O prywatnej sprężynce w kształcie SS i patronacie Ministra Spraw Zagranicznych

Znowu to samo. Już to przerabialiśmy z akcją "Orzeł może". Tym razem też - jestem o tym przekonany - MSZ bardzo chętnie udostępni każdemu zainteresowanemu wszelkie pisma, które otrzymało w sprawie "patronatów honorowych" nad "sprężynką", jak również wszystkie odpowiedzi, jakich udzieliło w tej sprawie. MSZ chętnie to udostępni w ramach realizacji wniosku o dostęp do informacji publicznej. O ile tylko jakiś obywatel zechce o to zapytać. W samej akcji koleżanek i kolegów z biznesu nie widzę "niemal" nic złego. Niech sobie prywatnie organizują konkurs na sprężynkę. Robią to w ramach wolności gospodarczej. Mamy ponoć wolność wywalczoną i uzyskaną w 1989 roku. Już całe 25 lat wolności, które w tym roku tak hucznie obchodzimy. Natomiast zaangażowanie Ministra Spraw Zagranicznych w rozmywanie symboli państwowych... To już jest inna sprawa.

Jeśli chodzi o biznes i patronaty prywatnych mediów - wszak również przedsiębiorców: w sumie przecież nie ma w tym nic złego, że sobie środowiska gospodarcze wybiorą logo, jakie będą chciały. Problemem jest tu nawiązywanie do "narodowego charakteru" tego wyboru. Dzięki temu zabiegowi angażowani są "zwykli ludzie" - konsumenci. Widać to po komentarzach dotyczących akacji "Logo dla Polski", że wielu rzeczywiście wierzy, że to ma być "nowe logo Polski". Tymczasem to nie "logo Polski". Polska nie ma logo i go nie potrzebuje - ma konstytucyjnie i ustawowo wskazane symbole, które - owszem - potrzebują odświeżenia, ale jednak. Sprężynka zatem to pomysł nie na logo Polski, tylko na logo organizatorów, którzy - być może - będą chcieli z tą propozycją dalej coś sobie robić, a dzięki prywatnemu charakterowi akcji będą mieli kontrolę nad zaproponowanym znakiem. Takiej kontroli nad państwowymi symbolami prywatni inwestorzy nie mają.

Mamy symbole narodowe. Heraldycznie, nie zaś ustawowo rzecz ujmując: orzeł bez tarczy to godło, orzeł na tarczy to herb. Niby to proste, jak to, że rosnące w lesie to drzewo, a ułożone w stosie to drewno. I ja nawet to rozumiem, że posługiwanie się określeniem "herb" może się komuś źle kojarzyć. Wszak nierówności społeczne związane z uprzywilejowanymi niegdy stanami, w szczególności ze szlachtą, mogą wciąż kogoś oburzać, budzić sprzeciw. Herb komuś może się kojarzyć z feudalizmem, poddaństwem, niewolniczą pracą na rzecz jakiegoś pana i tak dalej, a przecież symbol państwa powinien jednoczyć wszystkich obywateli. Również potomków tych 90% osób, które w dawnej Polsce nijak nie miały prawa do (szlacheckiego) herbu. Zostawmy to.

Problem z polskim herbem vel godłem jest systemowy. Wiele tekstów poświęciłem temu w dziale symbole narodowe tego serwisu. Nie wiem, czy jest sens za każdym razem powtarzać argumentację. Tak. Trzeba graficznie odświeżyć (tak jak odświeżali np. Holendrzy, Brytyjczycy lub Niemcy) i - przy okazji - poprawić Polsce symbole, ale po to, by dawało się z nich w ogóle korzystać (por. O Radzie ds. Cyfryzacji dwudziesty tekst w tym serwisie). Wszystko to powinno nastąpić w ramach heraldycznej tradycji państwowej. Moim zdaniem bez udziału Pana Prezydenta ten problem nie zostanie rozwiązany (i cóż, że moja "petycja" do Pana Prezydenta w tej sprawie została kiedyś w Kancelarii "zgubiona", skoro "woda drąży skałę"; por. Złożyłem list do Pana Prezydenta w sprawie zasad stosowania godła Rzeczypospolitej). Bez systemowego rozwiązania sprawy symboli narodowych będą narastały tylko takie problemy w sferze publicznej, jak ostatnio ten z dowodem osobistym, albo z orłem na uchwałach Sądu Najwyższego.

Niemniej od czasu do czasu pojawiają się kolejne inicjatywy prywatne, które symbolikę narodową usiłują zaprząc do swojej strategii marketingowej. Wszak coraz trudniej znajdować takie symbole, które angażują masy. Dlatego właśnie producenci piwa rozdają flagi w barwach narodowych, albo posługują się husarskimi skrzydłami (czujecie więź z husarzami, co? nawet jeśli wiecie, że wszyscy Polacy nie mogli być potomkami tej garstki facetów w galopie). Prywaciarze kombinują jak mogą, by napędzić sobie sprzedaż. Obywatele jednak - w swoim własnym interesie - powinni być świadomi swoich symboli.

W czym jest problem dla biznesu? Biznes nie ma kontroli nad herbem RP. To problem braku możliwości prywatyzacji przestrzeni publicznej przy jednoczesnej chęci wsunięcia się w rolę publiczną. Kiedy się zrobi prywatny konkurs na "logo", to już możesz mieć kontrolę nad takim logo, bo się symbolikę państwową różnymi afiliacjami próbuje "zawłaszczyć" (organizatorzy deklarują, że przeniosą potem autorskie prawa majątkowe na rzecz Skarbu Państwa, ale chciałbym przeczytać drobny druczek i jeszcze warto pamiętać, że autorskie prawa osobiste są niezbywalne). Problem zatem w rozróżnieniu tego co prywatne od tego co publiczne. Stąd pytanie o patronat honorowy MSZ nad biznesową akcją sprężynkową jest zasadne, tak jak było zasadne pytanie o honorowy patronat Prezydenta RP nad czekoladowym orłem Gazety Wyborczej i Trójki. Kiedy prywatni robią sobie konkurs na logo, to jest ich prywatna sprawa. Kiedy minister lub prezydent angażują się w rozmycie symboli państwowych - to sprawa o charakterze publicznym.

Sprężynka nie jest konkursem "na logo Polski". Jasne, że podobnym hasłem się tam posługują (tam jest "Logo dla Polski" - taka propozycja tylko, nic zobowiązującego, taki mały trick). Polska jest tam ważna, bo jak koleżanki i koledzy z biznesu mieliby zaangażować konsumentów w swoją akcję? W przypadku "Orzeł może" kampania marketingowa podczepiła się pod święto narodowe 2 maja. Nasz produkt to niemal dobro narodowe. My, to niemal państwo.

Ze swojej perspektywy problem widzę w tym, że obywatelom "zabrano" symbole państwowe (narodowe). Elementem tego problemu jest to, że nie można nimi handlować (ustawa przewiduje ograniczenia związane z umieszczaniem takich symboli na towarach). Jak był kłopot z komercjalizacją strojów reprezentacji piłkarskiej, to PZPN wymyśliło orła w kształcie piłki i to chcieli umieścić na strojach zamiast herbu RP. Idealna sytuacja - sami mają prawa własności intelektualnej do takiego znaku, więc korzystanie z monopolu własności intelektualnej pozwala na komercjalizowanie sfery narodowej. Nie trzeba się z nikim dzielić, bo to przecież prywatne. Lud się oburzył i trzeba było coś zrobić. Zmieniano ustawę w trybie pilnym, by jednak związki piłkarskie mogły mieć udział w komercyjnym torcie. Dziwny, nadal jeszcze sentymentalnie myślący lud chciał, by piłkarze grali z orzełkiem narodowym, nie zaś prywatnym piłko-orzełkiem. I cóż z tego, że rozgrywki piłkarskie czy inne sportowe akcje w stylu olimpiady, już dawno stały się nie zmaganiami sportowymi, tylko maszynkami do robienia kasy, a to w rękach dyktujących warunki podatnym krajom prywatnych korporacji w stylu UEFA? Emocje. Zaangażowanie. Wspólnota. Stadion Narodowy. A przy okazji Euro2012 dyskusja o... "marketingu pasożytniczym". Chodzi o kasę. Najzwyczajniej w świecie. Chodzi o kasę.

Problem ze sprężynką i podobnymi akcjami zatem jest natury kasowej. Biznes nie ma jak zagospodarować prywatnie państwowej symboliki, więc usiłuje zastępować ją swoją "quasi narodową", ale jednak prywatną. Symboliką, która nie należy do dobra wspólnego, chociaż usiłuje się pod nie podszywać. Symboliką nad którą ma pełną kontrolę i może czerpać z tego profity. I oczywiście dałoby się pogodzić to dążenie do sukcesu gospodarczego z zasadami państwa, tylko trzeba by to zrobić prawidłowo (por. Walka o nowoczesny branding narodowy a zarzut sztywniactwa i ponuractwa). Aplikując to do "sprężyny": rozwiązując problem z nienadającymi się do użycia symbolami narodowymi rozwiąże się również problem "promocji Polski". Pochylając się jedynie nad problemem biznesu z promocją Polski (w tym produkowanych w Polsce towarów i świadczonych przez polski biznes usług) nie rozwiąże się problemów z nienadającymi się do użycia symbolami narodowymi.

Poza odświeżeniem godła vel herbu uważam, że powinien zostać wykreślony z ustawy ów zakaz "handlu symbolami". Wykreślony. Wykreślony nawet wówczas, jeśli to oznacza, że Orzeł Biały będzie mógł "zdobić" majtki oferowane w sklepie. W innych krajach można handlować przedmiotami z symboliką narodową. Czym byłby scyzoryk firmy (nikt mi za reklamę nie płaci!) Victorinox bez odesłania do symboliki Szwajcarii? Zatem wykreślenie zakazu handlu. To by oznaczało, że każdy obywatel może obcować z tymi symbolami. Może je sobie kupić. Producenci zaś tych wszystkich gadżetów nie muszą puszczać porozumiewawczego oka udając, że na tej koszulce to wcale nie Orzeł Biały, tylko, rozumie pan, "stylizacja". Oczywiście nie wszyscy byliby z tego zadowoleni, bo nie mogliby powoływać się na jakieś tam prawa własności do ich znaków, które robią za niemal oficjalne, prawie publiczne.

Dzięki zakazowi handlu przedmiotami z symbolami narodowymi kultura symboli narodowych zastępowana jest kulturą hołdowania stylizacjom i zamiennikom. Zadowalamy się krzywym, cherlawym niby-orłem, bo taki sprzedają przy okazji "sportowych odpustów". Aby uczestniczyć w narodowej wspólnocie wywieszamy z okien rozdawane przez producenta piwa flagi quasi biało-czerwone z dodatkiem nazwy browaru. Biznes wspina się na wyżyny kreatywności, by wkręcić tego lub innego wysokiego urzędnika w patronaty, że niby to jest takie, wiecie, oficjalne. My to robimy, w naszym interesie, ale jest tu, proszę, patronat Prezydenta RP, albo Ministra Spraw Zagranicznych.

Tam, gdzie obywatel może kupić sobie w sklepie państwowe/narodowe symbole i różne gadżety z nimi związane, to tam - jak zakładam - świadomość szczegółów takich symboli jest większa. Po co mam się zadowalać stylizacją orła na koszulce, skoro mógłbym chcieć nosić po prostu symbol narodowy. Poza tymi, którym i tak jest wszystko jedno, ludzie wiedzą w USA ile strzał ma w szponie ich orzeł na prezydenckiej pieczęci i wiedzą też dlaczego te strzały ktoś mu w ten szpon wetknął (żeby dostać obywatelstwo USA to trzeba wiedzieć nawet więcej o tamtym kraju i jego symbolach). W Polsce - generalnie - obywatele nie wiedzą jak powinien wyglądać narodowy symbol ich kraju, nie wiedzą nic o Białym Orle (czemu się zatem dziwić urzędnikom, że też nie wiedzą?). Nie wiedzą też, że na przykład nie tylko szpony Orła Białego powinny być złote, ale złote powinny być całe łapy, bo to jest "broń" tego heraldycznego godła Polski, a heraldyczna broń powinna być złota, o ile nie ma tu innych, np. historycznych uwarunkowań. W Polsce nie ma takich uwarunkować co do łap, a jedynie pośpiech i brak rozwagi przy produkowaniu załącznika do ustawy jest takim "uzasadnieniem". W sumie to takie dość hmm... narodowe.

Zatem - podsumowując - nie mam nic przeciwko temu, że sobie koledzy i koleżanki z izb gospodarczych robią akcję z głosowaniem na logo w kształcie sprężynki czy finezyjnie złączonych czerwonych liter SS. Ich piaskownica. Mogę się zastanawiać nad zaangażowaniem się w to spółek z udziałem skarbu państwa, bo to jednak jest dla mnie mało "koszerne". Natomiast istotnie mam coś przeciwko temu, że Minister Spraw Zagranicznych udziela na tego typu akcje "honorowy patronat". I myślę, że kwity związane z tym patronatem powinny zostać opublikowane w Biuletynie Informacji Publicznej. Aby każdy widział w co się zaangażował minister odpowiedzialny za sprawy zagraniczne w Polsce. Tu prywatni patroni medialni prywatnej akcji nie mogą zastąpić głosu ministra. To minister powinien się z tego tłumaczyć. Jest różnica między tym co prywatne, a tym co publiczne. Tak jak tłumaczył się Minister Obrony Narodowej ze zrzutu milionów komercyjnych wszak ulotek z wojskowych śmigłowców.

PS
Co się stało z domeną orzelmoze.pl? Po opuszczeniu domeny przez organizatorów akcji domena ta przeszła w ręce speców od SEO. Kilka tygodni temu wykorzystywała jeszcze resztki pozycji, które domena uzyskała m.in. w związku z zaangażowaniem się w akcję mediów i Pana Prezydenta. Publiczna kasa przyznana w ramach grantu jednemu ze stowarzyszeń, które miało udawać, że organizuje akcję, została zwrócona, a reklamodawcy się z akcji wycofali. Gdzie dziś jest ów czekoladowy orzeł? Nie wiem, czy rzeczywiście chcę wiedzieć jakie były jego dalsze losy po tym, gdy trafił do wnęki okiennej jednego z warszawskich szpitali. Wiadomo jednak, że okazał się niejadalny.

Proszę o tym pomyśleć.

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Wow.

VaGla's picture

Zatem jest ciekawiej, niż myślałem. Dziękuję ze te adresy. Przy okazji zrobiłem z nich linki.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

o godle

http://kronikihistoryczne.blogspot.com/2014/08/godo-herb-i-barwy-narodowe.html
tu masz o godle

Orli Dom

Serdecznie polecam stronę projektu Orli Dom Pana Andrzeja-Ludwika Włoszczyńskiego:

www.orlidom.pl

I jeszcze komentarz po kilku godzinach dyskusji

VaGla's picture

Z lektury sieciowych komentarzy jawi mi się obraz sytuacji, w której nawet najsprawniejsze działania w sferze public relations, nawet najsprawniejszy monitoring mediów zaangażowany we wkręcanie sprężynki narodowej, nawet reagowanie na komentarze wedle podręcznika od sytuacji kryzysowych, nie sprawią, że propozycja "loga dla Polski" spotka się z akceptacją społeczną. Natomiast zastanawiam się, czy w związku z tym prześwietni piastuni władzy publicznej, którym tam bardzo wydaje się leżeć na sercu brak spójnej identyfikacji państwa, wraz z poniesiona porażką sprężynkowo-wizerunkową porzucą szansę podjęcia rzeczywistej próby naprawienia rzeczywistego problemu? Oczywiście wówczas trzeba by odpalić realną debatę publiczną, podjąć realne przywództwo polityczne, zaangażować rzeczywiście systemowo umocowane do tego instytucje publiczne (jak Prezydent RP). Symbole narodowe to nie jest kwestia PR-u robionego studentami zatrudnionymi w międzynarodowej i renomowanej agencji obsługującej "media społecznościowe". Symbole narodowe to sprawa narodowa. Można rozwiązać sprawę dobrze, albo ją, proszę o wybaczenie, spieprzyć. To, że wielu komentujących dość jednoznacznie i krytycznie ocenia zaproponowaną koncepcję nie znaczy, że "w tym kraju zatem się po prostu nie da". Otóż da się. Trzeba tylko nie iść na skróty i nie zastępować bełkotem marketingowym realnej debaty publicznej i trzeba - zamiast stosować bełkot marketingowy - wziąć na siebie realną odpowiedzialność i polityczne przywództwo. No, ale do tego trzeba mieć jaja, trzeba rzeczywiście wierzyć w coś takiego, jak możliwość realizacji racji stanu, nie zaś myśleć jedynie w kategoriach odróżnienia się od konkurentów politycznych w walce na słupki przedwyborcze. I naprawdę nie musimy sięgać po tak renomowanych, wybitnych, nietuzinkowych, pełnych charyzmy, jak Wally Olins. Akurat ten przewspaniały artysta nie odpowie nam - obywatelom - o swojej, wygenerowanej w kilka sekund - koncepcji, ponieważ hasa dziś po niebiańskich pastwiskach. Ale poza tym zupełnie nie kojarzy się on z jakąkolwiek polską aktywnością. Został, że tak powiem, przyniesiony w kapeluszu. Nawet nie wiadomo kto dokładnie go w tym kapeluszu przyniósł. Mamy za to polskie środowisko projektujące na przyzwoitym poziomie wszelkiego rodzaju grafiki użytkowe, identyfikacje wizualne i inne takie grafiki. Przypuszczam, że paradygmat otwartego społeczeństwa obywatelskiego powinien zakładać, że konkurs na tak ważne grafiki jak symbole narodowe i tak ważne koncepcje jak spójna identyfikacja wizualna państwa, nie może wyłączać rodzimego środowiska ze stawania w szranki i przysłużenia się na lata Narodowi. Nie twierdzę, że nasi akurat mają wygrać. Chociaż wówczas akurat moglibyśmy się na świecie chwalić naszym, nie zaś brytyjskim designem. Może w uczciwym, dobrze przygotowanym merytorycznie, zbudowanym na solidnych fundamentach instytucjonalnych i poprzedzonym rzetelną debatą publiczną konkursie po prostu rodzimi projektanci polegną. Ale powinni mieć przynajmniej szansę wzięcia udziału w takim przedsięwzięciu. Chyba, że to nie ma być spójne, nie ma być na lata, nie ma być uczciwe, nie ma być narodowe i tak dalej. Wówczas toczymy debatę w równoległych rzeczywistościach.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Stary problem

Mi się ciągle wydaje, że Pan ciągle mylnie zakłada, że w Polsce jest demokracja. A w Polsce nie ma elementarnych zasad demokracji, stąd między innymi te problemy. Nie da się rozwiajać demokracji bez udziału obywateli. A w Polsce obywatele są zablokowani systemowo, nie mają dostępu do państwa. Władze działają w zamkniętym półświadku, brak im po prostu ludzi.

Przyponę jeszcze raz. W Niemczech dwie główne partie polityczne mają w swoich szeregach 1,2 miliona ludzi. Normalnych obywateli, normalnych ludzi. 10% z tego to są lokalnie i centralni działacze. We wszystkich partiach jest około 1,6 miliona ludzi. W Hiszpanii w trzech największych partiach politycznych jest 1,5 milional ludzi. We wszystkich nie wiem dokładnie, ale jest około 2 mil ludzi.

W normalnej demokracji na ok 20-40 najgorzej 50 dorosłych obywateli 1 jest aktywnym członkiem partii politycznej. To jest ta baza zapewniająca łączność społeczeństwa obywatelskiego z instytucjami demokratycznego państwa.

W Polsce PiS i PO działają jak organizacje tajne, więc liczby członków można się domyślać. Ja stawian na w sumie 30-40 tys. Jakby liczyć tych co płacą składki to pewnie trzebaby to prze 2 lub 3 podzielić. Polski Zwizek Szachowy ma udokumentowanych i wypisanych nazwiskami 52 tys. członków.

O czym my tu mówimy. To nie może fizycznie funkcjonować. Partie to towarzystwo zamknięte. A dla obywateli Polska to państwo wrogie i obce. I nie dlatego, że Polakom się nie chce. Państwo jest fasadowe, odstręczające, nieprzystępne. Tam w Warszawie może ma się złudzenie, że jest się w środku cyklonu państwowyej aktywności. Ale to tylko złudzenie. Bez autentycznej partycypacji ludzi, bez odblokowania systemu te będzie coraz gorzej funkcjonwoć. Będzie coraz bardziej brakować ludzi. Coraz bardziej złożone procedury a coraz mniej ludzi. Coraz mniej chętnych optymistycznie nastawionych ludzi.

Jak są na przykład partie niemieckie urządzone w porównaniu z polskimi próbowałem porównać cytatami z ustaw tutaj w tym prostym tekście Porównanie ustroju partii politycznych w Polsce i w Niemczech Od takich spraw się demokracja zaczyna. Tam można zobaczyć skąd się biorą duże, obywatelskie, prawdziwie demokratyczne partie z setkami tysięcy chętnych do roboty ludzi, którzy chcą współuczestniczyć i są gotowi za to nawet porządne składki płacić.

społeczeństwo obywatelskie, niekoniecznie partyjne

Społeczeństwo obywatelskie nie musi (a wg mnie nie powinno) być partyjne. Może opierać się na innych formach zrzeszania/działania - stowarzyszenia, organizacje pozarządowe itp.

A co do wyliczeń partyjnych - Wielka Brytania ma ok. 63 mln obywateli. Liczebność głównych partii: konserwatyści 174 tys., labourzyści 190 tys., demokraci 43 tys. W sumie ok. 400 tys. Pozostałe partie deklarują od kilku do kilkudziesięciu tys. członków. Ilu wyjdzie w sumie? 600-700 tys.?

Zatem brytyjskiej demokracji musi być wg ciebie daleko do "normalności", bo aby 1 na 20-40 obywateli był członkiem partii, musiałoby ich być 2-6 mln.

Pół racji

Racja, że partie nie są jedyną formą obywatelskiej partycypacji w demokracji. System może całkiem skutecznie wplatać organizacje pozarządowe, instytucje niższego szczebla, organizacje samorządowe i obywatelskie w demokratyczne procesy decyzje. Jednak głównym instrumentem, zwłaszcza w krajach z ordynacją proporcjaonalną są partie polityczne i ja właśnie porównuję Polskę do krajów porówynywalnych.

Wielka Brytania to szczególny przypadek. Jest tam system większościowy w którym partie mają nieco inną rolę (w USA też) natomiast inne instytucje są bardzo silne. Poza tym WB jest wybitnym przykładem kryzysu ogólnego zachodnich demokracji. W Niemczech 30 lat temu w pariach było 2,8 miliona obywateli. Dzisiaj jest "tylko" 1,6 miliona. W WB niegyś PArtia Konserwatywna maiąła 1,9 miliona członków, partia pracy włączając przynależne do niej Związki Zawodowe kilka milionów. W ostatnich latach jest dramatyczny zjazd, ale to jest temat na zupełnie inną dyskusję. Kryzys partii brytyjskich jest znany i mocno dyskutowany właśnie jako wielkie zagrożenia dla demokracji. To widać po łamaniu się systemu dwupartyjnego, "masakrę" wszystkich partii przez ruchy nacjonalistyczne w ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego (w systemie proporcjonalnym) czy też tendencje rozpadowe jak ostatnio referendum w sprawie niepodlełości Szkocji.

I jeszcze jedno. Zbaczanie z tematu wskazując palcem na problemy innych nie jest zbyt konstruktywną praktyką. Różnica między WB Niemcami a Polską jest między innymi taka, że tam się te problemy dostrzega, o nich się żywo dyskutuje i podejmuje się konkretne środki zaradcze. W jednym numerze FAZ po ostatnich wyborach do Bundestagu wyczytałem więcej tekstów i krytycznych uwag o rozwoju niemieckiej demokracji niż w Polsce pojawiło się w ogóle poważnych analiz w ciągu ostatnich 25 lat. W Polsce są to tematy tabu. A tam są to sprawy żywej troski. W Niemczech niedawno Trybunał Konstytucyjny zlikwidował całkowicie progi wyborcze w wyborach do PE chociaż wielkie partie protestowały i chodziły z kwaśnym nosem. Właśnie się dyskutuje o zniesieniu tych progów w wyborach do Bundestagu.

Demokracja to również otwarta dyskusja o trudnych tematach a tej właśnie w Polsce na te "drażliwe" tematy nie ma. Na zachodzie wilkie partie demokratyczne przechodzą kryzys. W Polsce takich partii od samego początku nie ma, bo nie miały szansy by się rozwinąć. Tak jak były to tylko kanapy i gangi kolesi w 1990 roku, takimi pozostały do dzisiaj. Porównywanie Polski i tamtych krajów, to jest jak porównywaniu wozu drabiniastego bez kół z mercedesem, który trochę szwankuje bo mu się zaniczyściły świece.

Ja próbuję wykazać dlaczego w Polsce prawie nic nie wychodzi, albo idzie jak krew z nosa wskazując na zupełny brak kadr, kompetencji i powszechnej partycypacji obywateli w rozwiązywaniu swoich spraw. Małe grupki ludzi wokół administracji i pozwawionych zupełnie czynnika obywatelskiego partii nie mogą złożonych rozwiązać. To widać niemal na każdym kroku. Począwszy od spraw takiego loga idąc przez systemy informatyczne, wymiar sprawiedliwości aż po oświatę i medycynę. Właśnie słyszę, że znowu jakiś urzędnik wymyślił, że jak lekarz nie wykaże się odpowiedznią wykrywalnością raka ze zleconych przez niego przesiewowych badań, to będzie karany jakimiś dodatkowymi szkoleniami dla idiotów. Przecież to jest już jakiś horror. Niedługo wszyscy lekarze wyjadą a w Polsce będą leczyć tylko znachodzi wyszkoleni na googlu pod uważnym dozorem urzędników państwowych.

Ech. Gopodarza przepraszam za ten dryf, ale w zasadzie to sam Gospodarz ten dryf zainicjował.

Będzie Pan zadowolony

Na głównej stronie gazeta.pl, w eksponowanym miejscu znajdujemy odsyłacz do "artykułu" na deser.pl [MEMY] Nowe sprężynowe logo dla Polski niezbyt spodobało się internautom... Wymyślają własne.

Oczywiście większość to po prostu zgrywa wynikająca z tego, że "logo" się nie spodobało, ale zaskakująco dużo autorów odnosi się do kosztów tej zabawy oraz faktu, że Polska ma już "logo", którym jest orzeł biały. Jest nawet projekt zmiany Konstytucji, gdzie w art. 28 zmienia się godło na "sprężynowe logo".

Jest też na poważnie

Tytułem uzupełnienia,

Tytułem uzupełnienia, bowiem autor zapomniał.

Kto był inicjatorem pomysłu Logo Polski i jaki jest cel wprowadzenia jednego logo?

Stworzenie spójnej identyfikacji wizualnej to końcowy etap prac nad ujednoliceniem systemu promocji Polski zapoczątkowanych jeszcze w 2004 r. poprzez podjęcie współpracy z Wally Olinsem - światowej sławy ekspertem od brandingu narodowego. Wtedy to powstała koncepcja creative tension, której logo jest wizualnym odzwierciedleniem. Koncepcja ta stała się osią „Zasad komunikacji marki POLSKA”.
Do koncepcji Ollinsa powrócono w 2014 roku w związku z rocznicową kampanią wizerunkową Polski za granicą. Agencja tworząca spot nawiązała współpracę z Wally Ollinsem, który stworzył znak i hasło kampanii. Członkowie komisji konkursowej wybierającej koncepcję spotu uznali je za idealne dopełnienie narracji o przemianach.
Rada Promocji Polski uznała „sprężynę” za potencjalne logo narodowe. W odpowiedzi na wyrażoną przez członków wolę stworzenia jednego wspólnego znaku, SKM SAR zadeklarował pozyskanie praw majątkowych do znaku i przeprowadzenie społecznej akcji jego finansowania. Przedsięwzięcie uzyskało honorowy patronat Ministra Spraw Zagranicznych.

Kto może korzystać z wybranego logotypu?

Intencją Organizatorów wyboru znaku jest by podmiotami uprawnionymi do BEZPŁATNEGO korzystania ze Znaku były WSZYSTKIE podmioty publiczne i państwowe, stowarzyszenia i fundacje, niezależnie od prowadzonej działalności gospodarczej. Ponadto, osoby fizyczne, osoby prawne, jednostki organizacyjne nieposiadające osobowości prawnej posiadające status przedsiębiorcy w rozumieniu prawa polskiego zarejestrowane na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, pod warunkami regulaminu, opracowanego przez jednostkę rządową na ręce, której zostanie przekazany Znak.

Podsumowując
1. Opracowanie zostało opłacone ze zbiórki czyli środków prywatnych. Rząd w osobie MSZ jedynie honorowo patronuje akcji.
2. Znak w zamierzeniu ma być dostępny dla każdego bezpłatnie.

Proszę wybrać

VaGla's picture

Prywatnej inicjatywy się nie czepiam. Napisałem to zresztą w tekście. Swój przekaz adresuję jedynie do organów władzy publicznej. Przedsiębiorcy w swoich działaniach kalkulują ryzyka gospodarcze, ale generalnie działają w ramach swojej wolności. Państwo zaś, organy władzy publicznej, nie korzysta z wolności. A (czasowi) piastuni tej władzy publicznej muszą liczyć się z innymi ryzykami.

Logo dla Polski? Wybierz dobrze

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Po co więc czepiać się

Po co więc czepiać się władzy, skoro władza nie ma wpływu na tę prywatną akcję?

Polska ma od lat problem wizerunkowy. Nie tylko w zakresie promocyjnym.

Protesty przeciw takim inicjatywom nic nie zmienią. Tym bardziej, gdy 99% protestujących durnowato powiela wycięte z kontekstu zdania o wyprowadzaniu kasy, pokazując, że nie chodzi o rozwiązanie problemu, ale o robienie rabanu.

Ależ władza ma

VaGla's picture

MSZ daje temu patronat, a poza tym: Polska sprężyną zmian. Rada Promocji Polski przyjęła koncepcję logotypu (msz.gov.pl).

Jeśli biznes chce robić sobie logo, to niech sobie robi. Podobnie jak w przypadku "Orzeł może" uważam, że biznes może próbować wkręcać państwo w swoje działania. Ale podobnie też jak wówczas uważam, że państwo nie może się dawać wkręcać w rozmywanie symboli państwowych. Każdy odgrywa swoją rolę. Dlatego ja swój przekaz adresuję do piastunów władzy publicznej, nie zaś do biznesu.

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Tak jak myślałem

steelman's picture

Poza odświeżeniem godła vel herbu uważam, że powinien zostać wykreślony z ustawy ów zakaz "handlu symbolami".

Jakiś czas temu miałem jedną lub dwie okazje do dyskusji na ten temat z szanownym Autorem. Nie rozumiałem wtedy do końca jego argumentów i sam nie potrafiąc wystarczająco zbornie wyartykułować swoich intuicji. Próbowałem się ratować przywołując przykład Amsterdamu z jego herbem i flagą. Widnieją na nich trzy krzyże św. Andrzeja, element bajecznie prosty, świetnie prezentujący się zarówno w kontekstach "oficjalnych" jak i popkulturowych. W tych ostatnich jest wykorzystywany powszechnie, raz lepiej raz gorzej, nigdy jednak odbiorca nie ma wątpliwości, że chodzi powiązanie czegoś z miastem.

Właśnie o takie podejście mi, wówczas chodziło. Żeby godło prezentowało się ładnie i żeby wolno było (a wtedy nie wiedziałem, że jest inaczej) było z niego swobodnie korzystać.

>steelman<

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>