Cicha europejska rezolucja o wolności słowa w internecie

Kilka dni temu, 6 lipca, w czasie plenarnej sesji Parlamentu Europejskiego w Strasburgu - Parlament debatował m.in nad przypadkami łamania praw człowieka, zasadami demokracji i państwa prawa. W czasie tej debaty przyjęto pewną rezolucję, o której jednak niezbyt głośno się mówi w mediach: wolność słowa to kluczowa wartość, wspólna dla wszystkich krajów tworzących UE. Trzeba podjąć działania, by jej bronić. Chodzi o internet.

Treść notatki związanej z tym punktem obrad Parlamentu Europejskiego dostępna jest w serwisi unijnym pod tytułem Democracy and human rights: Somalia, Mauritania and the internet. Przy okazji podlinkuję tu Ośrodek Informacji i Dokumentacji Europejskiej, chociaż jeszcze nie ma tam żadnych materiałów z 6 lipca.

Na całą debatę nie poświęcono zbyt wiele czasu (nie więcej niż godzinę, po 16 stej), jednak odbyła się debata nad przypadkami łamania praw człowieka, zasad demokracji i państwa prawa. Omówiono najpierw sytuację w Somalii, potem Mauretanii, a potem Parlament zajął się wolnością słowa w Internecie.

Przyjęta w czasie tego punktu rezolucja nawiązuje do stanowisk przyjętych w czasie Światowego Szczytu Społeczeństwa Informacyjnego, który odbywał się w Tunisie w listopadzie zeszłego roku. Mowa tam o prawie do pozyskiwania (dostępu) i rozpowszechniania informacji. Eurodeputowani dostrzegli, że internet jest dziś głównym kanałem dystrybucji informacji (zarówno dla działaczy politycznych, działaczy społecznych, obrońców praw człowieka, dziennikarzy). Ale (co zauważyli deputowani) rządy różnych krajów chcą narzucić kontrolę nad internetem. W rezolucji eurodeputowani skrytykowali Arabię Saudyjską, Białoruś, Birmę, Chiny, Iran, Koreę Północną, Kubę, Libię, Malediwy, Nepal, Syrię, Tunezję, Turkmenistan, Uzbekistan i Wietnam - państwa, które mogą być "uważane za wrogów wolności słowa on-line".

Parlamentarzyści wskazują również rolę, jaką odgrywają w działaniach tych rządów komercyjne, zachodnie firmy telekomunikacyjne. W rezolucji wymieniono firmy takie jak Yahoo, Google oraz Microsoft, które zgadzają się na cenzurę ich serwisów internetowych zgodnie z instrukcjami rządu chińskiego, a inne przedsiębiorstwa, jak CISCO Systems, Telecom Italia, Wanadoo (część France Telecom) czy Secure Computing i Fortinet dostarczają rządom (w tym rządom Tunezji i Birmy) środków technicznych do cenzurowania internetu.

Deputowaniu z zadowoleniem przyjęli inicjatywę ustawodawczą w USA, a poświęconą the Global On-line Freedom Act (o tym projekcie warto będzie napisać więcej w jednej z kolejnych notatek). Projekt ten ma za zadanie regulować działalność przedsiębiorstw internetowych, które działają poza granicami USA, w szczególności na rynkach, które represyjnie podchodzą do komunikacji online.

Wreszcie Parlament Europejski wezwał kraje członkowskie UE i Komisję Europejską, by aktywniej włączyły się w ochronę praw użytkowników internetu i promocję swobody wypowiedzi online. Kraje członkowskie nie powinny - zdaniem eurodeputowanych - uczestniczyć w działaniach represyjnych wobec internetu. Unia powinna uzależnić realizację programów pomocowych UE na rozwój technologii informacyjnych od nieograniczonego dostępu do internetu. Wezwano również Komisję oraz Radę do przygotowania kodeksu dobrych praktyk, dobrowolnej samoregulacji, która ograniczyłaby aktywność przedsiębiorców w krajach represyjnych.

I cóż teraz z tego wynika? Takich rezolucji Parlament przyjmuje wiele w różnych sprawach. Pewnie nie mają żądnego praktycznego znaczenia. Ot, przyjęli. Jeden portal w Polsce podał na ten temat informację. A tym czasem przyjmuje się dyrektywy takie jak o retencji danych telekomunikacyjnych, kapitał popycha Unię w kierunku rozszerzania właśności intelektualnej. Hmm... Zamiast takich rezolucji Parlament (Parlamentarzyści) powinni pokazywać swoje prawdziwe przekonania w konkretnych, prawodawczych głosowaniach. Zresztą - robią to.

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

przynajmniej dostrzegają

Pawcio's picture

Przynajmniej wiemy, że dostrzegają problem.
Ciekawe czy znowu się dostanie Polsce, tym razem za pomysły filtrowania Internetu w szkołach.
Ogólnie uważam że swoboda wypowiedzi w polskiej Konstytucji jest zbyt zawężona w stosunuku do EKPCz. Ciekawe czy nadejdzie czas, że nam to zostanie wytknięte.

------------

W Polsce wszyscy znają się na prawie, medycynie i informatyce

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>