Czy chcą zdelegalizować P2P w Europie?

Wielu się pewnie oburzy na taki tytuł, gdyż uważa, że technologia peer-2-peer już dawno jest w Europie nielegalna, a ci wszyscy, którzy korzystają z niej, to złodzieje, akt korzystania to kradzież. Jak już wcześniej sygnalizowałem - w Europie projektuje się nową dyrektywę dotyczącą prawa tzw. Własności intelektualnej...

Opis projektowanych regulacji można znaleźć np. w serwisie Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Chodzi o to, że na mocy proponowanych regulacji karane ma być każde działanie zmierzające do naruszeń praw własności intelektualnej, które wykonywane jest w celu uzyskania korzyści majątkowych (projekt mówi o "skali komercyjnej") a także próba wykonania pewnych działań, oraz pomoc przy ich wykonywaniu.

Serwis Wired dostrzegł w projektowanych regulacjach próbę zdelegalizowania w Europie działalności firm takich jak Grokster. Nadal pozostaje problem z terminem "własność intelektualna", który rozumiany jest różnie w różnych zakątkach świata. Toczy się wciąż dyskusja nad zakresem domeny publicznej, granicą praw wyłącznych do informacji, konfliktu pomiędzy monopolem a wolnością.

Zdaniem serwisu Wired - jeśli dyrektywa zostanie przyjęta w kształcie zaproponowanym przez Komisję (PDF), to producenci oprogramowania, które służyło do wymiany plików (w tym - jak chcą niektórzy - nielegalnego pobierania), będą potencjalnie ponosić za wypuszczanie na rynek takiego oprogramowania odpowiedzialność karną. Unia pojmuje "własność intelektualną" coraz szerzej.

Mnie zastanawia w tym kontekście sytuacja wszelkiego rodzaju magnetowidów, wypalarek do płyt czy mp3 playerów. Czy ich producenci również będą ponosili odpowiedzialność karną na podstawie projektowanych przepisów? Jest cel komercyjny, być może dochodzi do "naruszeń" prawa (powiedzmy, że zapominamy na chwilę o tzw. dozwolonym użytku własnym). No i dzięki dostarczanym narzędziom może sie to wszystko zrealizować (więc jest związek pomiędzy produkcją magnetowidu a naruszeniem szeroko pojmowanej własności intelektualnej). Boje się pomyśleć, gdzie będą siedzieć wszyscy producenci komputerów osobistych. Poważna sprawa.

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

2 latka za emp3kę?

Olgierd's picture

Jeśli chodzi o wypalarki i emp3ki to IMHO już (od 1 maja 2004 r.) jest problem na styku art. 20 ust. 1 pkt 3 i art. 23 ust.1 pr.aut. Z jednej strony producenci i importerzy nośników "służących do utrwalania utworów w zakrsie własnego użytku osobistego" muszą płacić haracz na zbowidy, z drugiej jednak po znowelizowaniu art. 23 ust. 1 wyraźnie mówi, iż korzystać można "z pojedynczych egzemplarzy". Zatem dopóki kupując film na DVD czy Budkę Suflera na cedeku nie otrzymujemy zgody na zmianę formatu zapisu itd., niedopuszczalne jest także konwertowanie płytki do formatu mp3.
Jest tu jakaś luka w prawie, jednak wskutej niej importerzy z pewno nie podlegają odpowiedzialności z art. 115 ust. 3 pr.aut., jednak czy nabywca płyty konwertujący jej treść do innego formatu nie podlega obecnie pod odpowiedzialność z art. 116 ust. 1 pr.aut. - głowy nie dam...
Wszystko chyba przez to, dostosowaliśmy do wymogów UniE jeden przepis, zapominając o innym.

--
Olgierd
JID: olgierd@jabber.org ||| gg: 3657597

Ponoć MP3 to pikuś

VaGla's picture

No widzisz, a jak pisze IDG: "Organizacja RIAA, zrzeszająca przedstawicieli amerykańskiego przemysłu fonograficznego, szacuje, że branża muzyczna ponosi większe straty z powodu kopiowania oryginalnych płyt kompaktowych na nośniki CD-R niż z tytułu wymiany plików w sieciach peer-to-peer".

Ja tu prowadzę sobie kuluarowy spór o granice dozwolonego użytku. Dla mnie istotny jest zapis art. 23 ust. 1 ("Bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego
utworu w zakresie własnego użytku osobistego...
"). Nie ma tu - co prawda - egzemplarza (o którym mówi ust. 2 tego przepisu) w rozumieniu czysto materialnym, jednak skoro wolno korzystać, to wolno. Dla mnie przepis jest jasny. Wiem, że pojawiają się głosy, że pobieranie plików z Sieci stoi w kolizji z art. 35 pr. autorskiego ("Dozwolony użytek nie może naruszać normalnego korzystania z utworu lub godzić w słuszne interesy twórcy""), ale przecież w dzisiejszym "społeczeństwie informacyjnym" wszystko co dotyczy utworów - godzi w słuszne interesy twórcy. Każdy dozwolony użytek. A jeśli kopiowanie płyt na CD-R jest piractwem, to tak samo musiało być z kasetami magnetofonowymi czy kasetami wideo. Mylę się?

Co do levies (czyli tego obowiązku odprowadzania opłat od urządzeń reprograficznych i czystych nośników) - za chwile wprowadzą nam DRM'y i sprawa będzie jasna - dokładnie wiadomo ile razy odsłuchałeś, tyle masz zapłacić i masz to zrobić bezpośrednio twórcy (a tak naprawdę wydawcy) z pominięciem organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi. Obecnie toczą się wszak dyskusje w UE na temat reformy zbiorowego zarządu prawami autorskimi, bo sporo jest problemów z tym, iż taki zarząd nie przenika obecnie granic krajów członkowskich, albo inaczej - przenika w sposób uciążliwy w "normalnym użyciu". DRM może być niebezpieczne. Organizacje zbiorowego zarządzania często działają w sposób nie transparentny, a pojęcie "własności intelektualnej" coraz bardziej jest rozszerzane.

--
[VaGla] Vigilent Android Generated for Logical Assasination

Dura lex sed lex

Olgierd's picture

Czytanie "półnormy" może być troszkę mylące, zwłaszcza, że ust. 2 nie jest oderwany od ust. 1: wolno korzystać ale wyłącznie poprzez jeden jedyny egzemplarz, żadnych przeróbek, konwersji, etc. Bo jeśli nie - to jak uzasadnisz ZMIANĘ przepisu, przecież nowela musiała mieć jakiś cel?
Może to troszkę dziwić, że skoro "takie czasy i taka technika" ale pewnie o to właśnie chodziło, żeby powalczyć z rozwojem techniki kopiowania. Dura lex sed lex.

--
Olgierd
JID: olgierd@jabber.org ||| gg: 3657597

Półnormy a dozwolony użytek

VaGla's picture

Działaniem w ramach dozwolonego użytku utworu znajdującego się w egzemplarzu książki jest zarówno jej czytanie w myśli oraz na głos (dziecku na przykład, lub grupie znajomych), jak i przepisywanie ręczne oraz przepisywanie na maszynie, a także nagrywanie, kserokopia lub skanowanie całości lub części. Z egzemplarzem książki, a ściślej z utworem w niej zawartym możesz w ramach dozwolonego użytku zrobić bardzo wiele i stanowi to odstępstwo od generalnej zasady monopolu praw autora do decydowaniu o utworze.

Nie ma powodu sądzić, że inaczej jest w przypadku nagrań na krążkach CD. Można z nich korzystać w dowolny sposób w ramach dozwolonego użytku - a więc odsłuchiwać, spisywać słowa, konwertować, miksować, puszczać od tyłu, by usłyszeć "szatan, szatan", i tak dalej. O ile dzieję się to w ramach dozwolonego użytku własnego. Egzemplarz utworu, o którym mowa w ust. 2 art. 23 w sumie nie ogranicza się jednak do materialnej, fizycznej warstwy. Może tu chodzić również o egzemplarz utworu w rozumieniu cyfrowa kopia identyczna z cyfrowym oryginałem.

Przeciwnie jest z programami komputerowymi. Programy komputerowe ustawodawca celowo wyłączył z przepisów o dozwolonym użytku. Stało się to oczywiście pod wpływem ogólnych działań lobbingowych zwiększających uprawnienia producentów programów dystrybuowanych na licencji własnościowej (w przeciwieństwie do licencji takich jak GPL, które wszak również są licencjami prawno autorskimi). Być może kiedyś, pod wpływem lobby fonograficzno filmowego również wersje cyfrowe muzyki czy filmów będą wyłączone z przepisów o dozwolonym użytku osobistym. Mam jednak nadzieje, że tak się nie stanie.

Interesujące są też kwestie związane z bazami danych - one mają podwójna ochronę i też podwójne przepisy dotyczące dozwolonego użytku - raz z ustawy o prawie autorskim, raz z ustawy o ochronie baz danych. ale to tak na marginesie :)
--
[VaGla] Vigilent Android Generated for Logical Assasination

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>