszystko jest to usługa bardzo ryzykowna. Dlatego naszym założeniem było maksymalne wyjęcie jej spod przesądzeń nie regulacyjnych, bo one pozostają dla tej usługi całkowicie aktualne, ale spod przesądzeń o kształcie świadczenia tej usługi przez beneficjenta przetargu.

Intencją wspólną UKE i KRRiT jest to, żeby uniknąć tego, by program rozprowadzany za pośrednictwem telefonów komórkowych nie podlegał żadnej kontroli. Chcemy zachować przyznaną KRRiT pełną kontrolę w zakresie stwierdzania zgodności tych programów z prawem. W pełni pozostaje aktualne uprawnienie KRRiT do koncesjonowania treści, zanim one trafią na telefony komórkowe, co zapewnia zgodność tych programów z wymogami prawa. Wykonaliśmy również bardzo duży wysiłek – niestety, prawdopodobnie nietrafiony – by w nowelizacji ustawy medialnej znalazła się nowa wartość, jaką jest zmieniony rozdział 6 ustawy medialnej, dotyczący rejestru programów – właśnie mając na myśli tę jakby podwójną kontrolę. Najpierw jest to koncesja na rozpowszechnianie, która jest niejako pierwotnym uprawnieniem do rozpowszechniania programów, a następnie – wprowadzenie tego programu do sieci komórkowej na różnych zasadach tak, jak to dotyczy operatorów kablowych. Zgodnie z naszymi intencjami, miało to podlegać wpisowi do rejestru, czyli regulator ponownie pochylałby się nad tym programem i stwierdzałby, czy program nie narusza prawa, czy jest adekwatny do rozprowadzania w tej sieci.

Nie różnimy się między sobą co do wspólnego celu – zachowania kontroli nad zgodnością z prawem programów. Nasza skłonność do ujęcia tej usługi jako usługi telekomunikacyjnej wynikała, po pierwsze, z tego, że częstotliwości, o których mówimy, są częstotliwościami nie należącymi do planu genewskiego. W czasie negocjacji planu genewskiego przyjęto założenie, że wszystkie kraje mają mieć taką samą liczbę częstotliwości, przeznaczonych dla broadcastingu i dlatego te częstotliwości nie zostały zgłoszone. Nawiasem mówiąc, wcale to nam nie pasuje, bo, jak już też prasa doniosła, mamy w związku z tym osobne, trudne negocjacje, by uzgodnić z naszymi zachodnimi i północnymi sąsiadami sposób wykorzystania tych częstotliwości poza planem. Oni również mają prawo do użytkowania tych częstotliwości. Nie mają jeszcze koncepcji, na co będą je użytkować i boją się, że w przyszłości nasz sposób użytkowania może zagrozić bezpieczeństwu ich wykorzystania na ich terenie. To, że one znalazły się poza planem, oczywiście, obecnie utrudniło nam funkcjonowanie i decyzje, dotyczące tych częstotliwości. Jednak takie były decyzje na konferencji. Mogę się tutaj odnieść wyłącznie do kwestii historycznej.

W krajowej tablicy przeznaczeń częstotliwości te częstotliwości, oczywiście, jako służba pierwszej ważności, są przeznaczone do broadcastingu, ale, jako służba drugiej ważności – na usługi telekomunikacyjne. Zdecydowaliśmy się przeznaczyć te częstotliwości na usługi telekomunikacyjne, multimedialne – po pierwsze, z tych powodów częstotliwościowych, o których wspominałam, a, po drugie, licząc na to, że przetarg zobiektywizuje wartość tych częstotliwości. W ręce przedsiębiorców oddajemy dobro ograniczone, więc w przetargu chcieliśmy również uzyskać odpowiedź na pytanie: ile to jest warte? Chcieliśmy zrealizować cel fiskalny państwa. Z trzeciej strony (i to jest najważniejsze), realizacja tego w drodze przetargu, a nie konkursu pozwala nam uniknąć przesądzania przez zajmujący się mediami organ regulacyjny o zawartości multipleksów cyfrowych co do programów. Oczywiście, nie wyłączając obowiązywania prawa, pozostawiamy operatorowi 31 multipleksów swobodę decydowania o tym, jaki program, legalnie funkcjonujący w Polsce i koncesjonowany, może rozprowadzać na tym multipleksie. Ten biznes jest biznesem ryzykownym i, naszym zdaniem, na poziomie konkursu nie możemy przesądzać, że ma to być 12 takich, a nie innych programów. Po prostu te programy zwyczajnie mogą się nie sprzedawać i operator musi zachować pełną elastyczność co do możliwości zmiany zawartości programowej multipleksu – oczywiście, cały czas poruszając się w zakresie programów koncesjonowanych przez KRRiT.

Kolejna sprawa. Publicznie wypowiadamy się, że nie kwestionujemy uprawnienia KRRiT do koncesjonowania programów, które następnie będą umieszczone na multipleksie. Wydaje nam się, że KRRiT również rozumie nasze stanowisko w kwestii pozostawienia maksymalnej elastyczności i swobody dla przedsiębiorcy, który będzie świadczył tę usługę jako jeden z pierwszych w Europie na bardzo okrojonym rynku. Jest to tylko 31 miast, a nie cały kraj, co zupełnie zmienia postać tego biznesu. W dodatku trudno powiedzieć, jakie będzie jego powodzenie biznesowe, jakie programy sprzedadzą się w Polsce, ponieważ nigdy nie prowadzono testu komercyjnego, ekonomicznego. Do tej pory testy zawsze były ograniczone do testów technicznych.

Potem uzupełniał jeszcze Przewodniczący KRRiT Witold Kołodziejski:

Pani prezes dosyć wyczerpująco przedstawiła zagadnienie. Mam wątpliwości co do tego, czy mówić o dwóch stronach, dwóch koncepcjach, gdyż logika dyskusji, jaką toczymy z UKE w sprawie telewizji mobilnej, jest logiką sporu, a nie logiką wojny. Chodzi o dwie różne koncepcje podejścia do regulacji rynku i, tak naprawdę, o próżnię prawną, z którą mamy do czynienia.

Zwracałem uwagę na to, że dzisiaj jest telewizja mobilna i oglądamy ją w tej chwili, natomiast nie ma jej w prawie, nie ma w ustawach. Pani prezes walczyła w Komisji o drobną korektę w ustawie. Moim zdaniem, te zmiany, tak naprawdę, nic tu nie zmieniają. Wprowadzają pewne ułatwienie, uproszczenie procedury, jeśli chodzi o wpisywanie do rejestru, tak naprawdę, nic nie rozwiązując, a wręcz, być może, bardziej kwalifikując, kierując regulację w stronę regulacji telekomunikacyjnych, ale nie o tym chciałem mówić.

O co w ogóle chodzi? Mamy telewizję mobilną w komórce i już w tej chwili ją oglądamy. Mamy świadomość, że każde duże wydarzenie sportowe, to właśnie wzrost zapotrzebowania, wzrost tego rynku. Mamy świadomość, że w naszych regulacjach jest próżnia. Próbujemy tworzyć interpretację (nie mówię o obejściu, lecz o interpretacji) z dwóch poziomów regulacyjnych, a cel jest jeden. KRRiT i UKE są tutaj w 100% zgodne. Chcemy doprowadzić do jak najszybszego uruchomienia multipleksu telewizji mobilnej. Tu nie ma żadnej różnicy, jest kwestia koncepcji. Dlaczego jest to tak ważne? To nie jest sprawa ambicji, tego, kto tutaj postawi kropkę nad i, kto będzie o tym decydował, kto ma to regulować. Jest to kwestia pewności inwestycji i pewności rozwiązań.

Dzisiaj problem pokazuje się właśnie w sferze biznesowej. Zainteresowani przyszli operatorzy multipleksu telewizji mobilnej chcą wiedzieć, czy są kwalifikowani jako telewizja, czy też jako usługa telekomunikacyjna. W uzgodnieniach międzynarodowych, prowadzonych w sprawie częstotliwości, też podstawowym problemem jest to, czy jest to usługa telekomunikacyjna, czy też usługa telewizyjna.

Jeżeli będziemy to dalej kwalifikować jako usługę telekomunikacyjną, to będzie taka konsekwencja, że jest to tzw. usługa drugiej ważności, czyli wszystkie transmisje telewizyjne pierwszej ważności mają pierwszeństwo. W każdej sytuacji jakiegoś konfliktu, zakłócenia ta usługa drugiej ważności będzie wyłączona.

Powtarzam, to jest logika sporu, a nie wojny. Cel jest jeden, a spieramy się na temat konstrukcji. Uważam, że przy takiej konstrukcji prawnej jest to dużo słabiej uzasadniona konstrukcja.

Nie mamy ustaw, nie mamy prawa, ale mamy dyrektywę UE i tutaj już nie mamy żadnych wątpliwości. Telewizja mobilna jest zaliczana do kategorii usług audiowizualnych pierwszej grupy regulacyjnej, właśnie telewizyjnej. U nas telewizję reguluje się za pomocą koncesji. Nie mamy innych regulacji.

W związku z tym stanowisko KRRiT jest następujące. Po pierwsze – zdrowy rozsądek. Mamy telewizję w telefonie. Jest to telewizja, a nie usługa telekomunikacyjna. Po drugie – ekran 2 cale to nie ekran 42 cale i do tego jest przeznaczone zupełnie inne podejście KRRiT. Uważamy, że powinno to być uznane za usługę telewizyjną i regulowane tak, jak reguluje się telewizję. Dyrektywa UE wprost mówi o tym modelu regulacji telewizyjnej. W dodatku uważamy, że w tej chwili nie istnieje żaden powód, by KRRiT miała decydować o tym i ograniczać rolę operatora na pierwszym przejściowym multipleksie (niepełnym multipleksie telewizji mobilnej) co do swobody wyboru programów na ten multipleks. Tu doszliśmy do porozumienia i jesteśmy zgodni. My nie chcemy narzucać operatorowi telewizji mobilnej tego, jakie programy ma tam umieścić. Rezygnujemy nawet z tzw. pakietu must-carry, który akurat wprost nie jest przewidziany dla telewizji mobilnej, ale pewne wymagania można by nakładać na takiego operatora. Rzeczywiście, jest to biznes niepewny, nie wiadomo, jak rozwinie się ta usługa, operator ma wszelkie prawo do proponowania oferty, ale jest to oferta telewizyjna, więc koncesjonowana. Tak naprawdę, chodzi o dosyć minimalne wymogi ustawowe, dotyczące kontroli takiej koncesji, a przede wszystkim – kontroli reklamowej, czyli 20-procentowego ograniczenia czasu reklamowego. To również jest dosyć istotne, jeśli chodzi o rozwój rynku. Z naszego punktu widzenia, niespełnienie tego wymogu, tego ograniczenia, mogłoby być zaskarżone do Komisji Europejskiej, więc jest to dosyć istotne. I tylko tyle.

Myślę, że wkrótce opracujemy wspólne stanowisko, bo mamy ten sam cel.

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>